Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 12 gości.

Paweł Kamiński: O złych trockistach i jeszcze gorszym Chavezie (polemika z Jakubem W.)

hugo-chavez_afp_getty-300x187.jpg

Z okazji niedawnych wyborów prezydenckich w Wenezueli publikujemy nasz tekst, będący polemiką w stosunku do artykułu Jakuba W., który ukazał się na w pierwszej połowie br. m.in. na stronie Młodych Socjalistów, a także na portali internetowym Iskra (http://iskra.rdl.pl/?q=node/3565)
Tekst poza tym, że odnosi się do "lewicowej" krytyki Chaveza, wyjaśnia szczegóły ustroju politycznego Wenezueli i uzasadnia szerokie poparcie portalu WR dla rewolucji boliwariańskiej

Redakcja WR
------------------------------------------------------------------------------

O złych trockistach i jeszcze gorszym Chavezie (polemika z Jakubem W.)

Odkąd w 1999 roku urząd prezydenta Wenezueli objął Hugo Chavez, były wojskowy, pochodzący z chłopskiej rodziny, kraj ten wszedł w okres głębokich przemian społecznych. Pod sztandarem „rewolucji boliwariańskiej” i „socjalizmu XXI wieku” Chavez zapoczątkował serię programów społecznych (tzw. misji boliwariańskich) w celu walki z analfabetyzmem oraz umożliwienia dostępu ubogim do usług medycznych. Rozpoczął reformę rolną nakierowaną na tworzenie spółdzielni oraz nacjonalizację przemysłu. Wszystko to przy wsparciu „kółek boliwariańskich” – lokalnych organów demokracji bezpośredniej – oraz ku wściekłości rodzimej i zewnętrznej reakcji.

Nic dziwnego, że Chavez cieszy się sporą sympatią światowej lewicy, a przede wszystkim wenezuelskiego społeczeństwa, głównie proletariatu i chłopów. Byliśmy tego świadkami 7 października, kiedy to przy 80% frekwencji i 54% głosów został wybranyna trzecią kadencję prezydencką.

Prezydentura zasługuję na uwagę również z innego względu. O ile jeszcze w 1996 roku Chavez mówił o sobie: „Nie jestem marksista, ale nie jestem również antymarksistą”[i], o tyle przez lata swej działalności politycznej ulegał radykalizacji i w 2007 roku określał się jako trockista i zwolennik permanentnej rewolucji[ii], co czyni go jedyną trockistowską głową państwa na świecie.

Mimo, że Chavez i „rewolucja boliwariańska” cieszą się z reguły poparciem i sympatią światowej lewicy, pojawiają się również głosy z lewej strony potępiające prezydenta Wenezueli, również w Polsce. I oto mamy do czynienia z jednym z tych głosów – Jakubem W. (Młodzi Socjaliści), który w swoim tekście „Hugo Chavez i permanentna rewolucja”[iii] postanawia rozprawić się nie tylko z El Commendante, ale też przy okazji z trockistowską teorią permanentnej rewolucji. Zobaczmy zatem, co też socjaldemokrata ma do powiedzenia na ten temat.

O trockistowskiej dyktaturze

Autor rozpoczyna od krótkiej charakterystyki wenezuelskiego polityka. Zwraca uwagę na leninowskie i trockistowskie inspiracje Chaveza. Po czym tłumaczy, czym jest leninizm, trockizm oraz rewolucja permanentna. „Leninizm jest rewizją marksizmu.” – pisze W. – „Nie jest niczym innym jak porzuceniem oddolnego dążenia do socjalizmu na rzecz budowy scentralizowanej partii, która ma przejąć kierownictwo nad rewolucją i zaprowadzić rządy swoje, a nie ludu. Leninowska dyktatura proletariatu to dyktatura partii.” Już po tym krótkim wstępie obeznanego czytelnika może opuścić nadzieja, co do sensu dalszej lektury, mamy tutaj do czynienia ledwie z powtórzeniem obiegowych burżuazyjnych haseł, które bardziej zaciemniają, niż wyjaśniają istotę Leninowskiej analizy państwa i rewolucji. Nie jest lepiej z wyjaśnianiem, czym jest trockizm: „Teoria permanentnej rewolucji w myśli Trockiego polega na dochodzeniu do socjalizmu na zasadzie ustanowienia dyktatury proletariatu w charakterze przejęcia władzy przez ‘przywódcę narodu uciskanego’. Miało się to przede wszystkim tyczyć państw kolonialnych i półkolonialnych.”. Czytelnik może przecierać oczy ze zdumienia – przede wszystkim, jeśli chodzi o redukcję permanentnej rewolucji do „przejęcia władzy przez ‘przywódcę narodu uciskanego’”.  Kompletny laik może uznać, że Trocki nawoływał do ustanowienia dyktatury jednostki – tak wynikałoby z kontekstu, w tym samym akapicie dowiadujemy się, że leninizm to dyktatura partii, Chavez „utrzymywał i utrzymuje bliskie stosunki z autorytarnymi przywódcami takimi jak Łukaszenka, nieżyjący Kadafi czy Ahmadineżad” oraz że jest wojskowym dyktatorem. Pewne zdziwienie budzi również ograniczenie budzi ograniczenie permanentnej rewolucji tylko do krajów kolonialnych. Tą dziwną charakterystykę da się jednak łatwo wyjaśnić – jeśli zajrzymy do tekstu „Czym jest Permanentna Rewolucja? Tezy podstawowe”, będącego aneksem do książki „Permanentna Rewolucja” Lwa Trockiego, przeczytamy:

„2. W stosunku do krajów o opóźnionym rozwoju burżuazyjnym, a w szczególności krajów kolonialnych i półkolonialnych, teoria rewolucji permanentnej oznacza, że pełne i realne osiągnięcie celów demokratycznych i narodowowyzwoleńczych nie jest do pomyślenia inaczej, jak poprzez dyktaturę proletariatu, polegającą na przejęciu przez proletariat władzy w charakterze przywódcy narodu uciskanego, a przede wszystkim mas chłopskich.”[iv] [zazn. moje – PK]

W. zniekształcił ten fragment tekstu i uczynił z niego definicję rewolucji permanentnej. Przede wszystkim „przywódcą narodu uciskanego” jest proletariat, klasa robotnicza, a więc – wbrew sugerowanymi przez  autora kontekstowi – postulowany jest reżim demokratyczny. Poza tym przeinaczony został sens pierwszego zdania tezy Trockiego, zastosowanie teorii permanentnej rewolucji nie ogranicza się bowiem wyłącznie do krajów kolonialnych i półkolonialnych. Co podkreśla Trocki w tezie 10, gdzie stwierdza, że „rewolucja socjalistyczna staje się permanentna (…) w tym znaczeniu, że kończy się wraz z ostatecznym zwycięstwem nowego społeczeństwa na całej kuli ziemskiej”.

Już na początku mamy do czynienia z przeinaczaniem faktów. Artykuł Jakuba W. sam w sobie można uznać za mniej lub bardziej ciekawy, lecz kiedy zestawimy go z faktami, o których pisze robi się znacznie bardziej interesujący.

O boliwariańskiej juncie

Jak czytamy u W. nie dość, że Chavez jest trockistą to jeszcze „za olbrzymie dochody z ropy naftowej kupuje broń od Rosji. Jego państwo jest militarystyczne. Sam Chavez jest wojskowym.” Chavez został usunięty z armii, po nieudanym puczu przeciwko neoliberalnemu rządowi Carlosa Pereza w 1992 roku, więc nie jest wojskowym. Czy siły zbrojne odgrywają dużą rolę w polityce kraju? W 2010 roku siły zbrojne (wliczając siły rezerwowe) Wenezueli liczyły 123 000 żołnierzy, tj. 4,6 żołnierzy na 1000 mieszkańców. Dla porównania – w Finlandii wskaźnik ten wynosił 74,6 żołnierzy, w Szwajcarii – 36,3, w Niemczech  – 5,5, w Polsce – 3,6.[v] W tym porównaniu liczba wenezuelskich żołnierzy nie robi wrażenia, podobnie jak wydatki na wojsko – wg Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI)[vi] w 2009 roku wydatki te pochłonęły 1,3% PKB Wenezueli (Finlandia – 1,5% PKB, Szwajcaria – 0,8% PKB, Niemcy – 1,4% PKB, Polska – 1,8% PKB (szacunkowo)). Czy te dane wskazują na to, że mamy do czynienia z państwem militarystycznym? Raczej nie, chociaż być może dla Jakuba W. jako zwolennika całkowitej likwidacji armii w warunkach kapitalizmu[vii], każde państwo z wojskiem z definicji jest militarystyczne.

Najlepiej o tym, że Chavez nie opiera się bynajmniej na armii w celu utrzymania się u władzy, świadczy fakty z historii najnowszej Wenezueli. W 2002 roku miała miejsce próba wojskowego zamachu stanu poparta przez rodzimą burżuazję i – co wysoce prawdopodobne – CIA. Chaveza uratował wtedy spontaniczny zryw mas zgromadzonych w wspomnianych kółkach boliwariańskich, które nie obawiały się wojska, policji i rodzimych burżujów. [viii] Wojsko musiało ustąpić wobec rozmiarów oddolnej mobilizacji.

O totalitarnej kolektywizacji

W. przystępuje do analizy praktycznych posunięć wenezuelskiego rządu i powołuje się na relację amerykańskiego anarchisty Micheala Staudenmaiera z jego podróży po Wenezueli.[ix] Młody Socjalista przytacza więc, że „spotkania urzędników z rolnikami jakie opisał polegały na skrupulatnej kalkulacji ilu w danym miejscu znajduje się mężczyzn, kobiet, dzieci, krów, owiec, kur oraz hektarów ziemi uprawnej na obszarze gdzie miała się wytworzyć spółdzielnia rolnicza. Biurokraci mieli oburzać się na chłopów za brak egzemplarza konstytucji państwowej w domu kiedy ci podawali w wątpliwość moc prawną nadania im ziemi przez państwo. Zupełnie nie przemawiał do nich fakt, że gospodarze podpisywali się dokumentami odciskiem kciuka, a nie podpisem.” Dalej zastanawia się: „Skąd nieufność ludności wiejskiej do aparatu rządowego? Nie zaznali oni w swoim życiu rządu, który robiłby coś na ich korzyść, a już na pewno nie takiego co by przekazywał im ziemię. Niepiśmienny ma zostać poddany pełnej kontroli państwa.”

Wniosek ten jest jak najbardziej oczywisty – spis ludności oraz znajomość pogłowia inwentarza żywego może prowadzić tylko państwa policyjnego z powieści Orwella i absolutnie nie mogą być cennym źródłem danych statystycznych. A najprostszym sposobem, aby zniewolić chłopów jest dać im ziemię na własność i zagwarantować to konstytucyjnie. Chociaż jeśli rządowi zależy na „pełnej kontroli niepiśmiennych”, to strzela on sobie w stopę, walcząc z analfabetyzmem (dość skutecznie zresztą[x]). Dodajmy jeszcze, że – o czym pisze Staudenmaier, ale o czym milczy W. – inicjatywa założenia spółdzielni wyszła ze strony chłopów oraz że dokumenty, które podpisywali to zgoda na przeprowadzenie spisu!  Co więcej amerykański anarchista pisze, że „było jasne, że urzędnicy byli szczerze zainteresowani pomocą społeczności” oraz że w przypadku rodzin, które napotkał „praktyczne następstwa tego projektu mogą być pozytywne” i „powinny poprawić ich warunki bytowe”.

Poza tym W. przekręca słowa Staudenmaiera, pisząc: „Mimo korzyści mających płynąć z tworzenia spółdzielni rolniczych większość rodzin wiejskich, które spotkał podróżujący po kraju Staudenmaier skoncentrowana była na produkcji żywności dla siebie żeby się wyżywić, a wszelką nadwyżkę sprzedawała w celu spłacania owych kredytów.” Przy czym Amerykanin pisał, że gospodarstwa nieskolektywizowane produkują głównie na własny użytek, natomiast przewidywał on, że skolektywizowane gospodarstwa w przyszłości będą zmuszone produkować więcej, aby spłacać niskooprocentowane kredyty i tym samym ulegną włączeniu do obrotu handlowego, nad czym zdaje się on ubolewać.

Tymczasem wyrwanie gospodarstw wiejskich z izolacji i włączanie ich w orbitę rynku nie jest bynajmniej czymś negatywnym. Ba! Jest to niezbędne przy budowie społeczeństwa socjalistycznego, doskonale rozumiał to Trocki. Polemizując z stalinowskimi wulgaryzatorami, pisał on:

„Rola pieniądza w gospodarce radzieckiej nie tylko nie jest zakończona, ale (…) dopiero teraz powinna rozwinąć się w pełni. Epoka przejściowa między kapitalizmem i socjalizmem jako całość nie oznacza ograniczenia obrotu towarowego, lecz odwrotnie – niebywałe jego rozszerzenie. (…) Zarazem zlikwidowanie gospodarki chłopskiej, produkującej wyłącznie na potrzeby własne i zamkniętego układu rodzinnego, oznacza przedłożenie na język obrotu społecznego, a więc pieniężnego, całej tej energii wytwórczej, jaką przedtem wydatkowano w obrębie zagrody chłopskiej lub prywatnego mieszkania”.[xi]

W przypadku Wenezueli (kraju do niedawna półkolonialnego) duże nadzieje budzi powiązanie „uwolnienia energii wytwórczej uwięzionej w zagrodzie chłopskiej” (zadanie, które w krajach rozwiniętych wykonał kapitalizm) i tworzeniem spółdzielni rolniczych (pierwszym krokiem ku socjalizacji wsi), co warto podkreślić, dobrowolnym i oddolnym. Państwo wspiera spółdzielnie oferując nie tylko niskooprocentowane kredyty, ale również ulgi podatkowe, darmowe szkolenia zawodowe i wsparcie administracyjne.[xii]

Mimo to wyniki tworzenia spółdzielni (nie tylko rolniczych) są dość skromne. W 1998 r. w Wenezueli istniało 877 spółdzielni, ich liczba zwiększała się za prezydentury Chaveza, osiągając szczyt w 2006 r. – 158 917 gospodarstw. Przy czym okazało się, że wiele z nich nie funkcjonowało w praktyce lub wykorzystywano je jedynie jako pretekst do naciągania rządu. Obecnie liczbę ich ocenia się na 30-60 tysięcy. W II połowie 2011 r. członkami spółdzielni były 201 322 osoby (1,6% siły roboczej). Większość spółdzielni to jednostki karłowate – 80% z nich nie zatrudnia więcej niż 10 osób, 15% zatrudnia 11-50 osób.[xiii] Spółdzielczość odpowiada za ok. 2% gospodarki wg wybitnego ekonomisty Viktora Alvareza.[xiv]

Czy te dane powinny niepokoić? W 10. Rocznicę Października kołchozy stanowiły jedynie 0,8% radzieckich gospodarstw.[xv] Jak pisał Lenin: „Aby jednak (…)cała bez wyjątku ludność wzięła udział w spółdzielczości – do tego potrzeba epoki dziejowej. Przy pomyślnym obrocie rzeczy możemy przebyć tę epokę w ciągu jednego – dwóch dziesięcioleci. Ale będzie to jednak odrębna epoka dziejowa i bez tej epoki dziejowej (…) nie uda nam się osiągnąć celu.”[xvi] Dobrowolna kolektywizacja wymaga czasu i to, że po ledwie 10 latach rządów, które poważnie traktują spółdzielczość, jej udział w gospodarce jest tak nikły nie powinien dziwić. Zwłaszcza, że spółdzielczość współwystępuje z półfeudalnymi latyfundiami.

O tym, jak Chavez wszystkich represjonował

 Ale Chavez wyzyskuje nie tylko chłopów. Represjonuje też szerokie rzesze społeczeństwa – przynajmniej, tak twierdzi W.. Pisze on: „Jak partia broni systemu, który tworzy? Nie oszczędza nawet aktywistów LGBT z organizacji „Respeto a la Personalidad”. W lutym 2002 zamordowani zostali Paola Sánchez, Vicky Martínez, Kevin Capote, Gabriela Ojeda, Maury Oviedo oraz wiele innych osób transpłciowych. Represjom policji zostali poddani znajomi ofiar. Komendant policji w stanie Carabobo powiedział nawet „Homoseksualiści i prostytutki muszą się podporządkować policyjnym przepisom. Nie mogą się swobodnie poruszać po ulicach”.”

Źródłem powyższej informacji wydaje się komunikat Amnesty International[xvii], a nawet nie tyle komunikat, co błąd w polskim tłumaczeniu nagłówka[xviii] („Paola Sánchez, Vicky Martínez, Kevin Capote, Gabriela Ojeda, Maury Oviedo oraz inne osoby transpłciowe w Valencia, stan CaraboboZamordowani: Michelle Paz” [sic!]). Jednak tekst polski wyraźnie wskazuje na to, że zamordowana została jedynie Michelle Paz („prawdopodobnie z rąk policji”), pozostałe osoby zostały aresztowane, co wyraźnie oznajmiono kilkakrotnie w tekście komunikatu. Oznacza to, że W. przeleciał tekst „po łebkach” i nie wzbudził u niego podejrzeń fakt, że AI żąda zwolnienia z aresztu denatów.

Nawiasem mówiąc warto podkreślić, że dyskryminacja ze względu na orientację seksualną jest zakazana przez wenezuelskie prawo od 2009 roku[xix], a już w 2007r. gwarancje te były częścią proponowanego pakietu konstytucyjnego, który jednak odrzucono w referendum.[xx]

W. kontynuuje wyliczanie policyjnych represji. Nie bierze on pod uwagę jednegoistotnego faktu – przez długi czas nie istniała w Wenezueli żadna pojedyncza, zjednoczona siła policyjna do momentu wejścia w życie Organicznego Prawa o Służbie Policyjnej i Policji Narodowej (Organic Law of Police Service and National Police) w 2008 roku.[xxi] Kiedy pod koniec 2009 roku powoływano do życia Boliwariańską Policję Narodową, w kraju istniało ponad 126 agencji policyjnych podlegających różnym organom samorządowym, stanowym i centralnym, dla których obowiązywały odmienne kryteria poborowe i dla których wyznaczano odmienne cele.[xxii] Jak pokazuje historia walk klasowych w Ameryce Łacińskiej, instytucje represji (wojsko, policja) mają długa historię sabotażu i zamachów stanu wobec legalnych rządów postępowych, nie inaczej było w przypadku Wenezueli – podczas wspominanej już próby zamachu stanu dowódcy policji w Caracas rozkazali strzelać do chavistów, natomiast nie podjęto żadnych działań wobec demonstracji zwolenników junty.[xxiii]

Tymczasem W. całkowicie ignoruje te fakty i zapisuje około 50 osób zamordowanych wtedy przez policję… „na konto” Chaveza!

W. sporo miejsca poświęca wydarzeniom związanym ze strajkiem pracowników SIDOR-u w 2008 roku, w tym starciom między Gwardią Narodową i robotnikami. Te wydarzenia należy rozpatrzeć w szerszym kontekście ruchu robotniczego w Wenezueli oraz jego miejsca w ramach ruchu boliwariańskiego.

Prawdą jest, że wśród członków PSUV są biurokraci, którzy „zarabiają 50 razy więcej od robotników” i oportuniści, jak np. były minister obrony Raul Isaias Baduel, który ostrzegał przed likwidacją własności prywatnej[xxiv] [xxv]. Czynniki te m.in. zwalczają i spowalniają wprowadzanie kontroli robotniczej w znacjonalizowanych zakładach, jak donosi korespondent serwisu „In Defence of Marxism” Jorge Martin: „w części tych wielkich spółek robotnicy kroczyli ku kontroli i zarządzaniu przez robotników. Jednak spotkali się z oporem nie tylko ze strony starych menadżerów, ale również biurokracji w samym ruchu boliwariańskim”.[xxvi] Artykuł opisuje również, jak biurokraci kradną surowce i organizują struktury przypominające mafię.

Jednak robotnicy zwalczają prawicę boliwariańską wewnątrz ruchu boliwariańskiego, a nie walczą z ruchem jako całością (jak to przedstawia Jakub W.). Weźmy chociażby wspominany przez niego strajk w zakładach SIDOR, który opisuje jako starcie między robotnikami a „narodową burżuazją” i „państwowym kapitałem”. Taki punkt widzenia nie znajduje jednak oparcia w faktach – w 2008 roku, kiedy miał miejsce strajk, 60% akcji należało do kapitału argentyńskiego (konkretniej do spółki Trechint), 20% do ówczesnych i emerytowanych pracowników oraz 20% do państwa (W. dostrzega tylko te 20%). Co szczególnie warto podkreślić, nawet po starciach z Gwardią Narodową, robotnicy żądali… „nacjonalizacji pod kontrolą robotniczą”![xxvii] Żądanie to Chavez spełnił.[xxviii]

O zaufaniu do Chaveza oraz sił wokół niego skupionych niech świadczą zeszłoroczne wyniki wyborów na przewodniczącego SUTISS (Związek Robotników Sektora Hutnictwa Żelaza i Stali) w SIDOR. W wyborach wystawiono 11 kandydatów, frekwencja wyniosła 91,7%. Wygrał Jose Luis Hernandez z Rewolucyjnego Ruchu Orinoko z 29,51% głosów, który wyprzedził kandydata Sojuszu Związkowego/Fali Socjalistycznej Josego Melendeza, który otrzymał 21,42%. Obaj działacze są jednocześnie członkami PSUV, więc partia ta w sumie zdobyła 50,93% głosów. Nie byli to bynajmniej jedyni kandydaci identyfikujący się z rewolucją.[xxix]

Jeśli już jesteśmy na kwestii klasy robotniczej, jej pozycji politycznej i jej stosunku do systemu politycznego (czyli na kwestii od której należałoby zacząć wszelkie dyskusje nt. socjalizmu wenezuelskiego), przejdźmy do kwestii, na ile Wenezuela jest państwem socjalistycznym.

Rzut oka na prawdziwą Wenezuelę 

W. w swoim artykule raz po raz roni łzy nad wenezuelską klasą robotniczą cierpiącą pod butem junty, „które opiera się na militaryzmie, autorytarnej władzy partii oraz jej wodza, a nie na samorządności.” Dodaje on, że „gdyby w Wenezueli naprawdę był socjalizm i samorządność wszelki zamordyzm i kontrola rządowa byłyby zbędne.”

Wg W. Wenezuela to najwyraźniej totalitarne państwo stalinowskie z monopartią i wodzem. Co z tego, że PSUV nie jest jedyną legalną partią, że istnieją inne partie nie tylko lewicowe (np. KP Wenezueli), ale wręcz partie burżuazyjnej opozycji i że te partie swobodnie działają, biorą udział w wyborach, których wyników nikt o zdrowych zmysłach nie kwestionuje? Lepiej ponarzekać na „zamordyzm” i „socjalizm państwowy”, który „opiera się na zyskach z ropy naftowej oraz wyzysku obywateli. Stąd znajdują się pieniądze na świadczenia socjalne dla obywateli takie jak opieka medyczna „door to door” czy bezpłatne szkoły.” Mówiąc innymi słowy, że każdy Wenezuelczyk „tę samą ilość pracy, którą dostarczył społeczeństwu w jednej postaci, otrzymuje z powrotem w innej”[xxx] i że „jest tylko robotnikiem jak inni”[xxxi]. Sytuacja nie jest niestety tak różowa.

W drugiej połowie 2011 r. w sektorze państwowym zatrudnionych było 2 447 924 osób, natomiast w sektorze prywatnym 9 940 280 (ok. 4 razy tyle), z czego 4 636 354 (1,89 razy tyle co w sektorze państwowym) to pracownicy najemni.[xxxii] Dodajmy do tego, że w tym samym roku sektory publiczny i prywatny odpowiadały za wytworzenie odpowiednio 34,4% i 65,6% PKB (odpowiednio ok. 17,7 i 33,6 mld boliwarów).[xxxiii] Pokazuje to, że Wenezuela jest krajem kapitalistycznym z silnym sektorem publicznym. Właśnie od tego należało zacząć, aby stwierdzić czy jakikolwiek kraj jest socjalistyczny – zadać pytanie: „czy występuje wyzysk robotnika najemnego przez kapitalistę?”, a nie: „czy przywódca kraju jest lub był wojskowym?”. Widzimy bowiem, że własność kapitalistyczna nie tylko występuje w Wenezueli, ale wręcz tam dominuje. Nie ma więc w Wenezueli socjalizmu, ale z zupełnie innych powodów, niż te podawane przez Jakuba W..

To jednak nie oznacza, że powinniśmy na tym zakończyć analizę wenezuelskiego społeczeństwa i postawić na Chavezie krzyżyk jako na cynicznym kapitaliście w czerwonej koszuli. Jeśli porównamy wybrane dane dot. zatrudnienia w odstępie 10 lat, wyłoni się naszym oczom ciekawy obraz.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Wyraźnie rzuca się w oczy fakt, że wzrosła liczba pracowników sektora publicznego oraz jej udział w ogóle zatrudnionych. Zwróćmy także uwagę na to, że liczba pracowników najemnych w sektorze prywatnym wzrosła w stopniu znacznie mniejszym (również względem ogółu zatrudnionych), a jej udział procentowy zmalał. Jeśli połączyć to z faktem spadku liczby kapitalistów o 1/3, to wyłania się nam bezwzględnie obraz rządu faworyzującego sektor publiczny kosztem wielkiego kapitału. Dodajmy jeszcze, że za prezydentury Chaveza bezrobocie spadło z 14,6% (czerwiec 1999 r.) do 7,4% (czerwiec 2012)[xxxiv], a płaca minimalna wzrosła we wrześniu tego roku do 2 047,52 boliwarów (476,16 USD) miesięcznie (co czyni ją najwyższą w Ameryce Łacińskiej) i przekonamy się, że robotników chaviści nie darzą sympatią wyłącznie platoniczną.

Oczywiście to jeszcze niczego nie przesądza. Mogą podnieść się oskarżenia o reformizm, o naprawianie i ulepszanie kapitalizmu, zamiast jego obalenia. Tutaj jednak wychodzą na jaw trockistowskie inspiracje rządu boliwariańskiego[xxxv]. Trocki w „Programie przejściowym”[xxxvi] jasno stwierdza, że naczelnym celem politycznym IV Międzynarodówki jest „dobycie władzy przez proletariat w celu wywłaszczenia burżuazji. Jednakże rozstrzygnięcie tego strategicznego zadania jest nie do pomyślenia bez najbardziej uważnego stosunku do wszystkich, nawet małych i szczegółowych, problemów taktyki.” Zwracał on uwagę, że „trzeba pomóc masom w procesie ich codziennej walki, znaleźć pomost między ich dzisiejszymi żądaniami a programem socjalistycznej rewolucji. Pomost ten winien polegać na systemie żądań przejściowych, które wychodzą od dzisiejszych warunków i dzisiejszej świadomości szerokich warstw klasy robotniczej i niezmiennie prowadzą do jednego i tego samego wniosku - zdobycia władzy przez proletariat.”

Chodzi zatem o mobilizację klasy robotniczej wokół haseł, które wprowadzone w życie w warunkach gnijącego kapitalizmu (pełny tytuł „Programu przejściowego” brzmi „Agonia kapitalizmu a zadania IV Międzynarodówki”) podważają jego wewnętrzną logikę, uświadamiając proletariat i wiążąc go z programem rewolucyjnym i prowadząc do obalenia kapitalizmu i dyktatury proletariatu.

Aby ostatecznie rzecz wyjaśnić, posłużmy się konkretnym przykładem podanym przez Trockiego: „Strajki okupacyjne (sit-down strikes)(…), wykraczają poza ramy „normalnego” kapitalistycznego systemu. Niezależnie od żądań strajkujących, czasowe zajęcie przedsiębiorstw zadaje cios idolowi kapitalistycznej własności. Każdy strajk okupacyjny stawia praktycznie problem, kto jest w zakładzie gospodarzem - kapitalista czy robotnicy. O ile strajk okupacyjny stawia ten problem w sposób epizodyczny, to komitet zakładowy nadaje tej kwestii zorganizowany wyraz. (…)Z chwilą powstania komitetu, w zakładzie powstaje w gruncie rzeczy dwuwładza. Z samej swej istoty jest ona stanem przejściowym, bowiem zawiera w sobie dwa nieprzejednane systemy - kapitalistyczny i proletariacki. Zasadnicze znaczenie komitetów zakładowych na tym właśnie polega, że otwierają one, jeśli nie wręcz rewolucyjny, to przedrewolucyjny okres - między systemem burżuazyjnym a proletariackim.”

Komitety zakładowe i inne formy kontroli robotniczej odgrywają ogromną rolę w wenezuelskim ruchu robotniczym, np.  21 maja zeszłego roku w stalowni SIDOR miało miejsce zebranie 900 delegatów komitetów fabrycznych, którzy reprezentowali proletariuszy z 21 spośród 24 stanów.[xxxvii]  Jednym z głównych tematów dyskusji była walka robotników z oportunizmem reprezentowanym przez biurokratyczne elementy w aparacie państwowym oraz reformistycznych związków zawodowych. Strategia oportunistów sprowadzała się w dużej mierze do sabotażu prób nacjonalizacji, a w przypadku biurokratów państwowych do ignorowania tego typu żądań ze strony robotników (po raz kolejny twierdzenie o „państwowym kapitale” uciskającym robotników nie znajduje potwierdzenia). Robotnicy w końcowych wnioskach z dyskusji wzywali do nacjonalizacji pod kontrolą proletariacką, aby nie oddawać zakładów na pastwę biurokratów, którym nie zależy na powodzeniu wywłaszczenia i udowodnieniu sensowności uspołecznienia fabryk.

Powyższy przykład pokazuje, że hasło samorządu robotniczego zyskuje posłuch wśród szeregowych robotników, uświadamia ich klasowo oraz czyni zainteresowanymi losem upaństwowionych przedsiębiorstw. Jeśli nacjonalizacja ma mieć sens, jeśli ma stanowić wstęp do socjalizmu, stać się narzędziem zaspokajania potrzeb i interesów najszerszych warstw ludności niezbędna jest kontrola robotnicza, planowość oraz wyższa wydajność pracy. Kontrola robotników nad zakładem staje się, więc „szkołą gospodarki planowej”, co stanowi jej kolejny „przejściowy” aspekt wskazany przez Trockiego.

Jednak kwestią niemniej palącą jest kwestia wydajności pracy. „Wydajność pracy” – pisał Lenin – „to w ostatecznym wyniku rzecz najważniejsza, najgłówniejsza dla zwycięstwa nowego ustroju społecznego. Kapitalizm stworzył wydajność pracy , nie spotykaną w warunkach pańszczyzny. Kapitalizm może być i będzie ostatecznie pokonany przez to, że socjalizm stwarza nową, znacznie wyższą wydajność pracy. (…) Komunizm – to wyższa, w stosunku do kapitalistycznej, wydajność pracy robotników pracujących dobrowolnie, świadomych, zjednoczonych, posługujących się najnowszą techniką. (…) Komunizm zaczyna się tam, gdzie ujawnia się ofiarna, przezwyciężająca ciężki trud troska szeregowych robotników o zwiększenie wydajności pracy, o ochronę każdego puda zboża, węgla, żelaza i innych produktów, które otrzymują nie pracujący osobiście i nie ich „bliscy”, ale „dalsi”, czyli społeczeństwo w całości, dziesiątki i setki milionów ludzi, zjednoczonych (…) w jednym państwie socjalistycznym.”[xxxviii]

Szczególnego znaczenia nabiera kwestia wydajności pracy w warunkach, kiedy z racji zacofania kraju elementy socjalistyczne muszą współistnieć w gospodarce z elementami kapitalizmu jak w Wenezueli „okresu przejściowego” lub w Rosji doby NEP-u – Lenin pisał w 1922 r., że „w warunkach tolerowania wolności handlu i jego rozwoju” wiąże się to „z palącą koniecznością podniesienia wydajności pracy, osiągnięcia bezdeficytowości i rentowności każdego przedsiębiorstwa państwowego” oraz wzywał do „współdziałania w miarę możności w podniesieniu ich [robotników] bytu materialnego.[xxxix]

Najogólniejszą metodą mierzenia wydajności pracy indywidualnej wskazanej przez Trockiego jest dochód narodowy przypadający na jednego mieszkańca (wykorzystał on ją porównując wydajność pracy w stalinowskim ZSRR i na kapitalistycznym Zachodzie).[xl] Jeśli zmodyfikować trochę tą metodę, tj. część dochodu narodowego wytworzonego przez sektor publiczny i prywatny podzielić przez liczbę pracowników w nich zatrudnionych, to wykorzystując dane wspomniane wyżej , wyliczymy, że praca w sektorze państwowym była w zeszłym roku średnio 2,13 razy wydajniejsza.[xli] Należy jednak zastrzec, że z jednej strony w rękach państwa znajdują się dochodowe gałęzie (przemysł naftowy, górnictwo metali szlachetnych itd.), a średnią wydajność sektora prywatnego zaniża duża liczba drobnomieszczaństwa (patrz tabelka wyżej). Praca w sektorze publicznym jest również bardziej korzystna ze względu na poziom bytu materialnego – płaca w sektorze publicznym była w 2011 r. średnio o 27% wyższa niż w prywatnym.[xlii]

„Zaostrzenie się walki proletariatu oznacza zaostrzenie się metod odpierania ze strony kapitału” – jak pisał dalej Trocki w „Programie przejściowym” i związku z tym „trzeba propagować myśl o konieczności stworzenia robotniczych oddziałów samoobrony. (…)Trzeba wysunąć hasło robotniczej milicji, jako jedynej poważnej gwarancji nietykalności robotniczych organizacji, zebrań i prasy” przed „łamistrajkami i prywatnymi żandarmami”. Szacuje się, że na chwilę obecną do wenezuelskich milicji robotniczych należy ponad 30 tysięcy robotników.[xliii] Obok milicji proletariackich istnieją również oddziały milicji chłopskiej, które chronią chłopów korzystających z dobrodziejstw reformy rolnej przed zbirami opłacanymi przez obszarników (w latach 2001-2010 z ich rąk zginęło ponad 300 działaczy chłopskich[xliv] - swoją drogą, dlaczego J. W. milczy o tym jawnym białym terrorze?).

Kontrola robotnicza i przeprowadzenie reformy rolnej wymaga uzbrojenia robotników i  chłopów; uzbrojenie ludu logicznie pociąga za sobą przebudowę armii – kwestię „zastąpienia stałej, tj. koszarowej, armii ludową milicją” (Trocki), która stanowiłaby najskuteczniejszą obronę przeciwko reakcji zewnętrznej i wewnętrznej. Powołana w 2005 roku Boliwariańska Milicja Narodowa liczy obecnie ok. 125 tysięcy uzbrojonych obywateli.[xlv]  Ma jednak liczyć docelowo w 2013 roku milion członków, a do 2019 r. – 2 miliony, aby stawić czoło ew. inwazji imperialistycznej.[xlvi] Na armii skoszarowanej nie można polegać – anonimowy były oficer cytowany przez „The Economist” twierdzi, że jedynie 10% korpusu oficerskiego to zdeklarowani chaviści, 20% to konstytucjonaliści (nie zapominajmy, że Pinochet też miał opinię konstytucjonalisty), a reszta to „pragmatycy”. xli 

Przeprowadzony przez Chaveza szereg nacjonalizacji, jak już wskazywaliśmy, wypływa z postulatów i pragnień wenezuelskich ludzi pracy i również wywieźć można z „Programu przejściowego” („Wywłaszczenie poszczególnych grup kapitału”). Jednak, jak już wspominaliśmy, sektor publiczny obejmuje obecnie ok. ¼ gospodarki. Jest to prawdą również dla sektora bankowego – po serii nacjonalizacji pomniejszych banków w latach 2009-2010 państwo kontroluje ledwie 28% sektora finansowego.[xlvii]  Trocki podkreślał, że „dla drobnych wkładców jednolity państwowy bank może stworzyć bardziej sprzyjające warunki niż banki prywatne. Podobnie, tylko bank państwowy będzie mógł ustalić dla farmerów, rzemieślników i drobnych handlowców warunki ulgowego, tj. taniego kredytu. Jeszcze ważniejsze jest jednak to, że cała gospodarka, przede wszystkim wielki przemysł i transport kierowane z jednolitego finansowego sztabu, służyć będą żywotnym interesom robotników i wszystkich innych ludzi pracy.” Jak zwracał uwagę, nacjonalizacja banków ma zasadnicze znaczenie dla związania warstw drobnomieszczańskich z władzą robotniczą, w tym chłopów, tj. dla sojuszu robotniczo-chłopskiego. Warto zauważyć, że w lutym br. Chavez groził nacjonalizacją prywatnym bankom, które nie odmawiały udzielania kredytów biednym rolnikom. xliii 

Pokazuje to, że rewolucja boliwariańska powoli zbliża się do kresu swoich możliwości w ramach ustroju kapitalistycznego. Jak możliwa jest kolektywizacja rolnictwa, jeżeli garstka wielkich obszarników sieje biały terror wśród chłopów? Jak możliwe jest zaspokojenie potrzeb szerokich warstw ludności, jeżeli najbogatsze 20% kontroluje 44,8% bogactwa[xlviii]? Wenezuelczycy stają powoli wobec sytuacji typu „albo-albo” – albo kapitulacja wobec kapitalizmu i zatrzymanie, a nawet regres, rewolucji, albo obalenie kapitalizmu i władza mas pracujących. Już daje się spostrzec, że pracujący Wenezuelczycy (lub przynajmniej ci bardziej uświadomieni spośród nich) zaczynają to rozumieć i domagają się przykręcenia śruby burżujom i obszarnikom oraz dalszych wywłaszczeń.[xlix] Robotnicy uświadamiają sobie, że „oportuniści są rzeczywiście elementem nieproletariackim, wrogim rewolucji socjalistycznej”– jak wskazywał Lenin – „że w chwili kryzysu (…) pokaźna rzesza oportunistów popierana, a częściowo wprost kierowana [przez burżuazję](…), przechodzi na jej [burżuazji] stronę, zdradza socjalizm, szkodzi sprawie robotniczej, zaprzepaszcza ją”. [l] Bo z czyjej inspiracji i dla czyjej korzyści biurokraci w aparacie państwowym , ruchu związkowym i boliwariańskim sabotują nacjonalizację? Delegaci w SIDOR wzywali do stworzenia nurtu robotniczego w PSUV i walki z oportunizmem wszelkich odcieni xxxvii. Pokazuje to jasno, że masy pracujące Wenezueli stają coraz bardziej świadome klasowo i politycznie, coraz bardziej bojowe. W tym właśnie tkwi postępowy charakter i historyczne znaczenie ruchu boliwariańskiego, w tym, że pomimo jego wad i ograniczeń udało się zaszczepić wśród klas pracujących program rewolucji socjalistycznej. Właśnie dlatego ten, kto odrzuca ruch boliwariański całkowicie, definitywnie staje po stronie kapitału – niezależnie od intencji.

Szczery marksista i socjalista może tylko powiedzieć: „Precz z kapitałem i jego sługusami! Wiwat wenezuelscy robotnicy i chłopi! Wiwat rewolucja boliwariańska! Wiwat rewolucja socjalistyczna!”.
Przypisy:

[i] Jones, Bart: „Hugo! The Hugo Chávez Story from Mud Hut to Perpetual Revolution”, Steerforth Press, 2007; str. 236

[ii] http://www.marxist.com/chavez-trotskyist-president120107.htm 

[iii] http://iskra.rdl.pl/?q=node/3565 

[iv] http://www.marxists.org/polski/trocki/1930/rp/10.htm 

[v] http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_number_of_troops 

[vi] http://milexdata.sipri.org/ 

[vii] http://www.mlodzisocjalisci.pl/pl/Publikacje/91,W.:-Wolnosc,-rownosc,-likwidacja-armii...

[viii] http://web.archive.org/web/20031102043203/http://www.ultimasnoticias.com.ve/ediciones/2002/04/13/p16n2.htm 

[ix] http://wwW.narkismo.net/article/839 

[x] http://stats.uis.unesco.org/unesco/TableViewer/document.aspx?ReportId=124&IF_Language=eng&BR_Country=8620&BR_Region=40520 

[xi] Trocki, Lew: „Zdradzona rewolucja. Czym jest ZSRR i dokąd zmierza?”, WIBET Sp. z o.o., 1991; str. 55-56

[xii] http://venezuelanalysis.com/analysis/6128

[xiii] http://www.workerscontrol.net/system/files/docs/Larrabure.pdf, http://www.ine.gob.ve/documentos/Social/FuerzadeTrabajo/xls/00.xls (zatrudnienie)

[xiv] http://venezuelanalysis.com/analysis/4690

[xv] Trocki, Lew: „Zdradzona rewolucja. Czym jest ZSRR i dokąd zmierza?”, WIBET Sp. z o.o., 1991; str. 27

[xvi] Lenin, Włodzimierz: „O spółdzielczości” [w:] „Ekonomika i polityka w epoce dyktatury proletariatu oraz inne artykuły z lat 1918-1923”, Książka i Wiedza, 1949; str. 67

[xvii] http://wwW.mnesty.org/fr/library/asset/AMR53/001/2002/fr/cb5eb50b-d88e-11dd-ad8c-f3d4445c118e/amr530012002en.html

[xviii] http://amnesty.org.pl/no_cache/archiwum/aktualnosci-strona-artykulu/article/741/589/category/24/neste/42.html

[xix] http://www.pinknews.co.uk/2009/07/21/venezuelan-government-moves-to-establish-greater-lgbt-rights/

[xx] http://www.pinknews.co.uk/2007/12/04/gay-rights-were-part-of-rejected-venezuelan-referendum/

[xxi] http://venezuelanalysis.com/news/3344

[xxii] http://venezuelanalysis.com/news/5021

[xxiii] http://venezuelanalysis.com/news/837

[xxiv] http://wikileaks.org/cable/2007/07/07CARACAS1483.html

[xxv] http://www.marxist.com/venezuela-counterrevolution-heinz-dieterich-baduel.htm

[xxvi] http://www.marxist.com/venezuela-revolutionary-vignettes-1.htm

[xxvii] http://www.handsoffvenezuela.org/venezuelan_steel_workers_extend_sidor_strike.htm

[xxviii] http://www.marxist.com/chavez-renationalises-sidor.htm

[xxix] http://www.marxist.com/venezuela-trade-union-elections-sidor.htm

[xxx] Marks,  Karol: „Krytyka Programu Gotajskiego” [w:] Marks, K. i Engels F. „Dzieła wybrane”, Książka i Wiedza 1949; t. II, str. 14

[xxxi] Tamże, t. II, str. 15

[xxxii] http://www.ine.gob.ve/documentos/Social/FuerzadeTrabajo/xls/00.xls

[xxxiii] http://www.bcv.org.ve/excel/5_2_1i.xls

[xxxiv] http://www.tradingeconomics.com/venezuela/unemployment-rate

[xxxv] http://www.marxist.com/chavez-trotskytransitional-program.htm

[xxxvi] http://www.marxists.org/polski/trocki/1938/prog_przejsciowy.htm

[xxxvii] http://www.marxist.com/venezuela-900-representatives-strengthen-workers-control.htm

[xxxviii] Lenin, Włodzimierz „O związkach zawodowych”, Książka i Wiedza, 1949; str. 106-107

[xxxix] Tamże, str. 123

[xl] Trocki, Lew: „Zdradzona rewolucja. Czym jest ZSRR i dokąd zmierza?”, WIBET Sp. z o.o., 1991; str. 20

[xli] Obliczenia własne na podstawie: http://www.bcv.org.ve/excel/5_2_1i.xls (PKB), http://www.ine.gob.ve/documentos/Social/FuerzadeTrabajo/xls/00.xls (zatrudnienie).

[xlii] Obliczenia własne na podstawie: http://www.bcv.org.ve/excel/4_2_2i.xls (sektor prywatny), http://www.bcv.org.ve/excel/4_2_3i.xls (sektor publiczny).

[xliii] http://venezuelanalysis.com/analysis/6964

[xliv] http://venezuelanalysis.com/news/5150

[xlv] http://www.economist.com/node/18529829

[xlvi] http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/southamerica/venezuela/9471752/Venezuela-plans-a-million-strong-guerrilla-army-against-US-invasion.html

[xlvii] http://www.wealthwire.com/news/global/2621, http://www.guardian.co.uk/world/feedarticle/10066079

[xlviii] http://www.ine.gov.ve/documentos/Boletines_Electronicos/Estadisticas_Sociales_y_Ambientales/Sintesis_Estadistica_de_Pobreza_e_Indicadores_de_Desigualdad/pdf/BoletinPobreza.pdf; str.8

[xlix] http://blogs.aljazeera.com/blog/americas/expropriations-stir-controversy-venezuela

[l] Lenin, Włodzimierz: „Dzieła”, Książka i Wiedza, 1951; t. XXI, str. 103

Portret użytkownika Niedogmatyczny wywrotowiec
 #

Świetny tekst, autor powinien postarać się o zamieszczenie go na lewica.pl, by więcej osób z lewicy to przeczytało.
FAKTY oraz ich analiza - właśnie w ten sposób należy rozprawiać się z mało-treściwym bełkotem gazetowyborczopodobnych "socjalistów", którzy potrafią jedynie lać przysłowiową wodę i powtarzać utarte w burżuazyjnych mediach hasełka.

 
Portret użytkownika cuatro
 #

Niestety ani fakty, ani ich marksistowska analiza nie cieszą się uznaniem na lewicy.pl. Tamtejsi redaktorzy mają uczulenie na "totalitaryzm".

 
Portret użytkownika Niedogmatyczny wywrotowiec
 #

Pamiętam, że co najmniej 2 teksty z WR opublikowali - "antykomunistyczne schematy" oraz o wojnie polsko-bolszewickiej.
Zawsze można spróbować, a nóż "antytotalitarne" grono redaktorów nie ocenzuruje :)

 
Portret użytkownika cuatro
 #

Prawda, ale to było 2 lata temu. Od tego czasu wzrosła czujność wobec "totalitarystów":)

 
Portret użytkownika MARCIN
 #

Nawet tak dobra merytorycznie polemika nie ma szans na ukazanie się na lewica.pl.Po prostu redakcja tego portalu zachorowała na antykomunistyczną poprawność polityczną.Każdy tekst,w którym cytuje się Marksa,Lenina,Trockiego,Guevare,Castro itp.są odwalane.Lewica.pl stała się miejscem gdzie wylewają swoje żale i frustracje życiowe wszelkiej maści palikoty i anarcho-kurwiniści.Odmówienie komuś publikacji jego poglądów nie jest właśnie totalitaryzmem?

 
Portret użytkownika Niedogmatyczny wywrotowiec
 #

A ja jestem zdania, że miała by szanse zostać opublikowana.
Być może jestem zbytnim optymistą, ale przemawia za tym kilka faktów:
- Na stronie głównej reklamowana jest strona Marxist Internet Archive oraz trockistowski Internacjonalista
- Często swoje teksty publikuje Dawid Jakubowski, w których powołuje się na Lenina, Marksa, Castro etc.
- Bloger Kochan ma w swojej wizytówce podpis - Luksemburg! Liebknecht! Lenin! i również zdarza mu się o nich pisać.
- Jeszcze niedawno publikował PMB, który również w swojej wizytówce odwoływał się wprost do Trockiego i często o nim pisał.

Może więc nie jest aż tak źle?

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Tekst jest dobry, ale wkradł się pewien błąd. Autor pisze, że poglądy Chaveza ewoluowały w kierunku trockizmu i miał się on określać jako trockista. Jednak wypowiedź do której odwołuje się Autor nie była deklaracją uznania się za trockistę przez Chaveza. W kwietniu 2007 nie ukrywając swego pozytywnego stosunku do idei rewolucyjnych zawartych w pismach Trockiego Chavez zachęcał do lektury jego pism i analizował jego poglądy, stwierdzając na wstępie: "Nie mogę określić się jako trockista, nie, ale mam taką inklinację, bo bardzo szanuję myśl Lwa Trockiego i im bardziej ją szanuję, tym lepiej ją postrzegam. Na przykład rewolucja permanentna to niezwykle ważna teza. Trzeba czytać, trzeba studiować, wszyscy powinni to robić, tu nikt nie jest wyuczony". http://www.internacjonalista.pl/roa-wiatrow/9-dzial-ameryka-lacinska/99-...
Dodać należy, że Chavez podkreślał także znaczenie innych klasyków marksistowskich dla wenezuelskiego procesu rewolucyjnego.

Pisałem o tym już dawniej, przytaczając wypowiedzi Chaveza:

"Żaden działacz partii socjalistycznej nie może nie przeczytać 'Manifestu', 'Reformy czy rewolucji' Róży Luksemburg 'Socjalizmu i Nowego Człowieka' Ernesto Che Guevary”.

Z kolei w artykule 'Pod sztandarem Marksa, Chrystusa i Bolivara!' prezydent wskazywał swoim zwolennikom, że chcąc przejść na wyższy etap rewolucji, muszą 'pogłębić rewolucyjną świadomość i praktykę socjalistyczną, tak żeby zburzyć stare państwo burżuazyjne i otworzyć drogę do państwa socjalistycznego'."

Ponadto sama nacjonalizacja nie przesądza o charakterze socjalistycznym procesu rewolucyjnego. Nacjonalizację przeprowadzał np. Naser, a trudno uznać go za marksistowskiego rewolucjonistę. Akurat ten argument nie jest najmocniejszą stroną tekstu. Mimo to tekst ma wiele mocnych stron i jest bardzo dobrze udokumentowaną analizą fenomenu i poglądów Chaveza.

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Jeszcze mały kontekst:

Evo Morales określił się na szczycie ALBA w 2009 r. jako marksista i komunista: http://www.youtube.com/watch?v=a_GOxLnoHcY&feature=related

Ciekawe są filmy z pierwszego pobytu Chaveza na Kubie w grudniu 1994 r., kiedy poznał jego późniejszego Fidela Castro. Jest wysoce prawdopodobne, że wówczas zaczęły się kształtować jego socjalistyczne poglądy i koncepcja rewolucji boliwariańskiej, jednak za cenę ukrywania przekonań komunistycznych:

Tutaj część I wystąpienia Chaveza na Uniwersytecie w Hawanie: http://www.youtube.com/watch?v=c9Pb12l_Lt4&feature=relmfu

A tu krótki reportaż z całej podróży: www.youtube.com/watch?v=514EFnWBPG0&feature=plcp

 
Portret użytkownika cuatro
 #

W obronie Autora:
- stwierdzając, że Chavez określał się jako trockista Autor wyraźnie odnosi się do wypowiedzi cytowanej w linku w II przypisie (http://www.marxist.com/chavez-trotskyist-president120107.htm)(Among the new ministers to be incorporated into the government Chavez also pointed to the new Minister of Labour, José Ramón Rivero, which he described as "young and a workers' leader". "When I called him" Chavez explained, "he said to me: 'president I want to tell you something before someone else tells you... I am a Trotskyist', and I said, 'well, what is the problem? I am also a Trotskyist! I follow Trotsky's line, that of permanent revolution."),

- nigdzie Autor nie pisze, że "własność państwowa = socjalizm", błędność takiego twierdzenia jest z pewnością jasna dla każdego trockisty:) Autor określa Wenezuelę jako "państwo kapitalistyczne z silnym sektorem publicznym", a po przedstawieniu danych nt. zmian zatrudnienia i wzrostu liczby osób zatrudnionych stwierdza: "Oczywiście to jeszcze niczego nie przesądza. Mogą podnieść się oskarżenia o reformizm, o naprawianie i ulepszanie kapitalizmu, zamiast jego obalenia." Czyli Autor rozumie, że sama nacjonalizacja socjalizmu nie czyni.

Autor wyraźnie podkreśla, że o socjalistycznym charakterze nacjonalizacji świadczy znaczenie przywiązywane do kontroli robotników nad zakładami:

"Robotnicy w końcowych wnioskach z dyskusji wzywali do nacjonalizacji pod kontrolą proletariacką, aby nie oddawać zakładów na pastwę biurokratów, którym nie zależy na powodzeniu wywłaszczenia i udowodnieniu sensowności uspołecznienia fabryk."

"Jeśli nacjonalizacja ma mieć sens, jeśli ma stanowić wstęp do socjalizmu, stać się narzędziem zaspokajania potrzeb i interesów najszerszych warstw ludności niezbędna jest kontrola robotnicza, planowość oraz wyższa wydajność pracy."

Wyraźnie widać, że Autor nigdzie nie sugeruje, że "państwowe=socjalistyczne". Kto tak twierdzi:
1) nie rozumie, co marksizm ma do powiedzenia nt. klasowego charakteru państwa,
2) nie rozumie istoty stalinizmu i biurokracji oraz przyczyny upadku tzw. Bloku Wschodniego,
3) uważa Watykan (jedyna w pełni państwowa gospodarka na świecie) za państwo socjalistyczne.

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Autora nie trzeba bronić, ani nie było moim celem go atakować. Odnośnie cytowanych dwóch przeciwstawnych tekstów przytaczanych przeze mnie i Autora, dla mnie to tylko jeden więcej dowód, że Chavez czuje się zmuszony do ukrywania swoich prawdziwych przekonań.
Co do nacjonalizacji, to była to lekka marginalna uwaga, ale dziękuję za te rozbudowane wyjaśnienia. Czasami w pośpiechu i konfrontacji z materiałami mniej kompetentnymi można pewne rzeczy stracić z oczu.
Aczkolwiek w tej chwili poczułem się jak ktoś potraktowany jako osobisty wróg Autora i Chaveza bez żadnych do tego podstaw.

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

To nie chodzi o mnie, ale uważam, że między komunistami powinno obowiązywać nie imputowanie im czegoś, dopóki nie jest to niezbicie udowodnione. Ustawianie się w pozycji konfrontacyjnej było tutaj pozbawione sensu.

 
Portret użytkownika cuatro
 #

Nikt nikomu niczego nie imputował i nikt nikogo nie atakował, bo nie o to chodziło. Chodziło jedynie o wyjaśnienie wątpliwości i niejasności, o zdrową polemikę.

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Cieszy mnie ta postawa, a zdrową polemiką zawsze jestem, choć akurat w tym przypadku potrzebne były raczej wyjaśnienia niż sensu stricto polemika,bo moim celem nie było polemizowanie z Autorem. Natomiast kilka sformułowań tej polemiki zabrzmiało chmmm, myląco - na zasadzie każdy trockista zna marksizm i nie potrzeba z nim w ogóle dyskutować. Dodałem też kilka ciekawych kontekstów w postaci filmów na youtube. Mam nadzieję, że są ciekawe dla Was, choć ani słowem o tym nie wspomnieliście :). Pozdrawiam

 

Społeczność

rot front