Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 33 gości.

Mateusz Kieran: Nowa dekada - nowe szanse

2017.png

 
Poniższy tekst zdobył III nagrodę w konkursie na tekst na dowolny temat. Tekst wyraża poglądy autora, a nie redakcji portalu. Pod tekstem znajduje się link do komentarza odredakcyjnego.

Redakcja WR
 
 
Minęło dwadzieścia lat od rozwiązania PZPR – partii, która choć powoływała się na idee marksizmu, nie wypełniła ich należycie. Jednocześnie pozostawiła w społeczeństwie polskim złe skojarzenia z socjalizmem i komunizmem. Dwadzieścia lat to jedno pokolenie – czas odpowiedni, by uprzedzenia odeszły w niebyt, a skrajna lewica odzyskała należne jej miejsce w debacie publicznej.
 
Po pierwsze należy zapytać, czy nie jest to odgrzewanie kotleta, czy marksizm możebyć użyteczny w dzisiejszym świecie. Wszak wielkoprzemysłowy proletariat nie jest już klasąnaj bardziej liczebną, a zastępują go najemni pracownicy sektora usług. Jednakże ci pracownicy wciąż narażeni są na wyzysk i przez nieomal dwieście lat od ogłoszenia „Manifestu komunistycznego” nie pojawiła się żadna inna równie sensowna i spójna idea pozbycia się niesprawiedliwości.
 
Jednak czy bez wielkoprzemysłowego proletariatu komunizm ma sens? Marks mówił, że klasą rewolucyjną są robotnicy, a próby oparcia rewolucji o chłopstwo nie powiodły się. Czy zatem powiedzie się zaszczepienie marksizmu wśród pracowników sektora usług – wymieńmy najbardziej wyzyskiwanych, chociażby pracownic supermarketów?
Po pierwsze konieczne jest wiedzieć, dlaczego oparcie marksizmu o chłopstwo skazane było na porażkę. Otóż, na co wskazywał Kautsky – w kraju niedorozwiniętym gospodarczo rewolucja nie powiedzie się. Postfeudalne stosunki społeczne, nawet pozniesieniu pańszczyzny były zgoła odmienne od pracy najemnej. Natomiast zarówno hutnik jak i kasjerka w Tesco są pracownikami najemnymi. Ponadto drugim istotnym czynnikiem była świadomość. Masy rosyjskiego oraz środkowoeuropejskiego chłopstwa cechowała niezwykle niska świadomość społeczna, często nie wykraczająca poza własną wieś. Ponadto zaszczepienie wśród ludu idei marksistowskich utrudniał analfabetyzm oraz wysoka religijność. Dlatego więc można mniemać, że im wyższa świadomość, tym większa możliwość zrozumienia i zaaprobowania założeń teorii marksistowskiej.
 
To prawda, że dziś wyzysk nie jest tak brutalny jak w czasach narodzin marksizmu.
Istnieją zasiłki, renty i emerytury, pracownicy nie umierają z głodu i nie pracują szesnastu godzin dziennie. Jednakże wciąż wiele jest do zrobienie i umiarkowana lewica pokroju SLD nie tylko nie kwapi się do rozwiązywania tych problemów, a często nawet popiera kapitalistów.
 
Natomiast istniejące związki zawodowe, jeżeli nie wyrastają z idei marksizmu, nie są w stanie w pełni zrozumieć tego, o co walczą. Przesycona konserwatyzmem i katolicką moralnością „Solidarność” opiera się na taktyce uzyskiwania prośbą albo groźbą kolejnych łask u swoich „panów”, nie zaś zmiany stosunków społecznych. Przypomina to pozytywistyczną ideę dobrego przedsiębiorcy, który troszczy się o swoich pracowników z czysto szlachetnych pobudek. Solidarność zatem kreuje się na kaznodzieję, który grozi palcem i mówi: „Musicie być dobrym panem dla swoich niewolników”. Doprawdy wygląda to żałośnie i jest – tak właśnie to, nie zaś komunizm – czystą utopią.
 
Dlatego walka o prawa pracownicze musi – powtarzam to – musi oparta być o marksizm, tak jak budowa mostu oparta być musi o prawa fizyki, nie zaś o religijne bajdurzenie. Marksizm jako kierunek naukowy pozwala zrozumieć mechanizm stosunków pomiędzy klasą pracującą, a kapitalistą. Pozwala uwolnić się od mrzonki o łaskawym pracodawcy. Pozwala wreszcie zmienić pozycję pracownika z przedmiotu zdanego na łaska pana na podmiot mający realny wpływ na swoją pracę.
 
Obecnie pracownicy znajdują się w sytuacji patowej. Wiedzą, że jeśli upomną się o swoją godność, grozi im bezrobocie. Dlatego często godzą się na poniżenie i głodowe pensje. Wiedzą, że w każdej chwili mogą pozostać z niczym. Ich dotychczasowa praca, wysiłek i wkład w rozwój przedsiębiorstwa nic bowiem nie znaczą. Jeżeli są zbędni, kapitalista może pozbyć się ich, bo przecież wszystko jest jego. Nawet jeżeli nie wykonuje żadnej pracy, nawet jeżeli w ogóle nie interesuje się swoją firmą (zarządza nią jego pracownik) to i tak może o wszystkim decydować i on otrzymuje cały zysk.
 
Oczywiście ciężko jest mówić od razu o rewolucji. Ale wspomnijmy tworzenie podstaw socjalizmu na ziemiach polskich przez Waryńskiego. Ścierały się wtedy dwie ważne koncepcje. Pierwsza mówiła o skupieniu całych sił na rewolucji i dopiero po niej dokonywaniu przemian społecznych. Inna zaś postulowała, że przed rewolucją proletariusze powinni zdobywać tyle swobód i udogodnień, ile jest tylko możliwe, a to z kolei znacznie ułatwi rewolucję w przyszłości. Dlatego już dziś ruch pracowniczy w Polsce może domagać się ważnych zmian.
 
Ponadto działania te zwiększą popularność idei komunistycznych wśród społeczeństwa. Przestaną się one kojarzyć z utopią, a staną się metodą walki o godność i prawa pracownicze. Uważam, że przyjąć należy strategię małych kroków, zdobywać taki postęp, jaki w danej chwili jest realny, przybliżając się do postulowanych przez nas stosunków społecznych.
Mówiąc już zupełnie konkretnie, mam na myśli pobudzenie świadomości społecznej do zorganizowania silnego i solidarnego ruchu pracowniczego, który poprzez strajk wymuszać będzie na pracodawcach kolejne zmiany stosunków społecznych. Uważam to za rażącą niesprawiedliwość, że pracownicy pomimo wkładu swojej pracy nie maja prawa o niczym decydować i traktowani się w przedsiębiorstwie jako zupełnie obcy, służący tylko do wykonania określonego celu.
Jeżeli ktoś inwestuje w przedsiębiorstwo wkład w postaci kapitału, dostaje akcje, a co za tym idzie prawo do wpływu na podejmowanie decyzji oraz pensję w postaci dywidendy.
 
Dlaczego zatem ktoś inny, kto inwestuje wkładem swojej pracy dostaje tylko pensję, najczęściej tak niską, jak to jest tylko możliwe? Czy wkład w postaci pracy jest gorszy od kapitału? Uważam, że zupełnie odwrotnie.
 
Dlatego przed ustanowieniem idealnych stosunków społecznych ruch komunistycznymógłby się skupić na fazie przejściowej w postaci spółek akcyjnych, w których każdy pracownik musiałby być współwłaścicielem. Jest to forma zupełnie przejściowa, ponieważ zakłada częściowe uspołecznienie środków produkcji poprzez kapitalistyczny system akcji i funkcjonowanie w systemie wolnego rynku. Lepiej jednak osiągnąć niewiele, niż nic i tylko marzyc o wyższych celach.
 
Dlatego postuluję porzucenie perfekcjonizmu oraz taktyki „wszystko albo nic”, bo taka taktyka oznacza „marksizm albo kapitalizm” i nie łudźmy się, że w chwili obecnej i jeszcze bardzo długo szala przechylać się będzie na rzecz kapitalizmu. Musimy zdać sobie sprawę, że główną przyczyną słabości komunizmu w Polsce jest brak wiedzy na jego temat, a to z kolei wynika z braku obecności idei komunistycznych w debacie publicznej. A zatem pierwszym zadaniem na nową dekadę powinna być jak najszerzej zakrojona akcja uświadamiania i agitacji.
 
Okazji do tego jest wiele. Przypomnę znów postać Ludwika Waryńskiego, który pomimo represji carskich i szczupłej klasy proletariatu odniósł ogromny sukces w postaci prężnej partii socjalistycznej. My natomiast mamy do dyspozycji nowoczesne środki przekazu i w miarę swobodną debatę bez narażenia na bezprawne represje. Musimy być widziani i słyszani. Po pierwsze na forach internetowych (chociażby forum takich serwisów jak gazeta.pl lub Onet.pl), gdzie swoimi wpisami możemy propagować i tłumaczyć idee komunistyczne, zamieszczając jednocześnie odnośniki do stron internetowych. Po drugie na ulicy. Już nie wystarczy pochód pierwszomajowy, jest wiele rocznic do świętowania i to typowo polskich – wybuch Rewolucji 1905, powstanie partii Proletariat, urodziny Ludwika Waryńskiego lub Róży Luksemburg.
 
Im bardziej liczna będzie manifestacja, tym większa uwaga mediów, a co za tym idzie możliwość prezentacji poglądów społeczeństwu. I wreszcie po trzecie – również wzorując się na Ludwiku Waryńskim – rozmowy z pracownikami i wsparcie indywidualne.
 
Waryński odwiedzał fabryki i wyjaśniał pracującym tam robotnikom, że mogą, a nawet powinni walczyć o poprawę swojego losu i że nie jest to niemożliwe. Musimy dostosować się do nowych warunków i ostatecznie pogodzić z faktem, że wielkoprzemysłowa klasa robotnicza stanowi coraz mniejszą grupę naszego społeczeństwa. Dlatego musimy oprzeć nasze działanie o inne wyzyskiwane grupy. Mówiąc obrazowo komunizm XXI wieku musi zamienić sierp i młot na wózek widłowy z supermarketu.
 
Dopiero wtedy, gdy nawiążemy owocną współpracę z wyzyskiwanymi pracownikami i uzyskamy szerokie poparcie społeczne możliwa będzie organizacja polityczna i zmiana stosunków społecznych. Jest to jak drugi brzeg, od którego oddziela nas rwąca rzeka kapitalizmu. Nie wolno nam tylko marzyć i stać bezczynnie, gdy rzeka ta porywa i topi kolejne rzesze wyzyskiwanych. Czas wreszcie metodą małych kroków zbudować most.
Most konsekwentnego oporu i odzyskanej godności ludzi pracy.

KOMENTARZ REDAKCJI WR

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Obama rev