Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 12 gości.

Pożar Reichstagu i oskarżenie Dymitrowa

Pożar Reichstagu

Pożar Reichstagu i oskarżenie Dymitrowa
 
Noc z 27 na 28 lutego 1933 r. Dymitrow jechał pociągiem z Monachium do Berlina. Z gazet porannych dowiedział się o pożarze, którego ofiarą padł budynek Reichstagu. Dzienniki podawały tłustym drukiem wiadomości o tej strasznej zbrodni, która miała rzekomo być dziełem partii komunistycznej. Dla Dymitrowa stało się jasne, że ma do czynienia z faszystowską prowokacją, która była nazistom potrzebna w przededniu wyborów parlamentarnych. Hitlerowcy dążyli do uzyskania bezwzględnej przewagi w wyborach mających się odbyć 5 marca 1933r. Plany ich nie mogłyby być zrealizowane, gdyby nie wyjęto spod prawa wszystkich sił antyfaszystowskich, a przede wszystkim nie stworzono warunków do rozgromienia partii komunistycznej na gruncie pozaparlamentarnym.
 
Nagonka na KPD i siły postępowe w Niemczech rozpoczęła się w nocy po pożarze; aresztowano tysiące działaczy komunistycznych, socjaldemokratów, pacyfistów, postępowych intelektualistów, dziennikarzy i innych. Następnego dnia prezydent Hindenburg podpisał „Dekret o obronie narodu i państwa” który położył kres burżuazyjnodemokratycznym  swobodom konstytucji weimarskiej . Zamknięto wszystkie gazety komunistyczne i socjaldemokratyczne.  W ten sposób Hitler przygotował „ustawowy” grunt pod walkę z komunistami oraz innymi przeciwnikami ideowymi i politycznymi . 3 marca wpadł w ręce policji przywódca KPD – Ernst Thalmann. Dymitrow z wielkim niepokojem przyjął wieść o jego aresztowaniu uważając, że był to główny cios dla KPN, która została pozbawiona doświadczonego wodza. Warunki nielegalnej pracy politycznej na terenie Berlina stawały się coraz cięższe. Dymitrow zamierzał już zakończyć działalność w Niemczech i przenieść się do innego kraju, kiedy został aresztowany w restauracji „Bayernhof” (na podstawie donosu kelnera tej restauracji – Hellmera, członka partii nazistowskiej) wraz z dwoma innymi działaczemi BPK[Bułgarskiej Partii Komunistycznej – przyp. Red. WR]: Błagojem Popowem i Wasylem Tanewem.
 
Georgi DymitrowGeorgi DymitrowTrzech komunistów bułgarskich odwieziono do budynku parlamentu, gdzie zebrała się komisja rozpatrująca sprawę pożaru Reichstagu. W czasie pierwszego przesłuchania Dymitrow oświadczył, że jest emigrantem, byłym deputowanym i działaczem BPK. Wyraził nieufność wobec policji niemieckiej, odmawiając podpisu przedstawionego protokołu .
 
Hitlerowcy mogli być zadowoleni: trzej działacze BPK, schwytany na miejscu pożaru holenderski chłopak Marinus van der Lubbe, posądzony o komunizm, i Ernst Togler – przedstawiciel frakcji parlamentarnej KPD w Reichstagu, aresztowany 18 lutego 1933 r. Stanowili dostateczny pretekst umożliwiający nazistom obwieszczenie światu, iż wykryli wielki spisek komunistów.
 
Początkowo Dymitrow nie wierzył, że będzie sądzony w związku z podpaleniem Reichstagu, lezc wkrótce okazało się, iż faszyści zamierzeją go postawić w stan oskarżenia jako podpalacza na podstawie sfabrykowanego materiału dowodowego i zeznań fałszywych świadków. Dymitrow przeciwstawił metodom faszystowskich prowokatorów poglądy marksisty-lenininowca, wykorzystując swoje długoletnie doświadczenie proletariackiego działacza i trybuna. Przygotował się do rozprawy nie w celu własnej obrony, ale w celu odparcia wszystkich argumentów i dowodów faszystów, by w efekcie obnażając ich politykę bronić interesów KPD i Kominternu.
 
20 marca 1933 Dymitrow wystosował pismo do władz policyjnych, w którym oświadczył, że jako komunista, działacz BPK i Międzynarodówki Komunistycznej nie mógł wziąć udziału w tej antykomunistycznej kampanii. Stwierdził jednocześnie, iż pożar Reichstagu może być jedynie dziełem szaleńców lub zaciekłych wrogów komunizmu. Już w tym piśmie zawarł główne momenty swojej linii obrony, którą kontynuował konsekwentnie do końca procesu, podając przy tym alibi (nie przebywał wtedy w ogóle na terenie Berlina)
Wasyl Tanew
Po zamknięciu dochodzenia policyjnego, 28 marca 1933, trzeh komuniści zostali przewiezieni do więzienia Moabit, gdzie, jak i w poprzednich więzieniach, czekały ich ciężkie . Stosowano wobec nich metody represji; Dymitrow np. został pozbawiony możliwości otrzymywania jakiejkolwiek pracy, odebrano mu rzeczy osobiste, a większa część listów, które do niego pisano, uległa konfiskacie pod pretekstem, że dotyczyły „przedmiotu śledztwa”. Na żądanie udostępnienia prasy, listów, podręczników gramatyki niemieckiej itp. Sędzia śledczy Vogt niezmiennie dawał negatywną odpowiedź.
 
Ciężkie warunki nie były jednak w stanie złamać rewolucjonisty. Dymitrow mobilizował wszystkie siły, aby przygotować się do przyszłej, długotrwałej walki. Zamienił celę „w gabinet pracy”, książki stały się jego przyjacielem, mimo iż były to książki z biblioteki więziennej. Dymitrowowi udało się nawiązać kontakt z partią dzięki bliskim i przyjaciołom, na przekór wrogiej propagandzie szalejącej za murami więzienia. Utrzymywał korespondencję z Henri Barbusse’em, ze swoją matką w Bułgarii, a później z Kołarowem przebywającym w Moskwie.
 
Dymitrow prowadził prawdziwą „wojnę z tymi, którzy chcieli zniszczyć go: nieprzerwanie zarzucał władzę więzienne i sądowe pismami protestacyjnymi i odwołaniami, bronił swych praw nawet w ramach istniejącego kodeksu karnego. Dzięki swojemu uporowi zmusił w końcu władze więzienne do pewnych ustępstw: Vogt oddał mu pióro i fajkę oraz okulary , bez których Dymitrow nie był w stanie pracować, a brak ich powodował ponadto bóle głowy i oczu.
 
Najbardziej męczące dla więźnia były kajdany, założone mu na ręce jeszcze podczas pierwszego przesłuchania; miały stanowić odpowiedź Vogta na upór aresztowanego. Nie miało to żadnego znaczenia, że postępowano bezprawnie, chciano bowiem osiągnąć jedyny cel: złamać Dymitrowa. Dniami, pomimo zakutych w kajdany rąk, więdzień pracował, nocą budził się przy każdym ruchu, gdyż nawet nocą nie uwalniano go z więzów. W ten sposób symitrow spędził 5 miesięcy, podczas których zajął się studiowaniem prawa niemieckiego, historii Niemiec, zapoznał się z historią wojen, rozszerzał swą znajomość filozofii i podwyższał swe umiejętności językowe. Przeczytał setki stron literatury niemieckiej i światowej, głównie klasyków: Goethego, Szekspira, Byrona, Scotta, a także Homera, Sofoklesa, Dantego , Cervantesa i Moliera.
 
Więzienie Moabit w BerlinieWięzienie Moabit w Berlinie
 
 
W momencie kiedy naziści palili na stosach utwory o najwyższej wartośi , więzień rozkoszował się w celi lekturą tych dzieł, rozszerzał swoje horyzowny myślowe, czerpał siły z duchowego bogactwa literatury (głównie poezji Goethego).
 
W samotni więziennej zdarzały się momenty radości, gdy Dymitrow otrzymywał wieści od swych bliskich  - szczególni drogie były mu listy od matki, która wówczas straciła była już dwóch synów, a mimo to pozostała człowiekiem twardym i pełnym wiary w życie. „Szczególnie ucieszył mnie list od mojej kochanej mamy – pisał Dymitrow z więzienia moabickiego – głównie to, że pomimo wszystko jest taka dzielna i pełna nadziei, co dla mnie jest moralnym lekiem i sprawia mi wielką radość
 
Przesłuchania u Vogta wyglądały wciąż tak samo. Dymitrow żądał, by mu przedstawiono konkretnie sformułowane oskarżenie, a Vogt chciał informacji o nielegalnej działalności BPK i o kontaktach aresztowanego z Kominternem oraz KPD (Dymitrow i Vogt wiecznie stali na dwóch biegunach). Tak wyglądały sprawy do 1 czerwca 1933, czyli do momentu zakończenia śledztwa.
 
Jednym z naczelnych zadań organizatorów procesu było zebranie i opracowanie „dowodów” i powołanie świadków oskarżenia. Zorganizowano wiele „konfrontacji”, w czasie których Dymitrow zetknął się po raz pierwszy z „dziesiątkami nie znanych mu świadków”. Podobne spotkania odbywały się już po zamknięciu śledztwa wstępnego i w czasie procesu. W tym okresie Dymitrow ani razu nie spotkał się z van der Lubbem i Torglerem. Pierwsze ich spotkanie nastąpiło w pierwszym dniu procesu.
 
Wstępne dochodzenie było prowadzone wybitnie tendencyjnie; to samo można powiedzieć o śledztwie policyjnym, a mimo to nie dały one żadnych dowodów zaczepienia dla oskarżenia. Było jasne, że nie komuniści podpalili Reichstag, ale prawdziwi winowajcy są świadomie chronieni. Stąd cała procedura policyjna i sądowa stała się jedną wielką farsą, której nadano wszelkie pozory praworządności. Metody szantażu, awanturnictwo i polityczna demagogia nazistów odcisnęły piętno na całej sprawie, głównie na sposobach prowadzenia śledztwa. . Dymitrow był świadom znaczenia sytuacji, przeciw której walczył. 30 maja 1933 wysłał zredagowany przez siebie dokument do władz więziennych, w którym bronił swojego stanowiska z 20 marca, wyrażonego w liście do władz policyjnych. Oba pisma zawierały analizę politycznej sytuacji Niemiec , jak również protest przeciwko tendencyjnemu oskarżeniu. „Rozumie się samo przez się – pisał Dymitro– że nie mogłaem mieć nic wspólnego z jakimiś planami zorganizowania w lutym powstania, mającego na celu zamach na konstytucję Niemiec”. O takich „rzekomych planach komunistycznych słyszałem jedynie podczas śledztwa, wszystkim jest jednak wiadomo, że na podstawie postanowień Kominternu i KPD cała polityka i działanie komunistów były nastawione w tym okresie na walkę z faszyzmem. Chciano stworzyć jednolity front niemieckiego proletariatu, pobudzić mady do walki w obronie ich żywotnych interesów i praw, osiągając w ten sposób główny cel: przeciągnięcie większości klasy robotniczej na stronę komunizmu. Taka linia postępowania nakreślona we wszystkich postanowieniach , w pełni wyklucz jakiekolwiek działanie terrorystyczne i istnienie awanturniczych planów komunistów
 
3 sierpnia 1933 G.Dymitrow otrzymał odpis 235-stronicowego aktu oskarżenia i z zainteresowaniem zabrał się do studiowania tego obszernego wytworu niemieckiej machiny sądowej. Wszystkie marginesy zostały przez Dymitrowa zapisane uwagami krtycznymi „Niesłychane machinachje!” – napisał on w swoim dzienniku.Po zapoznaniu się z aktami sprawy Dymitrow zrozumiał, dlaczego akt oskarżenia był otaczany tak ścisłą tajemnicą i nie został opublikowany. Otóż nie było w nim udokumentowanego uzasadnienia zarzutów przeciwko Dymitrowowi i innym komunistom, wobec czego jego opublikowanie byłoby najlepszym dowodem niewinności oskarżonych.
 
Akt oskarżenia był skonstruowany w oparciu o domniemania, komentarze , rozmaite kombinacje stworzone na podstawie wątpliwych dowodów. O trzech Bułgarach mówiło się, iż są członkami KC BPK, którzy przebywali długi okres czasu w Związku Radzieckim, że prowadziąc działalność komunistyczną na terenie Niemiec stanowią zagrożenie dla kraju. O Dymitrowie, który wśród oskarżonych był osobą najważniejszą, akt oskarżenia mówił , iż „odegrał na terenie Niemiec szczególną role – działając w interesie partii komunistycznej”. Wszystkie powyższe zarzuty nie miały oczywiście nic wspólnego z podpaleniem Reichstagu.
 
Na podstawie wielkiej liczby zeznań „świadków” akt oskarżenia pragnął udowodnić, że Dymitrowa, Popowa i Tanewa widziano wielokrotnie w różnych sytuacjach na terenie Reichstagu, , kontaktujących się z van der Lubbem i Torglerem. Po wyjściu na ja, że Dymitrowa nie było 26 i 27 lutego w Berlinie, akt oskarżenia podtrzymywał tezę, iż wziął on udział w podpaleniu Reichstagu pośrednio: udzielając wskazówek i podpuszczając innych do popełnienia przestępstwa.
 
Dymitrow rozumiał, że walka będzie ciężka, dlatego przygotował się do procesu nie jako jednostka, która ma przedstawić alibi dla ratowania siebie, ale jako komunista i działacz proletariacki pragnący wykorzystać ławę oskarżonych jako trybunę w celu obrony partii komunistycznej i swego własnego honoru rewolucjonisty.
 
W przyszłej sprawie kwestia pomocy adwokackiej odgrywała wyjątkową rolę, pomimo iż linia obrony politycznej nakreślona przez Dymitrowa do pewnego stopnia tę pomoc eliminowała. Zarówno on sam oskarżony, jak jego bliscy starali się o zagwarantowanie obrony na właściwym poziomie. Znani adwokaci bułgarscy, niemieccy, francuscy, amerykańscy i inni postępowi prawnicy (wśród nich Stefan Deczew, Moro Giaferi , Marcel Wilard, Leo Gallagher) byli gotowi bronić Dymitrowa. Dwudziestu pięciu adwokatów z rożnych krajów zadeklarowało swą pomoc sla wszystkich oskarżonych, manifestując w ten sposób solidarność z ofiarami faszystowskiego terroru.
 
Sąd nie wyraził zgody na obrońcę z wybotu, ustanawiając obrońcę z urzędu dla trzech Bułgarów”: niemieckiego adwokata dra Treicherta.
 
Dymitrow zapoznał Treicherta ze swoimi poglądami na temat ich wzajemnych stosunków. „Rozumie się samo przez się – mówił Dymitrow – lecz aby uniknąć jakichkolwiek nieporozumień szczególnie chciałbym to podkreślić, że mogę ponosić odpowiedzialność jedynie za te pana kroki w związku z moją sprawą, które pan jako mój obrońca przedsięweźmie w oparciu o moje dokładne wskazówki i za moją zgodą – w duchu moich poglądów. ...Proszę, aby wziął pan pod uwagę tę moją deklarację” [13]. Dla Dymitrowa było jasne, że nie ma co liczyć na obrońcę z urzędu,dlatego usilnie przygotowywał się do samodzielnej obrony. Chciał on wystąpić jako oskarżony i jako obrońca jednocześnie.
 
Sprawa o podpalenie Reichstagu została nazwana procesem Van der Lubbego i towarzyszy. Rozpoczęła się ona w IV wydziale Karnym Sądu Rzaszyw Lipsku 21 września 1933. Faszystowska propaganda robiła wszystko, by przekonać opinię publiczną o „obiektywizmie” sądu niemieckiego, lecz klasa robotnicza i wszystkie siły demokratyczne na świecie , które były świadkiem terroru i fałszerstw, antyżydowskich wystąpień nazistów i aktów barbarzyństwa w stosunku do postępowej literatury, nie dały się zwieść frazesom. Fala protestów zalała świat, a w tej protestacyjnej kampanii prym wiedli komuniści – inicjatorzy i organizatorzy akcji antyfaszystowskich. Walka z faszyzmem objęła szerokie kręgi mas pracujących niezależnie od ich przynależności politycznej, a także grupy drobnej burżuazji i inteligencji. Dyplomatyczne placówki niemieckie na całym świecie były zarzucane listami i telegramami, wyrażającymi protest wobec prowokacyjnego procesu.
 
Niedługo po podpaleniu Reichstagu założono Międzynarodowy Komitet Pomocy Ofiarom Niemieckiego Faszyzmu, który zajął się zbieraniem dokumentacji dotyczącej pożaru, śledzeniem rozwoju terroru nazistiowskiego , organizowaniem międzynarodowej kampanii protestacyjnej. Przy współpracy komitetu wydano „Brunatną księgę o pożarze Reichstagu i terrorze hitlerowskim”. Utworzył on ponadto Międzynarodową Komisję Śledczą, złożoną ze znanych prawników, której zadaniem było wyjaśnienie okoliczności podpalenia Reichstagu.
 
Na tydzień przed rozpoczęciem się procesu komisja pod przewodnictwem znanego prawnika angielskiego Pritta zainaugurowała cykl posiedzeń, którym nadano nazwę „kontrprocesu londyńskiego” . Poddano szczegółowym badaniom i ocenom zeznania 30 świadków, oficjalne oświadczenia rządu faszystowskiego, cały zebrany materiał dowodowy, by 20 września 1933 ogłosić wnioski. Na podstawie badań komisja stwierdziła niewinność oskarżonych  komunistów, wysuwając jednocześnie uzasadnione podejrzenia, iż „Reichstag został podpalony przez członków kierownictwa partii nazistowskiej lub na ich polecenie” . Wyrażono pogląd, że „każdy organ sądowy trudniący się wymiarem sprawiedliwości powinien wyjanić te wątpliwości”.
 
Prokurator, sędziowie i obrońcy sądu w Lipsku nie mogli zlekceważyć wniosków „kontrprocesu”, gdyż wzbudził on zbyt żywe zainteresowanie szerokich kreęgów opinii światowej, stąd ciągłe polemiki faszystowskich prawników z przedstawionymi dowodami.
 
Wpływ kontrprocesu na komunistów i antyfaszystów był ogromny – czego przykładem jest znaczne rozszerzenie się kampanii solidarnościowej.
 
W takiej atmosferze  miał rozpocząć się w Lipsku „proces pokazowy” – największy proces polityczny w historii najnowszej.
 
Żródło: Georgi Dymitrow, szkic biograficzny, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1974
Wersja elektroniczna: Władza Rad (www.1917.net.pl), 2011

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

LENIN - rocznica