Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 13 gości.

Bogusław Ziętek: Królowie złomu

Królowie złomu - Tusk i Rostowski

Królowie złomu
Średni wiek samochodu w Polsce to 16 lat. Oczywiście to przesada, dlatego że wiele samochodów, które dawno zgniły w lesie i nie zostały wyrejestrowane, do tego średniego wieku się wlicza. Nie ma jednak przesady w tym, że jeździmy najstarszymi w Europie samochodami.
 
W 2012 roku Polacy ściągali z zagranicy ponad 650 tysięcy używanych aut. To ogromna liczba. Od naszego wejścia do Unii Europejskiej w maju 2004 roku, do końca roku ubiegłego sprowadziliśmy ponad 7 milionów samochodów z zagranicy. Niemal milion samochodów rocznie. Mało? Ogromna ilość, która świadczy o tym, że rynek samochodowy w Polsce istnieje. Jest ogromny, tyle że niemal w całości zapchany starymi, używanymi samochodami.

Straty w miliardy
 
Nie sprzedają się natomiast samochody nowe. Z roku na rok spada liczba rejestracji nowych aut.  Dlatego istniejące w Polsce fabryki produkują wyłącznie na eksport. W przypadku takich zakładów, jak Fiat Auto Poland jest to około 98% produkcji. Używane stare samochody zalewają Polskę, prawie całkowicie eliminując sprzedaż samochodów nowych. I nic dziwnego. Byliśmy jedynym państwem Unii, które w momencie wejścia do Wspólnoty zniosło wszelkie ograniczenia w imporcie aut. To, na czym zarobili inni, od których ściągaliśmy stare używane auta, jest naszą stratą. Fabryki samochodów w innych krajach produkowały nowe auta. Te były kupowane, zastępując z łom ściągany do Polski. Ile na tym straciliśmy? Miliardy! Kto za to odpowiada? Winnych brak?!
 
Według danych podawanych przez eksporterów, akcyza za samochody używane, sprowadzane do kraju, to średnio 716 złotych. Ta sama akcyza na nowy samochodów sprzedany w kraju to średnio około 2000 złotych. Trzy razy więcej! Wpływy z akcyzy za sprowadzane z zagranicy używane auta wyniosły w 2012 roku 470 milionów złotych. Gdyby założyć, że w miejscu tych aut, sprzedano by samochody nowe, wpływy z akcyzy do budżetu wyniosłyby ponad 1,3 miliarda złotych. Licząc bardzo pobieżnie, w ciągu ośmiu lat przynależności do Unii, straciliśmy w ten sposób blisko 10 miliardów złotych. Oczywiście jest to dalece szacunkowe wyliczenie, obarczone dużym błędem. Bo pewnie nie sprzedałoby się tyle nowych samochodów, ile sprowadzono ich używanych. Ale? No właśnie „ale”. Gdyby nawet sprzedano w Polsce połowę z tego, to i tak wpływy do budżetu byłybywielomiliardowe. Wyliczenie to uwzględnia bowiem wyłącznie podatek akcyzowy. A gdzie pozostałe opłaty i podatki, w tym podatek VAT?

 
 
Różnice są tak ogromne, że w zasadzie sprawa wydaje się oczywista. Tracimy na sprowadzaniu używanych samochodów miliardy rocznie. Nie stosujemy żadnych zachęt do kupowania nowych samochodów przez obywateli naszego kraju. Znieśliśmy za to wszystkie ograniczenia w wożeniu do Polski, nawet największego złomu. Tymczasem mogłoby się okazać, że dopłacając nawet po 10 tysięcy złotych do zakupu każdego nowego samochodu, państwo nie tylko wyszłoby na swoje, ale jeszcze na tym dobrze zarobiło. Jak w Słowacji.Inni potrafią Kiedy kilka lat temu przez Europę przelewała się fala kryzysu niemal wszystkie kraje Unii podejmowały działania ratunkowe. W wielu z nich, obok innych decyzji ratujących fabryki samochodów, wprowadzono dopłaty dla swoich obywateli do zakupu nowych aut.
 
Trudno podejrzewać rządy tych państw o to, że postanowiły zabawić się w dobrego wujka, rozdając obywatelom prezenty w postaci kilku tysięcy euro dopłat do zakupu nowych samochodów. To nie filantropia, czy odruch dobrego serca sprawiły, że Niemcy, Francuzi i Włosi przeznaczyli na ten cel miliardy euro. Rząd niemiecki wydał na ten cel 5 mld euro. Ktoś mógłby powiedzieć, że gdzie Polsce, do gospodarki i zamożności Niemiec. Racja. Ale w tym samym 2009 roku rząd Słowacji, uruchamiając program dopłat do zakupu nowych samochodów, wydał na ten cel 47,7 mln euro.
 
Wystarczyło to na zezłomowanie i zakup ponad 40 tys. nowych samochodów. I teraz najlepsze. Państwo słowackie nie tylko na tym nie straciło, ale jeszcze zarobiło. Wpływy z tytułu podatku VAT i innych opłat wyniosły 65,8 mln euro. Zysk: 18,1 mln euro. To tylko zysk buchalteryjny. Czysto księgowy. A oprócz tego uratowano tysiące miejsc pracy, wpływy z podatku od zatrudnionych którzy pracy nie stracili, nie wydane środki na zasiłki dla bezrobotnych i pomoc socjalną. To wszystko przy okazji. Jednak kiedy eksperci zajmujący się rynkiem samochodowym i Związek Dealerów Samochodowych w Polsce wystąpili z podobną propozycją, zostali wyśmiani. Według urzędników rządowych, program jest bez sensu, bo w Polsce nie sprzedają się nowe samochody.
 
Dlatego nie ma sensu wdrażanie tego programu, bo to nic nie da, a dopłaty pójdą do producentów aut spoza naszego kraju. Dlaczego w Polsce nie sprzedają się nowe samochody i jaki ma na to wpływ nie wspieranie rynku takimi instrumentami, jak dopłaty ci geniusze nie byli w stanie już odpowiedzieć.
Proste rachunki
 
Sytuacja jest taka jaka jest, dlatego że nie stosuje się mechanizmów i metod umożliwiających jej zmianę. Otwarty szeroko rynek na sprowadzanie złomu, brak jakichkolwiek działań chroniących rynek wewnętrzny i wspierających popyt na nowe auta, brak zachęt i dopłat powoduje, że mamy rynek, który potrafi wchłonąć rocznie blisko milion samochodów używanych i znikomą ilość aut nowych, z czego niemal zero z tych produkowanych w kraju. Dlaczego tak jest? Rząd nie wie.Propozycja ZDS zakładała dopłaty na poziomie 7 tys. złotych z kasy państwa. Gdyby w tymsystemie sprzedano zaledwie 30 tysięcy nowych samochodów, zysk budżetu z tytułu opłat ipodatków (VAT, akcyza) wyniósłby ponad 100 milionów złotych. 100 milionów więcej niż trzeba wydać na cały program. Przy okazji uchronienie tysięcy miejsc pracy i miliony oszczędności, z tytułu tego, co trzeba wydać na pomoc tym, którzy pracę stracą. 30 tys. aut. To zaledwie 4% z tego, co sprowadzono w ubiegłym roku z zagranicy. 4%! 30 tysięcy to 1/4 rocznej produkcji fabryki Opla w Gliwicach. 30 tysięcy to niemal cała dwumiesięczna produkcja fabryki Fiata w Tychach, po ostatnich redukcjach. 30 tysięcy to minimalna ilość na warunki dużego, europejskiego kraju, w którym mieszka 36 mln ludzi. Naszemu państwu opłaca się rozdać 10 tysięcy złotych obywatelom, którzy kupią nowy samochód. Nie tylko na tym państwo nie straci, ale dobrze na tym z arobi. Oczywiście pozostaje pytanie, jak sprawić, aby Polacy zechcieli kupić, te 30, 60, a może 100 tysięcy nowych samochodów, najlepiej od krajowych producentów? To ważne pytanie, ale jest i ważniejsze. Od czego jest nasz rząd? Od wygłaszania błyskotliwych, celnych filipik, które są beznadziejne głupie w zderzeniu z rzeczywistością. Takich jak ta: „Decyzją ratującą Polsk ę jest zaniechanie panicznych decyzji np. że wydamy 2 mld złotych na wsparcie przemysłu samochodowego, co zrobiły inne europejskie rządy. Ludzie w Niemczech, czy USA kupili dzięki dopłatom dużo nowych samochodów i co teraz mają robić fabryki, skoro na pięć lat mają zablokowany popyt? Jaki to miało sens” - mówił premier Tusk w 2009 roku. Jak mówił, tak zrobił.

 
 
Dziś przemysł motoryzacyjny w USA dawno już zapomniał o kryzysie, w Niemczech też ma sięcałkiem nieźle wychodząc z kryzysu, a w porównywalnych z Polską Czechach produkuje się ponad milion samochodów. Wyprzedziła nas Słowacja, która również wejdzie na poziom jednego miliona aut rocznie. Doganiają i przeganiają nas Rumunia i Węgry. W tym roku z polskich fabryk wyjedzie nie więcej niż 400 tys. aut. Brawo Premierze Tusk! Grunt to gładka gadka. Kosztowała nas miliardy złotych, tysiące miejsc pracy w nowoczesnym przemyśle i być może na trwałe, wypadnięcie z grona krajów, które mają szansę rozwoju cywilizacyjnego – przynależności do ekskluzywnego klubu producentów samochodów, który przekracza liczbę 1 miliona produkcji rocznej. Ale to nie jedyne straty, jakie ponieśliśmy. Płacimy za tę politykę cenę dużo wyższą. Komisja Europejska stwierdza: „Jest ścisła korelacja między skalą ciężkości wypadku, a wiekiem pojazdu. A dowody empiryczne pokazują, że w przypadku samochodów które mają ponad pięć, sześć lat, gwałtownie rośnie liczba poważnych wypadków (z ofiarami śmiertelnymi), które są związane z niesprawnością techniczną.”.
 
Jednym słowem jeździsz samochodem w wieku pięciu, sześciu lat gwałtownie rośnietwoja „szansa”, że zginiesz, albo co gorsza zostaniesz kaleką na całe życie. W Polsce takichsamochodów, które mają ponad 6 lat, jest dziś 90%! 90% aut ma ponad 6 lat! Według KE oznacza to narażane ich użytkowników na skrajne niebezpieczeństwo. Połowa samochodówzarejestrowanych w naszym kraju ma ponad 10 lat. Nawet bez ostrzeżeń KE brzmi to przerażająco.
 
Opłaca się Polakom dopłacać po 10 tys, po 20 tys. do wymiany tych aut, zezłomowania i zakupu nowych. Opłaca się, bo to nasze życie i zdrowie. Koszty jakie ponosimy w leczeniu ludzi poszkodowanych w wypadkach, w których przodujemy w Europie, są dużo wyższe. Tysiące miejsc pracy w przemyśle samochodowym, miliardy złotych inwestycji, które nas ominie i setki milionów złotych z tytułu podatków VAT, akcyzy, podatku dochodowego, który płacą mający zatrudnienie.
 
Dlaczego nie rozumie tego polski rząd? Dlaczego z takim uporem i konsekwencją odbiera nam szansę rozwoju, bredząc swoje farmazony o wolnym rynku i konkurencyjności? Szansę tracimy nie tylko w przemyśle motoryzacyjnym. Podobnie polityka polskiego rządu niszczy nasze szanse w przemyśle górniczym i energetyce, w przemyśle hutniczym i stalowym, w handlu. Wszędzie tam są miejsca pracy i warunki rozwoju. Są tysiące nowych miejsc pracy, ale bez aktywnej polityki rządu nie zostaną wykorzystane. A miejsca pracy stracone. Dlatego warto odsunąć ten rząd od władzy - za każdą cenę. Każdą! Żadna nie będzie wyższa, niż ta, którą już płacimy!

Tekst ukazał się w "Kurierze Związkowym" nr 385 (13 lutego 2013)

Społeczność

future2