Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 20 gości.

Lew Trocki: Rezultaty i perspektywy (1906) - rozdział VI - Reżim proletariacki

Lew Trocki.jpg

Tekst jest tłumaczeniem pracy Lwa Trockiego, której angielskie tłumaczenie zamieszczone jest na portalu marxists.org 
Polskie tłumaczenie pochodzi od Redakcji WR
VI - Reżim proletariacki 
 

Proletariat może zdobyć władzę jedynie opierając się na zrywie i entuzjazmie narodowym. Proletariat wejdzie do rządu jako rewolucyjny przedstawiciel narodu, jako uznany przywódca narodu w walce z absolutyzmem i barbarzyństwem feudalnym. Wraz z przejęciem władzy otworzy jednak nową epokę, epokę rewolucyjnego prawodawstwa, pozytywnej polityki, a w związku z tym nie może być pewny utrzymania roli uznanego wyraziciela woli narodu. Pierwsze kroki proletariatu, oczyszczenie augiaszowych stajni starego reżimu i przepędzenie ich lokatorów, spotka się z aktywnym wsparciem całego narodu, pomimo tego, co liberalni eunuchowie mogą mówić o trwałości pewnych uprzedzeń wśród mas ludowych.
 
 
Tym politycznym czystkom będzie towarzyszyć demokratyczna reorganizacja wszystkich stosunków społecznych i państwowych. Rząd robotniczy będzie zobowiązany, pod wpływem bezpośrednich nacisków i żądań, interweniować zdecydowanie we wszystkie stosunki i wydarzenia...
 
 
Jego pierwszym zadaniem będzie musiało być zwolnienie z wojska i administracji wszystkich tych, których ręce splamione są krwią ludu oraz zdegradowanie lub rozwiązanie pułków, które najbardziej się splamiły zbrodniami przeciwko ludowi. Będzie to musiało być wykonane w pierwszych dniach rewolucji, czyli na długo zanim możliwe będzie wprowadzenie systemu wybieralnych i odpowiedzialnych urzędników oraz zorganizowanie narodowej milicji. Ale na tym nie koniec. Demokracja robotnicza stanie natychmiast w obliczu kwestii długości dnia pracy, kwestii rolnej oraz problemu bezrobocia.
 
 
Jedno jest pewne. Każdy mijający dzień będzie pogłębiać politykę proletariatu i coraz bardziej nadawać będzie jej charakter klasowy. Wraz z tym rewolucyjne więzi między proletariatem a narodem zostaną przerwane, dezintegracja klasowa chłopstwa przejmie polityczną formę, a antagonizm między częściami składowymi będzie rósł w miarę jak polityka rządu robotniczego się rozjaśnia, przestaje być ogólno-demokratyczna i staje się polityką klasową.
 
 
Choć brak nagromadzonych tradycji burżuazyjno-indywidualistycznych i antyproletariackich uprzedzeń wśród chłopstwa i inteligencji pomogą proletariatowi dojść do władzy, to trzeba jednak pamiętać, że brak uprzedzeń jest wynikiem nie świadomości politycznej, ale politycznego barbarzyństwa, społecznej nieokreśloności, prymitywizmu i braku charakteru. Żadna z tych cech nie może w żaden sposób stworzyć solidnego fundamentu dla spójnej, aktywnej polityki proletariackiej.
 
 
Zniesienie feudalizmu spotka się z poparciem całego chłopstwa, jako obciążonego stanu. Progresywny podatek dochodowy będzie popierany przez większość chłopstwa. Ale wszelkie ustawodawstwo wprowadzone w ​​celu ochrony proletariatu rolnego nie tylko nie będzie się cieszyć aktywną sympatią większości, ale nawet spotka się z czynnym sprzeciwem mniejszości chłopstwa.
 
 
Proletariat  będzie zmuszony przenosić walkę klasową na wieś i w ten sposób zniszczyć wspólnotę interesów, którą bez wątpienia można znaleźć wśród chłopów, choć w stosunkowo wąskich granicach. Od pierwszej chwili po zdobyciu władzy proletariat będzie musiał opierać na antagonizmach między wiejską biedotą i wiejskimi bogaczami, pomiędzy proletariatu rolnym i burżuazją rolną. Chociaż niejednorodność chłopstwa stwarza trudności i zawęża podstawy proletariackiej polityki, niewystarczający stopień zróżnicowania klasowego stworzy przeszkody dla prowadzenia wśród chłopstwa rozwiniętej walki klasowej, na której może polegać miejski proletariat. Prymitywizm chłopstwa zwraca swoją wrogą twarz ku proletariatowi.
 
 
Uspokojenie się chłopstwa, jego bierność polityczna, a tym bardziej aktywna opozycja jej górnych warstw nie może nie mieć wpływu na część inteligencji i drobnomieszczaństwa miast.
 
 
Tak więc, im bardziej stanowcza i zdecydowana jest polityka proletariatu u władzy, tym węższy i mniej pewny staję się grunt pod jego nogami. Wszystko to jest bardzo prawdopodobne, a nawet nieuniknione…
 
 
Dwie główne cechy polityki proletariackiej, które spotkają się z sprzeciwem sojuszników proletariatu są kolektywizm i internacjonalizm.
 
 
Prymitywizm i drobnomieszczański charakter chłopstwa, jego ograniczone wiejskie horyzonty, jego izolacji od światowych więzi i sojuszy politycznych stworzą straszne trudności dla konsolidacji polityki rewolucyjnej proletariatu u władzy.
 
 
Wyobrażać sobie, że socjaldemokraci mają powołać rząd tymczasowy i kierować nim w okresie reform rewolucyjno-demokratycznych, walczyć o ich najbardziej radykalną formę i opierać się w tym celu na zorganizowanym proletariacie – a następnie, po zrealizowaniu demokratycznego programu, opuścić tak wzniesiony przez nich gmach, aby ustąpić miejsca partiom burżuazyjnym i przejść do opozycji, otwierając tym samym okres polityki parlamentarnej, to wyobrażać sobie rzeczy w sposób, który zagraża samej idei rządu robotniczego. Nie dlatego, że jest to niedopuszczalne „co do zasady” – stawianie pytania w tej abstrakcyjnej formie jest pozbawione sensu – ale dlatego, że jest to absolutnie nierealne, to utopijność najgorszego rodzaju – utopijność rewolucyjno- filisterska.
 
 
Z tego powodu:
 
Podział naszego programu na programy minimum i maksimum ma głębokie iogromne znaczenie pryncypialne, gdy władza jest w rękach burżuazji. Sam fakt, że burżuazja jest u władzy, wypiera z naszego programu minimum wszystkie postulaty, które są nie do pogodzenia z prywatną własnością środków produkcji. Takie postulaty stanowią treść rewolucji socjalistycznej i zakładają dyktaturę proletariatu.
 
 
Jednakże wraz z chwilą przejścia władzy w ręce rewolucyjnego rządu z socjalistyczną większością, podział naszego programu na maksimum i minimum traci znaczenie, zarówno co do zasady jak i w bezpośredniej praktyce. Proletariacki rząd w żadnym wypadku nie może się tak ograniczać. Weźmy kwestię ośmiogodzinnego dnia pracy. Jak wiadomo, w żaden sposób nie stoi on w sprzeczności z stosunkami kapitalistycznymi, a zatem stanowi element programu minimalnego socjaldemokracji. Ale wyobraźmy sobie jego rzeczywiste wprowadzenie w okresie rewolucji, w ​​okresie wzmożonych namiętności klasowych, nie ma wątpliwości, że wtedy spotkałby się z zorganizowanym i zdeterminowanym oporem kapitalistów w postaci, powiedzmy, lokautów i zamykania fabryk.
 
Setki tysięcy robotników znajdą się na ulicy. Co powinien wtedy zrobić rząd? Burżuazyjny rząd, niezależnie jak radykalny, nigdy nie pozwoli, aby sprawy zaszły tak daleko, ponieważ w obliczu zamknięcia fabryk pozostanie bezsilny. Byłby zmuszony do odwrotu, ośmiogodzinny dzień pracy nie zostałby wprowadzany, a oburzonych robotników spotkają represje.
 
 
Pod polityczną dominacją proletariatu wprowadzenie ośmiogodzinnego dnia pracy powinno doprowadzić do zupełnie odmiennych skutków. Dla rządu, który pragnie opierać się na proletariacie, a nie kapitale jak liberalizm, i który nie chce grać roli „bezstronnego” mediatora demokracji burżuazyjnej, zamknięcie fabryk nie byłoby oczywiście wymówką za zwiększeniem dnia roboczego. Dla rządu robotniczego istniałoby tylko jedno wyjście: wywłaszczenie zamkniętych fabryk i organizacja produkcji w nich na uspołecznionych podstawach.
 
 
Oczywiście, można argumentować w ten sposób: przypuśćmy, że rząd robotniczy, zgodnie ze swoim programem wyda dekret o ośmiogodzinnym dniu pracy; jeżeli kapitał stawia opór, którego nie można złamać w ramach programu demokratycznego opartego na ochronie własności prywatnej, socjaldemokraci wystąpią z rządu i odwołają się do proletariatu. Rozwiązanie takie jest rozwiązaniem tylko z punktu widzenia grupy należącej do rządu, ale nie jest to rozwiązanie z punktu widzenia proletariatu czy postępu rewolucji. Po dymisji socjaldemokratów sytuacja byłaby dokładnie taka sama jak, gdy była zmuszona do przejęcia władzy. Ustępstwo przed zorganizowaną opozycją kapitału byłoby większą zdradą rewolucji, niż w ogóle odmowa objęcia władzy. To naprawdę o wiele lepiej dla partii robotniczej nie wejść do rządu, niż wejść w taki sposób, aby odsłonić swoją słabość, a następnie zrezygnować.
 
 
Weźmy inny przykład. Proletariat u władzy musi podjąć jak najbardziej energiczne działania w celu rozwiązania problemu bezrobocia, ponieważ jest oczywistym, że przedstawiciele robotników w rządzie nie mogą odpowiedzieć na żądania bezrobotnych robotników argumentami o burżuazyjnym charakterze rewolucji.
 
 
Ale jeśli rząd zobowiązuje się do utrzymywania bezrobotnych – nie jest dla nas ważne w tej chwili w jakiej formie – oznaczałoby to natychmiastowe i dość znaczne przesunięcie siły ekonomicznej na korzyść proletariatu. Kapitaliści, którzy w ich ucisku robotników zawsze opierali się na istnieniu rezerwowej armii pracy, czuliby się bezsilni ekonomicznie, podczas gdy rewolucyjny rząd jednocześnie skazałby ich na polityczną niemoc.
 
 
Podejmując się utrzymywania bezrobotnych, rząd zobowiązuje się tym samym do utrzymywania strajkujących. Jeśli tego nie zrobi, to natychmiast i nieodwołalnie podważy podstawy własnej egzystencji.
 
 
Nie pozostaje wtedy kapitalistom nic innego, jak uciec się do lokautu, to jest do zamknięcia fabryk. Oczywiste jest, że pracodawcy mogą wytrzymać zatrzymanie produkcji znacznie dłużej niż robotnicy, a więc jest tylko jedna odpowiedź, jaką rząd robotniczy może dać wobec ogólnej lokautu: wywłaszczenie fabryk i wprowadzenie przynajmniej w największych z nich produkcji państwowej lub komunalnej.
 
 
Podobne problemy pojawiają się w rolnictwie przez sam fakt wywłaszczenia gruntów. W żaden sposób nie należy przypuszczać, że proletariacki rząd po wywłaszczeniu prywatnych majątków prowadzących produkcji na dużą skalę, podzieli je i sprzeda je do eksploatacji małym producentom. Jedyna droga otwarta przed nim w tym zakresie to organizacja produkcji spółdzielczej pod kontrolą komunalną lub organizowanej bezpośrednio przez państwo. Ale to jest droga do socjalizmu.
 
 
Wszystko to jasno pokazuje, że socjaldemokraci nie mogą wejść do rewolucyjnego rządu, z jednej strony obiecując robotnikom brak ustępstw w kwestii programu minimum, jednocześnie zapewniając burżuazję, że nie wyjdą poza niego. Takie dwustronne zobowiązanie jest nie do zrealizowania. Sam fakt, że przedstawiciele proletariatu wchodzą do rządu nie jako bezsilni zakładnicy, ale jako wiodąca siła, zaciera granice między programem maksimum i minimum, tzn. stawia kolektywizm na porządku dziennym. Moment, w którym proletariat stanie wobec tego faktu zależy od stosunku sił, ale w żaden sposób nie od oryginalnych intencji partii proletariackiej.
 
 
 
Z tego względu nie może być mowy o jakiejkolwiek szczególnej formie dyktatury proletariatu w rewolucji burżuazyjnej, demokratycznej dyktatury proletariatu (albo dyktatura proletariatu i chłopstwa). Klasa robotnicza nie może zachować demokratycznego charakteru swojej dyktatury bez powstrzymania się od przekroczenia granic programu demokratycznego. Jakiekolwiek złudzenia w tej kwestii byłyby fatalne w skutkach. Skompromitowałyby socjaldemokrację już na starcie.
 
 
 
Proletariat raz zdobywszy władzę, będzie o nią walczyć do samego końca. Podczas gdy jedną z broni w tej walce o utrzymanie i konsolidację władzy będzie agitacja i organizacja, zwłaszcza na wsi, inną będzie polityka kolektywizmu. Kolektywizm będzie nie tylko nieuniknionym rozwiązaniem w przypadku pozycji, w której znajdzie się partia u władzy, ale również będzie sposobem na zachowanie tej pozycji przy wsparciu proletariatu.
 
 
 
Kiedy idea nieprzerwanej rewolucji została sformułowana w socjalistycznej prasy – idea, która łączy likwidację absolutyzmu i feudalizmu z rewolucją socjalistyczną, a także rosnącymi konfliktami społecznymi, powstaniami  coraz to nowych sekcji mas, nieprzerwanymi atakami proletariatu na ekonomiczne i polityczne przywileje klas rządzących – nasza „postępowa” prasa podniosła jednomyślnego krzyk oburzenia. „Oh!” – wołała – „zgadzaliśmy się na wiele, ale na to nie możemy pozwolić. Rewolucja” – krzyczała – „to nie droga, która może być „zalegalizowana”. Zastosowanie nadzwyczajnych środków jest dopuszczalne tylko w wyjątkowych okolicznościach. Celem ruchu wyzwoleńczego nie jest nie dokonanie rewolucji permanentnej, ale jak najszybciej podporządkować ją prawu” itd., itp.
 
 
 
Bardziej radykalni przedstawiciele tej samej demokracji nie ryzykują sprzeciwiania się rewolucji, nawet z punktu widzenia już zabezpieczonych konstytucyjnych „zdobyczy”. Dla nich ten parlamentarny kretynizm, poprzedzający powstanie samego parlamentaryzmu, nie stanowi wystarczającej broni w walce przeciwko rewolucji proletariackiej. Oni wybierają inną drogę. Zajmują swoje stanowisko nie w oparciu o prawo, ale, jak im się wydaje, w oparciu o fakty – w oparciu o historyczne „prawdopodobieństwo”, na podstawie „realizmu” politycznego, a wreszcie… wreszcie, również na podstawie „marksizmu”. A dlaczego nie? To pobożny wenecki burżuj, Antonio, bardzo trafnie powiedział, że nieraz „szatan śmie nam cytować Pismo”.[i]
 
 
Ci radykalni demokraci nie tylko uważają pomysł rządu robotniczego w Rosji za fantastyczny, ale nawet przeczą możliwości rewolucji socjalistycznej w Europie w epoce historycznej bezpośrednio przed nami. „Nie widać jeszcze” – powiadają – „warunków niezbędnych dla rewolucji”. Czy to prawda? Na pewno nie ma mowy o wyznaczaniu daty rewolucji socjalistycznej, ale należy zwrócić uwagę na jej rzeczywiste historyczne perspektywy.

[i] W. Szekspir, „Kupiec wenecki”, akt I, scena III, wersy 92-93 (przekład: Józef Paszkowski)

Społeczność

LENIN - rocznica