Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 28 gości.

Lew Trocki: O inteligencji

Trocki

Lew Trocki
O INTELIGENCJI

Źródło: http://www.marxists.org/polski/trocki/1912/03/ointeligencji.htm

---------------

I

Były to złe lata, te lata triumfu zwycięzców. Ale w istocie najstraszniejsze z tego, co było (było i jeszcze nie minęło), nie ucieleśniało się w samych zwycięzcach. O wiele gorsi byli ci, co wlekli się w ogonie zwycięzców. Ale jeszcze ciężej się robiło na duszy od wczorajszych "przyjaciół" i półprzyjaciół - moralizujących, albo cieszących się z cudzego nieszczęścia, albo delektujących się, albo śmiejących się w kułak.

Nie Mieńszykow był mrocznym koszmarem ostatnich lat, lecz "Drogowskazy"(2). Gazeta, czasopismo, antologia, przemówienie, salonowa rozmowa - wszystko nimi śmierdziało. Można było myć ręce dziegciowym mydłem, a smród ten dawał się czuć w dzień i w nocy.

W tych latach Sałtykow był nielubiany. To nie jest zwyczajny problem zmiennych gustów literackich, lecz moralna charakterystyka epoki. Nie lubili go, bo się go bali. Wizerunki niegodziwca - "posiadającego rząd dusz współczesności", triumfującej świni i "liberała zdolnego do podłości" - były nie do zniesienia dla epoki, która Mieńszykowa uzupełniła "Drogowskazami".

Kiedy p. Milukow(3), złowiwszy moment skrajnego upadku nastrojów społecznych, oświadczył na łamach "Mowy", że odtąd ostatecznie zrzuca osła, którego dźwigał na grzbiecie, to w ten sposób tylko sformułował on (to znaczy p. Milukow, a nie osioł) istotę tego procesu, który jednocześnie dokonywał się we wszystkich warstwach i grupach inteligencji - nie tylko na kadeckim Olimpie. Leonid Andriejew i Balmont, Mierieżkowskij i Szalapin(4), i Czukowskij, i Galicz, i Żyłkin(5), i Posse(6), Engelhardt i Minskij - wszyscy tak czy inaczej zrzucali z grzbietów jakieś "osły" - swoje dawne zainteresowania, sympatie i nadzieje.

A w ślad za nimi szło wiele tysięcy bezimiennych. Różnymi drogami i bezdrożami - przez nieokiełznany indywidualizm, arystokratyczny sceptycyzm, kanapowy anarchizm, naśladowanie Mierieżkowskiego i bezideowe satyryczne szyderstwa - wszyscy podążyli do "kultury". Wszystkim zbrzydł stary inteligencki ascetyzm - zapragnęli czystej bielizny i mieszkania z łazienką. Tę tęsknotę do czystej bielizny Galicz nazywał religią.

Pojawiła się jakaś szczególna rasa dziennikarzy, którzy talentu nie mieli, pomysłów nie mieli i mieć nie chcieli, za to, spoglądając w przeszłość, umieli pokazać jej język. Pamiętacie, ile razy przez te długie trzy lata trzeba było czytając artykuły pisane przez Izgojewa i jemu podobnych mówić sobie: "Cóż... poczekamy... Trzeba umieć czekać"(...)

Ale stało się jasne, że jeśli skazani byliśmy na przeżycie hańby zniewolenia przez "Drogowskazy" myśli społeczne, to dlatego, że inteligencja została na otwartej scenie sama - ze swymi gazetami, czasopismami, almanachami, satyrykonami, karczmami literackimi i ze swą słabością - znów sama, po tym gdy musiała przekonać się, dosłownie zobaczyć na własne oczy, że prawdziwa, autentyczna i niewątpliwa historia tworzona jest nie przez nią, lecz jakieś inne, wyższe siły(...) Stało się jasne, jak niepewne są te źródła wytrwałości moralnej, które inteligencja może znaleźć w sobie(...)

Ironia losu sprawiła, że właśnie w tym okresie prawie powszechnego samowyrzeczenia i wycofania się z pozycji kastowa samoświadomość inteligencji osiągnęła najwyższe napięcie. Nigdy nie zajmowała ona tak wiele miejsca, i to w najróżniejszych obozach: od październikowców do marksistów; nigdy tak bardzo się nią nie zajmowano, i nigdy ona sama się tak nie zajmowała sobą, jak w ostatnich latach. Nigdy nie dochodziła do takiego samoupojenia, takiego zakochania w sobie i pretensjonalności. Przeszukała się od stóp do głów, i stanowczo nie ma ani jednego gestu, ani jednej zmarszczki na duszy, których by nie przypieczętowała pedantycznym samouwielbieniem. Religia - to ja. Kultura - to ja. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość - to ja.

Na tej manii wielkości p. Iwanow-Razumnik(7) zbudował jak wiadomo całą historiozofię. Rosyjska inteligencja, jako grupa niestanowa, nieklasowa, czysto ideowa, płonąca świętym płomieniem, jest dla niego główną sprężyną rozwoju historycznego, prowadzi ciężką walkę z moralnością mieszczańską, podbija nowe światy duchowe, które mieszczaństwo ze swej strony częściowo asymiluje - ona niczym się nie zadowala i z kosturem pielgrzymim w ręku idzie coraz dalej i dalej - ku nowym światom. I właśnie ten pełen samozadowolenia pochód inteligencji tworzy rosyjską historię według Iwanowa-Razumnika. A p. Mierieżkowskij obiecywał nawet, że rosyjska inteligencja, kierując się religijnym dogmatem, zbawi wszystkich pięć kontynentów od nadciągającego chamstwa. I wierzono mu. Gdzie tkwią korzenie tego samozwańczego mesjanizmu? Gdzie są przyczyny tego porażającego inteligenckiego wysokiego mniemania o sobie? Cóż to jest: odzwierciedlenie wyższego powołania czy po prostu Chlestakow jako wzór charakteru narodowego?(8). Nie, to tylko ideologiczne odzwierciedlenie decydującego przekleństwa dawnej historii rosyjskiej: przekleństwa Karatajewa(9). To tylko uzupełnienie do pogodzenia się Aleksego Garnczka z losem(10).

A przecież jeśli p. Iwanowowi-Razumnikowi udało się całą historię naszej myśli społecznej przekonywająco na pierwszy rzut oka przedstawić jako pełną samozadowolenia historię inteligencji, to mamy tu do czynienia nie tylko z fałszowaniem historii. Rozumie się, z fałszowaniem też, i to potwornym. Ale właśnie o to chodzi, że w tym zafałszowaniu znajduje swój wyraz pewien wielki i tragiczny fakt, ciążący nad całym rozwojem naszego społeczeństwa. Faktem tym jest zacofanie, bieda, pauperyzm kulturowy.

II

Tego, że pod wszelkimi względami jesteśmy biedni i ta bieda nawarstwiała się przez tysiąc lat, nie potrzeba udowadniać. Historia wytrząsnęła nas z rękawa w surowych warunkach i rozproszyła cienką warstwą po wielkiej równinie. Nikt nie proponował nam innego miejsca do życia: przyszło nam pchać taczkę na tym odcinku, który nam przypadł. Azjatycki najazd od wschodu, bezlitosny nacisk bogatszej Europy od zachodu, połykanie przez państwowego Lewiatana nadmiernej części owoców pracy ludu - wszystko to nie tylko unieszczęśliwiało masy ludowe, ale i wysuszało źródła zasilające klasy panujące. Stąd ich powolny wzrost, ledwo zauważalna gleba warstw "kulturalnych" na skale barbarzyństwa społecznego. Ucisk szlachty i klerykalizmu lud rosyjski odczuwał na sobie wcale nie mniej niż ludy Zachodu. Ale ta skomplikowana i wykończona formy bytu, która wyrosła w Europie na podstawie panowania stanowego, gotyckich koronek feudalizmu - u nas się nie udała, bo nie starczyło żywotnie ważnych surowców - po prostu okazało się to nie na naszą kieszeń. Jesteśmy biednym narodem. Tysiąc lat mieszkaliśmy w niziutkim budyneczku z bierwion, w którym szczeliny są uszczelnione mchem - to gdzież nam marzyć o strzelistych łukach i gotyckich wieżach?

Jakże żałosna dola przypadła w udziale naszej szlachcie! Gdzież jej zamki? Gdzież jej turnieje? Wyprawy krzyżowe, giermkowie, minstrele, paziowie? Rycerska miłość? Nic z tego nie ma, choćby i ze świecą szukać. Chyba tylko tyle, że jak Mstisławskij i Trubieckoj pokłócili się o miejsce przy stole, to obaj przenieśli się pod stół(...) Jedynie na tyle wystarczało stanowo-rycerskiego honoru.

Nasza szlachecka biurokracja odczuwała na sobie cała historyczną nędzę naszej szlachty. Gdzież jej wielkie siły i nazwiska? Na samych swoich szczytach nie szła ona dalej niż w naśladowanie wzorów z trzeciej ręki - księcia Alby(11), Colberta(12), Turgota(13), Metternicha, Bismarcka(14).

Rozpatrzmy jedną po drugiej wszystkie strony kultury: wszędzie to samo. Nieszczęsny Czaadajew(15) tęsknił do katolicyzmu jako doskonałej kultury religijnej, która potrafiła skoncentrować w swym łonie ogromne siły umysłowe i moralne. Wreszcie widział on w katolicyzmie wielką drogę ludzkiego rozwoju i czuł się porzucony na wiejskiej dróżce ponikonowskiego prawosławia. Katolicka Europa stworzyła reformację - potężny ruch, który wyznaczył granicę między średniowieczem a historią nowożytną. Przeciw feudalno-bytowemu automatyzmowi powstała wydostająca się z feudalnej skorupy mieszczańsko-ludzka osobowość, która dążyła do ustanowienia bardziej poufałych stosunków między sobą a swoim Bogiem. Była to rewolucja duchowa o kolosalnym znaczeniu, przygotowująca człowieka nowego typu - na początku XVI wieku! Cóż może nasza historia choć w przybliżeniu porównać z reformacją? Może Nikona?(16)

A jak uderzająca jest różnica typów kulturowych, jeśli prześledzić ją na przykładzie historii miast! Średniowieczne miasto Europy było kamienną kolebką stanu trzeciego. Tam przygotowywała się cała nowa epoka. W cechach, gildiach, komunach, uniwersytetach z ich zborami, wyborami, procesjami, świętami, dysputami ukształtowały się cenne nawyki samorealizacji i wyrosła ludzka osobowość - oczywiście burżuazyjna, ale osobowość, a nie morda, na której pijani diabli nocą groch młócili. Kiedy stanowi trzeciemu zrobiło się za ciasno w starych korporacjach, to pozostało mu tylko zrodzone tam nowe stosunki przenieść na państwo jako całość. A cóż nasze miasta, nawet nie średniowieczne, ale choćby z czasu zniesienia pańszczyzny? To nie centra rzemieślniczo-handlowe, lecz jakieś wojskowo-szlacheckie narośle na ciele ogólnorosyjskiej wsi. Ich rola była pasożytnicza. Obszarnicy, czeladź, żołnierze, urzędnicy(...) Zamiast samorządu - Skwoznik-Dmuchanowskij(17) albo hrabia Rastopczin(18). Za cara Piotra Sałtykow doradzał, żeby przemianować kupieckich urzędników, to jest tych samych, których Skwoznik ubóstwiał jako arcyoszustów i protoszatanów, na baronów, patrycjuszy i burgrabiów - patrycjusz Kołupajew i burgrabia Razuwajew(...) Tego rodzaju biurokratyczna maskarada u nas w różnych dziedzinach była praktykowana, ale nędzy społecznej nie była w stanie pokryć i nie ukrywała. Cechy zostały u nas dopiero za cara Piotra narzucone na sposób policyjny, ale z tych policyjnych cechów nie wyrosła rzemieślniczo-miejska kultura. W tym charakterze przedkapitalistycznych rosyjskich miast tkwią korzenie nędzy naszych tradycji burżuazyjno-demokratycznych, uzupełniającej nędzę tradycji stanowych.

Nieszczęśliwym krajem jest Rosja i nieszczęśliwa jest nasza historia, jeśli spojrzeć wstecz. Społeczną bezosobowość, niewolnictwo ducha, który nie wzniósł się ponad instynkt stadny, słowianofile chcieli uwiecznić jako potulność i spokój, najlepsze wykwity duszy słowiańskiej. Gospodarczy prymitywizm kraju narodnicy chcieli uczynić źródłem cudów społecznych. Wreszcie przed tym samym ubóstwem społeczno-politycznym padają na twarz świeżo upieczeni subiektywiści, kiedy przekształcają historię w apoteozę inteligencji.

Od XVIII stulecia (a nawet wcześniej) cała nasza historia rozwija się pod wzrastającym naciskiem Zachodu. Najszybciej "europeizacja" następuje w dwóch sferach, coraz bardziej sobie nawzajem wrogich, a obu odnoszących się do nadbudowy, równie oddalonych od ekonomiczno-bytowych głębi życia ludowego: po pierwsze w materialnej technice państwa, gdzie zachodni nacisk był największy, a siła samobytnego sprzeciwu najmniejsza, a po drugie w świadomości nowej, właśnie przez europejski nacisk utworzonej warstwy: inteligencji. Nieporównanie wolniej przenikały nowe wpływy do mas ludowych, gdzie panowała ciemność jak na dnie oceanu, mimo że od powierzchni wód już odbijały się promienie wschodzącego słońca(...) Inteligencja była narodową macką, wysuniętą ku kulturze europejskiej. Państwo jej potrzebuje i boi się jej: najpierw daje jej bolesną lekcję, a potem trzyma nad jej głową wysoko uniesiony harap. Od czasów Katarzyny II inteligencja zajmuje stanowisko coraz bardziej i bardziej wrogie państwu, stanom uprzywilejowanym, w ogóle klasom posiadającym. Na jakim tle społecznym, wiemy: biedy, prostactwa i chamstwa arakczijewowskiej państwowości i chłynowowskiego społeczeństwa. W sztuce Ostrowskiego inteligent tak rozmawia z kupcem Chłynowem:

- Wybacz, ale nie lubię w tobie tej cechy.

- Jakiej cechy, jeśli wolno spytać?

- Tego, że jesteś świnią.

No bo jakże może polubić świnię człowiek, który swym rozumem doszedł do czegoś wyższego? A tymczasem coraz jaskrawiej i natarczywiej musiała występować samobytna "cecha " w świetle nowych europejskich pojęć, uogólnień, ideałów. Z tego powodu te nowe elementy starych stanów, którym już nie wystarczało życie na sposób roślin i wstępowały one w słoneczną strefę ideologii europejskiej, tak nieodparcie i prawie bez wewnętrznej walki odrywały się od stanowości i odziedziczonej dobrej wiary. Odmierzając przepaść duchową, oddzielającą ich nową świadomość od na wpół zwierzęcego bytu ojców, napełniali się ideowym wysokim mniemaniem o sobie. Ale to mniemanie było tylko drugą stroną medalu: ich słabości społecznej.

Kultura wiąże, ogranicza, kultura jest konserwatywna, i im jest bogatsza, tym bardziej konserwatywna. Każda nowa wielka idea, przebijając się przez warstwę starej kultury, napotykała w Europie i siłę biernego oporu starej, skończonej ideologii, i żywy opór zorganizowanych interesów. W walce o złamanie tego oporu nowa idea rozwijała wielką siłę naporu, ogarniała szerokie kręgi i w końcu zwyciężała jako sztandar nowych klas czy warstw, które zdobyły sobie swoje nowe miejsce pod słońcem. Podporządkowując sobie buntowniczą ideę, nowe klasy tym samym społecznie wiązały ją, pozbawiając ją jej absolutnego znaczenia. Ale pod sztandarem tej ograniczonej idei rozwój społeczny jako całość robił olbrzymi krok naprzód. Właśnie z powodu swego organicznego pochodzenia nowa idea nabierała wielkiej społecznej trwałości, po czym zwyciężywszy sama stawała się siłą konserwatywną.

A do nas nowa idea przybyła "z drugiego brzegu" jako gotowy produkt obcej ewolucji ideowej, jako skończona formuła - jak korale na szyję, które dostała kobieta, są produktem długotrwałego przyrodniczego procesu wzrostu gdzieś tam w oceanie. O pierwszym okresie zapożyczeń nawet nie ma co mówić. Pseudoklasycyzm, romantyzm, sentymentalizm, które oznaczały na Zachodzie całe epoki i klasy, głębokie historyczne zmiany i przeżycia, u nas przekształciły się w etapy ewolucji form literatury szlacheckich kół piterskich i moskiewskich. Ale i później, kiedy idee te przestały być "koralami", a stały się dla inteligencji sprężyną działań, niekiedy bohaterskich i pełnych samozaparcia - i w tej, bardziej dojrzałej epoce nasza historyczna bieda wytworzyła kolosalną sprzeczność między przesłankami ideowymi a rezultatami społecznymi inteligenckich usiłowań. Bicie godzinami głową w mur stało się jakby historyczną misją rosyjskiej inteligencji.

Żeby nie pić i nie rżnąć w karty w obżartym i pijanym środowisku "martwych dusz", potrzebne było jakieś wielkie zainteresowanie ideowe, które jak magnes przyciągałoby do siebie wszystkie siły moralne i trzymało je w stałym napięciu. Żeby nie brać łapówek i nie poszukiwać wśród poszukiwaczy i jurgieltników, inteligent musiał mieć jakieś swoje głębokie zasady, odrywające go od środowiska i robiące z niego odszczepieńca: trzeba było być karbonariuszem(19) albo co najmniej farmazonem(20). Żeby móc ożenić się nie na rozkaz tatusia, trzeba było zostać materialistą i darwinistą, to jest mocno, mocno uświadomić sobie, że człowiek pochodzi od małpy, i dlatego tatuś na swojej gałęzi drzewa genealogicznego jest bliższy małpie niż syn. Wyciągnąć rękę po prawo rzymskie albo po lancet oznaczało - w zasadzie - wyciągnąć ją po zakazaną literaturę i dojść do niezłomnego przekonania, że bez wolności politycznej lancet okaże się tępym i zardzewiałym kawałkiem żelaza. Żeby walczyć o konstytucję, inteligencja potrzebowała ideału socjalizmu. Wreszcie przyszło jej zająć się deprecjonowaniem wszelkich przejściowych wartości politycznych przed najwyższym trybunałem "Obowiązku" i "Piękna" - tylko po to, żeby(...) ułatwić sobie pojednanie z reżimem 3 czerwca.

I właśnie ta zabójcza sprzeczność między ideologią a żywotną praktyką społeczną, to krzyczące świadectwo biedy było dla inteligencji na odwrót, źródłem jej nieokiełznanego wysokiego mniemania o sobie.

- Patrzcie - mówią - jakim jesteśmy narodem: szczególnym, wybranym, "antymieszczańskim", ściągającym na siebie burzę(...) To znaczy nasz naród właściwie, jeśli dopowiedzieć to do końca - to dzikusy: rąk nie myją i kubłów nie płuczą, ale za to już inteligencja dała się za nich ukrzyżować, całą tęsknotę do prawdy skupiła w sobie, nie żyje, lecz spala się już od półtora stulecia(...) Inteligencja zastępuje partie, klasy, naród. Inteligencja przeżywa epoki kulturowe - za naród. Inteligencja wybiera narodowi drogi rozwoju. Gdzie odbywa się ta cała tytaniczna praca? Ano w wyobraźni samej inteligencji!

III

Kultura stanowa, od której dawny rosyjski inteligent "odcinał się", była prymitywna i wewnętrznie niezdolna do stłumienia rozbudzającej się świadomości indywidualnej - więc inteligent łatwo, prawie bez walki uwalniał się od niej pod wpływem idei zrodzonych przez inną, wyższą i bardziej wartościową kulturę. Oderwawszy się od podstaw bytowych, stanowy "odłamek" zostawał odszczepieńcem i dlatego czuł się absolutnie wolny w wyborze dróg i środków. Z przeszłością skończył, przeszłość wydawała się dużą pustą tablicą. Stąd bezgraniczny subiektywny radykalizm naszej kajającej się szlachty i powstałych seminarzystów, i stąd także ich inteligencka mania wielkości. W powieści Dostojewskiego Wiersiłow razem z Hercenem patrzy na Europę z na wpół pogardliwą tęsknotą i mówi: "Tam konserwator wszystkiego tylko walczy o istnienie: nawet nafciarzowi chodzi tylko o prawo do swojego kawałka. Tylko Rosja nie żyje dla siebie, lecz dla myśli... Oto już prawie sto lat mija, jak Rosja (to jest gromadka inteligentów - L. T.) żyje stanowczo nie dla siebie, lecz tylko dla Europy... Europa stworzyła szlachetne typy Francuza, Anglika, Niemca, ale o przyszłym swoim mieszkańcu jeszcze prawie nic nie wie. I zdaje się że na razie jeszcze nie chce wiedzieć. I to zrozumiałe: my jesteśmy wolni, a oni nie. Tylko ja jeden w całej Europie, z moją rosyjską tęsknotą, byłem wtedy wolny"(...)

Wiersiłow nie dostrzega, że nie może świecić przykładem europejskiemu konserwatorowi czy nafciarzowi, bo był wolny nie tylko od więzów tradycji stanowych, ale i od wszelkich możliwości twórczości społecznej. To samo środowisko bez twarzy, które dawało mu subiektywną wolność, od razu stawała mu na drodze jako obiektywna przeszkoda.

Oczywiście, w Europie z jej kulturowym uporządkowaniem, z jej umyślną określonością, trzeba chodzić po asfalcie, po szosie, w ogóle tam gdzie każą. Absolutnej wolności tam nie znajdziecie. Linie postępowania partii i wodzów co do zasady są określone przez obiektywne położenie spraw. Co innego u nas, gdzie pan inteligent niczym nie jest skrępowany w swojej duszy. "Oni" w Europie są skrępowani planami, prawami, podręcznikami, programami interesów klasowych, a ja w swoim stepie społecznym jestem absolutnie wolny. Ale oto stał się cud: zrobił absolutnie wolny rosyjski inteligent trzy kroki, wszedł między trzy sosny i w najbardziej haniebny sposób się zgubił. I znów idzie po naukę do Europy, bierze stamtąd najnowsze idee i słowa, znów buntuje się przeciw ich warunkowemu, ograniczonemu, "zachodniemu" znaczeniu, przystosowuje je do swojej absolutnej "wolności", to jest czyni je pustymi słowami, i wraca do punktu wyjścia, obszedłszy świat dwa razy dookoła. Słowem, utwardza tyłek i kłamie za dwóch.

"Ty nas negujesz - mówi nasze barbarzyńskie społeczeństwo szlachcicowi-inteligentowi, który wstąpił do nieba, do królestwa wolności, albo zbuntowanemu synowi popa - a my negujemy ciebie. Widzisz, jacy jesteśmy rychli, ciastowaci, bezkształtni - nie masz za co nas złapać. Duchowo przywiązać cię do siebie i zdyscyplinować cię nie możemy, to prawda: w tym jest twoja "wolność". Ale na glinę do wyrzeźbienia twoich ideałów też się nie nadajemy. Ty sobie, a my sobie. Sam sobie twórz swoją historię".

"Mamy ludzi, a społeczeństwa nie mamy:

Myśl rosyjska w samotności dojrzała

I dlatego prowadzi życie próżniacze"

Niczego innego przecież wiersiłowowska "wolność" właśnie nie oznaczała, jak wolność próżnowania dla myśli. I ta "wolność" - w najbardziej absolutnej mierze posiadał ją np. narodowolec Morozow(21), kiedy siedząc w Szlisselburgu rozpamiętywał tajemnice Apokalipsy - ta "wolność" ciąży jak przekleństwo nad całą historią inteligencji rosyjskiej.

Mało tego, że słowo nie przechodziło w czyn (rosyjska inteligencja mogłaby powiedzieć: "moja myśl i moje słowo były moim dziełem, przekazuję je potomności!"), ale i w królestwie światowej myśli rosyjska inteligencja była przecież tylko spadkobiercą: przyszła na gotowe, ale nic swojego nie wniosła. Przed nią zawsze był ogromny wybór gotowych szkół literackich, systemów filozoficznych, doktryn naukowych, programów politycznych. W każdej europejskiej bibliotece mogła ona obserwować swój duchowy wzrost w tysiącu zwierciadeł: dużych, małych, okrągłych, kwadratowych, płaskich, wklęsłych, wypukłych(...) To przyzwyczajało ją do samoobserwacji, zaostrzało intuicję, elastyczność, wyrozumiałość, czułość, kobiece cechy psychiki, ale zasadniczo podcinało siłę fizyczną myśli. Już choćby tylko ta stała możliwość dostania łatwo i od razu, prawie bez wysiłku, idei wraz z jej gotową krytyką i krytyką tej krytyki nie mogła nie sparaliżować samodzielnej twórczości teoretycznej. Wspaniale powiedział Czaadajew o rosyjskiej inteligencji: "Nasze mózgi nie są pobrużdżone niezatartymi śladami konsekwentnego ruchu idei, dlatego że dziedziczymy idee już rozwinięte". Stąd i straszliwa ideowa gmatwanina, stałe nieporozumienia teoretyczne, najbardziej nieoczekiwane filozoficzne odpychanie. Czaadajew pisał też: "W naszych najlepszych głowach coś więcej niż bezpodstawność". Turgieniew twierdził, że Rosjanin ma nie tylko czapkę na bakier, ale i mózg na bakier. Sam Czaadajew padł ofiarą swej tęsknoty do konsekwencji która - niestety! i u niego okazała się czymś gorszym niż bezpodstawność.

Rozdrażnienie człowieka ogarnia, gdy się patrzy na zadowolonych z siebie czcigodnych historyków i portrecistów naszej inteligencji. Znaczy, że mamy półtorawiekową inteligencję, najbardziej bezinteresowną, na wskroś ideową, żyjącą "dla myśli", "dla Europy" - a co daliśmy światu w dziedzinie filozofii czy nauk społecznych? Nic, dosłownie zero. Spróbujmy wymienić jakieś wielkie i nie wzbudzające wątpliwości nazwisko rosyjskiego filozofa. Może Władimir Sołowjow, którego zwykle wspomina się jedynie z okazji kolejnych rocznic jego śmierci? Ale mglista metafizyka Sołowjowa nie tylko nie weszła do historii myśli światowej - ona nawet w samej Rosji nie stworzyła niczego na kształt szkoły. Coś niecoś zawdzięczają Sołowjowowi pp. Bierdiajew, Ern(22) i Wiaczesław Iwanow(23)(...) To niewielu.

Pan Gart(24), filozof, były październikowiec, zagubiwszy się na widok tego rozpasania, z jakim u nas intendenci grabią, reakcjoniści swawolą, a październikowcy biją pokłony - rozgląda się bezradnie wokół w poszukiwaniu takiego imperatywu kategorycznego, który byłby zgodny z "szeroką rosyjską naturą" (w tym i z intendencką), zgadzałby się z jej dobrodusznie rozpustną pulchnością, dyscyplinowałby ją wewnętrznie i oduczyłby ją łapówkarstwa. Gdzież ten nadchodzący słowiański Kant? - pyta go mały słowiański prekursor(25). No właśnie, gdzie on jest? Nie ma go. Gdzie nasz Hegel? Gdzie ktoś równie wielki jak on? W filozofii nie mamy nikogo oprócz trzeciorzędnych uczniów i niezliczonych epigonów.

Byliśmy bogaci w "samobytny" utopizm społeczny, a i dziś mamy go jeszcze pod dostatkiem. Ale cóż swojego wnieśliśmy w skarbnicę myśli społecznej? Narodnictwo - rosyjską namiastkę socjalizmu? Ale przecież to nic innego jak ideowa reakcja naszej azjatyckości na pożerający ją postęp kapitalistyczny. To nie nowe osiągnięcie myśli światowej, lecz tylko niewielki rozdział z życia duchowego historycznego zadupia.

Gdzież nasi wielcy utopiści? Największym z nich był Czernyszewskij; ale i on, przygnieciony ubóstwem warunków społecznych, pozostał uczniem i nie wzniósł się do poziomu mistrza. Hercen, Ławrow(26), Michajłowskij w żadnym razie nie weszli do historii światowego socjalizmu; zupełnie rozpuścili się w historii inteligencji rosyjskiej. Być może tylko Bakunin(27) wpisał swoje nazwisko do księgi europejskiego ruchu robotniczego, ale właśnie on musiał w tym celu zupełnie oderwać się od gleby społeczeństwa rosyjskiego, a do europejskiego wszedł nie jako niezbędne element składowy, lecz jako przejściowy epizod, i to wcale nie taki epizod, który oznacza krok naprzód. Co pozostało teraz z bakuninizmu? Parę przesądów w ruchu robotniczym krajów romańskich, nic więcej(...)

Można by oczywiście wymienić tu Tołstoja; ale i to nie wypadnie przekonywająco. Bezspornie, cały Tołstoj, z rzemiennym paskiem i konopnymi sznurami wszedł do popularnego obiegu myśli światowej, ale nie swoją filozofią społeczną, lecz jako ogromny fakt ludzki. Przecież jego "nauka" jak była, tak i pozostała subiektywnym rusztowaniem jego duszy, zachowuje ona ogromną wartość biograficzną, ale po reformacji i rewolucjach w Europie, po europejskich naukach społecznych XIX stulecia - cóż nowego powiedział Tołstoj?

Powtórzmy jeszcze raz: historia naszej myśli społecznej do tej pory nawet małym klinikiem nie wbiła się w historię ogólnoludzkiej myśli. To mało pocieszające dla egoizmu narodowego? Ale po pierwsze prawda historyczna nie jest damą dworu u egoizmu narodowego. A po drugie lepiej nadzieje na egoizm narodowy lepiej pokładać w przyszłości niż szukać go w przeszłości. Znakomity Benkendorf(28) powiedział kiedyś: "Przeszłość Rosji była zadziwiająca; jej teraźniejszość jest więcej niż wspaniała; co się tyczy jej przyszłości, to będzie ona większa od wszystkiego, co może wyobrazić sobie nawet najgorętsza wyobraźnia". Tym czcicielom inteligencji, którzy myślą tak jak generał Benkendorf, choćby "od innej strony", i rosyjską historię przekształcają, w imię jej siedmiu sprawiedliwych, w historię narodu wybranego przez Boga - im oczywiście nasze poglądy nie mogą być po myśli. Ale my nie myślimy tak jak generał Benkendorf - nawet "od innej strony". Z czego nie wynika, trzeba mieć nadzieję, że nie wierzymy w przyszłość Rosji.

Ale jeśli o czymś jesteśmy przekonani twardo i niewzruszenie, to o tym, że wielka przyszłość przekształca się dla nas z mglistej fantazji w rzeczywistość jedynie o tyle, o ile są ścierane przez historię "samobytne" cech naszej "zadziwiającej" przeszłości i "więcej niż wspaniałej" teraźniejszości. A do tych samobytnych cech, jako ich dopełnienie i uwieńczenie, należy i nasza stara, nieklasowa, mesjanistyczna inteligencja, którą w dziedzinie teorii charakteryzowało "coś więcej niż bezpodstawność", a w praktyce - bezsilność.

Brak tradycji historycznych i wyraźnych ugrupowań politycznych nieuchronnie pociągał za sobą brak osobistej wytrwałości moralnej. W rozpełzającym się "niehistorycznym" środowisku znacznie łatwiej poświęcić swe życie w imię idei niż trzymać się jednej idei przez całe życie. I trzeba przyznać, że nie jest pozbawione ziarna prawdy czyjeś dosadne powiedzenie o rosyjskim inteligencie: "do trzydziestki to radykał, a po trzydziestce kanalia". Jakkolwiek prostacka jest gonczarowowska karykatura nihilisty, jednakże nie ma nic niewiarygodnego w tym, że Mark Wołochow pokajał się i wstąpił do junkrów. Kandydat na Gracchusa(29), który zostaje inspektorem podatkowym, bo jego środowisko zatarło się - czyż dawno nasza beletrystyka przestała opisywać taką postać?

Czymże żyli i dzięki czemu trzymali się najlepsi? W straszliwym napięciu moralnym, w skoncentrowanym ascetyzmie, w bytowym odszczepieństwie; przy braku społecznego gruntu pod nogami osobista wytrwałość musiała być okupiona fanatyzmem ideowym, bezlitosnym samoograniczeniem i samozaparciem, domysłami i podejrzliwością, nieustannym przestrzeganiem swojej czystości(...) "Rusin mały w ogień pójdzie, a prawdziwej wiary nie zdradzi" - mówił protopop Awwakum(30). Nie w szczególnych fałdach słowiańskiego mózgu, lecz w warunkach społecznych dawnej Rosji trzeba szukać korzeni tego staroobrzędowego fanatyzmu, tego zazdrosnego strzeżenia litery, które obserwujemy obecnie u naszych inteligentów skrajnego obozu. Nie ma potrzeby wspominać, że i w dziedzinie inteligenckiej prawdziwej wiary odcedzanie komarów nie przeszkadza największym sukcesom w przełykaniu dwugarbnych wielbłądów.

"Jestem żyd i z filistynami za jednym stołem nie usiądę!" - pisał Bielinskij. Jednakże przy całej jedności swej osobowości moralnej Bielinskij był zmuszony w radykalny sposób zmieniać swoje poglądy. Nieprzejednanie ideowe, ta szlachetna cecha każdego bojownika, samo przez się jest zbyt słabą gwarancją wytrzymałości, jeśli nie znajduje stałego oparcia w nieprzejednaniu obiektywnym, tkwiącym w samym mechanizmie stosunków społecznych. Częsta i radykalna zmiana poglądów - coś zwyczajnego u rosyjskich inteligentów, i nie tylko u tych, którzy po trzydziestce zostają(...) inspektorami podatkowymi - to jedynie najbardziej niezbędne dopełnienie absolutnej Wiersiłowowskiej wolności, wolności myśli, która chce prowadzić życie próżniacze.

Przemiany światopoglądowe mogły mieć charakter subiektywno-tragiczny (u Bielinskiego), komiczno-podły (u jakiegoś Bierdiajewa), duchowo-rozpustny (Struwe), frazeologiczno-powierzchowny (Minskij, Balmont), renegacki (Katkow, Tichomirow), ale ich podstawa historyczna pozostawała taka sama - społeczne nasze ubóstwo(31).

W sprawie powstania dekabrystów hrabia Rastopczin ironizował w tym sensie, że we Francji to "czerń" dokonała rewolucji, żeby zrównać się z arystokracją, a u nas to arystokracja chciała dokonać rewolucji w interesach czerni. Ten paradoks Rastopczina wykorzystuje p. Iwanow-Razumnik, żeby podkreślić przeciwstanowy, czysto idealistyczny charakter ruchu dekabrystów. W jakiej mierze i w jakich proporcjach elementy bezcielesnego idealistycznego radykalizmu łączyły się u dekabrystów z sugestiami stanowymi, to inna sprawa; ale prawdą jest, że dekabryści wystąpili tak jak nieraz występowała rosyjska inteligencja po nich, to jest usiłowali zastąpić sobą nie istniejące dojrzałe klasy. Dekabryści zastępowali burżuazyjny liberalizm.

Zastępowanie nie istniejących lub słabo rozwiniętych klas, maskujące słabość społeczną inteligencji, staje się jej potrzebą ideową i wraz z tym zawodem politycznym. Najpierw arystokratyczna inteligencja zstępuje "czerń", potem raznoczyniec-narodnik zastępuje chłopstwo; następnie inteligent-marksista zastępuje proletariat. Gleb Uspienskij, sam raznoczyniec-narodnik, z genialną przenikliwością zdemaskował inteligencką maskaradę narodnictwa. Trzeba było jednak jeszcze dwu dziesięcioleci, zanim żywe chłopstwo ukazało swoje rzeczywiste oblicze - i dopiero wtedy romansowi inteligencji z pseudo-chłopem został zadany śmiertelny cios(...)

Ale nawet i w tym wypadku, kiedy idea szła w kierunku ogólnego rozwoju historycznego, to pod wpływem Zachodu na tyle wyprzedzała ten rozwój w czasie, że nosicielka idei, inteligencja, wiązała się z życiem politycznym kraju nie przez klasę, której chciała służyć, lecz tylko przez "ideę" tej klasy. Tak było z pierwszymi kółkami marksistowskiej inteligencji. Dopiero stopniowo słowo staje się ciałem.

W l. 1905-1906 na scenę historyczną wystąpiły wielkie grupy społeczne - klasy ze swymi interesami i żądaniami; wydarzenia rosyjskie jednym ciosem wbiły się w historię świata, wzbudziwszy potężny odzew w Europie i Azji; idee polityczne przestały się wydawać bezcielesnymi wróżkami, które spadły z ideologicznego nieba; epoka substytucji inteligenckiej zakończyła się, historycznie się wyczerpała. Ale zauważmy, że właśnie w tych wspaniałych latach bachanalia inteligenckiego samouwielbienia rozwinęły się w pełni, tak jak lampa naftowa świeci najjaśniej zawsze przed samym zgaśnięciem.

Wydaje się, jakby historia po tym wielkim napięciu zrobiła krok wstecz. Krok wstecz zrobiła biurokracja; ale biurokracja zarządza różnymi rzeczami, lecz jednak nie biegiem historii. Z naszą karatajewszczyzną, z ahistorycznością mas skończyliśmy na zawsze. Powrotu do niej nie ma. I wraz z nimi skończyliśmy z apostolstwem inteligencji.

Po trzech latach samozadowolonej prostracji znów się ona wyprostowuje. Powstaje z kolan. Jednak naiwnym byłoby sądzić, że po raz drugi wkracza w epokę przedpaździernikową(32). Historia się nie powtarza. Jakkolwiek byłoby wielkie samo przez się znaczenie inteligencji, w przyszłości może być ono tylko służebne i podporządkowane. Heroiczne zastępstwo całkowicie należy do epoki odchodzącej do wieczności.

"Drogowskazowcy" (Struwe i Izgojew) wspólnie splunęli w ślad za tą odchodzącą epoką. To, że pluli pod wiatr, można przypuszczać że teraz jest jasne dla wszystkich. Ale ten, co wierzy w przyszłość, nie ma po co bić czołem przed bałwanami przeszłości. Przeszłość nie zmartwychwstanie. I dobrze, bo przyszłość jest lepsza od przeszłości: już choćby dlatego, że się na przeszłości opiera, jest bogata jej doświadczeniem, jest od niej mądrzejsza i silniejsza.

Przypisy:

(1) Artykuł ten został napisany jako wyzwanie temu narodowo-kółkowemu mesjanizmowi inteligenckich kawiarni, od którego nawet w Wiedniu, w tak wielkiej odległości od Petersburga i Moskwy, robiło mi się mdło. Artykuł długo się przeleżał w szufladzie w redakcji "Kijewskoj Mysli": redakcja bała się go opublikować. Zaczynające się ożywienie polityczne w 1912 r. odświeżyło atmosferę, i artykuł ujrzał światło dzienne, co prawda ze straszliwymi ingerencjami cenzury. W tej postaci jest zamieszczony i tutaj. L.T., czerwiec 1922 r. (Przyp. aut). Miejsca ingerencji cenzury oznaczone są znakami (...). (Przyp. red.)

(2) "Drogowskazy" - osławiona antologia artykułów liberalno-październikowych profesorów i innych inteligentów, wydana w czasach reakcji, w 1909 r. W zbiorku tym opluwano działalność rewolucyjną inteligencji w przeszłości, rewolucjonistów traktowano jako najgorszych wrogów kraju i narodu. Autorzy zbiorku (N. A. Bierdiajew, S. N. Bułgakow, M. O. Gerszenzon, A. S. Izgojew. B. A. Kistiakowskij, P. B. Struwe, S. L. Frank) otwarcie głosili, że podstawowym zadaniem "prawdziwej" inteligencji jest poparcie ideowe dla istniejącego ustroju, panowania obszarników i kapitalistów. "Drogowskazy" spotkały się ze stanowczym odporem ze strony kół rewolucyjnych, przede wszystkim partii bolszewików. (Przyp. red.)

(3) Pawieł Nikołajewicz Milukow - przywódca partii kadetów, jeden z przywódców rosyjskiej burżuazji. Tak jak większość inteligenckich przedstawicieli burżuazji, Milukow przeszedł wszystkie etapy od bezkształtnego demokratyzmu i sympatii dla socjaldemokracji, przez liberalną grupę "Wyzwolenie", do partii wielkiego kapitału i wielkiej własności ziemskiej. W 1905 r. Milukow stał na czele opozycji kadeckiej, ale szybki wzrost ruchu rewolucyjnego zepchnął go na prawo. Tuż przed I wojną światową Milukow kładł fundamenty teoretyczne "neosłowianofilstwa" pod imperialistyczne żądze rosyjskiego kapitału. W czasie wojny prowadził energiczną kampanię na rzecz zajęcia Dardaneli, za co nadano mu przezwisko "dardanelski". W pierwszych dniach rewolucji Milukow dążył do utrzymania monarchii konstytucyjnej, i dopiero narastanie ruchu rewolucyjnego przekształciło go czasowo w republikanina mimo woli. Wszedłszy do pierwszego rządu Lwowa jako minister spraw zagranicznych, Milukow przede wszystkim dążył do uspokojenia Ententy co do dochowania przez Rosję wierności sojuszniczej. Jego nota z 18 kwietnia od razu obnażyła imperialistyczną istotę polityki Rządu Tymczasowego. W dalszym rozwoju rewolucji Milukow był przywódcą prawego skrzydła kadetów, w sierpniu poparł Korniłowa, a po Październiku aktywnie działał w ruchu kontr-rewolucyjnym na południu kraju. Usiłował zawrzeć porozumienie z Hohenzollernami o wspólnej walce przeciw Rosji bolszewickiej. Potem przesunął się na lewe skrzydło partii kadeckiej, dążąc przez koalicję z eserowcami do mocniejszego związania bogatych chłopów z burżuazją. Następnie wydawał na emigracji w Paryżu gazetę "Ostatnie wiadomości". (Przyp. red.)

(4) Mowa o pewnym wystąpieniu znakomitego rosyjskiego śpiewaka (basa) Fiodora Iwanowicza Szalapina. Był on synem chłopa i karierę śpiewaka zaczął w chórze cerkiewnym. Szalapin został znakomitością na skalę światową dzięki ogromnemu talentowi artystycznemu, wyjątkowo pięknemu głosowi. W latach ożywienia społecznego Szalapin uważał się za demokratę, śpiewał na wieczorkach studenckich "Dubinuszkę" i był idolem młodzieży. W okresie reakcji polityczno-społecznej, który nastąpił po porażce rewolucji 1905 r., i jego poglądy się zmieniły. W 1910 r., na jednym z przedstawień opery Musorgskiego "Boris Godunow", Szalapin ukląkł przed lożą honorową, w której zasiadał Mikołaj II, i odśpiewał hymn "Boże, chroń cara". (Przyp. red.)

(5) Iwan Wasiljewicz Żyłkin - dziennikarz, deputowany do Dumy Państwowej II kadencji, przywódca frakcji trudowików. (Przyp. red.)

(6) Władimir Aleksandrowicz Posse - pisarz, publicysta. Pracę twórczą rozpoczął w tygodniku "Tydzień", współpracował z "Nowym Słowem" i "Żurnalem dla wszystkich". W 1898 r., w wieku 34 lat, został redaktorem czasopisma "Życie". Po jego zamknięciu przeniósł jego redakcję za granicę. Po 17 października 1905 r. powrócił do Rosji i zaczął wydawać "Bibliotekę Robotnika", a także współpracował z gazetą "Towarzysz". Pod względem przekonań politycznych był przez jakiś czas socjaldemokratą, ale potem odwrócił się od SDPRR i zbliżył się do syndykalizmu. Najobszerniejszą swą książkę "Niemcy i ich życie polityczne" wydał pod pseudonimem L. W. Nowgorodcew. (Przyp. red.)

(7) Iwanow-Razumnik - krytyk i publicysta, narodnik, ur. w 1878 r. Jego główna praca "Historia rosyjskiej myśli społecznej" rozpatruje historię literatury rosyjskiej jako walkę dwóch pozaklasowych i pozastanowych grup - inteligencji przeciw mieszczaństwu. Walkę tę inteligencja miała prowadzić w imię "prawdziwego indywidualizmu", nie składającego jednostki w ofierze społeczeństwu ani społeczeństwa w ofierze jednostce: z punktu widzenia "prawdziwego indywidualizmu" społeczeństwo nie ogranicza wolnej jednostki, lecz ją sobą dopełnia. Inną znaną pracą Iwanowa-Razumnika była książka "O inteligencji", poświęcona dalszemu rozwijaniu myśli o istocie inteligencji. Napisał on też szereg prac krytycznych o F. Sołogubie, L. Andriejewie, L. Szestowie i innych ludziach. (Przyp. red.)

(8) Chlestakow - główny bohater znakomitej komedii Gogola "Rewizor", petersburski urzędnik niskiej rangi, którego na zabitej deskami prowincji wzięto za ważną osobistość - rewizora. Lekkomyślny aż do bólu samochwał wykorzystał ten przypadek, żeby pozadzierać nosa i obłowić się kosztem prowincjonalnych głupców. Postać Chlestakowa stała się symbolem lekkomyślności, samochwalstwa i bezczelności. (Przyp. red.)

(9) Karatajew - jeden z bohaterów powieści L. N. Tołstoja "Wojna i pokój", w którego osobie autor ukazał to, co uważał za główne cechy rosyjskiego ducha narodowego - bierną kontemplacyjność, pogodzenie się z losem i niesprzeciwianie się złu. (Przyp. red.)

(10) Aleksy Garnczek - tytułowy bohater ostatniego opowiadania L. N. Tołstoja, wydanego już po jego śmierci, pokorny pracownik, posłusznie znoszący nieprzerwaną pracę, posłusznie rezygnujący ze szczęścia i posłusznie umierający. Prototypem Aleksego Garnczka był służący L. N. Tołstoja z Jasnej Polany, którego T. A. Kuźminskaja wspominała tak: "Pomocnikiem kucharza i odźwiernym był pół-idiota przezywany Aleksy Garnczek, którego z jakiegoś powodu Tołstoj tak upoetycznił, że czytając o nim, wcale nie rozpoznawałam w bohaterze naszego głupiego i brzydkiego Aleksego Garnczka. O ile dobrze pamiętam, był to człowiek spokojny, nieskory do gniewu i posłusznie wykonujący wszystko, co mu kazano". ( T. A. Kuźminskaja, "Moje życie w domu w Jasnej Polanie", cz. II, str. 53). (Przyp. red.)

(11) Książę Alba (1508-1582) - hiszpański wódz i polityk, dowódca ekspedycji wysłanej przez króla hiszpańskiego Filipa II do Holandii w celu stłumienia rozpoczynającego się powstania przeciw hiszpańskiemu panowaniu i Kościołowi Katolickiemu. Alba, odznaczający się skrajnym fanatyzmem religijnym i szowinizmem narodowym, tłumił powstanie z niezwykłym okrucieństwem, przez co wywołał takie niezadowolenie ludności, że Filip II zmuszony był odwołać Albę z Holandii. (Przyp. red.)

(12) Colbert (1619-1683) - minister finansów u króla francuskiego Ludwika XIV, znany ze swych reform gospodarczych w duchu merkantylizmu. Polityka gospodarcza Colberta polegała na dążeniu do rozkwitu handlu i przemysłu dzięki premiom, subsydiom dla przedsiębiorców, upowszechnieniu nauki i techniki, polepszeniu szlaków komunikacyjnych, rozwojowi marynarki handlowej i aktywnej polityce kolonialnej. Walcząc przeciw szlachcie i duchowieństwu, Colbert dążył do podniesienia znaczenia stanu trzeciego. System Colberta nie wytrzymał próby czasu zarówno wskutek bezpośredniego sprzeciwu króla i szlachty, jak i wskutek wewnętrznych niedostatków w samym systemie, polegających na niedocenianiu interesów rolnictwa, co ustawicznie osłabiało rynek wewnętrzny dla wzrastającego francuskiego kapitalizmu. (Przyp. red.)

(13) Turgot (1727-1781) - polityk francuski, zwolennik szkoły ekonomicznej fizjokratów. Mianowany przez Ludwika XVI na stanowisko generalnego kontrolera finansów, przedstawił królowi program reform, który miał na celu zniesienie feudalnego systemu podatków, cechowej organizacji produkcji rzemieślniczej i cały szereg innych instytucji przeszkadzających w rozwoju rolnictwa, handlu i przemysłu. Szczególnie energicznie walczył Turgot o wydanie ustawy o wolnym handlu. Działalność Turgota napotkała silny opór nie tylko ze strony duchowieństwa i szlachty, oburzonych tym, że projekty Turgota nakładały na nich część ciężarów podatkowych, ale i ze strony parlamentów prowincji, które uważały Turgota, zwolennika absolutyzmu, za wroga parlamentarnych praw i swobód. W kilka lat po śmierci Turgota, w czasie wielkiej rewolucji francuskiej, parlament przyjął większość wysuwanych przez niego propozycji w dziedzinie polityki gospodarczej. (Przyp. red.)

(14) Bismarck (1815-1898) - polityk niemiecki. Na początku swej kariery politycznej w prowincjonalnym i zjednoczonym Landtagu był zwolennikiem absolutyzmu i wściekłym przeciwnikiem przedstawicielstwa narodowego, i pozostał nim także w pruskim Zgromadzeniu narodowym, zwołanym po rewolucji 1848 r. W latach 1852-1852 był przedstawicielem Prus we frankfurckim Sejmie Związkowym. Tu pogodził się z ideą przedstawicielstwa narodowego i wypracował swój plan zjednoczenia Niemiec, w którym w przeciwieństwie do burżuazyjnych demokratów główną rolę wyznaczał Prusom. Dalsza działalność Bismarcka polegała na realizacji tego właśnie planu. Kolejnymi etapami na tej drodze były wojny prusko-austriacka w 1866 r. i prusko-francuska w latach 1870-1871. Dla osiągnięcia swego celu Bismarck nieraz musiał zmieniać swą orientację polityczną. Dążąc do umocnienia sprawy niemieckiej jedności, opierając się na narodowych liberałach walczył on przeciw Katolickiej Partii Centrum, która zjednoczyła wszystkich zwolenników partykularyzmu. Jednak nie chciał zgodzić się na postawione przez narodowych liberałów konsekwentne żądania prowadzenia polityki wolnego handlu i powołania rządu odpowiedzialnego przed Reichstagiem, ostro skręcił w prawo, pojednał się z konserwatystami i z Centrum i wszedł na drogę protekcjonizmu przemysłowego i rolnego. W polityce względem robotników Bismarck wszelkimi sposobami zwalczał wzrost wpływów partii socjaldemokratycznej. Wpływy Bismarcka trwały do końca lat osiemdziesiątych XIX w. Antykonstytucyjne plany Bismarcka w związku z projektem nowej reformy wojskowej wydały się Wilhelmowi II niebezpieczne, i w 1890 r. Bismarck został zdymisjonowany. (Przyp. red.)

(15) Piotr Jakowlewicz Czaadajew (1793-1856) - przyjaciel Puszkina i dekabrystów, przez krótki czas był członkiem tajnego stowarzyszenia. W 1820 r., będąc adiutantem dowódcy korpusu gwardii, księcia Wasilczikowa, został przez niego wysłany jako kurier do Aleksandra I z wiadomością o zaburzeniach w pułku siemionowskim. Przypadek ten oddalił od Czaadajewa członków tajnego stowarzyszenia. Czaadajew złożył dymisję i do 1826 r. mieszkał za granicą. W Europie Zachodniej przyjaźnił się licznymi znakomitościami tej epoki, wiele czytał i powrócił do Rosji z mocno ugruntowanymi przekonaniami filozoficznymi. W 1836 r. w czasopiśmie "Teleskop", wydawanym przez Nadieżdina, opublikowany został pierwszy z "Listów filozoficznych" Czaadajewa, napisanych przez niego znacznie wcześniej, ale pokazywanych do tej pory przez niego jedynie bardzo ograniczonemu kręgowi osób. List ten przeniknięty był głęboko sceptycznym poglądem na los Rosji. Wskazując na izolowane położenie Rosji, nie należącej ani do Wschodu, ani do Zachodu, Czaadajew pisał, że Rosja nie ma żadnych tradycji, żyje jakby poza czasem, i każdy Rosjanin powinien sam nawiązywać starganą nić, łączącą go z ludzkością. Korzenie zła według Czaadajewa tkwią w tym, że Ruś przyjęła chrześcijaństwo nie zachodnie, katolickie, "które stworzyło całe życie ziemskie, społeczne i rodzinne, rodzinę, ojczyznę, poezję i naukę", lecz bizantyjskie. Dlatego postęp wywodzący się z zachodniego chrześcijaństwa minął Rosję obok - a inne gałęzie chrześcijaństwa okazały się bezpłodne. List ten swoją antypatriotyczną treścią wywołał straszliwe niezadowolenie we wszystkich kręgach społeczeństwa. Nadieżdin został zesłany do Ust'-Sysolska, a Czaadajew uznany za wariata i zamknięty w areszcie domowym. Dwa inne listy Czaadajewa, wydane w wiele lat później w Paryżu przez księcia Gagarina, który przeszedł na katolicyzm i wstąpił do zakonu jezuitów, poświęcone są rozwijaniu myśli o roli katolicyzmu jako skarbnicy i kontynuatora kultury chrześcijańskiej i o centralizacyjnym wpływie papiestwa. (Przyp. red.)

(16) Nikon (1605-1681) - patriarcha Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, za panowania cara Aleksego dokonał reformy ksiąg liturgicznych w celu uzgodnienia ich z greckimi oryginałami. W rezultacie tej reformy zmieniono wiele od dawna i powszechnie używanych zasad liturgicznych. Okoliczność ta wywołała schizmę i powstanie wyznania starowierców, trzymających się tekstów ksiąg liturgicznych sprzed reformy. (Przyp. red.)

(17) Skwoznik-Dmuchanowskij - horodniczy, jeden z bohaterów komedii Gogola "Rewizor", powiatowy samowładca, łapówkarz i oszust. (Przyp. red.)

(18) Hrabia Fiodor Wasiljewicz Rastopczin (1763-1826) był w 1812 r. komendantem Moskwy i odgrywał w czasie najazdu francuskiego rolę "zbawcy ojczyzny", zbierał ofiary i werbował ochotników. Zasłynął w tym czasie swoimi "afiszami", które były wzorem lekkomyślnego i samochwalczego patriotyzmu. W przededniu bitwy pod Borodino twierdził, że Francuzi nie pójdą na Moskwę, i zatrzymywał tych, co chcieli ją opuścić. Plotka przypisywała mu wydanie rozkazu podpalenia Moskwy, żeby jej zasoby nie dostały się w ręce wroga. Doskonały, choć artystyczny, a nie historyczny wizerunek Rastopczina dał Tołstoj w "Wojnie i pokoju". (Przyp. red.)

(19) Karbonariusze (z włoskiego: węglarze) - tajne stowarzyszenie polityczne, które odegrało dużą rolę w ruchach rewolucyjnych początku XIX wieku. Szczególnie silni byli karbonariusze we Włoszech. Związek ten powstał w Neapolu za panowania napoleońskiej Francji i miał na celu wypędzenie Francuzów; po ich klęsce stał się ogniskiem walki przeciw przywróceniu starego reżimu i zjednoczył wokół siebie postępowe elementy burżuazji, dążącej do zjednoczenia narodowego i niepodległości. Na początku XIX w. słowo "karbonariusz" zrobiło międzynarodową karierę i potocznie oznaczało każdego rewolucjonistę-spiskowca. (Przyp. red.)

(20) Farmazon - przekręcone francuskie słowo franc-macon (wolnomularz). Podobnie jak w przypadku karbonariuszy, na początku XIX wieku w Rosji ze wstrętem nazywano farmazonami nie tylko właściwych wolnomularzy, ale wszystkich wolnomyślicieli, będących w opozycji do istniejącego porządku, a nawet wszystkich ludzi prowadzących życie niezależne od przyjętych w społeczeństwie konwenansów. (Przyp. red.)

(21) Nikołaj Aleksandrowicz Morozow - członek kółka Czajkowskiego, potem "Ziemli i Woli", wreszcie narodowolec. W 1881 r., w wieku 27 lat, w tak zwanym procesie dwudziestu skazany na dożywotnie ciężkie roboty, które odbywał najpierw w pawilonie aleksiejewskim Twierdzy Pietropawłowskiej, a potem w Szlisselburgu, skąd uwolniła go rewolucja 1905 r. Po wyjściu z więzienia Morozow wydał książkę "Apokalipsa wśród burz", w której próbował dać astronomiczną interpretację ostatniej księgi chrześcijańskiej Biblii. (Przyp. red.)

(22) W. F. Ern - reakcyjny filozof przykościelny, słowianofil. Jego najważniejszymi pracami są: "Chrześcijański stosunek do własności" (1906), "Teoria wiedzy według Rosminiego", "Filozofia Giobertiego" (1916). (Przyp. red.)

(23) Wiaczesław Iwanow - poeta i filozof. W 1903 r. wyszedł pierwszy tomik jego wierszy pt.: "Gwiazdy-karmicielki", po nim kolejne: "Przejrzystość", "Eros", "Płonące serce", wreszcie zbiorek artykułów teoretycznych "O gwiazdach", który przedstawia podstawy symbolizmu. Wiersze jego są nasycone treścią filozoficzną, pojawiające się w nich obrazy zapożyczone są z mało znanej przeciętnemu czytelnikowi sfery starożytnej mitologii. Język Wiaczesława Iwanowa przepełniony jest archaizmami i śmiałymi neologizmami; świadomie oddalał on swój język poetycki od języka potocznego, zapożyczał zwroty od dawnych pisarzy i z wymarłych języków. Jego światopogląd filozoficzny był przeniknięty chrześcijańskim mistycyzmem, z którym usiłował pogodzić swą fascynację "pogańską" starożytnością. (Przyp. red.)

(24) Gart - literat, październikowiec. Był stałym współpracownikiem prawicowych gazet: "Rosyjskiego Głosu", "Rosyjskiego Dziennika", "Narodowej Rusi". Napisał kilka książek reakcyjnej treści: "Rewolucja i nasze partie", "Dlaczego wzburzyła się Rosja?" (Przyp. red.)

(25) Patrz: Gart, "Dlaczego wzburzyła się Rosja?", Sankt-Petersburg 1910. (Przyp. aut.)

(26) P. L. Ławrow (1823-1900) - jeden z najbardziej znanych przywódców i teoretyków rewolucyjnego narodnictwa, członek I Międzynarodówki. Ławrow brał udział w tworzeniu pierwszej organizacji narodnickiej "Ziemla i Wola" ("Ziemia i Wolność") w 1876 r., po jej rozpadzie w 1879 r. na "Czornyj Pieriedieł" ("Czarny Podział") i "Narodną Wolę" ("Wolność Ludu") był narodowolcem i od tego czasu aż do śmierci był ich głównym teoretykiem, a w latach 1883-1886 redaktorem partyjnej gazety "Wiestnik Narodnoj Woli" ("Kurier Wolności Ludu"). W 1873 r. wyemigrował, osiedlił się najpierw w Zurychu, potem w Londynie, a ostatnie lata życia spędził w Paryżu. Za granicą redagował też narodnickie czasopismo teoretyczne "Wpieriod" ("Naprzód"). Jego "Pisma historyczne" i inne wybitne dzieła, które wyszły spod jego pióra, wywarły wielki wpływ na rosyjską rewolucyjną inteligencję lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX w., zapoczątkowawszy rosyjską szkołę socjologiczną. (Przyp. red.)

(27) Michaił Aleksandrowicz Bakunin (1814-1876) - znany teoretyk anarchizmu i rewolucjonista. Był członkiem kółka Stankiewicza i zażartym heglistą. W 1840 r. wyemigrował, studiował filozofię w Berlinie. W 1842 r. w "Rocznikach niemieckich" Rugego opublikowany został jego pierwszy artykuł publicystyczny "O reakcji w Niemczech". Od tego czasu Bakunin zbliżył się do niemieckich socjalistów. Odmówiwszy powrotu do Rosji na rozkaz carskiego rządu, został za to zaocznie ukarany przez senat pozbawieniem przywilejów stanowych i zakazem powrotu. W Paryżu zaprzyjaźnił się z Proudhonem, brał aktywny udział w działalności emigrantów polskich. Deportowany do Brukseli, poznał tam Marksa, i szybko stali się ideowymi przeciwnikami. W 1849 r. Bakunin brał czynny udział w powstaniu w Saksonii. Po jego porażce odsiedział dwa lata w różnych więzieniach Saksonii i Austrii, a w 1851 r. został deportowany do Rosji i uwięziony w pawilonie aleksiejewskim Twierdzy Pietropawłowskiej, a potem w Szlisselburgu. W 1857 r. wypuszczono go z twierdzy, ale zesłano na Syberię, skąd uciekł przez Japonię do San Francisco, a stamtąd do Londynu. Tu brał czynny udział w wydawaniu czasopisma "Dzwon" pod redakcją Hercena i nawiązał kontakty z rodzącymi się w Rosji organizacjami rewolucyjnymi. Hasło "pójścia w lud" i pomysł organizowania tajnych stowarzyszeń, wysunięte przez Bakunina, były istotą ruchu buntowników lat siedemdziesiątych XIX w. Od połowy lat sześćdziesiątych działalność rewolucyjna Bakunina koncentrowała się głównie na Zachodzie. W 1868 r. założył Alians, który został przyjęty do Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników. Lecz długo tam miejsca Bakunin nie zagrzał i w 1872 r. został z Międzynarodówki wykluczony za promowanie zasady pełnej niezależności poszczególnych sekcji, co było niezgodne z centralizacyjnymi tendencjami marksistów. Bakunin zmarł w 1876 r. i tamże został pochowany, a Alians, stopniowo tracąc na znaczeniu, przetrwał do 1877 r. (Przyp. red.)

(28) Hrabia A. Ch. Benkendorf (1783-1844) - szef korpusu żandarmów i naczelnik osławionego III Oddziału Kancelarii Jego Cesarskiej Mości. Obydwie te instytucje, na których czele stał Benkendorf, założyć raczył Mikołaj I na jego wniosek. Przez cały okres panowania tego cara Benkendorf był jego najbliższym i najbardziej wpływowym doradcą. Po stłumieniu powstania dekabrystów nie było dalszych wystąpień politycznych, więc znudzony żandarm Benkendorf rzucił się z kolei na literaturę. Cytowany przez Trockiego fragment z Benkendorfa odnosi się do Czaadajewa i jego pierwszego listu. (Przyp. red.)

(29) Bracia Gracchusowie - przywódcy stronnictwa ludowego w Rzymie pod koniec II w. p. n. e. Tiberius Gracchus (163-133 p. n. e.) przeprowadził reformę rolną, w wyniku której część ziem państwowych, zagarniętych przez wielkich właścicieli ziemskich, została im odebrana, rozparcelowana i oddana w wieczystą dzierżawę bezrolnym i małorolnym chłopom. Za to Tiberius Gracchus wraz z wieloma swymi zwolennikami został zamordowany przez stronnictwo senatorskie, reprezentujące interesy wielkich właścicieli ziemskich. Po jego śmierci przywódcą stronnictwa ludowego został jego młodszy brat Caius Gracchus (153-121 p. n. e.) (Przyp. red.)

(30) Awwakum (1605-1681) - protopop, znakomity prorok schizmy w XVII w., uczestniczył w reformie ksiąg cerkiewnych, przeprowadzanej przez patriarchę Iosifa za cara Aleksego. Jednak kiedy Nikon, następca Iosifa, uznał wszystkie te reformy za błędne i zaczął je reformować jeszcze raz po swojemu, Awwakum stał się nieprzejednanym wrogiem wszelkich nowinek i stanął na czele schizmy. W swych dziełach Awwakum rozpatrywał nikonowskie nowinki jako profanację Kościoła, przepowiadał bliskie nadejście antychrysta, zalecał ucieczkę z tego świata przez samospalenie. Awwakum był okrutnie prześladowany, skazany na zesłanie, więzienie, torturowany, wreszcie został wydalony ze stanu duchownego, ekskomunikowany przez sobór i spalony na stosie. (Przyp. red.)

(31) Lew Aleksandrowicz Tichomirow - uczestnik ruchów rewolucyjnych od drugiej połowy lat siedemdziesiątych XIX w. W roku 1883, w wieku 33 lat, wyemigrował, po czym w latach 1885-1888 był redaktorem gazety "Wiestnik Narodnoj Woli" ("Kurier Wolności Ludu"); wydał też książkę "Rosja polityczna i społeczna". W 1888 r. wyrzekł się poprzednich idei, opublikował broszurę pt.: "Dlaczego przestałem być rewolucjonistą?" i dostał zezwolenie na powrót do Rosji, gdzie zaczął aktywnie współpracować z gazetami "Nowoje Wriemia" ("Nowy Czas") i "Moskowskije Wiedomosti" ("Moskiewskie Wiadomości"); wydał też kilka książek, równie renegackich, jak ta broszura. (Przyp. red.)

(32) Mowa tu, rozumie się, o październiku 1905, a nie 1917 roku. (Przyp. aut.)

Społeczność

Sierp i młot