Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 8 gości.

Maciej Wiśniowski: Domy bez wyjścia

pic061524cf.png

O nędzy ostatecznej i dziedzicznej.

3 schodki prowadzą od drzwi klatki na pierwszy poziom bloku socjalnego przy Wyspiańskiego 29. To granica światów. Bywałem w wielu pomieszczeniach polskiej nędzy, gdzie smród tamuje oddech, a na widok podłóg i ścian czuć smak wymiocin. Ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Na zewnątrz jest około zera, w środku tyle samo. To nie ściany korytarza, tylko jeden wielki liszaj. Nie podłogi - skuty beton. Nie drzwi do pomieszczeń - gnijąca dykta.na piętro. Świnie mają lepsze koryta. Kapie woda z nieszczelnych kranów, co za szczęście. To dlatego, że mrozy puściły. Gdy niedawno nocą było pod minus trzydzieści, zamarzły też krany w tych bydlęcych poidłach. Nie w tym rzecz, że nie było się gdzie umyć. Tutaj w ogóle nie da się dbać o higienę, bo nie ma pryszniców; są tylko zabite dechami cuchnące pomieszczenia w piwnicy, w których brak armatury, zresztą niepotrzebnej - wody i tak nie ma. Zaraz obok kibli z nieopisanym smrodem. Ludzie myją się w miskach. Dzieci najpierw, potem dorośli. Nie wiem, jak to robili, gdy pozamarzały rury. Wiem tylko, że dzieciaki spały w kurtkach. Miały uciechę, bo strasznie fajnie, kiedy można położyć się do łóżek w tym, w czym biega się po dworze. I para tak zabawnie podnosiła się z ust...22 1313 - tyle mieszka tu Iza Kurok. Nie zna innego życia. Gdy chce zobaczyć luksus, patrzy na wystawy. Takie życie jej podarowano, nie pytając o zdanie. Jej matkę Janinę i ją razem z dziewięciorgiem rodzeństwa przeniesiono tutaj na czas remontu dotychczas użytkowanego mieszkania komunalnego. Zostali oszukani. Nie wrócili tam nigdy, bo zalegali z czynszem. Matka nie była w stanie spłacić tamtego długu, chociaż wtedy miała jeszcze pracę. Ale i tak nie wystarczało. Potem zmieniła się Polska, lecz nie zmieniła się wegetacja Janiny Kurok. Iza miała wtedy 5 lat. Dziś ma już własne dzieci. Też stąd nie wyjdą. Bo wisi na nich dług poprzednich pokoleń. 15 000 złotych jest winna miastu Iza Kurok. Inni mają długi po 20, 40 tysięcy. Długi rosną razem z odsetkami. I nie ma szans na ich spłacenie. Nie ma pieniędzy, bo nie ma roboty. Są zasiłki niestarczające na życie, a co dopiero na czynsz. - Mam dać dzieciom jeść czy opłacić mieszkanie? - pyta Iza Kurok. 266,57 złotych to opłata za 44 metry dwóch pokoi przy Wyspiańskiego. W każdym po cztery osoby, czasem więcej. To był czynsz normalny, którego nie płacili, bo nie mieli pieniędzy. Zaległości rosły powiększane o odsetki, kartotekę sądową i odsetki od niej oraz jeszcze jakieś koszty. W końcu Zakład Usług Mieszkaniowych zdecydował o nieprzedłużaniu umów najmu. Jeżeli nie ma umów najmu, to taki ktoś nie jest lokatorem. Nie jest lokatorem, nie ma zatem meldunku. Przestaje istnieć. Jednak dla ZUM niebyt nie jest na tyle niewidzialny, żeby nie ściągać z niego pieniędzy, płacić więc wciąż trzeba. Nowe wyższe stawki. Dlaczego ktoś wpadł na pomysł, że jeżeli biedota nie płaciła mniejszych kwot, to zapłaci większe? Nie wiem. Dług rośnie do wartości, których nie ogarniają umysłami. Nawet się nie starają. Stają przed poważniejszymi wyzwaniami. Jak utrzymać organizm w stanie aktywności, gdy temperatura w pokoju spada poniżej zera? Bo ogrzewanie też odcięto w całym bloku. liczy odpowiedź prezydenta miasta Wadima Tyszkiewicza z 17 lutego na prośbę zmarzniętych ludzi, by włączono ogrzewanie (lodowaty wiatr osiągał w tych dniach prędkość do 60 km/h, uprzedzano o zawiejach i zamieciach).

Gmina działa zgodnie z postanowieniami ustawy o ochronie praw lokatorów. Każdy lokal socjalny wyposażony jest w instalację umożliwiająca jego ogrzewanie. Centralne ogrzewanie będzie mogło być włączone wtedy, gdy najemcy wywiążą się z obowiązku wnoszenia opłat za zajmowane lokale - kpi pismo. Nie ma możliwości, żeby ten, co się z upoważnienia prezydenta podpisał, nie wiedział, że nie są w stanie płacić ani teraz, ani nigdy. Grzeją prądem w wybranych klitkach, by tak spać pokotem po dwie, trzy rodziny z innych pokoi. Potem patrzą na wielkie liczby na rachunkach za prąd. Gdy mają, to się zrzucają, gdy nie, czekają, kiedy odetną im prąd, ostatnią kładkę do cywilizacji. Kupują w marketach kozy, piecyki jak za okupacji. Paliliby węglem, ale przydział mogą dostać tylko w MOPS-ie. Nie mają przecież meldunku, nie mają więc i węgla. Palą, czym się da. Władza zareagowała. Urzędnicy wpadli, kazali otworzyć wszystkie drzwi na korytarz i zrobili przeszukanie. Tam, gdzie były piecyki, kazali je zdemontować i zapowiedzieli, że zamurują przewody kominowe. Kto będzie liczył zaczadzonych, nie powiedzieli. Niektórzy przestali ogrzewać. Tam, gdzie nie ma ciepła, jest wilgotny smród. Byłem w takim pokoju. 8 do 16 fazy - tyle na minutę człowiek wciąga do płuc powietrze. W tym pomieszczeniu tyle razy musi mieć świadomość, że każdy oddech zabija. Ściany i sufit pokryte są grubą warstwą grzyba. Wystarczy się schylić i przeciągnąć palcem po styku podłogi ze ścianami i na palcu zostaje wilgotna maź. Na butach i odzieży - pleśń. Powietrze tutaj to trucizna. Pan Paweł może tylko patrzeć, jak jego matce puchną i wykręcają się stawy zżerane reumatyzmem, jak łzawią oczy. I wciąż kaszlą oboje. Mieszkają już dziesiąty rok.

5 albo 10 metrów kwadratowych przysługuje na człowieka w lokalu socjalnym. Jeżeli gospodarstwo domowe składa się z samotnego, to lokal musi mieć dwa razy tyle.60 i 15 miesięcy tyie mają dziś dzieci Izy Kurok, które urodziła przy Wyspiańskiego. Janina Kurok dochowała się więc wnuków w tej norze i dowodu, że człowiek może dostosować się do każdych warunków. Choć nie zawsze.14 dni konała lokatorka z I piętra na gruźlicę. Kiedy zaczęła się choroba, kiedy prątkowała, czy kogoś zaraziła - nie wiadomo. Nie stać jej było na lekarza i dopiero, gdy już nie dała rady podnieść się z łóżka, wezwano pogotowie, które zabrało ją do szpitala. Kto zapłaci za jej śmierć? Nie wiadomo, przecież nie miała prawa korzystać z opieki lekarskiej. Może zapłaci miasto? Wątpię, miasto pilnuje swoich interesów, a wydawanie pieniędzy na mierzwę zalegającą domy socjalne nie przynosi miastu korzyści. Lekarz tu nie przychodzi. Tak samo jak sanepid i straż pożarna. Przyjeżdża policja, kiedy ci, co wolą pić, niż świadomie zdychać, nie dają sobie rady ze sobą. To jedyna aktywność władzy.1000 Zapałek - mniej więcej tyle zużywa pan Stanisław na jeden domek. W środku są żaróweczki. Domki i pałacyki nieładne, ale robi wrażenie skrupulatność ludzkich palców, czasem więc ktoś to kupuje. Nie wiem po ile. Wystarczy, żeby nie odcięli ogrzewania przy Wróblewskiego, gdzie jest kolejny dom socjalny. Tu mieszkają szczęściarze. Dom, jak głosi tabliczka na ścianie, został ocieplony za pieniądze Unii Europejskiej. Pan Stanisław nazywa ogrzewaniem utrzymanie kaloryfera w temperaturze, która nie pozwoli rurom zamarznąć w tej śmierdzącej szczynami klitce. Daje to gwarancję, że i lokator nie zamarznie mroźną nocą. Pozostali mają odcięte kaloryfery specjalnymi blaszkami. Ale ocieplone ściany są dobrodziejstwem na miarę spokojnego snu z gwarancją obudzenia się nazajutrz.Innymi szczęściarzami są mieszkańcy socjalu przy ul. Staszica 2. Na parterze jest noclegownia, ogrzewania nie ma więc jak wyłączyć. Ale miasto ma inny straszak. Eksmituje do nory przy Wyspiańskiego. Nie jest jasne, czy wolno eksmitować z jednego lokalu socjalnego do drugiego. Ale jasne, że to forma kary. 19 osób podpisało listę obecności na zebraniu powołującym Komitet Społeczny Mieszkańców Domów Socjalnych. Prezydent Tyszkiewicz nie chce z nimi gadać, uznając za nielegalnych. Jeżeli wytrwają, będzie musiał. 20 lat ma Piotr Krzyżaniak, chłopak, który pokierował i wykreował komitet, potrafił rozruszać otępiałych w nędzy ludzi. 4 kartki ma skarga Zakładu Usług Mieszkaniowych w Nowej Soli na komornika. Bo zgrzeszył odruchem miłosierdzia. Napisał do ZUM: Eksmisja Pauliny O. wraz z małoletnimi dziećmi Alanem i Roksaną byłaby wysoce niepożądana ze względu na środowisko, w jakim miałyby zamieszkać małoletnie dzieci (...) wskazany lokal socjalny w Nowej Soli przy ulicy Wyspiańskiego 29 nie jest odpowiednim miejscem dla ich prawidłowego rozwoju i wychowania. ZUM zażądał od sądu przywołania komornika do porządku. Bo uzurpuje sobie prawo do interpretowania, oceniania i kontrolowania tytułu wykonawczego. I to nie pierwszy raz. Skandal. Opinie, jakie jest dobro dzieci, nie mogą mieć znaczenia. ZUM żąda, żeby komornik eksmitował, wyrzucał, wysiedlał!W końcu liczby odmawiają pomocy. Czym zmierzyć bezwzględność ludzi, którzy dostali do ręki kawałek władzy w 40-tysięcznym mieście razem z mniemaniem, że mogą dzielić ludzi na uber- i untermenschów? Prezydent Tyszkiewicz wyrazić się miał, że nie będą jedni płacili za innych. To, jak się wydaje, dla niego dostateczny powód, by 100 rodzin wyrzucić poza nawias wszystkiego - prawa, pomocy społecznej, zrozumienia - i uwolnić od próby rozwiązania problemu. To już nie enklawa biedy, to zaklęty krąg niemocy, z którego ci ludzie nie wyjdą. Bo państwo nie daje im szans, bo my nie dajemy im szans.Nie sposób policzyć sytych pysków pełnych frazesów o wyuczonej bezradności korzeniami tkwiącymi w PRL-u. Gadamy, że przecież im się nie chce, bo gdyby chcieli, to znaleźliby robotę, bo ona leży na ulicy, tylko oni nie potrafią jej szukać. Przecież to kłamstwo. Pracując, nie wyjdą z tej spirali długów. Choćby chcieli pracować na komornika, dla menela nie ma pracy. Mechanizm bezwzględnego państwa sam spycha ich w czarną dziurę. Nie spłacą długu nigdy. Ich dzieci też nie. Będą balansować na powierzchni, zanim nie zabiją ich wyziewy zagrzybionych pomieszczeń albo nie umrą na zwykłe XIX-wieczne suchoty.To nie prezydent Tyszkiewicz jest winien atrofii społecznej wrażliwości. To my wszyscy. Daliśmy sobie wmówić idiotyzm, że mieszkanie to towar, a nie prawo. Kogo nie stać, zasługuje na to, by zdechnąć, bo widać jest gorszy. Tak mówimy, bo czytaliśmy to w gazetach. Nikt nie śmie mówić inaczej. Niech szlag trafi takie państwo i takie myślenie.

Artykuł pochodzi z tygodnika "Nie".

Społeczność

Lenin 005