Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 6 gości.

Komentarz redakcji WR do tekstu Michała Nowickiego

easter_eggs1_2_279.jpg

 
Z nieskrywaną radością przyjęliśmy fakt ponowienia działalności publicystycznej przez byłego redaktora naczelnego funkcjonującego między 2003 a 2008 rokiem portalu „Lewica bez cenzury”. LBC była bez wątpienia zjawiskiem bezprecedensowym w niezbyt burzliwej historii polskiej radykalnej lewicy ostatnich 20 lat. Długo można by pisać na temat osiągnięć redagowanej przez Michała LBC, oraz przyczyn dla których niespełna półtora roku temu, 15 października 2008, strona LBC, w wyniku „działań prewencyjnych” prokuratury została ostatecznie usunięta z sieci. Moim zdaniem, szczegółowa ocena roli LBC i jej dziedzictwa, jest tematem na osobny obszerny artykuł.
 
W swoim artykule pt. „Demokratyzm a totalitaryzm” z 18 marca br. Rozpoczętym od trafnego wywodu demaskującego puste slogany burżuazji tow. Nowicki postuluje tezę, jakoby „zwycięstwo nad kapitalizmem było możliwe tylko wtedy, gdy współcześni komuniści zaczną myśleć samodzielnie i wyzwolą się z burżuazyjnych schematów. Teza jakkolwiek słuszna i jakże istotna patrząc na opłakany stan obecnej lewicy.
 
 
W czasach kiedy kolejne „rewolucyjne” międzynarodówki opierają swoją siłę na gejach, feministkach i „walce z globalnym ociepleniem” płaszcząc się przez Al Gore’m, drobnomieszczańską „modą” i burżuazyjnymi lobbystami, a w najlepszym wypadku korzą się  przed żywiołowością „oddolnego ruchu”, gdy niemalże jedyną żywotną alternatywą dla drobnomieszczańskich trockistopodobnych sekcji partii międzynarodowych są resentymentalne kółka byłych ubeków wzdychających za generałem Jaruzelskim, czczących bezkrytycznie „Wielkiego Językoznawcę” i „socjalistyczny” bandycki wyzysk w  ChRL, wołanie o „oczyszczenie z burżuazyjnych schematów, schematów narzucających, że lewica musi wlec się w ariergardzie Henryki Bochniarz i „Gazety Wyborczej” na kolejnych różowo-tęczowych mityngach łączących lewaków i liberałów i  „miejsce każdego lewicowca jest u boku Generała”, gdy kolejni koniukturalni oportuniści wołają o porzucenie rewolucyjnej symboliki i tradycji na rzecz „wolnościowości”, „demokratyzmu” i osławionego „antytotalitaryzmu”, wydaje się być na dzień dzisiejszy problemem palącym i nie cierpiącym zwłoki.
 
 
Jak znaleźć wyjście z problemu, kiedy ruch jest w impasie? Na to pytanie próbował odpowiedzieć Lenin w broszurze „Co robić?”. To nie matematyka, tutaj nigdy nie ma zawsze spełnionych „jedynie słusznych” rozwiązań, a czcze małpowanie klasyków znalazło swój wyraz w skostnieniu i dogmatyzacji oficjalnego „marksizmu-leninizmu” czasów stalinowskich.
 
 
Niemniej jednak przyznać trzeba, że to właśnie przyjęcie formy medium propagandowego, uderzającego w kapitalizm pod jednoznaczną symboliką, wyróżniającego się od reszty lewicowego towarzystwa brakiem marnotrawienia czasu na wewnętrzne wojenki,  ukształtowało portal „Władza Rad” w obecnej postaci.
 
Tow. Nowicki sporo czasu w swoim artykule poświęca na udowodnienie, jakobyśmy byli „antytotalitarni”, zarzucając nam niejako między słowami „oddolnizm” , czemu służą zapewne przywołany jednostkowy przykład zdrajcy wewnątrz partii bolszewików i dowód na konieczność ogranizacji pewnego aparatu dla ograniczenia terroru żywiołowego.
 
Gdyby autor przeczytał dokładniej założenia ideowe portalu WR wiedziałby, że nie jesteśmy ani trochę „przestraszeni” wizją metafizycznego „totalitaryzmu” który pojawia się znienacka spod ziemi w orwellowskiej wizji (polecamy tutaj tekst Izaaka Deutschera o roku 1984) który dokonuje marksistowskiej analizy poglądów i twórczości Orwella).
 
Odpowiadając na krytykę odwoływania się przez „Władzę Rad” do Lewicowej Opozycji i rzekomego „braku spójności” doktryny zachęcam szczerze autora tej krytyki do udowodnienia, że leninizm, czy marksizm spełniają warunki „spójnej koncepcji politycznej” a koncepcja Trockiego akurat nie. Zagorzałych fanów spójności odsyłam do odpowiednich podręczników akademickich,  gdzie znajdą definicję tego pojęcia i niech się „pobawią” w dowodzenie jakoby był to „ruch o niespójnej doktrynie politycznej”. Dość powiedzieć że poglądy Trockiego ewoluowały w czasie (zresztą tylko przysłowiowa krowa nie zmienia poglądów) i przed sformułowaniem tego zarzutu należałoby się zastanowić o który dokładnie okres chodzi.
 
Trockiego na swoją winietę przyjęliśmy bynajmniej nie przez jego „demokratyzm” (z którym różnie bywało zwłaszcza podczas wojny domowej) tylko ponieważ jako pierwszy objaśnił biurokratyczne mechanizmy stalinizmu i rozważył możliwość biurokratycznej kontrrewolucji. „Zdradzona rewolucja” daje odpowiedzi na pytania przy których jakakolwiek stalinowska bądź wyrosła z niej interpretacja marksizmu się załamuje. Jak to jest że „socjalistyczne” 20 z hakiem lat temu było c.a. 1/3 kuli ziemskiej, a teraz państwa robotnicze przetrwały jedynie na Kubie i w Korei Północnej i znajdują się one w opłakanym stanie? Dlaczego kontrrewolucja na niewyobrażalną skalę dokonała się bez większego oporu robotników tych państw i stojących „na czele” proletariatu „komunistycznych” partii? Czemu po kontrrewolucji okazało się, że rządząca partia w „kwitnącym państwie socjalistycznym” jakim był PRL składała się w 99,9% ze zdrajców i agentów kapitału? Stalinowskie „teorie” stają się absurdalnie sprzeczne z faktami. Dlaczego większe powodzenie w biznesie odnoszą dawni ubecy, a nie weterani „Solidarności” którzy klepią obecnie biedę na kuroniówce, smętnie spoglądając w kierunku upadłych zakładów i złych „komunistów” którzy zabrali im pracę i chleb? Przecież wg. poststalinowców  to „Solidarność”  składała się z samych pachołków Waszyngtonu a nie PZPR! Żadna teoria „błędów”,  „rewizjonizmu” nie jest w stanie wyjaśnić tych procesów na gruncie marksistowskim – bo jeżeli możliwe jest cofnięcie historii „do tyłu” przez same tylko „błędy” bez narastającej od wewnątrz kontrrewolucji to może ktoś zrobi „błąd” i świat nagle cofnie się do feudalizmu...
 
 
Jak wspólnie ustalił kiedyś kolektyw redakcyjny, mając na uwadze swoje doświadczenia z ludźmi przemycającymi pod maską „marksizmu” różne formy subiektywnego bądź obiektywnego idealizmu, portal Władza Rad odwołuje się do materializmu historycznego. Oznacza to tyle iż uważamy, że to walka klas a nie „działania wybitnych jednostek” kształtują historię.
 
Nie jesteśmy żadną „wszechuczoną grupą badawczą” mającą żywiołowy zamiar „naukowo udowodnić że Lenin czy Trocki byli „czystymi komunistami” a reszta była w tylu a tylu procentach zła.
 
Generalnie antymarksistowskie i antydialektyczne jest wszelkie roszczenie sobie praw do bycia sędzią ostatecznym dla konkretnych jednostek, ponieważ ocena taka jest czysto subiektywna i nie jest w stanie ona objąć rzeczy we wszystkich jej wzajemnych powiązaniach z otoczeniem. Takie tanie moralizatorstwo prowadzi prostą drogą do sekciarstwa, a więc na  manowce i w polityczny niebyt.
 
 
Jeżeli ktokolwiek mógłby być w stanie rościć sobie prawa do uzasadnionego i szczegółowego „wystawiania ocen” czynić powinni to jedynie znający temat zawodowi historycy, lecz nawet ich ocena jest ułomna, ponieważ nie są w stanie oni zazwyczaj objąć całego istniejącego materiału na dany temat, albo taki materiał zwyczajnie fizycznie nie istnieje.
 
Jedyne do czego „mamy prawo” do ocena dokonywana poprzez pryzmat walki klasowej. Odpowiada nam ona po której stronie barykady stała dana osoba, ale nie mówi czy była ona „zła” czy „dobra”. Można powiedzieć że lewicowi eserowcy w październiku 1917 byli rewolucyjni a rok później kontrrewolucyjni. Nie mówi to nam jednak nic o „procencie dobroci” konkretnego lewego esera, marksizm mówi tyle że do pewnego czasu stali oni po stronie proletariatu a później przeszli na stronę burżuazji.
 
Skoncentrujmy się na różnicy pomiędzy leninizmem a stalinizmem, której wyjaśnienie tow. Nowicki niejako wymusza. Czy były to rzeczywiście „te same metody”? Owszem za Lenina istniała Czeka istniał system obozów dla jeńców wojennych , skazywano ludzi na śmierć, pewna część z nich była niewinna . Za Stalina OGPU/NKWD także posyłało ludzi na śmierć, częściowo winnych, częściowo niewinnych. Pozornie to samo, w III rzeszy wszystkie te rzeczy także występowały. I co, mamy wnioskować że leninizm, stalinizm i hitleryzm były tak samo zbrodnicze? A jak wygląda dzisiejsza Polska? Nie ma kary śmierci, nikt nie pozbawia życia niewinnych ludzi panuje kwitnąca demokracja, mamy 1,7% wzrost gospodarczy i żyjemy w raju...
 
Właśnie na takich porównaniach pastwi się burzuazyjna propaganda, propaganda PO, propaganda PiSu, propaganda Pipesa, Courtois i Wołkogonowa wyciągając wyjęty z kontekstu zestaw danych, lansuje ona tezę o rzekomym „totalitaryzmie bolszewickim” będąc de facto zwyczajną demagogią, zresztą tak samo jak przytoczonony „dowód” równości leninizmu i stalinizmu. Zestawia ona co jej się żywnie podoba ze specjalnie spreparowanego materiału dla wyciągnięcia pożądanego efektu. Bronią, która pomoże nam, komunistom, zdemaskować te manipulację jest marksizm z jego materializmem dialektycznym i historycznym.
 
Tak więc udzielamy odpowiedzi pokrótce na wszystkie dociekliwe pytania: W październiku 1917 roku w Rosji decyzją wybranych w jak najbardziej demokratyczny sposób delegatów II zjazdu Rad cała władza przeszła w ręce Rad Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, w których większość mieli  cieszący się poparciem proletariatu  bolszewicy zorganizowani w rewolucyjnej partii. To właśnie władza tych rad z października/listopada 1917, rad Lenina i Trockiego, rad spod znaku sierpa i młota, które dokonały obalenia burżuazji na tereni Rosji, tworząc pierwsze na świecie państwo robotnicze. Burżuazja nie pozwoliła jednak na pokojowe oddanie władzy (dlatego „oddolne ruchy” skazane są na porażkę)  i zmobilizowała przeciwko młodej Republice Rad kilkanaście wrogich armii, które bezprzykładnym terrorem i grabieżą, nękały wyniszczoną zakończoną dopiero co wojną światową Rosję Radziecką. Wskutek konieczności obrony rewolucji, a także wspomnianej przez tow. Nowickiego konieczności ograniczenia „żywiołowego” terroru, niezbędne stało się powołanie organu odpowiedzialnego za represje i organizacje jakim była Nadzwyczajna Komisja do Walki z Sabotażem i Kontrrewolucją, znana jako Czeka. Kiedy ofensywa nie przebierających w środkach, topiących Rosję we krwi Kołczaków, Denikinów, von Ungernów, Judeniczów, Piłsudskich i imperialistów przyjęła decydującą fazę, niemożliwa była obrona rewolucji październikowej bez rozlewu krwi czy też rekwizycji zboża konieczności aprowizacji miejskiej. Można się spierać, czy „komunizm wojenny” był słuszny czy nie, czy lepiej byłoby oprzeć pieniądz na złocie tak jak to zrobiono w czasie NEPu. Jak wiele wątków, jakie stworzył tekst tow. Nowickiego, jest to materiał na kolejny obszerny artykuł.
 
Kwestią kluczową dla marksisty jest jednak nie fakt używania czy nie używania przemocy. Tymi kategoriami myślą nie marksiści, lecz burżuazyjni pacyfiści. Terror bolszewicki lat 1917-21 mieścił się zgrubsza w ramach „koniecznej obrony rewolucji”, chociaż jest to materiał na wiele osobnych artykułów.
 
Zasadniczą sprawą wydaje się kwestia, w czyim interesie organizowane są owe represje. Czy w interesie robotników (i chłopów) uzyskujących prawa polityczne i możliwość reprezentatywnego rządzenia w formie dyktatury proletariatu, nawet za cenę „nadzwyczajnego” zaciśnięcia pasa,  czy są też one spełnieniem chorych fantazji oderwanych od klasy robotniczej biurokratów, tworzących uprzywilejowaną warstwę społeczną i ciążącym robotniczemu państwu wiodąc je ku kontrrewolucji.
 
(Nota bene samo istnienie pasożytniczej warstwy biurokratycznej nie świadczy o kontrrewolucji ani o o „burżuazyjności” rządzącej partii, lecz o pewnych tendencjach jakie przejawia osamotnione i zacofane, lecz mimo wszystko robotnicze państwo. Dopóki nie ma prywatnej własności środków produkcji i nastawienia produkcji na zysk nie ma mowu o kapitalizmie a więc nie nastąpiła kontrrewolucja.Trocki nigdy nie napisał kiedy nastąpiła kontrrewolucja, bo takowej zwyczajnie za jego życia nie było i jako marksista nigdy nie twierdził że ona nastąpiła) 
 
Właśnie tutaj powinna naszym zdaniem przebiegać zasadnicza linia podziału pomiędzy tym do czego się odwołujemy, a tym co potępiamy, opowiadając się nie za „wyciętym” przez drobnomieszczańskiego buchaltera pojęciem „władzy rad”  ale Władzy Rad Lenina i Trockiego z października/listopada 1917 roku rozumianej jako jedna całość z dorobkiem klasyków marksizmu i zmierzającym dziś do bycia zakazanym symbolem rewolucji włącznie, nie jednak jako materiał do historycznej rekonstrukcji, lecz zespół koncepcji politycznych i ideologicznych zweryfikowanych o doświadczenia przeszło 90 lat historii.
 
Przyjęta forma marksistowskiego portalu informacyjno-teoretycznego jest naszym zdaniem najlepszym wyjściem   po permanentnych fiaskach wszystkich „jedynie słusznych grup inicjatywnych na rzecz”. Jej cel nie ulega chyba wątpliwościom. „Antystalinizm” owszem może się okazać tutaj zbędnym przymiotnikiem wobec nieuchronności upadku kapitalizmu, potrzebne jest jednak ku temu porzucenie demonów przeszłości i skierowanie swoich sił ku walce propagandowej z realną burżuazją i demaskowaniu natury istniejącego systemu a nie na polemiki z oderwanymi od rzeczywistości sekciarzami.
 
Czego sobie i autorowi tekstu z całego serca życzymy.Krzysztof Wójcicki, Władza Rad
 
 
To jeszcze nie koniec dyskusji nad nadesłanym tekstem tow. Michała Nowickiego.

Portret użytkownika Mandela93
 #

Dobry artykuł który wyjaśnia poglądy władzy rad nt stalinizmu czy też roli i miejsca portalu na radykalnej lewicy

 
Portret użytkownika michal_n
 #

Komentarz WR zamyka temat. Oczywiste było, że łączy nas krytyczny stosunek do „komunistycznych” aparatczyków, którzy 20 lat temu zbudowali w Bloku Wschodnim kapitalizm. Ale znacznie ważniejszy jest równie krytyczny stosunek do wszystkich śmiesznych ruchów pseudorewolucyjnych, które same siebie nazywały trockistowskie. Gdy portal z Trockim na winiecie nie boi się mówić otwarcie o kompromitacji ruchu trockistowskiego, to jest to dowód na trzeźwą analizę sytuacji i brak sekciarskiego zacietrzewienia. Z komunistami, którzy nie boją się słowa „dyktatura proletariatu” na pewno można się jakoś dogadać. I w tej sytuacji spory historyczne o Trockiego schodzą na dalszy plan. Wiele na ten temat napisałem w czasach LBC i pewnie wiele jeszcze w życiu napisze, ale obecna wymiana zdań z redakcją „Władzy rad” na ten właśnie temat mi wystarczy. A ponieważ z nieskrywaną radością przyjęliście fakt wznowienia mojej działalności publicystycznej, to możecie się spodziewać, że wkrótce będą kolejne teksty. I nie o Trockim, bo ile można słuchać ciągle tej samej płyty. Wiosna za oknem, świat wraca do życia – a ja wracam (powoli) do pisania.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

"Przyjęta forma marksistowskiego portalu informacyjno-teoretycznego jest naszym zdaniem najlepszym wyjściem po permanentnych fiaskach wszystkich 'jedynie słusznych grup inicjatywnych na rzecz'. Jej cel nie ulega chyba wątpliwościom. 'Antystalinizm' owszem może się okazać tutaj zbędnym przymiotnikiem wobec nieuchronności upadku kapitalizmu, potrzebne jest jednak ku temu porzucenie demonów przeszłości i skierowania swoich sił ku walce propagandowej z realną burżuazją i demaskowaniu natury istniejącego systemu a nie na polemiki z oderwanymi od rzeczywistości sekciarzami".

W ten sposób opisaliście własną ścieżkę dojścia, mieszczącą się w tradycji LBC, determinując niejako nieuchronność wyboru Michała Nowickiego. Stąd daleko jednak do głoszonej przez was "nieuchronności upadku kapitalizmu", blisko zaś do realpolitik rodem z PPP.

 
Portret użytkownika uno
 #

Blisko nam do PPP i do jej "realpolitik", a w zasadzie do realnej działalności prowadzonej przez tę partię. Mamy dosyć politycznych kanap robiących wirtualne rewolucje.

Obecny, niedoskonały kształt PPP, jest wynikiem stanu świadomości społecznej.

Można się obrazić na tę rzeczywistość i stworzyć gdzieś na boku grupkę obrońców "Świętego Grala" rewolucji proletariackiej.

Można też szukać kompromisów - niekoniecznie zgniłych - godząc działalność we w miarę masowej partii robotniczej, z otwartym propagowaniem marksizmu.

Takim właśnie kompromisem jest "Władza Rad"

Nie odcinamy się też od tradycji LBC - jest to część naszej tradycji.

Wybory dokonane przez Michała sprowadziły na niego policyjne represje i wobec wszelkich napaści prawicy pozostaniemy z nim solidarni. Jego wybór nie był jednak wyborem nieuchronnym.

Naszym zdaniem nie należy aż tak bardzo spieszyć się do konfrontacji z reżimem, gdy z góry wiadomo, że przy niekorzystnym stosunku sił, poniesiemy klęskę.

A nieuchronność upadku kapitalizmu głosił Karol Marks - my tylko za nim powtarzamy.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Po Karolu Marksie była jeszcze Róża Luksemburg, która zwróciła uwagę na szczególną rolę barbarzyństwa. Każda klęska ruchu przybliża nas do niego. Z każdą kolejną klęską jest coraz trudniej. Można mówić już o spiętrzenie przeszkód w samym ruchu robotniczym. Dużo szybciej uczy się burżuazja.
Determinizm w okresie rewolucyjnym miał jeszcze umocowanie propagandowe, dziś kryje się za tym tylko pusty optymizm, rewolucyjny frazes, niewiedza, a czasem nawet zwykła arogancja, która w "komunały" obraca każdą myśl.

 
Portret użytkownika uno
 #

Propaganda jest bardzo ważna i pomaga wlać w serca optymizm. Bez optymizmu nie ma zwycięstwa. Michał Nowicki dowiódł, że człowiek + komputer to potęga. Niemal w pojedynkę tworzył popularny portal,będący kombajnem propagandowym komunizmu.

LBC zrobiło w Polsce więcej szumu propagandowego niż wszystkie grupy inicjatywne i kieszonkowe międzynarodówki razem wzięte. Za to właśnie cenimy a nawet podziwiamy M.N. Dziś redakcję WR współtworzą ludzie którzy właśnie dzięki LBC po raz pierwszy zetknęli się z ideami komunistycznymi.

Jednak propaganda - choć niezbędna - nie wystarcza i jest to kolejne doświadczenie wyniesione z LBC. Niepowodzeniem zakończyła się bowiem próba budowy organizacji wokół najpopularniejszego portalu komunistycznego. Wyszło na jaw, że większość wirtualnych rewolucjonistów jest zainteresowana wyłącznie pisaniem rewolucyjnych komentarzy, a nie wychodzeniem na ulice.

Z tego doświadczenia próbujemy wyciągnąć wnioski poszukując taktycznych kompromisów.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

KAŻDA PLISZKA SWÓJ OGON CHWALI

W komunały obracacie zwłaszcza cudzą myśl, przyjmowaną powierzchownie, bez zrozumienia, czasem z rąk trzecich, choćby za pośrednictwem Michała Nowickiego i LBC.
Zbanalizowaną w takie oto sformułowania: "kolejne 'rewolucyjne' międzynarodówki opierają swoją siłę na gejach, feministkach i 'walce z globalnym ociepleniem' płaszcząc się przez Al Gore’m, drobnomieszczańską 'modą' i burżuazyjnymi lobbystami, a w najlepszym wypadku korzą się przed żywiołowością 'oddolnego ruchu'". Myśl ta w waszym wydaniu wyprana ze wszelkich kontrowersyjnych treści i wyrwana z kontekstu dyskusji i kontekstu przemian społecznych staje się właśnie owym komunałem.
Wy zaś ubrani w cudze piórka możecie wówczas osądzać innych, jak dos:
"Wszystko pięknie ładnie ale operujecie Towarzysze w obrębie komunałów nie wykraczających dodatkowo poza ramy publicystyczno-teoretyczne".
Można by się pokusić o następujące porównanie: pokolenia działaczy radykalnej lewicy następują po sobie równie szybko, co pokolenia namnażających się pierwotniaków. Po kilku podziałach grupki ameb nie mają już absolutnie żadnego pojęcia o tym, skąd wzięły się "obiegowe" myśli, służące im za pokarm. Mgliste i wątpliwe poczucie przynależności do masowego przychówku nie zastąpi poczucia ciągłości i krytycznie przyswojonej myśli. Ameba nie ma czasu na przyswojenie myśli, bo jej czas trwa zbyt krótko. PRAGNIE JĄ TYLKO JAK NAJSZYBCIEJ ZDYSKONTOWAĆ.

 
Portret użytkownika Andrzej Kotarski
 #

Przez partię typu reformistycznego nie zbuduje się rewolucyjnej partii robotniczej. Komuniści w Polsce zawsze zdawali sobie z tego sprawę. Wystarczy przypomnieć choćby przykłady SDKPiL czy PPS-Lewicy.
To że "jest nas mało" wcale nie tłumaczy wszystkiego.
Jest to na tyle znany fakt iż sięganie po niego jako argument nie sprawi ze nagle przybędzie od tego komunistów.

 
Portret użytkownika dos
 #

To że w Polsce mieliśmy oddzielnie PPS i SDKPiL to kwestia rozmaitych wątków. Ale nie tego że rewolucyjni komuniści znali naturę reformistycznych socjaldemokratów. Bo musieli by ją znac na etapie "głęboko prenatalnym". PPS powstał w 1892, SDKPiL w 1903. W trakcie rewolucji 1905-1907 nadal były dwie partie. Do niemalże narodzin II RP i jej rówieśniczki KPRP ani PPS NIE BYŁA PARTIĄ SOCJALZDRADY na miarę SPD, ani SDKPiL NIE BYŁA PARTIĄ TYPU LENINOWSKIEGO. Więc pisanie że polscy komuniści "zawsze" świadomi byli że muszą byc w innej partii niż reformiści to myślenie życzeniowe i chodzenie na historyczne skróty.

Po drugie to raczej polska specyfika na skalę europejską- praktycznie wszędzie poza Polską partie komunistyczne powstawały drogą rozłamu. Rozłam ten był spowodowany I WŚ i stosunkiem do rewolucji rosyjskiej. Był więc to świadomy rozłam. Istnienie dwóch partii socjalistycznych na Ziemiach Polskich było mniej świadome, mniej oparte na przesłankach ideowych.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Zwrot "zawsze" użyty przez Andrzeja Kotarskiego ma jak łatwo zauważyć emocjonalny charakter. W Międzynarodówce Komunistycznej jest to oczywiście tradycja mniejszościowa - poza prekursorami KPRP (SDKPiL i PPS-Lewicą) do MK jako partie jednolicie rewolucyjne wstąpiły Bułgarska i Rumuńska Partie Socjal-Demokratyczne. Pozostałe sekcje MK powstały w wyniku rozłamów. Podobny proces zresztą miał również miejsce w Polsce - w latach 1919-1922 do KPRP dołączyły liczne rewolucyjne grupy rozłamowe wywodzące się z PPS i socjalistycznych partii robotniczych mniejszości narodowych.
Chodzi jednak o coś innego - nie tylko o miejscowe tradycje - SOCJALDEMOKRATYCZNE ZAPOŚREDNICZENIE (bo o nim mowa) długo nie znajdowało uznania w ruchu trockistowskim, który jak wiadomo wyodrębnił się po wyrzuceniu zwolenników Trockiego z krajowych sekcji MK. Trockiści zdecydowali się bowiem budować organizację rewolucyjną, w dodatku międzynarodową. Tylko niektórzy zwolennicy Lwa Trockiego uznali decyzję o budowie IV Międzynarodówki za pochopną, bynajmniej jednak nie opowiadali się za działaniem w partiach socjaldemokratycznych. Tzw. francuski zwrot bezpośrednio wiąże się z propagowaną przez Trockiego specyficzną taktyką entryzmu, która zresztą nie dała zadowalających rezultatów.
Większość współczesnych organizacji trockistowskich czy posttrockistowskich, zrzeszonych w konkurujących ze sobą międzynarodowych tendencjach rewolucyjnych buduje od podstaw jednolite partie rewolucyjne. Głęboki entryzm w Labour Party stosował tylko brytyjski Militant.
Sam pomysł tworzenia tzw. szerokich partii czy pluralistycznych partii socjalistycznych, który w gruncie rzeczy stawia na socjaldemokratyczne zapośredniczenie, jako swoistą ścieżkę dojścia do nowej międzynarodówki popularny był zwłaszcza w największej tendencji posttrockistowskiej, zwanej IV Międzynarodówką lub mandelowcami. Wszystkie dotychczasowe próby stworzenia szerokiej, pluralistycznej partii zakończyły się jednak kompromitacją. Nawet we francuskiej Nowej Partii Antykapitalistycznej przeważa skrzydło "rewolucyjne" mieszczące się w tradycji LCR. A zatem większość wbrew opinii kierownictwa od początku NPA widzi jako organizację rewolucyjną. Nic zatem dziwnego, że NPA od Kongresu Założycielskiego nie zwiększyła w istotny sposób swoich rozmiarów - dalszemu rozmyciu uległo jedynie rewolucyjne oblicze LCR i IV Międzynarodówki.

 
Portret użytkownika uno
 #

Mandelizm jako tendencja nadaje się raczej do zaorania. W Polsce, drogą wykluczeń, rozłamów i wrogich przejęć praktycznie sam się zaorał. To że Ziętek pojechał na wycieczkę do Francji nie znaczy jeszcze, że podpisał mandelowcom jakiś cyrograf. Oni uwielbiają zapraszać znane osoby z Polski - kiedyś na wycieczki jeździł Pinior, który później i tak poszedł swoją drogą.

Nie zapominaj, że LCR jako organizacja rewolucyjna ma swoją ciągłość historyczną. U nas tradycja oddolnej organizacji rewolucyjnej w ruchu robotniczym została przerwana i unicestwiona przez stalinowców. Zaczynamy odbudowę na zgliszczach i nawet w naszym regionie mamy chyba najtrudniejszą sytuację startową.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Zgoda ciągłość została zerwana. Jednak wasz "kombajn propagandowy" atakując "sekty", "kanapy", "grupy inicjatywne na rzecz" stawia siebie w charakterze czegoś w rodzaju ścieżki dojścia. Nie wiadomo jednak do czego. Wiadomo wszak, że sam wciąż pozostaje taką środowiskową kanapą, która zresztą już raz jako LBC podjęła bezskuteczną próbę przekształcenia się w organizację.
Czym miałby lepszy być taki portal internetowy od radia, telewizji lub gazety codziennej, abstrahując od tego, że nie stać nas dziś na takie środki? Co innego tygodnik lub miesięcznik.
W gruncie rzeczy jest to tylko środek transportu propagandowych treści. Tych grających na PPP i "Sierpień'80" nie brakuje. Wymieńmy choćby internacjonalistę pl., lewicę.pl czy stronę internetową GPR, nie mówiąc o stronach "Sierpnia'80", PPP i jej młodzieżówki.
Portal "Władza Rad" reprezentatywny może być wyłącznie dla części środowiska LBC, które w międzyczasie uległo rozproszeniu. Niemała część tego środowiska ewoluowała w kierunku PPP, maoizmu i stalinizmu. Nawet na gruncie trockizmu jesteście w Polsce środowiskiem mniejszościowym. Pamiętajcie przy tym, że wsparcie Michała Nowickiego dla "Władzy Rad", dynamizując to środowisko, zakwestionuje klarowność podziału.

 
Portret użytkownika uno
 #

Stać nas - "Władza Rad" jest dziennikiem, z elementami radia i telewizji. Internet to najtańszy i najbardziej uniwersalny nośnik informacji. Przydałoby się tylko więcej doświadczonej kardy.

Cieszy nas, że tak wiele mediów lewicowych gra na PPP, bo naszym zdaniem obecnie jest to najwłaściwszy kierunek. Z portalem Internacjonalista rzeczywiście mamy sporo podobieństw - różni nas forma, symbolika i całkowity brak zainteresowania WR tematyką wojującego feminizmu i LGBT. Z psychotestu wyszło nam, że jesteśmy (jak Lenin) bolszewikami konserwatywnymi obyczajowo.

Na WR nie ma też żadnego wpływu Z.M.K. natomiast jest tu pełna otwartość na publikacje duetu BB.WR jest więc dla wszystkich tych, którym taka oferta medialna odpowiada. Natomiast jeśli ktoś poprosi nas o rekomendację organizacyjną, lub zapyta gdzie można nas spotkać w realu - w obu przypadkach odpowiemy: PPP. Myślę że sprawę stawiamy klarownie i uczciwie. Sądzę, też że mimo wszystko jest nas w Polsce więcej niż Zjednoczonego Sekretariatu.

Też mam nadzieję, że wsparcie Michała Nowickiego z jedno doświadczeniem i instynktem medialnym zdynamizuje portal, ale nie sądzę, że zakwestionuje jakąkolwiek klarowność podziału, ponieważ wiele podziałów wynika WYŁĄCZNIE z chorych ambicji jednostek. Zbyt wielu ludzi w tym kraju chce mieć WŁASNĄ sektę polityczną. My nie tworzymy żadnej nowej organizacji ani międzynarodówki. NALEŻYMY do PPP! Marzy nam się natomiast utworzenie marksistowskiej platformy programowej w ramach partii, ale do tanga trzeba dwojga, a w tym przypadku nawet trojga.

Dopiero kiedy zarobimy dużo pieniędzy, przekupimy kilku Anglików i Francuzów i utworzymy własną partię międzynarodową, rządzoną z Warszawy - to oczywiście żart dla podtrzymania dobrego nastroju i naszej dozgonnej przyjaźni.

 
Portret użytkownika Andrzej Kotarski
 #

Poprawki. SDKPiL powstała w roku 1893. Zaledwie rok po tym jak powstała PPS.
W trakcie rewolucji 1905 roku część działaczy (przeciwników tzw. starych rozwiązań) PPS postanowiła odejść z partii i założyć Polską Partię Socjalistyczną - Lewica. Głównie to właśnie przesłanki ideowe, szczególnie kwestia wybuchu rewolucji w Rosji a także podejście do problematyki narodowościowej zaważyły na tym że do takich rozłamów jeszcze wtedy w ruchu socjalistycznym dochodziło.
Zresztą także i pewien stosunek do tradycji rewolucyjnych w ówczesnym polskim ruchu socjalistycznym odgrywał niebagatelne znaczenie.
To w końcu nie kto inny jak Bronisław Limanowski (jeden z najważniejszych, wręcz symbolicznych działaczy PPS-u) przyznawał że bliżej do tradycji Wielkiego Proletariatu, Ludwika Waryńskiego jest SDKPiL aniżeli PPS-owi.
PPS-owców i SDKPiL-owców różnił także stosunek do tego jak ma wyglądać przyszły ustrój społeczny. Już w roku 1892 w programie, zjednoczonej jeszcze wtedy PPS, mamy do czynienia raczej z położeniem nacisku na bardziej reformistyczną drogę przechodzenia od kapitalizmu do socjalizmu i budowę tzw. ludowego ładu. Ludowy ład nie był i obcy SKDPiL. Aczkolwiek dla działaczy tej partii zasadniczą rolę odgrywała walka klasowa i sprawa rewolucji na której czele stać miała klasa robotnicza. Dla choćby takich fraków, socjalpatriotów, klasa robotnicza była jedynie narzędziem za pomocą którego można było przeprowadzić "ludowe powstanie".
Tak w 1925 roku o konflikcie między jeszcze PPS-owcami a SDKPiL-owcami pisał piłsudczyk i PPS-owiec, Józef Dąbrowski: "Żywą była pamięć blankistowsko-międzynarodowego <> z << narodowolcami>> Waryńskim, Kunickim na czele, oraz z powieszonym, wraz z robotnikami warszawskimi, Ossowskim i Pietrusińskim, Rosjaninem, i to sędzią pokoju z Warszawy - Bardowskim. Całe zresztą starsze pokolenie robotników, dotykających się socjalizmu, wykształcone było na wybitnie kosmopolitycznych hasłach <> i przeszło przeważnie przez organizację również zarzekającego się patriotycznych haseł <>. <> - jak stawiali sprawę weterani ruchu nie była zbyt popularna w sferze starszego pokolenia socjalistów-robociarzy"". Podziały między PPS-em a SDKPiL nie brały się więc znikąd. Jak najbardziej dotyczyły one poglądów na bardzo zasadnicze kwestie. Dlatego też i w samym PPS-e zaczęło dochodzić do sporów na tle drogi, kierunku w jakim powinna zmierzać partia. Konflikty te zaowocowały wyłonieniem się PPS-Lewicy, następnie PPS-Opozycji (która jeszcze potem wróciła do PPS) a także odchodzeniem z tej partii działaczy kojarzonych ze skrzydłem faktycznie rewolucyjnym i lewicowym. Demonstracyjnie opuścili tę partię m.im. Tadeusz Żarski i Jerzy Czeszejko Sochacki.
Faktycznie działanie w PPP to nie jest "pójście na historyczne skróty".Jest o raczej "historyczny kompromis". Nie jest to niestety nawet wymuszony kompromis, o czym można się przekonać czytając uno. Trudno w tej partii dopatrzeć się nawet tych elementów, cech jakie miały rozłamowe partie Polskiej Partii Socjalistycznej. Niektóre radykalne hasła wskazywałby jednak że PPP bliżej "frakom" i ich kontynuatorom w międzywojniu aniżeli np. Komunistycznej Partii Polski.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Nie żartujcie. Skoro jesteście członkami PPP, a Zbigniew Marcin Kowalewski odpowiada za program tej partii, to poniekąd realizujecie jego programowe założenia. PPP to nie klub dyskusyjny. Robić - nie dyskutować! To obowiązująca maksyma.
Wasza otwartość na nasze publikacje nie znajduje potwierdzenia w realu. Publikacji Kowalewskiego na "WR" nie brakuje.
Na razie nie znaleźliśmy żadnego pola współpracy. Najwyraźniej go nawet nie szukacie.
Marzy wam co prawda "utworzenie marksistowskiej platformy programowej w ramach partii", ale jak sami zauważyliście "do tanga trzeba dwojga, a w tym przypadku nawet trojga". Nie macie chyba nas na myśli?
A może jednak? Nie sądzicie, że byłaby to działalność wywrotowa? No tak PODZIAŁY IDĄ W POPRZEK. Uważajcie, bo jeszcze Kowalewski się o tym dowie.

 
Portret użytkownika Andrzej Kotarski
 #

Z jednej strony zarzekacie się że jesteście niezależni, neutralni od różnych grup, grupek inicjatywnych, koterii wzajemnych adoracji a następnie przyznajecie (dopiero teraz jawnie się z tym afiszujecie) że bardzo zależy wam na tym aby to PPP była najbardziej cenioną, wręcz wyróżnioną organizacją z całego obozu tzw. radykalnej lewicy. Nie bez powodu w Kolektywie REDakcyjnym znajdują się zapewne osoby w mniejszym lub większym stopniu, sympatyzujące czy nawet "realnie działające" w PPP.
Działałem w OM PPP i bardzo dobrze zdaje sobie sprawę że żadne zamiary utworzenia platformy o której wspominacie nie wchodzą tam w grę. Osoby jakie ujawniały się ze swoimi komunistycznymi sympatiami były ale traktowane jak intruzi, gdyż "dyskusje o sprawach programowych i kształcie partii" trzeba zostawić na bok a najlepiej w ogóle dla "dobra partii" ich nie poruszać.
Z bardzo zresztą prostej przyczyny dywagowanie o powołaniu takiej platformy jest niczym innym jak zaklinaniem rzeczywistości. Otóż platforma o jaką wydaje się wam ze zabiegacie nie wykształci się gdyż to by zmusiło zabrać głos w jej sprawie takich ludzi jak B. Ziętka czy M. Olszewskiego. Platforma programowa to nic innego jak działanie pod przykrywką. Najwięcej ugrać mogą przez to osoby jakie sięgają to bezproduktywnego radykalizmu ala pryszczaty stalinizm.
Znając ich rzeczywiste nastawienie do budowy "partii robotniczej" nie będą oni chcieli dyskutować nad czymś co uważają za "dziecinne" i "nieprzystające" do nowych wyzwań i czasów, gdzie "robotników jest coraz mniej", "rewolucjonistów to by wyjebali z zakładów pracy" a najlepiej gdyby zostali oni wszyscy razem wzięci wysłani do Australii...

 
Portret użytkownika uno
 #

Kotarski obudź się. Jest rok 2010 ! Nie ma ani SDKPiL, ani PPS ani przedwojennej KPP. Mamy za sobą 45 lat stalinizmu i wywołaną tym kompromitację idei komunistycznych na całym świecie. Ruch robotniczy jest w rozsypce. Jedyną lewicową organizacją robotniczą jest PPP. Reszta to uniwersytecko-drobnomieszczańskie kanapy. Do utworzenia kolejnej ewidentnie dąży Hartownia. Ja film po tytułem GIPR już kiedyś widziałem i nie mam ochoty oglądać go po raz drugi - swoją drogą pytanie - gdzie jest GIPR? Oczywiście duet BB jest niezwykle atrakcyjny intelektualnie i możemy się wspólnie bawić w coś w rodzaju marksistowskiego klubu dyskusyjnego, bez udawania, że z tego powstanie partia rewolucyjna. Przez dwadzieścia lat z żadnej kanapy nie wyłoniła się partia i o czymś to świadczy.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Dziękujemy za szczerość. Skoro wszystko już wiesz i nie czytając naszych artykułów masz wyrobione zdanie. Nie dziwi nas, że zapomniałeś o planowanym spotkaniu. Sam się o nie jednak prosiłeś.
Już nie raz pisaliśmy, że nie zamierzamy odtwarzać Grupy Samorządności Robotniczej, ani tym bardziej Grupy Inicjatywnej Partii Robotniczej. Wyjaśniliśmy dlaczego - wystarczy przejrzeć archiwum "Dyktatury Proletariatu".
Wiodącym tematem dyskusji 1-3 maja w Markach mają być jedynie potraktowane wieloaspektowe i krytycznie ŚCIEŻKI DOJŚCIA (podkreślamy liczbę mnogą) do WZGLĘDNIE MASOWEJ REWOLUCYJNEJ PARTII ROBOTNICZEJ. Zapewne coś powołamy, ale nie to o czym myślisz. Zresztą z myśleniem u ciebie nieco na bakier. Najwyraźniej film ci się urwał "pod tytułem GIPR", skoro twierdzisz, że "Jedyną lewicową organizacją robotniczą jest PPP. Reszta to uniwersytecko-drobnomieszczańskie kanapy", przy okazji insynuując, że "Do utworzenia kolejnej ewidentnie dąży Hartownia".
Co do GIPR pamiętaj, że to ty dłużej w nim zostałeś, oskarżając nas wspólnie z Elżbietą Jezierską z LIT CI i GIPR o likwidatorstwo. Broniłeś zatem "kanapy", to uderz się teraz we własne piersi, a nie wal w nas. Wróciliśmy wówczas do GSR.
"Kanapa" to pojęcie względne i podobnie jak "nisza" obraźliwe. To broń obosieczna. Nie ma łatwych ścieżek dojścia - jak już słusznie zauważyłeś RUCH ROBOTNICZY JEST W ROZSYPCE potrzebne są zatem nadzwyczajne, komplementarne, a często wręcz konkurencyjne rozwiązania. Do waszej nowej monopartii nie wstąpimy.

 
Portret użytkownika uno
 #

Wracając do GIPR - nie chcę powtórki sytuacji kiedy na zebraniu kilkuosobowej grupki dwóch facetów wychodzi z pokoju do kuchni a wracając oświadcza, że właśnie dokonali pryncypialnego, leninowskiego rozłamu. O co wtedy poszło? O wycieczkę do Hiszpanii? W niczym też nie pozostawałem. Po tym szokującym doświadczeniu stwierdziłem, że to dziecinada i szkoda mi czasu na zabawę w politycznej piaskownicy. Czekałem aż pojawi się jakaś realna szansa na odbudowę ruchu robotniczego w Polsce. Wyrosło nowe pokolenie marksistów (równie durne jak poprzednie) ale pojawiła się też szansa, więc chcę spróbować.

Nadal jestem za spotkaniem, tylko przytłacza mnie nadmiar obowiązków. Może spotkanie w sprawie organizacji 1 maja, będzie okazją żeby porozmawiać? Jeśli nie, chętnie wezmę udział w "dniach majowych". Nie chciałbym, żeby różnice w ocenie sytuacji przerodziły się we wrogość osobistą. Po prostu, jak na razie nie przedstawiłeś przekonywujących argumentów na rzecz wycofania poparcia dla PPP i zaangażowania się w jakiś inny projekt. Powtarzam, możemy sobie zorganizować wspólnie klub dyskusyjny, czy jakiś WUML, ale ja naprawdę nie dostrzegam przestrzeni na nowy projekt partyjny. Jestem natomiast w stanie zmodyfikować lub zmienić swoje poglądy pod wpływem argumentów oponenta. Ty też?

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Pozwoliśmy już sobie zresztą wyjaśnić DLACZEGO w licznych artykułach zamieszczonych na dyktaturze.info.
Z WZZ "Sierpień'80" współpracowaliśmy na fali wielkich strajków w latach 1992-1993. Po rozłamie w GIPR, już jako GSR, nie podjęliśmy współpracy z tą organizacją. GIPR zaś współpracę tę kontynuował. Ziętek wówczas publicznie wypierał się kontaktów z nami (patrz stosowne artykuły na "Dyktaturze Proletariatu" i w prasie centralnej). Co prawda tuż przed śmiercią Daniela Podrzyckiego znaleźliśmy pole do KRYTYCZNEJ współpracy. Nie zamierzaliśmy jednak nigdy wstępować do PPP. Po śmierci D. Podrzyckiego nie z naszej winy porozumienie nie zostało sfinalizowane. Najwyraźniej nowi, radykalnie lewicowi decydenci w PPP obawiali się konfrontacji i krytyki.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

To była kawalerka bez kuchni, a rok 1995. Wspomniana przez ciebie wycieczka do Hiszpanii, do której nie doszło i o którą pośrednio poszło, miała nie tylko symboliczne znaczenie. Zrozumiałbyś to gdybyś częściej bywał na zebraniach. Sprawa została już zresztą opisana. Wyjaśnimy więc pokrótce.
W związku z planowanym wyjazdem emisariuszki LIT CI z Polski (groźba utraty emerytury) potrzebne były gwarancje, że GIPR nie wypadnie z orbity wpływów najliczniejszej wówczas tendencji trockistowskiej. Według zamysłu Elżbiety taką gwarancją miała być moja wizyta w europejskiej centrali LIT CI w Hiszpanii. Odmowy nie uwzględniono. Nie przewidywano również zastępstwa - w rachubę nie wchodził zatem ani Zbigniew Partyka, ani Grażyna Polkowska. Chodziło o decydenta. Stąd niekończące się nalegania. W pewnym momencie nie wytrzymałem presji i wystąpiłem z GIPR. To oczywiście był błąd. Po dłuższym wahaniu z GIPR wystąpił również Zbigniew Partyka. Od tego momentu mamy już do czynienia z rozłamem. Nie byłeś obecny na tym zebraniu. Zjawiłeś na kolejnym, już porozłamowym - razem z Elżbietą. Od tego momentu grupę warszawską GIPR, statutowo pełniącą rolę kierownictwa całej organizacji, stanowiły obok Elżbiety dwie twoje bliskie koleżanki. To, że się zdystansowałeś od sprawy miało już drugorzędne znaczenie. GIPR został przejęty przez LIT CI.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Za dużo pogardy w twojej wersji historii GIPR. "Dziecinada", "piaskownica" i ta wydumana wyniosła postawa w oczekiwaniu na kolejną "realną szansę na odbudowę ruchu robotniczego w Polsce" nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Przeczekałeś ten czas na giełdzie papierów wartościowych lub jej okolicach?
Przestań się zgrywać. Zawsze jest to kwestia wyboru. Czasem ograniczonego. W 1995 mogliśmy postawić na LIT CI, Zbyszek nawet był za. Miałem jednak co do tego obiekcje. Na jedno wyszło - LIT CI również się rozpadła. Nie moja to zasługa, lecz dowód, że nie była to właściwa droga. W pierwszej połowie lat 90. mieliśmy może jedną, może dwie szanse na milion. Gdyby nie śmierć Wsiewołoda Wołczewa moglibyśmy się nawet wybić na niezależność finansową i organizacyjną, mając "w plecaku" Związek Komunistów Polskich "Proletariat" i matkujące mu Stowarzyszenie Marksistów Polskich. Nie musielibyśmy dzisiaj zaczynać nieomal od zera. A tak mamy, jak sam powiedziałeś, "karykaturę KPP". Zresztą nie my ją mamy. Mają ją wszyscy komuniści za wyjątkiem tych, którzy się do tej tradycji nie poczuwają. Własne sekciarstwo możecie hołubić nawet w PPP.

 
Portret użytkownika uno
 #

Roztrząsanie problemów kilku, w porywach, kilkunastoosobowej grupki bez żadnych wpływów społecznych to moim skromnym zdaniem temat na kombatanckie wspominki przy piwku, a nie serię artykułów o historii współczesnego ruchu robotniczego. Jaki LIT CI - jedna starsza pani i dwie dzierlatki? O czym my mówimy? Co się rozpadło? Nikt nawet nie zauważył,że coś takiego powstało i istniało. Kogo to obchodzi? Wszystkie "rewolucyjne nurty, solidarności socjalistyczne, ośrodki polityczne i tym podobne polityczno-towarzyskie grupki wzajemnej adoracji to jedynie zabawa w politykę. Wtedy wybór był tak ograniczony, że praktycznie go nie było. Przez grzeczność nie spytam w okolicach jakiej giełdy Ty spędziłeś te lata. To już jest poziom Endiego. Jak ktoś dostaje pensję od partii to może sobie tak moralizować. W przeciwieństwie do obłędu radykalnej lewicy świat banków i finansów był i pozostał racjonalny i przewidywalny. Z nimi przynajmniej wiadomo o co chodzi - zawsze chodzi o kasiorę i dzięki temu można tych leszczy trochę oskubać.

Do prawdziwej polityki, dzięki powiązaniom z "Sierpniem 80" weszła dopiero PPP.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

ŻEBY SPRAWĘ POSTAWIĆ JASNO

Nie chodzi o to, żeby w PPP nie działać. Sęk w tym - jak? Biorąc pod uwagę fakt, że w konfrontacji rewolucyjnych frazesów z twardymi warunkami życia "zwykłych ludzi" popieracie - przecież racjonalnie - wybory dyktowane twardą koniecznością życia w kapitalizmie. Jak choćby można wnioskować z wymiany zdań na temat przyjęcia przez Ziętka oferty australijskiego kapitału.
Nie łudźmy się, taki wybór istnieje niemal zawsze. A więc komunistę od socjaldemokraty odróżnia jedynie to, w ilu przypadkach dokonuje on wyboru na rzecz opcji proponowanych przez kapitał?
Jako rewolucjoniści chcielibyście tworzyć w PPP ofertę marksistowską, jednak na razie odsuwacie ją na plan dalszy, ponieważ istnieje konieczność brania pod uwagę problemów, jakie niesie ze sobą życie w kapitalizmie. Ciekawe kiedy nastąpi moment, w którym uznacie, że jest on właściwy na przedstawienie swojej prawdziwej oferty? Historycznie ten sposób rozumowania przećwiczył już Bernstein twierdząc, że dla niego cel jest niczym, a ruch wszystkim. I nie mamy zamiaru wmawiać nikomu, że Bernstein był idiotą. Miał swoje uzasadnione racje, a szczególnie tę, że obietnice rewolucji są odległe i złudne, a na codzień to mamy walkę o bieżące postulaty.
Przykro nam, ale my tę sprawę widzimy nieco inaczej. Związek zawodowy rządzi się swoimi prawami, ale partia to już troszkę co innego. Nie mając w pogardzie bieżących spraw ludzi, pragniemy tylko zauważyć, że rolą partii politycznej jest wzniesienie świadomości swoich członków na poziom nieco odbiegający od poziomu potocznego po to, aby walka o sprawy bieżące była lepiej zorganizowana i przewidywała działania przeciwnika na kilka ruchów do przodu. Dlatego pohukiwanie na temat, że niby gardzimy sprawami "zwykłych ludzi" jest głupim zarzutem, bo nieuzasadnionym. Wymyślcie coś mądrzejszego.
Problem w tym, że trzymanie się świadomości "tradeunionistycznej" jest nie tyle potrzebne robotnikom, co konkurującym grupkom. Tak jak z reklamą, której sukces jest uzależniony od umiejętności odwoływania się do najbardziej prymitywnych instynktów, tak tu im mniej złożony światopogląd, tym lepsze zrozumienie u związkowców, a więc i większe prawdopodobieństwo przypochlebienia się im. Czyli - mocniejsza pozycja w grupkowej rywalizacji. To więc wy uważacie robotników za głupków.
Wysuwanie programu marksistowskiego stawiałoby grupkę dominującą w trudnej sytuacji, a więc naraziłoby was na retorsje z jej strony. Ani wy byście niczego nie ugrali, ani liderzy lewicy radykalnej w łonie PPP nie zyskaliby, a mogliby stracić. Szczególnie biorąc pod uwagę wasze co najmniej nieprzemyślane poglądy na rewolucyjność i na marksizm. W pewnym sensie trudno się dziwić obawom co do was.
Promowanie programu marksistowskiego jako swobodnej dyskusji w łonie PPP to coś zupełnie innego niż wasze nachalne i hurrarewolucyjne wymachiwanie szabelką, za czym kryje się przecież całkiem państwowotwórczy wyraz wdzięczności wobec ofert kapitału. Bałwochwalstwo wobec dętej symboliki idzie u was w parze z pokorą wobec propozycji kapitału. To zresztą zrozumiałe, skoro wyrocznią są dla was twarde dane, fakty i konieczności dnia bieżącego.
Dla nas nie jesteście alternatywą marksistowską, chociaż nawet nie uważamy za stosowne przebijać was w dętych frazesach. Nie obwieszamy się sierpami i młotami, gwiazdami ani portretami wodzów. Nie epatujemy burżujów po to, żeby za chwilę przyznawać im rację w realu. Mówimy wam wprost, że nie na tym polega marksizm. Ale dopóki będziecie popierać tych, którzy nie dopuszczają do swobodnej dyskusji na temat marksizmu, będziecie mieli z naszej strony krytykę - merytoryczną, ale bezpardonową. Bo z waszymi poglądami więcej dobrego zrobicie, jeśli przeniesiecie się do Caritasa lub do Owsiaka, możecie nawet w ramach PPP, reanimując KPiORP.
Głoszenie walki klasowej w sytuacji, kiedy nie wierzy się w alternatywę zdolną do działania tu i teraz, prowadzi co najwyżej do ślepych i irracjonalnych aktów nienawiści. Skoro racjonalnie przyjmuje się zdroworozsądkowe racje przeciwnika, a jednocześnie wzywa się do działania pod wpływem sfrustrowanych emocji.

 
Portret użytkownika uno
 #

No to już jest czysty bełkot pomieszany z goebbelsowską szkołą manipulacji. Do jednego incydentu pt. oferta australijskiego kapitału dla polskich górników, do której Ziętek odniósł się jako szef związku zawodowego dorabiacie całą ideologię jaka to zła jest PPP.

Wy dla nas też nie jesteście alternatyw marksistowską a jedynie grupą wiecznie biadolących nieudaczników. Tym niemniej jako humaniści i ludzie dobrze wychowani, chyba jako jedyni na lewicy, prowadzimy jeszcze z wami dyskurs. Mówicie nam na czym polega marksizm? A co wy jacyś papieże marksizmu jesteście?

Co wy możecie powiedzieć na temat promowania przez nas marksizmu w PPP i gdzie niby jest to hurrarewolucyjne wymachiwanie szabelką?

Bardziej od głoszenia walki klasowej interesuje nas udział w tej walce, a uczestniczy w niej związek "Sierpień 80" - nie kanapowi krzykacze. Normalnie od tej izolacji we łbach wam się poprzewracało, czy co?

Wierzę, że nie obwiesicie się sierpami i młotami. Właśnie dlatego my się obwiesiliśmy, że wszyscy inni jakoś je pochowali.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Do PPP nic nie mamy. Jest, jaka jest. Tylko ci "marksiści" w niej nie są zbyt gustowni. Najpierw mówicie, że pleciemy komunały i teoretyzujemy, a jak dajemy najnowszy, konkretny przykład, z życia partii wzięty, to też źle.
Papieżami marksizmu nie jesteśmy, ale jak widzimy, że leży w błocie i po nim chodzą, to jakoś mamy odruch, żeby go podnieść i otrzepać.
Co do promowania przez was marksizmu w PPP, to fakt, trudno dostrzec, a już szczególnie coś, co nie istnieje. A to, co bierzecie za marksizm, możemy ocenić na podstawie tego, jakich argumentów używacie w dyskusji z nami. Sorry, że jako probierz marksizmu nie przyjmujemy waszego "dobrego wychowania". Szczególnie, że pogardliwe, tendencyjne i jawnie mijające się z faktami wypowiedzi o nas jakoś mało świadczą o dobrym wychowaniu. Co krok, to fałszywa lub zafałszowana samoświadomość. I z czym do ludzi?
Swoją drogą, który to już raz z rzędu kolejni fani naszych wpisów chełpią się tym, że "jako jedyni" z nami dyskutują w ramach "dobrego wychowania" czy "dobrego serca". Moglibyśmy z takich już jakąś skromną kanapę uzbierać.
Mówiąc poważnie, mamy konkretne zarzuty o manipulacyjność waszej wizji pracy politycznej, brak analizy specyficznych warunków polskich, którą to analizę zastępujecie mniej lub bardziej poronionymi kalkami, tym bardziej, że modelowe rozwiązania za granicą odsłaniają bezradny impas. O waszej złej woli świadczy niechęć nie tylko do rzetelnej i krytycznej, ale jakiejkolwiek analizy owych wzorców i ich transplantacji. Nie usłyszeliśmy złamanego politycznego argumentu na rzecz pospolitej w tym środowisku taktyki, a tylko argumenty "zdroworozsądkowe", które mógłby przedstawić każdy, o dowolnie mało lewicowym światopoglądzie.

 
Portret użytkownika uno
 #

Tak to już z tymi polskimi marksistami jest - brzydcy jak cholera, a mimo wszystko trzeba ich pokochać jako braci w wierze.

Odnośnie Ziętka i PPP - najpierw pleciecie komunały, a potem rzucacie wyrwany z kontekstu, pojedynczy przykład. To ma być marksizm? Zróbcie solidną, udokumentowaną analizę to będziemy z wami poważnie dyskutować. W przeciwnym wypadku pozostaniemy w konwencji pyskówki.

Mój stosunek do GIPR, NLR, LIT, SS-PD, z tamtych lat jest taki sam, generalnie lekceważący - to była zabawa w politykę, a niektórzy dorośli faceci we wszystkich tych grupkach zachowywali się jak chłopcy w krótkich spodenkach. Dlatego nie mam ochoty na powrót do politycznej piaskownicy.

Nic nie możesz wiedzieć o naszej wizji, ponieważ ona dopiero się kształtuje. Mamy raptem kilka pomysłów, które zaczęliśmy weryfikować w praktyce. Jak uzbiera się jakiś materiał do analizy to go przeanalizujemy.

Nigdzie nam się nie spieszy, spokojnie się rozglądamy i może dlatego ta wasza nerwica natręctw bywa taka irytująca. Mamy prześliczny portal pełen sierpów i młotów, który może być atrakcyjny dla radykalnej młodzieży. Teraz dopiero czeka nas etap dużo trudniejszy - opracowanie metod komunikacji i sposobów dotarcia z przekazem do klasy robotniczej. Tu rzeczywiście przydaliby się jacyś sojusznicy ale problem okaże się zapewne opracowanie z nimi spójnego przekazu.

Generalnie mamy duży luzik. Przez dwadzieścia lat nikomu na polskiej lewicy nie udało się osiągnąć żadnego sukcesu więc i my nie czujemy specjalnej presji czasu. Całe szczęście, że jest PPP. Cieszę się, że wam również ta partia generalnie się podoba - a ze złymi marksistami stopniowo jakoś sobie poradzimy.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Poważny to ty nie jesteś, skoro w jednym rzędzie stawiasz najliczniejszą swego czasu międzynarodową (głównie latynoamerykańską) tendencję trockistowską LIT CI oraz GIPR (od 1995 r. nieoficjalną jej sekcję wydającą "Głos Robotniczy").

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Skoro bawiłeś się w NLR i GIPR - baw się dalej. C'est la vie!

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Chyba się znów nie zrozumieliśmy - napisaliśmy jedynie, że "Do PPP nic nie mamy", to nie znaczy, że nam się podoba. Faktycznie, za "duży luzik". Stąd zapewne ten problem ze "spójnym przekazem".
Jesienią tego roku obchodzić będziemy 30-lecie pracy politycznej. W tym trzydziestoleciu sukcesu nie odniosła przede wszystkim klasa robotnicza, wręcz przeciwnie - nie otrząsnęła się jeszcze z historycznej klęski. Indywidualnych sukcesów nie brakuje. Szczycił się nimi Dariusz Zalega i Zbigniew Marcin Kowalewski. Pozostajecie w ich cieniu i blasku i w ich świcie. C'est la vie! Takie jest życie.

 
Portret użytkownika uno
 #

Kończmy to ględzenie bo robi się nudne jak diabli. Całkiem możliwe, że się nie rozumiemy. Dyskusja ma sens wtedy kiedy wcześniej są przedstawione jakieś tezy i oczekiwania dyskutantów. Jeśli poważną dyskusję chcesz zastąpić wypadami zagończyka, to będziemy mieli niekończące się pyskówki albo ban na WR.

Kompleksy i urazy związane z Z.M.K lecz gdzie indziej. My się go nie boimy. Jesteśmy piękni, silni, w większości młodzi,a do tego zdrowi na ciele i umyśle. Przyszłość należy do nas. Zwyciężymy!

Na razie ustalmy, że każdy bawi się po swojemu, w swojej piaskownicy.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Zgadza się - wasz "kombajn propagandowy" nie jest atrakcyjny dla robotników. Raczej odpychający. Od tego należałoby zacząć rozmowę.
Zdajesz sobie sprawę, że etap prawdy będzie "dużo trudniejszy". Przegrany bez potencjalnych sojuszników. Wiesz przynajmniej gdzie ich szukać? PPP-owska ekipa nie wydaje się pod tym względem obiecująca. Oni już wyłożyli wszystkie karty na stół. Są usatysfakcjonowani.
Nie czujecie specjalnej presji czasu? W przeciwieństwie do robotników?
A wyzwania są niemałe. Środki skromne. Liczy się zatem potencjał ludzki. Skąd ten luz - nie szkoda wam czasu marnować?

 
Portret użytkownika uno
 #

Są różne formy przekazu, dedykowane różnym odbiorcom. WR został zoptymalizowany do komunikacji z radykalną młodzieżą i ewentualnie tzw. lewicową rodzinką.

Z całą pewnością nie był projektowany jako medium do prowadzenia agitacji wśród klasy robotniczej. To zagadnienie dużo bardziej skomplikowane - nie wiem nawet, czy internet jest w tym przypadku optymalnym nośnikiem. Żeby przyciągnąć masowego odbiorcę, o którego codziennie walczą media tzw. głównego nurtu trzeba potężnych pieniędzy. Losy Trybuny i Trybuny Robotniczej świadczą o tym, że lewicowy elektorat nie jest w stanie utrzymać komerycjnych mediów lewicowych.

Istnieje oczywiście w necie kilka stron lepiej sprofilowanych pod kontem potencjalnego kontaktu z robotnikami - np. strona PPP, czy GPR, którym oczywiście szczerze kibicujemy i życzymy sukcesu. Z naszymi zasobami i doświadczeniem zajęliśmy trochę inną niszę i eksperymentujemy.

Etapu prawdy się nie obawiamy. Potencjalnych sojuszników też nam nie zabraknie, gdyż jesteśmy mili, inteligentni, elokwentni i powszechnie lubiani - jednym słowem niezwykle atrakcyjni i przy tym pewni siebie oraz pozbawieni jakichkolwiek kompleksów. Jesteśmy skazani na sukces. Będzie dobrze - zobaczycie.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Po tym wszystkim co zostało tu powiedziane można wreszcie przejść do konkretów. Nie obrażamy się, choć jest za co.
Nie wybieramy się na spotkanie organizacyjne w sprawie alternatywnych obchodów 1 maja. Alternatywnych wobec OPZZ i SLD. W tym roku OPZZ i SLD najprawdopodobniej zrezygnują z manifestacji pierwszomajowej. Należałoby zatem zmienić koncepcję i zebrać wszystkich chętnych. Sekciarzom to jednak wyraźnie nie pasuje. Oni wciąż myślą tylko o sobie. Zważmy treść zaproszenia. Spotkanie ma dotyczy wyłącznie pochodu 1 majowego w Warszawie. Do wzięcia udziału w przygotowaniach zaproszone są wyłącznie "wszystkie organizacje i grupy radykalnej lewicy oraz anarchistów". Wyłączność podkreśla również cel pochodu: "Celem pochodu obu środowisk jest pokazanie lewicowej alternatywy dla programu SLD i OPZZ oraz budowa niezależnego społeczeństwa".
Hasłem tym nawiązujecie zapewne do tzw. opozycji demokratycznej, podziemnej "Solidarności", a może nawet do społeczeństwa obywatelskiego. Dziękujemy za zaproszenie, z tak sekciarskiej oferty nie skorzystamy.
Można byłoby jeszcze pogadać o imprezach towarzyszących, ale najwyraźniej nie warto tym obciążać organizatorów.

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Jak już powiedział sierp i młot nawiązując najwyraźniej nie tylko do waszej symboliki, ale i do waszych przemyśleń:
"To pobożne życzenia, by sekty zrobiły coś razem [oczywiście mówimy o czymś istotnym - Hartownia]. Z samego założenia sekt wynika, że muszą się nawzajem zwalczać. Inaczej nie byłyby sektami. Nie twierdzę, że ich koncyliacyjne zachowania skutkowałyby ich wzrostem. Twierdzę wręcz przeciwnie. Koncyliacyjne, altruistyczne zachowanie wobec innej Jedynie Prawdziwej Lewicy, z pozycji konstrukcji sekty byłoby jej obiektywną słabością i skutkiem nie byłby wzrost sekty, na skutek np. docenienia tego faktu przez wyborców (oni się sektami nie interesują), ale wchłonięcie jej przez inną bardziej pryncypialną i wierzącą w swoją prawdziwość sektę, o czym zresztą są nieustannie przekonywani przez swych guru. Słowem anihilacja sekty.
Co z tego (...), że obiektywnie z pozycji wyborców, lepsza byłaby współpraca między tymi sektami niż wzajemne się zwalczanie? Pozycja wyborców nie jest istotna, bo jak napisałem, wyborcy nawet o istnieniu sekt nie wiedzą i wiedzieć nie chcą. Najważniejsze jest to, że każda sekta ma swojego ambitnego wodza i jego kamarylę, który jest tym wodzem, właśnie dlatego, że zwalcza inne sekty i całość trzyma za przysłowiowy ryj. Tego egoizmu nie da się przeskoczyć na poziomie sekty. Albo sekta zwalcza inne sekty albo przestaje istnieć.
Załóżmy, że mamy sekty A, B, C, D,...(N). Kto ma interes w połączeniu się sekt? Pomińmy wyborców, bo oni mają je gdzieś. Ich członkowie? Teoretycznie tak jeśli byłyby to wielkie organizmy, w których większość członków własnej pozycji nie wywodzi z małej liczebności sekty. Dlatego mogą się połączyć partie na tyle duże, że suma interesów dołów jest znacznie wyższa niż suma interesów wodza i jego pretorian. Na tyle wysoka by przełamać jej interes. Ale czy w ogóle jest możliwe by połączenie sekt było w interesie wodzów? Zapewne nie. W ich interesie jest tworzenie syndromów oblężonych twierdz przed 'hordami nieprawdziwych lewicowców' atakujących ich 'święte zastępy', co zapewnia im ich własną pozycję dominującą na poziomie sekty. Niebezpieczeństwem dla wodzów jest rozrost sekt i nieuchronnie z nim związana wewnętrzna demokracja, bo o pozycję w grupie walczy więcej osób.
Co prawda kusząca jest perspektywa łączenia, ale niesie za sobą zbyt wysokie ryzyko utraty własnej pozycji wodza. Stąd tylko od czasu do czasu pojawiają się różne PLAN-y, RAZEM, KPiORP-y itd., jako z góry skazane na klęskę próby podporządkowania innych i stanięcia na ich czele. Próby nie przynoszą skutku, więc i tzw. "współpraca" ma krótki żywot.
(...) załóżmy, że jesteś wodzem sekty A, a ja wodzem sekty B. Dodam, że istnieje jeszcze wiele innych sekt, choć i nasze dwie by wystarczyły. Nasi członkowie mają podobne poglądy, przyświecają im podobne idee. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by nasze sekty się połączyły i wzmocniły. Jest to wręcz dla nich korzystne. Ale co z tego będę miał ja wódz sekty B i Ty wódz sekty A? Jeden z nas musi przegrać. A co z tego będzie miał wódz sekty N? Sekta może się połączyć, ale nie możemy tego zrobić Ty, ja, C, D... i N. Wygra jeden a wygrać chciałby każdy. A czy jest ktokolwiek kto chciałby przegrać w tej rywalizacji? ha ha ... poświęcić się dla idei? Nie ma takiej możliwości" (cytat z komentarzy z lewica.pl).

DARUJMY ZATEM SOBIE SPOTKANIE ORGANIZACYJNE, bo nie o taką organizację nam chodzi. Pogadajmy o innym, na które nie znalazłeś czasu. Propozycja jest wciąż aktualna.

 
Portret użytkownika uno
 #

No nareszcie - jak dorośli mężczyźni. Pierwszy maja to kolejny wielki problem, ale niepolitycznie jest wszystkie wątpliwości podawać od razu do publicznej wiadomości. Zaproponowałem termin, ponieważ my tam wpadniemy na zaproszenie człowieka, którego lubimy i wysoko cenimy. Nie sądzę byśmy długo zabawili, gdyż towarzystwo ma alergię na sierpa i młota. My z kolei, zwłaszcza w obliczu nadciągającej delegalizacji, wręcz lubujemy się w epatowaniu tym symbolem. Chwilkę sobie pogadamy, a potem byłby czas na męską rozmowę przy piwku - bezalkoholowym oczywiście. Jeśli nie, to trzeba będzie wykombinować jakiś inny termin.

Mam też prośbę. Jeśli chcesz rozmawiać poważnie, to pisz maile. Nie wszystko co chciałbym powiedzieć ludziom, których znam, mam zamiar ogłaszać publicznie i to akurat teraz.

 
Portret użytkownika Andrzej Kotarski
 #

Powiadasz że lubicie epatować sierpem i młotem...

Jak myślisz, dlaczego na forum OM PPP (organizacja z jaką Ty i kolektyw redakcyjny jesteście związani), jego użytkowników pozbawiono awatarów?

 
Portret użytkownika Hartownia
 #

Podtrzymujemy swoją ofertę. Piwo (nawet skrzynkę piwa) możecie wziąć ze sobą. Jeśli marzec, w zasadzie już kwiecień, jest dla was za krótki zapraszamy 1-3 maja do nas. Wówczas - PO DYSKUSJI - skonkretyzujemy również nasze propozycje. Wcześniej nie zamierzamy palić tematu, ani mostów, szpanować, ani kogokolwiek banować.

 
Portret użytkownika uno
 #

Lubimy, to mało powiedziane. My wręcz uwielbiamy epatować sierpem i młotem.

A jak myślisz - po co powstał WR? Gdyby wszystko, co kochamy było dostępne gdzie indziej, nie tracilibyśmy cennego czasu - a czas to pieniądz jak mawiał Wielki Lenin

Właśnie po to, by bronić elementarnych praw obywatelskich, do jakich zalicza się obnoszenie z symboliką komunistyczną oraz egzekwować podstawowe normy demokratycznego państwa prawa przeciwko postępującej faszyzacji naszego ukochanego kraju musiał powstać oddolny projekt obywatelskiego sprzeciwu - portal Władza Rad. Dzieło elit intelektualnych i moralnych polskiego ruchu komunistycznego. Hough!

 
Portret użytkownika Andrzej Kotarski
 #

BB...

Odpowiedziałem na Waszego maila...

 
Portret użytkownika Andrzej Kotarski
 #

Jesteś zwalającym z nóg dowcipnisiem...

Tak po mocnej tatrze czy wojaku jeszcze cię trzyma?

 
Portret użytkownika Andrzej Kotarski
 #

Czemu niektóre komentarze nie mogą doczekać się wyjścia na światło dzienne? Czymże to jest spowodowane? Podobno nawiązujecie do portalu "bez cenzury"...

 

Społeczność

UPA