Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 23 gości.

OPZZ: Skrócić czas pracy, podwyższyć pensje

OPZZ

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych postuluje skrócenie tygodnia pracy do trzydziestu ośmiu godzin oraz podwyższenie stawki godzinowej do co najmniej 11 zł brutto, tak aby miesięczna wypłata wynosiła minimum połowę średniej krajowej (ok. 1900 zł brutto) – informuje Dziennik Trybuna. Zdaniem związkowców, polscy pracownicy zarabiają zdecydowanie za mało w porównaniu z ich zachodnimi kolegami, a jednocześnie polski robotnik pracuje aż 1937 godzin rocznie. Dla porównania, w Niemczech  średni roczny czas pracy wynosi 1413 godzin, w Hiszpanii – 1690 godzin, w Republice Czeskiej – 1774 godziny, a w USA – 1787 godzin. W Polsce wyzysk jest zatem relatywnie największy, co OPZZ chciałoby zmienić.

Portret użytkownika Poe
 #

Nie chciejmy wzrostu płac towarzysze. Chciejmy rewolucji. Nie opóźniajmy jej wybuchu!

 
Portret użytkownika tres
 #

A w jaki sposób chciałbyś przekonać masy robotnicze do udziału w tej rewolucji jeśli nie obiecasz im poprawy sytuacji materialnej i większej redystrybucji bogactw?

 
Portret użytkownika Poe
 #

Po co nam masy? Potrzebne jest wystąpienie zbrojne, wtedy gdy ludzie ( nie tylko robotnicy, lecz szersza grupa) będą niezadowoleni ( a tacy są ciągle), a atmosfera w kraju będzie napięta. Wtedy kilkunastu ludzi z bronią, może sporo namieszać, występując jako 'obrońcy uciśnionych' wzmogą zamęt. Lud mało myśli gdy jest wściekły, a ogólnokrajową histerię i frustrację łatwo wykorzystać, oczywiście mając na celu budowę komunistycznej władzy.

 
Portret użytkownika tres
 #

Skrócenie dnia/tygodnia robocznego, postulowane przez OPZZ to postulat, który znajduje się m.in. w "Programie przejściowym" Lwa Trockiego (http://www.marxists.org/polski/trocki/1938/prog_przejsciowy.htm#Ruchoma%...) - tylko szkoda że OPZZ stawia tak skromne żądania - 38 godzinny tydzień pracy, podczas gdy m.in. PPP opowiada się za 35-godzinnym tygodniem pracy, a rozwój sił wytwórczych sprawia, że tak naprawdę można myśleć o 30, 25, 20, 15 albo nawet jeszcze krótszym tygodniu roboczym.
 
Domaganie się "wystąpienia zbrojnego kilkunastu ludzi z bronią" jest całkowicie sprzeczne z marksizmem i poglądami naszej redakcji. Warto przytoczyć tutaj słowa Lwa Trockiego z pracy "Marksizm wobec terroryzmu" wobec tego co piszesz ( http://www.1917.net.pl/node/136 )
Tylko robotnicy mogą strajkować. Zrujnowani przez fabrykę rzemieślnicy, chłopi, których wody zanieczyściła fabryka, lub żądny grabieży lumpenproletariat mogą zniszczyć maszyny, podłożyć pod fabrykę ogień czy zamordować jej właściciela. Tylko świadoma i zorganizowana klasa robotnicza może wysłać do parlamentu swoją silną reprezentację po to, aby broniła interesów proletariackich. Natomiast do zabicia na ulicy jakiegoś dygnitarza nie potrzeba mieć za sobą zorganizowanych mas. Formuła produkcji materiałów wybuchowych jest w zasięgu wszystkich i wszędzie można znaleźć browning. W pierwszym przypadku chodzi o walkę społeczną, której metody i środki koniecznie wynikają z natury istniejącego ładu społecznego, a w drugim o czysto mechaniczną, identyczną wszędzie - zarówno w Chinach, jak i we Francji - ripostę, bardzo rzucającą się w oczy (śmierć, eksplozja itd.), ale zupełnie nieszkodliwą dla ładu społecznego.

Nawet mało znaczący strajk ma konsekwencje społeczne: wzrost zaufania robotników do samych siebie, umocnienie związków zawodowych, a często nawet postęp w dziedzinie techniki produkcji. Zabójstwo właściciela fabryki powoduje jedynie skutki o charakterze policyjnym lub pozbawioną wszelkiego znaczenia społecznego zmianę właściciela. To, czy nawet „udany” zamach terrorystyczny wywoła zamieszanie wśród klasy panującej, czy nie, zależy od konkretnych warunków politycznych. W każdym razie to zamieszanie może być tylko krótkotrwałe; państwo kapitalistyczne nie opiera się na ministrach i nie ulega zniszczeniu wraz z nimi. Klasy, którym służy, zawsze znajdą kogoś, kto zastąpi zabitego ministra; mechanizm pozostaje nienaruszony i nadal działa.
Natomiast zamieszanie, jakie zamach terrorystyczny wywołuje wśród mas robotniczych, jest znacznie głębsze. Jeśli do osiągnięcia celu wystarczy uzbroić się w rewolwer, to po co stawiać na wysiłki walki klasowej? Jeśli po to, aby przeszyć szyję wroga i go zabić, wystarczy trochę prochu strzelniczego i ołowiu, to po co organizacja klasowa? Jeśli wysoko postawione osobistości można przestraszyć hukiem bomb, to po co partia? Jeśli z galerii parlamentu łatwo można dosięgnąć ławę ministrów, to po co wiece, agitacja wśród mas i wybory?
Naszym zdaniem terror indywidualny jest nie do przyjęcia właśnie dlatego, że dewaluuje rolę mas w ich własnej świadomości, każe im pogodzić się z własną bezsilnością i rozglądać się za bohaterem-mścicielem i wyzwolicielem w oczekiwaniu, że któregoś dnia się zjawi i wykona swoje zadanie.

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

front