Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 24 gości.

Patryk Kosela: Nie chcemy być pokoleniem śmieciowym

Pikieta przeciwko umowom śmieciowym w Białymstoku 6 września 2012

 Nie chcemy być pokoleniem śmieciowym!
Z ciekawością śledzę debatę "Gazety Wyborczej" w temacie umów śmieciowych.Jako koordynator ogólnopolskiej kampanii "STOP umowom śmieciowym!" poczułem się w obowiązku zabrać głos. I przedstawić opinię wielu młodych Polek i Polaków pracujących na umowach śmieciowych, lecz nie zarabiających na nich 7,5 tys. zł miesięcznie jak jedna z uczestniczek tej dyskusji, Pani Weronika Frota. Bo większość pracujących na umowach śmieciowych haruje na nich nie za tysiące złotych, lecz za miskę ryżu.
Ubolewam, że główna oś dyskusji przebiega wokół wrażenia czy zwrot "umowa śmieciowa" obraża i kogo - pracownika czy pracodawcę. By uciąć tę retorykę dyskusji i przejść do meritum, przyznam się do czegoś. Nazwę "umowy śmieciowe" stworzyliśmy my - związkowcy Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80". Było to w 2007 r., kiedy składaliśmy do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Zakładał on, iż po upływie trzech miesięcy nieprzerwanego świadczenia pracy u jednego pracodawcy, pracownik automatycznie zostanie zatrudniony u dotychczasowego pracodawcy użytkownika. Z tą samą chwilą wygasałby stosunek prawny łączący pracownika z agencją pracy tymczasowej. Projekt trafił do sejmowej niszczarki. Teraz podobny składa NSZZ "Solidarność". Trzymamy kciuki by "S" się udało wnieść dokument pod obrady!
Od 2007 roku aż do wyborów parlamentarnych 2011 termin "umowy śmieciowe" nie zrobiło kariery. I to mimo że problem rósł w zastraszającym tempie. Jeszcze 10 lat temu umówi cywilnoprawnych w zatrudnieniu było 6 procent. Dziś to 27 proc.! Najwięcej w Unii Europejskiej i dwukrotnie więcej, niż wynosi średnia unijna (14 proc.). Nie opatentowaliśmy tej nazwy. Wolimy, by problem został rozwiązany. Były takie nadzieje dokładnie rok temu, gdy na dobre trwała kampania wyborcza. Wszystkie komitety wyborcze zarzekały się, że zrobią porządek ze śmieciówkami. Gdyby za niespełnione obietnice wyborcze w Polsce karano, liderzy partyjni siedzieliby w kryminale. Na czele z Donaldem Tuskiem.
Stwierdzenie, że nazwa "umowy śmieciowe" obrażają pracujących na ich podstawie to demagogia nieuczciwych pracodawców, którzy chcą dalej śmieciowo zatrudniać i przesunąć retorykę debaty publicznej na ślepe tory. To, że słowo "śmieciowe" jakoby obraża pracownika słyszałem, gdy debatowałem w Polskim Radio Białystok z Wojciechem Winogrodzkim, prezesem podlaskiej Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Rada jest jedna i skierowana do pracodawców i ich liderów typu Pan Winogrodzki czy Pani Henryka Bochniarz: zatrudniajcie pracowników na etatowe umowy o pracę. Wówczas nie będzie tematu pracowników na śmieciówkach czy śmieciowych pracodawców. Inaczej, Pani Henryko, proponuję zmienić nazwę Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" na Polską Konfederację Zleceniodawców Prywatnych "Lewiatan".
Nie jest tak, że dyskurs umów śmieciowych zamyka się w obrębie pracowników i pracodawców. Skoro socjologowie wprowadzili już do użytku pojęcia "pokolenie śmieciowe", "pokolenie na zlecenie" czy "czasowniki" - oznacza tyle, że problem jest ogólnospołeczny. "Pokolenie śmieciowe" to pokolenie bez praw pracowniczych, bez perspektyw. Prof. Andrzej Rychard uważa tak: "Osoby na umowach tymczasowych nie bardzo mogą planować rozwój kariery zawodowej, są wykluczeni np. z możliwości wzięcia kredytu na mieszkanie, co z kolei przeszkadza w założeniu rodziny itd. W ten sposób powstaje cały ciąg negatywnych zjawisk" [1]. Inny socjolog, prof. Ryszard Bugaj dodaje: "Przecież pracownik, który nie ma pewności jutra i może być zwolniony praktycznie z dnia na dzień, nie zdecyduje się na dziecko. W takim wypadku nie należy się dziwić, że mamy w Polsce ujemny przyrost naturalny" [2]. Umowy śmieciowe, jako patologia, pogłębiają inne patologie. Młodemu Polakowi dużo trudniej niż przeciętnemu mieszkańcowi Starego Kontynentu zdobyć się na wyprowadzkę z rodzinnego domu. Aż 2,5 mln osób w wieku 25-34 lata, czyli 41 proc. obywateli należących do tej grupy wiekowej, nadal mieszka z rodzicami (przy średniej europejskiej wynoszącej 28 proc.) - wskazują dane Eurostatu. Wcale nie lepiej wypadamy w raporcie UNICEF o ubóstwie dzieci. W Polsce prawie 1, 3 mln dzieci jest pozbawionych dostępu do podstawowych dóbr niezbędnych do ich rozwoju (ok 21%), zaś ponad 1 mln żyje w ubóstwie (14,5%) [4].
Śmieciówki niszczą więzi społeczne. Jeśli nie ma ich w miejscu pracy i pracownika na umowie śmieciowej traktuje się jak przedmiot, to przekłada się to na stosunki rodzinne, domowe. Stąd rosnąca fala przemocy w rodzinie czy takich tragedii, jak ta Madzi z Sosnowca. Jedna patologia napędza inne patologie.
Kończąc tą część, pragnę odpowiedzieć prof. Andrzejowi Blikle, który w czasie dyskusji prezentowanej przez "Gazetę" był wielokrotnie cytowany. Panie profesorze, apeluje Pan, by "przestać mówić o umowach śmieciowych, a zacząć mówić o śmieciowych pracodawcach". Racja! Ale nie ma śmieciowych pracodawców bez śmieciowych umów w zatrudnieniu. Słuszna jest Pańska optyka, że należy piętnować śmieciowych pracodawców wykorzystujących pracowników. Zresztą mowa tu nie o pracodawcach, a o cwaniaczkach. Ale nie można oddzielać jajka od kury i problem należ rozwiązać całościowo.
 
Śmieciowo i za miskę ryżu
Redaktor Grażyna Borkowska w komentarzu "Słowo >>śmieciowe<< obraża" zaprezentowanym 12 września bm. na stronie internetowej "Gazety" jak niepodległości broni umów śmieciowych. Pisze np.: "Nie mają wprawdzie etatu, ale mają pracę. I często dobrą i nieźle płatną. Niejeden by chciał tyle zarabiać na etacie, co jego kolega na zleceniu".
Dziennikarka pisze chyba o Hannie Lis i jej nowym kontrakcie w TVP mającym - według informacji mediów - opiewać na 50 tys. zł miesięcznie. Tu się zgodzę z red. Borkowską - niejeden chciałby tyle zarabiać na etacie! Ale rzeczywistość większości jest niestety inna. W naszej praktyce związkowej spotykaliśmy się z zatrudnianiem pań sprzątających na umowę o dzieło trwającą 10 lat za 500 zł na miesiąc.  Pełnoetatowej - dodajmy. Dla większości, Pani redaktor, praca na śmieciówce to praca za miskę ryżu! Wybór z kolei pomiędzy bezrobociem, a umową śmieciową jest jak pomiędzy dżumą a cholerą.
"Niektórzy pracodawcy >>nieśmieciowi<< podpisują zlecenia, od których są odprowadzane składki zdrowotne. Pracownik może iść bezpłatnie do lekarza. Pracodawcy tacy płacą całą pensję mimo nieobecności czy choroby pracownika - choć nie mają takiego obowiązku" - pisze dalej publicystka.
Dobrze, że zaznacza, iż robią tak "niektórzy". Ale czy wie jaki to promil procenta? Z działalności związkowej nie przypominam sobie przypadku, by dziełodawca zatrudniający pracownika na umowie o dzieło opłacał mu składki zdrowotne tak, by zatrudniony przezeń miał bezpłatną opiekę lekarską. Dobrze, że zostało zauważone, że taki pracodawca nie ma obowiązku opłacania składek. Zazwyczaj tego nie robi, Pani redaktor.
Śmiać i płakać się chce, gdy słychać takie wymówki jak ta Grażyny Borkowskiej: "Kto by nie chciał, żeby wszyscy mieli umowy na czas nieokreślony? Tyle że teraz, kiedy bezrobocie dochodzi do 13 proc. i co chwilę słychać o upadających firmach, a wiele branż zapowiada zwolnienia grupowe, najwyższy czas, by zmienić przepisy".
Widać tu perfekcyjne rzecznikowanie rządowi, a szczególnie ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu. Od 1989 r. co chwila słyszymy tego typu puste frazesy. A to bezrobocie wysokie, a to nie ten czas, a to był kryzys, jest kryzys, idzie kryzys. To wymówki dobre na wszystko. I kontynuowane ustawicznie. Wszystko po to, by pracownikowi nie dać. Nie dać stałej umowy, nie dać wyższej płacy minimalnej, etc.
 
Pani Weronice gratuluję!
Czytelniczka "Gazety", Pani Weronika Frota w tekście "Nazwa >>śmieciowa<< mnie obraża" (12.09.br.) powiela tezy red. Borkowskiej. Pisze przy tym, że pracuje na śmieciówce za 7,5 tys. zł i jest szczęśliwa. Tylko pozazdrościć, Pani Weroniko. Pracuje Pani zapewne na kontrakcie menedżerskim. Może sobie Pani pozwolić na chorowanie, leczenie się i urlopy.
Dla większości pracujących na umowach śmieciowych i zarabiających na miskę ryżu umowa śmieciowa oznacza brak praw pracowniczych. Na czele z prawem do zwolnienia chorobowego i macierzyńskiego, urlopu wypoczynkowego, norm czasu pracy, płacy minimalnej czy odwołania się do Sądu Pracy.
Pisze Pani: "Ułatwmy zatrudnianie (a co za tym idzie - zwalnianie), nie róbmy pracodawcom pod górkę, a sami się w końcu uczłowieczą - wymusi to na nich wolny rynek, tym razem rynek pracobiorców. Bo u tego śmieciowego nikt nie zechce pracować".
Podziwiam Pani dobre samopoczucie. W sytuacji, w której rozluźnieniu uległy więzy społeczne i dominuje filozofia jeden przeciwko drugiemu, za jedynie życzeniowe należy uznać postawy uczłowieczenia się pracodawców i to w wyniku wolnego rynku. Postuluje Pani przy tym, by pracownika można pozbyć się jak najłatwiej. Staje się on niepotrzebny - no to won! Niczym zbędny przedmiot. Bardzo to humanistyczne podejście... Ale ukazuje Pani właśnie problem powracania do średniowiecznych stosunków pracy. Po co w takim razie 32 lata temu walczono m.in. na Wybrzeżu i Śląsku o prawa pracownicze i socjalne wyrażone w słynnych 21 postulatach? Dla zabawy?!
Skoro pracodawcy w Polsce mają tak źle, to jak skomentuje Pani fakt, że zarabiający powyżej 105 tys. 780 zł czyli średnio 8 tys. 815 zł miesięcznie (brutto) nie płacą ZUS? Jeśli mowa o dobru pracodawców, warto raz jeszcze przytoczyć prof. Rycharda, który mówi o braku związku pracownika na umowie śmieciowej z danym zakładem pracy: "Niewątpliwie taki pracownik, choć bardziej na miejscu byłoby powiedzenie współpracownik, czuje mniejszą więź z firmą, często się z nią nie utożsamia, a obowiązki wykonuje tylko na poziomie niezbędnego minimum. Człowiek pozbawiony bonusów wynikających z pełnej umowy o pracę widzi o wiele mniejszy sens angażowania się w życie firmy i często w ogóle nie zależy mu na powodzeniu przedsiębiorstwa, w którym pracuje" [zob. 4].
 
Zrozumieć problem
Nadużywanie umów śmieciowych to patologia. Umowy śmieciowe, a więc cywilnoprawne formy zatrudnienia, jak umowa zlecenie, umowa o dzieło, kontrakt czy fikcyjne samozatrudnienie miały niegdyś swój docelowy sens. Ale wśród pracodawców znaleźli się jeden cwaniaczek za drugim, którzy zaczęli wykorzystywać te formy zatrudnień.
Umowy cywilnoprawne tworzone były z myślą o wolnych zawodach lub pracach jednostkowych. Mowa tu o roznoszeniu ulotek przez studentów w celu dorobienia sobie na studia (np. umowa zlecenie), wykonaniu obrazu przez artystę (umowa o dzieło) czy kontrakcie dla menedżera banku. Ale nie ma zgody na to, by praca, która nosi znamiona stosunku pracy, a więc jest wykonywana w stałych godzinach i pod nadzorem była opatrzona śmieciową umową.
"Takim zaskakującym przykładem jest oferowanie przez pracodawcę sprzątaczce umowy o dzieło. Jest to klasyczne naigrywanie się z prawa, bo umowa o dzieło to jest umowa, zakładająca osiągnięcie pewnego rezultatu, gdzie wkłada się myśl twórczą" – tłumaczy Roman Zemanek z Państwowej Inspekcji Pracy w Opolu [ 5].
Zrozummy też, że umowy śmieciowe szkodzą finansom publicznym państwa, systemowi emerytalnemu i zdrowotnemu. Są bowiem gorzej (lub w ogóle!) opodatkowane i oskładkowane. Jak wyliczył tygodnik "NIE", gdyby polikwidować umowy śmieciowe, do ZUS wpływałoby rocznie dodatkowo 18 mld zł [6]. Zamiast więc podwyższać wiek emerytalny należało zrobić porządek ze śmieciówkami. Widać, dla rządu taka logika była zbyt skomplikowana i za trudna.
Warto pamiętać, że śmieciowo zatrudniają też sławetne "tłuste koty", jak wielkie sieci handlowe czy koncerny ze specjalnych stref ekonomicznych. Państwo dało im przywileje podatkowe, by markety czy firmy ze SSE tworzyli atrakcyjne miejsca pracy. Nikt jednak nie pilnuje tego, że zatrudniają oni na umowach cywilnoprawnych a jednocześnie czerpią z danych im przywilejów finansowych.
 
Politycy obiecali
Młodzi związkowcy WZZ "Sierpień 80" i przedstawiciele Polskiej Partii Pracy od 3 lipca br. prowadzą ogólnopolską kampanię pod hasłem: "STOP umowom śmieciowym!". Byliśmy już z nią w każdym województwie. Prócz zwrócenia uwagi społeczeństwa na przedmiotowy problem, przypominaliśmy politykom ich wyborcze obietnice sprzed roku.
"Nie może być tzw. umową śmieciową, niedającą gwarancji na przyszłość" - mówił premier Donald Tusk 22 września 2011 r. we Wronkach (Wielkopolskie) [7]. Podobne spostrzeżenia zostały zawarte w raporcie "Młodzi 2011" przedstawionym przez ministra Michała Boniego.
Prowadząc naszą kampanię byliśmy m.in. pod biurem poselskim Jarosława Gowina w Krakowie czy Ewy Kopacz w Radomiu. Marszałkini Kopacz po tym proteście raz kolejny powtórzyła na konferencji prasowej, że z patologią umów śmieciowych rząd będzie walczył [8]. Ale my, młodzi nie możemy dłużej czekać! Puste frazesy już nam się znudziły. Nie potrzebujemy takich polityków, którzy dobrzy są tylko w pijarowej gadce, a i to nie zawsze. Pokazał to doskonale jeden ze znanych polityków PO, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Gdy w 32. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, po zakończonym przez niego briefingu prasowym pod gdańskim pomnikiem Trzech Krzyży, poprosiliśmy go o rozmowę z nami, ludźmi młodymi właśnie o umowach śmieciowych, obrócił się napięcie i uciekł. Tak wygląda dialog społeczny w Polsce...
Oni nie rozumieją naszego położenia. Położenia "pokolenia śmieciowego". Są oderwani od rzeczywistości. Maya Rostowska, 23-letnia córka ministra finansów dostała intratną posadę bez konkursu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Michał Tusk, syn premiera pracuje na państwowym lotnisku, a wcześniej dzięki nazwisku dostał fuchę u Marcina P. z OLT Express i Amber Gold, który okradł wiele osób z oszczędności ich życia. Dobrze się ma znana blogerka, Kasia Tusk. Syty głodnego nie zrozumie. Rację miał niegdyś Jerzy Urban mówiąc, że władza w Polsce się wyżywi.
Władza w Polsce się żywi kawiorem. Nam pozostaje dziś praca za miskę ryżu na śmieciówkach. Ale dzisiejsze umowy śmieciowe to jutrzejsze śmieciowe emerytury. Pozwolą one już nie na zakup ryżu, a suchej kropki chleba. Wszędzie polityka społeczna traktowana jest, jako inwestycja, ale nie w naszym kraju.
Na koniec przypomnę za Komisją Europejską: w Polsce 27 proc. pracujących jest zatrudnionych na śmieciówkach, gdy średnia unijna wynosi 14 proc. Aż 65 proc. Polaków poniżej 30. roku życia nie ma stałej umowy, a 85 proc. osób do 24. roku życia podejmujących pierwszą pracę nie dostaje etatu [9].
--
PATRYK KOSELA (25 l.)
Koordynator ogólnopolskiej kampanii "STOP umowom śmieciowym!"
Rzecznik prasowy Komisji Krajowej WZZ "Sierpień 80"
[1] "Umowy śmieciowe należy ucywilizować. Andrzej Rychard dla Newsweeka", Andrzej Rychard w rozmowie z Jakubem Pacanem, www.newsweek.pl, 03.10.2011. >> http://biznes.newsweek.pl/umowy-smieciowe-nalezy-ucywilizowac--andrzej-r...
[2] "Prof. Ryszard Bugaj: Status pracownika w Polsce jest marny", www.se.pl, 27.12.2011. >> www.se.pl/wydarzenia/opinie/status-pracownika-w-polsce-jest-marny_219693...
[3] "Już pracują, a jeszcze nie są na swoim - 41 proc. młodych Polaków mieszka z rodzicami", www.interia.pl, 24.07.2012 >> http://biznes.interia.pl/nieruchomosci/news/juz-pracuja-a-jeszcze-nie-sa...
[4] http://www.unicef.pl/projekty/aktualnosci/2012/unicef-opublikowal-najnow...
[5] "Umowy śmieciowe", TVP Opole, 04.07.2012 >> http://www.tvp.pl/opole/aktualnosci/spoleczne/umowy-smieciowe/7908183
[6] Mateusz Cieślak, "Śmiecioroby", NIE nr 17/2012, s. 6.
[7] PAP, Donald Tusk w czasie kampanii wyborczej w Wielkopolsce, 22.09.2011 >> http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/549831,premier_umowa_o_prace_nie_m...
[8] Konferencja prasowa Ewy Kopacz w Radomiu, www.telewizja.radom.pl, 11.09.2012 >> http://www.telewizja.radom.pl/dami-radom,,content,42,news,3889,telewizja...
[9] Marcin Bojanowski, Katarzyna Zachariasz, "Już 27 proc. Polaków na umowach tymczasowych. Najwięcej w całej Europie", www.wyborcza.biz, 22.12.2011 >> http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,10858002,Juz_27_proc__Polakow_na_umo...

Społeczność

front