Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 8 gości.

Pracuj za darmo, długo, na czarno

targi_pracy_30IX08.jpg

Od początku tzw. polskiej transformacji odbywają się w dużych miastach różnorodne targi pracy, przynoszące szum medialny gminom, a darmową reklamę firmom prywatnym (większość janczarów firm przyznaje pod koniec rozmowy, iż przyjechali szukać klientów, a nie pracowników).
 
Dla każdego modnego ekonomisty jest zrozumiałe, że bezrobotnym tego typu imprezy nie przynoszą żadnych zysków, chyba że zaliczyć do nich zawiedzione nadzieje i stracony czas. Wojowniczy generałowie mają swoje psy wojny, organizatorzy targów szczują na ludzi… doradców zawodowych: bezmyślnie zadowolone ze swej odrażającej funkcji panie, np. Iwonki, dla których zaleganie z wypłatami, mobbing, chamstwo podczas pseudorozmów kwalifikacyjnych są bajkami.
 
Pani Iwonka zaczyna swój wywód od rewolucyjnego stwierdzenia, że bezrobocie w kraju nie istnieje, a plenią się jedynie leniwi bezrobotni, którym nie chce się ruszać z domu. Ach, jakże ten kraj jest piękny, tylko o którym kraju mowa? Toż to biblijne przesłanie, szukajcie, a znajdziecie. Kosmiczna wizja rzeczywistości kazała jej perorować o tym, jak praca powinna być przede wszystkim przyjemnością, a nie koniecznością życiową. Jej dogmatyczny brak wszelkich wątpliwości skłaniał słuchaczy ku zadziwiającemu wnioskowi, iż jedyną barierą na drodze nieograniczonej kariery jest dążenie do zarobków zamiast do satysfakcji. Jakże bezrobotnych musiało podnieść na duchu zapewnienie, że kryzys jest najlepszym momentem na znalezienie zatrudnienia. Według pani Iwonki kryzys jest także błogosławieństwem dla ciemiężonych pracodawców, gdyż nie muszą już spełniać… niebotycznych żądań pracowników. Trudno wywnioskować, gdzie umiejscawia ona pułap realnych dążeń pracowniczych, ale poza mikrofonem oświadczyła, że stała płaca pozwalająca na wyżywienie i opłacenie czynszu to wygórowane wymaganie nieprzystające do współczesnego rynku. Wszystkim „źle nastawionym” do wieloletnich bezskutecznych poszukiwań stałego zatrudnienia dedykuję prorocze przesłanie pani Iwonki: nie szukajcie jakiejkolwiek pracy, szukajcie wymarzonej! Cóż za konsekwencja wywodu.
 
 
Ci, którzy wytrzymali jeszcze na sali, mogli usłyszeć, iż praca wolontariusza dla instytucji charytatywnej lub bezpłatny staż jest równie dobry jak… płatna praca na etat.
 
Natomiast praca w McDonaldzie jest jeszcze lepsza, ponieważ dodatkowo za darmo tresuje do zachowań korporacyjnych.
 
Kłóciło się to jednak z tezą innego prelegenta, reprezentanta wielkiej dystrybucji, że każda grupa tworzy własny kanon zachowań korporacyjnych, w związku z tym nawykami nabytymi w jednej można się w innej podetrzeć. Co prawda ktoś, kto stawia sobie za cel zarządzanie współczesnym łagrem, nie wzbudza współczucia, raczej pogardę, niemniej system ten marnuje czas i potencjał niektórych kandydatów. Stoi to w sprzeczności z tezą, jakoby kapitalizm był najefektywniejszym z systemów.
 
Wracając zaś do pracy za darmo, jakkolwiek by się nazywała – staż czy wolontariat, szkoli ona doskonale do roli niewolnika i dlatego jest przez biznes tak mile widziana w CV i żarliwie polecana przez doradców zawodowych. Powoli, acz konsekwentnie pani Iwonka zbliżała się do esencji swej nauki dla maluczkich. Ostatecznie, wbrew prawu i rozsądkowi przyznała, że nie trzeba pracować za darmo: jeśli pracodawca nie raczy podpisać umowy, pracownik powinien pracować... na czarno. Oczywiście powinno to satysfakcjonować obie strony: pracownika zarabiającego odtąd na swoją miskę ryżu i pracodawcę „zabezpieczonego” przed Kodeksem pracy i wymogami BHP.
 
Pani Iwonka wyznała otwarcie świadomość wszelkich konsekwencji namawiania do wykonywania pracy nielegalnej – nie wstydziła się niczego, ba!, jako rasowy liberał była z siebie dumna. Wiele biznesów szczyci się zatrudnianiem osób „z biednych rodzin, których nie stać na wychowanie i kształcenie dzieci”. Jest czym – to sukces znaleźć potulnych, spacyfikowanych już w domu, bez wyboru, bez odruchu buntu. Psychomanipulacja musi być dostosowana do statusu pracownika.
 
Z każdymi kolejnymi targami utrwala się dualistyczna wizja rzeczywistości, w której istotą posiadającą osobowość i uzasadnione potrzeby jest wyłącznie potencjalny pracodawca, natomiast pracownik stanowi jedynie organizm przeznaczony do dostosowywania się i zaspokajania owych potrzeb.
 
Pytanie nurtujące krytycznych uczestników tego typu targów brzmi niezmiennie od lat: „z czego ma żyć pracownik?” i pozostaje ciągle bez odpowiedzi ze strony uśmiechniętych organizatorów.
 
                                                                                                            A.H
                    
 
                   Tekst ukazał się w tygodniku "Trybuna Robotnicza" 9 kwietnia 2009.

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008