Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 8 gości.

Ellisiv Rognlien: Afera Amber Gold – Platforma na pasku biznesowych oszustów

Amber Gold

Afera Amber Gold jest skandalem na wielu płaszczyznach.

Po pierwsze szef firmy, Marcin P., do tej pory był skazany już dziewięć razy za przestępstwa finansowe i gospodarcze, jak np. wyłudzanie kredytów, przywłaszczenie cudzych pieniędzy i oszustwa. Za każdym razem otrzymał tylko wyrok w zawieszeniu. Który „pospolity przestępca” mógłby o podobnym traktowaniu marzyć? Marcin P. miał wykonać karę w postaci zwrócenia pieniędzy swoich ofiar – bezpodstawnie kurator sądowy stwierdził, że tak zrobił i biznesmen mógł dalej kontynuować swoją przestępczą działalność.

Drugi poziom skandalu to fakt, że Marcinowi P. w lipcu 2009 r. udało się zarejestrować spółkę Amber Gold, mimo sześciu wyroków. Według prawa osoba karana za przestępstwa przeciwko mieniu nie może zasiadać w zarządach spółek. Sądy natomiast nie mają obowiązku sprawdzania rejestru karnego przy rejestracji nowych spółek. Byłoby to pewnie za duża ingerencja w wolność gospodarczą biznesmenów. Nie ma żadnej ochrony pracowników, konsumentów i klientów, którzy raz po raz mogą stać się ofiarami takich przedsiębiorczych recydywistów.

Na poziomie trzecim należy zwrócić uwagę na to, że by prowadzić działalność tzw. parabankową trzeba mieć specjalne zezwolenie. Spółka Amber Gold takiego nie posiadała.

Czwarty wymiar skandalu to działanie prokuratury i urzędu skarbowego w sprawie Amber Gold, kiedy mimo wszystko w grudniu 2009 r. o działaniu spółki alarmowała Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). Przez dwa i pół roku prokuratura odmówiła i umorzyła dochodzenia. Dopiero głośne bankructwo linii lotniczej OLT Express i zainteresowanie mediów Amber Goldem zmusiły prokuraturę do podjęcia spóźnionych działań.

Piąty poziom tej afery to fakt, że jest ona naprawdę tylko czubkiem góry lodowej. Według wyborcza.biz KNF posłała do prokuratur kilkanaście zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez firmy parabankowe a żadne z nich nie zakończyło się do tej pory wyrokiem, tylko dwa prowadziły do aktów oskarżenia złożonych w sądzie przez prokuraturę.

Choć trudno w to uwierzyć, jeszcze dłuższą brodę niż sprawa Amber Gold ma śledztwo w sprawie Finroyal, innego głośnego parabanku. Na swojej stronie internetowej Finroyal pisał, że jest częścią “międzynarodowego koncernu inwestycyjnego”, a okazało się, że biuro w Londynie było w wynajętym pokoju, firma nie wpłaciła zadeklarowanego kapitału (miał wynosić 880 mln funtów), zaś wszystkie akcje należą do Andrzeja K., człowieka podejrzanego o oszustwa finansowe. W ostatnich dniach do prokuratury zgłosiło się 230 osób, które nie dostały zainwestowanych pieniędzy. Najstarsze zawiadomienie KNF pochodzi ze stycznia 2008 r. i dotyczy firmy Finroyal. Dopiero po dwóch latach przesłuchano podejrzanego szefa firmy a jeszcze ponad dwa lata trwało zanim w końcu tuż przed wybuchem afery Amber Gold przedstawiono mu zarzut prowadzenia nielegalnej działalności bankowej.

Afera Amber Gold ma swoją specyfikę, ale jest też symbolem wielu chorób cechujących system kapitalistyczny.

Można mieć podejrzenia o korupcji osób z prokuratur i urzędów skarbowych, które miały do czynienia ze sprawą Marcina P. Na pewno wiedzieli, że działalność tego pana jest mile widziana przez ważne osoby w partii rządowej. Ale nawet jeśli przyjmowanie korzyści majątkowych przez tych urzędników nie będzie udowodnione, afera ta pokazuje kilka istotnych faktów o kapitalistycznym sposobie organizowania gospodarki.

Na ideologicznym poziomie wiadomo, że neoliberalna polityka głosi, że państwo jak najmniej ma mieszać się w gospodarkę. Ale tak naprawdę wiadomo, że istnieje bardzo ścisły związek między biznesem a politykami. Dotyczy to wszystkich partii w polskim Sejmie – i większości partii w innych krajach również. Ludzie biznesu lobbują lub sami wstępują do świata polityki, by załatwić obniżenie podatków, deregulację kontroli różnej maści (tzw. przyjazne państwo – ale wobec najbogatszych), liberalizację kodeksu pracy itd. Jeśli nie potrafią tworzyć nowego prawa, bogaci mają sposoby by istniejące przepisy obchodzić; bezpośrednie płacenie łapówek, szantaż ekonomiczny, korzystanie ze znajomości, przeniesienie kapitału, itd. Wiadomo, że nie ma równości wobec prawa – dużo łatwiej dla prokuratury ścigać kogoś za niepłacenie małego mandatu niż osobę pokroju Marcina P., którego oszustwo jest w klasie dziesiątek jeśli nie setek milionów.

Państwo tworzy parasol ochronny nad światem biznesu zarówno bezpośrednio poprzez np. obniżenie podatków dla najbogatszychpodczas gdy progów, by otrzymać zasiłek rodzinny lub socjalny się nie podnosi, zamyka się stołówki w szkołach i płaca minimalna ciągle jest na poziomie ok. 40% średniej krajowej.

Cała gospodarka kapitalistyczna jest budowana na promowaniu przejmowania zysków z pracy innych ludzi. „Przedsiębiorczość” jest ideałem i przedmiotem, którego się uczy w szkole. W praktyce wynagradza się „spryt” – czyli umiejętność oszukania i wykorzystywania innych.

Osobny akapit trzeba poświęcić Michałowi Tuskowi. Jego obrońcy próbują przekonać o tym, że ani on ani jego ojciec nic o przestępczej działalności jednego z jego pracodawców nie wiedzieli. Ale również inna sprawa jest tu istotna. Jakim cudem syn premiera mógł być równocześnie zatrudniony w firmie sektora publicznego i u jednego z prywatnych klientów tego pracodawcy (OLT Express) – zarabiając więcej u tego ostatniego a w sumie około dwa razy średniej krajowej? Czy syn premiera jest tak dużo zdolniejszy niż swoi rówieśnicy, którzy harują na umowach śmieciowych za 1500 zł – jeśli w ogóle mają pracę? Skandalem jest, że publiczny pracodawca pozwala na to, by pracownik pracował u jednego klienta za takie wysokie wynagrodzenie, bo jak można powiedzieć, że tu nie ma wysokiego ryzyka skorumpowania?

Tekst ukazał się we wrześniowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

Pokój i ziemia