Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 36 gości.

Bogusław Ziętek: Hipokryci

Tusk

Hipokryci

Jeden

W Polsce nie ma umów śmieciowych. Umowy śmieciowe to mit. Wymyślony przez związki zawodowe, aby dokopać Tuskowi. Do takich wniosków doszedł dziennikarz śledczy jednej z gazet. Gazeta ta raz już pokazała, że przyjdzie w sukurs Tuskowi w każdej opresji. Jej właściciel potrafił w środku nocy umawiać się z rzecznikiem rządu, co w każdej normalnej, cywilizowanej demokracji skończyłoby się kompromitacją obu. Nie u nas. Teraz dziennikarz tej gazety stwierdza, że jeden z najważniejszych problemów społecznych ostatnich lat nie istnieje. Został wydumany i wymyślony. W myśl zasady, jeśli fakty są niewygodne dla rządzących, tym gorzej dla faktów.

Dwa

Tego samego dnia w innym medium. RMF: jeden z doradców Tuska – Bogusław Grabowski oświadcza, że OFE to największy szkodnik, którego trzeba się pozbyć. Dalej jest jeszcze ostrzej „OFE, to błąd, który kosztował nas 270 mld”. Na pytanie dziennikarza, kto odpowiada za ten „błąd”, doradca Premiera rezolutnie stwierdza: „my wszyscy, całe społeczeństwo”. Czyżby? A nie Jerzy Buzek? A nie politycy AWS, którzy dziś mają fuchę w instytucjach powiązanych z firmami zarządzającymi OFE i dobrze z tego „błędu” żyją? A nie politycy AWS, których dzisiaj pełno i w PO, i w PiS? A nie Ci wszyscy bałwochwalcy, tacy jak Bogusław Grabowski, który poprzednio był „wybitnym ekspertem” za czasów rządów AWS i wychwalał buzkowe reformy systemu emerytalnego pod niebiosa, a dzisiaj jest „wybitnym doradcą” rządu Tuska i wylewa pomyje, bo taki jest trend?

Tusk i jego ludzie, komentując ostatnie propozycje OFE – okresowej wypłaty świadczeń – stwierdzili, że w ten sposób towarzystwa emerytalne strzeliły sobie w kolano. Lepiej by było, aby zamiast w kolano, niektórzy politycy za wpuszczenie nas w OFE, „strzelili sobie w łeb”. Także ci aktywni do dziś na scenie politycznej – absolutnie wszystkich opcji, którzy swego czasu byli gorącymi orędownikami „prywatyzacji systemu emerytalnego” Polaków.

OFE to nie jest pomysł Marsjan, tylko konkretnych polityków. Buzków, Steinhoffów, Grabowskich, Kaczyńskich i Tusków. To oni zgotowali nam ten pasztet, który dziś każą jeść społeczeństwu. Dziś stawiają się w roli uzdrowicieli, a wczoraj sączyli truciznę, która zabija. Dziś stroją się w piórka obrońców ludzi i budżetu, a wczoraj, dla OFE i zysków zarządców prywatnego systemu emerytalnego, gotowi byli dać się pokroić. Naiwni mogą uwierzyć w taką przemianę. Jednak o wiele bardziej prawdopodobne jest to, że także dziś Tusk i jego kumple, w rodzaju Grabowskiego, działają w imieniu i interesie „grubych ryb” z tego biznesu. Zaczynają się wypłaty emerytur z OFE, a to oznacza, że skończyła się śmietanka i trzeba zwijać interes. Do tej pory OFE ściągały, a raczej otrzymywały składkę i za nic kasowały niezłą dolę. Szacuje się, że w ciągu 10 lat, wyssały z tego interesu na czysto 16 mld. Za samo zarządzanie. Za nic. Bo trudno nazwać wysiłkiem, kupowanie obligacji skarbu państwa i czekanie na pewny zysk. Przez te lata OFE obracały miliardami, które zostały na ich kontach. Dziś jest to 270 mld. Po co im dalej babrać się w tym interesie? Teraz, kiedy trzeba będzie wypłacać ludziom świadczenia i użerać się z ich niezadowoleniem. Ci z OFE są mądrzejsi niż Plichta z Amber Gold. Oni zwijają swoją piramidkę finansową, zanim runie. Im też chodzi nie o miliony, ale miliardy. Jeżeli tak jest, to dzisiejsze reakcje Tuska, Rostowskiego i Grabowskiego są niczym innym, jak tylko dobrze zagranym teatrem, udającym oburzenie i gniew na „ukartowaną” bezczelność OFE. Tak naprawdę, to kolejne zlecenie, jakie władza realizuje w ramach tego gigantycznego przekrętu od Buzka do Tuska. Do dziś zresztą politycznych sojuszników i sprzymierzeńców.

Nic prostszego, jak uwolnić spryciarzy z OFE od odpowiedzialności za los przyszłych emerytów i z powrotem zrzucić odpowiedzialność na nas i nasze – społeczeństwa barki. Aby było to możliwe, trzeba bezpiecznie wycofać się z OFE. Najlepiej jeszcze, w atmosferze obrońców ludzi i ich przyszłych emerytur. Kolejny PR - owski majstersztyk. Gigantyczna manipulacja i hipokryzja trwa dalej.

Trzy

W podobny sposób odbierać można oburzenie Tuska, który po kontrolach NFZ stwierdził, że „złodziejstwem” jest wyłudzanie z NFZ pieniędzy, przez podmioty, które podpisują umowy, nie zabezpieczając odpowiedniej liczby lekarzy i pielęgniarek, a także sprzętu, do ich realizacji. To „złodziejstwo”, grzmiał premier! Czyżby? Tyle, że to „złodziejstwo”, to zorganizowany system, którego autorem jest polityczna przyjaciółka Donalda Tuska – Ewa Kopacz. To za jej czasów, tego typu praktyki stały się normą. To ona stworzyła parasol ochronny dla tego rodzaju szwindli i oszustw. To ona zadbała o klimat do tego, aby kosztem zdrowia i życia ludzi, udowodnić, że prywatne jest lepsze niż państwowe, bo zarabia i przynosi zyski. To za jej rządów w Ministerstwie Zdrowia, przymykano oczy na system szwindli i wyłudzeń z NFZ. To wówczas, jak grzyby po deszczu, kwitły umowy, w których zapisywano wszystko, czego sobie życzył NFZ i wszystko, co było fikcją. To pod jej protektoratem, prywatne podmioty, które eliminowały i przejmowały publiczne szpitale, przejmując ich usługi, potrafiły jednym lekarzem obstawić pięć albo dziesięć różnych umów z NFZ, na wykonywanie świadczeń medycznych. Ten sam lekarz, według tych umów, musiałby być równocześnie w pięciu, a nawet dziesięciu różnych miejscach. Musiałby jeździć karetką pogotowia, świadczyć usługi w nocnej i świątecznej pomocy wyjazdowej, być na oddziale wśród pacjentów i przyjmować na izbie przyjęć, a dodatkowo jeszcze przebywać w kilku innych miejscach. Tego typu umowy to powszechność, Panie Premierze Tusk. Od lat. Od czasów Ewy Kopacz. Te podmioty, na które dziś tak oburza się Tusk, oszukiwały nie tylko podstawiając, tego samego lekarza pod różne umowy, ale „pożyczały” sobie także sprzęt medyczny i karetki. Niczym w PRL – podczas gospodarskich wizyt I sekretarza, w razie kontroli, przewożono sprzęt z jednego szpitala do drugiego w innym mieście, aby udowodnić, że placówka jest wyposażona zgodnie z wymogami umowy z NFZ. Ludzi chorych przewożono zdezelowanymi samochodami do transportu warzyw na kuchnię, albo po ciężkich operacjach, przenoszono ręcznie, zimą, z jednego budynku do drugiego, bo karetki istniały tylko na papierze. Ten system oszustw był:

a) powszechny

b) promowany i uprzywilejowany

c) autorski – Ewy Kopacz.

Skąd więc zdziwienie Tuska? Skąd oburzenie? Kilka lat temu WZZ „Sierpień 80” i PPP rozpoczynając ogólnopolską kampanię „w obronie publicznej służby zdrowia” przygotowało i rozpowszechniało materiały na temat tych patologii w dziesiątkach polskich miast. O sprawie pisały i mówiły media. Było to przedmiotem licznych naszych wystąpień. Także publicznych. Także kierowanych bezpośrednio do ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz. Urzędników NFZ, marszałków województw, starostów powiatowych i prezydentów miast, prokuratorów i innych osób, które ustawowo i z mocy prawa, powinny wykonywać nadzór nad ochroną zdrowia, wydatkowaniem publicznych pieniędzy i sposobem organizacji ochrony zdrowia i życia obywateli. Bez reakcji. Pani Ewa Kopacz była o tych patologiach osobiście informowana. Na przykład podczas tzw. wysłuchania publicznego, na co są stosowne dowody w postaci nagrań audio i wideo. Bez reakcji. Wolała się wówczas otaczać tymi, którzy te patologie organizowali, bądź co najmniej tolerowali. Ich promowała, protegowała, nagradzała i awansowała. Tych, którzy o szwindlach odważyli się głośno mówić, niszczono. Organizując na nich polowania z nagonką, wyrzucając z pracy i niszcząc zawodowo. Skąd więc dzisiejsze zdziwienie Panie Premierze? Skąd oburzenie? Na system, który stworzyła i wylansowała Pana partyjna ulubienica .

Gdyby zdecydowano się wówczas na krzyżowe kontrole umów zawieranych z NFZ - tem, wszystkie te patologie można było dawno wyeliminować, ratując życie wielu ludzi. W tym także 2,5 - letniej Dominiki. Ale wówczas nie powstałyby fortuny, pozwalające przejmować publiczne szpitale. Trudno byłoby także, tak nachalnie i natarczywie, lansować tezę o konieczności prywatyzacji (komercjalizacji) szpitali oraz o wyższości prywatnej służby zdrowia nad tą publiczną, którą istnienie tych patologicznych mechanizmów pomagało eliminować i dyskredytować.

Cztery

Ten sam Tusk i jego rząd dalej bałamutnie wmawiają społeczeństwu, że obronili nas przed kryzysem, a ludziom w Polsce żyje się jeszcze nie najgorzej. Ich wirtualny świat nie ma jednak nic wspólnego z realiami, dotykającymi miliony obywateli i naszą rzeczywistością. Kiedy bowiem Tusk i Rostowski bredzą o tym, jak to nami świetnie rządzą, kolejne tysiące ludzi codziennie tracą pracę i nie mają szans na znalezienie innej. Tylko w lutym, każdego dnia – codziennie – ponad dwa tysiące ludzi zwalniano na bruk. Codziennie. Każdego dnia 2 tysiące ludzi traciło pracę. A to nie koniec. Kolejne miesiące będą jeszcze gorsze.

W Polsce mamy już ponad 2 miliony 336 tysięcy ludzi bez pracy. Co gorsza, 90 procent z nich, pozostaje bez jakichkolwiek środków do życia. Aż 1 milion 900 tysięcy ludzi nie ma prawa do zasiłku. Z czego więc żyją? Odpowiedź ma poseł PO Stefan Niesiołowski – może jedzą szczaw i mirabelki. A może do przeżycia wystarcza im piękna gadka Tuska o „zielonej wyspie” i zapowiedź igrzysk zimowych w Polce w 2022 roku?! Na te 2 miliony 336 tysięcy ludzi czeka aż 43 tysiące ofert pracy w całej Polsce. Przy okazji media ekscytowały się Panią Krystyną z okolic Szydłowca, która bez pracy jest od 25 lat, a od 23 lat zarejestrowana jest w urzędzie pracy. Rekordzistka! Podniecały się media, mając temat na jeden dzień. Fora internetowe pełne były bluzgów pod adresem Pani Krystyny. Że to kobieta „nierób”, „nieudacznik”, „nieudolna”, „mało mobilna” i co tylko. Ta kobieta to symbol polskiej transformacji. Pracę straciła w 1989 roku, za Balcerowicza, który obiecywał jej, że to tylko „pół roku zaciskania pasa”. Potem „kuroniówka” i ciągłe odmowy zatrudnienia. Tak przez 25 lat. Pani Krystyna pracy znaleźć nie może. Dlaczego? Bo jest niezaradna? Bo nie umie się przystosować? Bo jest zbyt mało aktywna i kreatywna? Być może. A może dlatego, że po 25 latach transformacji Tusków, Balcerowiczów i Buzków w 2013 roku, w Powiatowym Urzędzie Pracy w Szydłowcu zarejestrowanych jest 6 tysięcy 200 bezrobotnych, a przez cały ubiegły rok ofert pracy było dla nich aż 99! Łatwiej więc przez ostatnie 25 lat było wygrać w Szydłowcu szóstkę w totolotka, niż dostać pracę. Ale grunt to dobry humor Premiera. Marszałka Borusewicza, który za publiczne pieniądze trzy razy w tygodniu lata z Warszawy do Gdańska. Marszałek Ewy Kopacz, która przydzieliła sobie 45 tysięcy premii za ciężką pracę. Czy urzędnika ze spółki PL.2012, któremu ministra Mucha przyznała 1,3 miliona premii za euro kompromitację.

Dla Pani Krystyny wystarczyłoby na wypłatę zasiłku przez 135 lat. Ale kto tyle żyje? I po co, skoro pracy nie ma.

Tekst ukazał się w "Kurierze Związkowym nr 391 (17 kwietnia 2013)
Dostępny jest także na stronie WZZ "Sierpień 80": http://www.wzz.org.pl/files/files/Bogus%C5%82aw%20Zi%C4%99tek%20Hipokryc...

Społeczność

Lenin 666