Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 25 gości.

Łukasz Ługowski: Drożej, drożej, drożej...

Bilety autobusowe drożeją

Ceny paliw, żywności, mieszkań i energii cały czas rosną. Jakby tego jeszcze było mało, rosną także ceny biletów komunikacji miejskiej. To droższy dojazd do pracy dla wielu z różnych powodów.

Ceny biletów komunikacji miejskiej wzrosły na tyle, że w wielu miastach stały się zaporowymi. W wielu wypadkach na miesięczny trzeba wydać nawet 1/6 swoich dochodów, a trzeba jeszcze kupić bilety dzieciom, by dojeżdżały do szkoły. Nie mówiąc już o życiu – opłaceniu mieszkania i żywności. Coś do garka trzeba przecież włożyć...

W czerwcu w Poznaniu podniesiono ceny biletów. Krótko potem zapowiedziano podwyżki ponownie. Podwyżki miałyby wejść od nowego roku. Po podwyżkach cen biletów w czerwcu spadła sprzedaż biletów. Reakcja była znaczna. We wrześniu zanotowano spadek sprzedaży biletów – o wartość 700 tys. złotych. To dwudziestoprocentowy spadek! – Mieszkam na Ratajach, pracuję przy ul. Ratajczaka. Od pewnego czasu przerzuciłam się z komunikacji miejskiej na samochód. Bo bilety zdrożały, a MPK nie daje żadnej gwarancji, że dojadę do pracy na czas. Ciągle jakieś spóźnienia, awarie, remonty – wylicza czytelniczka „Gazety Wyborczej”, pani Agnieszka, kierowniczka administracji w szkole językowej. Trzeba jasno powiedzieć, że wzrost cen biletów to zła droga. Wzrost cen to spadek sprzedaży biletów, a co za tym idzie spadek wpływów. Spadek wpływów to większa dziura w budżetach komunikacji miejskich, a większa dziura to likwidacja linii. Likwidacja linii to kolejny spadek sprzedaży biletów. To także ograniczenie mobilności ludności, zwłaszcza młodych. Młodych, którzy potrzebują jej najbardziej – by jeździć do szkół, uczelni i w poszukiwaniu pracy.

W Poznaniu już różne stowarzyszenia organizują się przeciwko podwyżkom. Zbierają podpisy za zamrożeniem styczniowych podwyżek, a także za wydłużeniem czasu przejazdu na najtańszym bilecie z 15 do 25 minut. Zazwyczaj za podwyżką cen biletów nie szło nic w zamian. Nie podnosiło to ani zarobków kierowców i mechaników pracujących w zakładach, ani jakości usług, dlatego też już nawet radni zauważają, że jeśli trend podwyżek nie zostanie zatrzymany skończy się to śmiercią transportu publicznego.

W aglomeracji śląskiej bilet KZK GOP na 60-minut jazdy kosztuje 4,40 zł. W Warszawie 5,20, w Poznaniu 4,20. Ceny miesięcznego osiągają nawet 173 zł (w Poznaniu)! Wszystko to sprowadza się do tego, że nawet przy tych cenach paliwa, pasażerom bardziej opłaca się jeździć samochodem do pracy, niż korzystać z ciągle drożejącej komunikacji miejskiej – w dodatku co jakiś czas ograniczającej liczbę linii. Zresztą nie tylko ograniczając liczbę linii. W Gliwicach całkowicie zlikwidowano linie tramwajowe, pomimo że specjaliści przestrzegali, że ten środek transportu jest tańszy w utrzymaniu niż autobus! Tramwaje nie stoją w korkach. W wielu przypadkach szybciej jest dostać się do celu tramwajem niż samochodem. Likwidacja linii to także odcinanie licznych społeczności od łatwego i szybkiego dostępu do centrum swoich miejscowości. Centrum, w którym znajduje się nie tylko praca, ale także urzędy do których co jakiś czas każdy z nas musi dojechać. Nie ważne, czy ma się pracę, czy nie.

Podwyżki zapowiadają także inne miasta. – Mam dość tych ciągłych podwyżek. One nic nie dają – mówi Konrad, student z Warszawy. W sumie ze wszystkich dużych miast tylko Rzeszów, Wrocław i Lublin nie podniesie cen biletów w 2013 roku. Mimo to ceny są w nich wysokie. Wysokie ceny nie zachęcają nikogo do przesiadania się z samochodów do komunikacji miejskiej. Pomimo organizowanych akcji „Dzień bez samochodu”, „Dzień bez biletu” nie zwiększa się liczba pasażerów, którzy z chęcią wsiadają do autobusu, czy tramwaju. A to przecież dla nas wszystkich byłoby zdrowsze. Mniej samochodów to przecież mniej spalin, a zatem brak smogu. Brak smogu to lepsze nasze zdrowie. Mniej samochodów to także brak korków. To także brak potrzeby rozbudowywania obwodnic i dróg, które przecież są bardzo drogie. To także brak potrzeby budowy nowych parkingów i utrzymywania dróg, które miałyby być wybudowane. A te już wybudowane drogi mniej by kosztowały. W końcu mniejszy ruch na ulicach to mniejsze zużycie jezdni. To wszystko są oszczędności idące w dziesiątki, jeśli nie setki milionów dla dużego miasta.

Polityka władz miast w naszym kraju jest krótkowzroczna. Działa na szkodę naszego zdrowia i portfela. W dodatku wyklucza wielu ludzi z możliwości jakiegokolwiek szybkiego przemieszczania się. Dlatego jeździmy „na gapę”. Czasem się udaje, a czasem nie, ale do pracy dostać się trzeba! Co robić? Nie jeść, by móc jeździć legalnie komunikacją? Do samochodów przesiadają się Ci, których stać na jego utrzymanie. Potem korki, spaliny, smog... A gdyby tak więcej ludzi korzystało z komunikacji miejskiej? Ale musiałoby być taniej. A może by tak bezpłatna komunikacja miejska? Chcemy rozpocząć kampanię na temat taniej komunikacji publicznej. Być może nawet bezpłatnej. Myślisz podobnie? Przyłącz się.

Tekst pochodzi z Kuriera Związkowego Nr 374 z 7 listopada 2012.

Społeczność

Lenin 666