Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 8 gości.

Bruno Drwęski: Kto wygrał wyścig XX wieku?

man_on_the_moon.jpg

 
 
Po 1989 roku przyjęło się uważać, że dowód wyższości kapitalizmu nad socjalizmem można znaleźć porównując obecną sytuację Polski i Hiszpanii.
 
Zostawiając na boku sprawę, czy istotnie "socjalizm realny" był wcałości, częściowo lub w żadnym wypadku ustrojem socjalistycznym, należyjednak porównywać ustrój na pewno kapitalistyczny w Hiszpanii z ustrojem, jakby nie było "niekapitalistycznym", który cechował Polskę.
 
Ograniczymy się tutaj też tylko do omawiania spraw społeczno-ekonomicznych,  zostawiając na boku samą ocenę "moralną" obu ustrojów o których także należałoby przypomnieć. Do dziś dnia odnajduje sie bowiem w Hiszpanii masowe groby ofiar frankistów i milczenie na ten temat stało się regułą, również od czasu rozpadu faszyzmu. Nigdy nie było mowy tam o jakakolwiek "defrankizacjii", podczas gdy w Polsce, mimo, że masowe represje skończyły się już w 1956 r., a trwały dużo dłużej w Hiszpanii, temat  "dekomunizacji" wciąż wraca. Ta różnica tłumaczy chyba fakt, że te same klasy
społeczne rządzą nieprzerwanie w Hiszpanii od 1939 roku aż do dziśdnia, podczas gdy w Polsce, nawet jeśli robiono to w sposób ograniczony,cząstkowy, zmanipulowany, klasy ludowe miały swój udział we władzach PRL-u i w oczach dzisiaj rządzących należy to wymazać definitywnie zpamięci, nawet w przypadku byłych nomenklaturowców dążących teraz do"uszlachetnienia" swego rodowodu.
 
 
Nie będziemy też wnikać w szczegóły gospodarcze, bo to wymagałoby dużo głębszej analizy, które, wbrew pozorom, nie zostały nigdy prowadzone do końca.
 
Chciałbym więc tylko przypomnieć parę wątków, bez których nie   można prowadzić prawdziwej dyskusji nad porównaniem kapitalistycznej drogi rozwoju Hiszpanii a "real-socjalistycznej" drogi, którą zmierzała Polska.
 
 
Nierówny start
 
 
Porównując sytuacje obu krajów dziś, zapomina się często, jaką drogę przeszedł przeciętny obywatel tych dwóch krajów w okresach dyktatury, czyli od 1939 do 1977 dla Hiszpanii i od 1945 do 1989 dla Polski.
Należy więc najpierw przypomnieć, że Hiszpania wyszła z wojny domowej w 1939 r. dużo mniej zniszczona aniżeli Polska w 1945 r. Co więcej, w czasie Drugiej Wojny Światowej Hiszpania, balansując między Niemcami hitlerowskimi a krajami anglosaskimi, korzystała, jak Szwecja lub Szwajcaria, ze specjalnych udogodnień u obu przeciwników, co miało swój wkład w dalszy rozwój gospodarczy.
Podobnie zresztą, jak pieniądze  zainwestowane tam przez zbrodniarzy hitlerowskich i kolaborantów z krajów okupowanych.
Należy także przypomnieć, że część Hiszpanii była już uprzemysłowiona przed 1939 r. Istniała tam prawdziwa burżuazja, podczas gdy Polska sprzed 1939 roku, choć miała gdzieniegdzie fabryki, była pozbawiona podobnych elit gospodarczych. Start tych dwóch krajów nie był więc równy i od tego trzeba zacząć wszelkie porównanie.
 
 
Po Drugiej Wojnie Światowej z kolei, rządy Franco korzystały z "przyjaznej" pomocy USA, w formie rożnych udogodnień kredytowych, handlowych, itp. w ramach "wojny z komunizmem", podczas gdy Polska był o dcięta od dostępu do najnowszych technologii poprzez program COCOM, który
uniemożliwiał normalną, chociażby "rynkową" wymianę handlową między Wschodem a Zachodem. Hiszpania korzystała więc gospodarczo ze swojej sytuacji politycznej i bez istnienia obozu radzieckiego można przypuszczać, że nie mogłaby się tak rozwinąć.
Ale mimo tego, rozwój Hiszpanii był początkowo bardzo mierny jeśli porównujemy go z Polską lat 50. i początku 60.
 
 
 
                                Kto płacił za rozwój?
Warto przypominać jeszcze inne fakty, zanim można będzie wnikliwie i obiektywnie porównywać dynamizm rozwoju gospodarczego Hiszpanii Franco i PRL-u.
 
PRL, z powodu konieczności legitymizacji ustroju, zlikwidowała od początku bezrobocie i zapewniła cały szereg różnych, marnych częstoale jednak, praw społecznych o których Hiszpanie nie mogli nawet marzyć.
Oczywiście, to obciążało budżet i utrudniało możliwości rozwojowe.
Kiedy się więc zestawia obie gospodarki należy nie tylko porównywać "rezultat końcowy", ale także jakość życia minionych pokoleń", na których  "cud gospodarczy" się oparł. Jasne jest, że ta część Polaków, która miała wcześniej aniżeli Hiszpanie dostęp do nauki, do służby zdrowia, do pracy, albo w ogóle do minimalnego jedzenia, też być wzięta pod uwagę.
Francisco FrancoFrancisco FrancoPamiętam, jak w Hiszpanii w 1976 r. uderzyła mnie duża ilość spotykanych
niewidomych wśród starszego pokolenia w porównaniu z innymi krajami,
szczególnie z Polską. Był to wynik braku witamin w dzieciństwie tego
pokolenia. Wtedy PRL zapewniła swoim obywatelom chociażby to minimum.
"Cud hiszpański" został więc poniekąd zapłacony przez tych niewidomych,
a czy nie należy wziąć także tego faktu pod uwagę w "ostatecznym
rozrachunku". Czy "warto" było poświęcić tyle ludzi dla dalszego rozwoju?
Można odpowiedzieć twierdząco, ale wówczas należy wiedzieć, że przyjmuje
się myślenie Stalina z czasów kolektywizacji i pierwszej pięciolatki.
Jest to tym bardziej warte uwagi, że w klimacie hiszpańskim witamin nie
brakuje. Podjęto jednak decyzję o masowym eksporcie owoców i jarzyn, by
zapewnić za wszelką cenę rozwój kapitalizmu i kapitalistów w Hiszpanii.
 
 
Władze PRL-u, nawet w czasach stalinowskich, nie odważyły się podjąć podobnych decyzji. Porównując więc oba ustroje należy zastanowić się nad tym, czy młodzi Polacy chcieliby, żeby ich rodzice i dziadkowie mieliżycie poniżej społecznego minimum, po to żeby dzisiaj mogli osiągnąć ten i tak nie nadzwyczajnie wysoki poziom życia "hiszpańskiego".
W H iszpanii bezrobocie i tak przekracza 10%, a różnice społeczne i
między regionami stanowią stałą bolączkę, co Polacy odkryli dopiero od 1989
roku. Kiedy bezrobocie było już zmorą Hiszpanii, przez dwa pokolenia
Polacy mogli żyć "normalnie" i zajmować się jeszcze innymi sprawami, niż
tylko samym przeżyciem. Do tego należy dodać, że i tak hiszpańskie
bezrobocie jest zaniżone przez masową emigrację, która się ciągnęła
dziesiątki lat.
 
 
Odpowiedź więc na pytanie: miał rację Franco, czy przywódcy PRL w
wyborze drogi rozwojowej, zależy w dużej mierze od punktu siedzenia.
Hiszpański chłop bez ziemi urodzony w 1950 roku zapewne wolałby żyć w ustroju
PRL-owskim, i jego dziecko często też, a polski dyrektor, który obecnie
zmaga sie z restrukturyzacją swego zakładu pracy, wolałby zapewne, żeby
w nim inwestowano jak poprzednio w hiszpańskich przedsiębiorstwach.
Tyle, że obecny polski dyrektor może nie byłby dziś dyrektorem bez PRL-u,
bez masowego awansu społecznego, podczas gdy dyrektor hiszpański mógłby
często i tak nim być, bo jego rodzice już należeli do klas
posiadających od kilku pokoleń.
 
Polski "cud"
 
A jak ocenić masową emigrację "za chlebem"? Bez niej poziom bezrobocia byłby nie do utrzymania dla Hiszpanów. PRL zapewniała do samego końca
pracę wszystkim swym obywatelom. Z punktu widzenia historycznegosię spierać, czy to było słuszne. Z punktu widzenia ludzkiego na pewno to było pożądane. Te pytania przypominają nam o tym, że nie można oceniać procesów gospodarczych w oderwaniu od ludzi, bez stawiania pytania: można
komu gospodarka służy? Jakim grupom służy dana formacja gospodarcza? Bo i dzisiaj, hiszpański bezrobotny lub sezonowy robotnik rolny z Andaluzji, widzi, że i jego dziadkowi biedowali, i jego rodzice i on też nie ma perspektyw mimo "cudu hiszpańskiego". Przypominam, że niemiecki tygodnik liberalny "Der Spiegel", pod koniec lat 60. zatytułował jeden zeswych numerów "Polnische wunder zwischen Oder un Bug" (Polski cud między Odra a Bugiem). W tych czasach zwracano uwagę nie tylko na "chłodną statystykę", ale także na to, jaki jest poziom życia przeciętnego obywatela danego kraju. Był to wynik ścierania się dwóch ideologii.
 
Dzisiaj zapomina się o tym, że na ocenę danego ustroju należy patrzeć inaczej w zależności od miejsca poszczególnych członków społeczeństwa.
 
Dlatego wówczas mówiono i wśród ówczesnych liberałów o polskim "cudzie", a nie mówiono o hiszpańskim. Dzisiaj jest inaczej.
Należy także wziąć pod uwagę pewne dodatkowe "pozaustrojowe" fakty, jak to, że Hiszpania miała ułatwiony rozwój od lat 60. z powodu swoich walorów turystycznych, o czym Polska, przy nawet najlepszej polityce, nie może nawet marzyć.
 
Po masowym napływie uciekinierów faszystowskich po 1945 r., przyszła masowa turystyka z bogatszych krajów. Argumentacja tutaj przedstawiona nie wyczerpuje wcale tematu, bo należy też brać pod uwagę długoplanowe cechy rozwojowe danego ustroju, ale nie można ich systematycznie odrywać od życia przeciętnych ludzi. A jeśli chodzi o długofalowe cechy rozwojowe należy przypominać, że Hiszpania,
ani za czasów Franco, ani odkąd jest w EWG, a potem w Unii Europejskiej, nigdy nie zmniejszyła swojego dystansu technologicznego wobec najbardziej rozwiniętych krajów. Inwestycje czynione w Hiszpanii są inwestycjami drugiej kategorii pod względem jakości.
 
 
Polska natomiast zmniejszyła swój dystans technologiczny w latach 60. i początku 70. Z tego okresu zostało Polsce nawet kilka klejnotów.
Dlatego wielkie koncerny zachodniespieszyły po 1989 r., żeby kupić je  i zamknąć od razu konkurenta.
Hiszpania tego nigdy nie zaznała. Rytm rozwojowy PRL-u był jednak daleko niewystarczający, co udowadnia, że ustrój "real-socjalistyczny" nie stał na wysokości zadania, ale czy przez to droga wybrana przez Franco była lepsza. Wątpię.
 
 
 
Robotnik Śląski nr. 10/02
 

Społeczność

1917 rev