Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 19 gości.

Michał Nowicki: Reakcje polskiego społeczeństwa na "krwawą niedzielę" w styczniu 1905 r.

rewolucja 1905.jpg

Polska burżuazja w latach 1905-1907 już nie tylko żyła z pracy innych Polaków, ale w dodatku wzywała wojsko carskie by do Polaków strzelało. 
 
Manifest Komunistyczny, należący razem z Biblią do elitarnego grona, najczęściej wydawanych i najczęściej czytanych pozycji książkowych, zaczyna się od słów, które warto przytoczyć w kontekście masakry tysięcy petersburskich robotników, przez carskich siepaczy 9 (22) stycznia 1905 r.

„Historia wszelkiego społeczeństwa dotychczasowego, jest historią walk klasowych. Wolny i niewolnik, patrycjusz i plebejusz, pan feudalny i chłop poddany, majster cechowy i czeladnik, krótko mówiąc, ciemiężyciele i uciemiężeni pozostawali w stałym do siebie przeciwieństwie, prowadzili nieustanną, to ukrytą, to jawną walkę –walkę, która za każdym razem kończyła się rewolucyjnym przekształceniem całego społeczeństwa lub też wspólną zagładą walczących klas”. 
 
 
Walka ta toczyła się na trzech poziomach: politycznym, ekonomicznym i ideologicznym. Ideologiczna przewaga klas panujących powodowała, że klasy pracujące stanowiące zawsze większość społeczeństwa, akceptowały niesprawiedliwy ustrój, w którym żyły. Przez tysiące lat, w których ludzkość jest podzielona na klasy, większość tej walki miała charakter ukryty, a tylko w chwilach kryzysów dochodziło do jawnego buntu, topionego w morzu krwi.
 
 
Mówiąc o cywilizacji europejskiej, często przedstawia się ją w kontekście cywilizacji grecko-rzymskiej, i faktycznie pod względem mordowania buntujących się pracowników, możemy mówić o cywilizacyjnej ciągłości nie przerwanej nawet przez ciemne średniowiecze. Idealizowani przez historyków i studentów pierwszego roku historii Spartanie, którzy bronili pod Termopilami europejskiej cywilizacji przed azjatyckim barbarzyństwem, co roku urządzali wojenne wyprawy na własnych niewolników –helotów. To właśnie w Grecji narodziła się idea sportu, czyli dobrowolnego wysiłku fizycznego dla poprawienia własnej sprawności. Spartańscy bohaterzy, ćwiczyli się w wojennym rzemiośle, urządzając polowania na ludzi i mordując „dla sportu” swoich poddanych. Rzymianie do swoich niewolników mieli lepsze podejście i kierując się interesem ekonomicznym, zabijali swoje „mówiące zwierzęta” tylko wtedy gdy się buntowały. Zabijali rzadziej, ale kiedy już brali miecze do ręki, to na całym Półwyspie Apenińskim stawiano szubienice –jako pomniki, by uchronić właścicieli niewolników przed kolejnymi buntami.
 
 
Społeczeństwa niewolnicze opierały się na ideologiach, które wielkość człowieka mierzyły ilością posiadanych niewolników, tak jak dzisiaj mierzy się wartość człowieka grubością portfela. Społeczeństwa niewolnicze permanentnie, każdego lata prowadziły wojny, które dostarczały nowe dostawy niewolników. Na konflikt klasowy nakładał się wiec konflikt narodowościowy i wyznaniowy. Jednym z powodów porażki Spartakusa, był wieloetniczny skład jego bojowników, z których każdy chciał wracać do swojej ojczyzny. Żołnierze tłumiący powstania niewolników mówiących innym językiem, nie mieli żadnych skrupułów. Państwo rosyjskich carów mieniące się Trzecim Rzymem, było państwem, które przynajmniej w teorii opierało się na zasadach chrześcijańskich. 
 
 
To właśnie dawało nadzieje popowi Gaponowi, który wierzył w to, że carscy żołnierze namaszczani przez prawosławnych duchownych, będą pamiętać o piątym przykazaniu. Żołnierze Spartakusa, byli wcześniej żołnierzami w krajach „barbarzyńskich”, i tylko czekali na moment, kiedy znowu chwycą za broń przeciwko rzymskim żołnierzom. Byli jednoznacznie wrodzy wobec rzymskiego imperium, co odróżniało ich od petersburskich robotników idących z obrazami cara. To co w Sparcie konserwowało system, to w carskiej Rosji doprowadziło do rewolucji, która o mały włos nie skończyła z caratem już w 1905 r.
 
 
Tematem tej pracy są reakcje polskiego społeczeństwa, na rzeź robotników w Petersburgu, która przeszła do historii jako krwawa niedziela. Postaram się więc pokazać, jak krwawa niedziela była komentowana w prasie i jakie wywołała konsekwencje praktyczne. Pierwszy wniosek jaki się nasuwa na podstawie analizy źródeł prasowych, to ogromna rozbieżność w podawaniu faktów. W styczniowych numerach Kuriera Warszawskiego można znaleźć krótkie telegraficzne doniesienia informujące o kilkudziesięciu (najczęściej pada liczba 70) ofiarach śmiertelnych. Tymczasem Róża Luksemburg w kwietniowym Czerwonym Sztandarze podaje liczbę 6 tysięcy.[1] Drugi wniosek poważnie utrudniający porównanie, to różny stopień zainteresowania wydarzeniami w Petersburgu. Jako historyk życzyłbym sobie, by w każdym źródle pisanym z końca stycznia i lutego 1905 r. znajdowała się informacja i odredakcyjny komentarz wyrażający stosunek redakcji do wydarzenia, które wywołało rewolucje w Rosji.
 
 
Niestety na badanych źródłach się zawiodłem. W styczniowych numerach Kuriera Warszawskiego nie ma żadnego odredakcyjnego stanowiska wobec wydarzeń w Petersburgu, co nie znaczy wcale, że temat ten się w gazecie nie pojawia. W korespondencjach z zagranicy możemy przeczytać, że w krajach zachodniej Europy temat ten cieszył się wielkim zainteresowaniem tamtejszej prasy. Mamy więc korespondencje telegraficzne z Berlina i innych stolic, co jest dowodem na to, że redakcja Kuriera Warszawskiego musiała sobie zdawać sprawę z tego co się w Petersburgu naprawdę wydarzyło. Na podstawie samej prasy historyk może jedynie spekulować, dlaczego redakcja nie wyraziła własnego zdania. Główną przyczyną względnego milczenia oficjalnej prasy polskiej wychodzącej w Cesarstwie Rosyjskim była cenzura i groźba zamknięcia gazety. Jeśli więc koniecznie chciano przedstawić jakąś ważną informację, to stosowano wybiegi – powołując się na źródła zagraniczne. Innym stosowanym wybiegiem, jest pisanie na tematy blisko związane z krwawą niedzielą. 
 
 
Można więc znaleźć artykuły biograficzne o popie Gaponie, a nawet jego podobizny – np. w piśmie „Prawda”.
 
 
Oprócz carskiej cenzury, była też inne przyczyny pomijania krwawej niedzieli. Z perspektywy historycznej wiemy, że wydarzenie to doprowadziło do rewolucji, która wstrząsnęła fundamentami caratu. Pod tym względem jesteśmy bogatsi od osób żyjących w przeszłości. Na próżno byśmy szukali w źródłach rzymskich informacji o narodzinach Chrystusa, i jeśli ktokolwiek na to zwrócił uwagę to tylko zwierzęta w stajence i legendarni trzej królowie. Ale brak informacji źródłowych, nie zmienia faktu, że to właśnie od narodzin dzieciątka Jezus mierzymy czas. Dla rosyjskiego ruchu rewolucyjnego, który odegrał ogromną rolę w dziejach ludzkości, krwawą niedziele można porównać do chrześcijańskiego Bożego Narodzenia. Ale dla osób nie związanych z ruchem socjalistycznym, wydarzenie to przedstawiało znacznie mniejszą wagę. 
 
 
Mordowanie bezbronnych nie było w państwie carów nowością, i porównać je można z licznymi w tamtym czasie pogromami żydowskimi. W dodatku każda podbita przez carów narodowość, miała własne tragiczne doświadczenia – przegranej walki, okupionej morzem krwi. Tak jak trudno znaleźć w wydawnictwach naukowych, reakcji na wynik meczu piłkarskiego, tak trudno szukać w prasie burżuazyjnej informacji mogących inspirować robotników do walki.
 
 
Omawiając krwawą niedzielę, nie można zapominać o kontekście historycznym, który powodował, że od wielu miesięcy Rosja codziennie pojawiała się w polskich gazetach za sprawą wojny toczonej z Japonią. Była to pierwsza wojna, od zmagań niemiecko –francuskich, między dwoma nowoczesnymi mocarstwami. To właśnie wojna spowodowała kryzys ekonomiczny, który pogłębił nędze klas pracujących, co doprowadziło do wzrostu niezadowolenia, wyrażającego się w strajkach i demonstracjach. Wielka demonstracja mas pracujących zaplanowana na 22 stycznia 1905 miała być podsumowaniem długotrwałej walki. 
 
 
To co miało być podsumowaniem, w temacie tej pracy jest punktem wyjścia. Każda wojna jest inna i porównując różne wojny można się narazić na zarzut ahistoryzmu. Pamiętam serwisy informacyjne podczas wojny w Iraku w 2003 r. Przez pierwsze tygodnie, dopóki trwały wielkie operacje wojenne, to był to najważniejszy temat, któremu wszystko było podporządkowane. Amerykańscy żołnierze do dzisiaj giną w Iraku, ale temat ten już dawno przestał wywoływać zainteresowanie. To co można było powiedzieć, po wielokroć już powiedziano i te same wydarzenia, które kilka lat temu wywoływały wiele reakcji, dzisiaj przechodzą bez echa. Gdy pierwszy polski żołnierz zginął w Iraku, to pamiętam, że przez kilka dni był to ważny temat. Następnym zabitym już nie poświęcano tylko uwagi. Krwawą niedzielę postrzegano początkowo przede wszystkim w kontekście wojny, którą społeczeństwo już zaczynało się nudzić. 
 
 
Tylko ruch socjalistyczny dostrzegł w wydarzeniach 22 stycznia 1905 i w spontanicznych strajkach, które były ich następstwem początek zupełnie czegoś nowego.
 
 
Dlatego też głównym źródłem, w którym można znaleźć nie tylko informacje o krwawej niedzieli, ale też stosunek polskiego społeczeństwa do tego wydarzenia, to nielegalna prasa socjalistyczna wychodząca w Rosji, prasa socjalistyczna wydawana w innych zaborach (np. krakowski „Naprzód”) i emigracyjna polska prasa socjalistyczna. Z perspektywy czasu warto docenić niektóre artykuły, w których przewidziano przyszłe wydarzenia. Temat krwawej niedzieli pojawiał się w prasie socjalistycznej w kilku kontekstach. Po pierwsze koncentrowano się na okrucieństwie caratu i okrucieństwie systemu kapitalistycznego. 
 
 

W odróżnieniu od zimnych depesz telegraficznych w Kurierze Warszawskim – w prasie socjalistycznej można było przeczytać barwne literackie opisy mordowania robotników – takie jak: rozstrzeliwania, bombardowania armatami, czy w końcu cięcia szablami. Po drugie poświęcano sporo uwagi strajkom w Rosji przed i po 22 stycznia i wzywano polskich robotników do solidarnej walki z robotnikami rosyjskimi. Po trzecie starano się dać trafną analizę rozwijających się wydarzeń. Podkreślano wyjątkowość i masowość strajku nie tylko na tle dotychczasowej walki robotników w Rosji, ale nawet na tle walki robotniczej w innych, bardziej rozwiniętych krajach. Po czwarte ze zdwojoną energią atakowano polskie klasy posiadające lojalne wobec caratu czyli tzw. „kataryniarzy”, czyli uczestników odsłonięcia pomnika carycy Katarzyny II. Po piąte upolitycznienie społeczeństwa, jakie miało miejsce po 22 stycznia spowodowało jeszcze ostrzejszą walkę między partiami socjalistycznymi.
 
 
Jeśli jednak interesuje nas to, jak na krwawą niedzielę zareagowały ulice największych polskich miast – to najlepszym źródłem informacji są listy i wspomnienia, nie przeznaczone pierwotnie do publikacji. Szczególnie ważne są listy partyjnych działaczy, do struktur kierowniczych, które mają charakter raportów. Takie źródła są szczególnie cenne jeśli badamy relacje między konkurującymi ze sobą partiami socjalistycznymi. W prasie partyjnej przeznaczonej do osób z poza partii, o konkurencji jeśli już pisano, to wyłącznie w kontekście negatywnym. W raportach mamy natomiast obiektywne informacje. W opracowaniach dotyczących Rewolucji 1905 r. pojawiają się przede wszystkim dane statystyczne – kto, gdzie i kiedy strajkował. Tego typu uogólnienia są bardzo ważne, ale nadmiar danych statystycznych powoduje, że trudno zrozumieć – jak wyglądała rewolucja z punktu widzenia szarego człowieka.
 
 
Wybuch spontanicznej rewolucji, to problem bardzo trudny do badania dla historyka. Główny problem stanowi ogromna dysproporcja pomiędzy słabym ruchem socjalistycznym, a ogromną liczbą uczestników rewolucyjnych wydarzeń. Odpowiedź na pytanie – dlaczego tak wielka była liczba walczących w 1905 r. można właśnie znaleźć w źródłach epistolarnych i wspomnieniach. Rozwój strajków w jednym mieście przypomniał lawinę, czy jak to określały klasy posiadające – epidemie. Zarazę przynosił jeden albo kilku agitatorów, którzy agitowali za strajkiem w jakimś zakładzie pracy, po czym robotnicy wychodzili na miasto i siłą argumentów lub argumentem siły, przekonywali następnych do konieczności strajku. Wydaje mi się, że w pierwszych tygodniach po 22 stycznia 1905 r., znaczenie partyjnej prasy i odezw, jest dla narastającego ruchu bez większego znaczenia. Wraz z rozwojem organizacji socjalistycznych, w następnych miesiącach się to zmieni i ruch będzie miał charakter coraz bardziej skoordynowany.
 
 

Najlepszym źródłem do badania nastrojów warszawskiej ulicy w ostatnich dniach stycznia 1905 r. jest list Feliksa Dzierżyńskiego do Komitetu Zagranicznego SDKPiL. Jako ważny działacz partyjny Dzierżyński był dość dobrze poinformowany o tym co się dzieje, a ponieważ zamierzał pisać raporty, to i wszystkim co ważne się interesował. List postanowiłem przytoczyć w całości, gdyż świetnie oddaje on atmosferę rozwijającego się strajku. Ze względów konspiracyjnych Dzierżyński posługiwał się formą żeńską.
 
 
„Warszawa, sobota—niedziela, noc 28-29 stycznia 1905 r. Droga Ciotuniu! Niech Ciocia się nie boi o mnie, nic złego mi się nie stanie; siedzę w domu i przez te dni niespokojne będę siedziała i nigdzie nie wychodziła, niech Ciotunia będzie pewna. Straszne rzeczy tu się dzieją. Piszę pod wrażeniem zajść, w wielkim nieporządku — chcę jednak donieść. W środę wieczór i czwartek rozpowszechniono 6 tysięcy odezw o Petersburgu, w sobotę i niedzielę 2 tysiące. W środę rozpowszechniono 9 tysięcy egzemplarzy odezwy Zarządu Głównego o „Proletariacie". 

 
W piątek i sobotę — 8 tysięcy odezw Komitetu Warszawskiego o „Proletariacie". W sobotę odezwę do młodzieży — 1 tysiąc, a także w sobotę ,,Z Pola Walki". W czwartek rozpoczął się w wielu fabrykach strajk, a w piątek zastrajkowała reszta fabryk. Robotnicy chodzili od fabryki do fabryki i wstrzymywali robotę. Wszyscy z chęcią się przyłączali do strajku i szli dalej. W sobotę po południu już wszystkie fabryki stały, również wstrzymali pracę piekarze, dorożkarze, tramwajarze. Pisma przestały wychodzić, jak „Kurier Warszawski", „Goniec", „Gazeta Handlowa" i inne. W sobotę robotnicy zażądali również zamknięcia wszystkich sklepów — co uskuteczniono; gdzie nie usłuchano, tam wybijano szyby. Cukiernie też pozamykano — tak np. Zawistowskiego (róg Alei Jerozolimskiej i ul. Marszałkowskiej) — nie chciano zamknąć to zaraz powybijano tam szyby. Burżuje w popłochu uciekali, robotnicy zaś mówili im, że frykasów nie powinni zajadać, gdy lud chleba nie ma. W piątek zastrajkowały telefonistki ze stacji głównej, lecz obsadzono ją policją i wojskiem. 
 
 
W sobotę jednak przerwano druty. W gazowni zastrajkowali też w piątek — obsadzono ją wojskiem, które pracowało. Lecz już w piątek kilkanaście tam oparzeń było — wzywano do żołnierzy pogotowie. Wówczas robotnicy, a przeważnie malcy, porozbijali latarnie prawie na wszystkich ulicach.
 
 
Scena: idę dziś wieczorem — grupa robotników na Bagnie zapytuje mnie, czy nie uważam, że ta latarnia za jasno się świeci? — potakuję, wtedy biorą grudę śniegu — bęc, bęc. Idę dalej. — Piekarnie w piątek już wszystkie stały — chleba nie ma wcale. Nafta podskoczyła w cenie z 10 do 30 kop. za kwartę. Dorożkarze nie chcieli strajkować, a także woźnice węgla i towaru. Do 12-ej w sobotę pozwalano im jeździć, lecz od południa musieli zaprzestać. Scena: jedzie dorożka, na rogu grupa strajkujących zatrzymuje ją — zmusza jadącego, by wysiadł, zapłacił dorożkarzowi, któremu każą do domu jechać. I tak na każdym rogu. Z tramwajami to samo — w razie oporu przewracano tramwaj. Na Marszałkowskiej 3 tramwaje przewrócono. To samo z wozami węgla — robotnicy zawracali konie na powrót do domu. Wodociągi obsadzono wojskiem. Sztuby zastrajkowały lub zostały przez władze rozpuszczone. Scenka: sztubacy szkoły handlowej podchodzą do V gimnazjum i nawołują do strajku — uczniowie V gimnazjum wychodzą.
Drobne warsztaty rzemieślnicze też strajkują. Wygląd miasta: Wszystkie ulice roją się od robociarzy, którzy spacerują, żywo rozprawiają, grupami stoją przed bramami i po wszystkich rogach — mają miny pełne otuchy i wyzwania do walki. Słychać rozmowy o walce, strajku, wolności. Tu i owdzie gromadka czyta odezwę. Wola i przyległe do niej ulice: Chłodna, Grzybowska, Wronia, Sienna, plac Witkowskiego, Żelazna, już od samego rana w sobotę są przepełnione — i ten ruch kieruje się z Woli ku centrum miasta.
 
 
O 11-ej już ogromne tłumy na placu Grzybowskim, Granicznej, Twardej, Bagnie i ulicach przyległych. O 4-ej Marszałkowska roi się (te dzielnice tylko zwiedziłam). Chrześcijanie i Żydzi razem się trzymają. (Policja chce przy pomocy łobuzów sprowokować antysemickie rozruchy). Zapytuję: czy i Żydzi też strajkują? — a tak, odpowiada Żyd, my razem, przecie nam jest nie lepiej. Na ulicach swobodnie o wszystkim rozprawiają. Policja pochowała się zupełnie. Po południu przeciągają już patrole wojskowe, lecz bardzo nieliczne: tak na rogu Twardej i Siennej o godz. 3-ej pierwszy raz od rana natrafiam na patrol, złożony z 15—20 żołnierzy piechoty z karabinami, obok dwa szeregi stójkowych; na czele pomocnik komisarza i rewirowy. „Razajdiś!" krzyczą niepewnym głosem. Patrol idzie dalej, a robotnicy wracają. Czasami przejeżdża wóz z chlebem pod eskortą kozaków lub konnych żandarmów. — Telefon do Łodzi zerwany.
 
 
Scena z piątku i soboty rano: można spotkać panów w cylindrach i wystrojone panie z bochenkiem chleba, który zdobyli za 70—80 kop. — Nadchodzi wieczór: miasto pogrążone w ciemnościach, gdzieniegdzie tylko latarnie się świecą — czuć zbliżanie się czegoś strasznego. Słychać nawoływania, tupaninę — widać cienie przebiegające — każda brama przepełniona ludźmi. Bram nie zamykają. Policji nie ma. Rozbijają monopole, wódkę wylewają, flaszki biją — słychać głosy, że trzeba wódkę zniszczyć, by ludziska się nie popili, gdy głód będzie się srożył. Korzystają z tego łobuzy i podpalają sklepy monopolowe. Wybuchają pożary. Tak np. na rogu Wielkiej i Złotej o godz. 8-ej pali się monopol. Straż ogniowa nadjeżdża. Słychać od strony Wroniej strzelanie, które już nie ustaje do 11-ej w nocy. Na Siennej przy sklepie monopolowym, niedaleko od pi. Witkowskiego, walka. 5-ciu żołnierzy zamknęło się tam i strzelało — jeden robotnik na miejscu zabity, jeden śmiertelnie ranny, jednemu ramię przestrzelono na wylot. Trupa położono do bramy i tam leżał, a robotnicy chcieli podpalić sklep wraz z żołnierzami, którzy się tam zabarykadowali. 
 
 
Idę dalej na plac Witkowskiego. Po przerwie słyszę na placu strzelaninę: rach, rach, rrrach (pojedyncze wystrzały i salwa żołnierzy z ulicy Siennej ukosem w kierunku Miedzianej), a na to zaraz strzały robotników: trach, trach trach (rewolwery). Po chwili znowu to samo, a potem cisza czas jakiś straszna i ciemność, w której nic rozpoznać nie można; po chwili znowu głosy robotników; żołnierzy już nie ma. Czy zabili tam kogo, nie wiem. Nagle krzyk — to rewirowy wysunął się z bramy domu swego, odebrano mu szablę, rozcięto nią głowę i sztylet w plecy wpakowano. Czy żyć będzie, nie wiadomo. — Słychać, że gdzieniegdzie rozbijają sklepy — to łobuzy korzystają z ciemności. W dzień robotnicy nie pozwalali im rozgrabiać wozów z węglem, sklepów. Policji ani śladu. Żołnierze nie wychodzą już, zdaje się, dalej niż za Żelazną. Patrole nieznaczne po 15—20 osób. Od czasu do czasu zjawia się po 8—10 kozaków na koniach. Jestem na Wielkiej — już pożar ugasiła straż.
 
 
Stoi tu silny oddział piechoty. Muszę okrążać to miejsce. Wchodzę do bramy na Wielkiej. Tłumu tu już nie ma. Raptem krzyk (10 wieczór, a bramy zwykle zamykają o 11-ej): „Worota wsje zakryt'!" Wkrótce wpada do bramy pomocnik komisarza 8 cyrkułu, 2 rewirowych z oddziałem piechoty; bije w twarz stróża i jakiegoś robotnika (w bramie było nas 4 mężczyzn i 2 kobiety) i krzyczy „ubju!" Poszli dalej. Zjawiła się policja, gdy nikogo już nie było. A na Wroniej strzelanina z rewolwerów: to widocznie łobuzy na wiwat, bo robotnicy nie marnowaliby naboi. Czekają jutra. Z Żelaznej, z Ciepłej dochodzą odgłosy trąbek żołnierskich — sygnałowych. Na rogu Grzybowskiej i Wroniej barykady z sanek, pudełek monopolowych.
 
 
O 10'/2 słychać z Wroniej okrzyki: „wiwat!" O 11-ej ucichło. Pozorna to cisza — bramy otwarte tu, bo tak robotnicy stróżom nakazali: muszą być otwarte, by było gdzie schronić się od kul karabinowych; o 11V2 wracam, na Ciepłej spotykam okrwawionego robotnika — to policjanci już go spotkali samotnego i szablą go w twarz uderzyli. Słyszę potem krzyk rozpaczliwy kobiety — to policjanci ją też samotną pociągnęli gdzieś. Patrole zaś żołnierskie nie zaczepiały pojedynczych. Są to fakty, których byłam naocznym świadkiem.
Jutro: 1) socjaldemokratyczna demonstracja z Bundem i 2) demonstracja PPS. Oczekują strasznych wypadków. Z całego zachowania się policji widać, że jutro wojsko wystąpi. Stróże żadnych instrukcji nie mieli jeszcze od policji. Na Marszałkowskiej jednak o godz. 7-ej huzarzy z szablami obrażonymi rzucili się na chodniki. Z innych dzielnic wiadomości nie mam jeszcze. Zorientować się w całokształcie niemożliwe. PPS wydała odezwę z żądaniami tylko ekonomicznymi — ani jednego hasła politycznego.
 
 
Żądania socjaldemokracji: 8 godzin pracy, 42-godzinny tygodniowo odpoczynek, zniesienie pracy pofajerantowej i nocnej, podwyższenie płacy, ubezpieczenie państwowe, inspekcja fabryczna, zniesienie kar i rewizji, roboty publiczne dla bezrobotnych, zniesienie samowładztwa, republika demokratyczna, zgromadzenie konstytuujące, zawarcie pokoju etc. Gdy odezwa Komitetu Warszawskiego będzie gotowa, przyślę; rękopis może jutro wyślę. A teraz z opowiadań donoszę: w piątek wieczorem robotnicy zabili oficera żandarmerii i 2 żandarmów, którzy sprowokowali robotników. — Podajcie to zaraz do „Nowej Reformy" i do „Iskry". Róży wysyłam kopię na wszelki wypadek, zaraz jej prześlijcie. Inaczej pisać nie mogę. Niech kochana Ciocia wybaczy mi takie pisanie. Jestem strasznie podniecona. Całuję rączki.”[2]
 
 
W liście Dzierżyńskiego warto zwrócić uwagę na pewną kwestię, której śladu próżno by szukać w prasie partyjnej. Strajki, które wybuchły jako reakcja na krwawą niedzielę, miały charakter spontaniczny. Konsekwencją tej spontaniczności był ich niezorganizowany charakter, który jedynie pogłębiał chaos. Dzierżyński stosuje trochę naiwny podział na dobrych robotników i złych „łobuzów”. W terminologii marksistowskiej ludzkość jest podzielona na klasy, na podstawie zajmowanego miejsca w procesie produkcji i słowo „łobuz” tam nie funkcjonuje. To potrzeby ekonomiczne, zmuszają ludzi do sprzedawania własnej pracy, czyniąc z nich robotników. W swojej terminologii Dzierżyński nie jest konsekwentny – bo jeśli „łobuzami” są osoby dokonujące aktów wandalizmu, to sam też powinien się nazwać łobuzem, bo zachęcał do tłuczenia latarni. Taktyka polegająca na potęgowaniu chaosu, umożliwiła szybki rozwój ruchu strajkowego w całym państwie rosyjskim, pokazując siłę klasy robotniczej. W dalszej perspektywie, była to jednak taktyka, która nie mogła odnieść sukcesu. Potęgowanie chaosu w pierwszej kolejności uderza w masy pracujące, które nie mogą się zaopatrzyć w produkty pierwszej potrzeby i dlatego następne strajki będą lepiej przygotowane logistycznie.
 
 
Charakterystyczne jest to, że SDKPiL wzywa polskich robotników do strajku powołując się na strajki w Rosji. W odezwie „Do strajku powszechnego!”  w ogóle nie pada ani jedno słowo o krwawej niedzieli. Głównym argumentem na rzecz strajku, jest to, że robotnicy rosyjscy też strajkują.
 
 
„Robotnicy! Nadeszła wreszcie chwila, kiedy lud pracujący powinien powstać jak jeden mąż, aby zdobyć sobie życie godne człowieka. W całej Rosji klasa robotnicza powstała teraz do walki o swoje prawa. W Petersburgu, Moskwie, Sewastopolu, Kijowie, Rydze i Rewlu, w Wilnie i Kownie, na Kaukazie i w coraz to innych miastach lud roboczy za-strajkował gromadnie. W samym Petersburgu blisko 200 000 robotników porzuciło pracę, stanęły wielkie fabryki i małe warsztaty, ustał ruch handlowy, nocą miasto pogrążone jest w ciemności, gazety przestały wychodzić, a lud roboczy w bojach ulicznych z żołdactwem carskim przelewał krew swą o prawa dla robotników. (...) A więc, towarzysze, nadszedł czas, kiedy i polscy robotnicy powinni pospieszyć do szeregów, do wspólnej walki o wspólne żądania robotnicze w całym państwie. 
 
 
Wszędzie, gdzie panuje wyzysk, niech ustanie praca w fabrykach i warsztatach, w hutach, kopalniach i na kolejach, na znak, że jesteśmy zdecydowani walczyć o życie ludzkie. Wszędzie, gdzie samowola carska dławi i depcze robotników, niech ustanie wszelka praca na znak, że jesteśmy gotowi walczyć do upadłego o prawa polityczne, przy których jedynie człowiek przestaje być nędznym niewolnikiem. Rzucajcie wszędzie robotę! Niech we wszystkich ogniskach przemysłu zapanuje strajk powszechny!”[3]
 
 
Reakcją na masakrę robotników w Petersburgu były nie tylko strajki, ale też chęć użycia przemocy. Początkowa euforia spowodowana masowością ruchu, szybko minęła, gdy na horyzoncie pojawiło się widmo głodu. Chęć zemsty była obecna cały czas, ale początkowo działalność terrorystyczna została przysłonięta przez ruch strajkowy. 

W pierwszych tygodniach po krwawej niedzieli można zaobserwować kontrast między polskim a rosyjskim ruchem socjalistycznym, który w moim przekonaniu był wtedy znacznie bardziej radykalny. Dla rosyjskich robotników i organizacji socjalistycznych, krwawa niedziela była aktem barbarzyństwa, w którym śmierć ponieśli partyjni towarzysze, znajomi, lub członkowie rodzin. Polscy uczestnicy Rewolucji 1905 r., mieli swoje powody by nienawidzić carat, ale w pierwszych tygodniach nie akcentowano w odezwach pragnienia zemsty za to konkretne wydarzenie, tak jak to zrobił np. Józef Stalin w artykule: „Robotnicy Kaukazu, nadszedł czas pomsty!”
 
 „Słyszycie towarzysze? Samowładztwo prosi nas, byśmy puścili w niepamięć świst nahajek i gwizd kul, byśmy zapomnieli o setkach zamordowanych towarzyszy-bohaterów, których okryte sławą cienie unoszą się wokół nas i szepczą nam: „Pomścijcie!” Samowładztwo bezwstydnie wyciąga ku nam zbroczone krwią ręce i doradza pojednanie! Ogłosiło jakiś „ukaz najwyższy”, w którym obiecuje nam jakąś tam „wolność”... Stare łotry! Myślą, że słowami nakarmią miliony głodującego proletariatu Rosji! Spodziewają się, że słowami zaspokoją zubożałe i udręczone wielomilionowe masy chłopskie! Obietnicami chcą zagłuszyć płacz osieroconych rodzin –ofiar wojny! Nikczemni! Tonąc chwytają się słomki!...  Tak towarzysze, od podstaw chwieje się tron rządu carskiego! Rząd, który za złupione z nas podatki płaci pensje naszym siepaczom –ministrom, gubernatorom, naczelnikom powiatów i więzień, komisarzom policji, żandarmom i szpiegom: rząd, który żołnierzy wziętych spośród nas  - naszych braci i synów – zmusza do przelewania naszej krwi; który na wszelkie sposoby popiera obszarników i przedsiębiorców w ich codziennej walce przeciwko nam; który spętał nam ręce i nogi i zepchnął nas do położenia wyzutych z praw niewolników; który bestialsko zdeptał i sponiewierał to, co mamy najświętszego – naszą godność ludzką – ten właśnie rząd chwieje się teraz i traci grunt pod nogami! Czas już pomścić! Czas pomścić okrytych sławą towarzyszy bestialsko zamordowanych przez siepaczy carskich w Jarosławiu, Dąbrowie, Petersburgu, Moskwie, Batumie, Tyflisie, Złatouście, Tichorieckiej, Michajłowie, Kiszyniowie, Komlu, Jakucku, Gurii, Baku i innych miejscowościach! Nastał czas porachunku za dziesiątki tysięcy niewinnych nieszczęsnych ludzi, którzy zginęli na polach Dalekiego Wschodu! Czas osuszyć łzy ich żon i dzieci. Czas pociągnąć carat do odpowiedzialności za cierpienia i poniżenia, za łańcuchy hańby, w które zakuł nas od wieków! Czas skończyć z rządem carskim i oczyścić szlak wiodący do ustroju socjalistycznego! Czas obalić rząd carski! I my obalimy go!” [4]
 
 
Pośrednim skutkiem krwawej niedzieli, była reorganizacja partii socjalistycznych w kierunku działalności bojowej. Niezależnie od wcześniej deklarowanego sprzeciwu wobec działalności terrorystycznej, wszystkie polskie partie socjalistyczne tworzyły własne bojówki. W swoich rozważaniach nie chce się posuwać zbyt daleko, gdyż pośrednio każde wydarzenie w latach 1905-1907 było pokłosiem masakry w Petersburgu. Chce tylko zauważyć bezpośrednie następstwo czasowe między krwawą niedzielą, a uchwałą VII Zjazdu PPS z 5 lutego 1905 r.
 
 
„1905 r., luty 5, Warszawa. — Uchwała VII Zjazdu PPS w sprawie zorganizowania  Organizacji  Spiskowo-Bojowej PPS. Wobec możliwie masowych rewolucyjnych wystąpień w kraju i w Rosji zjazd poleca CKR zorganizowanie spiskowej organizacji, która by stanowiła nasze pierwsze szeregi w momencie rewolucji. Do tego zaś czasu CKR kieruje, zgodnie z instrukcją, masowymi wystąpieniami ulicznymi (manifestacjami, zgromadzeniami mas itp.), jeżeli chodzi o cały kraj, i inicjatywą komitetów okręgowych w sprawach lokalnych. Na czele organizacji spiskowo-bojowej stoi wydział. Zadaniem wydziału jest również zaopatrywanie części tej organizacji w broń. Wydziałowi jest powierzona organizacja wykonawczo-terrorystyczna. (Przyjęto większością głosów).”[5]
 
 
Specyficznym źródłem do badania nastrojów polskiego społeczeństwa, jest poezja rewolucyjna. Co prawda każda pieśń rewolucyjna wzywa do walki, ale pieśni z 1905 r., są dodatkowo wzbogacone o szczegóły typowe dla tamtego okresu. Przykładem niech będzie przerobiona francuska pieśń rewolucyjna: „Marsylianka”

 
„Za te zbrodnie żołdackie, kozacze,
Za tę dzikość zbójeckich swych hord
Odpowiecie przed ludem, siepacze!
Odpowiecie za rzeź i za mord!
 
 
Refren:
Pieśń wokoło niech zagrzmi zwycięska!
My za wolność idziemy na bój!
Do twierdz przypuśćmy szturm!
Do więzień i do turm!
Na bój, na bój, na nowy bój!
Hej, ludu, w broń się zbrój!
 
 
Tłum bezbronny na placu rąbano,
Hord żołdackich rozpasał się szał!
Wy nie cieszcie się wielką wygraną:
Wstanie mściciel z tej krwi i z tych ciał!
 
 
Pieśń wokoło niech zagrzmi itd.
Hej, na sąd z oprawcami podłemi!
Wyrwiem z rąk wam i szablę, i knut!
Waszych karków, przygiętych do ziemi,
Dotknie stopą zwycięską swą lud!
 
 
Pieśń wokoło niech zagrzmi itd.”[6]
 
 
Z każdym tygodniem od krwawej niedzieli narastał konflikt między partiami socjalistycznymi. SDKPiL krytykowała PPS za stawianie na pierwszym planie walki o niepodległość Polski. Pierwsze tygodnie po krwawej niedzieli, w których to rosyjscy i polscy robotnicy wspólnie wystąpili przeciwko caratowi, dały publicystom socjaldemokratycznym do ręki, bardzo mocne argumenty na rzecz rewolucyjnej współpracy wszystkich narodowości żyjących pod carskim panowaniem.
 
 
„W ten sposób starali się [PPS-owcy] tępić i zagłuszać w proletariacie polskim wszelką wiarę w ruch rewolucyjny proletariatu rosyjskiego,   aby  móc  na   tej   zasadzie  wmawiać w naszych robotników, że dążenie do obalenia despotycznego rządu w całej Rosji nie ma żadnych widoków i że wskutek tego robotnik polski powinien odwrócić się od robotnika rosyjskiego i dążyć tylko do odbudowania Polski. Jeszcze w styczniu br. — robotnicy polscy powinna sobie ten faikt zapamiętać — jeszcze w tym samym styczniu, w którym bruk petersburski krwią ubroczyło 6 tysięcy proletariuszy rosyjskich za wolność, PPS pisała w „Przedświcie",, że „robotnik rosyjski jeszcze się nie zbudził do walki". Tak dalece partia ta, zwąca się socjalistyczną i robotniczą, pełna była niewiary w siłę robotników i socjalizmu w Rosji, że czuła się daleko bardziej spokrewniona — z szlachecko-burżuazyjnym liberalizmem rosyjskim niż z rosyjskim ruchem robotniczym. 
 
 
 
 
W przeddzień wybuchu rewolucji robotniczej PPS pospieszyła połączyć się w sojusz braterski do wspólnej walki nie z robotnikami-socjaldemokratami, tylko z liberałami rosyjski m i. Pokrewieństwo duchowe z liberalną szlachtą rosyjską sprawdziło się świetnie w tym, że i liberałowie rosyjscy akurat w tym samym styczniu pisali i głosili parę dni przed wybuchem rewolucji petersburskiej słowo w słowo jak PPS, że robotnik rosyjski jeszcze do walki politycznej nie dojrzał! Rewolucja robotników rosyjskich jak grom spadła fałszywym prorokom z PPS na głowy, łamiąc na drzazgi ich dwunastoletnie wyrachowania na zastój w Rosji. 
 
 
Robotnicy polscy swą solidarną akcją styczniową pokazali, że nauki propagujące od lat odrębność i rozterkę narodową i polityczną między polskim i rosyjskim robotnikiem, poszły w las, były głosem wołającego na puszczy. Nie dał się odwieść proletariat polski z drogi klasowej na manowce nacjonalizmu i na pierwszy sygnał z Petersburga pospieszył nieść swoje życie w ofierze dla wspólnej walki, pod wspólnym sztandarem.”[7]
 
 
Jeśli wybuch strajków był mocnym argumentem na rzecz słuszności tez SDKPiL, to załamanie się strajków kilka tygodni później, spowodowało krytykę ograniczania się wyłącznie do tej formy walki. W polskim ruchu socjalistycznym, od czasów Wielkiego Proletariatu istniał spór, którą formę walki wybrać – działalność terrorystyczną, prowadzoną przez zakonspirowane partie rewolucyjne, czy walkę strajkową mas robotniczych. Współpracująca z rosyjskimi narodowolcami, partia „proletariat” opowiadała się raczej za pierwszą formą walki. Zainteresowanych tematem odsyłam do artykułu „Bezrobocie i terror”, a także do broszurki Feliksa Kona: „Bezrobocie”. Bezrobocie to w ówczesnej polszczyźnie synonim strajku. „Gdy tak małą dają korzyść robotnikowi bezrobocia, wywoływać je jedynie z wielkimi powinniśmy ostrożnościami, po rozpatrzeniu i obrachowaniu wszelkich możliwych szans powodzenia. Jeżeli zaś mimo naszej woli wybuchnie gdzie zmowa, nadać jej winniśmy kierunek i charakter energicznej, a nawet krwawej walki, lecz nie masowej, a jednostkowej. Gdy spokojna walka nie zapewnia nam zwycięstwa, uciec się musimy do zbrojnej, do terroru.”[8] Nic więc dziwnego, że Ludwik Kulczycki odwołujący się do tradycji „Proletariatu” lider Polskiej Partii Socjalistycznej „Proletariat”, krytykował SDKPiL za idealizowanie strajkowej formy walki. Taktyce SDKPiL poświęcił całą broszurę: „Stanowisko SDKPiL w obecnym ruchu rewolucyjnym”.
 
 
„Tym się też objaśnia fakt, że w czasach ostatnich nasi socjaldemokraci. zawsze i wszędzie, bez względu na szansę udania się i wyczerpanie robotników - zachęcali ich do strajków. Ta mania ciągłego wywoływania strajków jest lekkomyślnością blagierów socjaldemokratycznych dla których cierpienia robotników, ich zawody itp. nie wydają się klęską, gdyż są masowe. Olbrzymie, generalne strajki w roku bieżącym miały i mają naturalnie wielkie znaczenie w rozwoju polskiej klasy robotniczej, doniosłość ich przekracza nawet granicę naszego kraju; ale ciągłe wywoływanie strajków, narażanie robotników na długie dni i tygodnie głodu i na inne straty jest: albo obłędem politycznym, albo łajdactwem szulerów, chcących za jakąkolwiek cenę zdobyć rozgłos i uzyskać świadectwo kilku reporterów zagranicznych - że socjaldemokracja istnieje i rozwija się kosztem P. P. S. Trzeba nareszcie, aby robotnicy i w ogóle wszyscy socjaliści rozciągnęli kontrolę nad tymi agitatorami socjaldemokratycznymi, którzy bezmyślnie dla reklamy szafują krwią robotniczą. Nie my będziemy oczywiście doradzali spokój, nie my będziemy powstrzymywali ochotników od manifestacji; przeciwnie uznajemy ich pożytek i konieczność, ale jesteśmy zdania, że urządzać je należy wtedy, gdy można choćby część mas uzbroić, gdy walki uliczne na szerszą skalę odbywają się i w innych częściach państwa. Potrzeba działać z planem.”[9]
 
 
Kończąc pracę jestem świadomy tego, że temat nie został wyczerpany.  Trójzaborowe społeczeństwo polskie, poszerzone w dodatku o Polaków mieszkających na emigracji, to podmiot na tyle duży i na tyle różnorodny, że opisanie wszystkich możliwych reakcji, to temat mogący zająć grubą książkę. Wykorzystując współczesne techniki socjologiczne, należałoby podzielić społeczeństwo polskie na minimum kilkadziesiąt kategorii, po czym dodatkowo wprowadzić rozróżnienia regionalne – na podziały miasto – wieś a także zamieszkiwane państwo. Nawet jednak taka wiedza socjologiczna nie uchroniłaby nas przed wyjątkami nie potwierdzającymi żadnej reguły. Zawsze przecież w każdej grupie społecznej może się znaleźć „czarna owca”, której nijak nie da się zaklasyfikować do żadnej kategorii.
 
 
Dlatego też przy tak postawionym temacie, z konieczności ograniczyłem się do pewnego wycinka. Wycinka najbardziej reprezentatywnego, gdyż w wydarzeniach w 1905 r., największą rolę odgrywała klasa robotnicza i partie socjalistyczne. Krwawa niedziela, to wydarzenie wyjątkowe na tle całości wielowiekowych kontaktów polsko-rosyjskich. Stosunki polsko-rosyjskie zdominowane są przez konflikty. Nawet posiadanie wspólnego wroga, nie przerywało wzajemnej nienawiści, czego przykładem jest antyradziecka postawa rządu londyńskiego i Armii Krajowej w czasie II Wojny Światowej. Polska klasa robotnicza, poprzez strajki wykazała solidarność z pomordowanymi robotnikami rosyjskimi. Solidarność tym ważniejszą, gdyż mającą charakter spontaniczny i bezinteresowny. Przez cały XIX wiek rosyjscy przeciwnicy caratu i polscy emigranci szukali prób nawiązania współpracy we wspólnej walce z caratem. Ale plany Dekabrystów, czy Bakunina ograniczały się do współpracy między polsko-rosyjskimi spiskowcami. Kiedy przychodziło do czynów, to masy pozostawały bierne. W 1905 r., wreszcie mieliśmy przykład współpracy nie tylko rewolucyjnych elit, ale też robotniczych mas.
 
 
Gdybym rozwijał ten temat, do poziomu monografii, to przede wszystkim skupiłbym się na poszukiwaniu śladów solidarności Polaków z postępowaniem cara. Z ilościowego punktu widzenia takie postawy nie miały większego znaczenia. Ze względu jednak na siłę ekonomiczną klas posiadających, bo to one najbardziej były zainteresowane obroną cara i rynków wschodnich, postawy lojalistyczne były nad reprezentowane. 
 
 
Choć w wydarzeniach w latach 1905-1907, brały udział przede wszystkim klasy pracujące, a w programie dominowały hasła ekonomiczne, to jednak w polskiej historiografii silnie podkreśla się narodowowyzwoleńczy charakter tych wydarzeń. Lojalistyczne postawy polskich elit, to temat wstydliwy i przemilczany, gdyż burzy on mit narodowej jedności. Znalezienie odpowiednich źródeł to zadanie wykraczające poza zakres tej krótkiej pracy. Termin „społeczeństwo” ma charakter mało precyzyjny. Przyjęcie definicji, w której to opisywanym podmiotem są wszyscy Polacy, wrzuca do jednej kategorii grupy społeczne mające charakter produkcyjny z różnymi elementami, które poprzez nie uczestniczenie w wytwarzaniu bogactwa narodowego, sytuują się poza społeczeństwem. Trudno do jednej kategorii wrzucać robotników i różnej maści społecznych pasożytów, żyjących z cudzej pracy: żebraków, księży czy wyzyskiwaczy.
 
 
 
Emmanuel-Joseph Sieyès w swojej słynnej broszurce: „Czym jest stan trzeci?” z czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej, dał odpowiedź, w której tylko stan trzeci zasługiwał według niego na zaszczyt należenia do narodu francuskiego. Natomiast w języku rosyjskim, słowo „naród” ma charakter dwuznaczny, i oznacza zarówno wspólnotę etniczną jak i wspólnotę klasową ludzi pracy. Przyjmując to drugie znaczenie, klasy posiadające sytuują się poza narodem, a wiec tym samym poza społeczeństwem. Taki punkt widzenia reprezentowali twórcy nie popularnej dziś, Polski Ludowej, która to miała być ojczyzną mas pracujących miast i wsi. Mimo różnych wyjątków popierania przez polską burżuazję walki z caratem, to jednak tłumienie strajków w polskich fabrykach przez carskich żołnierzy, jest hańbą która spada na całą klasę. Polska burżuazja w latach 1905-1907 już nie tylko żyła z pracy innych Polaków, ale w dodatku wzywała wojsko carskie by do Polaków strzelało. To właśnie było przyczyną, że w wielu opracowaniach, w ogóle polskiej burżuazji nie traktowano jako części polskiego społeczeństwa i z braku innych źródeł, ten punkt widzenia zaciążył też na tej pracy.
 
 
[1] Róża Luksemburg, Obrachunek polityczny. Czerwony Sztandar kwiecień 1905 r. [w:] Róża Luksemburg. Rok 1905 (wybór artykułów), Książka i Wiedza. Warszawa 1951 r. str. 32.
 
[2] Feliks Dzierżyński. List do Komitetu Zagranicznego SDKPiL z 28-29 stycznia 1905 r. [w:] Feliks Dzierżyński. Pisma wybrane. Książka i Wiedza. Warszawa 1955 r. str. 57-62.
 
[3] Do strajku powszechnego! Odezwa SDKPiL ze stycznia 1905 opublikowana w „Czerwonym Sztandarze” nr 24. [w:] SDKPiL w Rewolucji 1905 r. str. 72-73.
 
[4] J.W. Stalin. Robotnicy Kaukazu, nadszedł czas pomsty! Dzieła. Tom I. Książka i Wiedza. Warszawa 1949 str. 94-95.
 
[5] Jerzy Pająk. Organizacje bojowe partii politycznych w Królestwie Polskim 1904-1911. Książka i Wiedza. Warszawa 1985 str. 223.
 
[6] Bruno Winawer. Marsylianka Robotnicza.[w:] Polska poezja rewolucyjna 1878-1945 pod red. Stefana Klonowskiego. Państwowy instytut Wydawniczy. Warszawa 1977. str. 231. 
 
[7] Róża Luksemburg, Obrachunek polityczny. Czerwony Sztandar kwiecień 1905 r. [w:] Róża Luksemburg. Rok 1905 (wybór artykułów), Książka i Wiedza. Warszawa 1951 r. str. 31-32.
 
[8] Bezrobocie i Terror –Proletariat nr. 2 z 1 października 1883 r. Tekst przedrukowany w zbiorze "Pierwsze pokolenie marksistów polskich" tom II, Książka i Wiedza. Warszawa 1962. Strony 109-114.
 
[9] Ludwik Kulczycki. Stanowisko SDKPiL w obecnym ruchu rewolucyjnym. Lwów 1905 r. http://www.komunizm.nazwa.pl/lbc_2101/arch_lbc_1400/1394kulczycki.htm

Portret użytkownika A.W
 #

Dobry artykuł, ciekawa treśc atrakcyjnie zaprezentowana!

 
Portret użytkownika Gregor
 #

To nowy artykuł czy archiwalny?

 
Portret użytkownika uno
 #

Archiwalny z LBC. Niech prawica wie, że myśli nie da się zaaresztować. Na miejsce jednej zamkniętej strony komunistycznej będą powstawać trzy nowe, a co lepsze teksty i tak będą publikowane. Artykuły Michała, te naszym zdaniem bardziej udane, pojawią się jeszcze na WR. Oczywiście autor otrzymał zaproszenie do publikowania rzeczy nowych. Jeśli skorzysta, tą będą również "świeżynki" wychodzące spod jego pióra.

 
Portret użytkownika Gregor
 #

Jako historyk z wykształcenia z niecierpliwością czekam na premierowe artykuły Michała.

 

Społeczność

front