Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 17 gości.

Michał Wysocki:Drastyczny wzrost cen biletów -podwyżkom STOP!

Bilety ZTM Warszawa

Od stycznia 2013 roku w Warszawie drastycznie wzrosną ceny biletów
komunikacji miejskiej.
 
 
Jest to kolejna faza podwyżek, następna nastąpi 2014 r. Ostatnia podwyżkamiała miejsce w sierpniu 2011 r., wtedy to ceny biletów wzrosły średnio30,86 proc. Od 1 stycznia 2013 wzrosną o 24,31 proc, rok później o 18,42 proc.Bilet 20 minutowy normalny kosztuje obecnie 2,60zł. Od 2013 - 3,40zł! Rokpóźniej 3,60zł. Dla biletów 40 min. norm. odpowiednio 3,80zł, 4,60zł i5,20zł.
 
 
 
Wzrost cen uderzy przede wszystkim w uboższych ludzi, zwykłych pracowników,którzy częściej korzystają z transportu publicznego, niż zamożne palanty zakorkowujące centra miast swymi wielkimi pseudo-terenówkami.
 
 
Warszawski Zarząd Transportu Miejskiego „uzasadnia” „konieczność” podwyżekm.in. „wielkimi inwestycjami komunikacyjnymi”: budową II linii metra,zakupami taboru itd.
 
 
 
Ceny biletów w Warszawie maja też być rzekomo niskie na tle innych miastpolskich i europejskich. „Zmiana taryfy biletów w dłuższej perspektywie opłacisię wszystkim. Zwiększenie wydatków jest konieczne w celu zapewnieniazrównoważonego rozwoju komunikacji publicznej” (cytat ze strony ZTM).Ileż to już razy wmawiano ludziom, że teraźniejsze wyrzeczenia zostanąwynagrodzone lepszym życiem w bliżej nieokreślonej przyszłości. W politycetransportowej miasta zawarta jest sprzeczność.
 
 
 
Z jednej strony władzom naprawdę zależy na rozwiązaniu problemów komunikacyjnych,które dotykają nie tylko zwykłych ludzi, ale klasę wyższą i utrudniają funkcjonowanie kapitalistycznej gospodarki (zakłócenia transportu, zanieczyszczenie środowiska, duża ilość wypadków itd.).
 
Z drugiej strony stara się w interesie kapitału, jak najbardziej obniżyć kosztyi przerzucić je na zwykłych ludzi. Stąd drastyczne podwyżki. Jednak wydatkina nowe autobusy, tramwaje, pociągi okażą się zwykłym marnotrawstwem,jeżeli ludzi nie będzie stać na korzystanie z nich, jeżeli zamiast nich będą preferowaćtransport indywidualny.
 
 
Wyraźnie tu widać, że miasto nie ma żadnej spójnej polityki transportowej.Nie tylko Warszawa, nie tylko transport Warszawa nie jest jedynym miastem,gdzie podwyższa się ceny. Ma to miejsce w całej Polsce, np. w Poznaniuznanym z wyjątkowo antyspołecznej polityki jego władz, gdzie w ostatnimczasie otwarto słynne już osiedle kontenerowe.
 
 
 
Przy braku jakiejkolwiek polityki mieszkaniowej, ten kogo nie stać nazakup mieszkania po wygórowanej cenie u deweloperów, musi zadowolićsię barłogiem w getcie.
 
 
Wraz z cenami biletów, podwyższa się m.in. czynsze w mieszkaniach komunalnych,opłaty za wywóz śmieci. Postępująca komercjalizacja i prywatyzacjausług publicznych (np. haniebna prywatyzacja SPEC w Warszawie),wzrost opłat i likwidacja publicznych żłobków i przedszkoli ma na celu przerzucenieodpowiedzialności z obieralnych władz politycznych na rzekome„niewidzialne siły wolnego rynku”.
 
Od dziesiątek już lat, nachalna propaganda wmawialudziom, że sami są winni swego losu, że rozwinięte, powszechnie dostępne usługipubliczne generują „wyuczoną bezradność”. Że bezrobotni, ludzie korzystający zopieki społecznej to pasożyty.
 
Że pracownicy domagający się wzrostu płac to „roszczeniowcy” chcący dostać „coś za nic”. A wreszcie, że emeryci zbyt długo żyją i „hamują wzrost gospodarczy”...
 
Trzeba postawić pytanie: czy pasożytami są głodne dzieci, czy ci co wydająmiliardy złotych na bezużyteczne stadiony? Eksmitowani z mieszkań niepełnosprawniczy władze miejskie, których główną troską jest „zaspokojenie roszczeń reprywatyzacyjnych” spadkobierców dawnych kamieniczników-wyzyskiwaczy (którzy zresztą często nie są nawet rzekomymi „prawowitymi” spadkobiercami, a pospolitymi kryminalistami przedstawiającymi sfałszowane akty własności)? Pragnący godziwie odpocząć na zasłużonej emeryturze pracownicy, czy posłowie skazujący ich na
pracę do śmierci?

Absurdy kapitalizmu
 
Kapitalizm zawiera w sobie zasadniczą, nierozwiązywalną sprzeczność. Ludzka
praca jest źródłem zarówno wszelkich dóbr materialnych (wartości użytkowej), jak wartości wyrażonej w pieniądzu (wartości wymiennej). W kapitalizmieczęść tej wytworzonej przez pracowników wartości idzie na potrzeby pracowników (płace, emerytury, świadczenia socjalne, publiczna opieka zdrowotna, powszechne szkolnictwo itd.), część jest zawłaszczana przez kapitalistów w postaci tzw. wartości dodatkowej.Kapitaliści tylko część tej zawłaszczonej wartości wydają na swoją luksusową,pasożytniczą konsumpcję.
 
 
 
Zasadnicza jej część idzie na inwestycje, pozwalające im produkować wydajniejniż ich konkurenci, pokonać ich w rynkowej konkurencji i tym samym przetrwać. Im większa część wytworzonej przez pracowników wartości przypada w udziale kapitalistom, tym więcej będą mogli wydać na inwestycje zwiększającewydajność produkcji.
 
 
Dlatego zawsze będą dążyć do ograniczeniapoziomu życia pracowników. To jest właśnie największy, podstawowyabsurd kapitalizmu: jest on systemem produkcji dla samejprodukcji!, gdzie ludzkie potrzeby pracowników mają znaczenie o tyle, że sąniezbędne do reprodukcji siły roboczej (zdolności do wykonywania pracy).
 
 
Dlatego bez pokrycia są obietnice lepszego życia w przyszłości za cenę teraźniejszychwyrzeczeń. Pogorszenie jakości naszego życia służy jedynie utrzymaniubezsensownego systemu. Przykładem dla nas powinni byćpracownicy Europy i świata zaciekle walczący przeciwko cięciom, o swojepłace i emerytury o jakość swojego życia, a także polscy robotnicy z okresuwielkiej „Solidarności” początku lat 80- tych.
 
Należy przy tym pamiętać, że zasadniczyabsurd - podporządkowanie pracownika wymogom konkurencyjnej produkcji - zniknie dopiero po obaleniu przez samych pracowników kapitalizmu i podporządkowaniu produkcji ludzkim potrzebom!
 
 

Tekst ukazał się w październikowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

Obama rev