Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 26 gości.

Jerzy Czeszejko- Sochacki: Przemówienie w sprawie ustawy o zmianie konstytucji (1926 rok)

Jerzy Czeszejko-Sochacki

4 września przypada 80. rocznica tragicznej śmierci Jerzego Czeszejki-Sochackiego, wybitnego działacza polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego. Jerzy Czeszejko Sochacki był działaczem lewego skrzydła Polskiej Partii Socjalistycznej; w 1920 sprzeciwił się wejściu PPS do reakcyjnego rządu obrony narodowej, a następnie wstąpił do Komunistycznej Partii Polski. Poseł na sejm w latach 1926-28. Był członkiem Biura Politycznego Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy i Komunistycznej Partii Polski, następnie na emigracji w Moskwie. W sierpniu 1933 roku został aresztowany przez OGPU pod zarzutem szpiegostwa.
Redakcja WR


Jerzy Czeszejko-Sochacki: Przemówienie w sprawie ustawy o zmianie konstytucji

 


„Przemówienie w sprawie ustawy o zmianie konstytucji” wygłosił w Sejmie RP w dniu 6 lipca 1926 r. poseł Komunistycznej Frakcji Poselskiej Jerzy Czeszejko-Sochacki.
Przemówienie to, jako jedyne w historii działalności poligraficznej Komunistycznej Partii Polski, doczekało się 2 wydań, co może świadczyć o jego dużym znaczeniu polityczno-propagandowym. 

Źródło: Sejm RP – Okres I. Spr. sten. 291 pos. 6 lipca 1926 r., łam 51-59.

Podstawa niniejszego wydania: Tadeusz
Daniszewski (red.), „Posłowie rewolucyjni w
Sejmie (lata 1920-1935). Wybór przemówień,
interpelacji i wniosków”, wyd. Książka i Wiedza,
Warszawa 1961. (Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej skfm.dyktatura.info)
Głos ma p. Sochacki.
   
P . S o c h a c k i :
Proszę Panów! Dyskusja obecna jest nad wyraz pouczająca dla szerokich mas robotniczych i chłopskich. Oto jesteśmy tutaj, w Sejmie, świadkami charakterystycznego zjawiska. Ci, którzy wiernie przez długie lata stanowili tzw. obóz Piłsudskiego lub wlekli się w jego ogonie, nie mają wprawdzie odwagi podjęcia walki z dyktaturą majowego zwycięzcy, mimo to uznają za konieczne wystąpić z opozycją przeciw jego królewskiej czy jego marszałkowskiej mości, ociągając się i robiąc grymasy; panowie ci, bądź co bądź, stają dęba i robią pewne zastrzeżenia. Z drugiej strony, stronnictwami istotnie rządzącymi, stronnictwami, które w coraz większym zakresie udzielają moralnego kredytu poczynaniom marszałka Piłsudskiego, są dziś stronnictwa prawicy.

Gdy się czyta reakcyjny projekt konstytucji przedłożony przez rząd Bartla, a właściwie przez rząd Piłsudskiego, mimo woli myśl cofa się ku latom powstawania państwa polskiego, ku dniom listopada 1918 r. Na ogromnych obszarach b. państwa carów obalona została władza obszarników i kapitalistów, wprowadzony został nowy ład robotniczo-chłopski. Robotnicy w przymierzu z wielomilionowymi masami chłopów zakładali podwaliny pod gmach państwa komunistycznego. Na Zachodzie zaś, w Niemczech i na terenie b. monarchii Habsburgów, obalono trony, przez masy pracujące przechodził potężny wstrząs rewolucji.

Zdawało się, że również Polska lada dzień, lada godzina objęta zostanie tą pożogą rewolucji. Burżuazji polskiej chodziło przede wszystkim o przetrzymanie tego okresu. Jedyny ratunek widziano w demokracji. Toteż wtenczas klasy posiadające, wszystkie stronnictwa polskiej burżuazji i polskiej ugody na wyprzódki deklamowały frazesy demokratyczne.

Wtenczas w Polsce byli sami demokraci, czy to się nazywali socjalistami, czy endekami, wszyscy na różne sposoby deklamowali program demokratyczny. Przecież nie kto inny jak obecny prezes Związku Ludowo-Narodowego, Głąbiński, w kwietniu, o ile mnie pamięć nie myli, 1919 r., oświadczał, że w całości stoi na gruncie programu demokratycznego i pięcioprzymiotnikowego prawa wyborczego. Wtenczas Panom nie śniło się jeszcze o wysunięciu reakcyjnych pomysłów, których teraz jesteśmy świadkami.
A działo się tak dlatego, że – jak już nadmieniałem – Sejm, pięcioprzymiotnikowe prawo itd. miały być według was ratunkiem przed nieuniknioną rewolucją robotniczo-chłopską, miały być tym wentylem, do którego dzisiaj Panowie z lewicy tak wzdychają. Wówczas tzw. polska lewica, jak i obóz prawicowy dałyby masom pracującym nie tylko pięcioprzymiotnikowe, lecz i piętnastoprzymiotnikowe prawo głosowania, dano by je nie tylko kobietom, lecz i dzieciom, byle tylko masy nie ruszyły się, byle nie brały fabryk i ziemi. Ratując ziemię i fabryki przed rewolucją socjalną, klasy posiadające godziły się czasowo na demokrację polityczną, wiedząc dobrze, że kto ma w swych rękach fabryki i ziemię, ten, a nie kto inny, dyktuje prawa.

Ongi, w zaraniu kapitalizmu, gdy był on jeszcze młody i pełen życia, demokracja burżuazyjna, parlament były dla burżuazji potężną bronią w walce przeciw feudałom. Pod tym znakiem mobilizowała ona szerokie masy do walki przeciw feudałom, wciągała je w wir życia politycznego. Walki klasowe nie ustawały ani na chwilę, lecz kapitalizm się rozwijał, burżuazja miała z czego ustępować i dlatego walki te nie groziły rozsadzaniem ram kapitalizmu.

W Polsce pochodzenie burżuazyjnej demokracji parlamentarnej było inne. W Polsce demokracja burżuazyjna powstała nie w walce przeciw feudałom, lecz jako oręż przeciw szerokim masom ludowym, jako tama rozwoju ich walki o wyzwolenie. Złamanie feudalizmu, odebranie ziemi obszarnikom, było podstawą stworzenia rynku wewnętrznego i dlatego we Francji np. burżuazja pomagała chłopom wywłaszczyć feudałów. W Polsce burżuazja zdaje sobie sprawę, że wywłaszczenie obszarników, że
rewolucja agrarna jest ściśle połączona z rewolucją socjalistyczną, z wywłaszczeniem fabrykantów.
Burżuazja polska sprzęgła się z obszarnikami feudalnymi dla wspólnej walki przeciw robotnikom i chłopom bezrolnym i małorolnym.

To reakcyjne, kontrrewolucyjne pochodzenie sejmowej demokracji polskiej sprawiło, że
demokratyzm pozostał pustym frazesem, że żadna z uroczyście zapowiadanych „wolności demokratycznych” nie weszła w życie. Mamy dwie konstytucje: jedną na eksport, drugą do wewnętrznego wczas, kiedy jeżdżą w urzędowych lub półurzędowych misjach do swoich przyjaciół na Zachód. Ale jest też druga konstytucja, ta, która rzeczywiście w życiu jest stosowana, która obowiązuje w praktyce cały aparat policyjny. Jest to stara, dobrze znana robotnikom, carska konstytucja z nahajką, to artykuły antyrobotniczych i antychłopskich kodeksów b. państw zaborczych, to jest 6 tys.
więźniów politycznych, to Ostrowiec [1], Gostynin [2] , Inowrocław [3] , to rozpasanie samowoli i ucisku
narodowego na tzw. kresach, to straszliwe bezrobocie i nędza szerokich mas ludowych.
Ten fakt, że Sejm polski zrodził się ze strachu burżuazji i ugodowców przed rewolucją
robotniczo-chłopską, wycisnął niezatarte piętno na dziejach współczesnego parlamentaryzmu polskiego.
Kontrrewolucyjne pochodzenie sejmowej demokracji polskiej sprawiło, że demokracja ta od urodzenia
nosiła w sobie zarodek śmierci.

Strach przed rewolucją, który przykuwał ugodowych wodzów robotniczych i chłopskich do klas
posiadających, i wspólna dla wszystkich burżuazyjnych i ugodowych partii „racja stanu”, znajdująca swój
wyraz w ucisku narodów ujarzmionych, czyniły z wodzów ugody robotniczej i chłopskiej manekiny w
rękach prawicy sejmowej i rozzuchwalały burżuazję i obszarników. Burżuazja wiedziała, że panowie z
PPS, z „Wyzwolenia”, ze Stronnictwa Chłopskiego mogą gadać, ale że z tego nic nie wyjdzie, bo do
istotnej walki są oni niezdolni, bo sami bali się rewolucji robotniczej i chłopskiej, bo sami pomagali
burżuazji i obszarnikom dusić we krwi ruchy rewolucyjne chłopów ukraińskich i białoruskich, dążących
do wyzwolenia klasowego i narodowego, do połączenia się z ojczystymi republikami radzieckimi. Walka
ograniczała się do terenu sejmowego, do gry i intryg parlamentarnych i gabinetowych. A gdy dochodziło
do istotnej walki, jak w Krakowie w 1923 roku, jak na Górnym Śląsku [4] – wodzowie PPS łamali tę walkę,
rozproszkowywali klasę robotniczą, rozbijali [ją], rozczarowywali, zniechęcali. To samo czynili z
chłopami wodzowie „Piasta”, „Wyzwolenia”, Stronnictwa Chłopskiego itd.

Sejm zwrócony nie ku obronie interesów szerokich mas, lecz przeciwko nim, stał się obcym dla
mas, stał się pośmiewiskiem, instytucją znienawidzoną przez masy, igraszką w rękach burżuazji,
narzędziem demoralizacji i zaprzedawania praw ludu. Ani jedna ręka nie podniosła się w obronie Sejmu,
gdy kulomioty p. Piłsudskiego obalały ten wychwalany przez ugodowców przybytek, który miał przynieść
masom wolność, pracę, dobrobyt.

Tak skończył się okres demokracji parlamentarnej polskiej. Gdy demokracja burżuazyjna na
Zachodzie miała swój wiek młodzieńczy, górny i chmurny, gdy demokracje burżuazyjne Anglii i Francji
wyszły z wielkich rewolucji, gdy demokracje te ścinały głowy różnym królom Karolom i Ludwikom –
demokracja burżuazyjna polska przyszła na świat z piętnem kontrrewolucji i zgnilizny.

Na tle tego Sejmu z całą jaskrawością zarysowuje się to, do czego w chwili obecnej dążą polskie
klasy posiadające. W obecnym okresie rozkładu i upadku kapitalizmu burżuazja dąży do uratowania
kapitalizmu i własnego panowania przez spotęgowany wyzysk mas robotniczych i chłopskich, przez
ekonomiczne wyzyskiwanie narodów ujarzmionych, przez ucisk podatkowy drobnomieszczaństwa. Jak
najdłuższy dzień roboczy, jak najniższe płace, jak najwyższe podatki obarczające te masy – oto program
klas posiadających. Może to być zrealizowane tylko przez dyktaturę burżuazji i do tej dyktatury burżuazja
też dąży.

Dyktatura p. Piłsudskiego realizuje cele burżuazji. To, że opatrzność burżuazyjna wybrała sobie
do tego celu p. Piłsudskiego, bożyszcze lewicy, nie jest bynajmniej ani przypadkiem, ani figlem historii.
Jak w ciągu lat poprzednich PPS i „Wyzwolenie” oszukiwały masy, że Sejm da im pracę, ziemię,
wolność, tak samo teraz partie te twierdzą, że „Piłsudski z demokracją, demokracja z Piłsudskim”, że
Piłsudski, to „sanacja moralna” itp. ( P . D o b r o w o l s k i z P P S : Co komuniści twierdzili podczas
dni majowych?).

Komuniści spełnili swój obowiązek; wzywali masy pracujące do walki z rządem Witosa,a dziś komuniści nawołują do walki z istotnym dyktatorem Polski – Piłsudskim,który jest wykonawcą zleceń burżuazji polskiej i zagranicznej. ( G ł o s : Sami nie wiecie, czego chcecie!).

Albowiem – wbrew frazesom zwolenników Piłsudskiego – dyktatura jego realizuje cele burżuazji. Dość wziąć czyny nowego rządu i jego enuncjacje. W Polsce musi być równowaga społeczna – wyraził się p. Piłsudski, uznając za tę równowagę kapitalistyczną przemoc fabrykanta nad robotnikiem, obszarnika nad  chłopem.

I oto szerokie masy pracujące, które łudziły się, że wraz ze zwycięstwem Piłsudskiego położony
będzie kres ich cierpieniom, są świadkami tego, jak rząd obecny, rząd zamaskowanej dyktatury
Piłsudskiego, na całym froncie przeprowadza politykę reakcji i „Lewiatana”. Dość wziąć taki fakt, jak
wynurzenia p. Wierzbickiego, jednego z prezesów „Lewiatana”, na posiedzeniu Rady Centralnej Związku
Przemysłu, Finansów i Górnictwa...

M a r s z a ł e k :

Panie Pośle Sochacki, niech Pan wykazuje tę reakcyjność na projekcie rządowym, a nie w
przemówieniu p. Wierzbickiego, bo to nie należy do rzeczy.

P . S o c h a c k i :
Dość stwierdzić, że gospodarcze pomysły p. Wierzbickiego są akceptowane przez obecny rząd.
Ale skoro program gospodarczy rządu obecnego jest odbiciem interesów i dążeń wielkiego przemysłu i
rolnictwa, skoro w dziedzinie społecznej jest on odbiciem interesów społecznych burżuazji, również w
dziedzinie politycznej musi być odbiciem dążeń klas posiadających. Właśnie najlepsze potwierdzenie tej
tezy znajdujemy w obecnym projekcie zmiany konstytucji, który na pewno nie byłby przedmiotem obrad
obecnego Sejmu, gdyby nie armaty Piłsudskiego, gdyby nie przewrót majowy.
Dlatego tutaj w czasie obecnej dyskusji wyłoniło się zagadnienie, kto właściwie dziś w Polsce
rządzi. Zagadnienie to zostało tu wczoraj w formie dość drastycznej postawione przez mówcę
Stronnictwa Chłopskiego p. Polakiewicza. P. Polakiewicz oświadczył: „Rząd obecny nie jest naszym
rządem z wyjątkiem p. ministra spraw wojskowych”. ( W e s o ł o ś ć ).

Wówczas zaś, gdy padło zapytanie: „A czyim w takim razie jest ten rząd?” – p. Polakiewicz wskazał na prawicę.
Takie stawianie sprawy jest demagogią, w najwyższej mierze szkodliwą dla szerokich mas
pracujących. Celem jej jest zatruć świadomość szerokich mas robotniczych i chłopskich przez szerzenie
opowieści, że w Polsce rządzi zły rząd, rząd prawicowy, lecz w tym rządzie jest jeden człowiek dobry,
opatrznościowy dla mas pracujących, niewinny baranek w stadzie wilków, okupowany przez prawicę –
marszałek Piłsudski. To jest ta polityka, którą nasza „lewica” przez długi czas prowadziła i prowadzi.
Była to również polityka p. marszałka Piłsudskiego: nie ujawniać swego istotnego oblicza społecznego i
politycznego, trzymać natomiast w swoim ręku aparat militarny, ażeby móc faktycznie politykę swoją
przeprowadzać, lecz nie ściągać na siebie gniewu mas ludowych.

Uważam za konieczne zerwać tę maskę obłudy, którą tzw. lewica się posługuje. Jasne jest dla
każdego, że nie ma mowy o tym, żeby dzisiaj w Polsce rządził rząd prawicowy wbrew Piłsudskiemu,
zwłaszcza rząd, w którym Piłsudski sam zasiada. Jasne jest, że rząd obecny jest rządem zamaskowanej
dyktatury Piłsudskiego i te wszystkie plany, które referował nam p. minister Makowski, są właśnie
zamierzeniami i planami Piłsudskiego. ( G ł o s : Zbliżamy się do dyktatury Trockiego). Na razie zbliżamy
się do dyktatury Piłsudskiego, do dyktatury mussolinizmu, ale masy pracujące znajdą w sobie dość siły,
aby położyć tamę temu pochodowi reakcji i absolutyzmu. ( P . D o b r o w o l s k i : My dążymy do tego
samego). Panie Pośle Dobrowolski... ( P . N i e d z i a ł k o w s k i : Niech Pan nie odpowiada, Pan sam
chodził do generała Dreszera po rozkazy).

To jest nieprawda, co Pan mówi, Panie Niedziałkowski, a posłowi Dobrowolskiemu odpowiedziałem już przedtem i stwierdziłem, że komuniści wówczas, kiedy rządził w Polsce i władzę jeszcze posiadał rząd Chjeno-Piasta, rząd Witosa, mobilizowali wszystkie siły do walki z tym rządem. Dziś zaś, skoro władza jest w ręku nie Witosa, ale w ręku Piłsudskiego, skoro Piłsudski reprezentuje program reakcyjnej ofensywy, nawołujemy do walki z jego dyktaturą. Ale od tych
panów z PPS, którzy mówią, że chcą iść również do walki z dyktaturą Piłsudskiego, domagamy się, żeby
jawnie i otwarcie powiedzieli masom robotniczym, że w Polsce rządzi nie Makowski i nie Bartel, jak to
słyszeliśmy z ust p. Daszyńskiego i co dzień czytamy w „Robotniku”, aby nie zatajali rządów dyktatury
Piłsudskiego. Dotychczas zaś panowie z PPS zdobyli się tylko na narzekanie na rządy prof. Bartla,stawiając jednocześnie pomniki Piłsudskiemu, jak np. 27 czerwca br. w warszawskim „Splendidzie”[5]. Nie mam więc podstawy wierzyć w szczerość „zwischenrufów” p. Dobrowolskiego.
Występując przeciwko zamierzeniom Piłsudskiego i jego rządu, występujemy tutaj nie w obronie abstrakcyjnej demokracji i nie w obronie demokracji burżuazyjnej, tak jak to czynią panowie z tzw. lewicy. Nawołujemy do walki z reakcyjnymi projektami obecnego rządu, dlatego że jest to próba umocnienia frontu burżuazyjnego, dlatego że jest to próba odebrania masom robotniczym tych minimalnych możliwości zaznaczania swego stanowiska, jakie im daje burżuazyjny parlamentaryzm.
Proszę Panów! Wiemy wszyscy, że to, co się ostatnio w Polsce działo, stało się pod naciskiem militarnej dyktatury Piłsudskiego. Piłsudski zagroził „batem” i oto pod batem wybrało Zgromadzenie Narodowe Piłsudskiego, a później, na jego rozkaz, nie znanego niemal nikomu profesora Mościckiego.

Pod batem Sejm uchwalił prowizorium budżetowe, za którym głosowały również partie rzekomej opozycji: PPS i „Wyzwolenie”. Obecnie pod batem Sejm ma przerabiać konstytucję. Utraciwszy już faktycznie wszelkie znaczenie, ma również formalnie zepchnąć siebie i sejmy następne ze sta nowiska decydującego w państwie, ma własnymi rękami grzebać demokrację parlamentarną, obaloną przez zamach wojskowy.
 
Jakim zmianom ma ulec konstytucja według zamierzeń Piłsudskiego? Zmiany te, narzucane Sejmowi przez rząd Piłsudskiego, sprowadzają się do następujących punktów:
 
 
1) Faktyczne zniesienie prawa budżetu, tej najstarszej i najbardziej podstawowej prerogatywyparlamentarnej.
 
2) Prawo wydania dekretów z mocą ustaw, żywcem przejęte z austriackiego c.-k. par. 14 i art. 87 carskiej ustawy zasadniczej. Artykuły te wskrzesza rząd, który ustami Piłsudskiego chełpi się tym, że wyplenia rzekomo z Polski stołypinowskie ustawy!
 
3) Weto prezydenckie, w gruncie rzeczy przywilej półabsolutnych monarchów, narzędzie sabotażu ustaw niedogodnych dla klas posiadających.
 
4) Prawo rozwiązania Sejmu, zawieszone nad parlamentem jako ów bat Piłsudskiego do popędzania niesfornych posłów.
Prócz tych czterech reform rząd domaga się pełnomocnictw, które oznaczają zupełne zamarcie Sejmu na czas do 1 stycznia 1928 r. W ten sposób ma być usankcjonowana przez Sejm faktyczna dyktatura Piłsudskiego. I oto powstaje pytanie: jakie znaczenie będzie miał Sejm, któremu zreformowana wojskowym rozumem stanu konstytucja odejmie nieskrępowane prawo uchwalania budżetu? Wszak z tego prawa rozwinął się cały parlamentaryzm angielski, prototyp parlamentaryzmu w ogóle. Tymczasem, po uchwaleniu proponowanej przez rząd „reformy” konstytucji, rząd będzie sobie gwizdał na to, czy mu Sejm budżet zatwierdzi czy nie. Uchwali, i to w określonym terminie, jak w określonym czasie wykonywa się takie a takie ćwiczenia wojskowe, to dobrze, [a] nie uchwali – to rząd będzie przeprowadzał swój budżet drogą rozporządzenia p. prezydenta i kwita.
Bat, którym Piłsudski tak lubi grozić, a który, jak dotąd, spada wyłącznie na barki robotników i chłopów, ma się stać symbolem ustroju Rzeczypospolitej Polskiej. Nad Sejmem wisieć ma stale, jak dyscyplina, ustawa zezwalająca prezydentowi Rzeczypospolitej rozwiązać Sejm, kiedy dusza zapragnie.
 
W czasie zamknięcia Sejmu, to znaczy między jedną sesją a drugą i w czasie między rozwiązaniem Sejmu a zebraniem się nowego, p. prezydent wydawać będzie „rozporządzenia z mocą wstecz”, obywatele zaś Rzeczypospolitej, sprowadzeni do roli chłopów pańszczyźnianych, będą słuchali tych ekonomskich zarządzeń i pokornie płacili podatki.
 
Rząd p. Piłsudskiego nie ogranicza się jednak do projektów sprowadzenia Sejmu na poziom jakiegoś Beiratu okupacyjnego, planuje on również zmianę ordynacji wyborczej w duchu życzeń reakcji.
 
Co do tego znajdujemy nie podlegające wątpliwości wynurzenia zarówno osób bardzo bliskich osobie p. Piłsudskiego, jak i wynurzenia samego rządu. Dość przytoczyć głos p. Sieroszewskiego, wydrukowany w półoficjalnych organach „przewrotu moralnego” – w „Głosie Prawdy” i w „Polsce Zbrojnej”, gdzie  to p. Sieroszewski domaga się zmniejszenia ilości posłów o połowę, przeprowadzenia wyborów z okręgów jednomandatowych, ustalenia cenzusu wyborczego, polegającego na umiejętności czytania po polsku itd.Są to wszak żądania żywcem przepisane z programu endecji. Dość przytoczyć jeszcze głos p. Daniłowskiego, który, o ile mi wiadomo, jest dotychczas członkiem PPS; w „Kurierze Porannym wyraźnie domaga się on, żeby rząd otrzymał najszersze pełnomocnictwa i żeby ogłosił ordynację wyborczą na mocy dekretu. Nic więc dziwnego, że prawica zachęcona tymi pomysłami panów „demokratów” idzie tak daleko, że domaga się już nie częściowej, ale zasadniczej reformy ustroju państwowego Polski w duchu reakcji przez „podniesienie cenzusu wieku, zastosowanie systemu pluralności, odpowiednie wykrojenie okręgów z różnymi – zależnie od stanu kulturalnego ludności – miernikami wyborczymi” itd. Jednym słowem: dzięki inicjatywie rządu i przy jego czynnym współdziałaniu jesteśmy świadkami ofensywy podjętej na całej linii na dotychczasową ordynację wyborczą.
 
Zresztą p. premier Bartel w rozmowie z przedstawicielami Stronnictwa Chrześcijańsko-Narodowego wyraźnie zaakceptował szereg pomysłów zawartych w reakcyjnym projekcie reformy konstytucji tego stronnictwa. Między innymi p. Bartel oświadczył: „Dlatego najlepszą rzeczą wydaje się powołanie nielicznej Rady Stanu, która i pracą swą, i uchwałami dałaby oparcie dla rozporządzeń”. P. prezes Rady Ministrów powiedział dalej, że myśl tę, jako rzeczowo uzasadnioną, weźmie pod bardzo gruntowną rozwagę. Następnie przedstawiciele [Stronnictwa] Ch[rześcijańsko]-N[arodowego] wręczyli p. prezesowi Rady Ministrów wniosek swego klubu w sprawie innych jeszcze zmian konstytucji.
 
P. prezes Rady Ministrów zauważył, że wyjęcie spod nietykalności poselskiej, w myśl wniosków klubu, działań przeciw całości państwa i podburzania przeciw prawu uważa za pożądane. Gdy poruszono sprawę ordynacji wyborczej, p. prezes Rady Ministrów zainteresował się wnioskiem, by proporcjonalność istniała tylko w okręgach, gdzie jest to potrzebne ze względu na mieszany narodowościowo skład ludności, i wspomniał, jak i w poprzednich swych oświadczeniach, o pożytku podniesienia wieku wyborców i wybranych.
 
Takie są wynurzenia p. prezesa Rady Ministrów Bartla, podane w organie również bardzo blisko obecnego rządu stojącym – w „Nowym Kurierze Polskim”. Tak więc, stwierdzam, Piłsudski i rząd obecny nie tylko dał inicjatywę do reakcyjnych zmian obecnej konstytucji, ale na całej linii i całą parą idzie w kierunku dążeń obozu Chjeno-Piasta, przeciw któremu z bronią w ręku występował w dniach majowych. Jakże pouczającym jest porównanie roku 1918 z 1926! Wówczas wszystkie partie burżuazyjne stały na stanowisku demokracji, włożyły na siebie maski demokratyzmu – teraz zrzuciły te maski. Zachęceni przez p. Piłsudskiego kapitaliści i obszarnicy uznali, że nadszedł już czas na odrzucenie frazesów demokratycznych.
 
Partie i pisma burżuazyjne prześcigają się w układaniu projektów zmiany konstytucji (G ł o s : Za przykładem Trockiego i Lenina poszli), i jeden jest reakcyjniejszy od drugiego. Podwyższyć wiek wyborców! Mało. Zmniejszyć liczbę posłów! Dać Senatowi te same prawa, co Sejmowi! Senat ma być nie obieralny, lecz mianowany! Mało, wszystko mało! Znieść proporcjonalność wyborów, rozszerzyć prawo rządu! Mało, jeszcze mało! Dać rządowi pełnomocnictwa, odebrać Sejmowi prawo budżetowe, wprowadzić weto prezydenta, dać mu prawo wydawania praw – dekretów! Lepiej, ale jeszcze mało!
 
Znieść nietykalność posłów! Wprowadzić Radę Stanu mianowaną, Trybunał Konstytucyjny itd. – środki coraz reakcyjniejsze, cofnięcie się do czasów absolutyzmu. Coraz nowe projekty wysuwa burżuazja i obszarnicy, a czynią to teraz śmiało i odważnie, bo inicjatywa wyszła wszak od rządu p. Piłsudskiego, bo „lewicowiec” p. Bartel solidaryzuje się z tymi projektami, a inny „lewicowiec”, p. Sieroszewski, dogadał się do tego, że żąda od wyborcy umiejętności czytania po polsku! Przeciw komu zwraca się „reforma konstytucji”? Oczywiście przeciw robotnikom, chłopom i narodom uciskanym.
 
„Reforma konstytucji” oznacza oddanie nieograniczonej niemal władzy w ręce rządu, którego przywódca – Piłsudski, uważając, że Polska jest „za uboga na eksperymenty socjalne”, zupełnie otwarcie przyjmuje program lewiatańskiej ofensywy na prawa robotników. Ale w tym samym stopniu „reforma konstytucji” zwraca się przeciw chłopom, jest próbą burżuazji i obszarników uwolnienia się od nacisku niezadowolonych mas chłopskich, groźnych swą liczebną przewagą, jest próbą ostatecznego pogrzebania reformy rolnej.
Wreszcie zwraca się ona przeciw mniejszościom narodowym, które mają zejść do roli„inorodców” w dawnej Rosji carskiej. (P . W a s y ń c z u k : Ale oni się nie dadzą tak łatwo, mamy plecy). I ja również mam nadzieję, że się nie dadzą. „Reforma konstytucji” ma zagwarantować obszarnikom ich folwarki, ma poręczyć kapitalistomnieograniczone prawo do wyzysku, ma jednym i drugim zapewnić pełnię władzy, faktyczną dyktaturę.
 
Ale nie dość na tym. „Reforma konstytucji” ma dać możność rządowi oddać obcym kapitalistom Bank Polski, monopole państwowe itd., wyprzedać naturalne bogactwa Polski, słowem – uczynić Polskę kolonią obcego kapitału. Cała ta Targowica nowoczesna dokona się w ciszy gabinetów ministerialnych, z dala od hałaśliwej sali sejmowej. Mamy być tego obcego – przede wszystkim angielskiego – kapitału kolonią rolną, ale także militarną. Polska ma się stać atutem w ręku imperialistów angielskich,prowadzących politykę okrążania Związku Republik Radzieckich. Przed ludem pracującym państwa polskiego staje znów groźba uwikłania się w jakieś awantury wojenne.
Prawica uprawia pseudoopozycję przeciw Piłsudskiemu, w gruncie rzeczy jednak popiera jego projekt przekreślenia parlamentaryzmu. Tzw. lewica zaś wie doskonale, że Piłsudski idzie przeciw masom robotniczym i chłopskim, ale nie jest w stanie przeciwstawić się dyktatorowi, bo nie mniej od prawicy drży na samą myśl o rzeczywistej rewolucji robotniczo-chłopskiej. My, komuniści, spełnimy swój obowiązek i z całą mocą występujemy przeciw tym projektom rządu Piłsudskiego, bo pogrążają one masy robotników i chłopów Polski w jeszcze większą otchłań nędzy i niedoli. Masy robotnicze ichłopskie coraz wyraźniej zaczynają rozumieć, że w obecnym okresie walki klasowej są tylko dwie możliwe formy władzy: albo dyktatura burżuazji, która musi prędzej czy później skończyć się klęską klas posiadających, albo dyktatura proletariatu, obalenie władzy wyzyskiwaczy, objęcie rządów przez robotników i chłopów.
 
Występując przeciw rządowi Piłsudskiego, wyrażamy dążenia szerokich mas pracujących, które zdążyły już wyzbyć się złudzeń, iż przewrót majowy ziści ich dążenia, i poznały, że istotna treść dążeń Piłsudskiego nie ma nic wspólnego z dążeniami robotników i chłopów, że przeciwnie: jest realizacją programu kapitalistycznego.
 
Wobec tego, w imieniu Komunistycznej Frakcji Poselskiej odrzucam rządowy projekt reformy konstytucji, jak również projekty zgłoszone przez stronnictwa Chjeno-Piasta i stawiam wniosek formalny:
„Sejm odrzuca rządowy projekt ustawy zmieniającej i uzupełniającej Konstytucję Rzeczypospolitej z dnia 17 marca 1921 r.”
 
Przypisy:

[1] W Ostrowcu 11 czerwca 1926 r., w wyniku starcia strajkujących robotników zakładów metalurgicznych z policją, zostało zabitych 5 robotników, a 13 rannych.
[2] W Gostyninie, w czasie demonstracji protestacyjnej przeciw pobiciu przez policjanta ciężarnej kobiety, doszło w dniu 23 czerwca 1926 r. do starcia z policją, w wyniku którego 3 osoby zostały zabite, a 7 rannych.
 

[3] W Inowrocławiu 27 czerwca 1926 r., w czasie demonstracji na rzecz rozwiązania Sejmu, doszło do starcia z policją, w wyniku którego 2 osoby zostały zabite, a 20 rannych.

[4] Mowa o strajku powszechnym w obronie 8-godzinnego dnia pracy na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim, który trwał od 23 lipca do 18 sierpnia 1924 r.
 
 
[5] Mowa o ustawieniu 27 czerwca 1925 r. w kinie „Splendid” (obecnie „Palladium”) popiersia Józefa Piłsudskiego.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

jednolity front