Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 5 gości.

W obronie "posttrockizmu"

W obronie posttrockizmu

W obronie „posttrockizmu”
Polemika z tekstem Ewy Balcerek i Włodka Bratkowskiego pt. : "Lutte Ouvriere - cała wstecz!"
 

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski -  pokusili się o krytykę fragmentu broszury Lutte Ouvriere „Międzynarodowy proletariat – jedyna siła zdolna do obalenia kapitalizmu i wyzysku”, opublikowanego w dniu 27 sierpnia na portalu Władza Rad (http://1917.net.pl/node/17960).
Krytyka ta opatrzona została tytułem „Lutte Ouviere – Cała wstecz”. Jej autorzy twierdzą, że Lutte Ouvriere podejmuje problem  podmiotu rewolucji proletariackiej w tonacji nie odbiegającej od pozostałych tendencji posttrockistowskich[1]. 

W szczególności, autorzy mają na myśli kwestię celowości podziału robotników na produkcyjnych i nieprodukcyjnych.

Jak twierdzą, Klasa robotnicza wytwarzająca wartość dodatkową jest, w przeciwieństwie do klasy kapitalistów, niezbędnym elementem procesu produkcyjnego stanowiącego materialny fundament życia społecznego. Wypada się podpisać pod tymi słowami, niemniej jednak różnice między robotnikami „produkcyjnymi” a „nieprodukcyjnymi”  są w gruncie rzeczy nieostre i rozstrzygnięcie ich jest kwestią definicji .

Nasuwa się w tym momencie pytanie, czy maszynista, kierowca tira, autobusu, czy operator fabrycznego wózka widłowego to robotnik produkcyjny, czy nie. Oddajmy więc głos krytykom.

Symptomatycznie Marks nie bez przyczyny kreślił na samym wstępie "Kapitału" obraz ogromnego zbiorowiska towarów. I bynajmniej nie miał na myśli "towarów" niematerialnych, ale jak najbardziej konkretne i namacalne metry tkaniny, buszle zboża, pary butów czy inne przedmioty użytkowe, stanowiące podstawę zaspokajania masowych potrzeb społecznych.

Specyfika produkcji kapitalistycznej jest specyfiką produkcji masowej. Ta masowość jest fundamentem potencjalnej przemiany społecznej, której celem nadrzędnym jest uwolnienie społeczeństwa od widma niedoboru podstawowych dóbr konsumpcyjnych, dostępnych dla najniższych warstw i klas społecznych. Udostępnienie wszystkim dóbr wyższego rzędu jest efektem, a nie warunkiem wstępnym możliwości zaistnienia nowego ładu społecznego. Dlatego Marksowi chodziło właśnie o towary jak najbardziej materialne i o producentów jak najbardziej zaangażowanych w masową produkcję fabryczną 

Wedle tego stwierdzenia autorów krytyki, robotnikami produkcyjnymi są tylko i wyłącznie robotnicy wytwarzający przedmioty użytkowe. Prawdą jest, że maszynista, kierowca tira, autobusu, czy operator fabrycznego wózka widłowego żadnych przedmiotów użytkowych nie wytwarza. Jednak bez nich cały proces produkcji zostaje natychmiast przerwany. Prywatny kapitał inwestuje nie tylko w produkcję ale i w transport, handel, banki i ubezpieczenia, hotele,  firmy sprzątające.   

Kapitalista jest zainteresowany  wyłącznie maksymalizacja zysku w każdej branży, w której angażuje swój  prywatny kapitał i zatrudnia najemną siłę roboczą - fizyczną i/lub umysłową niezbędna do wytworzenia zysku.

Zysk generuje nie tylko fabryka, ale i firma transportowa (towarowa/pasażerska), sieć hoteli, hipermarketów, a także prywatna szkoła lub szpital, czyli nie tylko produkcja, ale również transport, handel i banki i wszelkiego rodzaju usługi. Jeśli do wytworzenia zysku w branżach nieprodukcyjnych potrzebna jest najemna siła robocza, to tak jak w produkcji jest ona kapitałem zmiennym i tak jest traktowana. Podobnie jak w produkcji kapitalista dąży do tego, by płaca robotnika/pracownika najemnego w transporcie, handlu, hotelarstwie a nawet bankowości była jak najbardziej zbliżona do niezbędnych kosztów reprodukcji siły roboczej, bo każda złotówka więcej na fundusz płac, to złotówka mniej na dywidendę dla właściciela. 

 Przerwanie pracy bądź też strajk siły roboczej w sektorach uznawanych za nieprodukcyjne również powoduje przerwanie wytwarzania zysku i jest w równym stopniu, a czasem nawet bardziej dotkliwe dla kapitalisty, jak strajk załogi fabrycznej.  

Szukając zysku a nie wartości dodatkowej, kapitał przyjmuje formę finansową, najwygodniejszą z punktu widzenia kapitalisty, bo z tej formy poprzez rynki akcji może szybko stawać się właścicielem firm z różnych sektorów produkcji, transportu, handlu, usług, banków i firm ubezpieczeniowych, by w razie potrzeby szybo wycofać się i  ponownie zmienić  w gotówkę, by próbować zarabiać na inwestycjach czysto spekulacyjnych; krótkookresowych zmianach kursów akcji, walut, czy zakładów zwanych instrumentami pochodnymi.

Sporo odpowiedzi na temat „kim byli są i będą robotnicy” znajduje się w stworzonej na podstawie wieloletnich badań naukowych grupy World Labour Research Group, wydanej po polsku w 2009 roku książce „Globalny Proletariat”. [2]Autorka, na podstawie obszernych statystyk protestów pracowniczych stworzonych przez WLRG pokazuje, że w latach 1870-1996 najintensywniejsze walki klasowe miały miejsce w przemyśle włókienniczym i motoryzacyjnym, przy czym ich epicentrum, wraz z globalnym rozwojem sił wytwórczych, przesuwało się od krajów wyżej rozwiniętych, do krajów niżej rozwiniętych. Przykładowo – w branży włókienniczej fala kulminacyjna protestów w Wielkiej Brytanii miała miejsce w latach 70. XIX wieku, w Polsce w latach 20.XX wieku, a w Pakistanie w latach 50. XX wieku, po czym protesty robotników tej branży straciły na sile.

Obiektywnym, materialnym warunkiem wybuchu protestów z udziałem robotników przemysłu włókienniczego było powstanie i rozpowszechnienie się fabryk włókienniczych. Rzemieślnicy i robotnicy manufaktur byli jak najbardziej „produkcyjni” i tutaj kwestia nie uległa zmianie. Wzrost roli robotników przemysłu włókienniczego i w ogóle wkroczenie klasy robotniczej na arenę walk klasowych było możliwe dzięki rozwojowi sił wytwórczych.

W 1911 roku po wprowadzenie przez Henry’ego Forda linii montażowej i rozpoczęciu masowej produkcji samochodów, robotnik przemysłu motoryzacyjnego przestał być rzemieślnikiem, a zaczął być robotnikiem wielkoprzemysłowym. Kulminacja walk klasowych w przemyśle motoryzacyjnym w jego ojczyźnie – Stanach Zjednoczonych, przypada na lata 30-te XX. Wieku, przy czym w Europie Zachodniej są to lata 60. I 70. , w Korei Południowej – lata 80. I 90.. Zdobycze ruchu robotniczego USA z lat 30-tych przetrwały aż do lat 80-tych i zmasowanej ofensywy burżuazji w ramach reaganomiki.

Można więc przyznać, że robotnicy fabryk samochodów z USA z lat 30-tych byli robotnikami produkcyjnymi w sensie następnej (niekoniecznie zgodniej z poprzednią!)definicji BB Robotnik produkcyjny ma legitymację do żądania sprawiedliwości społecznej, wysuwania roszczeń wobec kapitalisty w imieniu całego społeczeństwa, podczas gdy robotnik nieprodukcyjny może co najwyżej odwoływać się do dobrego serca kapitalisty.

Jednak ta pokraczna, ocierająca się o grubo ciosany mesjanizm, definicja  nie ma wiele wspólnego ani z intuicyjną definicją robotnika produkcyjnego jako pracującego przy taśmie fabrycznej, ani też z marksizmem i realną rzeczywistością kapitalizmu.  Przypomnijmy sobie fabrykę FSO w Warszawie, gdzie na początku lutego 2011 roku wygaszona została produkcja, a większość z liczącej 1800 osób załogi poszła na bruk. Robotnicy pracujący tam wedle definicji intuicyjnej byli jak najbardziej robotnikami produkcyjnymi, nie mniej jednak w końcowej fazie istnienia fabryki mogli się odwoływać co najwyżej do dobrego serca kapitalisty aby ten ich nie zwolnił, ponieważ produkcja samochodów w tym miejscu była dla kapitalisty zwyczajnie nieopłacalna.

 

Przy czym fakt, czy robotnicy wytwarzają wartość dodatkową czy nie jest z punktu widzenia kapitalisty nieistotny, ponieważ co z tego, że wytwarzają wartość dodatkową – co oznacza że fabryka może przynosi zyski, jak robotnicy np. w Chinach mogą przynieść temu samemu kapitaliście znacznie większe zyski poprzez niższe koszty pracy. Wobec globalizacji światowego kapitalizmu i łatwości migracji kapitału, robotnicy z fabryk, gdzie produkcja jest mniej opłacalna mogą liczyć co najwyżej na litość kapitalisty.

Z drugiej strony mamy przykład dowolnego strajku kolejarzy bądź też kontrolerów lotu w liniach lotniczych. Nie są to, wedle definicji intuicyjnej, robotnicy produkcyjni, natomiast w wypadku gdy dojdzie do strajku kolejarzy czy też kontrolerów lotu, to kapitaliści/państwo błagają ich o litość, a nie na odwrót i burżuazyjne media rozpoczynają nagonkę na złych i nie liczących się z interesem społeczeństwa kolejarzy którzy śmią strajkować w zimie podczas dnia roboczego, jak było to z ostatnim strajkiem kolejarzy w styczniu 2013 roku.

Widzimy więc że kwestia produkcyjności czy też nieprodukcyjności, jakkolwiek rozumianej, nie ma wpływu na to czy dane grupy klasy robotniczej zasługują na miano podmiotu rewolucyjnego. Z pewnością, ruch robotniczy może wyjść poza działalność filantropijną nie przejmując się mętnymi i nieostrymi definicjami i już dawno to uczynił.

Potoczne rozróżnienie między pracą fizyczną a umysłową, między pracą produkcyjną a nieprodukcyjną ma znaczenie czysto techniczne bądź tradycyjne. Z ujęcia materializmu filozoficznego każda praca wiąże się z przekształcaniem materii przez człowieka. Jak pisze Marks w I tomie „Kapitału”

Praca jest przede wszystkim procesem zachodzącym między człowiekiem a przyrodą, procesem w którym człowiek poprzez swoją działalność realizuje, reguluje i kontroluje wymianę materii z przyrodą. Przyrodzie przeciwstawia się sam jako siła przyrody. [3]

Zgodnie z filozofią Marksa – a nie z jej scholastyczną interpretacją każda praca więc jest na wskroś produkcyjna - bo produkt pracy, czy to jest nowy samochód, lek, czy też  tak pozornie „niematerialna” rzecz jak program komputerowy jest jak  najbardziej materialny.

 

Podobne wnioski można dostrzec w przeglądowej broszurze Lenina „Trzy źródła i trzy części składowe marksizmu”

 

Marks odkrył stosunek między ludźmi. Wymiana towarów wyraża związek pomiędzy poszczególnymi wytwórcami za pośrednictwem rynku. Pieniądze oznaczają, że związek ten staje się coraz ściślejszy, zespalając nierozdzielnie całe życie gospodarcze poszczególnych wytwórców w jedną całość. Kapitał oznacza dalszy rozwój tego związku: towarem staje się siła robocza człowieka. Robotnik najemny sprzedaje swoją siłę roboczą posiadaczowi ziemi, fabryk, narzędzi pracy. Jedną część dnia pracy robotnik zużywa na to, by pokryć wydatki na utrzymanie swoje i swojej rodziny (płaca), a w ciągu drugiej części dnia robotnik pracuje za darmo, wytwarzając wartość dodatkową dla kapitalisty, źródło zysku, źródło bogactwa klasy kapitalistów[4]

Jakość procesu rewolucyjnego

Jak pokazuje powyższy fragment, dla Lenina fakt, czy robotnicy są „produkcyjni” czy „nieprodukcyjni” nie był zbyt istotny i raczej nie wpłynął na „jakość procesu rewolucyjnego” który współtworzył. Aby się o tym przekonać warto zajrzeć do „Dziecięcej choroby lewicowości w komunizmie”.

Powtarzam: doświadczenie zwycięskiej dyktatury proletariatu w Rosji pokazało naocznie tym, którzy nie umieją myśleć, lub którzy nie zastanawiali się nad daną kwestią, że bezwzględna centralizacja i najsurowsza karność w szeregach proletariatu - to jeden z podstawowych warunków zwycięstwa nad burżuazją.[5].

A przede wszystkim powstaje pytanie, na czym opiera się karność rewolucyjnej partii proletariatu? Co jest jej sprawdzianem? Co ją umacnia? Po pierwsze, uświadomienie awangardy proletariackiej i jej wierność rewolucji, jej hart, ofiarność, bohaterstwo. Po drugie, jej umiejętność powiązania się, zbliżenia się, jeśli chcecie, do pewnego stopnia zespolenia się z najszerszymi masami ludu pracującego, przede wszystkim z masami proletariackimi, lecz również i z nie proletariackimi masami pracującymi. Po trzecie, słuszność kierownictwa politycznego, urzeczywistnianego przez tę awangardę, słuszność jej strategii i taktyki politycznej, pod warunkiem, by jak najszersze masy z własnego doświadczenia przekonały się o tej słuszności. Bez spełnienia tych warunków nie podobna urzeczywistnić karności w partii rewolucyjnej, rzeczywiście zdolnej do tego, aby być partią klasy przodującej, która ma obalić burżuazję i przekształcić całe społeczeństwo. Bez spełnienia tych warunków próby stworzenia karności nieuchronnie stają się czczym dźwiękiem, frazesem, błazeństwem. Z drugiej zaś strony warunki te nie mogą powstać od razu. Tworzą się one jedynie dzięki długotrwałej pracy i ciężkiemu doświadczeniu; do stworzenia ich przyczynia się słuszna teoria rewolucyjna, która ze swej strony nie jest dogmatem [ podkreślenie WR], lecz ostatecznie kształtuje się jedynie w ścisłym związku z praktyką ruchu rzeczywiście masowego i rzeczywiście rewolucyjnego.[6]

Jak widać, wg. Lenina wymagane jest, aby teoria rewolucyjna która przyczynia się do stworzenia odpowiedniej jakości procesu rewolucyjnego nie była dogmatem, ale kształtowała się w ścisłym związku z praktyką. Czy więc ubóstwiany przez duet BB podział na robotników produkcyjnych jest efektem ścisłego związku autorów tekstu z praktyką ruchu robotniczego? Jeśli tak jest, to oznacza że BB widzi to czego Lenin nie widział. Szkoda tylko że nie widzą obiektywnych, materialnych ograniczeń rozwoju procesu rewolucyjnego, które widział Trocki i na długo przed nim przewidział  Marks, na którego w fragmencie „Zdradzonej Rewolucji” powołuje się Trocki

rozwój sił wytwórczych stanowi bezwzględnie niezbędną przesłankę praktyczną (komunizmu) również z tej racji, że bez tego uspołeczniona zostałaby tylko nędza, a wraz z tym znów rozpoczęłaby się walka o rzeczy niezbędne do życia i zmartwychwstałby cały ten stary kram [7]

 Jak dodaje od siebie Trocki

Lenin także nie zastanawiał się na tym i też nie przypadkiem: nie przewidział on tak długiej izolacji państwa radzieckiego. Tymczasem powyższy cytat z Marksa, będący u niego jedynie abstrakcyjną konstrukcją i dowodem przez negację, daje niezastąpiony klucz teoretyczny do wyjaśnienia całkiem konkretnych trudności i bolączek ustroju radzieckiego. Na historycznym gruncie biedy, zaostrzonej przez zniszczenia wojny imperialistycznej i domowej, „walka o byt własny człowieka" nie tylko że nie ustała nazajutrz po obaleniu burżuazji, nie tylko nie zelżała w następnych latach, lecz przeciwnie, stawała się chwilami niesłychanie bezwzględna [8]

Tak więc widzimy, że Lenin i Trocki – na gruncie ścisłego związku z praktyką ruchu robotniczego odkryli zarówno warunki jak i obiektywne ograniczenia procesu rewolucyjnego, przy czym związek z praktyką opierał się na ich niebagatelnej roli w Rewolucji Październikowej i próbie budowy pierwszego państwa robotniczego na świecie i przeciwstawieniu się jego degeneracji.  Ta kwestia wydaje się być najbardziej istotna dla socjalizmu naukowego, bo dotyczy żywotnych zagadnień o przyszłości społeczeństwa ludzkiego, w przeciwieństwie do czysto akademickich i absolutnie niezwiązanych z praktyką ruchu robotniczego debat o „produkcyjności” i „nieprodukcyjności”. Aby zamknąć temat, można przyznać za Marksem (cytowanym przez LO i BB), że

'Produkcyjny jest każdy pracownik (...), którego praca rodzi kapitał.' Co obejmuje, np., pielęgniarkę w prywatnej klinice, profesora w prywatnej szkole. To znaczy w firmach, w które kapitalista zainwestował swój kapitał w celu osiągnięcia zysku. To nie charakter produkcji określa, że pracownik wytwarza wartość dodatkową, to jest stosunek, w jaki wchodzi z kapitałem. I Marks pisze, że nauczyciel w prywatnej szkole 'jest pracownikiem produkcyjnym nie dlatego, że kształtuje umysły swoich uczniów, ale dlatego, że przynosi pieniądze swemu szefowi.

A że ten zainwestował w fabrykę wiedzy raczej niż w fabrykę kiełbasy, to jego sprawa.

Praca materialna i „praca niematerialna” czyli kryptopolpotyzm

Wróćmy teraz do przedstawianego i wałkowanego przez duet autorski podziału na pracę „materialną” i „niematerialną”, klasyfikowaną zapewne na podstawie jej produktów. Czym więc mogą się różnić od siebie dobra „materialne” (jak ubrania, żywność, mieszkania) i „niematerialne” (idee naukowe, programy komputerowe, utwory muzyczne) i dlaczego to rozróżnienie jest aż tak istotne (z punktu widzenia duetu BB)? Jak piszą autorzy.

Efektem pracy niematerialnej jest dobro zaspokajające tzw. potrzeby wyższego rzędu. Aby je produkować, należy najpierw zaspokoić potrzeby niższego rzędu. Konflikt klasowy, o którym traktuje marksizm, dotyczy konfliktu wokół zaspokajania potrzeb niższego rzędu, potrzeb materialnych (co jest aspektem rozróżnienia między pracą produkcyjną a nieprodukcyjną).

W przeciwieństwie do materialnych efektów pracy, dotyczących dóbr podstawowych, tzw. masowej konsumpcji, dobra niematerialne nie muszą być konsumowane przez klasę wytwórców dóbr konsumpcyjnych. Producent towarów niematerialnych musi natomiast wymieniać je na dobra materialne. W ujęciu wartościowym mamy sytuację, w której można zrealizować tylko tyle dóbr niematerialnych, ile zostanie wytworzonych dóbr materialnych ponad wartość odtworzeniową kapitału zaangażowanego do produkcji materialnej.

Mamy tu pewną analogię do marksowskich schematów reprodukcji, z tym, że nie traktujemy poszczególnych sektorów produkcji, a tym mniej poszczególnych gałęzi, aby pokazać zależności między nimi, ale całość produkcji materialnej w relacji do całości "produkcji" niematerialnej. Nie można zamienić miejscami produkcji materialnej i niematerialnej w schematach reprodukcji, tak jak istnieje również określona hierarchia zależności między sektorem inwestycyjnym a sektorem konsumpcyjnym.

Hierarchia ta może zostać zakłócona wyłącznie w odniesieniu do jakiegoś obszaru (np. państwa), pod warunkiem zyskania jakiejś możliwości przewagi zewnętrznej nad resztą konkurentów (np. zależności typu kolonialnego i ich długofalowe  skutki).

Bardzo wątpliwa dyskusyjna wydaje się być teza że Konflikt klasowy, o którym traktuje marksizm, dotyczy konfliktu wokół zaspokajania potrzeb niższego rzędu, potrzeb materialnych . Czy więc walka o prawo do bezpłatnej edukacji w ogóle nie jest istotna i według BB jest burżuazyjnym zbytkiem?

 Kapitalizm daje klasom posiadającym możliwość zaspokojenia bardzo wybujałych „wysokich” potrzeb, a poczucie społecznej niesprawiedliwości– jakiegokolwiek obszaru potrzeb dotyczy – napędza walkę klasowa proletariatu poprzez pojawiające się żądania podwyżek płac.

 

Nasuwa się kolejne pytanie - na ile praca lekarzy – którzy przecież zaspokajają jedną z najbardziej elementarnych potrzeb społecznych – zdrowie – jest  „materialna” a na ile „niematerialna”?. Istnieją wreszcie, będące efektem bezsprzecznie „materialnej” pracy, towary luksusowe takie jak drogie samochody sportowe, ekskluzywne jachty, wille na Lazurowym Wybrzeżu, będące poza zasięgiem konsumpcji proletariatu nawet w najbardziej rozwiniętych krajach i tym samym pozostające poza obrębem konfliktu klasowego. Zarówno „dobra materialne” jak i „dobra niematerialne” są konsumowane i przez proletariat i przez burżuazję. Poszukiwanie rynków zbytu dla dóbr „materialnych” owszem wymusza konieczność wzrostu konsumpcji proletariatu, niemniej jednak, postępujący z rozwojem sił wytwórczych wzrost popytu na wykwalifikowaną siłę roboczą wymusza konsumpcję „dobra niematerialnego” jakim jest edukacja przez proletariat.

Analogiczne rozumowanie, jakie przeprowadził duet BB możńa by przeprowadzić, wskazując na szczególną rolę produkcji rolnej dla rozwoju gospodarki, bo przecież bez rolnictwa wszyscy ludzie pomarliby z głodu i odtworzenie i reprodukcja systemu społeczno-gospodarczego byłyby niemożliwe. Wedle takiego rozumowania rozwój przemysłu byłby zbyteczny bo przecież  Konflikt klasowy, o którym traktuje marksizm, dotyczy konfliktu wokół zaspokajania potrzeb niższego rzędu a nie takich „przedmiotów zbytku” jak pralki automatyczne, telewizory, samochody czy komputery które przecież zagościły już na dobre w mieszkaniach robotniczych. Wobec tego rzekomym postulatem ruchu robotniczego powinno być skoncentrowanie się na produkcji rolnej kosztem innych sektorów gospodarki, tak aby wreszcie rozwiązać problem głodu na świecie. Lekceważąc fakt, że wzrost efektywności produkcji rolnej a nawet jej utrzymanie na obecnym poziomie wymaga odpowiedniego rozwoju przemysłu dającego rolnictwu niezbędne do tego narzędzia i nawozy sztuczne. Wszyscy co znają historię, wiedzą że takie podejście doprowadziło do tragedii, jaką była polityka gospodarcza reżimu Czerwonych Khmerów. Mimo pozornego faktu że to rolnictwo jest „ważniejsze” dla społeczeństwa niż produkcja przemysłowa.

 

Tak samo, mimo pozornego faktu że „produkcja materialna” jest ważniejsza od „produkcji niematerialnej” (przede wszystkim – chodzi u o edukację), to bez odpowiedniego poziomu edukacji kadr produkcja przemysłowa załamałaby się. Wreszcie – tutaj pojawia się pytanie – jeśli walka klasowa dotyczy tylko podstawowych potrzeb – to w jaki sposób robotnicy mieliby sięgnąć po władzę w ramach dyktatury proletariatu nie posiadając odpowiedniego poziomu edukacji? Jak moglibyśmy mówić o jakości procesu rewolucyjnego bez edukacji mas pracujących?

 

Krytyka rewizjonizmu

Osobną kwestią przebijającą się przez tekst (a także przez inne artykuły autorstwa EB i WB) jest nadużywanie słowa „posttrockizm”. Autorzy tekstu niezmiernie spłycają złożone zagadnienie jakim jest historia i ewolucja rozczłonkowanego na drobne ruchu trockistowskiego, sprowadzając go do wspólnego mianownika rzekomo doskonale poznanej i oklepanej formy rewizjonizmu, poznanej tak dobrze, że aż nie trzeba się rozpisywać na ten temat co jest posttrrockizmem, a co nim nie jest. Problem leży w tym, że BB nie dają w tekście choćby jednego przykładu typowo „posttrockistowskiego” stanowiska w kwestii podmiotu rewolucyjnego innego niż omawiany przykład Lutte Ouvriere. To pozwala twierdzić, że autorom daleko do leninowskiej rzetelności, skrupulatności i otwartości umysłu, oraz szerokiego spojrzenia. Samo odchodzenie od marksizmu przez grupki w ruchu robotniczym wynika, jak zauważył Lenin, z czynnika obiektywnego jakim jest struktura klasowa kapitalizmu i istnienia warstw pośrednich i nie ma nic wspólnego z Trockim ani z kimkolwiek kto by się na niego powoływał.

Jak pisze Lenin

 

Na czym polega nieuchronność jego [rewizjonizmu] w społeczeństwie kapitalistycznym? Dlaczego jest on głębszy, niż różnice specyficznych cech narodowych i stopni rozwoju kapitalizmu? Dlatego, że w każdym kraju kapitalistycznym obok proletariatu stoją zawsze szerokie warstwy drobnomieszczaństwa, drobnych posiadaczy. Kapitalizm zrodził się i ustawicznie się rodzi z drobnej wytwórczości.    

Kapitalizm nieuchronnie wytwarza wciąż na nowo cały szereg «warstw pośrednich>> (dodatek do fabryki, praca w domu, drobne warsztaty, rozrzucone po całym kraju a zaspokajające potrzeby wielkiego przemysłu, np. rowerowego i samochodowe­go itd.). Ci nowi drobni wytwórcy równie nieuchronnie staczają się znów do szeregów proletariatu. Stąd naturalne zjawisko, że światopogląd drobnomieszczański wciąż ujawnia się w szeregach szerokich partii robotniczych. Jest zupełnie naturalne, że tak być musi i tak będzie zawsze aż do perypetyj rewolucji proletariac­kiej, ponieważ byłoby głębokim błędem uważać, że <<zupełna>> proletaryzacja większości ludności jest konieczna dla urzeczy­wistnienia takiej rewolucji. [9]

Nie rozwodząc się zbyt długo nad zagadnieniem rewizjonizmu, duet BB twierdzi że Historyczną tezą rewizjonistyczną jest teza o tym, że wraz z rozwojem technicznych warunków produkcji zmieniają się aktorzy antagonizmu klasowego.

Rozumiejąc „aktorów” jako klasy społeczne pojmowane jako kategorie ogólne– proletariat i burżuazję, rzeczywiście aktorzy ci nie zmieniają się w ramach kapitalizmu. Niemniej jednak same klasy zmieniają się wraz z rozwojem sił wytwórczych i dynamiką starć klasowych z kapitalistami, zmienia się ich struktura, rozmieszczenie przestrzenne czy branżowe, wraz z ucieczką kapitału ku większym zyskom. We współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym, z jego utowarowieniem wszystkich dziedzin życia profesor uniwersytetu, programista i  pielęgniarka to tacy sami robotnicy jak górnik czy hutnik. Opinia, że profesor uniwersytetu i programista nie przynależą do klasy robotniczej  ale do „klasy średniej” wynika raczej ze stereotypów kulturowych i mniejszych tradycji w organizowaniu protestów pracowniczych w edukacji i przemyśle informatycznym niż z zastosowania nauki Marksa. To nie „rewizjonizm” ale dialektyka rozwoju kapitalizmu, o której dogmatyczny duet BB raczył zapomnieć.

Istotna rola potocznie rozumianych robotników wielkoprzemysłowych może wynikać w przyszłości, co najwyżej z ich bojowości, na którą składa się przede wszystkim łatwość organizacji w miejscu pracy i tradycje walki, a nie z ogólnej teorii marksizmu.

1 września 2013

 

Przypisy:

 

[1] Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski LUTTE OUVRIERE: CAŁA WSTECZ!

http://www.1917.net.pl/node/17960

[2] Beverly J.Silver, Globalny proletariat

[3] Karol Marks, Kapitał tom I, str. 188

[4] Włodzimierz Lenin, Trzy źródła i trzy części składowe marksizmu

http://www.1917.net.pl/node/2261

 [5] Włodzimierz Lenin, Dziecięca choroba lewicowości w komunizmie rozdział II – Jeden z podstawowych warunków zwycięstwa bolszewików

http://www.marxists.org/polski/lenin/1920/04/lewicowosc/02.htm

[6] tamże

[7] Lew Trocki, Zdradzona rewolucja, rozdział III – Uspołeczniona nędza i żandarm https://www.marxists.org/polski/trocki/1936/zdr-rew/03.htm#0304

[8] tamże

[9] Włodzimierz Lenin, Marksizm a rewizjonizm

http://www.1917.net.pl/node/3769

 

Portret użytkownika tres
 #

Nasz tekst na ten temat sprzed 2,5 roku (luty 2011):
 
http://www.1917.net.pl/node/4245

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

jednolity front