Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 13 gości.

Howard L. Parsons: Dlaczego w USA nie ma socjalizmu?

ObamaCommie.jpg

 
 
 
 
Samokształceniowe   Koło   Filozofii   Marksistowskiej
 
 
WARSZAWA 2008
 
 

Artykuł Howarda L. Parsonsa „Dlaczego w USA nie ma socjalizmu?” („Why there is no Socialism in the USA”) ukazał się w książce pod redakcją Edwarda D’Angelo, „Cuban and North American Marxism” (Amersterdam: Gruner, 1984).
 
 
 

Podstawa niniejszego wydania: „Myśl Marksistowska” nr 5/1988 i nr 6/1988.
 


Tłumaczenie z języka angielskiego: Zdzisław Mierzecki. Korekta i redakcja: Piotr Strębski.
 
 

Howard L. Parsons – Dlaczego w USA nie ma socjalizmu? (1984 rok)
 
 
 
 
Socjalizm jako ustrój został wykluczony z USA, a jego perspektywy – pomijając warunkizewnętrzne – nie rysują się zbyt jasno z powodu odmienności charakteru, historii i panowania kapitalizmu w tym kraju. Od samego początku sięgającego wojny rewolucyjnej skierowanej przeciwko brytyjskiemukolonializmowi, gospodarka amerykańska miała drobnotowarowy rolniczy charakter zaledwie z zaczątkami kapitalizmu handlowego. Po II wojnie światowej Stany Zjednoczone stały się najpotężniejszym krajem imperialistycznym, głównym ośrodkiem sojuszu wielkich mocarstw kapitalistycznych, wymierzonego przeciwko krajom socjalistycznym i rozwijającym się. Spójrzmy na niektóre czynniki fizyczne, ekonomiczne, polityczne, psychologiczne i ideologiczne, które ukształtowałygospodarkę i społeczeństwo USA oraz zbadajmy, jaką rolę one odgrywały we wzroście potęgi kapitalizmu oraz wykluczeniu socjalizmu jako idei i jako ustroju ze Stanów Zjednoczonych.
 
 
 
I. Czynniki fizyczne i ekonomiczne
 
 
 
Ogromny wzrost potęgi i władzy kapitału w USA był konsekwencją działania kilku czynników. Historia obdarowała Amerykanów korzystnym położeniem geograficznym – oddaleniem nowo wyzwolonych kolonii od gospodarki i kultury Starego Świata oraz – co za tym idzie – uwolnieniem od ich dominacji. Dzięki temu Amerykanie mogli określić się jako nowi ludzie Nowego Świata, którzy całkowicie i nieodwracalnie zerwali więzi ze swymi ojczyznami na kontynencie europejskim. Europa, której symbolem w XVII i XVIII w. była monarchiczna tyrania i religia feudalna, reprezentowała mroczną przeszłość, którą imigranci i osadnicy na zawsze zostawili za sobą. Przedstawicielom zarównoteokratycznych, jak i demokratycznych tendencji politycznych siedemnastowiecznej Nowej Anglii Europa kojarzyła się z ustrukturalizowaną i opresywną religią. W umyśle osiemnastowiecznego racjonalisty w koloniach była ona – by użyć języka Jeffersona – symbolem dziedzicznych przywilejów zbędnej warstwy społecznej, jaką, jego zdaniem, była arystokracja z bogactwa i z urodzenia, symbolem bigoterii religijnej. Kształtująca się umysłowość amerykańska nastawiona była na życie w teraźniejszościi dla przyszłości. Przeszłość, kojarzącą się z Europą uznano za obumarłą. Nic, co pochodziło z Europy, nie mogło być dobre ani pożyteczne. Umysłowość taka nie mogła dojrzeć w pełni, zanim nie rozpoczęła się ogromna migracja transkontynentalna, zanim nie rozwinął się na wielką skalę przemysł po wojnie domowej, zanim kraj nie dojrzał i nie uświadomił sobie własnej potęgi jako zjednoczony naród.
 
 
 
W takiej sytuacji idea socjalizmu, która zrodziła się w Europie i była z nią utożsamiana, natknęła się na głęboką i silną tendencję antyeuropejską.
 
 
Ważną rolę w formowaniu społeczeństwa spełniała fizyczna swoboda eksploatowania bogatych zasobów naturalnych kontynentu. Podróż z Anglii do Nowej Anglii trwała ponad dwa miesiące – odległość 3000 mil sprzyjała niezależnemu stylowi życia, swobodzie myślenia, a z czasem ułatwiła wojnę o niepodległość. Dążenie do wolności wynikało nie tylko z ucisku, jaki panował w Anglii i w innych krajach Europy. Potęgowała je odległość oraz wyobrażane i rzeczywiste bogactwo dziewiczego kontynentu.
 
 
 
W celu wydobycia i wykorzystania tych naturalnych zasobów potrzebna była tania siła robocza. Pojawiła się ona w stosownym czasie, kiedy to po wojnie domowej zaczął gwałtownie rozwijać się wielki przemysł. W latach 1870-1910 przybyło do USA 20 milionów imigrantów. Była to tania siła robocza: średnia roczna płaca w 1909 r. wynosiła 500 dolarów.
 
 
 
Dla przetworzenia bogatych surowców potrzebne były maszyny, narzędzia. I wkrótce zostały one wyprodukowane. Rozwinęła się sieć kolejowa, produkcja samochodów, samolotów i lotnictwo.
 
 
Eksploatacja zasobów naturalnych przez siłę roboczą organizowaną przez kapitał i wyposażoną w szybko rozwijaną technikę była możliwa dzięki masowej migracji, rozpoczętej w 1607 roku i trwającej do dzisiaj. Region Ameryki Północnej, rozciągający się między 26 a 55 równoleżnikiem – w pewnym sensie najbogatszy na całej półkuli i dzięki umiarkowanemu klimatowi i łagodnemu ukształtowaniu łatwy do wykorzystania przez ludzi – był celem Kolumba, poszukującego złota, Ponce de Leona, dążącego doźródła młodości i Coronado, daremnie szukającego El Dorado. W walce między  europejskimi potęgami handlowymi zwyciężyła Anglia. Jednak i ludzie wielu innych narodowości przyczyniali się do podboju kontynentu amerykańskiego, poczynając od wypierania lub eksterminacji Indian na wschodnim wybrzeżu po aneksję Teksasu, pozyskanie południowozachodniej części Meksyku oraz okupację i zdobycieOregonu.
 
 
 
Imigrację, ekspansję, zasiedlanie nowych ziem, rozwój rolnictwa i przemysłu ułatwiało ogromne naturalne bogactwo kraju, rozległe przestrzenie i brak wewnętrznych barier celnych. Bezpieczeństwo, jakie dawała odległość od Europy, rząd amerykański umocnił poprzez stworzenie ochrony przed konkurencją zagranicy.Szybkiemu i owocnemu rozwojowi kapitalizmu w USA sprzyjało środowisko naturalne i społeczne, dogodne dla rozwoju wolnej przedsiębiorczości. W 1776 r. 90 proc. ludności stanowili rolnicy i mieszkańcy farm. Pozostała część to kupcy, rzemieślnicy, drwale, myśliwi, traperzy, rybacy, mechanicy, ekspedytorzy, drobni wytwórcy, właściciele plantacji i niewolnicy. Rynek i granice lądowe były otwarte dla przedsiębiorczości i talentu. Wielki przemysł i monopole były dopiero kwestią przyszłości. Warunki sprzyjały duchowi indywidualizmu, konkurencji i wolnej przedsiębiorczości. Imigranci, pochodzący z miejskich i wiejskich środowisk Europy, szybko przyswajali sobie ideał indywidualnego dobrobytu materialnego osiąganego ciężką pracą.
 
 
 
Wiele osób po dziś dzień żyje mitem tego dobrobytu zdobywanego poprzez współzawodnictwo w pracy, agresywny egoizm i dumną arogancję wobec środowiska naturalnego, innych ludzi i narodów.
Jak taki etos mógł utrzymać się w dobie monopoli? Niektóre psychologiczne i ideologiczne czynniki tego stanu rzeczy omówimy później. Zatrzymajmy się teraz na kwestii formowania się pewnego typu osobowości przez okres ośmiu pokoleń pod wpływem kultury zakorzenionej w świecie ekonomiki, opartej na ostrej rywalizacji i konkurencji – w świecie, który przyciągał energicznych i awanturniczychimigrantów, który zapewniał pracę – nawet jeśli była nisko opłacana – obiecywał wyżywienie i dach nad głową, ziemię i inne dobra materialne tym wszystkim, którzy chcieli pracować i oszczędzać, w świecie, który dawał swobodę poruszania się na ogromnej przestrzeni – jednym słowem w świecie, który biednemu Europejczykowi nie mającemu – jak powiedział Crèvecoeur – swego kraju w Starym Świecie wydawał się bogaty[1]. W takiej sytuacji wcześnie ukształtował się nowy, godny styl życia –  aktywnego, zaradnego, samodzielnego, pracowitego, śmiałego, zapobiegliwego, a częstokroć wyrachowanego, samolubnego i polegającego na wyzyskiwaniu innych. Określenie „businesslike” (rzeczowy, praktyczny)to twór wyłącznie amerykański, obejmujący cały wachlarz zachowań – od zwykłej aktywności po bezosobowe traktowanie innych, a nawet korupcję. Stosunki pieniężne miały charakter przymusowy. W szczególnej atmosferze amerykańskiego kapitalizmu dorośli zachowywali się w taki właśnie praktyczny, trzeźwy sposób; ich dzieci naśladowały dostrzegane wzorce, podtrzymywały i doskonaliły je, co sprzyjało ciągłości i spójności kultury.
 
 
 
 
Załamanie się tej jankeskiej etyki i dzisiejszy nacisk na tolerancję wynikają nie tylko zrozluźnienia się więzi między rodzicami i dziećmi i z kryzysu kapitalizmu zachęcającego do sprzedawania i kupowania niepotrzebnych dóbr konsumpcyjnych. Jest to wynikiem ogólnego zwątpienia w skuteczność i wartość etyki rywalizacji. (Indywidualizm wolnokonkurencyjnego kapitalizmu przetrwał, ale w formie skierowanej do wnętrza jednostki lub sprowadzającej się do pobłażania sobie).
 
 
 
Nawet jeśli większość imigrantów oraz ich dzieci i wnuków nie wzbogaciła się, nie odniosła sukcesu, ani nie zyskała władzy i potęgi, to jednak wystarczająco wielu z nich, dzięki zaciętej walce i wytężonej pracy, osiągnęło na tyle przyzwoity poziom życia, ażeby mit się utrzymał. Ci, którzy odnieśli sukces, potwierdzili mit, a najlepsi z nich propagowali go i umacniali poprzez politykę, prasę, popularną literaturę, szkołę i ambonę oraz inne instytucje ideologiczne. Niedowiarkowie lub wątpiący mogli znaleźćpotwierdzenie prawdziwości mitu w postaciach słynnych polityków lub bankierów, którzy w wyobraźni ludzi dźwignęli się z nędzy i doszli do bogactw dzięki potędze swej woli. W wyścigu do bogactwa imigranci byli demokratami: wierzyli, że wszyscy, którzy zaczynają lub w każdym bądź razie powinni zaczynać z jednakowego poziomu, mają równy start. Jednak jedynie najlepsi zdołają osiągnąć sukces.
 
 
Gospodarka amerykańska jest dzisiaj zdominowana przez wielki biznes – gigantyczne korporacje państwowego kapitalizmu monopolistycznego. W 1962 r. w dziedzinie produkcji 100 firm spośród 180 tys. korporacji i 240 tys. samodzielnych przedsiębiorstw było właścicielami 58 proc. środków kapitałowych (netto) wszystkich korporacji produkcyjnych2. Te właśnie firmy dyktują rynkowe warunki produkcji, obniżkę kosztów, ceny, wyprzedaż i co za tym idzie wartość dodatkową. Małe przedsiębiorstwa czasami czynią podobnie, ale jedynie w ramach zdominowanej przez monopole gospodarki. Jednak większość ludzi – zarówno biznesmenów, jak i robotników – nie dostrzega  znaczenia tej koncentracji bogactwa i władzy.
 
Jedną z przyczyn takiej sytuacji jest to, że gospodarka nie jest w sposób oczywisty i wyraźny totalitarna i opresywna. Co za tym idzie, większość ludzi nadal postrzega i rozumie swój świat poprzez kategorie indywidualistycznego kapitalizmu. Ponadto jedna trzecia siły roboczej jest zatrudniona w sektorze cechującym się konkurencyjnością i rywalizacją, tj. w restauracjach, sklepikach, reklamie itd., jedna trzecia to zatrudnieni w sektorze monopolistycznym, pozostali zaś – w sektorze państwowym. Skutkiem takiego podziału jest rozproszenie robotników, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym oraz ich oddzielenie od siebie. Pracownicy sektorów monopolistycznego i państwowego, skupieni w wielkich, bezosobowych organizacjach, są alienowani nie tylko przez system wyzysku, ale i przez wielkość przedsiębiorstw. Zupełnie inaczej jest w sektorze wolnokonkurencyjnym.
 
 
 
Pracownicy zatrudnieni w stosunkowo niewielkich przedsiębiorstwach – 97,5 proc. korporacji zatrudnia 100 lub mniej pracowników – mają trudności z organizowaniem się. Są często pracownikami krótkoterminowymi, dużą ich liczbę stanowią pracownicy usługowi, tj. personel pomocniczy. Ich kontakty z szefem lub właścicielem mają charakter bardziej osobisty. Są oni słabo zorganizowani w związki zawodowe. Pracownicy sektora monopolistycznego są natomiast w wysokim stopniu zrzeszeni, jednak stanowią zaledwie jedną trzecią całej siły roboczej. Zaledwie jedna czwarta pracowników w całym kraju należy do związków zawodowych. Ponieważ zasięg i jakość uzwiązkowienia są istotnymi wskaźnikami poziomu świadomości klasowej robotników i co za tym idzie stopnia, w jakim system jest „zagrożony”socjalizmem, przyjrzyjmy się niektórym innym siłom działającym wśród robotników, które powodują ich podział i to, że ulegają oni mistyfikacjom.
 
 
 
Na początku XX w. 80 proc. ogółu zawodowo czynnych stanowili przedsiębiorcy pracujący na własny rachunek. Wśród niezbyt zamożnych, a nie będących jednocześnie pracownikami najemnymi, większość stanowili indywidualni farmerzy, część – drobni biznesmeni, zaś bardzo rozproszoną mniejszość przedstawiciele wolnych zawodów. Te trzy grupy tworzyły to, co C. Wright Mills nazwał „dawnymi klasami średnimi” [3]. Industrializacja przyniosła wielkie zmiany w tej stratyfikacji. Nastąpiło przesunięcie od produkcji pracochłonnej do kapitałochłonnej, do bardziej stechnicyzowanych usług,dystrybucji (transport, łączność, sprzedaż, promocja towarów, reklama, finanse i handel) oraz koordynacji i zarządzania. Pracownicy zaliczani do klas średnich stanowią łącznie około połowy ogółu zawodowo czynnych. „Nowe klasy średnie” stanowią obecnie ponad połowę tzw. klas średnich – pozostali to farmerzy, biznesmeni i wolne zawody. Nowe klasy średnie składają się z osób pełniących funkcje kierownicze, inteligencji wynagradzanej miesięcznie (głównie nauczycieli), handlowców i urzędnikówbiurowych. „Rewolucja białych kołnierzyków” oraz relatywny wzrost liczebności klasy średniej w odniesieniu do innych głównych warstw, tj. posiadaczy i pracowników produkcyjnych, przyniosły różnorakie skutki.
 
 
Po pierwsze, w tak rozwiniętej formie kapitalizmu wielu pracowników zostało rozproszonych po rozmaitych przedsiębiorstwach i odsuniętych od produkcji dóbr materialnych. Wskutek tego proces produkcji, w którym uczestniczą, oraz ich rola w nim zaciemnia się i zaciera. Trudno bowiem nauczycielowi wymierzyć jego produkt – tj. nauczanie uczniów – i trudno zestawić go z jego płacą. Do zilustrowania zawłaszczenia wartości dodatkowej Marks przytoczył przykład przędzenia bawełny.
 
 
Robotnik może dostrzec, że pracując 12 godzin dziennie wytwarza 20 funtów przędzy, ale otrzymuje zapłatę zaledwie za 6 godzin pracy, co jest równowartością środków koniecznych do jego utrzymania [4]
 
 
W jaki natomiast sposób może się zorientować nauczyciel, sprzedawca, kierownik lub urzędnik, że pozbawiony jest pewnej części wartości, jaką wytworzył? Jak może obliczyć, jaka część jego produktu przypada jemu, a jaka komu innemu? A jeżeli jest zatrudniony przez miasto, okręg lub stan – czyż wtedy owa druga część nie przypada społeczeństwu? Gdzie tu wyzysk?
 
 
 
Po wtóre, coraz mniej pracowników jest zatrudnionych w sferze produkcji materialnej. Z połowy siły roboczej nie należącej do „białych kołnierzyków” – tzn. do tych, którzy nie produkują „dóbr materialnych” – większość to pracownicy fizyczni lub usługowi. W skład klasy robotniczej wchodzą osoby o najniższych kwalifikacjach i najniższym wykształceniu, jest ona najniżej opłacana i dlatego jest wyzyskiwana najbardziej bezpośrednio i w sposób najbardziej bezwzględny. Najbardziej bojowe związki zawodowe – takie jak metalowców, pracowników przemysłu samochodowego, mechaników – stąd właśnie się wywodzą, jednak większość klasy robotniczej nie jest zorganizowana. Przyczyny takiego stanu są natury politycznej, psychologicznej lub ideologicznej.Klasa czy też warstwa średnia jest tworem ambiwalentnym, ulokowanym pośrodku pomiędzy małą liczebnie klasą rządzącą (mniej niż dwa procent ludności posiada 80 proc. akcji [5] a klasą robotniczą.Sama klasa średnia z kolei dzieli się na wolne zawody, techników i kierowników stanowiących jej wierzchołek oraz pracujących na własny rachunek, sklepikarzy, rzemieślników, sprzedawców itp. Obie grupy mają nadzieję na awans i równocześnie boją się degradacji. Klasa średnia nie ma jasnej pozycji klasowej. Znajduje się na pograniczu obu antagonistycznych klas; jest buforem między nimi, a swojąliberalnokonserwatywną ideologią stępia i mąci walkę klasową.
 
 
Siła robocza jest również podzielona pod względem etnicznym i rasowym. Naród imigrantów i osadników, wywodzących się z różnych krajów i pochodzących z różnych ras, nigdy nie był narodem jednolitym w takim sensie, jak stare narody europejskie, np. w Anglii czy Francji. Wyrastał z różnorakich nurtów etnicznych, stale ulegał zmianom – zarówno fizycznym, jak i kulturowym, był ogromny i rozrastał się intensywnie, był zróżnicowany pod względem interesów, był młody, zarówno pod względem wieku, jak i tego, co rozumiemy jako brak dojrzałości. Nawet w latach Wojny Rewolucyjnej (1775-1783). – przyp. tłum.), gdy 75-90 proc. ludności używało języka angielskiego [6 ]kolonie były zróżnicowane geograficznie, a co za tym idzie pod względem ekonomicznych i politycznych interesów.
 
 
 
 
Podstawą gospodarki Nowej Anglii byli drobni farmerzy, rybacy, spedytorzy i drobni wytwórcy; gospodarki kolonii obszaru środkowego – farmerzy, handlowcy, drobni wytwórcy, mechanicy i osoby prowadzące handel zagraniczny, zaś kolonii na Południu – wielcy i drobni plantatorzy[7] oraz afrykańska niewolnicza siła robocza (20 proc. ludności). W czasie krótszym niż stulecie niektóre z tych ekonomicznych różnic doprowadziły do wybuchu krwawej wojny domowej (1861-1865.– przyp. tłum.).
 
 
 
Z problemem etnicznych i rasowych zróżnicowań można było sobie radzić bez otwartej walki i przemocy, dopóki ludność była rozproszona a ziemi było pod dostatkiem. Powodzenie i dobrobyt oraz względna tolerancja, którymi przechwalał się Crèvecoeur pod koniec XVIII wieku, były owocem osobliwych czasów i miejsca. Kiedy zaczęły napływać wielkie fale imigrantów, rywalizacja o ziemię i pracę, o kontrolę rynku i o pozyskanie pieniędzy, nieuchronnie zaostrzyła antagonizmy między różnymi grupami.
 
 
W latach 1820-1861 przybyło pięć milionów imigrantów, głównie z Irlandii, a także z Anglii, Niemiec i Skandynawii. W latach osiemdziesiątych XIX w. liczba imigrantów z Niemiec i Skandynawii przekroczyła liczbę imigrantów rodem z Wysp Brytyjskich[8]. W 1870 roku na tysiąc Amerykanów 435 stanowili biali urodzeni na miejscu z „tubylczych” rodziców, 292 – biali urodzeni na miejscu z obcokrajowych lub mieszanych rodziców, 144 – biali urodzeni za granicą, 127 – Murzyni, pozostałe dwie osoby – Indianie i Chińczycy. W latach 1870-1920 proporcje między urodzonymi za granicą a
urodzonymi w kraju były mniej więcej takie same [9]. W latach osiemdziesiątych XIX wieku zaczęła też gwałtownie wzrastać „nowa” imigracja z Austro-Węgier, Włoch, Rosji, Polski i innych krajów, głównie południowoeuropejskich. W latach dziewięćdziesiątych jej liczebność przerosła liczebność „starej”imigracji.
 
 
Dzisiaj grupa ludności afroamerykańskiej, hiszpańskojęzycznej, autochtonów (tj. Indian. – przyp. tłum.) oraz azjatyckoamerykańskiej stanowi około jednej czwartej ogółu ludności. Konsekwencją takiego zróżnicowania ludności była walka o egzystencję i częste konflikty etniczne i rasowe. W latach czterdziestych XIX wieku, jako reakcja na rosnący napływ imigrantów, szczególnie katolickich Irlandczyków, w środowiskach miejscowych robotników zaczęła się rozwijać nacjonalistyczna propaganda i powstawać ruchy nacjonalistyczne. W 1854 roku utworzona została antykatolicka partia „Know Nothing”, która stała się potężną siłą w Nowej Anglii i na Południu. Lęk przed tanią imigrancką siłą roboczą, naruszającą istniejący układ płacowy, co jakiś czas dawał znać o sobie wśród robotników i był wykorzystywany przez pracodawców, którzy podsycali etniczne i rasowe przesądy i uprzedzenia jednych grup przeciw drugim. Ku Klux Klan po wojnie domowej, Amerykańskie Zjednoczenie Obronne (American Protective Association) lat osiemdziesiątych, John Birch Society lat sześćdziesiątych XX wieku i inne były wyrazem takich nacjonalistycznych i szowinistycznych tendencjiw życiu Ameryki. Afroamerykanie, którzy dziś zarabiają średnio 60 proc. tego co biali, byli głównymi ofiarami stosowanej zasady divide et impera.
 
 
 
Całkowicie odwrotną konsekwencją imigracji było to, że liczni przybysze, usiłując dowieść swojej nowej amerykańskiej tożsamości oraz zyskać stałą pracę i poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego, stawali się superpatriotami, zdecydowanie odrzucali – jako nieamerykańskie – radykalne grupy i ideologie łączące się ze światem zagranicznym. Zatem również socjalizm i komunizm powstałe w Europie były uznawane za zagraniczne i co za tym idzie za antyamerykańskie. Taki głęboki szowinizm i nienawiść wobec europejskiego socjalizmu nadal panuje wśród Amerykanów polskiego i  żydowskiego pochodzenia, a także innych niedawno przybyłych imigrantów z Europy Wschodniej zachęcanych do antykomunizmu przez środki masowego przekazu i pracodawców, w których interesie leży antykomunizm.
 
 
Siła robocza jest również zróżnicowana ze względu na płeć. W roku 1900 z pięciu robotników przemysłowych jedną osobą była kobieta. Dzisiaj połowa siły roboczej to kobiety, aczkolwiek większość z nich pracuje w niepełnym wymiarze czasu. Liczba kobiet pracujących w pełnym wymiarze czasu stanowi ok. 60 proc. mężczyzn zatrudnionych w pełnym wymiarze czasu. Na ogół słabiej wykształcone i gorzej wyszkolone od mężczyzn kobiety są bardziej podatne na wyzysk i stanowią bardziej zyskowne źródło wartości dodatkowej niż mężczyźni. Swoistą cechą kobiet jako siły roboczej jest to, że z jednejstrony ich niższe zarobki wpływają hamująco na zarobki mężczyzn, ale z drugiej strony kobiety w większości są zamężne i pracują po to, żeby uzupełnić zarobki swych mężów, którzy akceptują takie uzupełnienie, ale nie akceptują rywalizacji.Rewolucja w sposobie produkcji – przejście do wielkiego przemysłu monopolistycznego,  co spowodowało gwałtowny spadek liczebności starej klasy średniej niezależnych farmerów i szybki wzrost liczebności menedżerów, przedstawicieli zawodów inteligenckich opłacanych miesięcznie, sprzedawców i urzędników biurowych – wywarła dwojakiego rodzaju wpływ na robotników.
 
 
 
Po pierwsze, nastąpiła recesja własności jako źródła dochodu, którym obecnie stał się zawód. Własność skoncentrowała się w rękach nielicznych. Mówiąc inaczej, ogromna większość ludzi – mniej więcej cztery piąte – uzyskuje dochód nie z tytułu własności, ale z pracy zawodowej nie na własny rachunek[10]. W ciągu ostatnich stu latrobotnicy amerykańscy ulegali coraz szybszej proletaryzacji – mimo iż nie uznają oni tego faktu, ponieważ o wiele milionów ludzi więcej nosi białe a nie niebieskie kołnierzyki, i z innych powodów.
 
 
 
 
Po drugie, dla większości ludzi kryterium statusu, władzy i sukcesu stał się dochód z pracy zawodowej[11]. Ludzie muszą posiadać pieniądze nie tylko po to, żeby nabywać potrzebne dobra i usługi konieczne do życia – pieniądz jest symbolem charakteru, cnót i sukcesu. Stary ideał niezależnego farmera i biznesmena, który posiada, polepsza i pomnaża swój majątek, przekształcił się w ideał osoby „robiącej pieniądze”, przedstawiającej się jako niezależna, chociaż w rzeczywistości jest bardzo uzależniona – która „robi” pieniądze dzięki swej pracy zawodowej. Sukces materialny jest od ponad dwóch stuleci jednym z ideałów przyświecających temu narodowi. I dzisiaj, w gospodarce charakteryzującej się istnieniem w niej ogniw w wysokim stopniu ze sobą powiązanych i współzależnych, kierowanych przez kompleks militarno-przemysłowo-polityczny,ideał ten skutecznie działa na świadomość wielu ludzi. Jest to silny czynnik utrzymywania się systemu kapitalistycznego i obojętności wobec socjalizmu.
 
 
 
 
Stary ideał robienia pieniędzy jest dopełniany przez nowe zjawisko konsumeryzmu towarzyszące rosnącej wydajności robotników i techniki. W miarę coraz większej produkcji dóbr w coraz krótszym czasie i coraz większego wzrostu produktu dodatkowego, przed kapitalistami staje problem maksymalnejdystrybucji tego produktu. W rezultacie powstała cała hierarchia biurokratycznego zarządzania, mająca służyć dystrybucji i „nieograniczonej” konsumpcji. To, co ma rozwiązać problem rosnącej nadwyżki w kapitalizmie monopolistycznym P. Baran i P. Sweezy nazywają „wysiłkiem na rzecz sprzedaży”[12].
 
 
„Ukryci doradcy”, stosujący najbardziej wyrafinowane techniki i metody naukowe, muszą przekonywać, nakłaniać pochlebstwami, hipnotyzować i na wszelkie inne sposoby skłamać ludzi do kupowania tego, czego nie potrzebują. W 1971 r. na reklamę wydano 20 mld dolarów, suma ta przypuszczalnie podwoiła się w roku 1981. Wszyscy przygotowywani są od dziecka do nadmiernego kupowania i konsumowania –dzieci oglądają telewizję przez 26 godzin tygodniowo, osiemnastolatek ma już za sobą obejrzanych 350 tys. reklam telewizyjnych.
 
 
A jak oddziaływuje ta atmosfera reklamiarstwa i konsumpcji na robotników? Z pewnością nie usposabia ich do rewolucyjnego obalenia kapitalizmu. Raczej przeciwnie – mimo przeciwdziałających sił – zmienia ich w biernych, ogłupiałych konsumentów, bezkrytycznie reagujących na polecenia tych, którzy decydują. Hamuje ona niezależne myślenie, sprzyja iluzjom i ucieczce w prywatność, zachęca do narcyzmu, tłumi odruchy życzliwości i odciąga ludzi od wspólnych działań. Infantylna gadanina zastępuje przemyślane wysiłki na rzecz rozwiązywania problemów życiowych. Dobra konsumpcyjnestały się nowym fetyszem i nowym narkotykiem „rozwiniętego” kapitalizmu.[10] C. Wright Mills, cyt. wyd., rozdz. 2 i 4. Rozwój i proletaryzacja siły roboczej „białych kołnierzyków” spowodowały wzrost specjalizacji i oddzielenie dyplomowanych przedstawicieli wolnych zawodów (nauczyciele, prawnicy, lekarze itd.) od niedyplomowanych (kontrolerzy niskiego szczebla, sekretarki, pomocniczy personel medyczny itd.) oraz powstanie biurokratycznych hierarchii oraz wielkiej armii rezerwowej takich pracowników. Specjalizacja oddziela robotników od siebie i od wspólnej świadomości klasowej, od wspólnych działań. Równocześnie ta rezerwowa armia pracy intensyfikuje konkurencję na rynku w obrębie tej nowej siły roboczej i co za tym idzie zwiększa władzę kapitalistów nad nią.
 
 
 
Przypisy:

 
[1] Michel Guillaume Jean de Crèvecoeur, Letters from an American Farmer, Letter III.
 
[2] Vicente Navarro, Medicine Under Capitalism, New York: Prodist, 1976, s. 149.
[3] C. Wright Mills, Białe kołnierzyki. Amerykańskie klasy średnie, Warszawa: KiW, 1965, ss. 6165.
[4] Karol Marks, Kapitał, t. I, rozdz. 7, dz. 1, w: Marks, Engels, Dzieła, t. 23, Warszawa: KiW, 1968, ss. 245-255.
 
[5] R. J. Lampman, The Share of Top WealthHoldersin National Wealth, 1922-1956, Princeton: Princeton University, 1956.
[6] The Pocket History of the United States, s. 27.
[7] Tamże, ss. 33-39.
[8] Milton R. Konvitz, Migration to the United States, w: Encyclopedia Britannica, t. 15, Chicago: William Benton. s. 466.
[9] The Pocket History of the United States, s. 304.
 
[10] Zob. Samuel Bowles, Herbert Gintis, Schooling in Capitalist America, New York: Basic Books, 1976, rozdz. 8.
[11] Tamże.
[12] Paul A. Baran, Paul M. Sweezy, Kapitał monopolistyczny. Szkice o amerykańskim systemie gospodarczym i społecznym,Warszawa: PWE, 1968, rozdz. 5.
 
 
TEKST DO POBRANIA W FORMACIE .PDF:

ZałącznikWielkość
Howard L. Parsons – Dlaczego w USA nie ma socjalizmu (1984 rok).pdf567.13 KB
Portret użytkownika tres
 #

W tym temacie polecamy także tekst Lwa Trockiego pt. "Gdy USA staną się komunistyczne", opublikowany na WR 2 lata temu

http://www.1917.net.pl/?q=node/1122

 

Społeczność

Chcemy waszych minerałów