Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Alan Woods: Chile– groźba katastrofy (1971)

Salvador Allende

Dzisiaj, 11 września, przypada 40. rocznica chilijskiego puczu, który obalił lewicowego prezydenta Salvadora Allende. Był to początek 17-letniej dyktatury, która zdelegalizowała partie robotnicze i związki zawodowe, więziła, torturowała i mordowała bojowników lewicowych, jednocześnie wprowadzając neoliberalne reformy w interesie klas posiadających i międzynarodowego kapitału.

Dla upamiętnienia tego wydarzenia publikujemy tekst napisany na dwa lata przed zamachem, w którym Alan Woods ostrzegał przed złudliwymi nadziejami, że chilijska burżuazja pozwoli na przeprowadzenie "parlamentarnej" rewolucji socjalistycznej.

Redakcja WR

Polskie tłumaczenie tekstu oryginalnie ukazało się na portalu LBC
****************************************** 
 
 
Wybór Rządu Jedności Ludowej w Chile ostatniego listopada był wydarzeniem wielkiej wagi dla każdego socjalisty. Zarówno prasa kapitalistyczna, jak i ta partii „komunistycznych” ochrzciła ten wybór jako krok w kierunku socjalizmu „poprzez urnę wyborczą”. Doświadczenia rządu Allende pokazują czy jest możliwa „parlamentarna droga do socjalizmu”. Zawarte są w nich niezwykle istotne lekcje, które każdy ze świadomych członków ruchu robotniczego powinien dokładnie przestudiować.
 
„Front Ludowy”
 
Nie ma nic bardziej mylnego, niż utrwalana przez Stalinistów legenda o „niepowtarzalnym” rozwoju sytuacji rewolucyjnej w Chile. Allende tylko powtarza historię, jaka była udziałem innych rządów „Jedności Ludowej” przed II Wojną Światową – w Hiszpanii, Francji i w samym Chile. Wbrew cukierkowemu optymizmowi „teoretyków” rzekomo komunistycznych partii trzeba podkreślić, że za każdym razem polityka Frontu Ludowego prowadziła do krwawej klęski klasy robotniczej.
 
Rząd Allende to koalicja między Partią Socjalistyczna i Partią Komunistyczną, a także dużą ilością „demokratycznych” partii i grupek wytworzonych przez klasę średnią. – niektóre z nich są tak małe, że w ogóle nie liczą się na arenie politycznej Chile: Radykałowie, „Socjaldemokraci”, MAPU i API.
 
„Teoria” Frontu Ludowego głosi, że partie pracownicze w parlamencie muszą połączyć swe siły z partiami „liberalnymi” w celu odwrócenia klasy średniej od sił reakcji. Jednak takie partie jak Radykałowie nie są wcale reprezentantami klasy średniej w parlamencie. Wręcz przeciwnie – wykorzystują je tylko. Zadaniem Radykałów jest utrzymanie klasy średniej pod kontrolą wielkiego biznesu poprzez oszustwa, kłamstwa i „demokratyczną” demagogię. Takie bezzasadne bloki, z profesjonalnymi oszustami klasy średniej w ostateczności mogą tylko doprowadzić do dezorientacji i demoralizacji tych sekcji społeczeństwa, które mogą być przekonane jedynie dzięki zdecydowanej polityce klasowej. Ale twarda, rewolucyjna polityka może wyjść tylko i wyłącznie od partii, które bazują na klasowych interesach proletariatu. Kolaboracja między klasami nie ważne pod jakim sztandarem, czy to „socjalistycznym”, czy też „komunistycznym” zawsze przynosiła klęskę klasie pracowniczej. Przypadek Chile nie jest wyjątkiem od tej reguły.
 
Masy są radykalne
 
W pierwszym okresie rząd Allende zanotował pewne widoczne sukcesy: darmowe mleko dla uczniów, podwyżkę w minimalnych płacach i świadczeniach socjalnych, zamrożenie czynszów i cen, znacjonalizowanie przemysłu miedziowego (który przedtem był we większości własnością USA), obniżenie wieku wyborczego do 18 lat i rozpoczęcie przeprowadzania reformy rolnej.
 
Te reformy zostały powitane przez ludzi z niezwykłym entuzjazmem – zawsze, gdy poniżani ludzie widzą rząd, który nie dość że poprawia ich los to jeszcze wydaje się że ogranicza siłę wielkiego biznesu– wywołuje to wielki odzew. Bez wątpienia zdecydowania większość chłopów i robotników postrzega rząd Allende jako „swój” rząd i bezkrytycznie popiera go, przynajmniej obecnie.
 
W wyborach do związków studenckich (FECH) przeprowadzonych zaraz po zaprzysiężeniu Allende na prezydenta, kandydaci reprezentujący partie „Frontu Jedności Ludowej” zanotowali niezwykły, bo 40-procentowy wzrost poparcia. Jak zawsze w takich przypadkach studenci są barometrem nastrojów całego społeczeństwa. Wybory samorządowe, które odbyły się w kwietniu [1971 roku], ujawniły że ten głęboki proces radykalizacji ogarnia także klasę pracowniczą. Ilość głosów oddanych na Partię Komunistyczną wzrosła z 15,9% w 1969 roku do 17,36%. Ale to nic w porównaniu ze wzrostem poparcia dla Partii Socjalistycznej– z 12,2% do 22,89% głosów. Ilość głosów oddanych w tych wyborach na Partie Socjalistyczną prawie się podwoiła. Prawicowa Partia Nacjonalistyczna, która najwięcej straciła w ostatnich wyborach, obecnie posiada 18% głosów.
 
Ale największym przegranym w tych wyborach byli Radykałowie. Poparcie dla nich spadło z 13% w 1969 roku do 8,18%! Próbowano usprawiedliwić tę porażkę podziałem wewnątrz partii , ale fakty mówią same za siebie– Radykałowie byli jedyną dużą partią wewnątrz koalicji „Jedności Ludowej”, która straciła poparcie. Jedyny możliwy wniosek jest następujący: poparcie dla rządu Allende to w rzeczywistości poparcie dla polityki Socjalistów.
 
To bardzo istotne, że Partia Socjalistyczna – która stoi (przynajmniej w teorii) na lewo od „Komunistów” – otrzymała największy kredyt zaufania. Należy także zwrócić uwagę, że burżuazyjni partnerzy w całej tej koalicji nie mają poparcia mas. Reprezentują przesądy wczorajszej klasy średniej, dla której nie ma już przyszłości w kapitalizmie. Polityką Radykałów jest uśmiercenie klasy średniej. Są oni skazani na dalszy spadek poparcia w nadchodzących miesiącach. Kwestia przyszłego zachowania się klasy średniej nie może być rozstrzygnięta poprzez manewry parlamentarne, ale poprzez obalenie kapitalizmu w wyniku rewolucji. Zdecydowana polityka rewolucyjna była by bodźcem dla inteligencji, drobnych sklepikarzy i chłopów do wspólnej walki z klasą pracowniczą. Niezdecydowanie, według ostatnich analiz, popycha tylko klasę średnią wprost w ramiona reakcji.
 
Chłopstwo
 
Sukces Allende był możliwy tylko dlatego, że „liberalni” Chrześcijańscy Demokraci (z Freiem na czele) nie zdołali przeprowadzić reformy rolnej., polegającej na rozbiciu wielkich majątków ziemskich (latyfundiów) i oddaniu ziemi w ręce chłopów.
 
Sytuacje chłopów najlepiej ilustruje to, co dzieje się w południowej prowincji Cautin. Indianie Mapuche, którzy stanowią 75% ludności w tym regionie, posiadają zaledwie 25% ziemi zdolnej do uprawy. 37% tych chłopów to analfabeci. 20 000 (na 190 000) nie ma pracy. Jest tam największa śmiertelność niemowląt w całym kraju. Za czasów Freia masom chłopskim obiecywano szczodrą reformę rolną, ale w końcu zorientowali się oni że na obietnicach się skończy. Gdy w końcu spragnieni ziemi chłopi próbowali opanować ją na własną rękę spotkali się z zaciętym oporem. W 1968 roku żołnierze i samochody opancerzone zostały wysłane, aby stłumić legalny strajk chłopów. W następnym roku w miejscowości Puerto Montt 200 żołnierzy, ze znienawidzonej Gwardii Narodowej, zabiło ośmiu chłopów i raniło dalszych 27. Biedota wiejska w Chile w ten sposób dowiedziała się jak wyglądają liberalne „reformy”.
 
Wybór Allende był sygnałem dla polityków, że chłopi nie dadzą się nabrać na pozorne reformy. Wiadomość o wyborze Unidad Popular na nowo rozpaliła iskrę nadziei w umysłach zgnębionych pracowników farm. W pierwszym półroczu rządów Allende indiańscy rolnicy z Cautin przeprowadzili 56 przejęć ziemi. Wywłaszczone masy zrozumiały instynktownie, że tylko rewolucyjna ofensywa może całkowicie zniszczyć żelazne władztwo właścicieli ziemskich.
 
Poprzez apel bojowy do pracowników farm, Allende mógł zmobilizować nawet najbardziej zacofane sekcje chłopstwa do obrony chilijskiej rewolucji. Uzbrojona i zorganizowana w chłopskich komitetach ludność obaliłaby swoich wyzyskiwaczy przy minimalnym rozlewie krwi. Potęga właścicielu ziemskich zostałaby zniszczona na zawsze, a wraz z nią – jakakolwiek szansa na reakcyjny przewrót w Chile.
 
Zamiast tego Allende całą swą uwagę skierował na powstrzymanie chłopów przed opanowywaniem ziemi. Dalekie od porywania mas, jego apele ostrzegały, żeby „nie prowokować reakcji”. Ponuro i z nieufnością Indianie wycofali się – ale czy nie słyszeli już tego typu próśb przedtem? Tak - Chrześcijańscy Demokraci namawiali ich do tego samego.
 
Reakcja się zbroi
 
Towarzysz Prezydent” („Compañero Presidente”) – jak zwykł tytułować się Allende – ostatnie kilka miesięcy spędził na ćwiczeniu tej samej gadki: „Nie prowokujcie Reakcji”, „Nie dawajcie powodu do działania siłom przeciwnym rządowi”.
 
Niestety – wydarzenia pokazują, że reakcja nie potrzebuje żadnych wymówek do działania.
 
Właściciele ziemscy – zwłaszcza w Cautin – przygotowują się do zbrojnej walki. Pablo Goebbels – właściciel dużych ilości ziem – zadeklarował publicznie, że jeśli tylko jakikolwiek urzędnik rządowy przyjdzie go wywłaszczyć, to spotka się z oporem karabinów maszynowych. Należy dodać że Goebbels już kupił dużo broni w Argentynie.
 
Według oficjalnego raportu policji „więcej niż 2 000 mężczyzn zostało wcielonych do specjalnych oddziałów, których celem jest niszczenie systemu transportowego, przerywanie dostaw wody, gazu i elektryczności, aby spowodować niezadowolenie wśród ludności”.
 
Policja w Santiago na początku tego roku odkryła wielki skład rewolwerów, broni maszynowej i strzelb w domu majora Jose Cabrery. Śledztwo udowodniło istnienie ogólnonarodowej organizacji typu faszystowskiego zwanej „Państwo i Wolność”, która miała za zadanie prowadzić działalność wywrotową przeciwko rządowi.
 
Jeszcze przed wyborem Allende zaczęła ujawniać się reakcja. 22 października 1970 roku Rene Schneider, naczelny wódz armii, został zastrzelony gdy jechał do Ministerstwa Obrony. Późniejsze dochodzenie ustaliło istnienie szerokiego spisku , w który zamieszane były skrajnie prawicowe organizacje (Legion Alessandriego, „Nie poddamy Chile”, Ofensywa Narodowa i Niezależny Front Republikański), mającego na celu przeprowadzenie serii terrorystycznych ataków w Santiago. Wśród 32 zatrzymanych był jeden admirał, kilku wielkich właścicielu ziemskich, generałowie i osobistości polityczne.
 
Próby zamachu
 
Trzy razy próbowano do tej pory zabić Allende. Zamach Schneidera miał na celu spowodowanie kryzysu i niedopuszczenie Allende do objęcia prezydentury. Po jego niepowodzeniu nastąpił okres ciszy. Potem w czerwcu tego roku, były prawicowy minister w rządzie Freia, Edmundo Perez Zujovic, został zabity z karabinu maszynowego. Zabójstwo to było niewątpliwie prowokacją przeciwko rządowi.
 
Prawicowa prasa zaczęła domagać się „rozbrojenia grup politycznych”. Jednak zamierzenie było jasne: zmusić rząd Allende do rozbrojenia chłopów i pracowników, podczas gdy reakcja będzie mogła składować broń.
 
Żadna rządząca klasa nie dzieli się swoimi uprawnieniami i władzą bez walki. Gdy Allende mówi o „odpowiedzialności” i „dyscyplinie” wśród mas, reakcja zbiera swoje siły do kontruderzenia. Ciężko osłabiona przez zwycięstwo Allende i ruch mas, klasa rządząca została zmuszona grać na zwłokę – przynajmniej teraz.
 
Właściciele majątków ziemskich i kapitaliści doskonale zdają sobie sprawę, że obecnie nie jest możliwe obalenie rządu Unidad Popular. Ludzie są agresywni i pewni siebie. W tych warunkach zamach stanu doprowadziłby niechybnie do eksplozji, która byłaby śmiertelna dla ich klasy.
 
Niemniej jednak są prowadzone staranne przygotowania do zamachu stanu, broń jest zbierana, spiskowcy są wśród najwyższych osobistości armii i administracji. Niebezpieczeństwo jest bardzo poważne.
 
Parlamentarny kretynizm.
 
W swoim reformistycznym zaślepieniu Allende wierzy, że jego pozycja może być utrzymana poprzez „sprytne” manewry w parlamencie. Jednak z takimi planami nie można pogodzić rewolucyjnego ruchu mas. Aby zachować swój prestiż jako „Marksisty” i „rewolucjonisty”, „Towarzysz Prezydent” rozpowszechnia demagogiczne slogany w stylu: „Ludzie zdobyli swój rząd – teraz muszą jeszcze zdobyć władzę”.
 
Poprzez te skrzydlate słowa Allende chce za swoją niekompetencje obwinić ludzi. Podobnie do Poncjusza Piłata umywa ręce od odpowiedzialności i tylko doradza masom, aby wreszcie „zdobyły władzę”, jednocześnie apelując do nich o nie reagowanie na „prowokacje reakcji”. Każdy myślący człowiek zada sobie chyba pytanie: jak można „zdobyć władzę” nie prowokując jednocześnie reakcji? Ale takie sprzeczności nie zajmują umysłu „Towarzysza Prezydenta”, który jest wręcz dumny, że nie hołduje „dogmatycznym” teoriom.
 
W wywiadzie z Regis Daleray, który cały czas stara się przekonać Allende o słuszności obranej przez niego „drogi parlamentarnej”, Allende proponuje utworzenie jednoizbowego parlamentu, aby położyć kres obstrukcji Senatu, a także utworzenie „trybunałów ludowych”. Najwyraźniej dostosowywał on swoje argumenty do towarzystwa, w jakim się aktualnie znajduje, ponieważ „Towarzysz Prezydent” nie wcześniej spotkał się z oporem w parlamencie, niż przed ogłoszeniem tych planów. Nie bez odrobiny złośliwej ironii korespondent The economist cytuje wypowiedź Allende: „na tym etapie zmiany w konstytucji nie są dla nas pierwszorzędnymi zadaniami”.
 
Wyniosła i biurokratyczna pogarda z jaką Allende patrzy na prostych ludzi może być porównywana tylko z wypowiedziami jego kolegów z Partii „Komunistycznej”. Oto jedna z nich zacytowana przez  The economist w wydaniu z 10 kwietnia: „Chcemy, żeby ludzie byli z nami, ale nie chcemy aby przekroczyli linie polityki rządowej”.
 
Te „linie polityki rządowej” są wyznaczane dla Allende przez chilijską klasę rządzącą. Jego zaprzysiężenie nastąpiło dopiero po przyrzeczeniu, że nie będzie wykraczał swoimi działaniami poza konstytucje. Reprezentanci „rewolucyjnego rządu” skonfrontowani z ultimatum Chrześcijańskich Demokratów zgodzili się podpisać cieszący się złą sławą dokument - Estatuto de Garantias Democraticas (Statut Gwarancji Demokratycznych).
 
Allende dobrze wie co może, a czego nie może robić, żeby nie popaść w konflikt z tymi, którzy od zawsze kierują Chile z tylnego siedzenia - burżuazją. Z jednej strony jest mu łaskawie dozwolone uspokajanie mas poprzez przyznawanie pewnych drugoplanowych koncesji - które jednak nie zmieniają zasadniczej dominacji klas rządzących i które mogą być z łatwością odebrane ludziom, jeśli tylko nie będą zdolni do ich obrony. Nie ważne ile wygłosi swoich demagogicznych przemówień – w żadnym z nich nie padło i nie padnie wezwanie chłopów i robotników do zdecydowanej akcji.
 
Z drugiej strony właściciele ziemscy i kapitaliści dopilnują, żeby nacjonalizacja nie objęła 50 największych firm, które kontrolują lwią część gospodarki chilijskiej. Allende nie może interweniować w armii.. Nie wolno mu także działać przeciwko „wolności” monopoli prasowych, które codziennie przekazują czytelnikom fałszywy i zakłamany obraz „marksistowskiego” reżimu. I ponad wszystko – nie może w żaden sposób łamać konstytucji, która umożliwia opozycyjnym Chrześcijańskim Demokratom w Senacie i Wysokim Sądzie blokowanie i sabotowanie ustaw, wprowadzających podstawowe reformy.
 
Rolę organów państwowych najlepiej pokazuje zachowanie się Sądu Najwyższego w sprawie generała Schneidera. Senator Raul Morales Adriasola prawicowych wywodzący się z Radykalnych Demokratów był zamieszany w ten spisek, dlatego też prokurator wojskowy zażądał uchylenia jego immunitetu parlamentarnego. Adriasola został oskarżony o sprowadzenie pięciuset karabinów maszynowych z Argentyny, które posłużyć mu do akcji przeciwko rządowi. Sąd Apelacyjny zaakceptował uchylenie immunitetu, ale Sąd Najwyższy unieważnił tę decyzje, ochraniając w ten sposób Adriasolę i udaremniając także dalsze dochodzenie.
 
Klasa rządząca wypracowała dogodny podział pracy: reakcyjne bandy organizują zbrojne prowokacje na ulicach, podczas gdy Chrześcijańscy Demokraci zachowują się jak „Poważana” przykrywka w parlamencie. W imię „ochrony przed marksistowskimi ekscesami” Chrześcijańscy Demokraci blokują i sabotują reformy. Ponadto twierdzą oni, że reforma rolna jest przeprowadzana za szybko, co „zagraża dostawom żywności.
 
Poprzez tę przebiegłą i hipokratyczną formułę, „Chrześcijańscy” panowie winią rząd Unidad Popular za straszny głód który ma się rozszaleć wkrótce – prawda jest taka, że to właśnie właściciele ziemscy i kapitaliści chcą sprowadzić na Chilijczyków głód i nędzę. Już teraz są doniesienia, że na prowincji odbywa się masowa rzeź bydła i nie można zasadzać zboża.
 
Jedynym sposobem na przełamanie impasu w dostawach żywności do miast, jest natychmiastowe zmobilizowanie chłopów do przejęcia dużych majątków ziemskich. Allende jest jednak zahipnotyzowany rzekomą siłą Chrześcijańskich Demokratów. Ale siła tej partii to tylko odbicie bezwładności mas chłopskich. Rewolucyjne rozwiązanie kwestii agrarnej pozyskałoby przychylność chłopów dla rządu – Chrześcijańska Demokracja rozleciałaby się w drobny mak.
 
Zamiast bazowania na rewolucyjnych nastrojach chłopstwa, Allende woli parlamentarne układy z Chrześcijańską Demokracją. Mało tego – prawie powtarza on ich oskarżenia o „anarchistyczną” działalność osadników chłopskich:
 
"Jeśli będzie ona [reforma rolna] zrobiona w sposób anarchistyczny – niemożliwym będzie planowanie produkcji.” (Rozmowy z Allende, strona 105).
 
Tylko zahartowany w bojach biurokrata, który pogardza klasą robotniczą może przyrównać masowych ruch z anarchią. W rzeczywistości jedynym sposobem na zapewnienie pokojowego i sprawnego rozwiązania kwestii agrarnej jest zorganizowanie i uzbrojenie chłopstwa w komitetach chłopskich. Trzeba podkreślić, że to właśnie parlamentarny kretynizm Allende toruje drogę anarchii – krwawej wojnie domowej i pladze głodu dla ludzi pracujących.
 
Podczas gdy Allende i Partia „Komunistyczna” tańczą parlamentarnego menueta z burżuazyjnymi partiami, bankierzy i właściciele fabryk są zajęci sabotowaniem reform Rządu Jedności Ludowej. Bezrobocie jest już duże i w dalszym ciągu wzrasta. W marcu bezrobocie w Santiago szacowano na 8%. Inwestycje załamały się po tym jak kapitaliści wycofali swe pieniądze. Dopóki rząd Unidad Popular nie podejmie zdecydowanych środków zaradczych kolejne fabryki będą zamykane, co stworzy morze ludzkiej nędzy.
 
Nacjonalizacja kopalni miedzi od samego początku natrafiła na sabotaż 300 managerów kopalń demonstracyjnie opuściło swe miejsca pracy. Sztab naukowców ciągłym strumieniem opuszcza kraj. Załamała się także produkcja. Stałe zagrożenie blokadą ekonomiczną ze strony USA to jeszcze jedna „zachęta” do „nie przeciągnięcia struny”. Rozradowany The Economist komentuje:
 
„Jeśli odszkodowanie za znacjonalizowany majątek w wysokości 724 milionów dolarów będzie niskie… wtedy władze amerykańskie, już źle nastawione do chilijskiego rządu, mogą spowodować prawdziwe spustoszenie w produkcji gospodarczej tego kraju.”
 
Inflacja bardzo szybko zjada wzrosty płac dla robotników. Szaleje niekontrolowana spekulacja finansowa przeciwko Escudo: na czarnym rynku poziom wymiany jest obecnie dwa razy większy niż oficjalny. Te fakty wróżą niechybną katastrofę gospodarce chilijskiej – katastrofę, która za jednym zamachem zmiecie większość z reform, zaprowadzonych przez obecną administracje.
 
Pomimo narastających trudności, nie ma żadnych wątpliwości że większość robotników i chłopów w Chile wiernie popiera rząd Allende. Ale to może się zmienić. Jeśli bezrobocie i inflacja będą niekontrolowanie rosnąć; jeśli Allende dalej będzie ustępował prawicy w parlamencie; jeśli zbrojne faszystowskie gangi będą mogły gromadzić siły; wtedy nieuchronnie nastroje ludzi się zmienią.
 
Chłopi czują się zdradzeni
 
Począwszy od klas średnich, które wierzą że Allende zatrzyma wzrost cen, rozgoryczenie będzie narastać. Chłopi już nie będą wierzyli, że jest jakakolwiek różnica między Fraiem i Allende. Poczują się zdradzeni przez „polityków”. Robotnicy pozbawieni pracy stracą wiarę w rząd, który obiecywał im prawo do pracy i nie mógł tej obietnicy dotrzymać.
 
Kiedy rząd zniweczy nadzieje pokładane w nim, jego los będzie przesądzony. Stosunek sił może się zmienić radykalnie. W sytuacji gdy robotnicy będą zdemoralizowani i zniechęci, Reakcja stanie się silniejsza. Wzmoże się aktywność gangów faszystowskich, podczas gdy armia i policja będą się biernie przyglądać.
 
W parlamencie, Chrześcijańscy Demokraci, którzy są organem drobnej burżuazji, będą się domagać surowych środków, aby położyć kres „anarchii” i przywrócić Prawo i Porządek. Allende już podjął brzemienne w skutki kroki w tym kierunku, wysyłając policje aby zamknęła bazy MIR gdzie robotnicy uczyli się posługiwania bronią. Armia została użyta do wyrzucenia „osadników” chłopskich z zajętych przez nich ziemi.
 
Allende, jak każdy reformista, uważa że jego „rozważne” zachowanie odeprze wszelkie ataki reakcji. Wręcz przeciwnie. Każde ustępstwo na rzecz burżuazyjnej „opinii publicznej”, każde silne uderzenie przeciwko Lewicy zwiększa niebezpieczeństwo ze strony Prawicy. W ten sposób scena zostanie przygotowana do ostatniego aktu – interwencji wojskowej.
 
Rozwój sytuacji w Chile stawia pytanie o zachowanie się armii jako bardzo ważne.
 
Do tej pory siły Reakcji są skulone w wichrze radykalizacji mas. Armia stoi na uboczu i przygląda się z uwagą rozwojowi sytuacji.
 
To dało możliwość Allende ochrzczenia armii jako „specjalnej”, „demokratycznej” i „apolitycznej” siły. Od momentu przejęcia przez niego władzy Allende cały czas pochlebia armii i sztabowi generalnemu. Płace w siłach zbrojnych zostały podwyższone. Dużą uwagę Allende skupił na uczestnictwie w paradach, rozdawaniu medali i obsypywaniu pochwałami armii. Naiwnie wyobraża sobie, że tym czołganiem się zaskarbi sobie życzliwość sztabu generalnego. Ale nawet spostrzegawczy, burżuazyjni obserwatorzy widzą dalej niż ten samozwańczy „marksista”:
 
„Powiedziano, ze Allende poprzez pochlebstwa i wzrost płac już zneutralizował niebezpieczeństwo grożące mu ze strony sił zbrojnych. Ale wydaje się to być opinią przesadzoną. Allende stara się utrzymać armię poza polityką, gdy on przestrzega konstytucji. Ale jeśli przekroczy jej uprawnienia nikt nie wie jak zareaguje na to armia ." (The Sunday Times 14 czerwca).
 
Allende jest na tyle przekonany o słuszności swej polityki wobec armii, że zaniedbał okazje wymiany sztabu generalnego na ludzi jemu sprzyjających, która nadarzyła się po zabójstwie generała Schneidera, choć miał do tego konstytucyjne prawo.
 
Jedyną interwencją w zbrojnym skrzydle machiny państwowej było rozwiązanie znienawidzonej Gwardii Narodowej, często używanej do tłumienia strajków. Ale Karabinierzy ocaleli - jest to „profesjonalny korpus wyposażony w najnowsze, ciężkie uzbrojenie i najlepsze urządzenia komunikacyjne i transportowe i posiadający sprawnie zorganizowaną biurokracje. Składa się on z 30 000 ludzi rozmieszczonych we wszystkich częściach kraju w wyspecjalizowanych jednostkach”.
 
Nie naruszono starej, burżuazyjnej machiny państwowej. Wręcz przeciwnie – w ostatnich dniach starego reżimu uchwalono prawo zabraniające Allende usuwania starych urzędników państwowych!
 
Niewolniczy wręcz respekt Allende dla Władz – w postaci wojskowego buta – nie ocali jego skóry, gdy warunki stworzą dogodne podstawy do kontrrewolucji. Wysocy urzędnicy armii, policji i administracji są powiązani tysiącami nici z właścicielami ziemskimi, bankierami i kapitalistami. Niewątpliwie sympatie szeregowych żołnierzy armii (którzy są robotnikami i chłopami) są po stronie rządu Allende. Ale za nimi stoją oficerowie z kijem i rewolwerem. Pasywna sympatia żołnierzy będzie bez znaczenia, dopóki opór kasty oficerskiej nie zostanie przezwyciężony. Jednak Allende cały czas swym autorytetem wspiera sztab generalny.
 
Haniebna rola partii komunistycznych
 
„Komunistyczna” Partia Chile cały czas odgrywa nikczemną rolę. Poniżej przytoczony jest wyjątek z gazety ogłoszonej przez KP na miesiąc przed wrześniowymi wyborami:
 
„Czy wiecie ile zarabia generał dywizji, albo vice admirał, albo generał sił lotniczych? Podstawowa płaca dla tych dowódców to 857 escudos. Razem z pięciokrotnymi w ciągu roku podwyżkami, premiami zawodowymi, a także z dietami na domy i rancza oraz innymi przychodami, ich miesięczna płaca wynosi około 3 000 escudos. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że to są najwyżsi urzędnicy w armii, a także że na nich spoczywa największa odpowiedzialność w całych Siłach Zbrojnych; jeśli dodamy do tego że ci ludzie przez 30 do 40 lat służyli w armii i wspinali się przez jej wszystkie szczeble i że mają już synów i córki, które przecież trzeba ubrać, wyżywić, a także posłać do dobrych szkół („Ciceos”) lub uniwersytetów i że z natury ich praca nie pozwala im na stały pobyt w jednym miejscu, jeśli weźmiemy pod uwagę to wszystko, to możemy dojść do innego wniosku – że taka płaca jest niewystarczająca.”
 
W dalszej części tego dokumentu jest zawarte jego usprawiedliwienie:
 
„Dla towarzysza, który żyje w biedzie pensja rzędu trzech, czy czterech tysięcy escudos może wydawać się olbrzymią…”
 
Jednak zaraz „odpowiada” on na to pytanie, stawiając jeszcze jedno o dużej wadze:
 
„Czy ktokolwiek może stwierdzić, że jest to normalne żeby stary [państwowy] urzędnik z 20 latami służby i po trzech latach pracy w tej samej branży zarabiał 1 156 escudos na miesiąc? Zatem jest to zupełnie absurdalne, żeby starszy oficer wojskowy po 25 latach służby… powinien zarabiać 1 365 escudos”.
 
Ci stalinowscy biurokraci dogłębni skorumpowanie myślą tylko o ich „Socjalistycznym Jutrze” – w wygodnych biurach rządowych, gdzie płaca rzędu 1 156 będzie „zupełnie absurdalna” (tak a propos: te liczby to tylko podstawowe pobory, wyłączając wiele innych przywilejów i korzyści, takich jak darmowe samochody, uniformy, apartamenty, ordynansi i wiele innych).
 
„Jest więc jasne”, czytamy dalej w tym samym dokumencie, „, że niepokój jaki jest obserwowany ostatnio w siłach zbrojnych jest całkowicie uzasadniony. I my, Komuniści, chcemy wyraźnie powiedzieć że naszym zdaniem rozwiązanie tego problemu to zadanie dla całego społeczeństwa Chile. Jutro albo pojutrze możemy stanąć przed groźbą wojny. Wyjście na spotkanie takiej ewentualności wyłącznie z patriotycznymi sentymentami nie wystarczy. Podstawową sprawą będzie zjednoczenie całego państwa wokół celów, które korespondują z tendencjami w kierunku postępu społecznego [sic!] i które ogólnie rzecz biorąc [!] są identyfikowane z interesami ludzi”.
 
Zapomniany Marksizm
 
Jeśli dodamy, że ten tekst powstał jeszcze za czasów rządu Freia i jest produktem generalnego sekretariatu KP Chile możemy dokładnie stwierdzić jak głęboko zanurzeni są ci ludzie w bagno nacjonalizmu i reformizmu.
 
Dla marksisty państwo nie jest „bezstronnym” ciałem, które stoi nad społeczeństwem, ale „uzbrojonym organem ludzi, którzy występują w obronie prywatnej własności”. Czy naprawdę jest konieczne powtarzanietej elementarnej prawdy w 50 lat po tym, jak Lenin napisał książkę „Państwo i rewolucja”? Jak widać, tak. Ponieważ przywódcy partii „komunistycznych” niczego nie nauczyli się z historii ostatnich 50 lat, wręcz przeciwnie – zapomnieli nawet najbardziej podstawowe idee marksizmu…
 
Poprzez politykę „Frontu Ludowego”, którą promują w każdym państwie – przygotowują nowe, krwawe porażki dla robotników we Francji, Włoszech, Hiszpanii i gdzie indziej. Wszędzie tam uciekają się do jedynej, żałosnej wymówki wyjaśniającej rzekomo politykę klasowej kolaboracji: „Ale sprawy będą wyglądały zupełnie inaczej naszym państwie. Mamy odmienne tradycje. To stało się w Indonezji, w Grecji, ale nie może stać się tutaj”.
 
Chilijski Frontyzm Ludowy twierdzi, że w ich państwie demokracja miała w przeszłości „specjalną” drogę. Tutaj zawsze była ona relatywnie stabilna, a armia zawsze nie interweniowała w politykę.
 
Jest prawdą, że chilijska burżuazja jest szczególnie mocno zakorzenioną i „twardą” klasą. Władza kapitału była sprawowana przez te wszystkie lata poprzez parlament - ale tylko dlatego, że nigdy przedtem nie była poważnie zagrożona. Jest to „Anglia Ameryki Łacińskiej”.
 
I właśnie dlatego w państwie, w którym władza burżuazji ma długą tradycje zaprowadzenie socjalizmu jest szczególnie trudne. Kształtowała ona przez lata swój aparat represji. Konstytucja uświęca ten stan rzeczy. A Allende święci konstytucje.
 
Krwawe represje
 
Historyjki o „pokojowych” tradycjach demokracji chilijskiej to mit. Za każdym razem gdy rządząca oligarchia oddawała swe pozycje, pokonana przez robotników i chłopów, walczyła brutalnie. Debray określa tę wojnę jako „jedną z bardziej okrutnych i być może najbardziej krwawych historii Ameryki Łacińskiej” i przytacza serie krwawych represji:
„… Od pierwszego, wielkiego strajku pracowników portowych w Valparaiso w roku 1903, (30 zabitych i 200 rannych), poprzez „strajk mięsny” w Santiago z roku 1905 (200 zabitych), masakrę Santo-Marii w Iquique, kolebce ruchu robotniczego, w roku 1907 (więcej niż 2 000 ofiar ostrzelanych z karabinów maszynowych na centralnym placu miasta), masakrę w Punta Arena z roku 1920, masakrę w Corumie z 1925 roku (3 000 zabitych w kopalniach), masakrę chłopów w Ranquil z 1934 roku (60 zabitych) aż do ostatnich nadużyć Chrześcijańskiej Demokracji w kopalniach w El Salwador z roku 1966, a także zamieszek w Santiago z kwietnia 1957.” („Rozmowy z Allende” strona 31)
 
„Cywilizowana” fasada demokracji występuje tylko wtedy, gdy nie jest ona zagrożona przez ruchy robotnicze. Gdy ten dzień nadchodzi zostaje zdjęta jedwabna rękawiczka i ujawnia się naga pięść reakcji.
 
Chilijski „Front Ludowy” myśli, że uchroni się od wojny domowej i rozlewu krwi poprzez „wybieranie” drogi parlamentarnej. Ale Socjalizm nie może być przemycony poprzez parlament, gdy właściciele ziemscy i kapitaliści śpią bezpiecznie. Nieuchronnym efektem jakiegokolwiek reformizmu, czy stopniowego przechodzenia z systemu w system jest pokonanie klasy robotniczej i sprawienie jej krwawej łaźni.
 
Jeszcze jest czas
 
Widmo reżimu Torresów w Boliwii jest znakiem ostrzegawczym dla robotników w Chile. Niestety – Allende jest głuchy na wszelkie ostrzeżenia. Ale jeszcze jest czas na działanie! Stan sił jest wciąż niesamowicie dogodny dla ruchu robotników. W rzeczy samej – nie może być bardziej sprzyjające sytuacji do całkowitego obalenia sił reakcyjnych i pokojowego przeistoczenia Chile w państwo robotnicze.
 
Sondaż przeprowadzony na początku tego roku w Santiago pokazuje, że Allende dysponuje przytłaczającym poparciem klasy robotniczej. Najbardziej uderzającą liczbą było 89-procentowe poparcie kobiet z klasy pracowniczej dla rządu. Większość z tych kobiet to pewnie zwykłe panie domu, które często nie są najbardziej świadomymi elementami politycznymi. Ten fakt dobitnie ilustruje głęboki proces radykalizacji, który ogarnął masy w Chile w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
 
Jeśli ten ogromny rezerwuar entuzjazmu nie zostanie przetrwoniony, niezbędne są zdecydowane kroki do powstrzymania inflacji, bezrobocia, a także potrzeba rozbroić reakcje. Ciągła obstrukcja aparatu państwowego i opozycyjnej Prawicy w parlamencie daje Allende dobrą okazje do zaapelowania do ludzi poza parlamentem. Ludzie muszą być zmobilizowani, aby to oni poprowadzili program „reform od dołu”.
 
Allende ma zaufanie społeczeństwa. Żadne konstytucyjne oszustwo nie może stanąć mu na drodze. Robotnicy i chłopi odpowiedzieliby entuzjastycznie na apel, który wzywałby do:
1. Ustanowienia chłopskich komitetów w celu zabrania ziemi w zorganizowany sposób, bez czekania na parlament. Dekret o nacjonalizacji ziemi bez odszkodowań mógłby być uchwalony potem, aby „zalegalizować” przejęcia.

2.   Kontrola pracownicza powinna być zaprowadzona w fabrykach, aby powstrzymać ich zamykanie i narastające bezrobocie. Zamknięte fabryki muszą być znacjonalizowane i zarządzane przez pracowników z jak najmniejszymi odszkodowaniami i na podstawie potrzeb, o których decydowałyby komitety robotników i gospodyń domowych.

3.  Związki zawodowe powinny utworzyć Komitety Akcji, w których uczestniczyliby najemcy mieszkań i gospodynie domowe, aby zmusić właścicielu do zredukowania czynszów i zapobiec wzrostowi cen.
4.  Ponad wszystko, powinna być ustanowiona powiązana ze związkami zawodowymi Milicja Robotnicza, aby bronić przed szturmem reakcji zdobyczy pracowników.

5.    Zamiast przypochlebiania się generałom, Allende powinien zaapelować do szeregowych żołnierzy o utworzenie Żołnierskich Komitetów zdolnych do kierowania ich własnymi sprawami, zaprowadzania dyscypliny, itd. Związki zawodowe muszą mieć pełne prawa do organizowania żołnierzy i zbliżania ich do ich braci w fabrykach. Skonfrontowana z silnym ruchem robotników i żołnierzy, kasta oficerska byłaby niezdolna do działania.

6.    Masmedia, które obecnie stanowią dobry punkt zaczepienia dla reakcji, powinny być znacjonalizowane. Dostęp do radia, telewizji i drukarni prasowych powinien być zagwarantowany wyłącznie dla partii chłopskich i robotniczych, które popierają program rewolucji.

To jest program pokojowego przejścia do państwa robotniczego, rewolucja bez rozlewu krwi, jak rewolucja bolszewicka z roku 1917. Ale jest to możliwe tylko na bazie prawdziwie marksistowskiego przywództwa.
 
Tragedią Chile jest to, że takiego przywództwa obecnie nie ma. Allende, który zhańbił imię marksizmu nie może nim być. Nie mogą też nim być nędzni karierowicze, którzy są liderami partii „komunistycznej”.
 
Trochę bardziej lewicowe, niż Unidad Popular jest MIR (Movimiento Izquierda Revolucionano – Roch Rewolucyjnej Lewicy). – organizacja partyzancka.
 
Jak Tupamaros i inne quasi-guevarystyczne partyzantki MIR składa się głównie ze studentów i intelektualistów. Ta organizacja wprawdzie kilka razy poprawnie skrytykowała rząd Allende, ale ich generalna pozycja jest dwuznaczna, a ultra lewicowa orientacja praktycznie odcina ich od głównego strumienia klasy robotniczej.
 
Zapowiadając lojalność ideom marksizmu i leninizmu MIR odstąpił z zasadniczej pozycji Lenina poprzez bojkot wyborów, co obecnie oznacza zbojkotowanie mas pracujących Chile.
 
Zamiast pracować cierpliwie wewnątrz masowych organizacji robotniczych, starając się zdobyć posłuch i najbardziej zaawansowanych robotników z partii komunistycznej i socjalistycznej, Miryści trzymają się dziecinnych iluzji na temat „przedłużającej się wojny” na wsi. Pomysł, że „władza wyrasta wprost z beczki prochu” do znudzenia jest powtarzany przez te grupy. Ale to, co pozostaje nie wyjaśnione to to, że bez przekonania mas do twojego programu bronie są bezużyteczne. Już teraz Miryści tracą swą energie w heroicznych, aczkolwiek bezsensownych akcjach zbrojnych. Wszystko wskazuje na to, ze rząd Allende – pod presją ze strony Prawicy – w końcu przyhamuje aktywność MIRu. To zadanie będzie znacznie łatwiejsze, jeśli MIR dalej będzie izolować się od klasy pracowniczej, poprzez swoją quasi-anachistyczną orientacje bojową.
 
Rewolucyjna alternatywa dla Allende nie może wyjść od zdyskredytowanych „Guevarystów”, ale tylko z najbardziej świadomych warstw samych pracowników. Widoczny jest już pewien szum niezadowolonych z polityki Allende. Podpisanie „Estatuto de Grarantias Democraticas” zostało skrytykowane przez młodzieżówkę socjalistyczną jako niepotrzebne i niebezpieczne. Bez wątpienia krytycyzm polityki Allende będzie rósł w następnych tygodniach i miesiącach, szczególnie wśród komunistycznych i socjalistycznych młodzieżówek, choć początkowo przeważać będzie tendencja do dania rządowi dalszego kredytu zaufania, pomimo narastającego oporu.
 
Same wydarzenia nauczą zaawansowane warstwy robotników odrzucenia polityki kolaboracji klasowej i reformizmu. Zostanie podniesione żądanie zerwania koalicji z partiami burżuazyjnymi i pójście dalej z polityką socjalistyczną, skierowaną przeciwko władzy 50 największych firm. W nadchodzącym okresie potrzeba uzbrojenia robotników stanie się jeszcze bardziej wyraźna. Uświadomieni robotnicy zdadzą sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które im grozi.
 Wszystko teraz zależy od zdolności świadomych elementów do szybkiego opanowania lekcji z przeszłości i walki o zmianę kursu. Wytworzenie prawdziwie rewolucyjnej tendencji, możliwe poprzez niezwykle sprzyjającą sytuacje obiektywną, wciąż mogłoby spowodować przejęcie władzy przez pracowników. Robotnicze i chłopskie Chile byłoby niezwykle silnym impulsem do walki o swoje prawa poniżanych mas w Brazylii, Boliwii i Argentynie.
 
Koniec klasowych kompromisów! Socjalistyczne Chile w Socjalistycznej Ameryce Łacińskiej!
 
Te słowa muszą być hasłem bojowym proletariatu Chile – jest to jedyna droga do odparcia zagrażającej katastrofy i przygotowania drogi do Socjalizmu.

Społeczność

che rebel