Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 28 gości.

Florian Nowicki: Logiczna struktura materializmu historycznego - wstęp (część I)

marks

Wstęp
 
 Tematem niniejszej pracy jest, po pierwsze, przedmiot materializmu historycznego(część pierwsza), po drugie, struktura logiczna teorii materializmu historycznego(część druga).
 
 
Część pierwsza - traktująca o przedmiocie - rozpada się na dwa działy, czyli dwieodrębne dyskusje o przedmiocie materializmu historycznego i jego swoistejproblematyce. W dziale pierwszym dyskutujemy z Althusserem i Balibarem, akonkretnie z propozycjami ich wspólnego manifestu teoretycznego:Czytania "Kapitału". W dziale drugim wchodzimy w dialog z teoretycznymi ideamimłodego Lukácsa z Historii i świadomości klasowej, a także z wyrastającymi zLukácsowskich inspiracji koncepcjami Marka Siemka.
 
 
 
Dlaczego zdecydowaliśmy się podjąć w tej pracy problematykę przedmiotumaterializmu historycznego? Dlaczego sam przedmiot rozważanej teorii uznaliśmyza coś problematycznego?
 
 
 
Otóż nie sposób w XXI wieku podejmować się rekonstrukcji teorii materializmuhistorycznego - udając, że... nic się nie stało, czyli nie przyjmując do wiadomości, żesam przedmiot owej teorii uległ w XX-wiecznej filozofii marksistowskiej radykalnejdekonstrukcji.
 
 
W XIX-wiecznym marksizmie przedmiot materializmu historycznego nie stanowiłwiększego problemu. Zakładano, że przedmiotem materializmu historycznego jesthistoria, rozwój historyczny, czy też najogólniejsze prawidłowości rozwojuhistorycznego. Warunkiem możliwości takiego przedmiotu, a więc warunkiemmożliwości uczynienia procesów historycznych i ich prawidłowości przedmiotemteorii, miała być - panująca w historii - obiektywna powtarzalność, zarównosynchroniczna, jak i diachroniczna. Okoliczność, że poszczególne społeczeństwa,niezależnie od siebie, przebywały podobne ścieżki rozwojowe (powtarzalnośćsynchroniczna), a także, że w historii tych samych społeczeństw, na poszczególnychetapach, mimo jakościowych różnic między formacjami społeczno-ekonomicznymi,odkrywamy podobne związki kategorialne, czyli determinację wychodzącą od siłwytwórczych i stosunków produkcji ku "wyższym piętrom" bytu społecznego(powtarzalność diachroniczna), stanowiła niezawodną gwarancję możliwościistnienia teorii historii. Zgadzano się zatem, że rozwój historyczny, tj. historiarozumiana jako obiektywny proces, jako ciąg faz rozwojowych, kontinuum formacjispołeczno-ekonomicznych, jest właściwym przedmiotem teorii określanej mianemmaterializmu historycznego, materialistycznego pojmowania dziejów, "materializmuekonomicznego", bądź też monistycznego (czy mono-ekonomistycznego)pojmowania dziejów.
 
 
 
 
 
Problemy pojawiły się dopiero w wieku XX-tym. W obliczu wzbierającej falirewolucyjnej i dwuznacznej wobec niej postawy "urzędowych" przywódcówmarksistowskich, zrodziły się przypuszczenia, że "ortodoksyjnie" rozumianymaterializm historyczny to nic innego, jak teoretyczna broń oportunistów-biurokratów,teorią Marksa uzasadniających swoją kunktatorską postawę wobec pogrążającegosię w imperialistycznym barbarzyństwie kapitalizmu. Niektórzy marksiści, jak AntonioGramsci, zapałali radykalną niechęcią do samej problematyki "prawidłowościhistorycznych" - uznając, że rewolucyjna praxis znosi wszelkie "przyrodnicze prawahistoryczne", które mogą rządzić historią jedynie wtedy, kiedy masy ludowepogrążone są w marazmie i politycznej bierności.
 
 
 
 
A tymczasem chodzi przecież właśnie o rewolucyjną praxis, a nie czynienie zadość jakimkolwiek prawidłowościom.Niewątpliwie rewolucja październikowa odbyła się jak gdyby na przekór II-Międzynarodówkowej wykładni materialistycznego pojmowania dziejów, zgodnie zktórą z socjalistyczną rewolucją należało poczekać do momentu, w którymsprzeczność między siłami wytwórczymi a stosunkami produkcjiosiągnie "odpowiedni" poziom (co miało nastąpić w pierwszym rzędzie w krajachEuropy Zachodniej). Specjaliści od materialistycznego pojmowania dziejów - zJerzym Plechanowem na czele - wzywali do powstrzymania "przedwczesnych"wystąpień rewolucyjnych w Rosji, wskazując, że imperium Romanowów ma jeszczedo nadrobienia liczne burżuazyjno-demokratyczne zaległości, których nie można poprostu ahistorycznie "przeskoczyć".
 
 
 
Twierdzono więc, że Rosja musi powtórzyćprawidłową drogę rozwojową, przez którą przeszły wcześniej społeczeństwaprzodującego kapitalizmu - aby teorii materializmu historycznego mogło "stać sięzadość". Optykę tę odrzucili rosyjscy bolszewicy z Leninem na czele. Zrywając wteorii i praktyce z "ortodoksyjną" wykładnią marksizmu zachodniego - przetarli oniszlaki bardziej dialektycznemu podejściu do problematyki prawidłowościhistorycznych, mniej dogmatycznemu, bardziej twórczemu. Zresztą w istocie niesprzeciwili się oni żadnym "dogmatom" Marksa, a jedynie określonej praktycepolitycznej ówczesnych przywódców międzynarodowego marksizmu. Leninowskateoria imperializmu i "najsłabszego ogniwa", a także sformułowana przez Trockiegoteoria rewolucji permanentnej, wyrastały z - prowadzonych zgodnie z wytycznymiMarksa i Engelsa - konkretno-historycznych analiz, dotyczących ówczesnegostadium rozwojowego kapitalizmu, a także specyficznej sytuacji społeczeństwperyferyjnych międzynarodowego systemu kapitalistycznego. Zarówno Lenin, jak iTrocki trzymali się ściśle podstawowych kanonów teorii Marksa, precyzyjniei "bezlitośnie" analizowali wydarzenia i procesy z obszaru walki klas - wynikające zeszczególnych prawidłowości rozwoju historycznego, nieobecnych co prawda wrejestrze najogólniejszych praw historycznych (z Przedmowy do Przyczynku dokrytyki ekonomii politycznej), ale stanowiących ich konkretno-historyczneuszczegółowienia czy dopełnienia. Rozwijająca się wraz z rewolucyjną praktykąbolszewików teoria pozostawała w ścisłej łączności z Marksowską teoriąmaterializmu historycznego - jako jej zasadniczo ortodoksyjna kontynuacja.
 
 
 
A jednak rewolucja październikowa - jako "wydarzenie filozoficzne" - zachęciła wielumarksistów do poszukiwania nowej, sięgającej do źródeł, wykładni materializmuhistorycznego - takiej, która nie tylko zrywałaby z II-Międzynarodówkową wersjąmarksizmu (jak to uczynił niewątpliwie Lenin), ale także u samego Marksaodnajdywałaby "ortodoksyjnie Marksowskie" momenty, rozsadzające - sformułowanąprzez tegoż Marksa - materialistyczną teorię obiektywnych prawidłowościhistorycznych. Z takich poszukiwań wyrasta z pewnością Historia i świadomośćklasowa młodego Lukácsa.Z nieco innych inspiracji politycznych wyrasta teoretyczny manifest Althussera iBalibara: Czytanie "Kapitału". Jest on jednak tak samo zanurzony w historii, jakdzieło Lukácsa.
 
 
 
 
Althusser radykalnie sprzeciwia się - rozwijającym się w następstwiesłynnego XX Zjazdu KPZR - próbom eklektycznego łączenia dotychczasowej,stalinowskiej wykładni marksizmu z naiwnym humanizmem (czy wręczhumanitaryzmem) młodo-Marksowskiej proweniencji. Referat Chruszczowa wywołałsilną humanistyczną reakcję teoretyczną w obrębie marksizmu, reakcję w imięCzłowieka, jego wartości i niezbywalnych praw, zdeptanych w okresie "kultujednostki". Głównym orężem owego humanizmu były "odkryte" nieco wcześniejteksty młodego Marksa, które zrobiły niezwykłą furorę w świecie filozoficznym, zewzględu na aktualną - i obecną wówczas w wielu niemarksistowskich nurtachfilozoficznych, włączając w to także filozofię chrześcijańską - problematykę alienacji.W świecie automatyzacji i biurokratyzacji, w świecie zagrożonym nuklearną zagładą,wreszcie, w świecie, w którym pamięć o holocauście była jeszcze świeża  - filozofieodwołujące się do Człowieka, autentycznego człowieczeństwa i walki z jegoalienacją były niezwykle popularne - nie tylko wśród "filozofów", ale także szerokichkręgów czytającej młodzieży.
 
 
 
 
Zrodziło się zatem naturalne dążenie douatrakcyjnienia "suchego" i "nudnego" marksizmu o humanistyczne idee młodegoMarksa. Uznano, że historia - poza obiektywnymi prawidłowościami - ma jeszczewymiar antropologiczno-etyczny, który w "okresie błędów i wypaczeń" został niecozaniedbany, ale który należy obecnie marksizmowi przywrócić - studiując gruntownieRękopisy ekonomiczno-filozoficzne. W polskim marksizmie gruntowną analizęRękopisów - z perspektywy aksjologicznej - przeprowadził w szczególności MarekFritzhand. Z kolei najbardziej wpływowy filozof marksistowski PRL, Adam Schaff,spopularyzował w swoich pracach młodo-Marksowską problematykę - czyniąc z niejgłówny ideowy oręż teorii marksistowskiej. Zjawisko to miało jednak charakterpowszechny, dotyczyło zarówno marksizmu radzieckiego, jak i francuskiego.Filozofowie marksistowscy akcentowali wówczas banalną myśl, że historia jestzawsze dziełem Człowieka, że to Człowiek jest podmiotem historii, a marksizm jest wistocie teorią "ludzkiego szczęścia". Podkreślano, że jeżeli baza oddziałuje nanadbudowę, to przecież nie dzieje się to bez udziału Człowieka, a wszelkieprawidłowości historyczne realizują się w działaniach ludzi, a nie poza nimi.Reakcja Althussera na tego typu zjawiska teoretyczne była bezlitosna. Jak możnatwierdzić, że Człowiek jest podmiotem historii, skoro w ogóle nie ma niczego takiegojak Człowiek?
 
 
 
Rzekomy Człowiek nie wnosi nic własnego do historii, historią rządząbowiem struktury i kombinacje czynników produkcji, a ludzie są jedynie nosicielamifunkcji zakodowanych w strukturach.Nie dlatego jednak obraliśmy sobie Althussera na dyskutanta, że sprzeciwił się onprzyswajaniu przez filozofię marksistowską młodo-Marksowskiego humanizmu.Dyskutujemy tu z Althusserem jako myślicielem, który dokonał prawdziwej rewolucjiw samym przedmiocie materializmu historycznego - tzn. zniósł dotychczasowyprzedmiot tej teorii (mianowicie historię) i na jego miejsce podstawił przedmiotwłasny. Mimo to nadal utrzymywał, że jego teoria jest właśnie marksistowską teoriąhistorii, najprawdziwszym materializmem historycznym.
 
Wydana w 1923 roku książka Lukácsa, jak również dzieło Althussera i BalibaraCzytanie "Kapitału", to dwie najciekawsze w XX-wiecznym marksizmie propozycjerewolucji w samym przedmiocie materializmu historycznego. Jeżeli będziemy tuwchodzić w polemikę z obiema tymi koncepcjami, to właśnie z uwagi na ichrewolucyjno-przedmiotowy charakter. Są to zatem nie tyle propozycje jakichś nowychrozwiązań w obrębie "starego przedmiotu", ale właśnie projekty zupełnie nowychprzedmiotów - przedmiotów wyłuskiwanych zresztą z tego samego Marksowskiegodzieła: Kapitału. Zarówno Lukács, jak i Althusser właśnie w Kapitale - w jegonajgłębszych warstwach - poszukują momentów i pojęć, rozsadzających tradycyjnąproblematykę materializmu historycznego z Przedmowy do Przyczynku do krytykiekonomii politycznej. Obaj przeciwstawiają jak gdyby "Marksa głębokiego" "Marksowipowierzchownemu", wskazując na jego własne zasady i pojęcia (obecnejako "pojęcia", choć niekoniecznie jako "słowa") - nie dające się pogodzić z literalną,powierzchniową wykładnią Marksowskich tekstów. Tak jak Lukács odkrywa uMarksa "ortodoksyjną" metodę dialektyczną, tak też Althusser ujawnia -"poszukiwane" przez Marksa w Kapitale - pojęcie determinacji strukturalnej.Przejdźmy jednak do konkretów. Obie propozycje - Lukácsa i Althussera - znosządotychczasowy przedmiot materializmu historycznego - historię wraz z jejprawidłowościami i równoprawnymi epistemologicznie szczeblami rozwojowymi(dającymi się analizować za pomocą tych samych ogólnych kategorii). U Lukácsahistoria ujęta zostaje jako proces, w którym społeczeństwo dopiero się kształtuje, wktórym "to, co społeczne" wypiera "naturę" by zająć jej miejsce. Społeczeństwo jakospołeczeństwo pojawia się zatem dopiero wraz z kapitalizmem. Dopiero też dospołeczeństwa kapitalistycznego odnosi się bezpośrednio teoria materializmuhistorycznego i jej siatka kategorialna. Poprzednie szczeble historyczne pogrążonesą jeszcze w mrokach natury i tylko z dużą ostrożnością należy do nich odnosićmaterialistyczno-historyczne konstrukcje. Społeczeństwo kapitalistyczne - jakopierwsze - może zostać pojęte jako prawdziwie dialektyczna całość (totalność).Możliwość stosowania prawdziwie Marksowskiej dialektyki wyłania się na dobrąsprawę wraz z rewolucyjną świadomością proletariatu i rewolucyjną teorią jego partii -partii typu leninowskiego, która ujawnia i realizuje w praktyce obiektywnie możliwąświadomość proletariatu, wynikającą z epistemologicznego usytuowania tejszczególnej klasy społecznej.
 
 
 
 
 
Lukácsowska dialektyka stawia zatem społeczeństwu -można by nieco złośliwie powiedzieć - nieco wygórowane warunki - by mogło się onostać przedmiotem jej zainteresowania. Społeczeństwo ludzkie musi więc dopierodorosnąć do prawdziwej dialektyki podmiotu i przedmiotu, osiągając w pełnidialektyczny szczebel jedności teorii i praktyki.Althusser z kolei wyrzuca historię (jako proces) poza obręb właściwej teoriimaterializmu historycznego. Centralnym problemem jego interpretacji tej teorii sąstrukturalne efekty sposobów produkcji jako swoistych kombinacji czynnikówprodukcji. Problem, jak owe sposoby produkcji się kształtują, jak wyłaniają się onejeden z drugiego, a więc problem: "jak dzieje się historia?" - okazuje się u niego byćczymś marginalnym i pobocznym. Właściwe pytanie brzmi: co wynika z danegosposobu produkcji jako określonej kombinacji pewnych stałych elementów? Jakadynamika wynika z określonej struktury? Przy czym kiedy Althusser pyta o dynamikę,ostatnią rzeczą jaką ma na myśli jest rzeczywista, diachroniczna historia. Cechą wspólną obu tych propozycji jest zlekceważenie bądź zafałszowaniecentralnego dla Marksowskiej teorii historii obszaru sprzeczności między siłamiwytwórczymi a stosunkami produkcji, a także odrzucenie teoretycznejrównoprawności poszczególnych szczebli rozwojowych ludzkiego społeczeństwa. UAlthussera mamy więc epistemologiczną nierównoprawność teraźniejszościhistorycznych: nie każda teraźniejszość może być esencjalnie zrozumiana w jejwłasnej współczasowości, nie przez każdą teraźniejszość poprowadzić możemyprzekrój esencji, a ewolucjonistycznym periodyzacjom historii z punktu widzeniagospodarki nie muszą odpowiadać periodyzacje historii innych instancji. Ale nawetgospodarka nie ma własnego, jednorodnego czasu, który można by uczynićgłównym czasem teorii historii.
 
 
 
 
 
Dla Althussera nie jest to jednak problem - żadenglobalny czas historii go nie interesuje. Interesują go jedynie czasy wpisane wokreślone kombinacje, czasy konkretnych struktur. Rozbijając jednorodny, heglowski,czas historii nie obiecuje nam żadnej ponownej syntezy czasów historii, chyba że zataką syntezę uznamy pojęcie metastruktury czy metakombinacji rozmaitych czasów,uchwytne tylko jako pojęcie. Czyli jakieś ostateczne pojęcie całości ustrukturowanej,pierwotne wobec problematyki "historycznego następstwa czasowego".U Lukácsa natomiast spotykamy się z radykalną dyskredytacją teoretycznąspołeczeństw przedkapitalistycznych jako nie-społeczeństw, jakospołeczeństw "społecznie" niezintegrowanych, nie dających się zatem pojąć jakodialektyczne całości społeczne.
 
 
Również Lukácsowi możemy zarzucić, że nieinteresuje go historia jako kontinuum sposobów produkcji, historia jako proces, czysam sposób, w jaki historia "dzieje się". Taki temat może oczywiście zostać podjęty -zresztą nawet pod szyldem materializmu historycznego - nie mniej jednak nie tostanowi centralny przedmiot Marksowskiej historiozofii. Możliwość podjęcia takichtematów jest pewnym "luksusem", na który węgierski proletariat może sobie pozwolićjedynie w szczególnie pomyślnych warunkach węgierskiej republiki rad. Zamiast tegoLukács odsyła nas w rejony ontologii tego, co "czysto-społeczne", spełniającej siędopiero w ściśle określonym momencie historii. Ontologię "tego, co społeczne"usiłuje Lukács ufundować kosztem ontologicznej samoistności przyrody w obszarzeludzkiej historii.
 
 
 
Z góry zatem odrzuca on możliwość poważnego potraktowania "agenta" przyrody w historii: sił wytwórczych. Pod tym względem nieróżni się on od Althussera, który również traktuje siły wytwórcze po macoszemu,podporządkowując je prymatowi stosunków produkcji, pojmowanych jednak nie jakostosunki społeczne między ludźmi, stanowiące ostateczną, ontologiczną prawdędanej całości (jak u Lukácsa, a przede wszystkim u Siemka), ale właśnie jakopierwotne ontologicznie wobec ludzi i ich stosunków kombinacje czynnikówprodukcji. 
 
Tekst ukazał się na portalu Lewica bez Cenzury

Społeczność

Niech żyje rewolucjca socjalisyczna