Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 112 gości.

Ana Muñoz i Alan Woods: Marksizm a emancypacja kobiet

Marksizm a kwestia kobieca

Marksizm a emancypacja kobiet

Źródło: http://codziennikfeministyczny.pl/marksizm-emancypacja-kobiet/

--------------------

Marksizm od zawsze uznawał wagę walki o prawa kobiet. Ósmy marca jest dniem wyjątkowym, ponieważ upamiętnia wydarzenia sprzed lat, kiedy to kobiety z klasy robotniczej podjęły walkę z kapitalizmem, opresją i dyskryminacją na całym świecie. Niniejszym publikujemy zaktualizowaną wersję dokumentu zamieszczonego na naszej stronie rok temu w Dniu Kobiet. Poruszamy w nim takie tematy jak pierwsze kroki ku emancypacji wyznaczone przez myślicieli marksistowskich, znaczenie pierwszej udanej rewolucji dla sprawy kobiecej, warunki pracy kobiet w kapitalistycznym świecie w krajach zarówno rozwiniętych jak i rozwijających się, i stawiamy pytanie jak rozwiązać problem dyskryminacji ze względu na płeć.

„Rzeczywista zmiana pozycji kobiet jest możliwa tylko jeśli zmianie ulegną warunki życia społecznego, rodzinnego i domowego” (Trocki, Women and Family, 45)

Kapitalizm wiedzie do ślepego zaułka. Jego kryzys wyjątkowo boleśnie uderza w kobiety i w młodych. Już w XIX wieku Marks zwrócił uwagę, że w systemie kapitalistycznym wyzysk kobiet i dzieci przynosi wyjątkowe korzyści. W pierwszym tomie „Kapitału” napisał:

„Praca kobiet i dzieci była więc szczególnie pożądana przez kapitalistów wykorzystujących maszyny. Ten potężny substytut pracy i pracowników został, pod wyraźną presją kapitału, bezzwłocznie przekształcony w sposób na zwiększenie zatrudnienia przez zaciągnięcie do pracy każdego członka rodziny robotnika, bez względu na wiek lub płeć. Przymusowa praca dla kapitalisty zajęła miejsce nie tylko dziecięcej zabawy, ale także wolnej pracy wykonywanej w domu w rozsądnym wymiarze na własne potrzeby”. (K. Marx, Capital, vol. 1. 394-5.)

W krajach rozwiniętego kapitalizmu zmieniające się metody produkcji oraz nieustająca pogoń za maksymalizacją zysków doprowadziły do wzrostu zatrudnienia kobiet i młodych ludzi, narażonych na najgorszy wyzysk, pracujących za marne pieniądze w kiepskich warunkach i mających po swojej stronie nieliczne, jeśli jakiekolwiek, prawa. W samej Ameryce w ciągu ostatnich 50 lat siłę roboczą zasiliło ok. 40 milionów kobiet; w Europie było to kolejnych 30 milionów. W roku 1950 tylko ok. 1/3 Amerykanek w wieku produkcyjnym była zatrudniona – w zeszłym roku było to ¾. Według statystyk, 99% współczesnych Amerykanek będzie zmuszonych do pracy w którymś momencie życia. Zatrudnienie kobiet jako takie nie jest problemem. Jest to nieodłączna część drogi do wyzwolenia kobiet z kleszczy domowego zacisza i mieszczańskiego modelu rodziny oraz niezbędny element ich pełnego i niezależnego rozwoju jako istot ludzkich i jako członkiń społeczeństwa.

Jednak system kapitalistyczny postrzega kobiety jedynie jako wygodne źródło taniej siły roboczej i część „sił rezerwowych”, powoływanych gdy w pewnych dziedzinach produkcji zaczyna brakować rąk do pracy, ponownie dymisjonowanych gdy doraźne zapotrzebowanie spadnie. Tak było w przypadku obydwu wojen światowych, kiedy to kobiety zastąpiły mężczyzn wysłanych na front, a po wojnie zostały odesłane do garów. Kobiety ponownie zachęcano do pracy w okresie prosperity lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, gdy odgrywały w gospodarce rolę analogiczną do roli imigrantów – były tanią siłą roboczą. W mniej odległej przeszłości, liczba pracownic wzrosła by zapełnić luki w procesie produkcyjnym. Jednak mimo haseł „świata kobiet” i „girl power” oraz wszystkich praw rzekomo gwarantujących równość, pracownice pozostają najbardziej wyzyskiwaną i uciśnioną częścią proletariatu.

Dawniej społeczeństwo klasowe wychowywało kobiety na istoty obojętne politycznie, niezorganizowane i przede wszystkim, pasywne – tak, by zapewniały społeczną bazę dla reakcji. Mieszczaństwo, za pośrednictwem Kościoła i prasy (magazynów kobiecych itp.) przy pomocy tej bazy utrzymywało się przy władzy. Sytuacja ta uległa jednak zmianie wraz ze zmianą roli kobiety w społeczeństwie. Kobiety, przynajmniej w krajach rozwiniętego kapitalizmu, nie zgadzają się już biernie na przyjęcie roli w sferze „Kirche, Kücher and Kinder” (Kościół, kuchnia i dzieci). Jest to progresywny proces, brzemienny w skutkach dla naszej przyszłości. W ten sam sposób spod wpływu elit wyemancypowali się chłopi w Stanach, Japonii i Europie Zachodniej – kobiety nie stanowią już zacofanych rezerw reakcji. Kryzys kapitalizmu, systemu który nieustannie uderza w kobiety i rodzinę, doprowadzi do dalszej radykalizacji kolejnych kobiet i popchnie je do rewolucyjnych rozwiązań. Ważne jest, aby marksiści/stki zrozumieli/ały wielki rewolucyjny potencjał tej grupy społecznej i podjęli środki, by go wykorzystać.

Kobiety są potencjalnie bardziej rewolucyjnie nastawione od mężczyzn, ponieważ jako grupa społeczna z nowowykształconą, „świeżą” samoświadomością są nieskażone latami konserwatywnej rutyny, która często wkrada się w „normalną” egzystencję związkową. Każdy kto widział strajk kobiet może zaświadczyć o ich niezwykłej determinacji, odwadze i rozpędzie. Wspieranie i zachęcanie kobiet do wstępowania do związków zawodowych na równi z mężczyznami jest obowiązkiem marksistów.

Pierwsza Międzynarodówka

Sprawa kobieca zawsze zajmowała centralne miejsce w teorii i praktyce marksizmu. Podczas Pierwszej Międzynarodówki walka o reformy w tej sferze została potraktowane bardzo poważnie. Poniżej znajduje się kwestionariusz n.t. warunków pracy, stworzony przez Marksa pod koniec sierpnia 1866 roku, wysłany przez Radę Generalną do poszczególnych pododdziałów:

„1. Nazwa przedsiębiorstwa
„2. Wiek i płeć pracownika.
„3. Numer ewidencyjny pracownika.
„4. Zarobki i płace; (a) czeladnicy; (b) płace w zależności od dniówki lub od sztuki; koszta ponoszone przez pośrednika. Średnia tygodniowa, średnia roczna.
„5. (a) Godziny przepracowane w fabryce. (b) Godziny przepracowane u drobnych pracodawców i w domu. (c) Zmiana nocna/ dzienna.
„6. Godziny posiłków i sposób traktowania przez zwierzchników
„7. Warunki pracy w zakładzie: zatłoczenie, wadliwa wentylacja, brak słońca, użycie oświetlenia gazowego, czystość itp.
„8. Charakter zatrudnienia.
„9. Wpływ zatrudnienia na zdrowie fizyczne.
„10. Stan psychiczny. Wykształcenie.
„11. Typ handlu: sezonowy czy całoroczny, narażony na konkurencję zagraniczną, początkowo przeznaczony na rynek krajowy czy zagraniczny, itp.
„3. Ograniczenie godzin pracy.

„Absolutnie podstawową dla poprawienia warunków i emancypacji pracowniczej kwestią jest narzucenie ograniczenia godzin pracy. (…) Jest to warunek niezbędny dla przywrócenia klasie robotniczej zdrowia i sił fizycznych. Klasa robotnicza to w każdym narodzie najliczniejsza grupa społeczna, dlatego też konieczne jest zapewnienie jej możliwości rozwoju intelektualnego, kształtowania więzi międzyludzkich, podejmowania akcji społecznych i politycznych.” (Minutes of the General Council of the First International 1864-1866, 342-3.)

Podczas tego kongresu zaproponowano, by prawnie dopuszczonym wymiarem pracy było osiem godzin dziennie. Pozwolenie na zatrudnianie na nocną zmianę miałyby dostać tylko te branże, w których wymagałaby tego ich specyfika. Postanowiono ponieść starania by zlikwidować wszelką potrzebę pracy na nocną zmianę. Jak możemy przeczytać w cytowanym wcześniej dokumencie: „Akapit ten odnosi się do osób dorosłych płci zarówno męskiej jak i żeńskiej, jednak wszelka praca na nocną zmianę powinna zostać stanowczo zakazana w przypadku kobiet, podobnie jak wykonywanie pracy szkodliwej dla tej wrażliwej płci lub wystawianie ich na pracę w trudnych warunkach, pracy w środowisku toksycznym, czy w inny sposób zagrażającej zdrowiu. Przez termin osoby dorosłe rozumiemy osoby które skończyły 18 rok życia”. (Ibid., 343.)

Nie wszyscy wiedzą, że córka Marksa, Eleanor, odegrała istotną rolę w pracy z kobietami zatrudnionymi w przemyśle tekstylnym w londyńskiej dzielnicy biedy, East Endzie. W artykule prasowym „Sweating in Type-Writing Offices”, w którym zasugerowała, że związki zawodowe powinny zostać utworzone zarówno przez szwaczki ze szwalni jak i te pracujące w domach, napisała, że „jeśli ktoś chce wyżyć z pracy musi pracować w pośpiechu i o wiele dłużej niż osiem godzin dziennie” (Yvonne Kapp, Eleanor Marx, The Crowded Years, 1884-98, 364). Słowa te nie straciły aktualności przez ostatnie stulecie!

Ważnym punktem przełomowym był strajk kobiet produkujących zapałki w 1888 roku w Londynie, kiedy to ta najbardziej uciskana i najbiedniejsza grupa robotnic zbuntowała się przeciwko swoim przełożonym. W fabryce na osiedlu Bow na East Endzie, zatrudniano wyłącznie kobiety, od 13-latek po matki dużych rodzin. Barbarzyńskie warunki zatrudnienia przypominały warunki we współczesnych fabrykach trzeciego świata. Stosowanie do produkcji trującego białego fosforanu, który zatruwał żywność na terenie zakładu, skutkowało topieniem się szczęk pracownic. Marne płace dodatkowo zaniżano poprzez niesprawiedliwy system kar, często nakładanych za najbardziej trywialne błędy spowodowane zmęczeniem. Dzięki tym środkom udziałowcy mogli liczyć na niebagatelne oprocentowanie dywidend – 22%.

W lipcu 1888 roku, przezwyciężając strach, 672 kobiety podjęły strajk. Po dwóch tygodniach, dzięki wsparciu związków zawodowych i kampanii publicznej, która pozwoliła zebrać na ich rzecz niemałą sumę 400 £, kobiety wywalczyły spore ustępstwa. W wyniku protestu powstał związek zawodowy założony przez niewykwalifikowane kobiety – Matchmakers’ Union, zrzeszający najwięcej kobiet i dziewcząt w Anglii. Był to wielki krok naprzód w rozwoju świadomości związkowej („New Unionism”) w Wielkiej Brytanii, kiedy to po raz pierwszy niewykwalifikowany proletariat zorganizował się w związki. Można stąd wyciągnąć wnioski na dzisiaj, kiedy to ogromna liczba niewykwalifikowanych albo częściowo wykwalifikowanych pracowników pozostaje niezorganizowana, a sporą część z nich stanowią kobiety.

Bolszewicy i kobiety

Bolszewicy zawsze traktowali propagowanie idei rewolucyjnych wśród kobiet bardzo poważnie. Lenin przywiązywał wielką wagę do tego zagadnienia, szczególnie podczas niepokojów w latach 1912-1914 i podczas pierwszej wojny światowej. To właśnie wtedy Międzynarodowy Dzień Kobiet (8. marca) zaczęto czcić wielkimi demonstracjami pracowniczymi. Nie jest przypadkiem, że rewolucja lutowa (wedle nowego kalendarza wypadająca w marcu) wybuchła w odpowiedzi na zamieszanie wokół Dnia Kobiet, kiedy to kobiety protestowały przeciwko wojnie i wysokim kosztom życia.

Socjalni Demokraci rozpoczęli systematyczną pracę w środowiskach kobiecych w latach 1912-1914. W 1913 roku zorganizowali w Rosji pierwsze spotkanie z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet. W tym samym roku „Prawda” założyła kolumnę poświęconą kwestii kobiecej. W 1914 roku utworzono kobiecą gazetę „Rabotnica”, której pierwszy numer wydano w Międzynarodowy Dzień Kobiet, kiedy partia wznowiła demonstracje. Gazetę, wraz z innymi pismami robotniczymi, zamknięto w lipcu tego samego roku. Bolszewicka gazeta była wspierana finansowo i rozprowadzana w miejscach pracy przez pracownice fabryk. Skupiała się na warunkach zatrudnienia kobiet w Rosji i za granicą, problemach pracownic i zachęcała robotnice, by podjęły walkę klasową wraz z kolegami. Mobilizowała proletariuszki, żeby odrzuciły ruch rozpoczęty przez burżujki po rewolucji z 1905 roku.

Rosyjska Partia Socjalistyczna musiała się mierzyć z wieloma przeciwnościami losu podczas pierwszej wojny światowej. Związki pracownicze, jak i sama partia, były zakazane. Jednak do roku 1915 ruch wylizał się z ran zadanych w pierwszych wojennych miesiącach. Jedną z grup społecznych, wśród których zyskała znaczne wsparcie były kobiety masowo zmuszone do podjęcia pracy w przemyśle. Przed wybuchem wojny, kobiety stanowiły ok. 1/3 siły roboczej w przemyśle, a w przemyśle tekstylnym był to nawet większy odsetek. Gdy mężczyzn powołano do służby wojskowej, procent ten jeszcze wzrósł. Sytuacja wielu kobiet uległa pogorszeniu, gdy stały się często jedynym źródłem utrzymania dla swoich rodzin, a niezbędne produkty stały się rzadsze i droższe. Pracownice uczestniczyły w wielu strajkach i demonstracjach przeciwko kosztom zaangażowania Rosji w wojnę.

Mimo że Partia Bolszewicka pozostawała zdominowana przez mężczyzn (podczas szóstego kongresu w sierpniu 1917 roku kobiety stanowiły ok. 6% delegatów), w latach 1912-1914 podjęto wysiłki zwerbowania w szranki partii kobiet. Poniższy ustęp pochodzi z ulotki zatytułowanej Do pracownic z Kijowa, rozdawanych na Ukrainie podczas obchodów Dnia Kobiet w 1915 roku. Ulotka pokazuje, jak Bolszewicy przedstawiali kwestię kobiecą w ramach agitacji publicznej. Łączyli oni problem opresji kobiet z wyzyskiem męskiego proletariatu i wzywali do programowego wyzwolenia całej klasy robotniczej:

„Jakkolwiek los proletariusza jest ciężki, proletariuszka ma jeszcze gorzej. W fabryce, w warsztacie, pracuje dla kapitalisty-szefa, w domu zmuszona jest do pracy na rzecz rodziny.

Tysiące kobiet sprzedają kapitałowi swoją pracę; praca tysięcy jest na wynajem; tysiące całe i setki tysięcy cierpią w wyniku ucisku społecznego i w wyniku presji rodziny. I przytłaczającej większości pracujących kobiet wydaje się, że tak musi być. Ale czy naprawdę kobieta pracująca nie może liczyć na lepszą przyszłość? Czy naprawdę przeznaczona jest jej praca i wyłącznie praca, bez chwili wytchnienia za dnia lub nocy?

Towarzyszki robotnice! Towarzysze mężczyźni trudzą się wraz z nami! Losy ich i nasze są połączone. Ale oni już odnaleźli jedyną drogę ku lepszemu życiu – drogę zorganizowanej walki z kapitalizmem, drogę walki z wszelką opresją, z wszelkim złem i przemocą. Towarzyszki robotnice, nie ma dla nas innej drogi. Interesy robotników i robotnic są sobie równe, są takie same. Tylko łącząc się z towarzyszami w walce w organizacjach pracowniczych – w Socjalistycznej Partii Demokratycznej, w związkach zawodowych, klubach pracowniczych i kooperatywach – dostaniemy nasze prawa i zdobędziemy lepsze życie!” (Lenin’s Struggle for a Revolutionary International, 268.)

Kobiety po Październiku

W carskiej Rosji w świetle prawa kobiety były niewolnicami swoich mężów. Wedle carskich praw: „Żona ma obowiązek być posłuszna mężowi, głowie rodziny, pozostać mu wierną w miłości, szacunku, nieograniczonym posłuszeństwie, a jako pani domu okazać mu wszelkie względy.” Program Partii Komunistycznej z 1919 roku stanowił, co następuje: „Zadaniem partii jest obecnie przede wszystkim praca nad wspólnymi koncepcjami i paradygmatami edukacji tak, by całkowicie zniszczyć wszelki ślad dawnych nierówności lub uprzedzeń, przede wszystkim wśród zacofanej części proletariatu i chłopów. Nie ograniczając się do formalizacji równości kobiet, partia ma na celu uwolnienie ich z brzemienia archaicznych obowiązków domowych, wyręczając je za pomocą domów komunalnych, publicznych jadłodajni, pralni, żłobków, etc.”.

Jednak wykonalność programu zależała od ogólnego standardu życia i kultury w społeczeństwie, jak Trocki wyjaśnił w swoim artykule „Od rodziny ku nowemu”, opublikowanym w Prawdzie 13 lipca 1923 roku: „Materialne przygotowania mające na celu wykształcenie nowych warunków życia, jak już wspomniałem, nie mogą zostać jednoznacznie oddzielone od ogólnej pracy nad socjalistyczna strukturą. Państwo pracownicze musi stać się bogatsze, by móc naprawdę zapewnić powszechną edukację dzieciom i emancypację rodziny spod brzemienia obowiązków kuchennych i pralnianych. Socjalizacja utrzymania domu i rodziny oraz powszechna edukacja nie są możliwe bez znacznego polepszenia naszej sytuacji gospodarczej jako narodu. Potrzeba więcej socjalistycznych form gospodarczych. Tylko w takich warunkach można będzie wyswobodzić rodzinę od funkcji i zmartwień, które obecnie ją gnębią i prowadzą do jej dezintegracji. Pranie powinno odbywać się w publicznej pralni, żywić powinniśmy się w publicznych restauracjach, odziewać w publicznej szwalni. Dzieci powinny być uczone w publicznych szkołach, przez dobrych nauczycieli z powołaniem. Wtedy więź między mężem a żoną zostanie oswobodzona z wszelkich czynników zewnętrznych i przypadkowych, a współmałżonkowie przestaną zawłaszczać życie partnera. Zostałaby w końcu osiągnięta prawdziwa równość. Związek pogłębi się dzięki obopólnemu przywiązaniu. I właśnie dzięki temu osiągnięta zostanie wewnętrzną stabilność, oczywiście nie taka sama dla każdego i nieobowiązkowa dla nikogo”.

Rewolucja bolszewicka zapewniła fundamenty społecznej emancypacji kobiet, i mimo że stalinowska kontrrewolucja polityczna stanowiła pewien krok w tył, nie da się zaprzeczyć, że kobiety ze Związku Radzieckiego wykonały olbrzymi krok wprzód w walce o równość. Kobiety nie musiały już mieszkać z mężami ani jechać za nimi, gdy zmiana miejsca pracy pociągała za sobą zmianę miejsca zamieszkania. Przyznano im równe prawa jako głów domu i równą pensję. Przywiązano wagę do roli kobiety jako rodzicielki i przyznano jej specjalne prawa macierzyńskie, takie jak zdelegalizowanie nadgodzin i pracy na nocną zmianę oraz przyznanie płatnego urlopu po porodzie, zasiłków rodzinnych i zapewnienie ośrodków opieki nad dzieckiem. W 1920 roku zalegalizowano aborcję, ułatwiono procedury rozwodowe i wprowadzono śluby cywilne. Zniesiono status nieślubnego dziecka. Jak ujął to Lenin: „Po starych i ohydnych prawach określających pozycję kobiety jako podrzędną wobec pozycji mężczyzny, dosłownie nie został kamień na kamieniu.”

Poczyniono faktyczne kroki mające ułatwić kobietom zaangażowanie we wszystkie sfery społecznego, politycznego i gospodarczego życia – zapewniono darmowe posiłki szkolne, mleko dla dzieci, specjalne zasiłki na żywienie i odzież dla dzieci potrzebujących, ośrodki konsultacyjne dla ciężarnych, domy dla matek, żłobki itd.

W „Zdradzonej rewolucji” Trocki napisał : „Rewolucja październikowa rzeczywiście spełniła swój obowiązek wobec kobiet. Młody rząd nie tylko przyznał jej wszystkie polityczne prawa przysługujące mężczyźnie, ale, co ważniejsze, zrobił wszystko co leżało w jego mocy, nieporównywalnie więcej niż jakikolwiek inny rząd, by faktycznie zapewnić jej dostęp do wszelkich form pracy zarobkowej i kulturalnej. Jednakże najbardziej przełomowa rewolucja, nawet taka jak przyznanie pełni uprawnień parlamentowi brytyjskiemu, nie może przemienić kobiety w mężczyznę – innymi słowy, nie może równo podzielić między nich trudów ciąży, porodu, karmienia i wychowania dziecka. Rewolucja uczyniła heroiczny wysiłek, by zburzyć mit tak zwanego ogniska domowego – tej archaicznej, dusznej i zacofanej instytucji w której kobieta z klas pracujących wykonuje niewolniczą pracę od dzieciństwa aż do śmierci. Miejsce rodziny jako małego, zamkniętego przedsiębiorstwa zostało zajęte przez pełny system opieki społecznej i usług: domy matek, żłobki, przedszkola, szkoły, zbiorowe jadłodajnie, publiczne pralnie, punkty pierwszej pomocy, szpitale, sanatoria, organizacje atletyczne, kina itd. Kompletne wchłonięcie funkcji ogniska domowego przez instytucje społeczeństwa socjalnego, jednoczące wszystkie pokolenia w solidarności i wspólnym niesieniu pomocy, miało przynieść kobiecie, a co za tym idzie – kochającej się parze – prawdziwe wyzwolenie od łańcuchów nałożonych nań przed wiekami.” (Trocki, The Revolution Betrayed, 144.)

Trzecia Międzynarodówka

Trzecia Międzynarodówka, idąc w ślady Partii Bolszewickiej, przywiązała wielką wagę do pracy wśród kobiet. Poinstruowano wówczas partie komunistyczne by „rozszerzyły strefę wpływów na jak najszersze grono populacji kobiecej poprzez zorganizowanie specjalnych aparatów wewnątrzpartyjnych i ustanowienie specjalnych metod docierania do kobiet, by wyzwolić je spod wpływu burżujskiego punktu widzenia lub spod czaru zniewalających partii i wyszkolić je na stanowcze zwolenniczki komunizmu co, w konsekwencji, doprowadzi do pełnego rozwoju potencjału kobiet.”

Poprzez ustanowienie „specjalnego aparatu” celem pracy wśród kobiet, Międzynarodówka bynajmniej nie miała na myśli oddzielnych organizacji kobiecych. Taki pomysł budziłby taką samą odrazę jak pomysł stworzenia oddzielnych organizacji rewolucjonistycznych wśród zniewolonych narodów, Żydów czy czarnych – czegoś, przeciwko czemu Lenin i Trocki zawsze walczyli. W rzeczy samej, w „Tezach” pojawia się jasne stwierdzenie, że „Trzeci Kongres Międzynarodówki Komunistycznej jest stanowczo przeciwny powstawaniu i trwaniu jakichkolwiek samodzielnych kobiecych organizacji na łonie Partii lub związków zawodowych, czy też powoływaniu specjalnych organizacji kobiecych.” (Theses, Resolutions and Manifestos of the First Four Congresses of the Third International, p. 217.)

Faktycznie „rozszerzenie wpływów” oznaczało stworzenie specjalnych grup wyszkolonych towarzyszy, uzdolnionych do tego typu pracy, w celu szerzenia propagandy, rozpowszechniania ulotek itd. – ogólnie organizowania pracy. Jasno również wyłożono, że takie grupy nie powinny działać niezależnie, lecz pod kontrolą wybranych organów partyjnych. Główne cele powołanych grup obejmowały:

1) edukację kobiet w zakresie idei komunistycznych i wciągnięcie ich w szeregi Partii;

2) walkę przeciw uprzedzeniom wobec kobiet żywionym przez męską część proletariatu i zwiększenie świadomości, że robotnicy i robotnice mają wspólne interesy;

3) wzmocnienie proletariuszek poprzez wdrożenie ich we wszelkie formy i typy konfliktów, zachęcenie kobiet z krajów burżuazyjnych do walki przeciwko kapitalistycznymi uciskowi w masowej akcji przeciwko wysokim kosztom życia, deficytom mieszkaniowym, bezrobociu i zorganizowanie ich wokół innych problemów społecznych, oraz zachęcenie kobiet z republik sowieckich do współtworzenia osobowości komunistycznej i komunistycznego stylu życia;

4) włączenie w agendę Partii, oprócz propozycji prawnych, kwestii bezpośrednio dotyczących emancypacji kobiet, potwierdzających ich wyzwolenie, bronienie ich interesów jako rodzicielek;

5) walczenie w sposób zorganizowany i zaplanowany z dominacją struktur tradycyjnych, przyzwyczajeniami burżuazyjnymi, ideami religijnymi, co stworzy podwaliny dla zdrowszych i bardziej harmonijnych relacji między płciami, gwarantując psychiczne i fizyczne zdrowie mas pracujących” (Ibid., 218).

Międzynarodówka pod przewodnictwem Lenina i Trockiego nigdy nie zgodziłaby się na lekceważące potraktowanie tak kluczowego zagadnienia jak sprawa kobieca. Na trzecim kongresie ogłoszono, że „bez czynnego uczestnictwa szerokich mas żeńskiej części proletariatu i pół-proletariuszek, proletariat nigdy nie zdobędzie władzy i nie urzeczywistni komunizmu. Jednocześnie, członkowie Kongresu chcieliby ponownie zwrócić uwagę kobiet na fakt, że bez Partii Komunistycznej wsparcie wszelkich projektów mających na celu emancypację kobiet, uznanie praw kobiet jako równych mężczyznom i ich realna emancypacja nie mają w praktyce szans na zwycięstwo” (Ibid., 213-4).

Tak więc od samego początku Międzynarodówka przedstawiała centralną rolę kwestii kobiecej, ale a) podchodziła do zagadnienia jedynie z punktu widzenia rewolucji klasowej b) wyjaśniała, że rzeczywista emancypacja jest możliwa tylko w przypadku urzeczywistnienia socjalistycznej utopii. Na kongresie stwierdzono potrzebę włączenia pracy kobiet do pracy partyjnej i traktowania jej jako czegoś naturalnego:

„By wzmocnić ducha wspólnoty między robotnicami a robotnikami, pożądane jest nie tylko zorganizowanie specjalnych kursów i szkół dla komunistek, ale również przygotowanie oferty kursów pracy wśród kobiet przez wszystkie partyjne szkoły” (Ibid., 227).

Na Czwartym Kongresie – ostatnim prawdziwie leninowskim Kongresie Międzynarodówki – sporządzono krótką notatkę która wskazywała na wielkie znaczenie tej pracy (i która w sposób szczególny skupiała się na sprawie kobiecej w zacofanych, skolonizowanych krajach Wschodu), ale także podkreślała, że praca nie została podjęta przez niektóre sekcje z należytym zapałem:

„Potrzeba i wartość utworzenia wyspecjalizowanych organizacji komunistycznych w środowiskach kobiecych jest zaświadczona przez działalność Sekretariatu Kobiet na Wschodzie, który w nadzwyczajnych warunkach wykonał ważną i zakończoną sukcesem pracę. Niestety, Czwarty Międzynarodowy Kongres Komunistycznej Międzynarodówki musi przyznać, że niektóre sekcje zupełnie lub częściowo zawiodły w szerzeniu komunizmu wśród kobiet. Do dzisiaj nie udało im się ani zorganizować komunistek wewnątrz Partii, ani ustanowić partyjnych organizacji do pracy wśród kobiet.

Czwarty Kongres stanowczo naciska, by Partie, których to dotyczy, jak najszybciej zaradziły tym brakom. Wzywa się niniejszym wszystkie sekcje Międzynarodówki by dołożyły wszelkich starań do propagowania komunizmu wśród kobiet, zważywszy na wielkie znaczenie tego zadania. Zjednoczony proletariacki front nie może powstać bez aktywnego udziału przygotowanych kobiet. W pewnych warunkach, jeśli występują zadowalające związki między Partią a robotnicami, kobiety mogą stawać na czele zjednoczonego frontu proletariackiego i masowych ruchów rewolucyjnych” (Ibid., 326).

Rola stalinizmu

Wielki francuski socjalista utopijny Charler Fourier powiedział kiedyś mądrze, że pozycja kobiet jest najlepszym wskaźnikiem kondycji ustroju socjalnego. Podczas gdy Rewolucja bolszewicka wyzwoliła kobiety, stalinowska kontrrewolucja doprowadziła do drastycznego odwrócenia polityki prokobiecej i prorodzinnej. Wiele progresywnych rewolucyjnych reform unieważniono. Zdelegalizowano aborcję, a procedurę rozwodową utrudniano, aż stała się drogą sądową procedurą. Zaaresztowano prostytutki, podczas gdy wcześniejszą praktyką bolszewicką było aresztowanie właścicieli burdeli, ujawnianie personaliów ich klientów i zapewnianie szkoleń byłym prostytutkom, by mogły znaleźć nową pracę. Godziny otwarcia ośrodków opieki nad dziećmi skrócono do godzin otwarcia zakładów pracy. A dziewczynkom przeznaczono w szkołach specjalne przedmioty przygotowujące je do roli matek i pań domu.

W 1938 roku Trocki niniejszymi słowami opisał zaistniałą sytuację: „Pozycja kobiet to najczulszy wskaźnik oceny ustroju i polityki. Rewolucja październikowa miała wypisane na sztandarach hasło emancypacji kobiet i przyniosła najbardziej progresywne w całej historii prawodawstwo dotyczące małżeństwa i rodziny. Nie oznacza to jednak oczywiście, że kobiety ze Związku Sowieckiego mogły od zaraz zacząć cieszyć się nowym życiem. Prawdziwa emancypacja kobiet jest niemożliwa bez wzrostu gospodarczego i kulturalnego, bez zniszczenia burżujskiej wizji rodziny jako jednostki ekonomicznej, bez wprowadzenia wspólnego systemu żywienia i edukacji. Tymczasem, kierowana konserwatywnym instynktem biurokracja uderzyła na alarm z powodu dezintegracji rodziny. Reakcja poczęła nucić pieśni żałobne za rodzinnymi kolacjami i rodzinnym praniem, czyli za niewolniczą pracą kobiety w domu. Co więcej, biurokracja wznowiła procedury karne w przypadku aborcji, oficjalnie sprowadzając kobiety z powrotem do roli zwierząt rozrodczych. W zupełnej sprzeczności z podstawowymi wartościami komunizmu, kasta rządząca przywróciła najbardziej reakcjonistyczną i zacofaną jednostkę społeczeństwa klasowego, tzn. nuklearną rodzinę burżujską” (Trocki, Writings (1937-38), 170).

Mimo że po śmierci Stalina w 1956 roku niektóre reformy przywrócono, np. zalegalizowano aborcję, pozycja kobiety nigdy nie wróciła na centralne miejsce zajmowane w myśli komunistycznej za Lenina i Trockiego. Nie można jednak zaprzeczyć, że komunistki mogły korzystać z wielu udogodnień niedostępnych kobietom na Zachodzie. Powojenny wzrost gospodarczy zapewniony dzięki gospodarce centralnie planowanej pozwolił na wprowadzanie ciągłych ulepszeń: emerytury w wieku 55 lat, równości płac i warunków zatrudnienia, prawa ciężarnych by na 56 dni przed i 56 dni po porodzie podejmowały lżejszą pracę bez obniżenia wynagrodzenia. Ustawa z 1970 roku zabroniła zatrudniania kobiet na nocną zmianę lub do pracy pod ziemią. Odsetek kobiet zdobywających wyższe wykształcenie wzrósł z 28% w 1927 roku do 43% w roku 1960 i 49% w 1970 roku. Jedynymi innymi krajami na świecie gdzie procent ten wynosił ponad 40, była Finlandia, Francja i Stany Zjednoczone.

Polepszono dostęp do opieki przedszkolnej: w 1960 roku placówek oferujących takie usługi było 500 000, do 1971 roku ich liczba przekroczyła 5 milionów. Ogromne osiągnięcia centralnie planowanej gospodarki, skutkujące polepszeniem warunków w służbie zdrowia, znalazły odbicie w zwiększeniu średniej życia kobiety do 74 lat i obniżenia śmiertelności noworodków o 90%. W 1975 roku odsetek kobiet pracujących w placówkach edukacyjnych wzrósł do 73%. W 1959 roku 1/3 zatrudnionych kobiet pracowała w miejscach, gdzie 70% załogi stanowiły kobiety, do roku 1970 takich kobiet było już 55%. Wtedy też 98% pielęgniarek było kobietami, podobnie jak 75% nauczycieli, 95% bibliotekarzy i 75% lekarzy. W 1950 roku 600 kobiet otrzymało doktorat z dziedziny nauk ścisłych, w 1984 liczba ta wzrosła do 5 600!

Kapitalistyczna kontrrewolucja

Ruch ku kapitalizmowi szybko odwrócił trendy, z powrotem przeznaczając kobietom rolę niewolniczą pod hipokrytyczną przykrywką obrony „rodziny”. Największa część ciężaru kryzysu spadła na barki kobiet. Kobiety były pierwsze w kolejce do zwolnień, gdyż pracodawcy chcieli uniknąć płacenia składek na ubezpieczenia społeczne, w tym na urlop na dziecko lub dodatek macierzyński. Biorąc pod uwagę, że kilka lat wcześniej w Rosji kobiety stanowiły 51% zatrudnionej siły roboczej i że 90% wszystkich kobiet pracowało, wzrost bezrobocia oznaczał, że ponad 70% nowych bezrobotnych stanowiły kobiety. W niektórych rejonach liczba ta sięgała nawet 90%.

Zapaść systemu świadczeń społecznych i wzrost bezrobocia oznaczał, że wszystkie korzyści jakie dawny ustrój gospodarczy przyniósł kobietom zostały stopniowo oebrane. Jak informował The Economist (11/12/93), wzrost bezrobocia wtrącił w Rosji w biedę więcej osób niż na Zachodzie, ponieważ wiele zasiłków zapewnianych jest bezpośrednio przez pracodawcę: „Bezrobocie w Rosji wciąż niesie ze sobą poważne konsekwencje. Dopiero w 1991 przestało być przestępstwem. Tym, dla których zabrakło pracy, grozi absolutne ubóstwo. Zasiłki dla bezrobotnych są równe płacy minimalnej w wysokości 14 tys. 620 rubli miesięcznie, i zaspokajają 1/3 minimum egzystencjalnego, stanowiąc 1/7 przeciętnej pensji. Sytuację bezrobotnych pogarsza fakt, że najbardziej podstawowe usługi – zdrowotne, edukacyjne, transportowe – są zapewnianie przez prywatne firmy a nie lokalne samorządy, co oznacza, że są dostępne tylko dla pracujących”.

W poprzednim ustroju, kobiety otrzymywały średnio 70% wynagrodzenia mężczyzn. Po transformacji było to 40%. Już w ZSRR utrzymanie rodziny za jedną pensję było trudne. W latach 90., biorąc pod uwagę dramatyczny wzrost biedy, stało to praktycznie niemożliwe. W ten sposób kobiety stały się głównymi ofiarami reakcji. Bardzo wzrosła liczba prostytutek, ponieważ Rosjanki próbowały przetrwać sprzedając ciała nuworyszom i cudzoziemcom. Podejmując tę pracę stawały się ofiarami mafii, która domagała się 20% wypracowanych zysków. W zachodniej prasie Rosjanki prezentowało się, podobnie jak kobiety z Trzeciego Świata, jako atrakcyjne potencjalne małżonki dla cudzoziemców.

10 lutego 1993 roku ówczesny minister pracy, J. Melikyan, ogłosił rządowe rozwiązanie problemu bezrobocia. W słowach, które mogłyby paść z ust dowolnego prawicowego polityka na Zachodzie, stwierdził on, że nie widzi potrzeby utrzymywania programów wspomagających powrót kobiet do pracy. „Czemu powinniśmy szukać pracy dla kobiet, kiedy mężczyźni gniją na zasiłkach? Niech mężczyźni pracują, a kobiety zajmują się domem i dziećmi”. Taki język, nie do przyjęcia w dawnych czasach, stał się obecnie normalny i akceptowalny. Właśnie w sferze języka publicznego, widać kapitalistyczną kontrrewolucję – surową, brutalną i ignorancką – potworny cios oznaczający powrót do czasów carskiego niewolnictwa, kiedy to każdy niewolnik miał prawo odbijać sobie swoje nieszczęścia na żonie i dzieciach.

Procesy te nie zachodziły jedynie w Rosji. W dawnym NRD, 90% kobiet było zatrudnionych na pełen etat. Praca była prawem kobiety. By mogły łączyć życie rodzinne z karierą, państwo zapewniało kompleksową opiekę nad dzieckiem, i rok urlopu na każde dziecko. W latach 90. odwrócono te trendy. Zniesiono szczodre ustawodawstwo. Po zjednoczeniu Niemiec, 1/3 miejsc pracy dla kobiet została unicestwiona za sprawą zwolnień w sektorze publicznym, w przemyśle tekstylnym i rolniczym. The Economist (18/7/98) donosił, że „Przez ostatnich parę lat stopień bezrobocia wśród kobiet z Niemiec Wschodnich konsekwentnie krążył wokół 20%, czyli około 5% wyżej niż wskaźnik bezrobocia wśród mężczyzn i dwóch razy więcej niż na Terenie Niemiec Zachodnich. Niemka ze wschodniej części kraju, pozbawiona dawnej siły nabywczej (oraz systemu opieki nad dzieckiem) od razu zaczęła oszczędzać na dzieciach. Współczynnik urodzeń w rejonie zmalał z niewysokiego poziomu 1,56 w roku 1989 do około połowy tej wartości i wynosi mniej niż jedno dziecko na kobietę. Jednak Niemki nie rezygnują z pracy. Pobierają zasiłki i ponawiają zgłoszenia.”

„Trzeci Świat”

Przez ostatnich 50 lat, w krajach rozwiniętego kapitalizmu pozycja kobiet znacznie się poprawiła. Przynajmniej z prawnego punktu widzenia są równe mężczyznom. Mają równy dostęp do wykształcenia i, pod niektórymi względami, poprawiła się dostępność zatrudnienia. Nie jest to jednak prawdą w przypadku byłych kolonii, w których mieszka 2/3 ludzi na świecie. Kobiety są tam bardziej zniewolone niż kiedykolwiek. Co roku 500 tysięcy kobiet umiera z powodu powikłań ciążowych i możliwe że ok. 200 tys. więcej umiera w wyniku nieumiejętnie przeprowadzonych aborcji. Kraje z byłych kolonii przeznaczają jedynie 4% PKB na służbę zdrowia, co daje średnią 41 dol. na głowę, podczas gdy w krajach rozwiniętego kapitalizmu jest to 1900 dolarów. Ocenia się, że 100 milionów dzieci w wieku 6-11 nie uczęszcza do szkoły. 2/3 z nich to dziewczęta. Główną przyczyną biedy Trzeciego Świata jest rabunek bogactw naturalnych poprzez handel, oraz dwa tryliony dolarów długu w Zachodnich bankach.

Absolutna dominacja imperializmu i międzynarodowych koncernów zapewniają bezlitosne wyciskanie siły roboczej z wszelkiego potencjału w imię podwyższania wyników. Dotyczy to bez wyjątku mężczyzn, kobiet i dzieci. Praca dzieci istnieje w zasadzie także w krajach rozwiniętych, jednak w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej stoi ona na porządku dziennym. Rodzice żyjący na granicy śmierci głodowej nie mają wyjścia niż sprzedać dzieci w niewolę de facto, jeśli nie de nomo, w tym w jej najgorszą formę – prostytucję. Nadwyżki zysku osiągane przez przedstawicieli humanistycznej, chrześcijańskiej, zachodniej cywilizacji oznaczają krew, pot i łzy miliony wyzyskiwanych kobiet i dzieci, tak jak w czasach Marksa. Burżuazja udaje przerażenie cierpieniem, ale i tak łoży na nie pieniądze.

Wielcy monopoliści jak Disney czy Nike czerpią korzyści z pracy niewolniczej w takich krajach jak Haiti. Pojawienie się wielkiego kapitału bezlitośnie rozerwało na kawałki stary patriarchalny system, jak Marks i Engels wyłuszczyli w Manifeście Komunistycznym. Nadało to szczególnie srogie oblicze wyzyskowi kapitalistycznemu w Trzecim Świecie. Opieka zapewniona kobiecie i dziecku w przeszłości przez liczną rodzinę i zasady rządzące społeczeństwem plemienno-klanowym zostały zniszczone i nie zaproponowano nic w zamian. Doprowadziło to do tego, że na półwyspie Indyjskim kobiety wciąż cierpią jak dawniej, wedle zasad narzuconych barbarzyńskim wyzyskiem gospodarczym systemu kapitalistycznego. Indyjskiej burżuazji, pół wieku po odzyskaniu tak zwanej niepodległości, nie udało się nawet zlikwidować systemu kastowego. Wciąż spotykana jest barbarzyńska tradycja „suttee”, nakazująca kobiecie rzucić się na stos pogrzebowy zmarłego męża. Corocznie zdarzają się setki takich przypadków. Wdowy, którym udaje się uniknąć tego losu, traktowane są jak wyrzutki społeczne i pariaski bez prawa do życia. Są bite, głodzone i poniżane przez krewnych, dopóki nie doprowadzi się ich do samobójstwa.

W całej Azji w kręgach wiejskich narodziny dziewczynki są traktowane jak nieszczęście. Mordowanie noworodków płci żeńskiej jest powszechne. W Chinach w państwowych sierocińcach znajdują się zwłaszcza dziewczynki, głodzone i zaniedbywane. Dzieje się tak ponieważ biedni azjatyccy chłopi, w obliczu braku ubezpieczeń społecznych i emerytur, potrzebują licznych rodzin, które będą ich na starość utrzymywać. Chłopcy są silniejsi i mogą ciężej pracować, podczas gdy wydanie za mąż dziewczynki wiąże się z obowiązkiem zapewniania jej posagu. W Indiach, jeśli posag nie jest dość duży, rodzina pana młodego ma prawo zabić pannę młodą. Mówimy o państwie na początku XXI wieku! Nie jest lepiej w Pakistanie, gdzie rządzi szariat. Kobiety nie mają w zasadzie żadnych praw i ich rodziny i mężowie mogą dysponować ich życiem. Jednak w porównaniu do Afganistanu rządzonego przez Talibów, Pakistan jest liberalnym rajem. Przed rewolucją w 1979 roku, główną aktywnością gospodarczą Afganistanu była sprzedaż kobiet na panny młode. Afgańscy staliniści uchwalili ustawy przyznające kobietom prawa. Wszystko to poszło teraz w niepamięć. Kobiety pozbawione są wszystkich praw i przywiązane do domu. Ponieważ nie wolno im pracować, muszą głodować. To prawo jest przestrzegane nawet mimo poważnych niedoborów siły roboczej spowodowanych przez wojnę. Nie ma znaczenia, ile z tych kobiet ma niezbędne kwalifikacje do pracy w szkole lub w szpitalu – praca jest zakazana. Takie jest prawdziwe oblicze islamskiej reakcji – jednak prawdziwymi odpowiedzialnymi są imperialiści z Waszyngtonu i ich marionetki w Pakistanie, które uzbroiły te potwory w imię walki z „komunizmem”.

W Afganistanie walka o prawa kobiet jest nierozerwalnie powiązana z rewolucyjną walką o socjalistyczną reformę społeczeństwa i odrzucenie tego straszliwego reżimu religijnej reakcji. Afganki stanowią ważne zaplecze dla rewolucji. Potwierdza to przykład Iranu. PO 20 latach Islamskiego ucisku, tamtejsze masy są zmęczone rządami mułłów. Jarzmo fundamentalizmu szczególnie pęta kobiety, które zaczynają się buntować, jak np. po zwycięskim meczu piłki nożnej Iran-USA, kiedy to kobiety wyszły na ulicę świętować z mężczyznami bez chust, a władze pozostały wobec tego bezsilne. Także w Iranie kobiety odegrają kluczową rolę w niesieniu rewolucji.

Lenin nazwał kiedyś kapitalizm „horrorem bez końca”. Horror ten przede wszystkim dotyczy kobiet, gotując im najokrutniejszy los w Trzecim Świecie. Porażka „socjalistycznej” partii FLN w Algierii doprowadziła do obecnego krwawego impasu. Okropne masakry mężczyzn, kobiet i dzieci, kiedy to dosłownie siekało się ich na kawałki nożami, miały miejsce przy cichej aprobacie Zachodu. To oczywiste, że nie stały za nimi jedynie islamscy fundamentaliści, ale także, a może przede wszystkim, bojówki militarnego reżimu. Pomijając inne okropności, kobiety zostały dodatkowo wyszczególnione jako podatne ofiary porwań i gwałtów. Wiele z nich później popełniło samobójstwo. Podobne zastosowanie gwałtu jako broni reakcji można było zobaczyć w Indonezji, gdzie reżim Suharto zorganizował pogromy przeciwko Chińczykom, tak jak carska Rosja urządzała pogromy Żydów. Te okropności jasno ukazują, do czego zdolne są klasy rządzące. Jeśli w najbliższym czasie robotnicy nie wezmą spraw w swoje ręce, podobne wydarzenia mogą wkrótce rozegrać się w krajach rozwiniętego kapitalizmu.

Najciężej zawsze jest kobietom z najbiedniejszych warstw społecznych. Jednak, zwłaszcza w krajach Trzeciego Świata, nawet kobiety z wyższych sfer również padają ofiarami nieludzkiego traktowania. Marksiści muszą podjąć walkę z wszelkimi niesprawiedliwościami społecznymi, licząc na wsparcie mas pracujących, które jako jedyne są w stanie wyprowadzić nas z tej ślepej uliczki. Wszelka niesprawiedliwość wyrządzona kobietom powinna zostać obnażona.

Nie obrażając uczuć religijnych i używając wyważonego języka, należy obnażyć rolę religii. Rewolucyjna walka w Azji i na Bliskim Wschodzie pociąga za sobą bezwzględną walkę przeciwko wszelkiemu religijnemu zacofaniu i fundamentalizmowi, ponieważ religia, mimo demagogii antyimperialistycznej zawsze spełnia najbardziej reakcyjną rolę w społeczeństwie. Emancypacja kobiet pozostanie utopią jeśli nie będzie szła ręka w rękę z walką przeciwko religii, która w samej swojej istocie podtrzymuje zniewolenie kobiet.

Kobiety i bezrobocie

Kryzys kapitalizmu przejawia się w wysokich wskaźnikach bezrobocia nawet w okresach prosperity. Ma to poważniejszy wpływ na kobiety i młodych ludzi niż na inne warstwy społeczne. Wskaźniki bezrobocia wśród kobiet są dużo wyższe niż średnia. A przedstawiają one zaniżone dane, nie biorąc pod uwagę kobiet, które już się zniechęciły do poszukiwań. Rosnąca popularność tak zwanych „elastycznych warunków zatrudnienia” uderza zwłaszcza w kobiety. Już wcześniej większość kobiet była narażona na kiepskie płace i warunki zatrudnienia. Niekontrolowany przyrost prac na niepełny etat, umów o dzieło i na zlecenie, podobno idealnego rozwiązania dla kobiet, jest idealną wymówką dla narzucenia marnych warunków zatrudnienia tej najbardziej narażonej na wyzysk grupie społecznej. Jak przyznaje The Economist:

„W Ameryce, z prosperującą gospodarką i ciasnym rynkiem pracy, kobiety jawią się jako prawdziwe wybawienie wielu pracodawcom. Są z reguły tańsze w zatrudnieniu niż mężczyźni, bardziej gotowe na elastyczność i skłonne zaakceptować gorsze warunki pracy. O wiele mniej z nich jest członkiniami związków zawodowych. Jedynym zaskoczeniem może być fakt, że wskaźniki bezrobocia wśród Amerykanek nie są niższe niż wśród mężczyzn”. (…) Wiele z nich to tzw. elastyczne etaty, które bardziej sprzyjają przedsiębiorstwom przemysłowym: oznaczają one pracę na niepełny etat, pracę tymczasową, w nietypowych godzinach, wykonywaną na umowę o zlecenie. Niektóre etaty są bardzo niepewne, a wszystkie z reguły kiepsko płatne. Kobiety, usiłujące pogodzić karierę z życiem rodzinnym, okazały się dużo bardziej elastyczne i skore do zaakceptowana nowych warunków zatrudnienia niż mężczyźni. (The Economist, 18/7/98.)

Zatrudnienie w niepełnym wymiarze godzin staje się coraz częstsze na całym świecie. Dla wielu kobiet, obciążonych obowiązkiem utrzymania domu, jest to jedyny sposób na pogodzenie narzuconych im ról. To bardzo odpowiada pracodawcom, ponieważ mogą traktować pracowników według własnego widzimisię, wywierać presję w celu zwiększenia wyników i płacić co kot napłakał. Ciągle pojawiają się nowe pomysły na szersze zastosowanie tego rozwiązania. Ostatnim jest pracownik kontraktowy, innymi słowy ktoś, dla kogo praca się kiedyś skończy. Pracownicy kontraktowi pracują w najróżniejszych gałęziach przemysłu, wykonując pracą czasową lub zjawiając się na telefon. Według ostatnich wyliczeń amerykańskiego Departamentu Pracy jest ich ok. 5,5 miliona, z czego prawie połowę stanowią kobiety i pracownicy zatrudnieni w niepełnym wymiarze. Płaci się im mniej niż kolegom zatrudnionym na czas nieokreślony, i z reguły nie przysługuje im ubezpieczenie zdrowotne ani inne dodatkowe korzyści.

Niemiecka odmiana tego fenomenu nazywana jest zatrudnieniem minimalnym i wielu ekonomistów przyznaje, że jej popularność rośnie w zawrotnym tempie. Opiera się ona na wyłączeniu z obowiązku płacenia składek na kompleksowy (i bardzo drogi) niemiecki system ubezpieczeń zdrowotnych ludzi zarabiających poniżej 340 dolarów miesięcznie. Niestety, pociąga to za sobą brak emerytury i zasiłku w przypadku bezrobocia. Według jednego z wyliczeń, zatrudnionych w ten sposób jest ok. 4mln osób, w tym 2 mln kobiet.

The Economist zauważa zdawkowo: “Z powodu obowiązków rodzinnych, kobiety z reguły przeznaczają na pracę zarobkową mniej czasu niż mężczyźni, co wraz z mniejszym wynagrodzeniem za godzinę pracy przyczynia się do zwiększenia różnicy w wynagrodzeniu przy wyliczaniu średniej pensji tygodniowej lub rocznej. W Całej UE ok. 1/3 kobiet pracujących pracuje mniej niż standardowe 35-40 godzin (chociaż średnia maskuje liczne różnice). Wśród mężczyzn, odsetek zatrudnionych w niepełnym wymiarze wynosi jedynie ok. 5%, z czego większość stanowią studenci lub pracownicy w zaawansowanym wieku szykujący się na emeryturę. W Stanach w niepełnym wymiarze pracuje stosunkowo mniej kobiet, a więcej mężczyzn. W Japonii sprawy przedstawiają się podobnie jak w Europie, ale wiele kobiet zatrudnionych rzekomo w niepełnym wymiarze pracuje niemal równie długo jak pełnoetatowi pracownicy. Niepełny wymiar w wielu miejscach wciąż oznacza drugą klasę” (The Economist, 18/7/98).

Przepracowanie i rodzina

Niedawne badanie dotyczące kobiet w pracy opublikowane przez The Economist przedstawia smętny obraz współczesnego pracownika – nie tylko robotnika – wiecznie przepracowanego i zmuszonego do poświeceń uderzających w rodzinę i związki międzyludzkie:

„W przypadku, kiedy zatrudnieni byli oboje rodzice (co było normą z wyjątkiem prezesów najwyższej półki), typowy dzień zaczynał się przed świtem od wyszykowania dzieci i podrzucenia ich od firmowego (i opłacanego) centrum opieki. Następnie rodzicie spędzali cały dzień w pracy by po 10 godzinach odebrać dzieci ze żłobka lub przedszkola, następnie zrobić szybkie zakupy, szybko nakarmić całą rodzinę, nastawić pranie, posprzątać bałagan, przeczytać dzieciom bajkę i następnie udać się do łóżka, w stanie kompletnego wycieńczenia. A tak wyglądały te dni, kiedy nie zdarzały się żadne nieprzewidziane wypadki.

W wyniku badania, uczona odkryła, że ci pracownicy rzadko decydowali się na urlop rodzicielski, pracowali w elastycznych godzinach czy korzystali z jakichkolwiek przywilejów dla rodzin z dziećmi. Wprost przeciwnie, często częściej zostawali w pracy po godzinach. Niekiedy dodatkowe zarobki były im naprawdę potrzebne. Najczęściej jednak, postawieni przed wyborem stresu w pracy lub stresu w domu, zarówno mężczyźni jak i kobiety wybierali pracę, gdzie przynajmniej mogli liczyć na wsparcie kolegów, brano ich na poważnie i wynagradzano pieniężnie za wysiłek, podczas gdy w domu często czuli się osamotnieni, niedocenieni i przytłoczeni niekończącymi się żądaniami. Praca stawała się domem, a dom ciężką pracą.

Z całą pewnością większość amerykańskich rodzin z dziećmi w wieku szkolnym prowadzi życie opisane w książce” (The Economist 18/7/98).

Jednak pracownicy nie są zadowoleni z życia. Wielu określiło „brak czasu” jako swoje największe zmartwienie. Jest to jedna z najbardziej uderzających wewnętrznych sprzeczności współczesnego kapitalizmu. Podczas gdy nauka i technologia dostarczyła środków do zrewolucjonizowania ludzkiego życia, zapewniając lepsze warunki pracy i skracając dniówkę, miliony muszą bezczynnie tkwić na zasiłku, podczas gdy inni skazani są na morderczą pracę w zabójczym wymiarze i nieustającą presję. Zmusza się ich by poświecili zdrowie oraz życie rodzinne i kontakt z dziećmi.

Same wynalazki wykorzystuje się by zniewolić pracownika i zmienić nawet półetatowców w niewolników nieograniczonego dnia pracy. Takie udogodnienia jak telefon komórkowy, pejdżer czy laptop pozwalają na bezprecedensową kontrolę nawet w wypadku nieobecności bezpośredniego zwierzchnictwa. Zanika podział między miejscem pracy a miejscem wypoczynku, między pracą a relaksem. Tyrania Kapitału, jego niepodzielne panowanie nad pracownikami i rodzinami skłania do zastąpienia pytania „czy istnieje życie po śmierci” innym – „czy istnieje życie przed śmiercią?”

“Druga zmiana”

By wyjść do pracy matki muszą zapewnić dzieciom stałą opiekę. W zdrowym społeczeństwie zasada bezpłatnej powszechnej edukacji powinna zostać zapewniona jak najmłodszym dzieciom, a rodzicom powinny być przyznane stosowne urlopy na okres pierwszych lat życia potomstwa. Niestety, zamiast tego, społeczeństwo proponuje kobietom pozostawienie dzieci w niesatysfakcjonujących punktach „opieki” z niedoświadczonym i niewykwalifikowanym personelem. Doprowadziło to do sytuacji tragicznych. Prasa brukowana z reguły wykorzystuje je jako okazje do wylania pomyj na nieszczęsne matki. Jednak bardzo skrupulatnie pomija ona kwestie społeczne, które do takich sytuacji doprowadzają.

Według niedawnego badania wykonanego przez amerykański Instytut badań nad zdrowiem dziecięcym (National Institute of Child Health and Human Development), ok. 80% niemowląt w Stanach przez pierwszych 12 miesięcy swojego życia zajmuje się ktoś inny niż ich matka. Większość z nich trafia do żłobka przed skończeniem czwartego miesiąca życia. Z reguły dzieci spędzają w takich placówkach 30 godzin tygodniowo. Autorzy badania uzupełniają : „Warunki w większości placówek daleko odbiegają od tego, co uznalibyśmy za optimum. Z reguły opisuje się je po mistrzowsku dobranymi słowami ledwo wystarczające. Jest to nowy standard opieki nad dziećmi w tym kraju. Warunki panujące w 15-20% żłobków można by opisać jako przygnębiające a nawet niebezpieczne” (The Economist, 18/7/98, podkreślenie własne..

Nawet tak prymitywne warunki przekraczają możliwości finansowe wielu kobiet, zmuszonych do zrezygnowania z poszukiwania pracy. Mimo haseł „kobiety wyzwolonej”, „kobiety sukcesu”, wiele matek zostaje uwięzionych w swoich domach. Według European Community Household Panel w całej Europie ok. 1/3 kobiet w wieku produkcyjnym opisuje swoje główne zajęcie jako „doglądanie domu”, zapewne również część kobiet zatrudnionych na niepełny etat. Im więcej mają dzieci, tym bardziej prawdopodobne że będą uwiązane do domu. „Niekoniecznie jest to przepis na szczęście” informuje The Economist, „w prawie każdym państwie członkowskim UE kobiety pracujące zdają się być zdrowsze i przejawiać wyższy stopień zadowolenia z życia niż kobiety bezrobotne. Te ostatnie jednak unikają przynajmniej „drugiej zmiany” – całodziennej pracy w domu po ośmiu godzinach za biurkiem” (The Economist, 18/7/98).

100 lat temu w Programie Erfurt Niemieckich Socjaldemokratów napisano: “Uczestnictwo kobiet w przemianach przemysłowych oznacza zupełny rozkład życia rodzinnego mężczyzny pracującego, bez zaproponowania zastępstwa w formie relacji ponadrodzinnych. Kapitalistyczny system produkcyjny najczęściej nie tyle niszczy dom rodzinny, co ograbia życie rodzinne ze wszystkiego, co przyjemne. Obecna aktywność kobiety w społeczeństwie przemysłowym nie zwalnia jej z obowiązków domowych, jedynie obciąża ją nowymi. Nikt nie jest jednak w stanie służyć dwóm panom. Domostwo pracującego mężczyzny traci za każdym razem, gdy jego żona musi mu pomoc w zdobywaniu środków na jego utrzymanie. Obecne społeczeństwo oferuje, w miejsce zniszczonego prywatnego domostwa, tylko marne substytuty: bary mleczne i dzienne żłobki, gdzie rzuca się uboższym okruchy z wystawnego stołu bogatych” (K. Kautsky, The Class Struggle, 26).

Słowa te pozostają prawdziwe po dziś dzień. Kobiety są niewolnicami podwójnie: do wyzysku w pracy dochodzi terror „drugiej zmiany” w domu. Na przykład pracujące Japonki, oprócz płatnego zajęcia, wykonują 3,5 godziny pracy w domu dziennie. Podobnie przedstawia się to w innych tzw. cywilizowanych zachodnich krajach.

Kobiety i związki zawodowe

Transformacja socjalistyczna byłaby nie do pomyślenia bez codziennej kapitalistycznej walki o awans. Nie jesteśmy więc obojętni wobec walki o reformy. Mimo to, dla marksisty najistotniejszy jest fakt, że pracownicy uczą się poprzez swoje zmagania. Naszym zadaniem jest „cierpliwie wytłumaczyć”, poczynając od najbardziej uświadomionych i aktywnych kobiet podczas spotkań związkowych i zjazdów partyjnych, że istnieje potrzeba transformacji socjalistycznej, nie tylko na poziome narodowym, ale również międzynarodowym. Należy poszerzyć ich horyzonty, przedstawić skomplikowane zagadnienia, teorie i idee i zdobyć ich przychylność dla marksizmu. Należy uważać by nie popaść w pułapkę, w jaką wpadło wielu reformatorów, niezliczone sekty i, z pewnością, burżuazyjne feministki – pułapkę wiary, że kobiety interesują jedynie tak zwane kwestie kobiece. Mimo że wiele z nich jest ważnych, nie należy nie doceniać zainteresowania kobiet sprawami ogólnymi i fundamentalnymi wyzwaniami naszych czasów. Wprost przeciwnie, najzacieklejsze reformatorki klasowe powinny zostać oczarowane marksistowskimi teoriami i programem.

Walka o interesy kobiet musi się zacząć w miejscu pracy. Wysiłek by zorganizować pracownice w związki i walczyć o godne zarobki i warunki oraz zupełną równość wszystkich pracowników jest podstawowym obowiązkiem marksisty. Pracownice stanowią ogromny potencjał dla ruchu pracy, którego ograniczona i zachowawcza biurokracja związkowa nie potrafi rozwinąć. Nowe warunki pracy wytwórczej i ekspansja tzw. rynku usług pociągnęły za sobą wzrost liczby kobiet zatrudnionych na żałosnych warunkach, a większość z nich nie organizuje się w związki. Związkowi marksiści powinni przejmować inicjatywę gdy tylko możliwe jest zorganizowanie kampanii na rzecz niezorganizowanych, a przede wszystkich kobiet i młodzieży zatrudnionych na takich warunkach.

Centralną kwestią jest nieskrywana dyskryminacja kobiet w miejscu pracy. Kobiety wszędzie na świecie zarabiają średnio 20-30% mniej niż mężczyźni za pracę na tym samym stanowisku. Oznacza to z reguły mniejsze świadczenia lub ich brak i mniejszą emeryturę. Szkodzi to nie tylko kobietom, ale i mężczyznom. Akceptacja gorszych warunków zatrudnienia dla jakiejkolwiek grupy społecznej, pociąga za sobą pogorszenie warunków dla wszystkich. Akceptacja sytuacji, w której kobiety i młodzi zarabiają gorzej jest reakcjonistyczna, dzieląca i nieproduktywna. Tłumaczy ona także obojętność wielu kobiet wobec związków zawodowych, które im nie pomagają. Zwłaszcza w naszych czasach zorganizowanie niezorganizowanych powinno być czołowym zadaniem związków. Najistotniejsze jest wywalczenie „równej płacy za wyprodukowanie tej samej wartości”. Hasło „równej płacy za równą pracę” może być łatwo przekręcone i zlekceważone przez kapitalistów, jako ze często trudno porównać różne rodzaje pracy wykonywane przez kobiety i mężczyzn na różnych stadiach produkcji.

Jak podsumowano badanie w The Economist: „Tym razem, szczęśliwie, okazało się, że to praca na nich czekała. Podczas gdy rozwinięte gospodarki się restrukturyzowały, tworzono wiele miejsc pracy w sektorze usług, a ich charakter w niczym nie przypominał pracy na tradycyjnym, bezpiecznym, pełnoetatowym, całorocznym stanowisku w zakładach zatrudniających głównie mężczyzn. Wiele zawodów nowego typu wymagało niepełnego zatrudnienia lub pracy o dziwnych porach, oferując elastyczność, ale także wymagając jej od pracowników, co często było kobietom na rękę. Wiele spośród tych form zatrudnienia pociągało za sobą niewielki prestiż i pracę w słabo opłacanych sektorach, takich jak sprzedaż, catering, sprzątanie, które z reguły nie przypadały do gustu mężczyznom ” (The Economist, 18/7/98).

W zawodach gdzie pracuje wiele kobiet i niewielu mężczyzn zazwyczaj zaniża się stawki. Jest to widoczne zwłaszcza w takich dziedzinach jak sprzedaż, sprzątanie i catering, nieco subtelniejsze w przypadku pielęgniarstwa i nauczycielstwa, gdzie pracy dostarcza sektor publiczny. Gdy tak wiele kobiet wykonuje niskopłatną pracę nie dziwi, że pomimo przepisów prawnych nakazujących równość płac, na całym świecie istnieje znacząca przepaść między wynagrodzeniem kobiet i mężczyzn. Maleje ona w wyniku nacisków pracownic i związków zawodowych; na przykład w Stanach, wysokość średniej pensji kobiecej wzrosła z 64% pensji męskiej do 80%. Wciąż jednak istnieje różnica, a im niżej na skali zarobków, tym ona większa. Podczas gdy młodzi i bezdzietni zatrudnieni na pełny etat często dostają podobne wynagrodzenie niezależnie od płci, kobiety pracujące w nisko opłacanych gałęziach przemysłu dostają jedynie ułamek pensji swoich kolegów.

Kobiety spotyka także dyskryminacja z powodu pełnionej przez nie biologicznej funkcji rodzicielek. We współczesnym społeczeństwie wychowywanie dziecka, które powinno być powodem radości, często jest utrapieniem, szczególnie dla matki. Często wiąże się ono z utratą pracy i upokarzającym uzależnieniem od marnych zasiłków państwowych. Burżuazyjna prasa, szczególnie w Wielkiej Brytanii i Ameryce, cynicznie szkaluje samotne matki jako „pasożyty”, nie wyjaśniając, w jaki sposób kobiety te pozbawione są dostępu na rynek pracy i wyrzucane przez społeczeństwo na margines. Nawet jeśli młodej matce uda się utrzymać stanowisko, i tak będzie się ono wiązało z mniejszymi zarobkami: „Jednak gdy tylko kobiety zaczynają rodzić dzieci, ich pensja się względnie obniża, a im więcej dzieci, tym większa przepaść” (The Economist, 18/7/98, podkreślenie własne).

Marksizm czy feminizm?

Marksiści powinni energicznie podjąć kwestię kobiecą, w ramach walki z nierównością i wszelkimi przejawami opresji, dyskryminacji i niesprawiedliwości. Trzeba jednak zawsze patrzeć na problem z punktu widzenia walki klas. Konsekwentnie wspierając wszelkie reformy faktycznie poprawiające sytuację kobiet, musimy pamiętać – i tłumaczyć masom – że jedyny sposób na pełne wyemancypowanie kobiet – i innych uciskanych warstw społecznych – niesie ze sobą konieczność zniesienia systemu kapitalistycznego. Wymagać to będzie pełnego zjednoczenia kobiet i mężczyzn w walce przeciwko kapitalizmowi. Wszelkie próby skłócenia płci lub wyselekcjonowania kobiet z ogółu pracowników w imię „wyzwolenia kobiet” jest dogłębnie reakcjonisytczne i powinno być czynnie zwalczane.

Walczymy o świętą jedność proletariatu, niezależnie od płci, rasy, koloru, wyznania czy narodowości. Tak więc nasza walka z konieczności zakłada sprzeciw wobec mentalności burżujskiej czy mieszczańskiego rozumienia feminizmu. Gdy poglądy burżuj-feministek zdobywają uznanie na rynku pracy, niezmiennie za sprawą najbardziej zacofanych i reakcjonistycznych podmiotów, zaczynają dzielić i siać zamieszanie wśród kobiet życzliwych ideom socjalistycznym. W tej kwestii, jak w każdej innej, musimy zając stanowisko zdecydowanie klasowe. Jak widzieliśmy, Partia Bolszewicka i Międzynarodówka Komunistyczna w swoich uchwałach zawsze mówiły o „kobietach pracujących”, „robotnicach” i „pracownicach”, a nie o kobietach jako takich. Oczywiste jest, że walka o prawa kobiet łączy wszystkie proletariuszki, w tym te zamknięte w domach, bezrobotne i wciąż zdobywające wykształcenie. Jednak kluczowym podmiotem rozważań jest kobieta na rynku pracy, obecnie coraz liczniejsza – i wciąż rosnąca w siłę – część klasy pracującej.

Osiągnięcie „równych praw” jedynie na papierze, bez transformacji relacji społecznych, nie dotyka istoty rzeczy. Ostatnimi czasy wiele rzekomych „ulepszeń” powiązanych z „dyskryminacją pozytywną” doprowadziło do polepszenia sytuacji jedynie wąskiego kręgu burżuazyjnych karierowiczek. W ostatnim dziesięcioleciu coraz rzadziej słyszy się głos wojującego feminizmu w wydaniu burżujskim, walczącego o zatrudnienie kobiet na pozycjach kierowniczych lub otwarcie święceń kapłańskich dla kobiet. Dlaczego? Ponieważ życzenia feministek z klasy średniej są z reguły spełniane.

Burżuazja postanowiła dopuścić nieco kobiet na stanowiska dyrektorów, sędziów, bankierów, biurokratów i księży. Odsetek kobiet awansowanych w ciągu ostatnich 2 lat wzrósł w Stanach z jakichś 4 do 40%. 419 przedsiębiorstw z listy 500 najbogatszych może obecnie pochwalić się przynajmniej jedną kobieta w zarządzie, a w 1/3 przypadków kobiet jest 2 lub więcej. Im wyższa pozycja na liście, tym większy odsetek kobiet na kierowniczych stanowiskach. Więc niektóre karierowiczki radzą sobie całkiem nieźle – prezentując pogląd „emancypacja?- tak, poczynając ode mnie”.

To dlatego zawsze opowiadaliśmy się zdecydowanie przeciw feminizmowi mieszczańsko-burżuazyjnemu. Nie ma on nic wspólnego z prawdziwą emancypacją, możliwą tylko przy odrzuceniu kapitalizmu. Gdy te pojedyncze kobiety rozwiązują swój osobisty problem w ramach działań kapitalistycznych, bardzo szybko zapominają o 99% kobiet dalej narażonych na ucisk i wyzysk, podczas gdy tak zwane „feministki” wstępują w szeregi oprawców. Podobnie rzecz się ma z czarnymi, którzy osiągnęli status klasy średniej. Klasa rządząca zgadza się na takie wyjątkowe przypadki, czując, że nie zagrażają one jej istnieniu.

Nie jesteśmy zwolennikami „dyskryminacji pozytywnej”, niezależnie czy dotyczyć miałaby ona kobiet, czarnych, czy jakiejkolwiek innej grupy społecznej. Jest to burżuazyjna fanaberia odwracająca uwagę od istoty problemu. Z samej istoty rzeczy ustanowienie arbitralnych kwot dla uciskanych środowisk służy jedynie wąskiej grupie karierowiczów, pozwalając sprawiać wrażenie, że „coś się robi”. Co więcej, często z tej furtki korzysta się by zapełnić stanowiska marionetkami. Oczywistym przykładem tego typu działania było rozmycie konfliktów rasowych poprzez zainstalowanie u władzy sporej rzeszy czarnych karierowiczów. Czarnoskórzy przedstawiciele klasy średniej wykorzystali rasizm by zapewnić sobie dobre, wysokopłatne prace, by następnie uznać, że czas na rozwiązania „umiarkowane” i „rozsądne”.

Jest prawdą, że czasami uczciwie pracujące kobiety i dziewczęta mogą określać się jako „feministki”, nie wiedząc, co to tak naprawdę oznacza. Należy odnosić się do nich życzliwie i z zachowaniem pewnej elastyczności, podobnie jak odnosilibyśmy się do przedstawicieli uciskanych narodów. Jednak podobnie jak sprzeciwiamy się nacjonalizmowi, sprzeciwiamy się też feminizmowi. Nie stoi to w sprzeczności z walką przeciw dyskryminacji. Zawsze odnosimy się do kwestii dyskryminacji z punktu widzenia klasy robotniczej i socjalizmu. Wyrażenie przez kobiety pracujące niepokoju związanego z sytuacją, w jakiej znajduje się ich płeć (nierówność płac, obciążenie pracami domowymi, problemy z rodzeniem i wychowywaniem dzieci, napastowanie seksualne i przemoc wobec kobiet) i chęć walki z uciskiem to jedno; zupełnie czym innym jest wbijanie przez burżuazję między płcie klinu pod pozorem walki z dyskryminacją. Naturalne obawy pracownic są wyrazem ich wrażliwości i spostrzegawczości – może być to punktem wyjścia do walki, by przekształcić strukturę klasową społeczeństwa, podczas gdy podejście feministyczne analizuje problem kobiet w oderwaniu od kontekstu i szuka rozwiązań w granicach kapitalistycznych ram, co nieuchronnie prowadzi do wysnuwania reakcjonistycznych wniosków.

Zagrożenie dla kultury

Kobiety mierzą się ze specyficznymi problemami, na które trzeba znaleźć rozwiązania. Nie chodzi tu jedynie o dyskryminację w miejscu pracy, ale o wszystkie problemy związane z macierzyństwem, ciążą, itd. Pełniona przez kobiety rola rodzicielek pociąga za sobą potrzebę przyznania im specjalnych praw i przywilejów. Wprowadzenie formalnej równości, mimo że niewątpliwie będzie krokiem do przodu, nie rozwiązuje fundamentalnego problemu kobiet:

„Najbardziej radykalne żądanie feminizmu – by rozszerzyć sufrażyzm w ramach burżuazyjnego parlamentaryzmu – nie rozwiązuje problemu równości kobiet, zwłaszcza tych wywodzących się z klas pozbawionych własności prywatnej. Jest to jasne w obliczu doświadczenia robotnic z tych krajów kapitalistycznych, gdzie, w ostatnich latach, burżuazja wprowadziła formalną równość płci. Prawo do głosowania nie znosi głównej przyczyny zniewolenia kobiety w rodzinie i społeczeństwie. Niektóre państwa kapitalistyczne zastąpiły instytucję małżeństwa nierozerwalnego małżeństwem państwowym. Jednak jak długo proletariuszka będzie finansowo uzależniona od kapitalistycznego szefa i męża i pozbawiona kompleksowych usług chroniących ją jako matkę i dostarczających usług wychowawczych i edukacyjnych, formalna równość nie zrówna pozycji kobiet w małżeństwie ani nie rozwiąże problemu relacji między płciami” (Theses, Resolutions and Manifestos of the First Four Congresses of the Third International, 215).

Cała ubiegłowieczna historia reform prokobiecych potwierdza prawdziwość powyższych sów.

Problemy kobiety nie rozgrywają się jedynie za drzwiami biura czy fabryki, ale także w sferze domowej i prywatnej. Należy walczyć o zniesienie wszelkiego prawa dopuszczającego dyskryminację, o całkowitą równość mężczyzny i kobiety w obliczu prawa, o pełne prawa do rozwodu i aborcji, wolny dostęp do antykoncepcji i kontroli zdrowotnych, o powszechne, bezpłatne i dobre żłobki i przedszkola. Należy wypracować listę żądań przejściowych, zaczynając od najdotkliwszych potrzeb, nie tylko w pracy, ale także w domu, w szkole, transporcie publicznym, w dziedzinie świadczeń, ustawowych praw, zapewnianiu mieszkania i czasu wolnego itp. Nie porzucając walk na rzecz żadnego projektu, który potencjalnie może poprawić los kobiet, należy niezawodnie zadbać o zaopatrzenie żądań w komponent klasowy. Na przykład, należy domagać się ustanowienia porządnych dziennych żłobków opłacanych przez rząd. Jednakże, codzienna walka o prawa pracownic nie jest celem samym w sobie, a jedynie środkiem służącym uświadomieniu kobietom ich pozycji w wyzyskiwanej klasie i potrzeby walki o nowe środowisko, gdzie będą przestrzegane ich prawa jako ludzi.

Obecny rozkład ustroju kapitalistycznego zagraża podstawom cywilizacji. Obok problemów społecznych i finansowych wywołanych przez niskie zarobki i bezrobocie, proletariat obecnie zmaga się z takimi problemami jak narkotyki, przestępczość i nadużycia, które zagrażają przede wszystkim kobietom, dzieciom i młodzieży. Reakcjoniści i duchowni opłakują symptomy „upadku moralnego”, jednak nie wiążą ich z kryzysem systemu, który rządzi ich życiem. Obrona elementów cywilizacji i kultury zagrożonych przez upadek kapitalizmu jest obowiązkiem ruchu pracowniczego. Dawna struktura rodzinna już się rozpada, brak jednak rozwiązań zastępczych. W wyniku tej sytuacji, miliony kobiet, często młodych i szczególnie bezbronnych, skazanych na ubogie życie samotnych matek, staję się uzależnione od łaski biurokracji państwowej. Jakby ich cierpieniom było mało, burżuazyjni hipokryci wszczęli bezlitosną kampanię by je obrazić, poniżyć i obwinić, przedstawiając je jako wyrzutki społeczne, żyjące kosztem społeczeństwa (podczas gdy życie takie wiedzie właśnie burżuazja).

W Wielkiej Brytanii, jednym z pierwszych posunięć rządu Tony’ego Blaira było ograniczenie zasiłków dla samotnych matek. Parę lat wcześniej australijska polityczka, Pauline Hanson, przewodnicząca nacjonalistycznej partii o mylnej nazwie One Nation Party (Partia Zjednoczonego Narodu) wezwała do wycofania pomocy dla samotnych matek w przypadku urodzenia drugiego dziecka. „Naprawdę nie chcę przepuścić samotnym matkom, które rodzą dziecko za dzieckiem, płodząc je z różnymi mężczyznami, żerując na zarobkach podatnika” – miała powiedzieć. Miało to miejsce w Australii, gdzie 360 tys. samotnych rodziców dostaje łącznie jedynie 2,9 bln australijskich dolarów rocznie z budżetu opiewającego na 42 bln dol [chodzi o miliardy dolarów czyli anglosaskie "biliony" - przyp. red. WR] .

Przeciętny wiek kobiet na zasiłku to 33, i dostają one z reguły zaiste królewską sumę 170 australijskich (107 amerykańskich) dolarów na tydzień, by wykarmić, odziać i zapewnić dzieciom dachy nad głową, tym samym przynosząc państwu oszczędność, zwalniając rząd z obowiązku prowadzenia domów dziecka. Podobne przykłady atakowania najsłabszych pod pozorem walczenia z pasożytnictwem można znaleźć w innych krajach. Jest to wspaniały przykład hipokryzji chrześcijańskiej moralności w służbie kapitalizmu. Wiele także mówi to o stosunku społeczeństwa do kobiet i dzieci.

Status rozwódek także jest kwestią klasową. Skutki rozwodu i samotnego rodzicielstwa są bardzo różne w zależności od klasy społecznej do której należą zainteresowani. Pewien amerykański sędzia przyznał byłej żonie Roberta I. Goldmana, szefa Congress Financial Corp., połowę jego wartej 100 mln dol. rezydencji. „Rozwód na bogato” skomentował to Business Week (5/8/98). „Wpływowe środowiska kulturowe, prawnicze i finansowe łączą siły, by maksymalnie zwiększyć koszta rozwodu w Stanach – szczególnie jeśli chodzi o zamożnych ludzi biznesu. A to sprawia, że proces rozwodowy, który nigdy nie był szczególnie przyjemny, dostarcza małżonkom nowych wrażeń. Mężowie chomikują pieniądze na sekretnych karaibskich lokatach, żony oskarżają byłych o nadużycia, a prawnicy podpisują umowy na siedmiocyfrowe wynagrodzenie”.

Burżuazyjni socjolodzy przedstawiają „współczesnego” samotnego rodzica jako doskonały przykład na rozwój społeczny i emancypację. W ciągu ostatnich 20 lat amerykański główny urząd statystyczny odnotował dwukrotny wzrost liczby samotnych matek i ocenił ich liczbę na 15 milionów. Niedawno wydana książka The Improvised Woman, Reinventing Women in a Single Life („Kobieca improwizacja: nowe obliczenie kobiety samotnej”), przedstawia idylliczny obraz beztroskiego życia samotnej matki: “Kobietę niezamężną stać na samochód, decyduje się ona na poród lub adopcję i coraz częściej udaje jej się wspiąć na szczyty władzy”. Jednak zbiorcze statystyki ukrywają otchłań, która od tego świata oddziela ogromną większość samotnych matek, z których wiele jest czarnoskórych. Mieszkają one w biednych gettach zamożnych miast w najbogatszym kraju na świecie, w warunkach godnych trzeciego świata, skazane na koszmar biedy, narkotyków, przestępczości i przemocy.

Kryzys kapitalizmu przejawia się w powszechnych wysiłkach cięcia wydatków rządowych. Atakowanie zatrudnienia, standardów życia, zdrowia i wykształcenia wpływa na całą klasę pracującą, jednak najzgubniej na kobiety, ostatnie w porządku dziobania, grupę skazaną na wykonywanie najgorszej pracy, najgorzej chronioną. Co więcej, proletariuszki spotyka podwójna niesprawiedliwość. Cierpią zarówno z racji przynależności klasowej jak i płciowej. Jedynym rozwiązaniem jest walka o zniesienie kapitalizmu i zastąpienie go socjalizmem, ustrojem gwarantującym autentyczną wolność zarówno mężczyznom jak i kobietom – wolność rozwoju osobistego i intelektualnego.

Świadomi, że społeczeństwo socjalistyczne w końcu zlikwiduje oznaki niewolnictwa obydwu płci, musimy walczyć przeciwko reakcjom zachowawczym, zwłaszcza w ruchach pracy, które podważają równość kobiet i mężczyzn podejmując sprawę emancypacji klasy pracującej. Musimy walczyć o prawdziwie proletariacką moralność, która traktuje równo wszystkich pracowników bez względu na płeć i rasę, widząc w nich braci i siostry, zjednoczonych w walce przeciwko Kapitałowi.

Kobiety w opalach

Konieczne jest dotarcie do kobiet tam, gdzie przebywają. Zatem nie tylko w zakładach pracy, z których wiele z nich jest siłą rzeczy wykluczona. Wiele kobiet może dołączyć do walki w imię innych wartości – walki ze słabymi warunkami zamieszkania, wysokimi kosztami życia itp. Wykazały to ruchy przeciw thatcheryzmowi w Wielkiej Brytanii (Anti Poll Tax Campaigns). Przede wszystkim należy dopilnować, by podczas strajku załogi zdominowanej przez mężczyzn do akcji włączyły się ich żony. Mogą one stanowić siły rezerwowe, z czego mężczyźni często nie zdają sobie sprawy. Tak na przykład podczas strajku górników w Wielkiej Brytanii w latach ’84-’85, żony strajkowiczów, zorganizowane w „komitety wsparcia” powiązane z komitetami związkowymi i strajkowymi odegrały znaczną rolę strajku – i wiele się przy tym nauczyły. Gdy kobiety uaktywnią się podczas walki, ich światopogląd szybko się zmienia. Nawet kobiety poprzednio politycznie zacofane, konserwatystki i dewotki szybko rozwijają wrażliwość rewolucyjną, szczególnie w kręgach, gdzie myśl marksistowska jest już obecna.

W takich warunkach należy zawsze być gotowym na przejęcie inicjatywy i pomóc uaktywniać środowisko kobiet. Oczywiście, należy to przeprowadzić w ścisłym porozumieniu ze związkami i komitetami strajkowymi, a nie w opozycji do oficjalnego ruchu, jak zrobiłyby to sekty lub ruchy anarchistyczne. Komitety powoływane ad hoc nie są w stanie się uniezależnić i znikają, gdy ruch osiągnie swoje cele. Próby sztucznego utrzymania ich przy życiu doprowadzają do rozdmuchania biurokracji i zmonopolizowania władzy przez jednostki niereprezentatywne, drobne burżujstwo i sekciarstwo, tak że gdy ruch się odradza, niegdysiejsze komitety jedynie zawadzają w rozwoju. Celem uczestnictwa w takich komitetach nie jest obrócenie ich przeciwko związkom, ale nadanie kobietom rozpędu w zakładach pracy, by mogły je zmienić i dopasować do swoich potrzeb. Gdy zmienia się charakter pracy produkcyjnej i ciężki przemysł ustępuje miejsca współczesnej produkcji opartej na technologii informatycznej, kobiety stają się decydująca częścią siły roboczej.

Jednakże, koniec końców, emancypację kobiet można osiągnąć jedynie poprzez emancypację całej klasy pracującej: „Czyniąc usprawnienie pracy wśród proletariuszek zadaniem priorytetowym dla partii zarówno na Wschodzi jak i na Zachodzie, przypominamy jednocześnie robotnicom na całym świecie, że wyzwolenie ich z niewoli, nadanie praw i zwalczenie nierówności jest możliwe tylko w przypadku zwycięstwa Komunizmu, i że burżuazyjne ruchu emancypacyjne nie zapewnią kobietom tego, co Komunizm. Jak długo utrzymuje się władza kapitału i własności prywatnej, wyzwolenie kobiet spod władzy męża nie może zajść dalej niż możność samodzielnego decydowania o własności, płacy i dzieciach”.(Theses, Resolutions and Manifestos of the First Four Congresses of the Third International, 214-5).

Komunizm i rodzina

Od samego początku kwestia wyzwolenia kobiet była w marksistowskiej teorii centralna. W „Zasadach komunizmu”, które Engels napisał przed „Manifestem”, możemy przeczytać:

“Pytanie 21: Jaki wpływ na rodzinę będzie miało wprowadzeni ustroju komunistycznego?

Odpowiedź: relacje miedzy płciami nabiorą charakteru czysto prywatnego, i dotyczyć będą jedynie osób zaangażowanych, bez potrzeby wtrącania się do nich przez społeczeństwo. Będzie to możliwe, ponieważ zniesiona zostanie własność prywatna, a dzieci wychowywane będą wspólnie, co naruszy dotychczasowe podwaliny tradycyjnego małżeństwa, w którym, poprzez kontrolę własności, żona zależna jest od męża, a dzieci od rodziców. Jest to nasza odpowiedź na wrzawę podniesioną przez samozwańczych strażników moralności w strachu przed komunistyczną wspólnotą żon. Wspólnota żon to konstrukt możliwy jedynie w społeczeństwie burżuazyjnym i istniejący obecnie w formie prostytucji. Ponieważ jednak prostytucja jest zależna od istnienia własności prywatnej, upadek jednej oznaczać będzie koniec drugiej. Tak więc ustrój komunistyczny raczej nie narzuca wspólnoty żon, a właśnie z nią kończy” (Marx and Engels, Principles of Communism, in Selected Works, Vol. 1, 94.).

Niewola kobiet, jak później wyjaśnił Engels, ma swoje początki w ustanowieniu własności prywatnej, a jej koniec umożliwi dopiero radykalne zniesienie własności prywatnej i podziału pracy. W „Pochodzeniu rodziny”, Engels napisał:

„Wyjaśniliśmy już w jaki sposób człowiek, na dość wczesnym etapie rozwoju procesu produkcyjnego, stał się zdolny do produkowania większej ilości dóbr niż było to niezbędne do przetrwania. Zostało równie przedstawione jak to stadium w dużej mierze pokrywało się z etapem, na którym zaistniał podział pracy i wymiana dóbr między jednostkami. Niewiele czasu minęło, nim odkryto niezwykłą »prawdę« – również człowiek może stać się towarem, a moc wytwórcza człowieka może podlegać wymianie w formie niewolnictwa. Człowiek ledwo nauczył się procesu wymiany dóbr, a już stał się jego obiektem. Z podmiotu stał się przedmiotem, niezależnie od swoich intencji” (F. Engels, Origin of the Family, Private Property and State, in Marx and Engels, Selected Works, vol. 3, 331).

Związki między kobietami i mężczyznami w kapitalistycznych graniach są wypaczone i nieludzkie, ponieważ system powszechnej produkcji dóbr redukuje ludzi do poziomu rzeczy. Nie tylko relacje między płciami, ale wszystkie więzi społeczne stają się odczłowieczone i wyalienowane, w wyniku fenomenu nazwanego przez Marksa i Engelsa „gotówkową reakcją łańcuchową”. Powstaje społeczeństwo wynaturzone, zdominowane przez wypaczone relacje. Czy może dziwić, ze ludzie przestają zachowywać się i myśleć jak ludzie, a mogą nawet stać się potworami? Rodzice postrzegają dzieci jak własność, podobnie jak mężowie żony. Pod bezlitosnym uciskiem „gospodarki rynkowej”, w której Pieniądze stają się Bogiem, więzi międzyludzkie ulegają wypaczeniu i stają się nierozpoznawalne. Jak wyjaśnił Engels: „Po dziś dzień, produkt jest panem twórcy, po dziś dzień ogólny produkcja społeczna zarządzona jest nie zgodnie ze wspólnie przemyślanym planem, ale przez ślepe prawa, które niczym niszczycielska siła pierwotna sieje zamęt podczas okresowych kryzysów sprzedaży” (Ibid., p. 331).

Jeśli na poważnie chcemy rozpatrzyć kwestię zniewolenia kobiet, niewystarczające jest podjęcie doraźnych środków przeciw jego oczywistym przejawom. Oczywiście, jak zostało powiedziane, walka z wszelką dyskryminacją jest konieczna. Jednak dopóki nie wypleni się podstawowej przyczyny zniewolenia, nie rozwiążemy istoty problemu. Kobiety mogą stać się wolne jedynie jeśli wolność osiągną również mężczyźni. Innymi słowy, gdy ludzkość zacznie wieść prawdziwie humanistyczne życie. Jak wyjaśnił Engels:

„Jednakże, tym, co z całą pewnością przestanie być częścią monogamicznego związku, są wszystkie jego cechy wynikłe z jego korzeni – relacji własnościowych. Chodzi tu, po pierwsze, o męską dominację, po drugie, o nierozerwalność małżeństwa. Dominująca pozycja mężczyzny w małżeństwie jest prostą konsekwencją jego dominującej pozycji w gospodarce i zaniknie automatycznie z unicestwienie tej pierwszej. Nierozerwalność małżeństwa wynika po części z warunków gospodarczych, w których wyewoluowała monogamia, po części z tradycji powstałej w czasach, gdy jej związki z gospodarką nie były jasne i pogłębione przez religię. Do dzisiaj zasada nierozerwalności została wielokrotnie złamana. Jeśli za moralne można uznać tylko małżeństwa zawarte z miłości, to moralne są również tylko te związki, w których miłość trwa. Długość trwania miłości pożądliwej bardzo się różni w zależności od osoby, zwłaszcza w przypadku mężczyzn – a zupełne wygaśnięcie uczucia, lub zastąpienie go nową, nagłą pasją czyni możliwość separacji błogosławieństwem zarówno dla dwojga zainteresowanych jak i dla społeczeństwa” (Ibid., 254).

Program przejścia do socjalizmu zaproponowany przez Międzynarodówkę Komunistyczną zakładał: „Wspólne jadalnie, pralnie, punkty napraw, instytucje społeczne, wspólnoty mieszkaniowe, itp., które zrewolucjonizują życie codzienne zgodnie z nowymi, Komunistycznymi zasadami i dadzą kobietom wytchnienie od trudności okresu transformacyjnego. Takie instytucje społeczne, które pomogą w emancypacji życia codziennego, przekształcając niewolnicę domu i rodziny w wolną członkinię klasy pracującej – klasy, która jest sama sobie przełożonym i która umożliwia nowe style życia” (Theses, Resolutions and Manifestos of the First Four Congresses of the Third International, 220). Jednak w obliczu utrzymujących się w Rosji po 1917 roku zacofania i biedy, pomysły te nie zostały adekwatnie wdrożone. Jak wyjaśnił Trocki:

„Nie można znieść instytucji rodziny; trzeba ją zastąpić. Rzeczywiste wyzwolenie kobiet nie jest możliwe przez stworzenie próżni” (Trotsky, Women and the Family, 62).

Instytucji rodziny nie da się znieść, podobnie jak państwa. Stopniowe zaniknięcie obydwu podczas powolnego przejścia do społeczeństwa bezklasowego zależy od zmiany materialnych warunków życia mas, a z czasem przemiany sposobu myślenia i tworzeni więzi. W końcu, w raz z osiągnięciem wielkiego dobrobytu i wysokiego poziomu kultury, stare przyzwyczajenia i mentalność niewolnicza ulegną rewolucjonizacji, a za nimi podążą relacje między płciami. Jednak wcześniej niezbędna jest transformacja samych warunków życia. Ograniczenie dnia pracy do niezbędnego minimum jest sine qua non emancypacji społecznej. Jednak dodatkowo osiągnięcia techniki powinny umożliwić faktyczne zniesienie obowiązków domowych – podstawy zniewolenia kobiet.

Podstawową przyczyną wszelkiego ucisku, czy w przypadku kobiet, czarnoskórych, czy innych uciskanych grup, koniec końców zawsze okazuje się proces zniewolenia i alienacji powiązany z procesem produkcji dóbr. Dopiero gdy od niego odejdziemy, a warunki życia całego społeczeństwa ulegną transformacji, rodzina i państwo – dwie ostoje barbarzyństwa – wreszcie zakończą żywot. Kiedy stara, prymitywna, nieludzka mentalność, produkt biedy, w końcu odejdzie w niepamięć, zaistnieją fizyczne warunki dla nowego porządku społecznego, w którym ostatnie ślady zewnętrznego przymusu znikną, a mężczyzna i kobieta będą mogli w końcu odnosić się do siebie po prostu jak istoty ludzkie.

Społeczność

Sierp i młot