Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 28 gości.

Ernest Mandel: O biurokracji - Rozdział II - część I

biurokracja-300x226.jpg

POWRÓT DO POPRZEDNIEJ CZĘŚĆI

2. Doświadczenia historyczne

Przedstawimy tu historię teoretycznych rozważań i analiz problemu biurokracji w ruchu robotniczym.

I. Marksowska analiza Komuny Paryskiej

Zaczniemy od wniosków wyciągniętych przez Marksa z doświadczeń Komuny Paryskiej: zjawiskiem najbardziej charakterystycznym dla tej pierwszej próby stworzenia państwa robotniczego jest wysiłek, instynktowny raczej niż świadomy, dokonany przez kierownictwo Komuny aby zniszczyć stały aparat państwowy we wszystkich jego formach scentralizowanych, odziedziczonych po różnych klasach
posiadających (monarchia absolutna i kolejne formy państwa burżuazyjnego).

W swoich analizach Marks wyodrębnił trzy podstawowe czynniki, z których dwa były wyżej omówione:

– Fakt, że płatni funkcjonariusze Komuny nie otrzymywali więcej niż zarobek wykwalifikowanego
robotnika.

– Obieralność i odwoływalność tych funkcjonariuszy zależnie od woli wyborców.

Punkt trzeci, przez Marksa zasygnalizowany, a w bardziej pełny sposób rozwinięty przez Lenina: ta nowa forma państwa, która właściwie być nim przestaje, ponieważ powstawanie państwa proletariackiego jest zbieżne w czasie z procesem obumierania instytucji państwowych, wprowadza już likwidację rozdziału, który w sposób zasadniczy charakteryzuje państwo burżuazyjne: rozdziału funkcji ustawodawczych i wykonawczych. W działalności Komuny pojawia się próba włączenia dużej liczby robotników do
działalności nie tylko ustawodawczej, lecz także i wykonawczej, a więc próba ich uczestnictwa w rzeczywistym sprawowaniu władzy.

Ten pierwszy szkicowy projekt państwa robotniczego jest jednocześnie pierwszą definicją skutecznych środków walki z biurokracją. Pierwsze oznaki obumierania aparatu państwowego zbiegają się z zanikiem instytucji państwa: trzy ustalone przez Marksa zasady są jednocześnie podstawowymi zasadami ocalenia struktur demokratycznych przed zalewem biurokracji; stosują się zarówno do struktur
państwowych, jak do związków zawodowych czy masowej partii.
Marks nie mógł szczegółowo przestudiować problemu biurokracji, ponieważ sam nie przeżył biurokratyzacji organizacji robotniczych, ani tym bardziej państwa robotniczego. Lecz poczynione przez niego uwagi długo stanowiły podstawę dla doktryny walki z biurokracją, która została rozwinięta przez jego następców.

II. Paralela Kautsky’ego

Jako drugi z kolei, problemem biurokracji zajął się Karol Kautsky. W końcu dziewiętnastego wieku wydał dzieło O pochodzeniu chrześcijaństwa. Wydawać by się mogło, że temat to odległy od problemów biurokracji w ruchu robotniczym. Jednak w ostatniej części swojej książki Kautsky świadomie stawia następujący problem (i chyba on pierwszy postawił go tak jasno): czy po zdobyciu władzy proletariat nie utraci jej na rzecz wszechwładnej biurokracji? Czy państwu robotniczemu nie grozi proces biurokratyzacji podobny do tego, jaki zaszedł w Kościele katolickim, gdy stał się on siłą dominującą w społeczeństwie?

Zadając te pytania Kautsky przeprowadza paralelę między faktami historycznymi, jakie miały miejsce w IV w. n. e., kiedy Kościół katolicki za Konstantyna Wielkiego uzyskał prawa oficjalnego kościoła, a ewentualnym biegiem wydarzeń po zwycięstwie rewolucji proletariackiej. Kautsky nie był pierwszym, który przeprowadził podobne porównanie; miał tu już dwóch poprzedników.

a) W swoim wstępie do Marksowskich Walk klasowych we Francji, napisanym około 1880 r., Engels porównywał prześladowania ruchu robotniczego w jego epoce do tych, jakie przeżył szesnaście wieków wcześniej inny ruch: prześladowany chrystianizm, który szedł od zwycięstwa do zwycięstwa. Ten ruch uciskanych, zwalczany przez klasy panujące, stopniowo ogarniał mimo to całe społeczeństwo, by w końcu nieodwołalnie zatryumfować. Tak więc sporo lat przed Kautsky'm, Engels wskazywał na pewne paralele między chrystianizmem i współczesnym ruchem robotniczym.

b) Drugim z poprzedników, który mógł zainspirować Kautsky’ego był Noske [5], przedstawiciel opozycji anarchizującej czy może anarchosyndykalistycznej. Noske po lekturze tekstu Engelsa, doszedł w latach 1891/92 do przekonania, że organizacje robotnicze biurokratyzują się w miarę swego rozwoju podobnie, jak Kościół w trakcie swej historycznej ewolucji. Te dwie paralele posłużyły być może Kautsky’emu za punkt wyjścia. Jest natomiast jego całkowitą
zasługą, i trzeba mu to oddać, że je docenił i postawił problem w sposób właściwy [6]. Rozumiał oczywiście, że nie można postawić znaku równości między Kościołem katolickim, a ruchem robotniczym, ale dostrzegł jednocześnie, że w momencie dojścia do władzy ruch ten stanie przed problemem biurokratyzacji analogicznej do biurokratyzacji Kościoła po jego dojściu do władzy.

Zapoznanie się z teoretycznym rozwiązaniem problemu, jakie przedstawił Kautsky jest dość pouczające. Odbiega ono znacznie od zasad sformułowanych przez Marksa w jego analizach Komuny Paryskiej, zbliża się natomiast do o wiele później powstałych koncepcji Trockiego. Według Kautsky’ego paralelę można by przeprowadzić konsekwentnie do końca, gdyby dało się ją rozciągnąć także na kontekst historyczny. Tak jednak nie jest: Kościół katolicki doszedł do władzy w
momencie upadku sił wytwórczych; w tych warunkach biurokratyzacja byłaby dla klasy robotniczej także nieunikniona. Natomiast rewolucja socjalistyczna zakłada kolosalny rozwój sił wytwórczych, który z kolei pociąga za sobą stopniowy zanik podziału pracy i rewolucję w dziedzinie kultury. A w warunkach materialnego dostatku i wysokiej kultury zwycięstwo biurokracji jest z historycznego punktu widzenia niewyobrażalne.

Odpowiedź Kautsky’ego jest więc teoretycznie poprawna. Lecz pomijając jeden z elementów rozumowania, nie uwzględnia pytania, którego zresztą w tych czasach nikt sobie nie zadawał: co się stanie gdy klasa robotnicza obejmie władzę nie w jednym z najbardziej rozwiniętych krajów kapitalistycznych, a w kraju gospodarczo i kulturalnie zacofanym? W tym wypadku zabraknie wymienionych przez
Kautsky’ego antybiurokratycznych motorów (dobrobyt, rewolucja kulturalna); niski poziom sił wytwórczych, niski poziom kulturalny, czy nawet ilościowy proletariatu mogą pozwolić przez pewien czas na zwycięstwo biurokracji.

III. Polemika Trockiego z Leninem i jego koncepcją organizacji partii

Trzecią fazę w rozwoju zrozumienia problemu biurokracji stanowi polemika Trockiego przeciw Leninowi i jego koncepcji organizacji partii. W polemice tej Trocki zajął stanowisko fałszywe – jest to widoczne z perspektywy historycznej i sam Trocki to przyznał. Lecz w jego błędach znaleźć można często elementy prawdy. Jeśli więc pozostawić na boku sam sposób jego rozumowania, który był fałszywy, a
wziąć pod uwagę tylko wnioski, to odnaleźć w nich można słuszne, by nie powiedzieć prorocze przewidywania: w 1903 roku Trocki pisał, że teoria, która prowadzi do zastąpienia proletariatu przez partię celem wykonania podstawowych zadań rewolucyjnych, grozi zastąpieniem partii przez Komitet Centralny, Komitetu Centralnego przez Sekretariat i w końcu Sekretariatu przez Sekretariat Naczelny: pojawia się
groźba sytuacji, w której jednostka przywłaszczy sobie misję realizowania wszelkich zadań rewolucyjnych.
Przewidywania te wyrażały uzasadnione potępienie wszelkiego rodzaju teorii substytucjonistycznych [7], a nie prawdziwej teorii leninowskiej, gdzie nie ma miejsca na podobne poglądy.

W okresie stalinowskim tego typu teoria stała się niemalże oficjalną teorią stalinowskiej partii. Biurokraci są niezwykle zaskoczeni, kiedy każe się im odnaleźć w pismach Lenina jedno chociażby zdanie mówiące, że dyktatura proletariatu winna być sprawowana przez partię, że to partia właśnie winna przeprowadzić nacjonalizację środków produkcji itp. Zadanie takie napełnia ich zdziwieniem ponieważ wychowani byli w przekonaniu, że partia przejmuje zadania proletariatu. Przeciwnie, wszystkie klasyczne teksty leninizmu (por. Państwo i rewolucja) mówią zawsze o
zadaniach, które wykonywać ma proletariat pod przewodnictwem partii. Teoria, która usprawiedliwia
powierzenie partii realizacji historycznych zadań proletariatu drogą uzurpowania jego własnej roli prowadzi
logicznie do sytuacji, gdy partia wykonuje te zadania wbrew woli ogromnej większości proletariatu: usprawiedliwia ona Budapeszt, tj. interwencję wojsk radzieckich przeciwko rewolucji węgierskiej i ogólnemu strajkowi 95 procent węgierskiego proletariatu. Prowadzi do stwierdzenia, że w określonym momencie historycznym i w określonym kraju dyktatura proletariatu może być sprawowana przez partię
przeciw 95 procent proletariatu.

Krytyka Trockiego skierowana przeciwko tej teorii była sama w sobie całkowicie słuszna; lecz w 1903 roku wyprzedzała ona fakty, bowiem nikt wówczas takiej tezy nie głosił, szczególnie zaś Lenin, który wielokrotnie przed nią się bronił [8]. Teoria ta stała się aktualna dopiero w trzydzieści lat później, w szczytowym okresie stalinizmu, stając się półoficjalną doktryną biurokracji radzieckiej. Nigdzie wszakże biurokracja ta nie odważyła się jej całkowicie zinstytucjonalizować, i w ten sposób jawnie zaprzeczyć teorii leninowskiej.

IV. Walka Róży Luksemburg z biurokracją w niemieckich związkach zawodowych

Czwarty etap konfrontacji ruchu robotniczego z problematyką biurokracji, to walka, jaką podjęła Róża Luksemburg z biurokratyzacją niemieckich związków zawodowych w latach 1907-1914, a także z głębokim procesem degeneracji reformistycznej socjaldemokracji. Jest to etap z teoretycznego punktu widzenia niesłychanie ważny, po raz bowiem pierwszy w historii ruchu robotniczego przedmiotem analiz stało się zjawisko w pełni ukształtowanej biurokracji. Róża Luksemburg w sposób trafny ujęła i zanalizowała samo zjawisko, choć może zbyt daleko
poszła w jego uogólnieniach. Stwierdziła mianowicie, że wyjąwszy momenty kryzysów, tzn. gdy społeczeństwo kapitalistyczne funkcjonuje w sposób normalny, najmocniejsze organizacje robotnicze są zawsze mniejszościowe, najmocniejsze związki zawodowe zrzeszają tylko mniejszość robotników [9].

Stwierdzenie to pozwoliło jej na wyciągnięcie dwóch wniosków praktycznych, popartych zresztą konkretnymi doświadczeniami rewolucji 1905 r. z najbardziej uprzemysłowionych terenów imperium rosyjskiego (objęta zaborem rosyjskim część Polski, ośrodki przemysłowe Ukrainy, Gruzja i Zakaukazie):

1) większość robotników wstępuje w szeregi organizacji politycznych i związkowych na ogół dopiero w momencie kryzysu rewolucyjnego. Pociąga to za sobą zadanie wciągnięcia do ruchu milionów robotników, którzy nie przeszli przez tradycyjną szkołę dyscypliny organizacyjnej. Nie da się tego uczynić przy pomocy tradycyjnych środków.

2) Dla zorganizowania tej masy robotników stają się wówczas konieczne nowe formy pracy i to znacznie elastyczniejsze niż związek zawodowy czy partia, a pozwalające przy tej ilości ludzi na realizację wspólnego i jednolitego frontu działania. Późniejsze doświadczenia historyczne dowiodły słuszności tych wniosków i konieczności odwołania
się w okresie rewolucyjnym do takich ram organizacyjnych, jak rady czy komitety tymczasowe, a więc form elastycznych, odpowiadających specyfice lokalnej sytuacji.

Dla przykładu wystarczy przypomnieć pierwsze rady rewolucji rosyjskiej 1905 r., rady robotników i żołnierzy podczas niemieckiej rewolucji w roku 1918, czy rady rewolucji hiszpańskiej. Charakter tych organizacji wynikał zawsze z warunków określonej sytuacji, a celem ich było rozwiązywanie praktycznych zadań, jakie w danym momencie stawały przed rewolucją. Nie można więc ich uważać za struktury ponadczasowe, stosowalne w każdych warunkach historycznych. Ta niesłychanie elastyczna forma organizacyjna odpowiada przede wszystkim następującemu
celowi: zrealizowanie jednolitego frontu i wspólnoty działania celem wypełnienia określonych zadań na
określonym etapie rewolucji. Tylko taka forma odpowiada koniecznościom akcji rewolucyjnej obejmującej wszystkich robotników.

Zrozumienie tych istotnych cech rad, czy komitetów tymczasowych pozwala ocenić, jak dogmatyczne i groteskowe są próby opatrzenia ich jedną i tą samą etykietką we wszystkich krajach i wszystkich sytuacjach. Rzeczywistym bowiem problemem jest wypracowanie formy, która w najbardziej pełny sposób odpowiada aspiracjom klasy robotniczej w określonym momencie i miejscu, formy
pozwalającej na mobilizację szerokich mas w imię jasno sprecyzowanego celu. W przekonaniu Róży Luksemburg, te luźne formy organizacyjne stanowić miały jednocześnie
antybiurokratyczną barierę. Byłby to więc aspekt niejako profilaktyczny jej propozycji. Drugi aspekt zagadnienia pojawia się, kiedy Róża Luksemburg naświetla rolę biurokracji, która powstaje w związkach zawodowych cechowych czy wielkoprzemysłowych. Wskazuje tu ona głównie na niebezpieczeństwo, że ukonstytuowana już biurokracja stanie się siłą konserwatywną, czynnikiem paraliżującym walkę klasową.

Osobiste doświadczenia Róży Luksemburg związane z biurokracją związkową pozwoliły jej jasno dostrzec problem jeszcze przed Leninem czy Trockim: przewidziała kontrrewolucyjną rolę, jaką biurokracja ta miała odegrać w kilka lat później. Podczas I wojny światowej pozostali teoretycy ruchu robotniczego podkreślali w tym okresie raczej oportunistyczny charakter tej biurokracji, tzn. wyłącznie aspekt polityczny problemu, oczywiście również
bardzo istotny. Róża Luksemburg widziała biurokratów w akcji, w codziennej walce. Lepiej niż inni rozumiała, że biurokracja związkowa integruje się w państwo burżuazyjne, częściowo przynajmniej identyfikuje swoje interesy z interesami niektórych instytucji »demokratyczno-burżuazyjnych«, broni swych materialnych, między innymi, interesów.

Lenin posłużył się na nowo jej analizami w 1914 r., aby wyjaśnić z jednej strony przyczyny zdrady II Międzynarodówki w chwili wybuchu pierwszej wojny światowej i z drugiej strony ogólnej degeneracji socjaldemokracji europejskiej. W opisie biurokratyzacji organizacji robotniczych, dokonanym przez Różę Luksemburg, łatwo
odnaleźć pewne przejaskrawienia: podkreślając ustawicznie konieczność walki antybiurokratycznej, jednocześnie posuwa się ona za daleko w systematycznej krytyce organizacji masowych: nie docenia obiektywnej doniosłości tych organizacji jako nosicieli pewnego minimum świadomości klasowej. Nawet w najbardziej rozwiniętych krajach kapitalistycznych (Niemcy Zachodnie, Anglia, nawet
USA) alternatywa nie sprowadza się do klasy robotniczej, rewolucyjnej i dynamicznej z jednej strony, a klasy robotniczej rozbrojonej przez zbiurokratyzowane związki zawodowe z drugiej. Wachlarz możliwości jest szerszy:

– klasa robotnicza rewolucyjna i dynamiczna,

– klasa robotnicza zrzeszona w zbiurokratyzowanych organizacjach,

– klasa robotnicza zatomizowana i rozbita, pozbawiona świadomości klasowej na skutek braku organizacji.

Należy uwzględnić te trzy możliwości, aby zrozumieć prawdziwie dialektyczny charakter organizacji masowych w społeczeństwie kapitalistycznym. Nie można się zadowalać krytyką ich charakteru biurokratycznego i kontrrewolucyjnego nie dostrzegając jednocześnie ich pozytywnej roli, która pozwala klasie robotniczej na utrzymanie minimum świadomości klasowej w warunkach ustroju kapitalistycznego; pozwalają one mimo wszystko na przekroczenie stadium działalności indywidualnej i stworzenie zbiorowej siły nacisku na system. Fakt ten należy szczególnie podkreślić, ponieważ na peryferiach ruchu trockistowskiego rozwinął się pogląd ultralewicowy, który nie rozróżnia tych dwóch aspektów, co wyraża się w równaniu: masowy związek zawodowy równa się biurokracja równa się zdrada kontrrewolucyjna. Zapomina się tym samym, że masowe związki są obiektywnym wyrazem siły zbiorowej proletariatu wobec przedsiębiorców w okresach »pokoju społecznego«. Kiedy się mówi, że dzisiaj w rozwiniętych
krajach kapitalistycznych aparaty związkowe dążą do przekształcenia się w »zakład samozapomogowy« i służą jedynie do rozwiązywania problemów emerytury, dodatków rodzinnych itp., stwierdzenie to, obiektywnie, jest w szerokiej mierze słuszne. Lecz nie należy zapominać, że gdyby nie było związków, każdy robotnik musiałby borykać się z tymi problemami samodzielnie; stosunek sił byłby nieskończenie bardziej niekorzystny i nie dawałby mu wielkich szans. Funkcją aparatów związkowych w tym dialogu jest, w ostatecznym rozrachunku, postawienie na szali całego ciężaru siły zbiorowej klasy robotniczej, tak, aby
w sposób decydujący przesądzić o wyniku tego dialogu.

Ta podwójna natura biurokracji związkowej jest bezsprzecznie podstawowa: jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że robotnicy, którzy od 50 lat są coraz to zdradzani przez aparat swoich związków zawodowych, mimo to pozostają silnie do nich przywiązani? Jeśli pamiętać o dwojakiej roli, jaką spełnia kierownictwo związków rzecz staje się łatwo zrozumiała: robotnicy wiedzą dobrze, że mimo tych
okresowych zdrad związki zawodowe odgrywają na co dzień minimalną rolę »antykapitalistyczną«, i że odwrócenie się od nich nie leży w ich interesie.

DALSZA CZĘŚĆ

Przypisy:

[5] W latach 1891/92, na marginesie niemieckiej socjaldemokracji powstały ugrupowania ultralewicowe o tendencjach anarchizujących. Ci berlińscy ultralewicowcy są dość mało znaną kartą w historii ruchu robotniczego, wiadomo jednak, że ocena ich działalności nie jest prosta. Po roku 1914 Lenin musiał poddać krytycznej rewizji swoje poprzednie opinie i dostrzec w tych ugrupowaniach pierwotne formy półświadomego buntu przeciw początkom reformistycznej i biurokratycznej korupcji masowych ruchów socjaldemokratycznych.

[6] Kautsky był człowiekiem o wielkiej inteligencji i wybitnym teoretykiem marksizmu. Przykładem może być właśnie
przenikliwość, z jaką ujął problem biurokracji. Przez pewien czas odgrywał rolę duchowego ojca Lenina i pośrednio inspirował późniejszą leninowską teorię partii. Fakt ten tłumaczy po części gwałtowność, z jaką Lenin atakował go w latach I wojny światowej. Jego obraz zarysowany w polemikach Lenina niesłusznie pokutuje po dzień dzisiejszy.

[7] Od łacińskiego substituere – podstawiać, zastępować. Jak wynika z kontekstu, chodzi tu o teorie uzasadniające przejęcie przez partię, czy jakąkolwiek inną instytucję zadań należących do proletariatu i tylko do proletariatu.

[8] We wstępie z 1905 roku do drugiego wydania Co Robić? Lenin podkreśla, że z chwilą gdy partia awangardowa odrywa się od proletariatu popada wówczas w awanturnictwo i całkowitą arbitralność. Mała grupa biurokratów może zadecydować, że w określonych warunkach historycznych proletariat powinien podjąć określoną akcję. Pomija się wówczas podstawowe kryterium obiektywne: wolę robotników, to na co gotowi są rzeczywiście się zgodzić.

[9] Było to prawdą w okresie, w którym żyła R. Luksemburg. Dziś w niektórych krajach więcej niż połowa robotników jest
formalnie członkami związków zawodowych: Szwecja, Austria, Belgia. Lecz i tu chodzi raczej o członkostwo czysto formalne; wyłącznie mniejszość robotników prowadzi rzeczywistą działalność syndykalną, nawet gdyby miała się ona ograniczać do udziału raz w roku w zebraniach związkowych.

Społeczność

jednolity front