Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Franz Lee: Studia Hugo Chaveza nad Trockim i rewolucją permanentną

Hugo Chavez

 Chávez zakupił słynną książkę Trockiego "Rewolucja permanentna", i obecnie[1 - dop. red.] studiuje z zapałem nad jej zastosowaniem i znamiennością. Niezależnie od powszechnie znanej teorii globalnej rewolucji permanentnej Trockiego - ustanowienia socjalizmu w skali świata, nie stalinowskiej wersji socjalizmu w jednym bloku, kraju czy wyspie - dla Wenezueli dnia dzisiejszego szczególnie interesujące są zapatrywania Trockiego na społeczny stosunek "przemocy" i "emancypacji" w "Trzecim Świecie", w Ameryce Łacińskiej.
 
Wszędzie napotykamy przemoc, nie wynaleźliśmy przemocy i terroryzmu, urodziliśmy się w przemocy kapitalizmu, żyjemy i umieramy w terroryzmie imperializmu, stanowią one nasz "chleb powszedni".
 
 
Przemoc alias terroryzm zdaje się być procesem uniwersalnym, zagrażającym samemu bytowi rodzaju ludzkiego. Każdy mówi o przemocy i pokoju, niczym o dwóch formach dialektycznej jedności i sprzeczności przeciwieństw. Lecz niewielu rozumie, co ta koncepcja dokładnie oznacza. De facto, definicji przemocy jest tyle ile osób codziennie jej doświadcza.
 
Jak w zgodzie z Frantzem Fanonem przez całe życie dowodził Trocki, przeciwieństwem przemocy nie jest pokój, lecz emancypacja.
 
Po napisaniu specjalnego wstępu do Manifestu Komunistycznego Marksa i Engelsa dla południowoafrykańskich towarzyszy, Lew Trocki wysłał 30 kwietnia 1933 r. list do Partii Robotniczej Afryki Południowej, tyczący się narodowych i rolnych walk w Afryce Południowej.
 
Omawiając kwestię narodową, nacjonalizm i perspektywy dla Czarnych w postaci ustanowienia po zwycięskiej rewolucji politycznej odrębnego państwa afrykańskiego, czy też Stanów Zjednoczonych Afryki Południowej, stwierdził z naciskiem: "Niech uczynią to wolni, na podstawie ich własnego doświadczenia, nie zmuszeni przez sjambok (bicz) białych ciemiężycieli".
 
Dla nas, boliwarian, poczyniony przez Trockiego kontrast jest sprawą najwyższej wagi, gwałtowny sjambok białych ciemiężców vs. arbitrium liberum ludowej emancypacji, wolnego dostępu, samostanowienia autochtonicznych ludów afrykańskich, na podstawie ich własnego doświadczenia, ich unikalnej rewolucyjnej praktyki-teorii.
 
Jako rewolucyjny socjalista naukowy, który doświadczył politycznego terroru i przemocy stalinizmu, Trocki dobrze wiedział, że w Afryce Południowej i wszędzie indziej, w procesie historycznym globalnej walki klasowej, ma miejsce nieubłagana, gwałtowna, dialektyczna bitwa między reakcyjnymi siłami społecznymi przemocy i emancypacji. W permanentnej rewolucji światowej to jedność i sprzeczność przeciwieństw, potężny motor historii. Szczególnie tu w Wenezueli obserwujemy to przez ostatnie sześć lat; codziennie ta konfrontacja klasowa nabiera mocy, nasila się przemoc, zwiększa prędkość.
 
Jako rewolucyjny marksista Trocki, w szczególności w swej "Rewolucji permanentnej", analizował wieloaspektowe zjawiska społeczne, w szczególności Rewolucję Październikową, i nieustannie podkreślał, że w ramach rozwoju, w procesie rzeczy, osoby, rewolucjonisty, na początku jej esencja jest niemal całkowicie zatopiona w jej szczególnej formie przejawiania się. Generalnie, używając Arystotelesowskiej logiki formalnej, ludzie skłaniają się do identyfikowania na zawsze jednego i drugiego jako niepodzielnej całości. Raz "terrorysta", zawsze "terrorysta". Z czasem rzecz "strząsa" swą pierwotną formę i przyjmuje nowe formy przejawiania się.
 
Przykładowo, legalne zdobycie władzy politycznej przez Rewolucję Boliwariańską w 1998 r., oraz obecna rewolucja wewnątrz rewolucji, demokratycznie poszerzająca jej siłę społeczną i ekonomiczną, to dwie różne, dialektyczne strony tego samego procesu historycznego, permanentnej rewolucji światowej, nie są jednak identyczne. De facto mogą być zrozumiane jedynie w świetle dialektycznej teorii Trockiego o równym, nierównym i kombinowanym rozwoju w skali światowej.
 
W przypadku Afryki Południowej, Trocki uważnie rozróżnił w swym liście przejawianie się Afryki Południowej światu, i białym, jako Dominium, jak przedstawiały to globalne mass media, oraz jej esencję kolonii niewolników, co Czarni w 1933 r. codziennie doświadczali w walce klasowej.
 
W toku rozwoju, w historycznym ruchu, materialna esencja i społeczny przejaw rzeczy, jak oligarchicznej przemocy w Wenezueli, w swym szczycie w 1992 r., dwie antagonistyczne siły społeczne zmieszały się w czawezowskiej próbie obalenia "neoliberalnego barbarzyństwa", a następnie "polityczny wakat siły", Heglowskie dialektyczne "przeznaczenie" zapanowało nad politycznymi dinozaurami.
 
To coś, co w swej logicznoformalnej mentalności pana i niewolnika, oligarchowie, ich służalcy, CIA i Waszyngton nie mogą pojąć po dziś dzień; i dlatego w ostatnich trzech latach trzy razy przegrali.
 
Dziś obserwujemy, jak skorumpowane elementy i reakcyjni epigoni Czwartej Republiki, razem z ich wycieńczoną konstytucją, która odsłaniała ich gwałtownie przez ponad 40 lat, w swym samozadowoleniu burżuja, wyzysku ekonomicznym, ucisku politycznym, masowym mordzie i degradacji człowieka, odchodzą w zapomnienie, zmiażdżeni przez rosnącą siłę obywateli, przez emancypacyjną walkę klasy robotniczej.
 
Pod presją społeczną rewolucyjnych sił boliwariańskich Piątej Republiki, reakcyjna esencja opozycji, jawna korupcja, mord, rozkład, coraz bardziej i bardziej blednie.
 
Rzecz jasna usiłuje się zaadaptować, lecz nie zapomina i nie może odmienić swego niedemokratycznego bytu gadziny. Ciągle stara się zmienić swe formy przejawiania się, nawet kryjąc się pod czerwonymi sztandarami, lecz to wszystko na marne.
 
Jak dotąd Rewolucja Boliwariańska czyni prawdziwe postępy. Gdy globalna rewolucja permanentna w logiczny sposób osłabi światowy korporacjonizm faszystowski, ta reakcyjna przemoc społeczna przeciw Wenezueli, krajowa i zagraniczna, zacznie tracić na znaczeniu, aż straci je całkowicie.
 
Warunkiem sine qua non jest rzecz jasna permanentne rewolucjonizowanie się przez nas samych, zgodnie z praktyką i teorią Trockiego.
 
Trocki jasno stawiał sprawę stosunku przemocy klasy panującej i robotniczej emancypacji, tak w przypadku Afryki Południowej, jak reszty Trzeciego Świata. Jak wyjaśniał w swym liście: "Zwycięska rewolucja jest nie do pomyślenia bez przebudzenia się rdzennych mas; sama z kolei da im, czego dziś im brakuje, wzniesioną świadomość osobistą, wzrost kultury".
 
Bez względu na wszelkie trudności, naturalne w życiu społecznym kapitalizmu, dokładnie to czyni Rewolucja Boliwariańska w Wenezueli.
 
Budzi politycznie spauperyzowane masy; po raz pierwszy w swym życiu, wybrany przez nie rząd odnosi się do nich, wznosi ich ludzką godność, daje im konkretne nadzieje, siłę ekonomiczną, wznosi ich społeczną (klasową) świadomość, ich ludzką godność.
 
Dla tych właśnie powodów, miliony pokochały Nowego Człowieka Che, a on, jako rewolucjonista, pokochał ich. Większej miłości nie ma, niż miłość męża czy niewiasty, poświęcającego/-ej swe życie swemu ludowi, i vice versa. Tak czynił Trocki, tak czyniła Wenezuela 11-14 kwietnia 2002 r., tak zawsze czyni Chávez.
 
Choć Trocki, tak jak Marks, Engels i Lenin, przykładał wielką wagę to rewolucyjnej teorii w obrębie praktyki politycznej (jak pisał Lenin: "nie ma rewolucji społecznej bez teorii rewolucyjnej"), nie ma rozpraw na temat teorii politycznej Marksa, książki kucharskiej z przepisami, jak przyrządzić dialektykę, recepty, jak zrobić rewolucję społeczną, ani konstytucji tyczącej dynamik społecznych.
 
Nasi rewolucyjni intelektualiści winni odnotować, że Trocki zdawał sobie sprawę z tego, że rewolucjoniści winni zacząć od konkretnej rzeczywistości ich codziennego życia, i naukowo badając i analizując te warunki przejść do abstrakcji, wzniesionej świadomości politycznej, ufności w swą siłę.
 
I przez opanowanie tej rewolucyjnej teorii, zdobytej praktycznym rewolucyjnym doświadczeniem, raz jeszcze rewolucjoniści, intelektualiści i robotnicy, przejdą do nowej, ciągle zmieniającej się rzeczywistości Afryki Południowej i całej panoramy świata. W ten sposób emancypacyjna walka robotnicza ostatecznie wzniesie się na wyższy dialektyczny poziom: sama rewolucja zrewolucjonizuje się, zyska emancypacyjną głębię, możliwa do zanalizowania na zasadzie konkret-abstrakt, praktyka-teoria. Jest to dialektyczny, permanentny proces rewolucyjny emancypacyjnej oscylacji między praktyką naukową a teorią filozoficzną.
 
Nie trzeba podkreślać, że to niesamowita esencja historyczna, konkretna lekcja teorii rewolucji permanentnej Trockiego, dla Wenezueli i Ameryki Łacińskiej, którą prezydent Chávez niewątpliwie rozważy.
 
Choć Trocki podawał przykłady ze swego rewolucyjnego doświadczenia, szczególnie z Rewolucji Październikowej, nie uważał, by afrykańskie masy miały reprodukować doświadczenia rosyjskie na Burzowym Przylądku. Podkreślał, że nie jest dostatecznie zaznajomiony z warunkami południowoafrykańskimi, i że masy Czarnych winny postępować w sposób wolny, na podstawie ich własnego doświadczenia.
 
Właśnie na polu doświadczalnym, w codziennej praktyce politycznej, w radach ludowych, w demokracji uczestniczącej, konkretni robotnicy Wenezueli muszą nauczyć się dialektyki, praw i kategorii logiki ruchu.
 
To wtedy ich "wzniesiona świadomość osobista" (Trocki) staje się świadomością społeczną (klasową), gdy ich abstrakcyjne refleksje zbliżą się do konkretnej rzeczywistości, gdy pozbędą się mentalności pan-niewolnik, religijnych fantazji, sloganów, zwyczajów, tradycji itd. Tylko wtedy odnajdą swą drogę w labiryncie ideologii, zafałszowań, racjonalizacji i kłamstw, będą umieć czytać między wierszami swe mass media, opery mydlane i piosenki o "miłości" transmitowane przez reakcyjne radiostacje.
 
Wtedy sięgną konkretnej totalności, Heglowskiej całości, tylko wtedy sięgną prawdy, a nic nie jest dla ciemiężonego, który szuka emancypacji, tak przyciągające jak prawda, nie zaś mesjańskie zbawienie.
 
Klasa panująca niczego nie boi się bardziej niż prawdy. Siła obywateli to prawda emancypacji. Ignorancja robotników to błogosławieństwo dla burżujów.
 
Konkludując - z pamięcią dla wszystkich dzielnych synów i córek, jak Pulitti i Anderson poległych w afrykańskich, azjatyckich, karaibskich, latynoskich walkach wyzwoleńczych w ciągu ostatnich 500 lat, stosowne będzie tu rzec o osobistym doświadczeniu przemocy politycznej, jakie spotkało Trockiego, gdy zamordowano jego ukochanego syna Lwa Siedowa.
 
Lwa Siedowa, syna Natalii Siedowej i Trockiego, zamordowali w paryskim szpitalu agenci stalinowskiego GPU. 20 lutego 1938 r., dwa lata przed tym, jak międzynarodowa tajna policja Stalina zamordowała i jego, Trocki napisał artykuł "Lew Siedow - syn, przyjaciel, bojownik". Pozwolę sobie na obszerny cytat, by oddać boleść i miłość wielkiego rewolucjonisty, stojącego twarzą w twarz z międzynarodową przemocą.
 
Gdy piszę te wiersze, u boku matki Lwa Hezjoda, z różnych krajów napływają telegramy z kondolencjami. I każdemu z nas każdy telegram przywołuje to samo trwożne pytanie: "Czy naprawdę nasi przyjaciele we Francji, w Holandii, Anglii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Afryce Południowej, i tu w Meksyku pogodzili się, że już na zawsze nie ma Siedowa?". Każdy telegram to nowy znak jego śmierci, ale dotąd nie jesteśmy w stanie w to uwierzyć. I nie tylko dlatego, że to nasz syn, prawdomówny, oddany, kochający, lecz nade wszystko dlatego, że jak nikt inny na świecie stał się częścią naszego życia, spleciony z samymi jego korzeniami, współmyślący z nami, współpracujący z nami, nasz strażnik, powiernik, przyjaciel... Lew był z gruntu jasnym, uczciwym, czystym człowiekiem. Mógł na każdym zabraniu klasy robotniczej opowiedzieć historię swego życia - niestety, tak krótkiego - dzień po dniu, jak pokrótce opowiedziałem je tutaj. Nie musiał niczego się wstydzić, nic ukrywać. Szlachetna moralność to podstawowe wypaczenie jego charakteru... Razem z naszym chłopcem umarło wszystko, co jeszcze pozostawało w nas młode... Żegnaj, Lwie! Spisujemy twą niewypowiedzianą pamięć młodemu pokoleniu robotników świata. Będziesz żyć prawdziwie w sercach wszystkich pracujących, cierpiących, walczących o lepszy świat. Rewolucyjna młodzieży wszystkich krajów! Przyjmijcie od nas pamięć o Lwie, adoptujcie go jako swego syna....


 
 
Niestety, rewolucyjna młodzież świata wie dziś, ponad pół wieku później, bardzo niewiele o Trockim, jego myśli i pracy, praktycznie nic zaś o jego synu, jej adoptowanym bracie.

 
 
I tak staje się jasne, czemu określenie przemoc nie może się ograniczać go jego normalnej (czyli generalnie burżuazyjnej, ideologicznej) konotacji, tylko do znaczenia fizycznego, moralnego, psychologicznego, jako przeciwieństwo pokoju, pacyfizmu.
 
 
W ujęciu naukowym przemoc jest bezpośrednim przeciwieństwem emancypacji. Emancypacja walczy z przemocą, logiczne zatem, że ta permanentna "wojna klasowa" (Lula) nie może być pacyfistyczna, pojednawcza, partycypacyjna. To winien wiedzieć, musi wiedzieć uzbrojony suweren rewolucji. Trocki nauczył nas, że emancypacja nadaje przemocy jej esencjonalną, prawdziwą, rzeczywistą konotację.
 
Tłumaczenie: Paweł Michał Bartolik.Przedruk z Viva Palestyna. http://viva-palestyna.pl/
 
[1 - dop. red.] Tekst pochodzi z 2008 roku.

Społeczność

future2