Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 5 gości.

Krzysztof Wójcicki: Ruch robotniczy 125 lat po straceniu przywódców "Proletariatu"

Proletariatczycy - obraz Kowarskiego

 W styczniu 1886 straceni zostali na szubienicy polscy działacze socjalistyczni, przywódcy I Proletariatu, którzy jako pierwsi oddali swoje życie sprawie klasy robotniczej – Kunicki, Bardowski, Pietrusiński, Ossowski.  Mimo iż ich partia została rozbita – ówczesny ruch robotniczy w Polsce wzrastał wraz z rozwojem wielkiego przemysłu, tak więc mimo fizycznej eliminacji przywódców przez reżim carski ich walka nie została zapomniana.  W ciągu dekady od rozbicia I Proletariatu jak grzyby po deszczu wyłoniły się nowe partie robotnicze – II Proletariat (1889), Związek Robotników Polskich (1889), powstała z połączenia „II Proletariatu” i ZRP PPS (1892), SDKP/SDKPiL (1893). Widzimy więc że cios jaki zadali polskim rewolucjonistom carscy siepacze był niewiele znaczący wobec ogólnego wzrostu siły i świadomości klasy robotniczej. Przypływy i odpływy są bowiem stałym elementem dialektycznego wzrostu ruchu robotniczego. Walka klasowa, (stąd nazwa „walka’) nie jest, jak myślą rozmaitego rodzaju reformiści, pokojową ewolucją, w której historycznie predestynowana do zwycięstwa klasa  (proletariat) gładko, bez przeszkód i oporu zdobywa kolejne twierdze burżuazji, lecz burzliwym procesem stanowiącym złożenie ogólnego postępu (związanych z rozwojem sił wytwórczych), oraz następujących po siebie okresów zwycięstwa sił postępu czy reakcji. Jak pisał w 1936 Lew Trocki:
 
 
Praktycznie przebyliśmy dwa takie wielkie historyczne cykle: 1897-1905 - lata przypływu; 1907-1913 - lata odpływu; 1917-1923 - okres niebywałego w historii wzlotu; w końcu - nowy okres reakcji, który dotąd się nie zakończył. Na tych wielkich wydarzeniach „trockiści” uczyli się rytmu historii, tj. dialektyki walki klasowej. Uczyli się i - jak się wydaje - do pewnego stopnia się nauczyli podporządkowywać temu obiektywnemu rytmowi swoje subiektywne plany i programy. Nauczyli się nie popadać w rozpacz dlatego, że prawa historii nie zależą od naszych indywidualnych upodobań czy naszych moralnych kryteriów. Nauczyli się swe indywidualne upodobania podporządkowywać prawom historii. Nauczyli się nie lękać się najpotężniejszych wrogów, jeśli ich potęga pozostaje w sprzeczności z potrzebami historycznego rozwoju. Umieją płynąć pod prąd w głębokim przekonaniu, że nowy historyczny przypływ potężnej siły wyniesie ich na drugi brzeg. [1]
 
 
Jednorazowy akt rozbicia konkretnej grupy działaczy politycznych (mowa o konkretnym przypadku „Proletariatu”  czy partii sam w sobie nie jest czymś, co może doprowadzić do długotrwałej stagnacji ruchu i jego rozbicia. Jak pisał „Czerwony Sztandar”  (gazeta SDKPiL) w publikacji „Czego chciał >>Proletariat<<, Wszczepić w robotników polskich ideę walki z caratem, walki politycznej w państwie rosyjskim, wszczepić w nich ideę solidarnej walki i wspólnych celów z proletariatem całej Rosji – to było pierwszym zadaniem politycznym naszych wielkich bohaterów. I to zadanie spełnili w zupełności. Dziś świadomy robotnik polski wie, że w solidarnej walce i pod wspólnym sztandarem z proletariatem całej Rosji dążyć musi do obalenia samowładnego rządu carskiego i zdobycia wolności politycznej. [2].
 
Trafnie ta kwestia została ujęta w odezwie KC Komunistycznej Partii Polski ze stycznia 1936 roku  Satrapom carskim udało się zgnieść chwilowo pierwszą, słabą jeszcze partię proletariacką, lecz rozbudzonej walki klasowej , lecz wznieconej solidarności proletariackiej nic już nie zdołało powstrzymać ani zgasić[3]
 
 
W latach po zniszczeniu „I Proletariatu” w związku z rozwojem przemysłu polska klasa robotnicza wzrastała liczebnie. Wzrastała też jej świadomość klasowa – jako ogółu, mimo iż różne były czerwone sztandary pod którymi przychodziło walczyć o swoje prawa kolejnym pokoleniom robotników – II Proletariat, ZRP, PPS, PPS-Lewica, SDKPiL, KPRP, KPP.  Kolejne okresy sytuacji rewolucyjnej (1905, rady robotnicze 1918-1919, powstanie krakowskie 1923) przeplatane były okresami tryumfu reakcji (rozgromienie rewolucji 1905, zdrada PPS-„Frakcji” i „cud nad Wisłą, przewrót majowy 1926).
 
 
Żadne z tych wydarzeń nie podważyło jednak ogólnego kształtu ruchu robotniczego z podziałem na rewolucyjną i internacjonalistyczną KPP oraz wielonurtową z silnym skrzydłem prawicowym PPS, w której co bardziej uświadomione grupy ciążyły ku komunizmowi i co jakiś czas przyłączały się do KPRP/KPP jak np. PPS Opozycja Żarskiego i  Czeszejko-Sochackiego czy PPS Lewica (1926). KPRP/KPP począwszy od 1919 roku była organizacją nielegalną. W II RP rokrocznie więzionych było tysiące komunistów. Jednak w obliczu nędzy proletariatu i biedoty wiejskiej nawet groźba trafienia do obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej nie odstraszała młodych komunistów od wstąpienia w szeregi ruchu. Nawet najcięższe represje nie były bowiem w stanie złamać partii która do polskiej klasy robotniczej się odwołuje, o klasę robotniczą opiera swoją działalność, prowadzi proletariat do boju stanowiąc jej czołowy odział.  KPP była taką partią w istocie, czego dowodem jest m.in. działalność Rad Delegatów Robotniczych i formowanej z robotników Czerwonej Gwardii w latach 1918-19, udział w powstaniu krakowskim 1923, organizacja strajków w tym m.in. strajku w krakowskiej fabryce „Semperit” w roku 1936.
 
 
KPP, tak jak jej poprzednicy była rewolucyjną partią robotniczą czyli 1. partią o rewolucyjnym programie i zamierzeniach, 2. partią, której członkowie rekrutowali się z klasy robotniczej i to właśnie ta klasa była podmiotem jej polityki i obiektem agitacji.  Dekret o rozwiązaniu tej partii był ciosem, znacznie dotkliwszym dla ruchu niż jakiekolwiek działania sanacji. Krwawe ingerencje stalinowskiej wierchuszki w wewnętrzne sprawy polskiej partii, począwszy od 1933-34 roku które doprowazdiły do śmierci m.in. wspomnianych już wcześniej  Czeszejko-Sochackiego i Żarskiego, a późniejsze wymordowanie czołowych działaczy KPP podważyły znacznie zaufanie polskiej klasy robotniczej do komunistów. Jak pisze Antoni Czubiński w swojej monografii KPP [4], już w roku 1937 po aresztowaniu Leńskiego, Rynga, Próchniaka. Rwala, Cichowskiego, Lubinieckiego-Rylskiego i Wolf-Jezierskiej praca  partii uległa dezorganizacji. Oskarżenia przywódców KPP, że mieli być rzekomo „prowokatorami”, jakie wysuwała stalinowska propaganda brzmią o tyle niewiarygodnie, że zlikwidowani zostali przywódcy obu obecnych w KPP frakcji – zarówno należący do rządzącej w partii „mniejszości” sekretarz generalny Julian Leszczyński-Leński, jak i działacze „większości” tacy jak Warski, Kostrzewa, Walecki czy Stein-Krajewski. Na uwagę zasługuje fakt, że żadna z wyżej wymienionych frakcji nie była antystalinowska.
 
 
Przytoczę tu fragment odezwy polskiej organizacji trockistowskiej (Bolszewików-Leninistów) wydanej z okazji rozwiązania KPPNikt nie zmierzy cierpienia, jakie ponosiła latami najlepsza część polskiego proletariatu i inteligencji, zorganizowana w tej partii i wierząca w nią ślepo, jako jedyne narzędzie). Dziś te wszystkie wspaniałe karty rewolucyjnej ofiarności zostały przekreślone dekretem stalinowskiego Politbiura(23). 18 lat cierpień i walki okazało się zbędne. Setki młodych istnień ginęło na darmo.[5]Cios zadany przez „swoich” zawsze boli dużo bardziej niż cios od wroga. Cios od wroga hartuje bowiem do walki, potwierdza w umysłach walczących słuszność swojej sprawy. A cios od „przyjaciół”, taki jaki otrzymał polski ruch robotniczy w związku z zamordowaniem przywódców KPP, był  największym prezentem jaki zadający go Stalin mógł podarować siłom reakcji. Podkopuje on bowiem zaufanie mas – bo co to za ruch polityczny który rzekomo składa się z samych zdrajców. 
 
 
Konsekwencje wymordowania kierownictwa KPP nie ograniczają się bynajmniej do ruchu robotniczego w II RP. Rok 1939 przyniósł wojnę i nowe zagrożenia.  Nic jednak nie było w stanie przywrócić partii o takim potencjale rewolucyjnym jaki miała KPP. W 1942 utworzona została decyzją Kominternu Polska Partia Robotnicza na której czele stanęli m.in. byli działaczy KPP tacy jak Marceli Nowotko i Władysław Gomułka. Partia ta za swój główny cel stawiała walkę z okupantem hitlerowskim i odbudowe niepodległej Polski, nie wysuwając haseł rewolucyjnych. Kolejnym ośrodkiem konsolidacji lewicy rewolucyjnej był lewicowy odłam PPS występujący pod nazwą „Polscy Socjaliści”, tworzący później Robotniczą Partię Polskich Socjalistów (RPPS), w skład której kierownictwa wchodził antystalinowski komunista Teofil Głowacki. RPPS przestrzegała przed tymi, którzy uważają, że  wyzwolić proletariat polski można tylko «rewolucją z zewnątrz».[6] (mając na myśli przede wszystkim PPR) krytykując m.in. błąd SDKPiL polegający na niedocenianiu postulatu niepodległości Polski. RPPS postulowała przekształcenie walki o niepodległość w rewolucję socjalistyczną, inspirując się sukcesami jugosłowiańskich partyzantów.  Sprawy potoczyły się jednak w innym kierunku.  RPPS okazała się być zbyt słaba, a PPR zbyt zestalinizowana, żeby przeprowadzić autentycznie polską rewolucją socjalistyczną. Manifest PKWN i wprowadzenie demokracji ludowej mimo niewątpliwych postępowych zmian i sprawnej odbudowy zniszczonego kraju było  rewolucją z zewnątrz. Sam RPPS wszedł w skład odrodzonej powojennej PPS, a jego działacze roztopili się później w zjednoczonej PZPR, nie tworząc żadnej opozycji. Zbrodnia dokonana na polskim ruchu robotniczym jaką było rozwiązanie KPP zaważyła na historii całych pokoleń i odbija się ona czkawką do dziś, mimo że od tego wydarzenia minęło już ponad 70 lat. Podczas przypadającej w 2009 roku dwudziestej rocznicy przywrócenia ustroju kapitalistycznego z inicjatywy mainstreamowych sił politycznych na ulicach zawisły billboardy z napisem 1989- zaczęło się w Polsce.  Dlaczego właśnie od Polski zaczął się powrót Bloku Wschodniego do kapitalizmu, wpadnięcie w strefę wpływów amerykańskiego imperializmu. Kto odpowiada za to że po 1989 znowu pojawiły się w Polsce znane  z II RP zjawiska takie jak głodne dzieci i bezdomni?
 
 
Powiedzenie że kapitalistyczna kontrrewolucja była dziełem stalinowskiej biurokracji , która przyjęła burżuazyjną świadomość pod wpływem kapitalistycznego otoczenia jest rzecz jasna prawdą, lecz jest ogólnikowe i nie zdradza nam żadnych szczegółów o przebiegu procesu historycznego, jakim była kapitalistyczna kontrrewolucja w konkretnym przypadku Bloku Wschodniego, podobnie jak samo powiedzenie że rewolucji socjalistycznej dokonuje proletariat nie mówi nam wiele o rewolucji październikowej. Należy zadać konkretne pytania, dlaczego kapitalistyczna kontrrewolucja miała taki a nie inny przebieg. Jak w zależności od państwa przebiegał ten proces i jakie były punkty oparcia imperializmu?
 
 
Nie ulega wątpliwości że właśnie wśród Polaków poparcie dla władzy ludowej było najmniejsze. W czasie PRL doświadczyliśmy całej serii wystąpień niezadowolonej z życia w formalnie socjalistycznym państwie klasy robotniczej. 1956, 1970, 1976 a wreszcie powstanie „Solidarności” były dowodem że samej klasie robotniczej, która skorzystała z postępu po wojnie, system PRL, coraz mniej się podobał, a biurokracja ciążyła coraz bardziej. Postulaty „Solidarności” pokazują że robotnicy chcieli socjalizmu i widzieli że obecny system odbiega od socjalistycznych ideałów, lecz później wskutek różnych czynników do socjalizmu się zrazili. Wielokrotne wystąpienia robotników były jednak polską specyfiką. W NRD mieliśmy co prawda wydarzenia roku 1953, na Węgrzech powstanie roku 1956 a w Czechosłowacji „Praską Wiosnę” roku 1968. Były to jednak wystąpienia jednorazowe, a w samym ZSRR, Bułgarii czy Rumunii przed rokiem 1989 nie doszło do żadnych poważniejszych buntów.  Jak widzimy, w Polsce zaufanie mas do rządzących było najmniejsze, można wręcz powiedzieć że PRL był krajem permanentnego kryzysu politycznego. Kolejni I sekretarze KC PZPR ustępowali pod wpływem protestów robotników, które wynosiły nowego przywódcę, który znowu po dziesięciu-kilkunastu latach został odsuwany od władzy. Nic takiego nie można powiedzieć o jakimkolwiek z naszych sąsiadów pamiętając trwałe, stabilne i długoletnie rządy Kadara, Husaka, Honeckera, Breżniewa czy Ceausescu. Późniejsza „jesień ludów” roku 1989 nastąpiła dopiero po kontrrewolucyjnych przemianach w Polsce. Był to efekt domina, a nie skutek tego że np. w Rumunii istniała porównywalna do polskiej opozycja.Stąd wniosek, że Polska była „najsłabszym ogniwem” systemu. Wiedział o tym Reagan dlatego właśnie u nas dokonała się kontrrewolucja – nie drogą inwazji obcych wojsk czy puczu ale w demokratycznych wyborach. Nie byłoby to możliwe gdyby robotnicy chcieli bronić i bronili zdobyczy PRLu i chcieli walczyć o socjalizm. Lecz to właśnie szczególnie w Polsce autorytet partii komunistycznej był słaby, właśnie m.in. przez drastyczną decyzję o rozwiązaniu KPP, która rzucała się cieniem na późniejszych komunistów. Stalinizm dał się Polakom we znaki szczególnie dotkliwie.  Wysiłki takich ludzi jak Władysław Gomułka, który twierdził , że
 
 
Zerwanie ze stalinowskimi złymi tradycjami wymaga pełnego, publicznego obnażenia ich istoty, analizy ich treści i warunków, w jakich wyrastały. Uchylanie się przed takim krokiem politycznym, bez względu na motywację, oznacza samo przez się nawiązywanie do formalnie potępianych tradycji, ich swoistą kontynuację w bieżącej polityce partii. [7]
 
 
Nie zostały doprowadzone do końca, zresztą u Gomułki tego typu wypowiedzi podyktowane były raczej koniecznością pozbycia się kłamliwego jadu, jaki na ruchu robotniczym zostawili Stalin i jego ekipa, nie zaś na próbie opracowania jakiejś ideologicznej alternatywy dla oficjalnego „markismu-leninizmu”. Sam problem wydaje się jednak być bardziej złożony i nie dający się streścić w zdaniu „źle że Gomułka nie był trockistą”, jakie zapewne bez zastanowienia wypowiedziałoby wielu ludzi uważających się za zwolenników tego nurtu. A już na pewno nie można powiedzieć, że Gomułka ślepo kopiował chruszczowowsko-breżniewowskie wzorce jak czynił to Bierut implementując system stalinowski. Nie można zapomnieć, że właśnie za zbytnią niezależność oskarżony o „titoizm” ten były lider PPR lata 1951-54 spędził w więzieniu.  Sama „schizma Tito” i titoizm stanowi osobną i inspirującą kartę w dziejach światowego ruchu robotniczego, zwłaszcza kwestia szeroko rozwiniętej w Jugosławii samorządności robotniczej.  Problemem dzisiejszego ruchu jest za to, że dogmatyzm nie odszedł w niepamięć wraz ze śmiercią Stalina. Brak rzetelnej analizy, posługiwanie się sloganami produkowanymi przez londyńskie partie międzynarodowe cechuje niestety wielu dzisiejszych trockistów.
 
 
Szczególnym tego wyrazem jest nurt „trzeciego obozu” w ruchu trockistowskim który „przestraszył się” doniesień o zbrodniach Stalina i uznał w związku z tym że ZSRR jest państwem kapitalistycznym albo wręcz „odnowionym barbarzyństwem”. „Obóz” ten nie ma wiele wspólnego z marksizmem a opiera się głównie na drobnomieszczaństwie. Konsekwentna marksistowska teoria – o to czego potrzebuje ruch robotniczy. Kierowanie się emocjami czy zbytnie spłaszczanie rzeczywistości od razu eliminuje danego teoretyka politycznego jako marksistę. Zbrodnie Stalina, Stalinowska biurokracja to fakty, lecz nie jakieś ponadklasowe słowa-klucze wokół których ma się obracać polityka światowego ruchu robotniczego. Nic co zrobił Stalin nie nakazuje nam odchodzić od Marksa, Engelsa i Lenina. Kilka pustych haseł nigdy nie wystarczy aby zorganizować rewolucję proletariacką, natomiast taka demagogia jest całkowicie wystarczająca dla reakcyjnej propagandy.Samo publiczne stwierdzenie faktu, że system jest przeżarty biurokracją nie doprowadziło do żadnych korzystnych dla klasy robotniczej skutków. Mowa tu o „Liście otwartym” Kuronia i Modzielewskiego z roku 1964. Jak mawiał Lenin „bez rewolucyjnej teorii nie ma bowiem rewolucyjnej praktyki”. Materializm dialektyczny uczy, że samo stwierdzenie jednej prawdy nie wystarcza do prawidłowego sformułowania teorii i zadań ruchu. Kuroń i Modzelewski w „Liście” uznawali biurokrację za klasę wyzyskującą proletariat, co samo w sobie było raczej luźną wariacją na temat teorii Trockiego, niż skrupulatną teorią. Jaka była praktyka Kuronia, Modzelewskiego i „opozycji biurokratycznej” jaką pociągnęli za sobą. Prymitywne drobnomieszczańskie działactwo – robotnicy służyli tu tylko jako środek to przeprowadzania własnej polityki czy to w wydaniu KOR-owskim czy „Solidarnościowym”. Stan wojenny zakończył protesty robotnicze, a „komandosi” – jak nazywano wielu początkowo lewicowych opozycjonistów wobec władz PRL -  musieli mieć przecież mieć jakieś oparcie dla swojej polityki dążącej do obalenia systemu – rzucili się więc ochoczo w ramiona Ronalda Reagana.
 
 
Do swojej śmierci w roku 2004 Kuroń służył jako „lewicowy kwiatek do kożucha” przy neoliberalnej Unii Demokratycznej/Unii Wolności. Jako kandydat tejże partii Kuroń startował w wyborach prezydenckich 1995 roku, w czasie kiedy szefem jego partii był liberalny fundamentalista Leszek Balcerowicz.
 
 
 . Kolejny „komandos” Adam Michnik” został naczelnym głównego liberalnego dziennika w kapitalistycznej Polsce i dziś zajmuje stałe miejsce w elicie władzy. „Gazeta Wyborcza” jest właśnie jednym z symboli demoliberalnego estabilishmentu, a historia jej powstania związana jest z okresem, w którym biurokraci ostatecznie sprzedali Polskę Waszyngtonowi. Właśnie przy „Okrągłym Stole” dokonał się ostatni akt stalinizmu – biurokraci razem z finansowanymi przez Waszyngton reakcjonistami razem zabrali się do przywrócenia w Polsce pełni kapitalistycznego wyzysku. W III RP sytuacja lewicy i ruchu robotniczego jest szczególnie ciężka, zwłaszcza że pojęcie „lewicy” zostało zawłaszczone przez nomenklaturowych liberałów z SLD. Na kłamstwie, w fałszywych socjalnych barwach zwyciężyli oni wybory parlamentarne 1993 roku. Wbrew obietnicom wyborczym, SLD podejmowało starania, aby doprowadzić do polskiej akcesji do NATO, która w pełni ubezwłasnowolnia nasz kraj i stanowi – poza dyktaturą kapitalistycznych monopoli -istotny fragment panowania międzynarodowego kapitału.Kolejne rządy to można by rzec dalszy ciąg czarnej nocy kontrrewolucji. „Solidarnościowe” rządy lat 1997-2001 zaowocowały chybioną reformą edukacji oraz przekształceniu systemu emerytalnego w kasyno zwane pod nazwą OFE. Lata 2001-2005 to znowu rządów  SLD. Bandyckie imperialistyczne agresje na Irak i Afganistan, kłamstwo w sprawie tajnych więzień CIA w Polsce krwawa hańba Millera, Szmajdzińskiego i reszty tej ekipy.
 
 
O ile rozwiązanie KPP wyeliminowało jedynie awangardową partię a nie zniszczyło doszczętnie samego ruchu, to lata gnicia systemu stalinowskiego i słabnące poparcie klasy robotniczej, zakończone przywróceniem kapitalizmu sprawiło, że ruch robotniczy został w naszym kraju praktycznie wyzerowany. Z członków milionowej, formalnie robotniczej PZPR przy komunizmie została tylko grupka politycznych weteranów, skupiona w Związku Komunistów Polskich „Proletariat”, która w 2002 roku rozpadła się na dwie partie – Komunistyczną Partię Polski (KPP) i Polską Socjalistyczną Partię Robotniczą (PSPR). Nigdy nie osiagnęli oni wpływów wśród klasy robotniczej. Liczba działaczy tych organizacji systematycznie maleje z przyczyn czysto biologicznych i jeżeli nic nie zmieni tych tendencji , wkrótce KPP podobnie jak PSPR przejdzie do historii.
 
 
Żadna z działających równolegle trockistowskich partii międzynarodowych, jakie zainstalowały swoje komórki po 1989 nie wyszła poza stadium politycznej kanapy, marksistowskiego klubu dyskusyjnego czy słabego happeningu.  Największy problem stanowiło przebicie się do bazy – klasy robotniczej, która w III RP, mimo że liczna nie miała przez długie lata żadnej politycznej reprezentacji. Niektóre związki zawodowe, zwłaszcza „Sierpień 80” z powodzeniem już na początku lat 90. organizowały strajki robotników sprzeciwiających się bandyckiej prywatyzacji, lecz długo trzeba było czekać ich świadomość dojrzała na tyle, żeby zaczęli oni budować partię robotniczą. Z perspektywy historycznej można mówić że partia robotnicza powinna się wzorować na SDKPiL, SDPRR(b), RKP(b), KPP, być nieprzejednanie leninowska, lecz w obliczu braku ruchu historyczne niuanse tracą znaczenie,  reformistów i rewolucjonistów wyróżniamy bowiem dopiero gdy istnieją równocześnie obok siebie i działają wśród robotników. Kiedy nie ma żadnej poważnej organizacji podstawowym zadaniem jest istnienie organizacji jakiejkolwiek, a dopiero później walka o rewolucyjny program. Nie bez znaczenia jest tu właśnie historyczne piętno stalinizmu, które do dziś na lewicy ciąży i sprawia po prostu, że siły prawicowe mają więcej argumentów i dłużej trzeba czekać żeby robotnicy dojrzeli do poparcia lewicy, stąd też nie należy ślepo powielać wzorców sprzed 80,100 czy więcej lat, bo zadania ruchu są po prostu zupełnie inne. Ciągłość ruchu została zerwana i dzisiaj Waryński dla polskiego robotnika znaczy tyle co Tomasz Munzer czy Spartakus. Na wykrystalizowanie się pierwszej partii robotniczej III RP trzeba było czekać kilkanaście lat nowego reżimu.
 
 
Reprezentację polityczną klasy robotniczej odnowiła dopiero Polska Partia Pracy, powstała na bazie „Sierpnia 80”. Zrobiony został więc pierwszy, w porównaniu do działań polskiej „lewicy radykalnej”, milowy krok w celu odbudowy polskiego ruchu robotniczego. Działalność i wpływy PPP, regularne starty w wyborach powoli ale niestrudzenie przebijają się do świadomości społecznej a powiązanie ze związkiem zawodowym zapewnia klasową, proletariacką bazę partii, która w wypadku „radykalnie lewicowych” organizacji jest najczęściej drobnomieszczańska.
 
 
Ostatnia wzmożona  aktywność partii rokuje pozytywnie na przyszłość. Wzrastający od roku 2008 globalny systemowy kryzys kapitalizmu powoduje, że lewica, a zwłaszcza ta osadzona w klasie robotniczej może zyskiwać na sile, czego wyrazem jest np. sytuacja w Grecji gdzie różne partie antykapitalistycznej lewicy w wyborach w listopadzie 2010 zdobyły 20% głosów, w tym 11% dostała posiadająca wpływy w federacji związkowej PAME Komunistyczna Partia Grecji (KKE). Po ofensywie reakcji początku lat 90. ruch robotniczy w wielu krajach świata zaczyna się budzić z letargu, także w Polsce
 
 
28 stycznia 2011, 125 lat po stracaniu proletariatczyków, górnicy i pracownicy Fiata demonstrowali swoją solidarność ze strajkującym przeciwko działaniom prezesa Fiata. Protest przeciwko „tyranowi”-kapitaliście, mimo że niezbyt liczny, był pięknym i szczerym aktem międzynarodowej solidarności proletariackiej.  [8]
 
 
 
Bowiem nie w pustych i ckliwych oświadczeniach, lecz przekute w czyn wyrażają się idee międzynarodowej solidarności klasy robotniczej przeciw wyzyskiwaczom – za które walczyli i zginęli twórcy I Proletariatu.

Przypisy:

[1] Lew Trocki, Ich moralność a nasza http://www.marxists.org/polski/trocki/1936/02/moralnosc.htm

[2] Oświadczenie SDKPiL w 17. rocznicę stracenia Proletariatczyków http://1917.net.pl/?q=node/4183

[3] Oświadczenie KPP w 50. rocznicę stracenia Proletariatczyków http://1917.net.pl/?q=node/4183

[4] Antoni Czubiński, Komunistyczna Partia Polski 1918-38, str. 263-264 Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1985

[5] Ludwik Hass, Reakcje komunistów na rozwiązanie KPP http://1917.net.pl/?q=node/995

[6] Zbigniew Marcin Kowalewski, Lewą Marsz http://1917.net.pl/?q=node/960

[7] Władysław Gomułka, Zabójstwo Leona Lipskiego http://1917.net.pl/?q=node/3281

[8] Relacja z w/w protestu: http://1917.net.pl/?q=node/4130

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

rot front