Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 20 gości.

R.A.Zawierucha: O "doktorze Zagłada", cyklach koniukturalnych kapitalizmu i "czterech ścianach dla Polaka"

Bezdomny

Wczoraj [tekst napisany w lipcu 2012 - przyp. red. WR], jakby na usprawiedliwienie narastających niepowodzeń rządu Tuska i uzasadnienie konieczności dalszych cięć budżetowych przy równoczesnym podnoszeniu wszelkich możliwych obciążeń na obywateli – media upubliczniły kasandryczną prognozę ekonomiczną tzw. „doktora Zagłada”, czyli prof. Stern School of Bussines przy Uniwersytecie Nowojorskim, Nouriela Roubini. Ten syn irańskich Żydów urodzony w Turcji a ukształtowany intelektualnie w USA, uznający za swego jedynego mentora i wzór intelektualisty Jeffrey’a Sachsa – uznawany jest od pewnego czasu przez tzw. media głównego nurtu za wyrocznię w sprawach gospodarki, ponieważ jakoby przewidział krach 2008 r. Sęk w tym, że krach ów zaczął się w 2007 r.

Komentatorów mainstreamu nie interesuje też jakie są metodologiczne podstawy jego analiz. Tymczasem od dawna istnieją narzędzia pozwalające prognozować wahania koniunktur gospodarki kapitalistycznej. Najzwięźlejszy ich wykład można znaleźć w publikacji brytyjskiego noblisty ekonomicznego z 1979 r. , pochodzącego z Santa Lucia na Karaibach, sir Artura W. Lewisa. W 1978 r. opublikował on Growth and Fluctuations 1870-1913, w którym wyłożył opartą na konkretnych badaniach koncepcję synergii cykli koniunkturalnych kapitalizmu. W największym uproszczeniu są to tzw. cykle: 1) Juglara – znany jako klasyczny, cykl nadprodukcji, który analizował jeszcze Marx, a obecnie trwający ok. 8 lat; 2) znacznie od niego silniejszy cykl Kuznets’a – tzw. inwestycyjno-budowlany, trwający średnio ok. 16 lat; oraz 3) najpotężniejszy z nich Kodratev’a-Schumpetera – określany jako cykl zmiany terms of trades, czyli warunków wymiany handlowej pomiędzy przemysłami surowcowo-energetycznymi a produktów przetworzonych i wysokich technologii.

Cykle te wzajemnie się pogłębiają lub korygują. Ostatni pełny obrót trzeciego z nich trwał od 1967 r. do 2007. Drugiego – od 1992 r. do 2008 r., a pierwszego od 2001 do 2009. Aktualnie przypada dno kryzysów w cyklu pierwszym i drugim, natomiast około roku 2017/2018 osiągnie dno cykl trzeci. Ta sytuacja powoduje, że wszystkie kryzysy się nakładają i potęgują. Potencjalne odbicie od dna dwóch pierwszych jest hamowane przez trzeci. Dlatego drobna poprawa może nastąpić najwcześniej w latach 2014/2015, ale jej rezultaty zostaną zniwelowane ok. 2017/2018 r. przez sięgnięcie dna w cyklu trzecim.

Można zatem – za dr Roubinim – niespokojnie przyjąć, że próba przezwyciężenia kryzysu w latach 2013-2015 nie powiedzie się, zwłaszcza, że możliwości stymulacji pozostające w dyspozycji władz publicznych zostały według niego w 95% wyczerpane na opanowanie kryzysu lat 2007/2009, a złudzenie ze sfery prywatnej zostało przerzucone do sfery publicznej, która nie jest w stanie, dysponując nadwyżka zaledwie 5% rezerw finansowych zapanować nad druga falą kryzysu. Nie pomogą cięcia budżetowe itd. i około 2017/2019 r. przypadnie dno kryzysów w owym – katastrofalnym dla kapitalistycznej gospodarki globalnej – trój-cyklu. Zwłaszcza, że na lata 2019/2020 przypadnie kolejne dno cyklu nadprodukcji. Nieznaczne ożywienie możliwe jest dopiero w latach 2022-2024, gdy nałożą się szczyty koniunktur w cyklach Kuznets’a i Juglara, a trwalszy wzrost – dopiero po roku 2030, gdy wszystkie trzy cykle będą zwyżkować. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że do tego czasu przewrót w sposobie produkcji globalnej gospodarki pozwoli zapanować nad dalszymi wierzgnięciami owego trój-cyklu, bo w przeciwnym razie neoliberalna kontynuacja globalnego kapitalizmu ponadnarodowych korporacji zakończy istnienie cywilizacji ludzkiej…

Jak na tym tle wygląda problem mieszkaniowy w Polsce? Wystarczy przeczytać w najnowszym, lipcowym numerze „Służby Pracowniczej” dwa artykuły Ireny Dryll: „Cztery ściany dla Polaka” na stronach 15-16 i „Jak mieszkamy” na tylnej okładce i stronie 32. Pierwszy jest komentarzem do raportu Najwyższej Izby Kontroli za lata 2008-2011 (Informacja o wynikach kontroli: Realizacja zadań w zakresie gospodarki mieszkaniowej przez organy administracji rządowej i jednostki samorządu terytorialnego. NIK, Warszawa 2012). Drugi – analizą unijnej polityki w zakresie deprywacji mieszkaniowej na podstawie Housing conditions in Europe, „Stat. In Focus” nr 4/2011; Housing conditions in the UE27, „Stat. In Focus” nr 14/2011; „Eurostat news realise” nr 51/2012; http://epp.eurostat.ec.europa.eu/portal/page/portal/microdata/eu_silc/pu... i http://epp.eurostat.ec.europa.eu/portal/page/portal/income_social_inclus...).

Z raportu NIK wynika, że ok. 5% mieszkań (ok. 700 tysięcy) nie ma w Polsce w.c., a przykładowo w Łodzi – co siódme mieszkanie nie ma kanalizacji. Przyczyną tego stanu rzeczy jest w ocenie NIK brak „jasno określonej, spójnej i systematycznie realizowanej polityki mieszkaniowej państwa”. Co więcej – „okres oczekiwania na zawarcie umowy najmu z tzw. zasobu gminnego [w kontrolowanych przez NIK gminach – R.A.Z.] (…) wynosił nawet… 18 lat. Tyle „za komuny” czekał spółdzielca na nowe własne mieszkanie, zaś okres ten był standardowym motywem każdego kabaretu. Dziś stał się standardem uchwał rad miejskich”. Według autorki „wyniki kontroli NIK obnażają doktrynę, która kształtuje politykę mieszkaniową po przełomie ustrojowym 1989 r. Zgodnie z nią mieszkanie stanowi dobro rynkowe, można je sobie wybudować albo kupić. I ludzie bogaci to robią, rozwiązując swoje jednostkowe problemy mieszkaniowe. A reszta? (…) Cała ta polityka zostawiła na lodzie ludzi o niskich i średnich dochodach (…). Tak oto dochodzimy do drugiego – obok urynkowienia mieszkań – filara doktryny mieszkaniowej: decentralizacji polityki mieszkaniowej i przeniesienia głównej części odpowiedzialności za jej prowadzenie na samorządy gminne. W praktyce idea nieobudowana odpowiednimi instrumentami decyzyjnymi i finansowymi okazała się deglomeracja kłopotów, przerzuceniem ich z „góry” na „dół”, czyli przysłowiowym umyciem rąk. Kontrola NIK wykazuje, że nie rozwiąże się problemu mieszkaniowego wyłącznie (czy nawet głównie) dzięki mechanizmom rynkowym. Podstawowym problemem wymagającym rozwiązania jest stworzenie systemu pomocy publicznej, który bez obciążania budżetu państwa wysokimi nakładami finansowymi przeznaczanymi na ten cel, przyspieszy rozwój budownictwa mieszkalnego. Wymaga to sformułowania przez organy administracji rządowej i samorządowej długoletnich planów zrównoważonego rozwoju”. Tymczasem – jak nie bez oburzenia przytacza autorka – burmistrz warszawskiej dzielnicy Śródmieście, Wojciech Bartelski „(obecnie PO, wcześniej PiS)”, uważa, „że w centrum Warszawy nie ma biedy i wyznaje publicznie: nie mam wrażliwości społecznej. Jego zdaniem albo będzie tanio i przaśnie, albo drożej i nowocześnie. Taka wykładnię polityki społeczno-gospodarczej dał burmistrz najbogatszej gminy w najbogatszym mieście biednego kraju, przy okazji likwidacji bronionego przez mieszkańców śródmieścia (zwłaszcza przez młodych) baru mlecznego”…

Natomiast z drugiego tekstu wynika, że „w mieszkaniach przeludnionych w rozumieniu bardziej kulturowym niż socjalnym mieszka aż 49% Polaków, a tylko 23-25% Greków czy Włochów. „Dalsze porównania pokazują, że w Polsce „posiadanie choćby jednego dziecka w sporej części społeczeństwa znacząco pogarsza warunki życia, wypychając niepełne, a więc biedniejsze rodziny do gorszych (tańszych) mieszkań, położonych w gorszych dzielnicach miast. Widać tu jeden z mechanizmów transformacji idei równych szans w politykę nierównych możliwości”. Jednak sytuacja ta dotyczy nie tylko Polski. Autorka zwraca uwagę, że „rozmiary deprywacji przedinterwencyjnej SĄ w całej Unii przerażająco duże. Ponad ¼ rodzin żyje w mieszkaniach, których nie jest w stanie utrzymać! Oto mniej znane oblicze państwa gospodarki rynkowej, penetrującej wszystkie obszary życia. Niekwestionowany, bo widoczny statystycznie w całej Unii proces wzrostu zamożności i poziomu życia rodzin nie nadąża za rosnącym poziomem czynszów, które przecież stanowią zyski właścicieli kamienic. W skali całej Unii redukcja rodzin przeciążonych wydatkami mieszkaniowymi przekracza 505, ale np. w Polsce – 68%, w Hiszpanii – 76%, w Irlandii – 83%, a na Litwie – 87%. Dzięki polityce społecznej zjawisko finansowej deprywacji mieszkaniowej sprowadzono do granic błędu statystycznego nie tylko w bajecznie bogatym Luksemburgu, ale także w wyspiarskich republikach Cypru i Malty, w Portugalii, Słowenii, Austrii i Holandii, a prawdopodobnie (brak danych to zapewne wartość „0”) również w Danii i Szwecji. Zaciskanie pasa w polityce wydatków publicznych, wynikające z paktu fiskalnego, to realne zagrożenie dla wielu rodzin. (…) efektywność polityki mieszkaniowej nie pozostaje w prostej proporcji do wydawanych pieniędzy budżetowych. Dobrym przykładem wydaje się choćby Polska, która na politykę mieszkaniową przeznacza bardzo mało środków, a zmniejszenie deprywacji osiąga duże. Ponieważ jednak tę samą prawidłowość można zauważyć niemal we wszystkich krajach posocjalistycznych – nasuwa się przypuszczenie, że w krajach tych nie ujawniła jeszcze pełni swych możliwości niewidzialna ręka rynku napędzana pazernością, ani widzialna ręka rządu napędzana oszczędnością”.

Cóż z tych informacji mieszkaniowych wynika w połączeniu z czarną przepowiednią N. Roubiniego na rok 2013? Niestety, że „lepsze jutro było wczoraj”: w zakresie „niewidzialnej ręki” obrzydliwego wyzysku kapitalistycznego kryzys budowlano-inwestycyjny trwa, banki ograniczają możliwości zaciągnięcia kredytów mieszkaniowych, perspektywy poprawy sytuacji są odległe, a w zakresie widzialnej reki władz publicznych Unia narzuca ograniczenie wydatków publicznych przez rządy, a rządy tną wydatki, oszczędzając w pierwszej kolejności na klasach najuboższych, czyli tych, których najsilniej dotyka brak mieszkań. Dlatego bez narzucenia drogą przemian politycznych i gospodarczych idei równych szans – nie da się sformułować, ani tym bardziej wdrożyć „długoletnich planów zrównoważonego rozwoju”, które by najbardziej potrzebującym rodzinom zapewniły nie-deprywujące warunki mieszkaniowe, a tych, którzy już je mają – nie groziły ich utratą ze względu na poziom czynszów itp. opłat. Jednak przeformułowanie neoliberalnych reguł globalnego kapitalizmu ponadnarodowych korporacji i inwestorów giełdowych zgodnie z owymi długoletnimi planami zrównoważonego rozwoju oznaczałoby wprowadzenie gospodarki planowej, czyli – w istocie – koniec kapitalizmu! Czego wszystkim z całego serca życzę!

http://www.dyktatura.info/?p=1622#more-1622

Społeczność

LENIN - rocznica