Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 8 gości.

Andrzej Żebrowski: "Sukces" Tuska - ponad 2 mln Polaków na bruku

tusk brzydal2.jpg

 

Gdy w latach 70-tych i 80-tych miał miejsce wielki kryzys zadłużenia krajów trzeciego świata , komentatorzy i politycy twierdzili, że kraje te są niedostatecznie cywilizowane, zbyt “socjalistyczne” (czyli mają za dużo wydatków i własności państwowej) lub, że ich czołowi politycy nie są jeszcze oswojeni ze “sztuką rządzenia”.

Dzisiejszy kryzys zadłużenia państw “pierwszego” świata jest o wiele poważniejszy.

W jego przededniu prywatne osoby i firmy zaciągnęły kredyty  na sumy kilkakrotnie większe niż gospodarka USA. Gdy nastąpił kryzys korporacje i prywatne osoby dramatycznie obcięły swoje wydatki w celu oddłużania się.

Proces ten przypomina bieg wydarzeń podczas Wielkiego Kryzysu lat 30-tych.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy rządy w panicznym pośpiechu wpompowały biliony dolarów w światową gospodarkę.

Wydatki rządowe jak na razie zapobiegły katastrofie ekonomicznej, ale udało się to tylko z powodu dalszego zadłużania się państw i zwiększania  deficytów budżetowych.

Mówimy to o ogromnych sumach. Na 2010 r. Biały Dom planuje 1,565 bln dol. deficytu budżetowego (10,6 proc. PKB). To najwyższy poziom od drugiej wojny światowej.

Jak w ostatnich latach, tak i  dziś gigantyczne zadłużenie podtrzymuje światową gospodarkę, tym razem jednak są to długi publiczne, nie prywatne.

Dlatego Donald Tusk miał tupet gdy powiedział, przedstawiając na Poli­technice Warszawskiej swoją receptę na gospodarkę, że prywatne jest zawsze lepsze - przeciwnie, to publiczne ratuje prywatne (naszym kosztem oczywiście).
 

Jednak “ratunek” ten jest tymczasowy. Przyszłość nie wygląda zbyt różowo pomimo wypowiedzi polityków w różnych krajach, że wyszliśmy na prostą.

Warto pamiętać, że Wielki Kryzys lat 30-tych trwał 10 lat i miał różne fazy. Dopiero wojna położyła  jemu kres  - kapitalizm uzdrowił się kosztem brutalnej śmierci milionów.

Obecnie również możemy spodziewać się długiego okresu kryzysowego. Zadłużenia są poważne. Politycy i ekonomiści europejscy obawiają się, że może nawet dojść do tego, że niektóre państwa przestaną spłacać swoje długi.

W Unii Europejskiej aktualnie najwięcej uwagi w tej kwestii poświęca się Portugalii i Grecji. Komisja Europejska chce, by rządy w tych krajach obcięły konsumpcję o 10 procent.

Co więcej, innym państwem, które jest poważnie zadłużone i ma wysoki deficyt budżetowy jest Polska. W ubiegłym roku nasz deficyt podwoił się i sięgnął 7,2 procent produktu narodowego brutto.

Komisja Europejska obawia się, że polski deficyt zwiększy się do 7,5 procent w 2010 roku. KE twierdzi, że Polska musi podjąć „ poważne” “znaczne” kroki by zmniejszyć deficyt budżetu państwa.

 

Deficyt

Tusk zgadza się z KE, że trzeba działać by zmniejszyć deficyt.

Jednak premier ani nie myśli anulować obniżenia podatków dla najbogatszych Polaków, które wprowadzono w  styczniu 2009 roku - przy czym warto podkreślić, że Polska znajduje się wśród krajów o największym poziomie rozwarstwienia płac.

Z raportu Hay Group, w którym zebrano dane z tysięcy firm z 56 państw, wynika że polscy szefowie są znacznie bogatsi niż ich odpowiednicy na Zachodzie. W 2009 r. prezesi spółek giełdowych otrzymywali średnio po 2 mln zł rocznie. “Suma to wynosi o połowę mniej niż szefowie podobnej wielkości firm z Niemiec czy Austrii. Ale pod względem siły nabywczej ich zarobki należą do najwyższych na świecie” donosi Nina Hałabuz z Gazety Wyborczej (23 stycznia). Z raportu wynika, że szefowie największych firm w Polsce zarabiają prawie 10 razy tyle, ile pracownicy średniego szczebla.

 

Prywatyzacja

Dla Tuska prywatyzacja jest kluczowym sposobem rozwiązania problemu deficytu. Jednak nawet ideowi bracia Tuska nie zgadzają się z nim. W grudniu 2009 r Financial Times opisał badania austriackiego Erste Banku, w którym większość analityków stwierdza, że prywatyzacja to najmniej skuteczna metoda dla zwalczania deficytu – m. in. z powodu jej “jednorazowego” charakteru. Nie można prywatyzować firmy więcej niż raz, więc nie jest to  metoda na dłuższą metę.  

Tusk jest dogmatycznym zwolennikiem prywatyzacji głównie dlatego, że “publiczne” kojarzy mu się ze zwykłymi ludźmi, dla których czuje pogardę, że z reguły prywatyzacja wiąże się ze zwolnieniami, tym samym osłabia pracowników oraz, że wzbogaca Rysiów i innych “przedsiębiorców”.

 

“Sukces” Tuska

Z perspektywy kryzysu dramatycznego globalnego zadłużenia i wzrasta­jącego deficytu w Polsce, zupełnie inaczej wygląda propaganda rządowa o polskim sukcesie gospodarczym

Tusk na każdym kroku mówi, że Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym w 2009 r.  odnotowano wzrost gospodarczy. Wzrost był 1,7 procentowy (wg. wstępnych szacunków GUS). Jeśli dane te się potwierdzą to oznacza, że mamy dość mizerny wynik -skoro w 2008 r. wzrost wyniósł 5 procent a w 2007 r. 6,8 procent. W efekcie Tusk chwali się, że polska gospodarka rośnie znacznie wolniej niż poprzednio - aż o 5,1 procent w porównaniu ze stanem sprzed dwóch lat.

 

Ponad 2 mln bezrobotnych – codziennie 5000 nowych

Oczywiście można też  zapytać: “sukces gospodarczy dla kogo?”. W tej kwestii Tusk stara się ominąć temat szybko wzrastającej liczby ludzi bez pracy. W styczniu poziom bezrobocia wyniósł 12,8 procent (dane Ministerstwa Pracy), ponad dwa miliony osób. Minister pracy Jolanta Fedak od razu broniła honoru rządu, twierdząc, że wiele osób czekało z zarejestrowaniem się w urzędach pracy na noworoczne podwyżki zasiłku. Pracownicy urzędów pracy mówią jednak, że Fedak przesadza.

 Jednak jeśli nawet tak było to tylko oznacza, że grudniowe dane były w rzeczywistości jeszcze gorsze niż podano - a oficjalna statystyka na grudzień i tak była okropna. Pokazała wzrost od 11,4 procent do 11,9 procent - 1 mln 892,7 tys. osób bez pracy. W każdym dniu grudnia przeciętnie do szeregów bezrobotnych doszło 2632 osób.

Dziś sytuacja jest jeszcze gorsza, wręcz przerażająca. Wzrost od 11,9 do 12,8 procent oznacza, że w styczniu było 2 mln 52,5 tys. osób na bruku. To 159 800 bezrobotnych więcej niż w grudniu.

Oznacza to, że codziennie w styczniu 5153 więcej osób było bez pracy. Jeśli akceptujemy wymówki rządu i weźmiemy przeciętne na dwa miesiące -  z każdym dniem w grudniu i styczniu przeciętnie na bezrobociu trafiło 3894 pracowników.

 

 
Poważne problemy

w przyszłości

Wzrastający deficyt budżetów i tsunami zwolnień pokazują nam, że gospodarka ma poważne problemy. Lecz rządzący twierdzą, że nadwiślańska wyjątkowość jest kluczem do wyjścia z tych kłopotów. Warto więc zrozumieć dlaczego Polska jako jedyny kraj w UE miała dodatni wzrost PKB w 2009.

Nie są to powody, które uchronią polską gospodarkę od dalszych szoków. Przykładowo, inne kraje w naszym regionie są bardziej zależne od eksportu (w 2008 r. wartość eksportu wynosiła w Polsce 40 procent PKB) i polski system bankowy nie był tak uwikłany w “toksyczne aktywa”. To pomogło nieco złagodzić szok kryzysu ale tylko do czasu.

Przychylny polskim rządzącym, Andrew Burns z Banku Światowego (główny autor raportu o światowej gospodarce), wyjaśnia: “Nie znaczy to jednak, że globalne warunki nie będą oddziaływały na Polskę, popyt na eksport będzie o wiele słabszy, system bankowy, który jest jednym z czynników polskiego sukcesu nie zdoła unieść wzrostu do tego stopnia jak w przeszłości” (Polish Market Online, 4 lutego).

 

Masowe strajki

Rząd Tuska jest zdeterminowany by zrzucić koszty kryzysu na pracowników i ich rodzin.  W ogłoszonym w lutym planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów kancelaria Tuska proponuje wprowadzić “stopniowe podnoszenie i zrównywanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn i dalszą prywatyzację. Tusk powiedział Wyborczej (30 stycznia), że będzie ponowne złożenie do Sejmu ustawy w sprawie oddłużenia szpitali przy równoczesnym ich „przekształcaniu” - czyli pomoc dla szpitali tylko jeśli zgodzą się na przekształcenie  w spółki handlowe w ramach procesu prywatyzacji.

Co możemy zrobić by bronić się przeciw tej polityce tworzenia nędzy? Trzeba stworzyć własną politykę zakorzenioną w masowe, solidarne strajki.

Grecja stanowi obecnie najlepszy przykład takiego oporu.

 W dniu 2 lutego grecki premier Papandreou, ogłosił wprowadzenie zamrożenia płac w sektorze publicznym, wyższego wieku emerytalnego oraz wyższych cen benzyny.

 Dwa dni później zastrajkowali  pracownicy służb skarbowych i celnych a GSEE, największy grecki związek zawodowy, zrzeszający 2 mln pracowników, ogłosił strajk na 24 i 25 lutego. Ponadto 10 lutego zastrajkują pracownicy sektora publicznego.

Greccy pracownicy, w Europie najbardziej konsekwentni w walce od lat 70-tych, pokazują nam drogę.

 



Artykuł pochodzi z gazety "Pracownicza Demokracja" 

http://pracowniczademokracja.org

 

Społeczność

dzierżyński