Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 25 gości.

Tychy, Opole, Kraków - Pierwszy tydzień kampanii PPP i "Sierpnia 80" przeciwko umowom śmieciowym

Kopia DSC01729.JPG

TYCHY
 
W Tychach zainaugurowano ogólnopolską kampanię Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80" i Polskiej Partii Pracy pod hasłem: "STOP umowom śmieciowym!", mającą na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa i polityków na sytuacje osób zatrudnianych na umowach cywilnoprawnych. - Tychy stały się jednym z symboli walki przeciwko śmieciowemu zatrudnieniu. To  tu pielęgniarki pokazały, że nie godzą się na pozbawianie ich praw pracowniczych - mówiono przed Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym.

Jak tłumaczył Patryk Kosela, rzecznik związku i koordynator kampanii, w Polsce przybywa osób zatrudnianych na umowach śmieciowych. - Coraz bardziej powszechne stają się umowy poza kodeksowe, alarmuje już o tym Unia Europejska. Raport KE wskazuje, że właśnie w Polsce najwięcej osób pracuje na umowach poza kodeksowych - powiedział.
 
- Kontrakty to też umowy śmieciowe. Taka forma zatrudnienia może być korzystna dla prezesa banku, ale nie dla pielęgniarki - wskazywała z kolei wiceprzewodnicząca Polskiej Partii Pracy, Elżbieta Fornalczyk.
 
 
 
Akcja polegała na rozdawaniu ulotek pacjentom szpitala i przychodni. W jej treści przedstawiono konsekwencje zatrudnienia poza Kodeksem Pracy zarówno dla pracowników, finansów publicznych czy systemu emerytalnego. Zwracając uwagę na umowy kontraktowe, na które coraz częściej przerzuca się pielęgniarki, mówiono o tym, że na kontrakcie może pracować ona nawet 48 godzin non stop, co niesie zagrożenie dla zdrowia i życia jej samej, a także i pacjentów.
 
Uczestnicy tyskiej akcji mieli ze sobą transparenty, głoszące m.in. hasła: "Umowy śmieciowe = śmieciowe emerytury", "Jan Krzysztof Bielecki, kolega Donalda Tuska na kontrakcie za prezesowanie bankowi Pekao dostał tylko w 2008 r. aż 4,46 mln zł. Pielęgniarka na kontrakcie dostaje ok. 14 zł za godzinę. Panie Premierze, nie dla wszystkich kontrakt znaczy to samo, co dla Pana kumpli".
 
 
Zorganizowano także happening. Na makietach przedstawiono zalety umów o pracę i wady kontraktów. Tą drugą wyrzucono tam, gdzie jej miejsce - na śmietnik. Spalono również zdjęcie premiera Tuska, komentując, że szef rządu płonie ze wstydu, bo w ostatniej kampanii wyborczej złożył obietnice bez pokrycia zrobienia porządku ze śmieciowym zatrudnieniem.
 

OPOLE
 
Dziś kampania "STOP umowom śmieciowym!" zawitała do Opola. To prawdziwe zagłębie agencji pracy tymczasowej. Można sobie do takiej wejść i wynająć pracownika, niczym strój na bal przebierańców. I będzie tyrał bez żadnych praw pracowniczych. Umowy agencje pracy tymczasowej zawiązują niekoniecznie tymczasowo, bo nawet na 10 lat.
W centrum Opola próżno szukać ulicy, na której nie ma co najmniej jednej takiej agencji wykorzystującej osoby chcące pracować. Dlatego przedstawiciele Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80" i Polskiej Partii Pracy pokazali, że w tym mieście łatwiej wynająć sobie pracownika, niż rower miejski. Wynajem człowieka jest od ręki. Na wynajem roweru trzeba czekać do 3 dni, bo tyle trwa procedura rejestracji w internetowym systemie.
Przykładem nieuczciwości agencji pracy jest firma Derksen, mająca 5 lat temu swój oddział w Opolu, która rekrutowała polskich pracowników do usuwania 2 tys. ton toksycznego azbestu ze statku "Rotterdam" w Niemczech. Pracowali bez porządnych kombinezonów i w niesprawnych maskach przeciwgazowych. Płacono im mniej, niż mieli to w umowach. Nie wypłacano diet, rozłąkowego, ani pieniędzy za urlopy. Za to odciągano 220 euro miesięcznie za pokój.
Pisały o tym ogólnopolskie media. Pisał też Wolny Związek Zawodowy "Sierpień 80" w jednym z wydawanych przez siebie tygodników. Derksen pozwał do sądu redaktora naczelnego gazety o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i godzenie w dobre imię firmy. Agencja sprawę w sądzie przegrała. I zwinęła się z Opola.
W 2007 r. WZZ "Sierpień 80" skierował do Sejmu projekt ustawy o zmianie ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Zakładał on, iż po upływie trzech miesięcy nieprzerwanego świadczenia pracy u jednego pracodawcy, pracownik automatycznie zostanie zatrudniony u dotychczasowego pracodawcy użytkownika. Z tą samą chwilą wygasałby stosunek prawny łączący pracownika z agencją pracy tymczasowej.
 
Zaapelowano dziś też do posłów Platformy Obywatelskiej z Opolszczyzny, by wyręczyli zapracowanego premiera Donalda Tuska i spełnili jego przedwyborczą obietnicę zrobienia porządku z umowami śmieciowymi. Przecież nikt w kraju nie wie kto to za człowiek Leszek Korzeniowski. A to poseł na Sejm, szef wojewódzkich struktur PO. Stałby się z pewnością niezwykle popularny, gdyby ustawowo wyeliminował patologię powszechności śmieciowego zatrudnienia. Ba, wykazałby się w ten sposób troską o finanse publiczne i system emerytalny! Cywilnoprawne formy świadczenia pracy są gorzej opodatkowane i "ozusowane". W ich skutek państwo traci rocznie bagatela 18 mld zł rocznie.
 
- Nie może być tzw. umową śmieciową, niedającą gwarancji na przyszłość - mówił 22 września ub.r. premier Donald Tusk w wielkopolskich Wronkach. Podkreślił też, że praca dla młodych ludzi to jeden z "bezdyskusyjnych priorytetów" (źródło: PAP).
 
- Wszyscy, którzy płacą podatki, powinni płacić składki ubezpieczeniowe. Także osoby, które są zatrudnione na podstawie umów o dzieło, a nie płacą składek emerytalnych z innego tytułu - deklarował z kolei 19 października ub.r. szef doradców szefa rządu, Michał Boni (źródło: PAP). Boni także w przedstawionym na jesieni 2011 r. rządowym raporcie "Młodzi 2011" zwracał uwagę na problem "umów śmieciowych".
 
 
Gdy rząd podwyższał nam wiek emerytalny do 67. roku życia, tłumaczył, że to "troska o finanse publiczne". Skoro budżet jest w tarapatach, a system emerytalny niedomaga, to nic bardziej prostego, jak wyeliminować z rynku pracy umowy śmieciowe. Logiczne? Bardzo. I wcale nieskomplikowane. Nawet politycy PO poradziliby sobie z tym zadaniem. Oczywiście, gdyby tylko chcieli... "Obiecać każdy może, ale robić nie ma komu" - można by na zakończenie sparafrazować klasyka. Sukces jest, ludzi młodych premier nabrał na obiecanki wyborcze. Można rządzić dalej.
 
 


KRAKÓW
 
Pierwszy tydzień trwania kampanii "STOP umowom śmieciowym!" zakończyliśmy w Krakowie przed biurem poselskim Jarosława Gowina, jednego z liderów rządzącej Platformy Obywatelskiej, ministra sprawiedliwości. Gowina niestety nie było w biurze. Po raz kolejny ludzie młodzi nie mieli szans dowiedzieć się kiedy PO spełni swoją obietnicę ucywilizowania zatrudnienia i eliminacji patologii umów śmieciowych.
W czasie akcji ulotkowej, delegacja Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80" i Polskiej Partii Pracy poszła do biura posła. Nie było go. W zasadzie nie powinno to dziwić. Znane są wyniki raportu radia RMF FM o powszechnym "olewaniu" pełnienia dyżurów poselskich. Ale przyjął nas doradca ministra. Ten zgodził się, że z patologiami wynikającymi z nadużywania prawa, należy walczyć i zgłaszać odpowiednim służbom. A problem należy kierować przede wszystkim do ministra pracy.
 
Ale... Zły przykład idzie z góry. W resorcie pracy na umowach śmieciowych zatrudnione są 121 osoby. Łącznie w 11 ministerstwach w ten sposób zatrudnia się przeszło pół tysiąca osób! Śmieciówki dają już nawet sądy. W skali kraju w sądownictwie na cywilnoprawnych umowach pracuje ponad 1600 osób! Minister sprawiedliwości zobowiązał kierownictwo sądów do objęcia wnikliwą kontrolą kwestii zawierania umów cywilnoprawnych, tak by były one stosowane tylko w wyjątkowych, uzasadnionych przypadkach. Można?! I trzeba.
Zatrudnieni na umowach śmieciowych nie mają żadnych praw, nawet tych podstawowych, jak prawo do urlopu czy zwolnienia chorobowego. Nie mają szans na wzięcie kredytu na zakup telewizora. Młodzi ludzie pozbawiani są wszelkich perspektyw. Spychani są poza nawias społeczeństwa, nie mają szans na normalne życie i założenie rodziny. Dlatego "pokolenie na zlecenie" ma nadzieję, że minister, który jest z wykształcenia filozofem, zrozumie ich egzystencjalny ból.
 
By tak było, zostawiliśmy Jarosławowi Gowinowi list. W jego treści poproszono o przedstawienie propozycji innych terminów spotkania. I pytano kiedy Platforma Obywatelska spełni swoje wyborcze obietnice zrobienia porządku z umowami śmieciowymi. Zapytaliśmy też ministra jak ocenia odmowę podania przez Ministerstwo Finansów informacji publicznej ile i jakiego rodzaju podatki płaci spółka Tesco Polska. Obiecano, że dokument zostanie niezwłocznie przekazany adresatowi.
Szkoda, że nie zastaliśmy posła Gowina! Może udałoby się go przekonać do poparcia naszego projektu z 2007 r. nowelizacji ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Zakładał on, iż po upływie trzech miesięcy nieprzerwanego świadczenia pracy u jednego pracodawcy, pracownik automatycznie zostanie zatrudniony u dotychczasowego pracodawcy użytkownika. Z tą samą chwilą wygasałby stosunek prawny łączący pracownika z agencją pracy tymczasowej.
 
Jeśli PO nic dalej nie zrobi z umowami śmieciowymi, będzie można śmiało mówić o tym, że popiera i przyczynia się do działania na szkodę finansów publicznych. Umowy cywilnoprawne są bowiem słabiej opodatkowane i "ozusowane", a więc wpływy do budżetu państwa są przez to relatywnie mniejsze. Aż o 18 mld zł rocznie!

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Obama rev