Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 28 gości.

Lew Trocki: Klasowy charakter państwa radzieckiego

Lew Dawidowicz Trocki

Zerwanie z Międzynarodówką Komunistyczną i orientacja na przyszłą Nową Międzynarodówkę znów postawiły na porządku dziennym kwestię społecznego charakteru ZSRR. Bo czyż upadek Międzynarodówki Komunistycznej nie oznacza równoczesnego upadku państwa, które wyłoniło się z Rewolucji Październikowej? W obydwu przypadkach mamy do czynienia z tą samą organizacją rządzącą – aparatem stalinowskim. Stosował on identyczne metody, tak w ZSRR, jak i na arenie międzynarodowej. My – marksiści nigdy nie byliśmy patronami dwulicowej moralności brandlerowców, zgodnie z którą polityka stalinowców w ZSRR jest bez zarzutu, lecz niszczycielska poza jego granicami (1). W naszym przekonaniu jest ona równie niszczycielska w obu przypadkach.

Jeśli tak, to czy nie należy uznać równocześnie upadku Międzynarodówki Komunistycznej i likwidacji dyktatury proletariatu w ZSRR? Na pierwszy rzut oka takie dowodzenie wydaje się nie do zbicia. Jest ono jednak błędne. Podczas gdy metody biurokracji stalinowskiej są jednakowe we wszystkich dziedzinach, to obiektywne efekty tych metod zależą od warunków zewnętrznych, lub używając języka mechaniki, od oporności materiału. Międzynarodówka Komunistyczna stanowiła narzędzie, które w zamierzeniu miało obalić system kapitalistyczny i ustanowić dyktaturę proletariatu. Rząd radziecki stanowił narzędzie zachowania zdobyczy dokonanego przewrotu. Komunistyczne partie Zachodu nie odziedziczyły tego kapitału. Ich siła (a w rzeczywistości słabość) tkwi w nich i tylko w nich. Dziewięć dziesiątych siły aparatu stalinowskiego tkwi nie w nim samym, lecz w zmianach społecznych dokonanych przez zwycięską rewolucję. Ta jednak okoliczność nie decyduje o całej kwestii, lecz zawiera w sobie wielkie znaczenie metodologiczne. Ukazuje nam, jak i dlaczego mógł aparat stalinowski utracić swe znaczenie międzynarodowego czynnika rewolucyjnego, a jednak zachować część swego postępowego znaczenia jako strażnik społecznych zdobyczy rewolucji proletariackiej. Ta dwoista pozycja – można dodać – sama w sobie jest przejawem nierównomierności rozwoju historycznego. Właściwa polityka państwa robotniczego nie daje się zawęzić wyłącznie do zbudowania gospodarki krajowej. Jeśli rewolucja nie rozszerza się na arenę międzynarodową wzdłuż spirali proletariackiej, musi zacząć stale się kurczyć wzdłuż spirali biurokratycznej wewnątrz struktury międzynarodowej. Jeśli dyktatura proletariatu nie zapanuje w Europie i na świecie, musi prowadzić do własnego upadku. Wszystko to jest całkowicie bezsporne w szerokiej perspektywie historycznej. Lecz wszystko obraca się wokół konkretnych okresów historycznych, czy można powiedzieć, że polityka stalinowskiej biurokracji już doprowadziła do likwidacji państwa robotników? Oto jest pytanie! Twierdzeniu, .że państwo robotników zostało już w oczywisty sposób zlikwidowane, przeczy przede wszystkim ważna metodologiczna zasada marksizmu. Dyktatura proletariatu została ustanowiona przez przewrót polityczny oraz trzyletnią wojnę domową. Klasowa teoria społeczeństwa i historyczne doświadczenie w równym stopniu świadczą o niemożności zwycięstwa proletariatu drogą pokojową, tj. bez wielkich walk klasowych z bronią w ręku. Jak w takim przypadku możliwa jest do pomyślenia niedostrzegalna stopniowa kontrrewolucja burżuazyjna? W każdym razie jak dotąd kontrrewolucje feudalne, jak też i burżuazyjne nigdy nie były organiczne , lecz niezmiennie wymagały chirurgii militarnej. W ostatecznej analizie teorie reformizmu – o ile w ogóle reformizm doszedł do teorii – wynikały zawsze z niemożności zrozumienia, iż antagonizmy klasowe są głębokie i nie do pogodzenia; stąd perspektywa pokojowego przejścia od kapitalizmu do socjalizmu. Marksistowska teza dotycząca katastroficznego charakteru przejścia władzy z rąk jednej klasy do drugiej stosuje się nie tylko do okresów rewolucyjnych, gdy historia rwie szaleńczo naprzód, lecz także do okresów kontrrewolucji, gdy społeczeństwo cofa się. Kto twierdzi, iż rząd radziecki stopniowo zmienił się z proletariackiego w burżuazyjny, wyświetla film reformizmu od końca. Nasi oponenci mogą przeciwstawić temu punkt widzenia, że jest to generalne, metodologiczne założenie i że bez znaczenia pozostaje fakt, jak w istocie rzecz się ma.

Niemniej jednak założenie to jest zbyt abstrakcyjne, aby rozwiązać konkretny problem. Prawda jest jednak zawsze konkretna. Teza o niemożności pogodzenia przeciwieństw klasowych powinna i musi przewodzić nam w naszej analizie, lecz nie może zastąpić jej wyników. Należy wgłębić się w zawartość materiału samego procesu historycznego. Odpowiadamy – to prawda, że argument metodologiczny nie wyczerpuje zagadnienia. Lecz przynajmniej przenosi ciężar dowodu na przeciwną stronę. Krytycy uważający się za marksistów muszą wykazać, w jaki sposób burżuazja, która straciła władzę w wyniku trzyletniej wojny, mogła odzyskać tę władzę bez żadnych bitew. Ponieważ jednak nasi oponenci nie uczynili próby, aby obdarzyć ocenę państwa radzieckiego jakimkolwiek rodzajem poważnego teoretycznego opisu, spróbujmy tu wypełnić to zadanie za nich.

Dyktatura nad proletariatem

Najbardziej popularny, szeroko znany i na pierwszy rzut oka nie do odparcia argument na korzyść nieproletariackiego charakteru obecnego państwa radzieckiego opiera się na informacjach o zduszeniu organizacji proletariackich i wszechwładzy biurokracji. Czy naprawdę można identyfikować dyktaturę aparatu, która doprowadziła do dyktatury jednej osoby, z dyktaturą proletariatu jako klasy? Czyż nie jest jasne, iż dyktatura proletariatu została wyparta przez dyktaturę nad proletariatem? Takie nęcące rozumowanie jest budowane nie na materialistycznej analizie procesu, tak jak rozwija się on w rzeczywistości, lecz na czysto idealistycznych schematach, na normach Kanta. Pewni szlachetni przyjaciele rewolucji zaopatrzyli się w bardzo promienną koncepcję dyktatury proletariatu i stoją kompletnie przybici przed faktem, iż rzeczywista dyktatura z całym swoim dziedzictwem klasowego barbarzyństwa, ze wszystkimi swoimi wewnętrznymi sprzecznościami, z błędami i zbrodniami przywództwa, zawodzi zupełnie i nie przypomina tego ugrzecznionego wyobrażenia, jakie sobie wymyślili. Rozczarowani w swoich najpiękniejszych uczuciach odwracają się więc do Związku Radzieckiego plecami. Gdzie i w jakiej książce można znaleźć bezbłędną receptę na dyktaturę proletariatu? Dyktatura jakiejś klasy nie oznacza bynajmniej, że cała jej masa zawsze uczestniczy w zarządzaniu państwem.
Widoczne to było przede wszystkim w przypadku klas posiadających. Szlachtą rządził monarcha, przed którym panowie klękali. Dyktatura burżuazji przyjęła względnie rozwinięte formy demokratyczne tylko w warunkach rozkwitu kapitalizmu, gdy klasa rządząca nie miała czego się obawiać. Na naszych oczach demokracja w Niemczech została wyparta przez samowładztwo Hitlera, zaś wszystkie tradycyjne partie burżuazyjne zostały rozbite na kawałki. Dzisiaj niemiecka burżuazja nie rządzi bezpośrednio; politycznie jest całkowicie podporządkowana Hitlerowi i jego bandom. Niemniej jednak dyktatura burżuazji pozostaje nietknięta w Niemczech, ponieważ zostały zachowane i wzmocnione wszystkie warunki jej społecznej hegemonii. Poprzez polityczne wywłaszczenie burżuazji Hitler ocalił ją, nawet jeśli tylko czasowo, przed wywłaszczeniem ekonomicznym. Fakt , iż burżuazja zmuszona była uciec się do reżimu faszystowskiego, świadczy, iż jej hegemonia była zagrożona, ale nie oznacza, że upadła. Przewidując dalsze argumenty, oponenci nasi pośpieszą je odeprzeć: choć burżuazja jako mniejszość wyzyskiwaczy może zachować swoją hegemonię także przy pomocy dyktatury faszystowskiej, to proletariat budujący społeczeństwo socjalistyczne sam musi pokierować swoim rządem, wciągając najszersze masy ludzi do realizacji zadań rządu. W ogólnej formie argument ten jest bezsporny, lecz w danym przypadku oznacza po prostu, iż obecna dyktatura radziecka jest chorą dyktaturą. Straszliwe trudności budownictwa socjalistycznego w izolowanym i zacofanym kraju, połączone z fałszywą polityką przywództwa – która w ostatecznym rozrachunku odzwierciedla presję zacofania i izolacji, doprowadziły w rezultacie do tego, iż biurokracja wywłaszczyła politycznie proletariat, aby strzec jego społecznych zdobyczy swymi własnymi metodami. Tak długo, jak forma własności stworzona przez Rewolucję Październikową nie zostanie zburzona, proletariat pozostanie klasą panującą.
Rozprawy o dyktaturze biurokracji nad proletariatem, pozbawione głębszej analizy, to jest pozbawione przejrzystego wyjaśnienia korzeni społecznych oraz ograniczeń klasowych dominacji biurokratycznej, kipią wręcz od napuszonych frazesów demokratycznych, tak bardzo popularnych wśród mienszewików. Nie należy wątpić, iż przytłaczająca większość radzieckich robotników jest niezadowolona z biurokracji i że poważna grupa, w każdym razie nie najmniejsza, nienawidzi jej. Jednak niezadowolenie to nie przybiera gwałtownej formy nie tylko z powodu represji; robotnicy obawiają się, że jeśli obalą biurokrację, to oczyszczą pole wrogom klasowym. Wzajemne związki między biurokracją a klasą są w rzeczywistości bardziej skomplikowane niż wydaje się to czczym demokratom. Robotnicy radzieccy porachowaliby się z despotyzmem aparatu, gdyby nie otwierały się przed nimi inne perspektywy, gdyby zachodni horyzont nie płonął brunatnym kolorem faszyzmu, lecz czerwienią rewolucji. Dopóki to nie nastąpi, proletariat będzie znosił (tolerował) biurokrację z zaciśniętymi zębami i w tym sensie uznawał ją za podporę dyktatury proletariatu. W szczerej rozmowie od serca żaden robotnik radziecki nie szczędziłby ostrych słów pod adresem biurokracji stalinowskiej. Ale żaden z nich nie dopuściłby do kontrrewolucji. Proletariat jest kręgosłupem państwa radzieckiego. Bez wątpienia mamy przed sobą państwo chore o tyle, że funkcja rządu skoncentrowana jest w rękach nieodpowiedzialnej biurokracji. Czy można je wyleczyć? Czy dalsze próby leczenia nie będą oznaczać bezowocnego tracenia cennego czasu? Pytanie to postawione jest niewłaściwie. Przez lekarstwo rozumiemy nie wszystkie rodzaje sztucznych środków oddzielnie i w oderwaniu od światowego ruchu rewolucyjnego, lecz dalszą walkę pod sztandarem marksizmu. Bezwzględna krytyka biurokracji stalinowskiej, szkolenie kadr Nowej Międzynarodówki, wskrzeszenie zdolności bojowej awangardy światowego proletariatu – oto esencja leku, zbieżna z fundamentalnym kierunkiem postępu historycznego. W ciągu kilku ostatnich lat oponenci chyba wystarczająco powtarzali nam nieraz, iż na próżno tracimy czas , zajmując się leczeniem Kominternu. Nigdy nikomu nie obiecywaliśmy, że wyleczymy Komintern. Odmówiliśmy jedynie, aż do uzyskania niezbitych dowodów, ogłoszenia chorego martwym lub nieuleczalnie chorym. W każdym razie lecząc , nie straciliśmy ani jednego dnia, stworzyliśmy kadry rewolucyjne i, co nie mniej ważne, przygotowaliśmy podstawowe teoretyczne i programowe zasady Nowej Międzynarodówki.

Dyktatura proletariatu – jako idealistyczna norma

Panowie socjologowie kantowscy (niech nam cień Kanta to wybaczy) często dochodzą do konkluzji, iż rzeczywista dyktatura, tj. taka, która zgodna jest z ich idealnymi normami, istniała tylko w pierwszych dniach Komuny Paryskiej, lub w pierwszym okresie Rewolucji Październikowej, aż do pokoju Brzesko-Litewskiego, czy co najwyżej do NEP-u. Jest to doprawdy przebiegłe: wyceluj w niebo palec i traf byka w oko! Jeśli Marks i Engels nazwali Komunę Paryską dyktaturą proletariatu , to tylko z powodu potencjalnych możliwości w niej zawartych. Lecz Komuna sama w sobie nie była jeszcze dyktaturą proletariatu. Dotknąwszy władzy, nie wiedziała jak jej użyć, zamiast podjąć ofensywę czekała, pozostała odizolowana w centrum Paryża, nie śmiała tknąć banku narodowego, nie doprowadziła, a w gruncie rzeczy nie potrafiła doprowadzić do obalenia stosunków własności, ponieważ nie sprawowała władzy w skali całego państwa. Do tego dodać należy jednostronność Blanquiego i uprzedzenia Proudhona, które nawet przywódcom ruchu nie dały możności w pełni pojąć Komuny jako dyktatury proletariatu. Nie bardziej udane jest też powoływania się na pierwszy okres Rewolucji Październikowej. Nie tylko do pokoju Brzesko-Litewskiego, ale nawet do jesieni 1918 r. społeczna treść rewolucji ograniczała się do przewrotu drobnej burżuazji agrarnej i robotniczej kontroli nad produkcją; oznacza to, że w swych działaniach rewolucja nie wykroczyła poza granice społeczeństwa burżuazyjnego. Podczas tego pierwszego okresu żołnierze radzieccy, często przepychając się łokciami, rządzili ręka w rękę z robotnikami radzieckimi. Dopiero jesienią 1918 r. żywiołowa fala drobnomieszczańsko-żołniersko-agrarna cofnęła się od brzegów, a robotnicy poszli naprzód, nacjonalizując środki produkcji. Dopiero od tego momentu można mówić o początku prawdziwej dyktatury proletariatu. Lecz nawet tu należy poczynić pewne duże ograniczenia. W ciągu tych pierwszych lat dyktatura była geograficznie ograniczona do starego księstwa moskiewskiego i zmuszona prowadzić trzyletnią wojnę wzdłuż wszystkich szlaków Moskwa-prowincja. Oznacza to, iż do roku 1921, ściślej mówiąc do NEP-u, to co się działo, było wciąż walką o ustanowienie dyktatury proletariatu w skali państwa. I dalej, w opinii pseudomarksistowskich filistrów dyktatura znikła wraz z NEP-em, to zaś oznacza, ogólnie rzecz biorąc, iż nigdy nie istniała. Dla tych panów dyktatura proletariatu jest po prostu niezgłębioną koncepcją, idealną normą, nie do zrealizowania na naszej grzesznej planecie. Nic dziwnego, że tego pokroju teoretycy, o ile nie demaskują samego słowa dyktatura, o tyle dokładają wszelkich starań, aby zatrzeć nie dające się pogodzić sprzeczności między tą ostatnią a demokracją burżuazyjną. Niezwykle charakterystyczna jest, z laboratoryjnego a nie politycznego punktu widzenia, paryska grupa komunistów-demokratów (Souvarine i s-ka). Już sama nazwa sugeruje zerwanie z marksizmem. W Krytyce Programu Gotajskiego Marks odrzucił nazwę „socjaldemokracja", mając na uwadze fakt, iż poddaje ona rewolucyjną walkę socjalistyczną pod formalną kontrolę demokracji. Jest zupełnie oczywiste, iż nie istnieją zasadnicze różnice między komunistami-demokratami a demokratami-socjalistami (tj. socjaldemokratami). Nie istnieje ostry podział między socjalizmem a komunizmem.

 
 
Transgresja zaczyna się tylko wtedy, gdy socjalizm i komunizm jako ruch lub państwo jest podporządkowany nie faktycznemu kierunkowi walki klas, nie warunkom materialnym procesu historycznego, lecz ponadspołecznej i ponadhistorycznej abstrakcyjnej demokracji , która w rzeczywistości jest bronią służącą burżuazji przeciwko dyktaturze proletariatu. Jeśli w epoce Programu Gotajskiego było możliwe widzieć w słowie socjaldemokracja tylko niepoprawną i nienaukową nazwę dla partii proletariackiej, której duch był zdrowy, to cała dalsza historia burżuazji i socjaldemokracji zamienia sztandar demokratycznego komunizmu (?) na sztandar otwartej zdrady klasowej (2).

Bonapartyzm

Oponent typu Urbahnsa powie, iż jak dotąd nie nastąpiła restauracja ustroju burżuazyjnego, lecz nie istnieje już także państwo robotnicze; obecny ustrój radziecki jest ponadklasowym lub interklasowym rządem bonapartystycznym. Swego czasu przedstawiliśmy nasz punkt widzenia na tę teorię. Historycznie bonapartyzm był i jest rządem burżuazji w czasie kryzysowych okresów społeczeństwa burżuazyjnego. Możliwe i niezbędne jest odróżnianie postępowego bonapartyzmu, który wzmacnia czysto kapitalistyczne zdobycze rewolucji burżuazyjnej, od bonapartyzmu okresu schyłku społeczeństwa kapitalistycznego, spazmatycznego bonapartyzmu naszej epoki (von Papen – Schleicher, Dolfuss, kandydat na holenderskiego bonapartystę Colijn itd.) Bonapartyzm zawsze pociąga za sobą polityczne migracje między klasami, lecz we wszystkich historycznych transmigracjach bonapartyzmu zachowana jest jedna i ta sama podstawa społeczna: własność burżuazyjna. Nie ma nic bardziej absurdalnego niż z bonapartystycznego huśtania się między klasami, czy z ponadklasowej pozycji ekipy bonapartystowskiej wysnuwać wniosek o bezklasowym charakterze państwa bonapartystycznego. Potworny nonsens! Bonapartyzm jest jedynie jedną z odmian hegemonii kapitalistycznej. Jeśli Urbahns zechce rozszerzyć koncepcję bonapartyzmu tak, aby objąć nią również obecny ustrój radziecki, gotowi jesteśmy zaakceptować tak poszerzoną interpretację – pod jednym jednak warunkiem: jeśli społeczna treść radzieckiego bonapartyzmu zostanie zdefiniowana z wymaganą jasnością. Absolutnie poprawna jest opinia, iż rząd biurokracji radzieckiej został zbudowany na gruncie wahania się między siłami klasowymi, zarówno wewnętrznymi, jak i międzynarodowymi. O ile biurokratyczne zmiany kierunku zostały ukoronowane personalnym reżimem plebiscytarnym Stalina, o tyle można mówić o bonapartyzmie radzieckim. Lecz bonapartyzm obu Napoleonów, jak też ich żałosnych następców, rozwinął się i rozwija na gruncie ustroju burżuazyjnego, natomiast bonapartyzm biurokracji radzieckiej ma pod sobą grunt ustroju radzieckiego. Innowacje terminologiczne lub analogie historyczne mogą w taki czy inny sposób służyć jako ułatwienie w analizie, lecz nie mogą zmienić społecznego charakteru państwa radzieckiego.

Kapitalizm państwowy

W ostatnim czasie Urbahns stworzył przypadkiem nową teorię: radziecka struktura ekonomiczna, okazuje się, jest odmianą kapitalizmu państwowego. Postęp leży w fakcie, iż Urbhans zstąpił ze swoich ćwiczeń terminologicznych w sferze nadbudowy społecznej do podstaw gospodarczych. Zejście to – niestety! – na nic mu się nie przydało. Według Urbahnsa najnowszą formą samoobrony ustroju burżuazyjnego jest kapitalizm państwowy: wystarczy tylko rzucić okiem na korporacyjne planowe państwo we Włoszech, Niemczech i Stanach Zjednoczonych. Nawykły do szerokich gestów Urbahns wlicza tu także ZSRR. O tym pomówimy później. O ile sprawa dotyczy państw kapitalistycznych, Urbahns dotyka tu bardzo ważnego zjawiska naszej epoki. Kapitalizm monopolistyczny dawno przerósł prywatną własność środków produkcji i granice państwa. Jednak sparaliżowana własnymi organizacjami klasa robotnicza nie była w stanie uwolnić w porę sił wytwórczych społeczeństwa od ich kapitalistycznych więzów. Z tego wynikła długotrwała epoka wstrząsów politycznych i gospodarczych.
Siły wytwórcze napierają na bariery prywatnej własności i granic państwowych. Rząd burżuazyjny zmuszony jest pacyfikować bunt własnych sił wytwórczych policyjną pałką. To właśnie stanowi tak zwaną planową gospodarkę . O ile państwo próbuje ujarzmić i zdyscyplinować anarchię kapitalistyczną, o tyle można je warunkowo nazwać kapitalizmem państwowym . Powinniśmy jednakże pamiętać, iż pierwotnie marksiści przez kapitalizm państwowy rozumieli jedynie niezależne przedsiębiorstwa gospodarcze samego państwa. Gdy reformiści marzyli o przezwyciężeniu kapitalizmu poprzez municypalizację lub upaństwowienie największej liczby przedsiębiorstw przemysłowych i środków transportu, marksiści zazwyczaj im na to odpowiadali: to nie jest socjalizm, lecz kapitalizm państwowy. Z czasem jednak koncepcja ta nabrała szerszego znaczenia i zaczęto ją stosować we wszystkich odmianach interwencji ekonomicznej państwa; Francuzi używają w tym znaczeniu słowa „etatisme". Lecz Urbahns nie tylko wyjaśnia bóle porodowe kapitalizmu państwowego – na swój sposób także ocenia je. O ile w ogóle można go zrozumieć, głosi on, iż system kapitalizmu państwowego jest niezbędny i, co więcej, jest etapem postępowym w rozwoju społeczeństwa, w takim sensie, w jakim trusty są postępem w porównaniu z rozproszonymi przedsiębiorstwami. Tak fundamentalny błąd w ocenie planowania kapitalistycznego wystarczy, aby pogrzebać naukowe podejście do zagadnienia. Jeśli w ciągu epoki rozwoju kapitalizmu, której kres położyła wojna, można było rozpatrywać – pod pewnym uprzednim warunkiem politycznym – rozmaite formy upaństwowienia jako zjawiska postępowe, to jest uważać, iż kapitalizm państwowy prowadzi społeczeństwo naprzód i ułatwia przyszłą działalność gospodarczą dyktatury proletariatu; to obecną gospodarkę planową należy rozpatrywać jako etap na wskroś reakcyjny: kapitalizm państwowy dąży do tego, aby oderwać swoją gospodarkę od światowego podziału pracy, aby dostosować siły wytwórcze do prokrustowego łoża państwa, sztucznie zmniejszyć produkcję w jednych gałęziach przemysłu i ogromnymi nierentownymi nakładami stworzyć, tak samo sztucznie, inne gałęzie. Polityka gospodarcza obecnego państwa – począwszy od barier celnych według starego wzoru chińskiego, a skończywszy na epizodach zakazu używania maszyn w planowej gospodarce Hitlera – osiąga chwiejną równowagę, której ceną jest upadek gospodarki narodowej, chaos w stosunkach międzynarodowych i całkowite zniszczenie systemu monetarnego, który będzie bardzo potrzebny socjalistycznemu planowaniu. Obecny kapitalizm państwowy ani nie przygotowuje, ani też nie rzuca światła na przyszłe dzieło państwa socjalistycznego, lecz wręcz przeciwnie, stwarza dla niego kolosalne dodatkowe trudności. Proletariat przeoczył kilka okresów pomyślnych dla przejęcia przezeń władzy. Przez to stworzył warunki dla faszystowskiego barbarzyństwa w polityce i dla destrukcyjnego działania kapitalizmu państwowego w gospodarce. Po zdobyciu władzy proletariat będzie musiał zapłacić ekonomicznie za swoje potknięcia polityczne.

Gospodarka ZSRR

Co nas najbardziej interesuje w ramach tej analizy, to okoliczność, iż Urbahns usiłuje także gospodarkę ZSRR zawrzeć w terminie kapitalizm państwowy. A czyniąc to powołuje się – trudno uwierzyć! – na Lenina. Istnieje tylko jeden możliwy sposób wyjaśnienia tego powoływania się: jako wieczny wynalazca, co miesiąc wymyślający nową teorię, Urbahns nie ma czasu czytać książek, na które się powołuje. Lenin rzeczywiście używał terminu kapitalizm państwowy, lecz nie w stosunku do gospodarki radzieckiej jako całości, tylko do pewnych jej sektorów: koncesji zagranicznych, mieszanych firm przemysłowo-handlowych oraz, częściowo, do chłopskich i kułackich spółek działających pod kontrolą państwa. Wszystkie one niewątpliwie zawierały w sobie elementy kapitalizmu; ponieważ były kontrolowane przez państwo, bądź nawet funkcjonowały jako firmy mieszane, w których państwo miało swój bezpośredni udział, Lenin warunkowo – czy zgodnie z jego własnym określeniem – w cudzysłowie nazwał owe formy gospodarcze kapitalizmem państwowym. Warunkowość tego terminu wynikała z faktu, iż zaangażowane tu było państwo proletariackie, a nie burżuazyjne; cudzysłów miał podkreślić właśnie tę, o niemałym znaczeniu, różnicę. Jakkolwiek państwo proletariackie dopuściło prywatny kapitał i zezwoliło mu w określonych granicach wyzyskiwać robotników, to jednak wzięło stosunki burżuazyjne pod jedno ze swoich skrzydeł. Tylko w tym ściśle ograniczonym znaczeniu można mówić o kapitalizmie państwowym . Lenin wystąpił z tym określeniem w czasie przejścia do NEP-u, gdy przewidywał, iż koncesje i firmy mieszane , to jest przedsiębiorstwa oparte na powiązaniach pomiędzy państwem i prywatnym kapitałem zajmą obok czysto państwowych trustów i syndykatów ważne miejsce w gospodarce radzieckiej. W przeciwieństwie do przedsiębiorstw państwowo-kapitalistycznych, tj. koncesji itp. – Lenin zdefiniował radzieckie trusty i syndykaty jako przedsiębiorstwa typu konsekwentnie socjalistycznego . Lenin widział przyszły rozwój gospodarki radzieckiej, w szczególności zaś przemysłu, we współzawodnictwie między kapitalizmem państwowym a czysto państwowymi przedsiębiorstwami. żywimy nadzieję, iż obecnie jasne jest, w jakim znaczeniu używa Lenin terminu, który skusił Urbahnsa. Dla uwypuklenia teoretycznego fiaska przywódcy związku Lenina(!) musimy przypomnieć, iż wbrew pierwotnym oczekiwaniom Lenina ani koncesje, ani firmy mieszane nie odegrały żadnej istotnej roli w rozwoju gospodarki radzieckiej. Ogólnie rzecz biorąc, nic już nie pozostało po tych przedsiębiorstwach państwowo-kapitalistycznych . Z drugiej strony radzieckie trusty, których los wydawał się w początkach NEP-u tak mroczny, po śmierci Lenina przeżyły okres ogromnego rozwoju. Tak więc, gdyby miano użyć terminologii Lenina świadomie i ze zrozumieniem sprawy, należałoby powiedzieć, iż gospodarka radziecka przeszła już etap kapitalizmu państwowego i rozwinęła się wzdłuż linii przedsiębiorstw typu konsekwentnie socjalistycznego . Tu jednak musimy zapobiec możliwym nieporozumieniom, tym razem całkowicie przeciwnej natury. Lenin dobierał terminologię precyzyjnie. Trusty nazywał nie przedsiębiorstwami socjalistycznymi, jak określają je obecnie stalinowcy, lecz przedsiębiorstwami typu socjalistycznego . Pod piórem Lenina ta subtelna różnica terminologiczna sugerowała, iż trusty będą miały prawo do nazwy socjalistyczne nie w typie, tj. nie w tendencji, lecz w ich autentycznej treści, gdy zrewolucjonizowana zostanie gospodarka rolna, gdy usunięte zostaną sprzeczności między miastem a wsią, gdy ludzie nauczą się zaspokajać w pełni wszystkie ludzkie potrzeby. Innymi słowy tylko w takim wymiarze, w jakim rzeczywiste społeczeństwo socjalistyczne powstałoby na gruncie znacjonalizowanego przemysłu i skolektywizowanej gospodarki rolnej. Lenin wyobrażał sobie, iż osiągnięcie tego celu wymagałoby sukcesywnej pracy dwóch lub trzech pokoleń, i to w nierozerwalnym związku z rozwojem rewolucji światowej. Podsumowując: przez kapitalizm państwowy, w ścisłym sensie tego słowa, należy rozumieć zarządzanie na własny rachunek przedsiębiorstwami przemysłowymi i innymi przez państwo burżuazyjne, lub regulującą interwencję państwa burżuazyjnego w funkcjonowanie prywatnych przedsiębiorstw kapitalistycznych. Przez kapitalizm państwowy w cudzysłowie Lenin rozumiał kontrolę państwa proletariackiego nad prywatnymi przedsiębiorstwami kapitalistycznymi i ich powiązaniami. żadnej z tych definicji nie można stosować do obecnej gospodarki radzieckiej.
Pozostaje głęboką tajemnicą, jaką konkretną treść gospodarczą zawiera Urbahns w swoim rozumieniu radzieckiego kapitalizmu państwowego. Mówiąc bez ogródek, jego najnowsza teoria zbudowana jest na błędnie zrozumianym cytacie.

Biurokracja a klasa panująca

Istnieje jednak także inna teoria dotycząca nieproletariackiego charakteru państwa radzieckiego, o wiele bardziej pomysłowa i ostrożniejsza, lecz nie bardziej poważna. Francuski socjaldemokrata Lucien Laurat, kolega Bluma i nauczyciel Souvarine'a, napisał broszurę broniącą poglądu, iż państwo radzieckie, nie będąc ani proletariackim, ani burżuazyjnym, reprezentuje absolutnie nowy typ organizacji klasowej, ponieważ biurokracja nie tylko rządzi proletariatem politycznie, lecz także wyzyskuje go ekonomicznie, przywłaszczając tę wartość dodatkową, która dotychczas przypadała w udziale burżuazji. Laurat obleka swe rewelacje w poważną formułę Kapitału i w ten sposób robi wrażenie głębi swej powierzchownej i czysto opisowej socjologii . Ten kompilator nie jest oczywiście świadom, iż cała jego teoria została sformułowana, tyle że z większym ogniem i świetnością, ponad 30 lat temu przez rosyjsko-polskiego rewolucjonistę Machajskiego, przewyższającego swego francuskiego następcę tym, iż nie czekał on na Rewolucję Październikową ani na biurokrację stalinowską, aby zdefiniować dyktaturę proletariatu jako pomost dla kierowniczych pozycji wyzyskującej biurokracji. Lecz nawet Machajski nie wyssał swej teorii z palca: pogłębił on tylko socjologicznie i ekonomicznie anarchistyczne uprzedzenia do socjalizmu państwowego. Machajski, przy okazji, także wykorzystał formułę Marksa, jednak bardziej logicznie niż uczynił to Laurat: według Machajskiego autor „Kapitału" ze złośliwą premedytacją ukrył w swej formule reprodukcji (tom II) tę część wartości dodatkowej, która będzie pochłonięta przez inteligencję socjalistyczną (biurokrację). W naszych czasach tego typu teorii, lecz bez powoływania się na Marksa, bronił Miasnikow, który głosił, iż miejsce dyktatury proletariatu w Związku Radzieckim zajęła hegemonia nowej klasy: biurokracji socjalistycznej. Według wszelkiego prawdopodobieństwa Laurat dokładnie przejął tę teorię, bezpośrednio lub pośrednio, od Miasnikowa, pedantycznie otaczając ją uczoną aurą. Dla uzupełnienia należałoby dodać, iż przyswoił sobie wszystkie błędy (i tylko błędy) Róży Luksemburg, wśród nich nawet i te, których się ona wyrzekła. Dokładnie zbadajmy jednak tę teorię. Dla marksisty klasa ma wyjątkowo ważne i co więcej, naukowo sprecyzowane znaczenie. Klasę definiuje się nie przez sam jej udział w podziale dochodu narodowego, lecz przez samodzielną rolę w ogólnej strukturze gospodarczej oraz przez jej samodzielne korzenie w gospodarczych podstawach społeczeństwa. Każda klasa (szlachta feudalna, chłopstwo, drobna burżuazja, burżuazja kapitalistyczna i proletariat) wypracowuje swoje własne szczególne formy własności. Biurokracji brakuje wszystkich tych cech. Nie zajmuje samodzielnej pozycji w procesie produkcji i dystrybucji. Nie posiada samodzielnych korzeni własności.. Jej funkcje odnoszą się głównie do politycznej techniki rządów klasowych. Istnienie biurokracji – niezależnie od wszystkich jej różnorodnych form i różnic ciężaru gatunkowego, cechuje każdy ustrój klasowy. Jej siła ma charakter odblasku. Biurokracja jest nierozerwalnie związana z klasą ekonomicznie panującą, żywi się za pośrednictwem jej społecznych korzeni, razem z nią trzyma się i pada.

Wyzysk klasowy a pasożytnictwo społeczne

 
 
Laurat powie, że nie protestuje, gdy biurokracja opłacana jest za swoją pracę, o ile spełnia niezbędne funkcje polityczne, ekonomiczne i kulturalne. Pociąga to jednakże za sobą niekontrolowane przywłaszczenie przez nią absolutnie nieproporcjonalnej części dochodu narodowego; ściślej mówiąc, od tej strony okazuje się ona klasą wyzyskującą. Argument ten, oparty na bezsprzecznych faktach, nie zmienia jednak społecznej fizjonomii biurokracji. Zawsze i w każdym ustroju biurokracja pochłania niemałą część wartości dodatkowej. Interesująco mogłoby wypaść obliczenie, jaką część dochodu narodowego pochłania faszystowska szarańcza we Włoszech lub Niemczech! Lecz fakt ten, sam w sobie o niebagatelnym znaczeniu, jest zupełnie niewystarczający, aby biurokrację faszystowską przekształcić w niezależną klasę panującą. Jest ona najemnikiem burżuazji. Prawda, ten najemnik siedzi na karku szefa, wyrywa mu z ust najbardziej soczyste kawałki, a ponadto pluje mu na głowę. Bardzo niewygodny najemnik! Niemniej jednak tylko najemnik. Burżuazja toleruje go, ponieważ bez niego ona i jej ustrój zeszłyby na psy. Mutatis mutandis (zmieniając to, co winno być zmienione), to co wyżej powiedziano można także zastosować do biurokracji stalinowskiej. Pochłania ona, marnuje i sprzeniewierza znaczną część dochodu narodowego. Jej rządy drogo kosztują proletariat. W społeczeństwie radzieckim zajmuje ona wyjątkowo uprzywilejowaną pozycję, nie tylko w sensie posiadania prerogatyw politycznych i administracyjnych, lecz także w sensie osiągania ogromnych korzyści materialnych. Tak czy inaczej, największe apartamenty, najbardziej soczyste pieczenie, a nawet Rolls-Royce'y nie wystarczą dla przekształcenia biurokracji w samodzielną klasę panującą. Nierówność, tak skandaliczna nierówność, byłaby oczywiście niemożliwa w społeczeństwie socjalistycznym. Lecz wbrew oficjalnym i półoficjalnym kłamstwom obecny ustrój radziecki nie jest ustrojem socjalistycznym, lecz przejściowym. Wciąż. zawiera w sobie okropne dziedzictwo kapitalizmu, w szczególności zaś nierówność społeczną, nie tylko między biurokracją a proletariatem, lecz i w samej biurokracji i wewnątrz proletariatu. Na danym etapie nierówność wciąż pozostaje, w pewnych granicach, burżuazyjnym instrumentem postępu socjalistycznego: zróżnicowane zarobki, premie itd. jako bodźce do współzawodnictwa. O ile wyjaśnia to przyczyny nierówności, to przejściowy charakter obecnego systemu żadną miarą nie usprawiedliwia owych ogromnych, jawnych i ukrytych przywilejów, do których rości sobie prawo niekontrolowana góra biurokracji. Opozycja Lewicowa nie czekała na rewelacje Urbahnsa, Laurata, Souvarine'a, Simone Weil (3) i innych, aby ogłosić, iż biurokracja, we wszystkich jej przejawach, łamie kręgosłup moralny społeczeństwa radzieckiego, wywołuje gorzkie i słuszne niezadowolenie wśród mas oraz przygotowuje grunt pod wielkie niebezpieczeństwa. Niemniej jednak same przywileje biurokracji nie zmieniają podstaw społeczeństwa radzieckiego, ponieważ biurokracja czerpie przywileje nie z jakichś szczególnych stosunków własności specyficznych dla niej jako klasy , lecz ze stosunków własności stworzonych przez Rewolucję Październikową, w zasadzie adekwatnych do dyktatury proletariatu. Mówiąc jasno, kiedy biurokracja okrada ludzi (a czyni to, w różny sposób, każda biurokracja), to stykamy się nie z wyzyskiem klasowym w naukowym znaczeniu tego słowa, lecz z pasożytnictwem społecznym na bardzo dużą skalę. W średniowieczu kler z tej racji stanowił klasę lub stan, że jego władza polegała na specyficznym systemie własności ziemskiej oraz przymusowej pracy. Obecny Kościół nie stanowi klasy wyzyskującej, lecz pasożytniczą korporację. Właściwie niemądrze byłoby uważać kler amerykański za swego rodzaju klasę panującą, jednak księża różnych kolorów i wyznań w Stanach Zjednoczonych niewątpliwie pochłaniają dużą część wartości dodatkowej. W swoich ocenach pasożytniczych biurokracja, tak jak i kler, zbliżają się do lumpenproletariatu, który także, jak powszechnie wiadomo, nie reprezentuje niezależnej klasy .

Dwie perspektywy

Kwestia ta stanie przed nami w jasnym świetle, jeśli nie potraktujemy jej statycznie, lecz w dynamicznym przekroju poprzecznym. Trwoniąc bezproduktywnie ogromną część dochodu narodowego, biurokracja radziecka zainteresowana jest równocześnie, co wynika z jej rzeczywistej funkcji, ekonomicznym i kulturalnym rozwojem kraju: im wyższy dochód narodowy, tym bogatszy zasób jej przywilejów. Równocześnie, w wyniku społecznych podstaw państwa radzieckiego, ekonomiczne i kulturalne dźwignięcie się mas pracujących musi zmierzać do podkopania samych podstaw panowania biurokratycznego. Jasnym jest, iż .w świetle takiego szczęśliwego wariantu historycznego, biurokracja okaże się jedynie narzędziem – złym i kosztownym narzędziem – państwa socjalistycznego. Lecz poprzez trwonienie nawet większej jeszcze części dochodu narodowego oraz niszczenie zasadniczych proporcji w gospodarce – tu ktoś chce zaakcentować – biurokracja opóźnia kulturalny i gospodarczy wzrost kraju. Całkowicie słusznie! Dalszy niepowstrzymany rozwój biurokratyzmu musi w nieunikniony sposób prowadzić do zahamowania wzrostu ekonomicznego i kulturalnego, do potwornych kryzysów społecznych oraz do staczania się w dół całego społeczeństwa. To zaś pociągnęłoby za sobą nie tylko upadek dyktatury proletariatu, lecz jednocześnie koniec dominacji biurokratycznej. Miejsce państwa robotniczego zajęłyby stosunki nie socjalbiurokratyczne, lecz kapitalistyczne. Ufamy, iż przez tak postawioną kwestię będziemy w stanie w przyszłości raz na zawsze zgłębić dokładnie kontrowersje dotyczące klasowego charakteru ZSRR; czy przyjmiemy wariant dalszych sukcesów ustroju radzieckiego, czy też przeciwnie, wariant jego upadku, w jednym i drugim przypadku biurokracja okazuje się być nie samodzielną klasą, lecz nowotworem na ciele proletariatu. Nowotwór może rosnąć do olbrzymich rozmiarów i zdusić żywy organizm, lecz sam nigdy nie może stać się samodzielnym organizmem. Kończąc, dla pełnej jasności dodać możemy: gdyby w ZSRR dziś u władzy była partia marksistowska, naprawiłaby ona cały ustrój polityczny, przetasowała i oczyściła biurokrację i poddała ją pod kontrolę mas; zmieniłaby wszystkie praktyki administracyjne oraz zainaugurowałaby serię zasadniczych reform w zarządzaniu gospodarką; lecz w żadnym razie nie musiałaby dokonać przewrotu w stosunkach własności, tj. nowej rewolucji społecznej.

Możliwe tory kontrrewolucji

 
 
Biurokracja nie jest klasą panującą. Lecz dalszy rozwój systemu biurokratycznego może doprowadzić do powstania nowej klasy panującej: nie przez rozwój organiczny, przez zwyrodnienie, lecz przez kontr-rewolucję. Aparat stalinowski nazywamy centrystycznym właśnie dlatego, iż spełnia podwójną rolę; dzisiaj, gdy już nie ma kierownictwa marksistowskiego, i jak dotąd nie pojawiło się następne, broni on dyktatury proletariatu własnymi metodami; lecz metody te są obecnie takie, iż jutro ułatwią zwycięstwo wrogowi. Ktokolwiek nie może zrozumieć tej podwójnej roli stalinizmu w ZSRR, ten niczego nie zrozumiał. Społeczeństwo socjalistyczne będzie wiodło życie bez partii, tak jak będzie żyło bez państwa. Lecz w warunkach okresu przejściowego nadbudowa polityczna odgrywa decydującą rolę. Rozwinięta i ustabilizowana dyktatura proletariatu zakłada, iż partia funkcjonuje w roli wiodącej siły jako samoczynna awangarda, proletariat jest zjednoczony za pomocą związków zawodowych, ludzie pracy są nierozerwalnie związani z państwem przez system rad; i wreszcie, iż państwo robotnicze, dzięki Międzynarodówce, stanowi jednostkę walczącą w jednym szeregu ze światowym proletariatem. Tymczasem biurokracja zdławiła i partię, i związki zawodowe, i rady, i Międzynarodówkę Komunistyczną. Nie ma potrzeby wyjaśniać, jak ogromna część winy za zwyrodnienie ustroju proletariackiego spada na międzynarodową socjaldemokrację, tak splamioną zbrodnią i zdradą – do której, nawiasem mówiąc, należy także M. Laurat (4) Lecz jakiekolwiek byłyby faktyczne proporcje odpowiedzialności historycznej, wynik pozostaje ten sam: zdławienie partii, rad, związków zawodowych implikuje polityczną atomizację proletariatu. Zamiast przezwyciężać antagonizmy społeczne, likwiduje się je administracyjnie. Gromadzą się one w takim stopniu, iż zanikają polityczne rezerwy ich zwyczajnego rozwiązania. Pierwszy szok społeczny, zewnętrzny czy wewnętrzny, może pchnąć zatomizowane społeczeństwo radzieckie do wojny domowej. Robotnicy, utraciwszy kontrolę nad państwem i gospodarką, mogą uciec się do masowych strajków jako środka samoobrony. Dyscyplina dyktatury byłaby złamana. Pod gwałtownym atakiem robotników oraz z powodu nacisku trudności gospodarczych trusty byłyby zmuszone porzucić zasady planowania i zacząć konkurować ze sobą. Rozkład ustroju naturalnie odezwałby się gwałtownym i chaotycznym echem na wsi i nie do uniknięcia byłoby jego przedostanie się do armii. Państwo socjalistyczne upadłoby, ustępując miejsca ustrojowi kapitalistycznemu, lub poprawniej kapitalistycznemu chaosowi. Prasa stalinowska oczywiście przedrukuje naszą ostrzegającą analizę jako kontrrewolucyjne proroctwo, lub nawet jako wyrażenie pragnienia trockistów. Ale w stosunku do pismaków aparatu od dawna nie żywimy innych uczuć, jak tylko milczącą pogardę. Naszym zdaniem sytuacja jest niebezpieczna, lecz nie beznadziejna. W każdym razie aktem bezdennego tchórzostwa i jawnej zdrady byłoby głosić, iż największa bitwa rewolucji została przegrana – głosić przed bitwą i bez bitwy.

Czy możliwe jest pokojowe usunięcie biurokracji?

Jeśli prawdą jest, iż biurokracja skoncentrowała w swoich rękach całą władzę i wszystkie drogi do władzy – a jest to prawdą – to powstaje pytanie o niemałym znaczeniu: jak podejść do reorganizacji państwa radzieckiego? I czy można to zadanie wykonać pokojowymi metodami? Na wstępie musimy przyjąć jako niezmienny aksjomat – iż można wykonać to zadanie jedynie przy pomocy partii rewolucyjnej. Stworzenie w ZSRR takiej partii rewolucyjnej, złożonej ze zdrowych elementów starej partii i młodzieży, jest fundamentalnym zadaniem historycznym. Później zajmiemy się warunkami, w jakich można to osiągnąć.
Załóżmy jednak, iż taka partia już istnieje. W jaki sposób mogłaby objąć władzę? Już w 1927 r. Stalin powiedział pod adresem Opozycji: obecna grupa rządząca może zostać wyeliminowana tylko przez wojnę domową . Wyznanie to, duchowo bonapartystyczne, adresowane było nie do Opozycji Lewicowej, lecz – do partii. Skoncentrowawszy w swoich rękach wszystkie dźwignie, biurokracja otwarcie głosiła, iż więcej już nie pozwoli proletariatowi podnosić głowy.
Dalszy rozwój wydarzeń dodał wagi temu wyznaniu. Po doświadczeniach ostatnich lat dziecinnym przypuszczeniem byłoby uważać, iż biurokracja stalinowska
może zostać usunięta przez zjazd partii lub rad. W rzeczywistości ostatni zjazd partii bolszewickiej – XII Zjazd Partii – odbył się na początku 1923 r. Wszystkie następne zjazdy były już biurokratycznymi paradami. Obecnie zaniechano nawet takich zjazdów. Nie pozostaje żadna normalna droga konstytucyjna dla usunięcia rządzącej kliki. Biurokrację można zmusić do oddania władzy w ręce awangardy proletariatu tylko siłą. Wszyscy pismacy natychmiast zawyją chórem: trockiści, podobnie jak Kautsky, nawołują do zbrojnego powstania przeciwko dyktaturze proletariatu. Lecz idźmy dalej. Kwestia przejęcia władzy stanie przed nową partią jako kwestia praktyczna tylko wtedy, gdy skonsoliduje ona wokół siebie większość klasy robotniczej. W toku tak radykalnych zmian w stosunku sił biurokracja stałaby się coraz bardziej wyizolowana i coraz bardziej rozdarta. Społeczne korzenie biurokracji tkwią – jak wiadomo – w proletariacie, jeśli nie w jego aktywnym poparciu, to w każdym razie w jego tolerancji. Gdy proletariat zerwie się do działania, aparat stalinowski znajdzie się zawieszony w powietrzu. Jeśli wciąż będzie stawiał opór, okaże się niezbędne zastosowanie środków – nie takich jednak jak wojna domowa, lecz raczej środków o charakterze policyjnym. W każdym razie pociągnie to za sobą nie zbrojne powstanie przeciwko dyktaturze proletariatu, lecz usunięcie złośliwego nowotworu.
Do rzeczywistej wojny domowej mogłoby dojść nie pomiędzy biurokracją stalinowską a odrodzonym proletariatem, lecz pomiędzy proletariatem a aktywnymi siłami kontrrewolucji. W przypadku otwartego zderzenia tych dwóch masowych obozów nie będzie nawet mowy o biurokracji odgrywającej samodzielną rolę. Jej przeciwstawne skrzydła zacisną się wokół przeciwnych stron barykady. Los dalszych wydarzeń byłby zdeterminowany oczywiście rezultatem walki. W każdym razie zwycięstwo obozu rewolucyjnego można sobie wyobrazić tylko pod przywództwem partii proletariackiej, która naturalnie doszłaby do władzy przez zwycięstwo nad kontrrewolucją.

Nowa partia w ZSRR

 
 
Co jest bliższe: niebezpieczeństwo upadku władzy radzieckiej, którą podkopała biurokracja, czy godzina konsolidacji proletariatu wokół nowej partii, która byłaby w stanie ocalić dziedzictwo Października? Na takie pytanie nie ma apriorycznej odpowiedzi: rozstrzygnie walka. Największy sprawdzian historyczny – jakim być może wojna – zadecyduje o stosunku sił. W każdym razie jasne jest, iż przy dalszym upadku światowego ruchu proletariackiego oraz dalszym rozszerzeniu dominacji faszystowskiej nie będzie można dłużej utrzymać władzy radzieckiej jedynie przy pomocy sił wewnętrznych. Podstawowym warunkiem dla jedynej gruntownej reformy państwa radzieckiego jest zwycięski pochód światowej rewolucji. Na Zachodzie ruch rewolucyjny może odrodzić się nawet bez partii, lecz zwyciężyć może tylko pod przewodnictwem partii. W ciągu całej epoki rewolucji społecznych, tj. w ciągu kilku dziesięcioleci, międzynarodowa partia rewolucyjna pozostaje podstawowym instrumentem postępu historycznego. Urbahns, który podnosi krzyk, że stare formy przeżyły się, i że trzeba czegoś nowego – dokładnie czego? – pokazuje tylko błoto, w którym się znajduje, w dość starej formie. Działalność związków zawodowych w warunkach planowego kapitalizmu, walki z faszyzmem oraz groźby wojny, bez wątpienia prowadzi w efekcie do tworzenia wielu metod i typów walczących organizacji. Tylko że, zamiast zagłębiać się w fantazje o nielegalnych związkach zawodowych, jak czynią to brandlerowcy, należy badać uważnie obecny kierunek walki, przejmować inicjatywę samych robotników, rozszerzać ją i uogólniać. Lecz do zrealizowania tego programu potrzebna jest przede wszystkim partia, tj. zjednoczony politycznie rdzeń awangardy proletariatu. Stanowisko Urbahnsa jest subiektywne: partia rozczarowała go po tym, jak udało mu się wyprowadzić własną partię na mieliznę. Spośród innowatorów kilku głosi: dawno temu stwierdziliśmy, iż potrzebne są nowe partie, a teraz i trockiści doszli wreszcie do tego; w swoim czasie zrozumieją także, iż Związek Radziecki nie jest państwem robotniczym. Zamiast badać faktyczny proces historyczny, ludzie ci zajęci są dokonywaniem odkryć astronomicznych. Już w 1921 r. grupa Gortera i niemiecka Komunistyczna Partia Pracy doszli do wniosku, iż los Kominternu jest przesądzony. Od tego czasu nie brakowało takiego typu zapowiedzi (Loriot, Korsch, Souvarine itd.). Z tych diagnoz jednak zupełnie nic nie wynikło, ponieważ odzwierciedlały one tylko subiektywne rozczarowanie pewnych kół i osób, a nie obiektywne wymogi procesu historycznego Właśnie z tej przyczyny owi głośni innowatorzy pozostają obecnie na uboczu (5). Wydarzenia nie biegną zaaranżowanym torem. W oczach mas, a nie jednostek, Komintern sam przekreślił się przez swoją kapitulację przed faszyzmem. Lecz nawet po upadku Kominternu państwo radzieckie wciąż istnieje, co prawda, ze zredukowanym autorytetem rewolucyjnym.

Fakty trzeba przyjmować takie, jakich dostarcza faktyczny rozwój, a nie kaprysić i sznurować usta jak Simone Weil. Nie należy obrażać się na historię ani odwracać do niej plecami. Aby utworzyć nowe partie i nową Międzynarodówkę, potrzebne są przede wszystkim niezawodne i twarde zasady, takie które będą odpowiadać wymogom naszej epoki. Nie żywimy złudzeń co do niedomagań i zaniedbań w teoretycznym inwentarzu bolszewików-leninistów. Jednakże ich dziesięcioletnia praca przygotowała podstawowe teoretyczne i strategiczne przesłanki dla utworzenia nowej międzynarodówki. Ręka w rękę z naszymi nowymi sojusznikami będziemy rozwijać te przesłanki i krytycznie konkretyzować je w toku obecnego kierunku walki.

Czwarta Międzynarodówka a ZSRR

Rdzeniem nowej partii w ZSRR – w istocie partii bolszewickiej odrodzonej w nowych warunkach – będzie grupa bolszewików-leninistów. W ciągu ostatnich kilku miesięcy nawet oficjalna prasa radziecka zaświadczała, iż nasi stronnicy prowadzą swoją działalność odważnie i nie bez sukcesów. Lecz złudzenia były tu nie na miejscu: partia rewolucyjnego internacjonalizmu będzie mogła uwolnić robotników od rozkładowego wpływu biurokracji krajowej tylko w sytuacji, gdy międzynarodowa awangarda proletariacka znowu pojawi się na arenie światowej jako walcząca siła. Od początku wojny imperialistycznej oraz w rozwiniętej formie – od Rewolucji Październikowej partia bolszewicka odgrywała wiodącą rolę w światowej walce rewolucyjnej. Obecnie pozycję tę całkowicie utraciła.
Dotyczy to nie tylko oficjalnej partii-karykatury. Niezwykle trudne warunki, w jakich pracują rosyjscy bolszewicy-leniniści sprawiają, iż są oni odcięci od możliwości odgrywania wiodącej roli w skali międzynarodowej. Co więcej, grupa Lewicowej Opozycji w ZSRR może rozwinąć się w nową partię tylko w wyniku pomyślnego uformowania się i rozwoju nowej Międzynarodówki. Rewolucyjny punkt ciężkości przesunął się zdecydowanie na Zachód, gdzie bezpośrednie możliwości zbudowania partii są nieskończenie większe. Pod wpływem tragicznych doświadczeń ostatnich lat nagromadziła się w proletariacie wszystkich krajów wielka liczba elementów rewolucyjnych, które oczekują wyraźnego wezwania pod nie splamiony sztandar. Prawdą jest, iż drgawki Kominternu pchnęły nowe warstwy robotników ku socjaldemokracji. Lecz ten dopływ strwożonych mas staje się śmiertelnym niebezpieczeństwem i zagrożeniem dla reformizmu, który pęka w szwach, rozpada na frakcje i wszędzie usuwa swoje skrzydło rewolucyjne. Takie są bezpośrednie przesłanki polityczne do nowej Międzynarodówki. Kamień węgielny został już położony: jest nim deklaracja zasad czterech organizacji. Warunkiem dalszych sukcesów jest poprawna ocena sytuacji światowej, włączając w to klasowy charakter Związku Radzieckiego. Nowa Międzynarodówka będzie poddana próbom od pierwszych dni swego istnienia. Zanim będzie w stanie zreformować państwo radzieckie, będzie musiała wziąć na siebie jego obronę. Każdy kierunek polityczny, który beznadziejnie odcina się od Związku Radzieckiego pod pretekstem jego nieproletariackiego charakteru, ponosi ryzyko, iż stanie się biernym narzędziem imperializmu. Z naszego zaś punktu widzenia nie można oczywiście wykluczyć tragicznej możliwości, iż pierwsze państwo robotnicze, osłabione przez biurokrację, padnie pod ciosami wewnętrznych i zewnętrznych wrogów. Lecz w przypadku tego najgorszego wariantu narodzi się pytanie o niezwykłym znaczeniu dla dalszego biegu walki rewolucyjnej: kto jest winny katastrofy? Nawet najmniejsza plama winy nie może spaść na rewolucyjnych internacjonalistów.
W godzinie śmiertelnego zagrożenia muszą oni pozostać na ostatniej barykadzie. Obecnie złamanie biurokratycznej równowagi w ZSRR prawie na pewno
służyłoby siłom kontrrewolucyjnym. Gdyby jednak zaistniała prawdziwa Międzynarodówka rewolucyjna, to nieunikniony kryzys systemu stalinowskiego otworzyłby możliwość odnowy w ZSRR. Taki jest nasz podstawowy kurs. Każdego dnia polityka zagraniczna Kremla zadaje nowe ciosy światowemu proletariatowi. Oderwani od mas funkcjonariusze dyplomacji depczą pod przywództwem Stalina najbardziej elementarne uczucia rewolucyjne robotników całego świata, przede wszystkim z największą szkodą dla samego Związku Radzieckiego. Lecz nic w tym nieoczekiwanego. Polityka zagraniczna biurokracji uzupełnia politykę wewnętrzną. My walczymy z jedną i z drugą? Lecz prowadzimy naszą walkę z pozycji obrony państwa robotniczego. W różnych krajach funkcjonariusze rozkładającego się Kominternu wciąż przysięgają lojalność Związkowi Radzieckiemu. Aktem niewybaczalnej głupoty byłoby budować cokolwiek na tych przysięgach. Dla większości tych ludzi hałaśliwa obrona ZSRR nie jest przekonaniem, lecz zawodem. Nie walczą oni o dyktaturę proletariatu, oczyszczają drogę biurokracji stalinowskiej (patrz np. „l'Humanite"). W godzinie kryzysu Komintern nie będzie w stanie ofiarować Związkowi Radzieckiemu większego poparcia, niż opozycja ofiarowała Hitlerowi. Lecz inaczej wygląda sprawa z rewolucyjnymi internacjonalistami. W ciągu całego dziesięciolecia haniebnie szczuci przez biurokrację, niezmordowanie nawołują oni robotników do obrony Związku Radzieckiego. W dniu, w którym nowa Międzynarodówka dowiedzie radzieckim robotnikom, nie słowami lecz czynami, że ona i tylko ona broni państwa robotniczego, pozycja bolszewików-leninistów w Związku Radzieckim ulegnie zmianie w ciągu 24 godzin. Nowa Międzynarodówka zaoferuje biurokracji stalinowskiej zjednoczony front przeciwko wspólnemu wrogowi. Jeśli nasza Międzynarodówka będzie reprezentowała siłę, biurokracja nie będzie w stanie uniknąć w chwili niebezpieczeństwa jednolitego frontu. Co pozostanie wtedy z wieloletniego zaskorupienia kłamstw i oszczerstw? Jednolity front z biurokracją stalinowską nawet w przypadku wojny nie będzie implikował świętego przymierza na sposób partii burżuazyjnych i socjaldemokratycznych, które na czas kłótni imperialistycznych zawieszają wzajemną krytykę, żeby w ten sposób lepiej oszukiwać ludzi. Nie: nawet w przypadku wojny pozostaniemy krytycznie nieprzejednani w stosunku do biurokratycznego centryzmu, który nie będzie w stanie ukryć swej niezdolności do prowadzenia prawdziwej wojny rewolucyjnej. Problem rewolucji światowej , tak jak i problem Związku Radzieckiego można podsumować jedną i tą samą formułą: Czwarta Międzynarodówka.
1 Października 1933 r.
Źródło: portal marxists.org

Przypisy:

 
 
(1) Rozważni brandlerowcy amerykańscy (grupa Lovestone'a) komplikują kwestię; proszę bardzo, polityka gospodarcza stalinowców jest bez zarzutu, lecz ustrój polityczny w ZSRR jest zły – nie ma demokracji. Teoretykom tym nie zdarza się zapytywać samych siebie, dlaczego to Stalin likwiduje demokrację, jeśli jego polityka gospodarcza jest właściwa i udana. Czy z obawy, iż gdy uzyska się demokrację proletariacką, partia i klasa robotnicza będą zbyt gwałtownie i niespokojnie wyrażać swój entuzjazm do jego polityki gospodarczej? (powrót)

(2) Zainteresowani, jeśli są tacy, mogą sami zapoznać się z platformą komunistów(!) – demokratów. Z punktu widzenia podstaw marksizmu trudno wyobrazić sobie bardziej szarlatański dokument. (powrót)

(3) Popadłszy w rozpacz nad nieudanymi eksperymentami dyktatury proletariatu, Simone Weil znalazła ulgę w nowym powołaniu: obronie swej osobowości przed społeczeństwem. Sędziwa formuła liberalizmu ożywiona tanią egzaltacją anarchistyczną! I pomyśleć tylko – Simone Weil wyraża się wzniośle o naszych iluzjach. Ona i jej podobni wymagają wielu lat wytrwałej pracy, aby uwolnili się od najbardziej reakcyjnych uprzedzeń niższej klasy średniej. I dość stosownie, jej nowe poglądy znalazły sobie schronisko w organie noszącym jak na ironię tytuł Rewolucja Proletariacka. Ten periodyk Louzona idealnie pasuje do rewolucyjnych melancholików i politycznych rentierów żyjących z dywidend od kapitału swoich wspomnień, oraz do pretensjonalnych filozofów, którzy być może, wniosą coś do rewolucji, kiedy się już dokona. (powrót)

(4) Wieszcz ten oskarża rosyjskich bolszewlków-leninistów o brak rewolucyjnej zdolności podejmowania decyzji. żenująco, w austromarksistowskim stylu (rewolucja z kontrrewolucją i powrót do demokracji burżuazyjnej z zachowaniem dyktatury proletariatu) Laurat wykłada poglądy Rakowskiego o walkach rewolucyjnych. Ten sam gentleman orzeka dalej, iż Lenin jest miernym teoretykiem. Nic dziwnego: Lenin, który w najprostszy sposób sformułował najbardziej złożone wnioski teoretyczne, nie może nie onieśmielić pretensjonalnego filistra, obdarzającego swe nieprzekonujące i płaskie uogólnienia kabalistyczną aurą. Projekt biletu wizytowego: Lucien Laurat; hobby – powściągliwy teoretyk i strateg rewolucji proletariackiej w Rosji; zawód – asystent Leona Bluma. Napis jest dość długi, lecz poprawny. Mówi się, iż ten teoretyk ma stronników wśród młodzieży. Biedna młodzież! (powrót)

(5) To, co powiedziano powyżej, z samej swej natury nie może stosować się do tych organizacji, które względnie świeżo oderwały się od socjaldemokracji, lub miały generalnie własny, szczególny typ rozwoju (jak np. Socjalistyczna Rewolucyjna Partia Holandii), i które odmówiły naturalnie związania swego losu z losem Kominternu w jego okresie schyłkowym. Najlepsze z tych organizacji stają obecnie pod sztandarem nowej Międzynarodówki. Inne staną jutro.

Portret użytkownika tres
 #

W tekście Trocki stawia tezę, jakoby restauracja kapitalizmu byłaby w generalnym wypadku niemożliwa, niemniej jednak nie ciągnie dalej swojej myśli.
 

Kto twierdzi, iż rząd radziecki stopniowo zmienił się z proletariackiego w burżuazyjny, wyświetla film reformizmu od końca. Nasi oponenci mogą przeciwstawić temu punkt widzenia, że jest to generalne, metodologiczne założenie i że bez znaczenia pozostaje fakt, jak w istocie rzecz się ma. Niemniej jednak założenie to jest zbyt abstrakcyjne, aby rozwiązać konkretny problem. Prawda jest jednak zawsze konkretna.
 
 
Posłużyło to m.in. Tony'emu Cliffowi do stwierdzenia że teoria o ZSRR jako reżimie przejściowym jest mylna i tak naprawdę mamy do czynienia z państwowym kapitalizmem.
 
 
(http://www.marxists.org/archive/cliff/works/1955/statecap/ch06.htm)
 
Jak wiemy z historii, pokojowa restauracja kapitalizmu miewała czasem miejsce.
 
Trzy lata po napisaniu powyższego tekstu, Trocki w "Zdradzonej Rewolucji" pisze jednak
 
 
Załóżmy jednak, że ani partia rewolucyjna, ani kontrrewolucyjna nie zdobywają władzy. Biurokracja po staremu pozostaje na czele państwa. Stosunki społeczne również i w tych warunkach nie utrwalają się. Nie można wcale liczyć na to, że biurokracja potulnie i dobrowolnie wyrzeknie się siebie samej na rzecz socjalistycznej równości. Jeżeli obecnie, mimo zbyt oczywistej niedogodności operacji tego rodzaju, uznała ona za możliwe wprowadzić rangi i ordery, to w dalszym stadium będzie musiała nieuchronnie szukać sobie oparcia w stosunkach własności. Można wyrazić zastrzeżenie, że wielkiemu biurokracie obojętne jest, jakie formy własności dominują, byle by on miał zapewnione należne dochody. Rozumowanie to ignoruje nie tylko niepewność wszelkich uprawnień, jakie mają biurokraci, ale i kwestię losów potomstwa. Świeżej daty kult rodziny nie spadł z nieba. Przywileje mają tylko połowę wartości, jeżeli nie można pozostawić ich w spadku dzieciom. Prawo dziedziczenia jest jednak nieodłączone od prawa własności. Nie wystarczy być dyrektorem trustu, trzeba być jego udziałowcem. Zwycięstwo biurokracji w tej decydującej dziedzinie oznaczałoby przekształcenie się jej w nową warstwę posiadaczy. Odwrotnie — zwycięstwo proletariatu nad biurokracją zapewniłoby odrodzenie się rewolucji socjalistycznej. Trzeci wariant zawraca nas więc do dwóch poprzednich, od których gwoli prostoty i jasności zaczęliśmy nasz wywód.
 

Nazwanie radzieckiego reżymu przejściowym bądź pośrednim oznacza odrzucenie tak określonych kategorii społecznych, jak kapitalizm (w tym również „kapitalizm państwowy") i socjalizm. Ale samo to stwierdzenie jest zupełnie niezadowalające; może ono nawet wywołać mylne wyobrażenie, jakoby od obecnego reżymu radzieckiego możliwe było tylko przejście do socjalizmu. W rzeczywistości w pełni możliwy jest odwrót ku kapitalizmowi. Pełniejsza definicja otrzymałaby z konieczności złożoną i trudną postać.
 

ZSRR jest społeczeństwem wewnętrznie sprzecznym, pośrednim pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem, w którym: a) siły wytwórcze są jeszcze bardzo niewystarczające po temu, żeby własności państwowej nadać charakter socjalistyczny; b) zrodzone przez ubóstwo ciążenie ku akumulacji pierwotnej przebija się przez niezliczone szczeliny gospodarki planowej; c) zasady dystrybucji, zachowują charakter burżuazyjny, leżą u podstaw nowego rozwarstwienia społecznego; d) rozwój ekonomiczny, powoli polepszając sytuację materialną ludzi pracy, sprzyja szybkiemu kształtowaniu się warstwy uprzywilejowanej; e) wykorzystując antagonizmy społeczne biurokracja przeobraziła się w uwolnioną spod kontroli i obcą socjalizmowi kastę; f) zdradzony przez partię rządzącą przewrót społeczny utrzymuje się jeszcze w stosunkach własności i w świadomości ludzi pracy; g) dalszy rozwój skumulowanych sprzeczności może zarówno doprowadzić do socjalizmu, jak i odrzucić wstecz do kapitalizmu; h) na drodze do kapitalizmu kontrrewolucja musiałaby złamać opór robotników; i) na drodze do socjalizmu robotnicy musieliby obalić biurokrację. W ostatecznym rozrachunku problem rozstrzygnie walka między żywymi siłami społecznymi, zarówno na arenie krajowej, jak i światowej.
 

Taka fakultatywna definicja z pewnością nie zaspokoi doktrynerów. Woleliby oni kategoryczną formułkę: tak-tak, nie-nie. Problemy socjologiczne byłyby niewątpliwie prostsze, gdyby zjawiska socjalne zawsze miały skończoną postać. Nie ma jednak nic bardziej niebezpiecznego, jak eliminowanie, w pogoni za logiczną pełnią, tych elementów rzeczywistości, które naruszają schemat już dzisiaj, jutro zaś mogą w ogóle go obalić. W naszej analizie wystrzegamy się najbardziej dopuszczenia gwałtu nad dynamiczną formacją społeczną, nie mającą ani precedensów, ani analogii. Zadanie naukowe, jak również polityczne, polega nie na tym, żeby dać skończoną definicję nieukończonego procesu, ale na tym, żeby obserwować wszystkie jego etapy, wyszukiwać jego postępowe i reakcyjne tendencje, odkrywać ich wzajemne oddziaływanie na siebie, przewidywać możliwe warianty rozwojowe i znajdować w tym przewidywaniu oparcie dla działania.
 
http://www.marxists.org/polski/trocki/1936/zdr-rew/09.htm

 

Społeczność

che rebel