Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 22 gości.

Adam Magdoń: Prekariat, czyli socjologiczne nieporozumienie

Prekariat

Od jakiegoś czasu coraz więcej zarówno socjologów, jak i publicystów zwraca uwagę na powstanie nowej klasy społecznej o nazwie prekariat. Popularność zyskuje stwierdzenie, jakoby ów prekariat niejako „zastąpił” Marksowski proletariat. Przypuszcza się obecnie, że proletariatu, w takim ujęciu, jak przedstawiali go marksiści, dawno już nie ma, co przytacza się jako dowód na nieaktualność teorii marksistowskiej.
            Czy to prawda?
            Żeby odpowiedzieć na to pytanie, ustalmy na początek, czym są proletariat i prekariat. Na potrzeby niniejszych rozważań zastosuję prostą, lecz dokładną definicję pierwszej z tych klas, autorstwa Fryderyka Engelsa, zamieszczoną w Zasadach komunizmu. Najbliższy współpracownik Karola Marksa pisze mianowicie: Proletariatem nazywamy tę klasę społeczeństwa, która środki do życia czerpie jedynie i wyłącznie ze sprzedaży swej pracy, nie zaś z zysku od jakiegokolwiek kapitału; klasę, której dola i niedola, życie i śmierć oraz całe istnienie zależne jest od popytu na pracę, a więc od okresowych zmian pomyślnego i niepomyślnego stanu interesów, od wahań nieokiełznanej konkurencji. Można więc stwierdzić, że proletariat jest klasą społeczną całkowicie zależną – gdyż nieposiadającą środków produkcji i zmuszoną przez to do utrzymywania się z pracy najemnej – od kapitalisty-wyzyskiwacza, czyli wedle liberalnego nazewnictwa, pracodawcy – właściciela środków produkcji oraz kapitału. W okresie powstawania kierunku myślowego i doktryny politycznej zarazem określanej jako socjalizm naukowy, proletariatem była, jak słusznie zauważył Engels, (...) klasa robotnicza dziewiętnastego wieku[1].
            Współcześni badacze z kolei, mianem prekariatu określają biedniejące (z powodu kryzysu ekonomicznego, utraty pracy, bankructw małych i średnich przedsiębiorstw, itd.) warstwy klasy określanej w marksizmie jako drobna burżuazja (przykładowo: właściciele małych i firm, tzw. sklepów rodzinnych, menedżerowie), nie będące w stanie wybić się i awansować w hierarchii społeczno-ekonomicznej. Co najważniejsze, są to w większości ludzie młodzi, „stale” zatrudnieni na stażach czy umowach śmieciowych (podkreślenie autora). Klasa ta pozostaje więc w zależności finansowej (nie posiada własnego kapitału, środków produkcji, więc zmuszona jest utrzymywał się z pracy najemnej, traktowanej często przez kapitalistów jako akt łaski) od klas najwyższych, najzamożniejszych, czyli posiadaczy wielkiego kapitału – burżuazji, jak również ponadnarodowych korporacji czy banków, stąd jej nazwa – łac. precarius oznacza „zdany na prośbę, łaskę”[2].
            Przyjrzyjmy się obu tym definicjom. Czyż nie wyglądają podobnie? Zależność prekariuszy wobec wielkiego kapitału wygląda dokładnie tak samo jak zależność proletariuszy wobec burżuazji – jedni i drudzy żyją ze sprzedaży własnej pracy, innymi słowy, utrzymują się z pracy najemnej, ze względu na brak własności środków produkcji. Wyzysk objawia się dziś w niekorzystnych dla pracownika warunkach tejże sprzedaży, przykładowo w zastępowaniu klasycznych umów o pracę zawierających gwarancję pakietów socjalnych, a przede wszystkim stałego zatrudnienia tzw. umowami śmieciowymi, np. o dzieło czy zlecenia – nie gwarantującymi pracownikowi otrzymania świadczeń socjalnych od pracodawcy, umożliwiającymi mu zwolnienie pracownika w dowolnym momencie czy też wydłużanie mu dowolnie czasu pracy bez podnoszenia wynagrodzenia, itd. Taki pracownik – prekariusz wedle obecnego nazewnictwa – znajduje się w gorszej pozycji niż pracodawca, toteż zmuszony jest przyjmować jego warunki zatrudnienia. Czynniki takie jak wysokie bezrobocie i wywołana nim ogromna konkurencja na rynku pracy automatycznie zmniejszają szansę pracownika, czy raczej osoby poszukującej zatrudnienia, na wynegocjowanie dogodnych dla siebie warunków pracy. Dokładnie tak samo było w czasach Marksa i Engelsa – robotnik żył ze sprzedaży własnej pracy, często na bardzo złych dla niego zasadach.
            Skoro zatem sytuacja społeczno-ekonomiczna dawnych proletariuszy i obecnych prekariuszy jest w zasadzie tożsama, to czy można mówić o dwóch różnych klasach?
            Moim zdaniem – niezupełnie. Każdy prekariusz jest w istocie proletariuszem, ale nie każdy proletariusz automatycznie staje się prekariuszem (np. robotnik zatrudniony na umowie stałej nim nie jest). Można więc stwierdzić, że prekariat jest „podklasą” proletariatu. Dlaczego więc dzisiejsi analitycy je rozdzielają? Przypuszczam, że odpowiedź można znaleźć, porównując strukturę zawodową z XIX wieku, kiedy Karol Marks i Fryderyk Engels tworzyli dyscyplinę naukową i doktrynę polityczną socjalizmu naukowego, z obecną.
            Dwaj wielcy myśliciele żyli w czasach bujnego rozwoju przemysłu ciężkiego w Europie, Ameryce, później Japonii i kilku innych miejscach. Była to epoka przemysłowa – wówczas największy odsetek obywateli wysoko rozwiniętych państw kapitalistycznych znajdował zatrudnienie właśnie w przemyśle, jako robotnicy w wielkich fabrykach, hutach, kopalniach i innych zakładach. Mniej było chłopów – utrzymujących się z uprawy ziemi czy hodowli zwierząt, przedstawicieli inteligencji oraz burżuazji. Konieczność życia z pracy najemnej dotknęła wówczas właśnie robotników żyjących z własnej pracy fizycznej – musieli ją sprzedawać właścicielom zakładów przemysłowych. Dlatego socjalizm naukowy skupił się na proletariacie jako na klasie wyłącznie lub prawie wyłącznie robotniczej – nie można było bowiem nazwać proletariuszem chłopa ani rzemieślnika[3].
            Od tamtej pory zaszły jednak ogromne zmiany. Rozwój nowych technologii, w tym przede wszystkim elektroniki oraz telekomunikacji, doprowadził do znaczących zmian w światowej gospodarce. Okres, w którym żyjemy, określa się mianem epoki post-przemysłowej. Obecnie bowiem najwięcej pracowników zatrudnia branża szeroko pojętych usług, przemysł zszedł na dalszy plan, spychając rolnictwo jeszcze niżej w hierarchii społeczno-ekonomicznej.
            Nie oznacza to jednak, że proletariat zaniknął bądź skurczył się do rozmiarów zmniejszającej się klasy czysto robotniczej albo zastąpiony został inną klasą. Wręcz przeciwnie! Nadal większość społeczeństwa zmuszona jest do sprzedawania swej pracy posiadaczom wielkiego kapitału. W XIX wieku byli to z reguły właściciele (osoby fizyczne i prawne, posiadacze akcji, itd.) zakładów przemysłowych, dziś są to w większości gigantyczne ponadnarodowe korporacje oraz koncerny[4], ale zasada pozostała ta sama. Proletaryzacja, rozumiana jako konieczność utrzymywania się z pracy najemnej, dotyka na początku XXI stulecia nie tylko robotników fizycznych, ale również pracowników umysłowych zatrudnionych w branży usług i szeroko rozumianej administracji, np. urzędników i pracowników biurowych, sprzedawców w sieciach handlowych, nawet nauczycieli w szkołach prywatnych, dziennikarzy pracujących dla medialnych koncernów, itd. Oczywiście, do proletariatu nadal zaliczają się, jak dawniej, robotnicy; przemysł, w którym są zatrudnieni, nie zaniknął przecież. Proletaryzacja wyszła jednak poza czysto robotnicze ramy i dotknęła grup zawodowych wcześniej nią nie dotkniętych lub dotkniętych w znacznie mniejszym niż dotychczas stopniu. Innymi słowy, robotnicy nie przestali być proletariuszami, za to wykonawcy zawodów nierobotniczych ulegli proletaryzacji.
            Dowodzi to niezbicie, że w czasach współczesnych nauka Karola Marksa i Fryderyka Engelsa oraz doktryna socjalistyczna bynajmniej się nie zdezaktualizowały, ale są może nawet jeszcze bardziej aktualne i potrzebne niż wcześniej.
            Podsumowując, sądzę, że dzisiejsi analitycy mówią i piszą o prekariacie zamiast o proletariacie albo w wyniku braku zwrócenia uwagi na fakt, że proletariat nie tylko nie zaniknął jako klasa, ale wciąż się rozwija, albo z tej przyczyny, iż jak wiadomo, panująca ideologia jest ideologią klasy panującej, co oznacza, że jak każda ideologia uświęca naukowy, polityczny i społeczny status quo, dla którego marksizm stanowi zagrożenie, toteż bezpieczniej jest używać niemarksistowskich definicji klas społecznych.

[1] http://www.1917.net.pl/?q=node/2207 (dostęp: 13.07.2012 r.)

[2] http://www.polityka.pl/swiat/analizy/1519162,1,prekariat-mlodzi-bez-pers... (dostęp: 13.07.2012 r.)

[3] http://www.1917.net.pl/?q=node/2207 (dostęp: 13.07.2012 r.)

[4] Warto jednak pamiętać, że korporacje występowały nie tylko w XX i XXI stuleciu. To właśnie one w większości budowały amerykańskie koleje w wieku XIX, zaś w Wielkiej Brytanii spółki handlowe działały od 1855 r.; natomiast pierwsza znane w historii spółki powstały w średniowieczu, zaś akcyjne – w XVII wieku. W tekście zastosowałem małe uproszczenie, by unaocznić pewne zjawisko społeczno-ekonomiczne. Nie było moim celem analizowanie historycznych procesów zmian form własności środków produkcji (przyp. aut.).

Portret użytkownika tres
 #

W temacie prekariatu opublikowaliśmy już ubiegłym roku na łamach WR jeden tekst, autorstwa Ewy Balcerek i Włodka Bratkowskiego, którego wymowa jest zasadniczo zbieżna z powyższym

http://www.1917.net.pl/?q=node/6413

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Niech żyje rewolucjca socjalisyczna