Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 23 gości.

Patryk Kosela: Zamach był. Ale na „Halembie”!

kwk_halemba.jpg

Od kilku dni media nie ustają w bombardowaniu odbiorców informacjami o rzekomym planie zamachu na Sejm. To dziwna historia. Nie tylko nie ma odpowiedzi, ale i stawianych publicznie pytań jak to w ogóle możliwe, że doktor – pracownik naukowy posiadł 4 tony trotylu wart kilka milionów złotych. Do tego dochodzą nerwowe próby nacisku służb specjalnych typu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego na rządzących w celu zachowania uprawnień operacyjnych i śledczych.

Trotyl na pokładzie Tupolewa, jak i teorie spiskowe nie schodzą z materiałów telewizyjnych, radiowych i gazetowych nie tylko od ostatnich miesięcy, ale i – już można powiedzieć – lat. Ale 21 listopada, w 6. rocznicę tragedii w Kopalni Węgla Kamiennego „Halemba” o tej tragedii w mediach było jak na lekarstwo. Nie tylko nie zająknęły się o tym telewizje ogólnopolskie, ale i nawet brak było zdjęć z uroczystości rocznicowych w serwisie informacyjnym TVP Katowice.

Tymczasem to, co wydarzyło się 21 listopada 2006 r. w Rudzie Śląskiej na „Halembie” było prawdziwym zamachem. Zamachem na życie wielu osób, górników. Zabito dwudziestu trzech, ale ofiar mogło być znacznie więcej! Posłano ich po złom, a ci którzy wydali polecenie mieli świadomość zagrożenia. Liczyli, że i tym razem się uda...

15 listopada, a więc mniej niż tydzień przed dramatem na kopalni, stężenie metanu wynosiło aż 12 procent, czy górnej dopuszczalnej granicy wynoszącej mniej, niż 2 proc. W dniu katastrofy nie tylko metanu, ale i dwutlenku węgla oraz pyłu węglowego nie pilnowano. Do laboratoriów dostarczano próbki fałszywe pomiarów. Albo dosypywano do nich pył kamienny neutralizujący wykaz, albo nawet zbierano go na... powierzchni! W momencie wybuchu, kilkanaście minut po godz. 16 pomiar metanomierz wskazywał 6-8 proc. stężenia metanu na dole kopalni. Nastąpił wybuch.

Gdy ratownicy górniczy prowadzili akcję ratunkową pod ziemią, na górze ktoś inny pracował nad zacieraniem śladów i ukrywaniem dowodów. Ktoś wywiózł czujniki Draegera, na których ma być zapisane stężenie metanu w momencie jego eksplozji. Sztygar z metaniarzem mieli przewieszać czujniki metanu.

Proces osób oskarżonych o spowodowanie tragedii na "Halembie" trwa od 4 lat. Akt oskarżenia obejmuje 27 osób, liczy ponad 200 stron. Ustalenia śledztwa wypełniły 40 tomów akt głównych oraz 40 tomów załączników.

Najpoważniejsze zarzuty ciążą na byłym dyrektorze kopalni, Kazimierzu D. oraz na jej b. głównym inżynierze wentylacji Marku Z. Dyrektor D. miał sprowadzić niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia górników, co skutkowało śmiercią, natomiast inżynier Z. sprowadzić katastrofę, w której zginęli górnicy. Według śledczych, w listopadzie 2006 r. obaj przyzwalali na łamanie w kopalni przepisów i zasad sztuki górniczej. Obu grozi do 12 lat więzienia. Tymczasem od lipca 2008 r. przebywają na wolności.

Kazimierz D. na wolność wyszedł dzięki poręczeniu senatora Platformy Obywatelskiej z Rybnika, Antoniego Motyczki. Z kolei za Marka Z. poręczenie złożył biskup pomocniczy archidiecezji katowickiej Gerard Bernacki oraz krewny oskarżonego, Franciszek Zając - rudzki ksiądz.

D. był zapraszany kilka lat temu na centralne uroczystości Barbórkowe. Z. został zatrudniony w Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego jako ratownik górniczy w pogotowiu pożarowym. Innego z oskarżonych - Jana J., dyrektora technicznego „Halemby”, który ma podobne zarzuty, właściciel kopalni Kompania Węglowa ochoczo przygarnęła do pracy w biurze zarządu.

- „Halemba” może być dowodem, że nikt już nigdzie nie będzie zabijał pracowników w pogoni za zyskiem albo dla oszczędności. Że skończy się czas bezkarności i zrzucania odpowiedzialności za takie tragedie na pracowników, którzy zginęli – mówili 6 lat temu górnicy z Rudy Śląskiej.

Niestety, mylili się. Bo po tragedii w „Halembie”, gdzie w wyniku lekceważenia bezpieczeństwa i fałszowania odczytów zawartości metanu w powietrzu zginęło 23 górników, nic się nie zmieniło. 3 lata później do podobnej tragedii doszło w KWK „Wujek-Śląsk” na Ruchu „Śląsk” w Rudzie Śląskiej- Kochłowicach. Tam zginęło 20 górników, a 37 zostało rannych.

Atakom na polityków nie należy się dziwić. To złość społeczeństwa na ich zabawę za publiczne pieniądze i robienie wszystkiego przeciwko społecznym interesom. Ba, nie przejmowaniu się tym, że ludzie tracą pracę, mieszkania, popadają w biedę. Nie należy jednak pochwalać zamachów terrorystycznych! Miejmy nadzieję, że rządzący nie zabarykadują się jeszcze bardziej, niż jest to teraz. Już i tak trudno jest ich zastać w biurach poselskich. Niebezpieczne jest jednak wzmożenie działania służb. Tych jawnych i tych tajnych. Pod nadzorem i na podsłuchach są związkowcy. Oby tylko rząd nie wymyślił jakiegoś kolejnego dla siebie zagrożenia, nie wprowadził stanu wyjątkowego i w ten sposób nie próbował zablokować strajku generalnego, który obecnie przygotowywany jest na Śląsku. Bo pokusa władzy, aby sięgnąć po takie metody jest wielka.

Pojawianie się i podsycanie skrajnych tendencji politycznych i histerii antyterrorystycznych, jaką wywołał pewien pirotechnik z Krakowa, to doskonała okazja i pokusa do nałożenia na społeczeństwo kagańca oraz wykorzystywania przez rządzących służb do własnych interesów.

Tekst ukazał się w 377 numerze (z 28 XI 2012) "Kuriera Związkowego - Tygodnika społecznego Krajowej Komisji WZZ Sierpień 80"

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Ochotnik