Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 9 gości.

Dariusz Zalega: Janosik przeciwko panom

Janosik.JPG

Zbójnictwo ludowe było formą przeciwstawienia się zalegalizowanemu bezprawiu gospodarki feudalnej. To także element historii ruchów społecznych w Polsce
 
 
 
PiS wziął się za poprawianie historii Polski, a już wcześniej liberałowie zaczęli szargać pamięć o... Janosiku. Tymczasem jego dzieje, podobnie jak Ondraszka, Robina Hooda, Wilhelma Tella, wpisują się w tradycję ludowego bandytyzmu, dającego zbrojny odpór możnym panom, a przede wszystkim nadzieję najniższym warstwom społecznym.
 
 
 
Romantyzm i banały
 
 
 
Beskidzcy i podhalańscy zbójnicy od dawna przyciągali swoją romantyczna aurą uwagę artystów. Kładąc wszystko na jedno kartę – rzadko który zbójnik przekroczył trzydziestkę – w otoczeniu pięknych górskich pejzaży, stanowili wprost idealną kanwę dla wielu utworów, roznoszących ich legendę daleko po całym kraju.    Początków zbójnictwa trzeba jednak szukać nie tyle w duchowych uniesieniach dwudziestolatków spod Pilska, lecz w strukturze agrarnej ówczesnych terenów górskich. Okres największego rozwoju zbójnictwa górskiego rozpoczął się w XVII wieku, kiedy masowo zaczęto wywłaszczać góralskie ziemie pod folwarki pańszczyźniane. Brak środków do życia był więc główną przyczyną zbójowania, które przetrwało do początku XIX w., głównie u podnóża Beskidów i Tatr, a także w Górach Świętokrzyskich.    Zbójnicy tworzyli niezależne od siebie „towarzystwa”, zwane na Podkarpaciu ruskim „opryszkami”, „doboszami” i „beskidnikami”. Napadali w celach rabunkowych, niekiedy z powodu porachunków osobistych, na dwory szlacheckie, kupców, plebanie, czasem szałasy góralskie itp.
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Zbójnikom sprzyjała łatwość ukrywania się w terenie górskim, bliskość granicy, szacunek, jakim cieszyli się wśród górali (tzw. hyr  – zbójnicka sława). Znaczna część górali uwielbiała swoich chłopców „skaczących poza buczki” (skoczyć poza buczki = zostać zbójnikiem).
 
 
 
 
 
 
 
Utrwalano w tradycji obraz zbójnika jako człowieka odważnego, zręcznego, silnego, roztropnego, pobożnego i... cnotliwego. Ale „honorni” nie mieli łatwego życia, bo za zbójowanie groziła kara śmierci przez powieszenie „za poślednie ziobro”, stryczek lub topór, a w najlepszym wypadku dożywotnie więzienie.    Na zbójników polowali harnicy – ludzie specjalnie wynajmowani do ich ścigania. Rekrutowali się z zawodowych żołnierzy, a często spośród zabijaków, różnych wykolejeńców. Polowali na zbójników, licząc zarówno na oficjalną zapłatę, jak i na zdobycie zbójeckich skarbów. Kiedy schwytali żywego zbójnika, odstawiali go do najbliższego starosty, a gdy trafił im się martwy, dostarczali tylko jego uciętą głowę. Złapany przez zbójników harnik kończył nie lepiej – wieszano go na drzewie, bez prawa do pochówku.
 
 
 
Zbójecki panteon
 
 
 
Bezsprzecznie największą zbójecką sławę zdobył Janosik, który naprawdę nazywał się Juraj Janosik i pochodził z Terchowej na Słowacji. Podobno we wczesnej młodości kształcił się na księdza, potem walczył z Rakoczym przeciwko Habsburgom. W 1711 r. na zamku w Bytczy zetknął się z więzionym tam zbójnikiem Tomaszem Uhorcikiem, który zwerbował go podczas ucieczki. Wkrótce to sam Janosik stanął na czele bandy. Nie pozbójował jednak długo – ledwo przez dwa lata, głównie na Orawie i Liptowie. Powieszono go za poślednie ziobro, gdy miał 25 lat, 16 marca 1713 r. w Liptowskim Mikulaszu. Dziś znajduje się tam muzeum poświęcone zbójnikowi.    Wielką sławę zdobyli na Śląsku Cieszyńskim pod koniec XVII wieku bracia Klimczakowie, w Nowosądeckiem – Sobek Bury i Martyn Portasz (XVII w.), w Żywieckiem pod koniec XVIII wieku – Jerzy Proćpak, na Skalnym Podhalu – Mateja i Szymek Tatar, na Pokuciu – Aleksy Dobosz i na Morawach – Ondrasz Szebesta (1680-1715), syn wójta z Janowic koło Frydka. Według legendy gnębił szlachtę i bronił chłopów, a został zdradzony przez swojego kamrata Juraszka. Postać Ondraszka weszła do folkloru ludu czeskiego i polskiego, a prawdziwą epopeję poświęcił mu Gustaw Morcinek.
 
 
 
Podnieśli broń...
 
 
 
Zbójować chodziło się w bogatsze strony, napadało na bogate dwory szlacheckie, plebanie, czasem bogatsze wsie (zwłaszcza w rejonie Tatr). Ale czy zbójnicy dzielili się z biednymi? Przy powrocie zbójnika z wyprawy niejednokrotnie zyskiwała na tym wieś, której przypadła część łupów, ale nie to jest najważniejsze.    Zbójnicy stanowili symbol walki ze światem, gdzie całe prawo stanowili panowie feudalni. To na nich skupiały się ludowe marzenia o przeciwstawieniu się zalegalizowanemu bezprawiu pańszczyzny, narzuconym datkom na książęce dwory.      Zbójnictwo okazywało się przejawem nieustannej wojny klasowej na wsi, której najostrzejszą formą były buntu chłopskie przeciwko pańszczyźnie. W latach 1679-1683 wielki bunt objął północne Czechy i Morawy, rejon Raciborza  – insurekcje na początku i w połowie XVIII wieku, wtedy też chłopi zbuntowali się w rejonie Drogomyśla na Śląsku Cieszyńskim.    Te związki ludowego zbójectwa i ludowych buntów najpełniej widoczne były w Ameryce Łacińskiej. Carols Fuentes pisał o latynoamerykańskich zbójnikach z XVIII–XIX wieku, w Meksyku zwanych charros, a gauchos w Argentynie: „W ich życiorysach zawsze znajdzie się jakieś przywłaszczenie ziemi, gwałt, chata w płomieniach, nie brak powstania pod wodzą lokalnego kacyka i ze dwóch obcych interwencji. W ten sposób charro i gaucho zawsze znajdują się na krawędzi wojny partyzanckiej, często w zaślepieniu wpatrując w przepaść rewolucji” („Pogrzebane zwierciało”).     To wszak z tradycji charros wywodził się Francisco Pancho Villa, przywódca meksykańskiej rewolucji z początków XX wieku. Dobrze i do historii beskidzkich zbójników pasują słowa Jerzego Mazura opisującego bandyckie początki Villi w odległym Meksyku: „Nie chodzi tu o naiwną wersję Robin Hooda, dzielącego łupy wśród wieśniaków. Feudalna struktura własności ziemskiej wyraźnie wskazuje, kto na wsi uprawiał wówczas bandytyzm – hacjenderzy, obszarnicy. Ataki na ich posiadłości oznaczały więc przechwycenie przez charros części monopolu państwa na przemoc. Chłop na pana podniósł nie tylko rękę: również broń”.



Dariusz Zalega

Tekst ukazał się w tygodniku "Trybuna Robotnicza" 19 kwietnia 2007

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

SIERP i MŁOT