Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 9 gości.

Paweł Domarecki: W Łódzkiem płace należą do najniższych

Coat_of_Arms_of_Łódź_Voivodeship.svg_.png

 
W Łódzkiem płace nadal należą do najniższych. Ale urzędnicy wyższych szczebli zarabiają krocie.
 
Nie jest dobrze.
 
 
Wszelkie raporty dotyczące płac - od GUS-owskich po tworzone przez specjalistyczne agencje - są jednoznaczne: w Łódzkiem nadal zarabia się znacząco mniej niż w większości województw Polski. A do tego w ostatnich pięciu-sześciu latach dynamika wzrostu płac w naszym regionie była niższa od krajowej średniej. W Łódzkiem w latach 2003-2008 wynagrodzenia brutto wzrosły o ok. 35 proc, czyli o 1-2 pkt proc. wolniej niż w kraju. Pensje najszybciej szły w górę na Dolnym Śląsku (około 40 proc.), najwolniej zaś w Warmińsko-Mazurskiem.
 
 
W naszym regionie przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw to według GUS 2.798 złotych. We Wrocławiu sięga ono 3.098 zł, w Krakowie - 2.905 zł, w Gdańsku - 3.229 zł, w Lublinie - 2.647 zł. W kraju wynosi 3.288 zł. To dane z lutego 2010 r. Według raportu Sedlak & Sedlak, w zeszłym roku średnia (tzw. mediana) miesięczna pensja brutto wyniosła w Polsce 3.425 zł. Według tego samego badania, najwyższe dochody osiągnęli mieszkańcy Warszawy (5.200 zł). Drugie i trzecie miejsce zajęły Gdańsk (3.951 zł) i Poznań (3.950 zł). Końcowe miejsca w tym zestawieniu przypadły Kielcom i Lublinowi, z wynagrodzeniami 2.880 i 2.800 zł. W Łodzi było... tylko trochę lepiej niż w Kielcach. Które branże w Łódzkiem nie muszą się wstydzić? Jedyne wyjątki od ogólnej mizerii płacowej to energetyka (Bełchatów) i ciepłownictwo.
 
 
Tu średnia płaca odpowiada krajowej. Podobnie jest w logistyce i transporcie oraz (ale tylko w Łodzi) w handlu. W innych branżach wynagrodzenia są u nas niższe od polskiej średniej. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowiskach nierobotniczych w Łódzkiem pod koniec 2008 r.( ostatnie zestawienie GUS) wynosiło 3.552 zł (sektor publiczny - 3.525 zł, sektor prywatny - 3.594 zł), zaś na stanowiskach robotniczych - 2.060 zł (sektor publiczny) i 1.900 zł (sektor prywatny). Najlepiej dziś w Łódzkiem pracować jako wysoki urzędnik rządowy czy samorządowy. Według GUS, zarabia się wówczas powyżej 7.200 zł miesięcznie.
 
 
Ile dostają ci, którzy nie mają tyle szczęścia? Z ankiety Sedlak & Sedlak za 2009 r. wynika, że programista w Łódzkiem zarabia średnio 4.200 zł miesięcznie, główny księgowy 4.200 zł, handlowiec 3.200 zł, starszy księgowy 3.152 zł, specjalista ds. sprzedaży 3.100 zł, doradca klienta 2.776 zł, młodszy księgowy 2.147 zł, magazynier 2.125 zł, referent w urzędzie 2.112 zł, pracownik biurowy 1.800 złotych. To niewiele. Wynagrodzenia w regionie łódzkim i w kraju. Kto będzie zarabiał więcej, a kto nie dostanie podwyżki Średnie zarobki (mediana) wg raportu Sedlak & Sedlak - za 2009 r.:
* Telekomunikacja: w Łodzi 4450 zł, w Łódzkiem 4200 zł, w Polsce 4600 zł,
* Technologie. informat. (IT): odpowiednio - 4300 zł, 4130 zł, 5000 zł
* Energetyka, ciepłownie: 4065 zł, 4000 zł, 4000 zł
* Bankowość: 3800 zł, 3400 zł, 4200 zł
* Budownictwo: 3600 zł, 3200 zł, 3700 zł
* Media, reklama, PR: 3500 zł, 3000 zł, 3700 zł
* Przemysł lekki: 3350 zł, 3050 zł, 3565 zł, P. ciężki: 3250 zł, 3156 zł, 3789 zł
* Logistyka, transport: 3200 zł, 3000 zł, 3135 zł
* Handel: 3100 zł, 2600 zł, 3000 zł.
 
Które grupy zawodowe w Polsce, a zatem i w Łódzkiem, w ubiegłym roku najbardziej zyskały płacowo? Na pewno sfera budżetowa.
 
Na wyrównywaniu płac zyskała też służba zdrowia. Jeszcze kilka lat temu lekarz zarabiał w Polsce kilkakrotnie mniej od górnika, dziś już nie ma takich chorych proporcji. W prywatnej służbie zdrowia można zarobić nawet 30-40 tysięcy złotych miesięcznie. Choć często ogromnym kosztem - pracując po kilkanaście godzin na dobę, a więc niekiedy ze szkodą i dla pacjenta. Kto zyska w tym roku?
 
 
Powinny się zmieniać płace nauczycieli. W 2010 roku rząd pewnie podniesie pensje urzędnikom - zwłaszcza kierownikom i dyrektorom.
 
Będą także rosły płace w zawodach związanych z technologiami. Na świecie brakuje specjalistów wysokiej klasy. Tu jest luka, która ciągnie płace. A kto straci? Zdobędę się na odwagę i powiem, że być może jeszcze nie w tym roku, ale w ciągu najbliższych lat powinny przestać rosnąć płace i przywileje pracowników energetyki i ciepłownictwa, górników oraz hutników.
Bo dziś o ich poziomie decydują przede wszystkim niesłychanie silne w tych branżach związki zawodowe, a nie realna wartość pracy.
 
(Uważamy powyższe zdanie za niesłuszne, ponieważ o poziomie dochodów pracowników decydują kapitaliści . Związkowcy owszem mają wpływ na płace pracowników, ale w produkcji kapitalistycznej nastawionej na zysk właściciela głos decydujący ma sam kapitalista. Związki zawodowe mogą mu owszem uprzykrzać wyciskanie z pracowników ostatnich potów i pomniejszać zysk, jednak nie zmienia to faktu że wartość płacy w obecnie istniejącym kapitalizmie określa kapitalista, który sam decyduje jaką część wypracowanej przez pracownika wartości przepisać na swoje konto. Związki zawodowe pełnią rolę co najwyżej bufora zabezpieczającego przed wzmożoną skalą wyzysku) [przyp. red. WR]
 
Które regiony i miasta najbardziej awansowały, jeśli chodzi o poziom wynagrodzeń? Podkarpacie - w tym Rzeszów.
 
 
Tam powstała cała "dolina lotnicza" oparta na bardzo wysokich technologiach. To zawsze winduje płace. Na pewno Dolnośląskie z Wrocławiem i oczywiście Trójmiasto. Te właśnie województwa i miasta zaczynają obecnie zbierać plony z przyjętej kilka lat temu strategii przyciągania wysokich technologii, inwestorów oferujących specjalistyczne, świetnie opłacane miejsca pracy, wymagające profesjonalnego przygotowania. A Łódź i Łódzkie? Łódź ma nadal kłopoty związane z wychodzeniem z monokultury włókienniczej. No i należy pamiętać, że nawet masowy montaż urządzeń AGD czy komputerów to... tylko montaż. Zatrudnieni przy tym ludzie nigdzie nie zarabiają kokosów.
 
Paweł Domarecki, Polska Dziennik Łódzki

Portret użytkownika fancom
 #

"Bo dziś o ich poziomie decydują przede wszystkim niesłychanie silne w tych branżach związki zawodowe, a nie realna wartość pracy"

Hahaha! A cóż to znaczy wg Domareckiego ta "realna wartość pracy"? Realna wartość pracy to coś, czego pracownicy w prywatnej firmie nie osiągną nigdy, bo stanowi ona po prostu zysk przez nich wypracowany, którego lwia część zagrabiana jest przez kapitalistę.

 
Portret użytkownika dos
 #

Myślę że realna wartość pracy dla kapitalistycznych ekonomistów to cena jaką są gotowi zapłacić pracownikom pracodawcy. Smutne

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Obama rev