Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Dariusz Zalega: Śląsk zbuntowany

kopalnia.jpg

Do grona polityków atakujących WZZ Sierpień 80 przyłączył się Kazimierz Kutz, twierdząc, że protesty związkowe nie mogły się zrodzić w głowie Ślązaków. I tu mówi bzdury.
90 lat temu – w styczniu 1919 r. – w Królewskiej Hucie kilkuset robotników demonstrowało żądając podwyżek płac. Ostrzelało ich wojsko. Zginęło 17, a rannych zostało 21 robotników. W centrum Chorzowa nie ma nawet płyty upamiętniającej to wydarzenie. Symbolicznie obrazuje to, jak współcześnie postrzegana jest historia Śląska. Losy niemieckich przemysłowców, typu Redena, czy Donnersmarcków, którzy „zbudowali” potęgę Górnego Śląska, zupełnie przyćmiła historię tych, na których krwi i pocie została ona zbudowana – śląskich robotników. Robotnik pojawia się na kartach współcześnie pisanej historii co najwyżej wówczas, gdy pisze się o jego religijności, etosie pracy czy specyficznej kulturze. Jednakże robotnik, który organizował się, albo walczył o poprawę swego losu, znika zupełnie z obszaru zainteresowania współczesnych historyków. Rzecz jasna, ma na to wpływ także okres PRL, gdy obnoszono się z historią ruchu robotniczego – niejednokrotnie fałszując ją, a już na pewno wykorzystując ją instrumentalnie. Czy to jednak powód, by z dziejów Górnego Śląska usunąć historię jego prawdziwych twórców – robotników?

 
 
 
Na przełomie XIX i XX wieku to właśnie środowisko pracy okazywało się większym zwornikiem społeczności regionalnej, niż dopiero kształtujące się poczucia narodowej odrębności (polskiej, niemieckiej, rzadziej czysto śląskiej). Z jednej strony rozpalały się nacjonalizmy, a z drugiej – w regionie zamieszkiwanym w zdecydowanej większości przez robotników – przy pracy, ale też strajku, nie miało znaczenia, w jakim języku ktoś czyta. Wbrew stereotypom, środowiska robotnicze sprzed wieku, okazywały się bardziej otwarte i tolerancyjne niż wyższe warstwy społeczne. Jak stwierdził socjolog Edward Pietraszek: „Ogół robotników, podobnie jak chłopów polskich, nie przejawiał uprzedzeń narodowych do robotników czy chłopów mówiących innym językiem (...). Uważano ich za podobnych sobie ludzi pracy, a nawet za członków tego samego ludu-narodu w sensie klasowym, jak na przykład na Śląsku”. Jak to pięknie ujął śląski pisarz Rafał Urban w „Pamiętnikach Opolan”: „Do sprośnego (prostego – przyp. DZ) narodu należał tak samo chłop-niemra (Niemiec) z głubczyckiej okolicy, jak i chłop-krawak z hulczyńskiego kraju (a więc Czech), tak samo górnik z Tarnowskich Gór, jak pampuń z „goli” pod Białą Prudnicką, albo kobylorz spod Świętej Anny. Ale szlachcic albo mieszczanin nigdy nie należał do narodu, obojętnie, jakim on mówił językiem, anielskim, czy diabelskim”.
 
 
 
Śląsk z punktu widzenia historii ruchu robotniczego w Europie okazuje się jedynym w swoim rodzaju miejscem, gdzie na przełomie XIX i XX wieku więzi klasowe były silniejsze od narodowych. To fascynujący przypadek melanżu kultur na bazie świata pracy.
 
 
 
Dla ówczesnych przedsiębiorców był to region, gdzie najłatwiej można było szybko zbić fortunę, bo też płace na Śląsku były niższe niż w innych zagłębiach przemysłowych Niemiec, a wyzysk pracowników o wiele większy – wobec słabszego zorganizowania się robotników, którzy ledwo co porzucili swoje wioski przechodząc do fabryk. Jednak już w 1871 r. odbył się strajk górników w Królewskiej Hucie (protest pacyfikowali ułani ściągnięci z Gliwic oraz... mieszczanie z centrum miasta), a dwa lata później jeden z pierwszych strajków okupacyjnych w Niemczech – w bytomskiej kopalni „Szarlej”. Wkrótce zaczęto organizować pierwsze demonstracje pierwszomajowe – co ciekawe, podobnie jak w zachodniej Europie, w osadach robotniczych ośrodkami kształtowania się socjaldemokracji były... gospody (gdzie kolportowano prasę, dyskutowano...). Dochodziło przy tym do anegdotycznych zdarzeń: gdy w Miechowicach pierwszomajowa demonstracja wyszła z gospody, próbowały ją zablokować... żony robotników, podburzone przez proboszcza.
 
 
 
Okres powstań śląskich również skupia się na konflikcie narodowościowym, podczas gdy mieliśmy wówczas z masowym procesem aktywizacji robotników i to nie tylko pod hasłami narodowymi. Powstawały rady robotnicze, robotnicy atakowali koszary i dyrekcje zakładów, a Komunistyczna Partia Górnego Śląska (w pewnym momencie sięgająca 20 tysięcy członków) wprost wysunęła postulat niezależnej... Górnośląskiej Republiki Rad. Choć ostatecznie przeważył w tym konflikcie wątek narodowy, to aspekt klasowy przejawiał się w różnych zdarzeniach. W czasie III powstania załoga huty „Bismarck” uformowała dwie kompanie, których żołnierze aresztowali niemieckich dyrektorów oraz przejęli zakład na własność. Komenda powstańcza szybko przeniosła kompanie na odległy odcinek frontu, a dyrektorom przydzielono ochronę.
 
 
Znacząca dla tego okresu jest postać Konrada Piecucha – robotnik z Krupskiego Młyna, socjaldemokrata, uczestnik powstań, który po podziale Śląska wyjechał na niemiecką stronę, bo „nie o taką Polskę walczył”. W 1932 r. Piecucha zamordowała w Potępie bojówka SA. To też jeden z przykładów skomplikowanych losów śląskich robotników.
 
 
 
W okresie międzywojennym niemiecki Górny Śląsk był jednym z ostatnich bastionów lewicy, walczącej z nazistami (przypomnijmy wielotysięczny wiec 17 lipca 1932 r. w Bytomiu z udziałem przywódcy niemieckich komunistów Ernesta Thälmanna). Po polskiej stronie granicy, w autonomicznym Śląsku, również nie było spokojnie, o czym świadczą wielkie fale strajkowe z lat: 1923–1924, 1929, 1932 i 1936. Dochodziło do masowych protestów bezrobotnych, gdy Śląska nie ominął kryzys gospodarczy lat 30. W lutym 1935 r. zbiorowym samobójstwem zagrozili górnicy kopalni „Szczęście Luizy” w Roździeniu, broniąc swego zakładu. W przeciwieństwie jednak do obszarów za Brynicą, śląska policja nie strzelała do robotników...
Istnieje jakaś historyczna nić łącząca walkę hajerów z Królewskiej Huty, „Szczęścia Luizy” czy „Budryka”. To bardzo ważna część historii Śląska, o której nie chce pamiętać Kazimierz Kutz – a wystarczyłoby, żeby sobie obejrzał swoje wcześniejsez filmy.
Tekst ukazał się w tygodniku "Trybuna Robotnicza" 14 maja 2009

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

UPA