Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 4 gości.

Zbigniew Marcin Kowalewski: Francja 1941 - górniczy ruch oporu

PCF.gif

We Francji, podobnie jak na całym Zachodzie, pakt Ribbentrop-Mołotow i udział ZSRR do spółki z Niemcami hitlerowskimi w rozbiorze Polski spadły na komunistów jak grom z jasnego nieba. Wielu odeszło z partii. Można sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby wiedzieli, że Stalin wydaje Hitlerowi aresztowanych w ZSRR w ramach terroru stalinowskiego komunistów niemieckich i austriackich.
 
Po najeździe hitlerowskim na Francję tamtejszym komunistom było bardzo trudno połapać się w polityce partii. Jacques Duclos, stojący na czele partii w zastępstwie Maurice’a Thoreza, który w 1939 r. zdezerterował z armii i wyjechał do Moskwy, kazał złożyć u niemieckich władz okupacyjnych wniosek o zezwolenie na wydawanie dziennika partyjnego „L’Humanité”, który oczywiście odrzucono.
 
Kazał też członkom partii powrócić do miejsc zamieszkania i w miarę możliwości do pracy. Wytyczne dla radnych i działaczy związkowych były szczególnie kategoryczne – mieli bezwzględnie wrócić do swoich rad i organizacji związkowych i działać z otwartą przyłbicą, aby w ten sposób wymusić warunki do legalnej pracy politycznej. Pociągnęło to za sobą fale aresztowań komunistów. 
Misja Auguste’a Lecoeura
 
Co prawda kierownictwo Francuskiej Partii Komunistycznej (PCF) piętnowano kolaboracyjny reżim marszałka Pétaina, zainstalowany w Vichy, ale nie tykało okupantów hitlerowskich, bo ci byli sojusznikami ZSRR. Co prawda piętnowało wojnę imperialistyczną, ale gdy trzeba było wskazać imperializm, wskazywało angielski, a nie niemiecki, choć to on okupował Francję.
 
Niektórzy działacze wyłamywali się – jako jeden z pierwszych uczynił to Charles Tillon, późniejszy czołowy dowódca Wolnych Strzelców i Partyzantów (FTP). W końcu lipca 1940 r. w instrukcji dla kadr partyjnych regionu Bordeaux uznał za wrogów zarówno kapitalistów i tych, którzy im służą, jak i najeźdźców. Z biegiem czasu w partii przybywało takich działaczy.
 
Na początku okupacji hitlerowskiej (do grudnia 1941 r.) region obejmujący Nord i Pas-de-Calais, oddzielony od reszty Francji przez rzekę Sommę, podlegał niemieckiej komendzie wojskowej z siedzibą w Brukseli. Hitler uważał, że to ziemia germańska, chciał ją przyłączyć do Belgii i wraz z nią wcielić do Rzeszy.
 
Podobnie jak to było w przypadku centralnej gazety partyjnej „L’Humanité”, w lipcu 1940 r. partia chciała uzyskać od władz okupacyjnych zezwolenie na publikację regionalnej gazety „L’Enchaîné”. W regionie działały dwie odrębne organizacje partyjne. Jedna w Nord – pozbawiona kontaktu z Paryżem, podlegała rezydującym w Brukseli działaczom Kominternu, w szczególności Słowakowi Evżenowi Friedowi. Druga, w zagłębiu górniczym Pas-de-Calais, podlegała kierownictwu PCF z siedzibą w Paryżu.
 
W lipcu 1940 r. Duclos posłał do Pas-de-Calais Auguste’a Lecoeura, który stamtąd pochodził, aby odbudował organizację, zniszczoną przez represje przedwojenne, skutki paktu Ribbentrop-Mołotow i najazd hitlerowski. 30-letni Lecoeur, górnik, potem metalowiec, członek partii od 16 roku życia, związkowiec, komisarz w Brygadach Międzynarodowych w Hiszpanii, był aresztowany po klęsce Francji, ale uciekł z aresztu. Organizację partyjną w zagłębiu szybko postawił na nogi.
 
Podziemny ruch związkowy
 
Legalne związki górników były kierowane przez elementy zaciekle antykomunistyczne i kolaborantów, toteż od października Lecoeur zaczął tworzyć w kopalniach podziemne organizacje pn. Komitety Jedności Związkowej i Działania (CUSA).
 
Warunki życia i pracy górników pogarszały się dramatycznie – nie było co jeść, górnicy często głodowali, brakowało mydła, a tymczasem właściciele wydłużali czas pracy, śrubowali normy wydajności i kazali inżynierom i sztygarom trzymać załogi za mordę. Korzystając z okupacji, brali na górnikach odwet za zdobycze socjalne Frontu Ludowego 1936 r.
 
Komitety wszczęły akcje strajkowe i zorganizowały demonstracje gospodyń domowych. Były one wymierzone przeciwko pracodawcom francuskim, do których władze okupacyjne nie żywiły szczególnej sympatii, toteż uznały, że akcje te nie godzą w Rzeszę. Ani komitety, ani podziemna prasa komunistyczna nie atakowały okupantów, a jedynie pracodawców i rząd pétainowski w Vichy.
 
Zimą Lecoeur przekonał się, że taka linia nie trzyma się kupy, bo wśród górników szerzą się bardzo wrogie wobec okupantów nastroje – w ich świadomości wyzysk klasowy ze strony pracodawców francuskich zlewa się teraz w jedno z uciskiem narodowym ze strony okupantów. Stopniowo zaczął więc działać na własną rękę, a nie tak, jak kazano w instrukcjach z Paryża.
 
„To nie był zły uczeń Międzynarodówki Komunistycznej – wręcz przeciwnie, ale rozumiał górników. Można powiedzieć, że doły poszły dalej, niż chciała pójść PCF”, mówi dziś Yves Le Maner, dyrektor Ośrodka Historii i Pamięci Nord-Pas-de-Calais w Saint-Omer. W świetle prowadzonych przez ośrodek badań nie ma on wątpliwości co do tego, że Lecoeur odegrał w ówczesnych wydarzeniach w regionie kluczową rolę – i że odegrał ją dlatego, iż „stopniowo usamodzielnił się wobec linii partyjnej”.
 
Postulaty strajkowe
 
Robota związkowa kierowanych przez komunistów komitetów poszła teraz po nowej linii i to przesądziło o ich sukcesie – metodycznie, kopalnia po kopalni, mobilizowały górników wypierając legalne związki zawodowe. „O chleb dla waszych dzieci i kobiet – powstańcie!”, głosiły hasła. W ulotkach pisano: „Górnicy! Powstańcie! Wybiła godzina walki! Na nasze słuszne postulaty pracodawcy odpowiadają nową prowokacją. Zabrano nam nasze 500 gramów chleba, zastępując je kartkami na 70 gramów za każdy dzień roboczy, co sprawia, że chory robotnik lub taki, który z jakiegokolwiek powodu straci stanowisko pracy, znów będzie musiał zacisnąć pasa. Już i tak małe pajdki chleba naszych dzieci ponownie się zmniejszyły. Ogranicza się tłuszcze i podnosi ceny artykułów żywnościowych. To nie może dłużej trwać, górnicy powstaną w odpowiedzi na prowokacje pracodawców i jak jeden mąż odpowiedzą strajkiem generalnym. Niech żyje strajk, który będzie strajkiem wyzwoleńczym!” Postulaty były proste: górnicy żądali chleba, jabłek, szarego mydła, większych przydziałów żywności, a także większych praw dla robotników zagranicznych. W kopalniach pracowało wielu imigrantów, m.in. z Polski.
 
W Pas-de-Calais Michel Brûlé, górnik i młodzieżowy działacz komunistyczny, zorganizował w listopadzie 1940 r. demonstrację na pogrzebie górników, którzy zginęli podczas katastrofy w kopalni. Został aresztowany za wezwanie do strajku i zwolniony, gdy w jego obronie zastrajkowali koledzy. Pracował w kopalni, która nazywała się tak, jak jedna z wielu kolonii francuskich w Afryce – Dahomey, ale górnicy nazywali ją Le Petit Moscou – Małą Moskwą. Znajdowała się na terenie gminy Montigny-en-Gohelle, popularnie zwanej Montigny-la-Rouge, czyli Czerwoną.
 
Strajk generalny
 
27 maja 1941 r., po incydencie między górnikami a sztygarem, na apel Brûlé wybuchł tam strajk. 29 maja 2 tys. kobiet pod wodzą robotnicy Emilienne Mopty (hitlerowcy ścięli jej potem głowę toporem) demonstrowało przed siedzibą spółek węglowych w Hénin-Liétard.
 
W ciągu następnych dni strajk rozszerzył się na pozostałe kopalnie regionu. Wkrótce strajkowało 100 tys. górników. „To był zorganizowany strajk, ale zorganizowany na gruncie żywiołowego ruchu”, wspominał później Roger Pannequin. Ten młody socjalista, zbieg z obozu jenieckiego, przystał do młodzieży komunistycznej i tworzył zbrojne grupy samoobrony strajkowej. Pikiety, akcje ulotkowe, wystąpienia wiecowe miały ochronę w postaci kiepsko uzbrojonych, ale bardzo śmiałych grup młodych komunistów. Z ust do ust przekazywano hasło: „Kontynuujcie strajk aż do zwycięstwa!” Kobiety nie pozwalały łamistrajkom wychodzić do pracy. Strajk poparli miejscowi socjaliści i gaulliści.
 
Po kilku dniach władze hitlerowskie wprowadziły stan wojenny. 3 czerwca rozlepiły plakaty z apelem do górników, w którym gen. Niehoff kazał im natychmiast wrócić do pracy pod groźbą jak najsurowszych kar. Nie pomogło. Właściciele obiecywali zadośćuczynić niektórym postulatom, a jednocześnie przekazywali policji listy agitatorów komunistycznych. Tych, którzy nie zdążyli uciec, dopadła więc policja – aresztowano 325. Były egzekucje.
 
Po dwóch tygodniach, 10 czerwca, strajk zaczął się załamywać – wygłodniałe i sterroryzowane załogi stopniowo wracały do pracy, akceptując ustępstwa pracodawców. W lipcu 250 aresztowanych działaczy strajkowych wywieziono do twierdzy Huy w Belgii, a stamtąd deportowano do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen koło Berlina, skąd po wojnie wróciło stu.
 
To była największa masowa akcja ruchu oporu we Francji podczas całej drugiej wojny światowej. Sami górnicy postrzegali swój strajk jako walkę klasową i narodową zarazem – w ślad za nimi tak również postrzegała go organizacja komunistyczna w Pas-de-Calais, co znajdowało wyraz w jej prasie podziemnej. W tym samym czasie na łamach „L’Humanité” kierownictwo partii w Paryżu, podobnie jak w swojej prasie organizacja partyjna w Nord, przedstawiały ten strajk jako czysto ekonomiczny, a więc nie mający nic wspólnego z ruchem oporu wobec okupanta.
 
Wojna partyzancka
 
Po załamaniu się strajku górnik i działacz komunistyczny Charles Debarge zbiegł z aresztu i wraz z Julienem Hapiot i Eusebio Ferrarim (zamordowanymi później przez hitlerowców) oraz Pannequinem utworzył w regionie ruch partyzancki. Zwerbował doświadczonych działaczy partyjnych i związkowych, z których wielu – tak jak on sam – przeszło przez Brygady Międzynarodowe, oraz młodych, bojowo nastawionych górników, w tym również imigrantów z Polski. Pannequin wspomina, że towarzysze przekonywali go, iż ta wojna skończy się rewolucją i krytykowali kierownictwo partii, że wzywa do walki z Vichy, ale nie wspomina o okupantach, podczas gdy wiadomo, że „nim strzeli się do psa, trzeba zabić pana”.
 
Choć od 22 czerwca 1941 r. polityka PCF uległa radykalnej zmianie – Niemcy hitlerowskie napadły na Związek Radziecki, więc partia mogła wystąpić przeciwko okupantom – ta partyzantka i tak nie działała po linii partyjnej. Ponieważ ZSRR był teraz sprzymierzony z mocarstwami alianckimi, należało walczyć tylko o wyzwolenie narodowe – nic więcej. Tymczasem ona robiła swoje, bo jej linią była „walka zbrojna z okupantem i rewolucja” – walczyła o wyzwolenie narodowe i społeczne, „o wolną i socjalistyczną Francję”.
 
Partyzanci atakowali merostwa, składy materiałów wybuchowych, niemieckie patrole wojskowe, wykolejali pociągi, niszczyli odstawiane okupantom zbiory, likwidowali kolaborantów. Za głowę Debarge’a wyznaczono nagrodę w wysokości 100 tys. franków. Na tę małą górniczą armię czerwoną przypadła ogromna większość akcji zbrojnego ruchu oporu, przeprowadzonych we Francji w latach 1941-1942. Ścigana przez wojska niemieckie i wiernie kolaborującą z nimi policję i żandarmerię francuską, która wydzierała informacje od podejrzanych stosując systematycznie tortury, w końcu została rozbita. We wrześniu 1942 r. Debarge zginął jako jeden z ostatnich partyzantów.
 
Partia komunistyczna została w tym czasie zdziesiątkowana w całym regionie. Mimo to udało się jej odbudować. W październiku 1943 r. wznieciła kolejny wielki strajk – wzięło w nim udział 40 tys. górników i trwał 10 dni. Górnicy zapłacili za swoją walkę strajkową i partyzancką bardzo wysoką cenę. W latach 1940-1944 pod zarzutem udziału w ruchu oporu lub działalność komunistyczną aresztowano w regionie 18 tys. osób, 4500 wywieziono do obozów koncentracyjnych, a prawie tysiąc rozstrzelano, zabito podczas tortur lub zastrzelono.

„Oni kłamią”
 
Lecoeur przeżył. W 1942 r. wezwano go do Paryża, gdzie został członkiem sekretariatu odpowiedzialnym za sprawy organizacyjne. Po wojnie był posłem, merem w Lens, w swoim regionie, sekretarzem stanu, gdy komuniści zasiadali w rządzie. Uchodził za prawą rękę i przyszłego następcę szefa partii Thoreza. Zatwardziały stalinowiec, przewodził czystkom przeprowadzanym w partii pod hasłami walki ze zdrajcami, renegatami, agentami wroga klasowego, prowokatorami policyjnymi.
 
Ofiarą czystek padli m.in. jego były towarzysz strajkowy, a następnie wybitny komendant partyzancki Pannequin, usunięty z partii w 1953 r., i takie wielkie tuzy partyjne, jak były przywódca komunistycznego ruchu oporu Charles Tillon czy legendarny André Marty – człowiek, który podczas wojny domowej i interwencji mocarstw zachodnich w Rosji radzieckiej wzniecił bunt na kontrtorpedowcu francuskim na Morzu Czarnym, a następnie był mocnym człowiekiem Kominternu. W końcu samemu Lecoeurowi powinęła się noga i w 1954 r. jego z kolei wyrzucono z PCF.
 
Nie nabrał wody w usta, lecz do końca życia zażarcie walczył z kierownictwem partii, głosząc w licznych książkach swoją prawdę o strajku generalnym górników w Nord i Pas-de-Calais i o ruchu oporu. Protestował przeciwko fałszowaniu przez aparat partyjny historii tego strajku, z której rugowano jego nazwisko, a przywódcami czyniono tych, którzy zginęli i nie mogli już zaświadczyć, jak to było naprawdę – Michela Brûlé i Charlesa Debarge’a.
 
W kopalni Dahomey PCF umieściła tablicę upamiętniającą strajk, na której do dziś widnieje napis fałszujący historię. Oto czytamy, że „w odpowiedzi na historyczny apel, rzucony na ziemi ojczystej przez Maurice’a Thoreza i Jacquesa Duclos, tu zrodził się w 1940 r. zalążek Ruchu Oporu”. Po wojnie przywódcy PCF z zapałem rewindykowali strajk w Nord i Pas-de-Calais, ponieważ stanowił teraz niezbity dowód, że partia przystąpiła do walki z okupantami przed napaścią Hitlera na ZSRR.
 
„Renegat” Lecoeur bezlitośnie i niestrudzenie piętnował treść tego napisu, wytykając kierownictwu PCF, że było inaczej. Przypominał, że tego apelu z 10 lipca 1940 r. Thorez nie rzucił z „ziemi ojczystej”, bo od dawna przebywał w Moskwie. Przypominał też, że wezwano w nim do walki z wojną imperialistyczną, ale była w nim mowa o imperializmie brytyjskim, o gen. Charles de Gaulle’u jako agencie tego imperializmu, o reżimie pétainowskim, natomiast nie było ani słowa o imperializmie niemieckim.

Społeczność

1917 rev