Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 21 gości.

Jan Malewski: Europa sprzedaje służbę zdrowia

Służba zdrowia w Europie na sprzedaż

Od 20 lat we wszystkich krajach Unii Europejskiej jesteśmy
świadkami podważania prawa obywateli do ochrony zdrowia.
Tymczasem, jak głosi Konstytucja Światowej Organizacji Zdrowia:

„Korzystanie z najwyższego, osiągalnego poziomu
zdrowia jest jednym z podstawowych praw każdej istoty
ludzkiej bez różnicy rasy, religii, przekonań politycznych, warunków ekonomicznych lub społecznych”.

Z tego też powodu ochrona zdrowia w znacznej mierze uniknęła podporządkowania stosunkom rynkowym. Komercjalizacja, prywatyzacja Służba zdrowia stała się jednak ofiarą rozwijającej się liberalizacji gospodarczej, wprowadzonej w życie przez Światową Organizację Handlu w
1995 r. i skonkretyzowanej w Układzie Ogólnym o Handlu
Usługami (GATS), a przyspieszonej po wybuchu „baniek spekulacyjnych” w 2001 i 2007 r.

Potencjalnie jest ona bowiem dużym sektorem dla akumulacji
kapitału, a systemy zdrowotne jawią się w oczach kapitalistów, szukających nowych źródeł zysków.

W efekcie wprowadzania neoliberalnych polityk, głównym
zmartwieniem rządów UE stała się kwestia finansowania
ochrony zdrowia z powodu rosnącego rozdźwięku między jej wpływami (zmniejszonymi przez różne ulgi składkowe przyznane przedsiębiorcom) i wydatkami (które rosną z
powodu starzenia się społeczeństw oraz wzrostu cen
lekarstw i wyposażenia medycznego).

Jako że zasada konkurencji znajduje się w centrum
konstrukcji europejskiej, próby „opanowania wydatków” służby zdrowia, czyli cięcia budżetowe, pociągnęły za sobą wprowadzenie mechanizmów bliskich rynkowym. Te recepty zmierzające do restrukturyzacji służby zdrowia,
polegają zarazem na podważeniu zdobyczy pracowników
tej branży (płace, warunki pracy, ochrona socjalna...) w perspektywie ograniczenia kosztów pracowniczych
i reorganizacji instytucji zdrowia, w celu dokonania
selekcji między rentownymi usługami, które można
sprywatyzować, a tymi, które nie przynoszą zysku.

… i ich rezultaty Polska jest przykładem rezultatów
takiej polityki. Finansowanie usług zostało
przekazane Narodowemu Funduszowi Zdrowia, podzielonemu
na struktury regionalne, które finansują roczne i ściśle
określone kontrakty usług świadczonych przez placówki
medyczne. Ten system najpierw pozwolił na zablokowanie wydatków, a potem pogłębił deficyt szpitali publicznych, mających obowiązek leczenia, nawet kiedy przekroczyły swoje kontrakty.

Własność szpitali została także przeniesiona na władze
lokalne, które jednak nie dysponują wystarczającymi środkami na ich utrzymanie. Nowa reforma zakładała, że wszystkie szpitale zadłużone powinny zostać
skomercjalizowane (przekształcone w spółki prawa
handlowego), w przeciwnym wypadku ich „właściciele” publiczni będą musieli spłacić długi
szpitalne w ciągu 6 miesięcy.

Stało się to, na co liczyli rządzący: szpitale zaczęły być
masowo prywatyzowane. Te szpitale prywatne, nastawione
na maksymalizację zysków, korzystają ze wszystkich wad systemu finansowania. Niedawny raport z badań dokonanych
przez Uniwersytet Medyczny z Gdańska, stwierdza, że „jednostki niepubliczne:

1. oferują mniejszy zakres świadczeń, często wykorzystując ponad połowę swojego kontraktu na
jedną procedurę;

2. przeprowadzają procedury, które są najlepiej
wycenione przez NFZ;

3. unikają pacjentów, których hospitalizacja byłaby dłuższa;

4. w niektórych sytuacjach może dochodzić do selekcji pacjentów pod względem wieku;

5. pacjenci w sytuacjach zagrożonych powikłaniami są odsyłani do szpitali publicznych także w okresie hospitalizacji”.

„Gazeta Wyborcza” podsumowała: „Pacjent z powikłaniami,
wymagający długiego pobytu w szpitalu nie trafi do
placówki prywatnej, bo jest nieopłacalny. Gdzie będzie leczony?

W szpitalach publicznych, gdzie większość chorych jest tak jak on równie nieopłacalna”. Druga strona medalu: pracownicy zaczęli tracić umowy o pracę. Pracownica szpitala w Piekarach Śląskich, przekształconego w spółkę, napisała w liście do prasy: „Nasza szefowa miała genialny pomysł, aby wszystkie salowe zwolniły się z
pracy i zatrudniły na umowę zlecenie. (…) Kobiety mające za
sobą 25 lat pracy, zmęczone swą ciężką harówką, godząc się na takie umowy, nie będą już miały opłacanych urlopów, nie będą mogły wziąć chorobowego, gdyż każdy grosz będzie dla nich ważny.

I jaka parodia – one nie zostaną zwolnione, one muszą
same się zwolnić!”.

Większość dominujących central związkowych nie podejmuje
inicjatyw w reakcji na tę nową sytuację, która wymaga
zerwania ze związkową rutyną, tym bardziej, że w grę wchodzi samo istnienie związków zawodowych.

Jak bowiem pokazuje przykład prywatyzacji szpitali w
Polsce, kapitał nie potrzebuje już „partnerów społecznych”: przekształcenie pracowników w
„samozatrudnionych” pozbawia ich możliwości zrzeszenia się w związku zawodowym, gdyż prawo związkowe w Polsce nie
pozwala (i słusznie) skupiać w jego łonie przedsiębiorców.

Europejska Konfederacja Związków Zawodowych, pogrążona w
ideologii partnerstwa społecznego, ogranicza się co najwyżej do protestów, kiedy nie jest już nawet zapraszana do negocjowania na poziomie europejskim.

Powstaje europejski ruch oporu

Ta sytuacja doprowadziła działaczy związkowych, stowarzyszeniowych i politycznych do próby zgrupowania się na szczeblu europejskim. W maju 2011 r. w Amsterdamie, z inicjatywy Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80” oraz
francuskiej Nowej Partii Antykapitalistycznej, odbyła się pierwsza europejska konferencja w obronie publicznej służby zdrowia, w której wzięli udział działacze pochodzący z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Irlandii,
Polski i Szwecji.

Chodziło o wymianę doświadczeń walk i informacji o
atakach przeciwko publicznej służbie zdrowia w różnych krajach. Wszyscy poparli pomysł kontynuowania tego doświadczenia, poprzez rozszerzenie sieci na większą liczbę państw Europy i wszystkie organizacje
podzielające podobny punkt widzenia.

Kolejne konferencje odbyły się w Katowicach w
listopadzie 2011 r. oraz na Uniwersytecie w Nanterre (Francja).

W tej ostatniej wzięły już udział delegacje 28 organizacji z Niemiec, Belgii, Hiszpanii, Francji, Grecji, Irlandii, Włoch, Polski i Słowacji.

Uczestnicy konferencji przyjęli deklarację, wzywającą do
„organizacji w każdym kraju Tygodnia akcji europejskiej na
rzecz prawa do zdrowia społeczeństw i przeciwko niszczeniu
publicznej służby zdrowia oraz jej urynkowieniu w
dniach od 1 do 7 października 2012 r. ” i zdecydowali o wzięciu udziału w „Białym Miasteczku Europejskim” w Warszawie oraz o organizacji następnego dnia kolejnej konferencji europejskiej w tym mieście.

Te decyzje stanowią spory krok naprzód. Zgrupowanie
działaczy związkowych, politycznych, stowarzyszeniowych
na szczeblu europejskim wcale nie było tak oczywiste i łatwe.

Historia europejskiego ruchu robotniczego stworzyła bariery
między związkami zawodowymi i partiami politycznymi,
gdyż wciąż pozostaje w pamięci dawne podporządkowanie
związków zawodowych partiom stalinowskim i socjaldemokratycznym, ale także różne są ich
zdolności mobilizacyjne...

Nawet jeśli tego typu sojusze, czego byliśmy niedawno
świadkami, prowadzą zwycięskie walki w obronie publicznej
służby zdrowia (jak w Dreźnie), a podobne inicjatywy istnieją w niektórych państwach („Notre sante en danger” we Francji, czy „Keep our NHS public” w Wielkiej
Brytanii), wciąż odciska się na nich piętno historii. To konieczność stawienia czoła skoordynowanym
atakom kapitału przeciwko publicznej służbie
zdrowia i gorzkie stwierdzenie nieskuteczności europejskich
superstruktur związkowych, zmusiły do próby współpracy
różne organizacje gotowe do działania: związki zawodowe,
które tego chcą, organizacje polityczne, stowarzyszenia, koordynacje krajowe i regionalne.

Jak pisze Vladimir Nieddu, francuski związkowiec, tydzień
akcji „zorganizowany w odpowiedniej do każdego kraju formie” od 1 do 7 października „nie jest uznawany za zakończenie, ale za punkt wyjścia do rozszerzenia
mobilizacji na inne kraje i organizacje, które nie
były obecne w Nanterre”.

– Powstał ruch oporu przeciw prywatyzacji ochrony zdrowia,
faworyzowaniu prywatnych placówek, nieodpowiedniemu
traktowaniu pracowników i pacjentów – mówiła
Iwona Borchulska, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku
Zawodowego Pielęgniarek i Położnych podczas konferencji
prasowej w Warszawie 5 czerwca br. – Na całym kontynencie
prowadzona jest walka przeciwko komercjalizacji i prywatyzacji szpitali, poradni psychologicznych,
ratownictwa medycznego. Organizacje pracowników
służby zdrowia i pacjenci nie godzą się na
urynkowienie zdrowia – wtórował jej Zbigniew Zdónek, lekarz- związkowiec z WZZ „Sierpień 80”.

Fragment artykułu opublikowanego
w miesięczniku
„Le Monde diplomatique
– edycja polska”,
wrzesień 2012
www.monde-diplomatique.pl

Społeczność

jednolity front