Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 25 gości.

90. rocznica zabójstwa Gabriela Narutowicza – Kryzys i pokłosie nacjonalizmu

Gabriel_narutowicz.jpeg

16 grudnia 1922 r. w warszawskiej galerii Zachęta z rąk skrajnie prawicowego zamachowca zastrzelony został Prezydent RP Gabriel Narutowicz. Zamach ten był nie tylko dziełem nacjonalistycznego szaleńca, ale wyrazem głębokiego kryzysu politycznego faktycznie targającego Polską od momentu odzyskania niepodległości cztery lata wcześniej.

Korzenie tego kryzysu tkwiły w słabości nowo powstałego państwa i istniejących w nim głębokich podziałów spo- łecznych. Podziały te były regionalne (zespolenie ziem trzech zaborów o bardzo różnej strukturze gospodarczej), ale głównie klasowe (obok kwestii robotniczej nierozwiązany problem reformy rolnej przy ok. 70% ludności zamieszkującej wieś). Kluczowe znaczenie miały także podziały narodowościowe. Formalnie, na podstawie spisu powszechnego z 1921 r., 31% mieszkańców II RP stanowiły mniejszości narodowe. Faktycznie liczba ta była nawet większa, gdyż spis nie obejmował terenów Wileńszczyzny i Górnego Śląska, a ankieterzy starali się podnosić rzeczywistą liczbę mieszkańców deklarujących narodowość polską (szczególnie na terenach wschodnich). Z każdego pięciorga obywateli/lek  II RP, niemal dwoje należało więc do jednej z narodowej mniejszości.
 
Problemy nowego państwa do pewnego stopnia tuszowane były toczonymi od początku jego powstania wojnami o granice i powszechnymi nadziejami związanymi z odzyskaną niepodległością. W 1921 r. wojny jednak wygasły, a nadzieje szybko zaczęły się rozwiewać.
 
Kryzys polityczny wyrażał się w niestabilności kolejnych rządów. Tylko w 1922 r., do listopadowych wyborów parlamentarnych, mieliśmy w Polsce trzech premierów. Zarówno Józef Piłsudski, sprawujący od listopada 1918 r. funkcję Naczelnika Państwa, jak i wrodzy mu endecy pod ideowym patronatem Romana Dmowskiego, dążyli do przykrycia istniejących podziałów przy pomocy własnej wersji rządów „silnej ręki”. Przykład „Marszu na Rzym” Mussoliniego z końca października 1922 r., istoty którego nie do końca jeszcze rozumiano, był w jakimś sensie inspiracją zarówno dla obozu Piłsudskiego, jak i dla endecji.
 
 
Wybory w listopadzie 1922 r.

Przyjęta w marcu 1921 r. konstytucja wprowadzała urząd Prezydenta RP, ale o ograniczonych kompetencjach i wybieranego przez parlament. Prawica, choć generalnie zafascynowana wizją silnego państwa, obawiała się bowiem, że urząd ten obejmie wrogi jej Piłsudski. Ten nie miał jednak zamiaru sprawować funkcji niewiążącej się z rzeczywistą władzą.
 
 
Grudniowe wybory prezydenckie odbyły się w następstwie wyborów parlamentarnych. W porównaniu do wcześ- niejszego rozkładu mandatów najwięcej straciły partie centrowe. Najsilniejszym ugrupowaniem była prawicowa Chrześcijańska Związek Jedności Narodu (tzw. „Chjena”) – koalicja, której trzonem byli endecy. Jej stan posiadania zmienił się jednak w niewielkim stopniu – po wyborach zyskała 3,2% mandatów w porównaniu do powiększenia stanu o 5,5% przez partie lewicowe.
 
 
Największy sukces odnieśli jednak przedstawiciele stronnictw mniejszości narodowych, którzy stanowili ok. jednej piątej składu Sejmu. Choć liczba ich posłów wciąż była mniejsza niż stanowiony przez mniejszości odsetek ludności, stali się siłą polityczną będącą solą w oku przede wszystkim nacjonalistycznej endecji.
 
 
Warto wspomnieć, że dwa mandaty zdobył też Związek Proletariatu Miast i Wsi, tworzony przez nielegalną Komunistyczną Partię Robotniczą Polski.  Jeden z mandatów komuniści zdobyli w Warszawie (zaledwie dwa lata po bitwie warszawskiej!), gdzie osiągnęli blisko 7% głosów mimo braku możliwości prowadzenia legalnej kampanii wyborczej i nagminnego unieważniania głosów na ich listę. Trzeba dodać, że KPRP nie miała w treści nic wspólnego z późniejszymi PPR czy PZPR. Obaj wybrani ówcześnie posłowie komunistyczni zginęli w latach trzydziestych z rąk Stalina, podobnie jak całe kierownictwo KPRP i dosłownie tysiące jej działaczy.
 
Gabriel Narutowicz
 

 
Do grudnia 1922 r. Gabriel Narutowicz nie był kluczową postacią w polskiej polityce i z pewnością nie wydawał się kandydatem do tragicznej roli, którą miał wkrótce odegrać. Profesor budownictwa wodnego z wieloletnim doświadczeniem pracy w Szwajcarii, który przyjechał do Polski w 1919 r. na zaproszenie rządu, był typem mało zauważanego „niezależnego eksperta” o niekontrowersyjnych z punktu widzenia głównych sił politycznych poglądach. To pozwalało mu zasiadać w pięciu różnych rządach w latach 1920-22 najpierw w charakterze ministra robót publicznych, a następnie spraw zagra- nicznych. W wyborach 1922 r. bezskutecznie starał się o mandat posła.
 
Kandydaturę bezpartyjnego Narutowicza w wyborach prezydenckich 9 grudnia zgłosiło umiarkowanie lewicowe PSL „Wyzwolenie”. W pierwszej turze głosowania w połączonych izbach Sejmu i Senatu uzyskał on dopiero czwarty wynik na pięciu kandydatów. Po pięciu turach nieoczekiwanie został jednak prezydentem, pokonując kandydata endecji hrabiego Maurycego Zamoyskiego (wcześniej triumfującego we wszystkich turach głosowania) dzięki przyciąganiu głosów kolejnych odpadających kan- dydatów. Decydujące znaczenie miała postawa bardziej prawicowego stronnictwa ludowego – PSL „Piast” – które uznało, że nie może poprzeć wielkiego właściciela ziemskiego, jakim był Zamoyski.
 
 
 Szowinistyczna nagonka

 
Prasa endecka uznała jednak, że o wyborze Narutowicza zadecydowały mniejszości narodowe. Rozpoczęła się bezprecedensowa kampania nienawiści przeciwko „niepolski-emu prezydentowi”, któremu wytykano długi pobyt za granicą, ateizm, powiązania z masonerią, a przede wszystkim narzucenie głosami mniejszości narodowych. W prawicowych Gazecie Warszawskiej, Rzeczpospolitej, Kurierze Warszawskim można było przeczytać wezwania do usunięcia „zapory” i „zawały”, jaką jest „żydowski elekt”, którego obce siły „wbiły klin między prawicę i Piasta”.
 
 
Już w dniu wyboru rozpoczęły się manifestacje przeciw Narutowiczowi o jawnie szowinistycznym charakterze. Poseł i publicysta endecki Antoni Sadzewicz mówił do tłumu, że „Żydzi narzucili pana Narutowicza na prezydenta”. Dzień później gen. Józef Haller wzywał do walki z „narzuceniem przez obce i wrogie narodowości prezydenta Gabriela Narutowicza” życząc manifestantom sukcesu.
 
Komisja Parlamentarna „Chjeny” oficjalnie ogłosiła, że odmawia „wszelkiego poparcia rządom powołanym przez prezydenta narzuconego przez obce narodowości: Żydów, Niemców, i Ukraińców” deklarując jednocześnie, że podejmuje „stanowczą walkę o narodowy charakter Państwa Polskiego, zagrożony tym wyborem”.
 
 
11 grudnia nacjonalistyczne tłumy starały się zablokować Sejm, by nie dopuścić do zaprzysiężenia prezydenta. Kilku posłów zostało dotkliwie pobitych. Wznosząc barykady z ławek i koszy na śmieci starano się też zablokować przejazd powozu z Narutowiczem, który był przy tym obrzucany wyzwiskami, kamieniami, bryłami  śniegu i lodu. Posłowie socjalistyczni przebijali się do Sejmu w obstawie robotników z PPS. W wyniku strzałów oddanych ze strony nacjonalistów jeden z robotników został zabity, kilkunastu było ciężko rannych.
 
 
To wszystko działo się przy bierności policji. Minister spraw wewnętrznych w czasie zamieszek przebywał w… teatrze. Cztery dni później musiał jednak podać się do dymisji. Piłsudski miał w tej sytuacji zastanawiać się nad oddaniem władzy. Jak stwierdził 11 grudnia na posiedzeniu rządu: „Nie mogę oddać władzy w tej chwili, kiedy banda gówniarzy zakłóca spokój, znieważa prezydenta, a rząd nic na to; dajcie mi władzę, a ja uspokoję ulicę; jeśli nie, to sam jeden pójdę i uspokoję – nie mogę w tych warunkach ustępować.” Ostatecznie jednak do zaprzysiężenia doszło, a trzy dni później Piłsudski przekazał Narutowiczowi władzę.
 
 
Przy stale trwającej nagonce pierwszy Prezydent II RP pełnił jednak urząd tylko przez pięć dni. 16 grudnia Eligiusz Niewiadomski, fanatyczny nacjonalista i były członek Ligi Narodowej, oddał do niego śmiertelne strzały w Zachęcie.
 
 
 
Prasa prawicowa starała się przedstawić to zabójstwo jako dzieło szaleńca niemające związku z rozszalałą przeciw Narutowiczowi kampanią. Najbardziej skrajne z nich pochwalały czyn Niewiadomskiego. Gazeta Poranna 2 Grosze pisała więc o zamachu jako o „ratunku Polski przez zalewem bolszewizmu”. Zabójca został skazany na karę śmierci. Jego grób był później celem skrajnie prawicowych pielgrzymek, a w niejednym kościele odprawiano msze za jego dusze…
 
 
Według relacji Wincentego Witosa z PSL „Piast”, po zabójstwie Narutowicza posłowie socjalistyczni mieli zjawić się uzbrojeni w sękate laski w klubie endecji. Część obozu piłsudczykowskiego, łącznie z częścią PPS, planowała podobno „akcję karną” przeciw endekom polegającą na fizycznym rozprawieniu się z jej czołowymi działaczami. Po 24 godzinach na czele wojska wkroczyć miał Piłsudski celem przywrócenia ładu i porządku.
Z rozprawy nic ostatecznie nie wyszło głównie za przyczyną lidera PPS, Ignacego Daszyńskiego, zdecydowanie występującemu przeciw temu pomysłowi. Bez wsparcia czołowego stronnictwa robotniczego uznano, że akcja nie ma szans powodzenia.
 
 
Nierozwiązany kryzys
 

Śmierć prezydenta na krótki czas spowodowała wyciszenie politycznych sporów. I tylko na krótki – ich korzenie były bowiem zbyt głębokie. Już w 1923 r. mieliśmy do czynienia z krwawo stłumionym powstaniem robotniczym w Krakowie przeciw represyjnym rządom „Chjeno – Piasta” z Witosem jako premierem i Dmowskim jako ministrem spraw zagranicznych. W 1926 r. Piłsudski dokonuje zamachu stanu wprowadzając rodzaj dyktatury wojskowej. Radykalizuje się endecja coraz bardziej zainspirowana wzorami faszystowskimi.
 
W latach trzydziestych radykalizuje się też PPS, po wcześniejszych złudnych nadziejach pokładanym w dyktaturze Piłsudskiego, na które po kilku latach odpowie on socjalistom więzieniami. Komuniści, stale prześladowani, są targani konfliktami podlegając, jak wszystkie partie komunistyczne na świecie, obowiązkowej stalinizacji i bezwzględnemu podporządkowaniu Moskwie – ostatecznie Stalin rozwiązuje ich partię w 1938 r.
 
To wszystko na tle podziałów społecznych, zaostrzonych tylko kryzysem gospodarczym lat trzydziestych. Masowe protesty robotnicze w 1936 r. i chłopskie w 1937 r., w obu przypadkach brutalnie pacyfikowane i niosące liczne ofiary śmiertelne, były dowodem, że u schyłku II RP konflikty klasowe dalekie były od złagodzenia. Podobnie opresyjna polityka narodowościowa, w prowadzeniu której obóz piłsudczyków przejmował coraz więcej nacjonalistycznej ideologii endecji.
 
 
W 1939 r. państwo, które na pompatycznych defiladach wojskowych szczyciło się swoją potęgą, okazało się domkiem z kart w porównaniu z machiną wojenną nazistowskich Niemiec wspomaganych przez stalinowską Rosję.
 
 
Tekst ukazał się w grudniowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

UPA