Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 23 gości.

Łukasz Ługowski: Dzieci do pracy – bo kryzys

Praca dzieci - do tego w Polsce doprowadzą kapitaliści?

Z jednej strony umowy śmieciowe ograniczają wolność pracowników, a z drugiej pracodawcy atakują kodeksowe umowy
o pracę, chcąc z nich zrobić kolejne śmieciówki. Skutki tego są opłakane. Bezrobocie rośnie, a umów śmieciowych przybywa. A wszystko by walczyć z bezrobociem. Najnowszym pomysłem jest wysłanie dzieci do pracy.

Mamy już 3,5 mln pracujących ma umowy śmieciowe – podaje „Wprost". Umowy, na których pracownik nie ma żadnych praw zagwarantowanych w Kodeksie Pracy – do płacy minimalnej, urlopu, chorobowego, czy 8-godzinnego dnia pracy.

Przed expose Donalda Tuska chodziły słuchy o tym, że chcą
ozusować umowy śmieciowe. Po expose już wiemy, że nic z tego nie będzie. Nawet gdyby do tego doszło, nie zmieni to sytuacji młodych na rynku pracy. Nadal będą pracować na umowach śmieciowych, w dodatku zarabiając jeszcze mniej, ponieważ nie zmusi to pracodawców do podniesienia płac, czy trzymania się kodeksowej płacy minimalnej.

Mimo to straszak kryzysu nadal działa – na rząd. Tuż za rządem, który nic nie robi w sprawie poprawy sytuacji młodych ludzi, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców proponuje zmiany w Kodeksie Pracy. Chcą między innymi skrócić urlop do 15 dni! Chcą braku obowiązku uzasadniania wypowiedzeń!

Zlikwidować uprawnienia związane z urodzeniem dziecka! Chcą wreszcie, aby można było wysyłać 15-latków do pracy.

Oczywiście z powodu bezrobocia. To się nazywa gaszenie pożaru benzyną – zwiększając jeszcze bardziej rzeszę pracowników poszukujących zajęcia.

Jeśli te zmiany wejdą w przyszłości możemy się spodziewać
postulatu, by to 10-, 8-, a nawet 6-latkowie poszli do
pracy. Dla pracodawców XIX-wieczne stosunki pracy to wręcz
marzenie. Horror dla pracowników. Pracowników, którzy w XIX wieku umierali przed 40. rokiem życia z przepracowania.

Tego typu praktyki, na razie jeszcze nielegalne, mają już
miejsce. Nie tak dawno, w Polkowicach, zatrudniano nieletnich do pracy. Afera wyszła na jaw, gdy dziennikarz podrzucał młodego chłopaka „na stopa”.

Okazało się, że jedzie na nocną zmianę. Po kontroli w zakładzie wyszło na jaw, że pracowało tam na nocnej zmianie kilku nieletnich w wieku około 16 lat. W
Polsce praca nieletnich jest dozwolona, ale tylko po spełnieniu pewnych warunków. Natomiast nie jest dozwolona na zmianach nocnych, co wykazano w zakładach Sandenu.

Propozycja złożona przez pracodawców pozwoliłaby na zatrudnianie młodocianych bez żadnych ograniczeń!

Młodociany to tani pracownik. Tani, bo niewykwalifikowany.
Wykwalifikowanie go w zakładzie pracy i tak będzie większą oszczędnością, niż zatrudnienie dorosłego na tych samych zasadach. Nie chodzi o zmniejszenie bezrobocia, nie jest to troska pracodawców o nieletnich, ich rodziny i o nas wszystkich. Jest to po prostu bezwzględna chęć większych zysków kosztem osiągnięć społecznych, za które nasi dziadkowie nieraz przelewali krew. Na pewno nie zmniejszy to bezrobocia, natomiast przyczyni się do jego powiększenia.

Poza tym rozszerzenie tego prawa spowoduje jeszcze większe
rozpowszechnienie umów śmieciowych. To już nie będzie
część młodych pracujących na nich. To będzie 100 procent!
Młody pracownik w końcu pracować będzie tylko w wakacje.
Dorabiać w wakacje przyzwyczajając się do braku praw. Dla
młodego pracownika nie będzie to już nic nadzwyczajnego, że
nie ma prawa do urlopu, czy płacy minimalnej. Etat będzie
dla niego jak premia za pracę.

W tym roku, w co piątej rodzinie, przynajmniej jedno z
dzieci pracowało zarobkowo w czasie wakacji. Co ciekawe, w co setnej rodzinie z dziećmi w wieku 7-12 lat jakieś dziecko pracowało będąc uczniem podstawówki!
Wygląda na to, że pracodawcy prawo i tak mają za nic! Wszystko po to, by więcej zarobić. Bo taki pracownik jest tańszy. Taki pracownik nie zna swoich praw. Taki pracownik jest uległy, więc się nie sprzeciwi, bo wie, że od jego pracy zależy to, czy mama i tata zwiążą koniec z końcem. W Polsce praca już nie chroni przed biedą.

Nawet jeśli oboje rodzice pracują.

Raport Komisji Europejskiej w tej sprawie, mówi, że aż 11 procent pracujących jest zagrożonych ubóstwem. 20 procent w rodzinach, gdzie pracuje jeden rodzic, a 5 procent tam, gdzie pracują oboje.

Niestety, do wysyłania dzieci do pracy zmusza rodziców sytuacja finansowa. Z roku na rok coraz gorsza. Gdyby istniała jakakolwiek pomoc socjalna w tym kraju, sytuacja wyglądała by zupełnie inaczej. Rodzice nie byliby zmuszeni do wysyłania dzieci do pracy, bo dostaliby pomoc, która wystarczyłaby im na związanie końca z końcem.

Byłoby dzięki temu także więcej miejsc pracy, bo pracujący
małoletni zabierają je dorosłym.

Cóż, bez powrotu prawdziwej, prospołecznej polityki, niedługo obudzimy się w kraju, w którym pracować będziemy po 16 godzin dziennie, z własnymi dziećmi u boku. Za miskę ryżu.

Tekst ukazał się w "Kurierze Związkowym" nr 373 (24 października 2012)

Społeczność

1917 rev