Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 16 gości.

Patryk Kosela:Pod rządami Tuska - chora służba zdrowia

tusk brzydal2.jpg

„Wszystko jest na sprzedaż”

– głosi piosenka znanego zespołu De Mono. Jej słowa bardzo
biorą do siebie i do swojej polityki premier Donald Tusk, minister finansów Jacek Rostowski i szef resortu zdrowia Bartosz Arłukowicz. Kogo nie stać na politykę premiera, niechaj czym prędzej umiera...

Zagrożenie 1: Prywatyzacja

Samorządy w całej Polsce wykonują pomysł rządu zapisany w Ustawie o działalności leczniczej i na potęgę przekształcają publiczne w szpitale w spółki prawa handlowego. To
milowy krok w stronę całkowitej prywatyzacji i urynkowienia
sektora zdrowotnego. Wszystko jest mierzone na styl amerykański, gdzie ten, kto nie ma ubezpieczenia zdrowotnego skazany jest albo na płacenie niemałych rachunków za leczenie, lub chorowanie i śmierć.

Czy i u nas ochrona zdrowia ma być przywilejem dla bogatych? Oznaczać to może powrót do prawa dżungli, gdzie wygrywa najsilniejszy, a więc najbogatszy. Poziom rent i emerytur, a nawet płac w naszym kraju jest skandalicznie niski. Tysiącom seniorów nie starcza na wykup wszystkich leków. Gdyby przyszło im jeszcze płacić za leczenie ze skromnych świadczeń emerytalnych, doszłoby do prawdziwych dramatów, do odbierania sobie życia. Platforma Obywatelska w
następnej kampanii wyborczej zamiast rozdawać baloniki i
inne gadżety, rozdawać powinna trutki na szczury. Do użycia
przez tych, którym polityka PO nie pozwala normalnie egzystować, bo to polityka odwrotna do tej Janosika, a więc odbierania biednym i dawania bogatym.

Zagrożenie 2: Niedofinansowanie

Liberałowie uważają, że szpitale nie tylko powinny na
siebie zarabiać, ale i przynosić zyski. Stąd robienie ze szpitali maszynek do zbijania kasy. Odbija się to oczywiście kosztem pacjentów, jak i zatrudnionych
tam pracowników. Tymczasem szpital powinien leczyć i ratować życie, a nie nabijać kapsy tym, którzy dorabiają się na
ludzkich problemach zdrowotnych.

Ostatnio bardzo głośno o problemach ze szpitalami dziecięcymi czy też z oddziałami dziecięcymi. Okazuje się bowiem, że koszt leczenia dziecka jest dwukrotnie większy, niż osoby dorosłej. Doszło do patologii, w myśl której nie opłaca się leczyć dzieci. Czemu one są
winne? Nie, to nie dzieci są winne, a rządzący.

Zakochany w militariach, broni i innych narzędziach zabijania prezydent Bronisław Komorowski kilka dni temu na
konferencji prasowej zapowiedział, że Polska przykładnie realizować będzie zadania z zakresu obronności zlecone
przez NATO. Rzeczpospolita kupi przez to nowe samoloty. Na
zabawki dla dużych chłopców pieniądze są. Na zdrowie – nie.
Ale jak prezydent Komorowski ma się tym przejmować? Każdej
jego wizycie w kraju towarzyszy specjalistyczna karetka pogotowia. Jej personel ma obowiązek wytrzeć prezydentowi nosek, gdy ten kichnie. Władza się nie
tylko wyżywi, ale i wyleczy. Za nasze!

Zagrożenie 3: Zamach na publiczną służbę zdrowia

Publiczna służba zdrowia jest wartością samą w sobie. To
symbol cywilizowanego świata, o co długo walczono. Wartość
publicznej służby zdrowia ma sens wtedy, gdy jest ona traktowana poważnie, a więc i dobrze dofinansowana. Wyłożenie potrzebnych środków finansowych
na sektor zdrowotny i sprawiedliwa partycypacja PKB na ten
sektor to podniesienie efektywności leczenia. Efektywność w
leczeniu to skuteczność. Skuteczność w wyprowadzaniu z
choroby i skuteczność w ratowaniu życia.

Żenująco niskie finansowanie zdrowia w Polsce to polityka
zohydzania publicznego wymiaru tego sektora. To kolejki do
lekarza, oczekiwanie przez wiele miesięcy a nawet kilka lat
na wizytę u specjalisty specjalisty, NFZ-towskie limity czy
wzrost śmiertelności. Cały ten czarny PR działa doskonale.
Każdy ekonomista przyzna rację poglądowi, że najważniejsze są inwestycje. Inwestycją w zdrowie jest odpowiednia profilaktyka. Ta nie jest propagowana i realizowana. Nie ma na nią pieniędzy. Im jest gorzej w sektorze zdrowotnym, tym lepiej. Lepiej dla hochsztaplerów uwłaszczających się za symboliczną złotówkę na naszym dobru
wspólnym, jaką są samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej.

Zagrożenie 4: Umowy śmieciowe

Pielęgniarki i położne z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach stały się bohaterkami walki z kontraktami w ich zatrudnieniu, czyli jedną z form umów śmieciowych. Dlaczego kontrakty w służbie zdrowia są złe? Ponieważ przerzucają na pielęgniarkę i położną konieczność opłacenia sobie składek ubezpieczenia
społecznego i zdrowotnego.

Kontrakt opiewający na 2 tys. zł na rękę pomniejszany jest o kilkaset złotych. By taki pracownik mógł normalnie zarobić i tym samym utrzymać siebie lub rodzinę, pracować musi od 12 do 16 godzin dziennie. Rzecz jasna niesie to poważne niebezpieczeństwo nie tylko dla samej pielęgniarki, któ-
rej organizm może nie wytrzymać takich maratonów, ale i dla
pacjentów.

Portret użytkownika trece
 #

W mojej miejscowości, w zachodniej Małopolsce, nie tak dawno temu doszło do próby sprywatyzowania przychodni. Pewni ludzie z samorządowej wierchuszki (przepraszam, że piszę ogólnikami, ale to konieczność, jak pewnie rozumiecie) zrobili dyrektorem przychodni "swojego", całkowicie niekompetentnego człowieka. Ten chciał doprowadzić do tego, by przychodnia zarabiała na siebie i przynosiła zysk, po czym (tego nikt nie mówił, ale wszyscy się domyślali) miała pójść w prywatne ręce, zgodnie z opisaną w powyższym świetnym zresztą artykule linii. Na szczęście, nowe porządki nie spodobały się lekarzom i zastrajkowali oni, co spowodowało odwołanie "swojego" i zaprzestanie - póki co! - snucia planów prywatyzacyjnych.
Ot, taki przykład, jak polityka rządu pana D.T. wobec służby zdrowia działa w praktyce na poziomie samorządowym.

 

Społeczność

Ochotnik