Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 110 gości.

SLD piątą kolumną Tuska? Miller uratował HGW

miller_tusk.jpg

Choć przytłaczająca większość(ok.95%) głosujących, we wczorajszym referendum w Warszawie, opowiedziała się za odwołaniem Hanny Gronkiewicz Waltz z fotela prezydenta stolicy. Referendum pozostanie nieważne ze względu na zbyt niską frekwencję, która wyniosła jedynie 25% wobec wymaganych 29%.
 
 
Olbrzymią zasługę w zwycięstwie HGW, miała polityka SLD. Które to jako jedyne opozycyjne ugrupowanie nie poparło referendum i nie nawoływało do wzięcia w nim udziału.
 
 
Po raz kolejny, wyraźnie widać, że Leszek Miller i SLD pomimo deklarowanej 'lewicowości' uparcie dążą do sojuszu i koalicji z Donaldem Tuskiem i Platformą Obywatelską.

Portret użytkownika trece
 #

HGW powinna podziękować przede wszystkim Jarosławowi Kaczyńskiemu, ponieważ to on na siłę upolityczniał referendum, tę społeczną inicjatywę przedstawiał jako PiS-owską, co wielu ludzi do udziału zniechęciło. Pan prezes dał arguemnt do ręki tym, którzy twierdzili, że w referendum nie chodzi o Warszawę, ale o walkę PiS-u z PO. To nie Miller, lecz Kaczyński uratował warszawską panią prezydent. Inna sprawa, że jeśli potwierdzą się rewelacje o machinacjach dokonywanych przez warszawską PO (np. dopisywanie osób zmarłych do list wyborczych), to należy poważnie niepokoić się o polskie procedury demokratyczne. Dalej, wstrętne było zachowanie premiera, prezydenta i prymasa, którzy na siłę zniechęcali społeczeństwo do referendum. Ale tam, gdzie chodzi o odwłoanie wójta/burmistrza/prezydenta spoza PO, to partia rządząca do wzięcia w tym udziału zachęca.    

 
Portret użytkownika tres
 #

Sądzę, że jakby sprawę przeanalizować dokładniej, to Bufetowej pomogły także inne czynniki.
Nie bez znaczenia była też sama postawa inicjatora referendum, burmistrza Guziała. To on rozkręcił całą akcję, której osią była walka z drakońskimi podwyżkami cen biletów komunikacji miejskiej (w której także PPP i Sierpień 80 wzięły udział i wręcz ją zainicjowały ubiegłoroczną kampanią za darmowym transportem - tak na marginesie). Rozkręcił całą akcję - co było godne podziwu, jak przy wszystkich wejściach do metra stali niestrudzenie jego ludzie i zbierali podpisy, a potem koncertowo ją sp...dolił, włażąc w d... pisowcom kierując się interesem stabilności i trwałości swoich rządów. Co może go pogrążyć w przyszłorocznych wyborach samorządowych.
 
Guział prezentujący się jako lewicowiec z przymiotnikiem patriotyczny wolał jednak, aby przypodobać się swoim koalicjantom z ursynowskiego samorządu, grać na sojusz z PiS. To zniechęciło warszawiaków którzy za pisowcami nie przepadają. Nie jest to kwestia przynależności klasowej ani świadomości klasowej bo o tej ciężko mówić wśród warszawskich pracowników (głównie usługi, bankowość, edukacja bo przemysłu w tym mieście już nie ma), ale wynik tego, że w wielkich miastach, ludzie są bardziej otwarci na zmiany i nawet jak nie są wyrobieni politycznie to nie tolerują PiSowskiego oszołomstwa. Dudek ma niewątpliwą rację że pewna ilość stałych wyborców SLD istnieje i że gdyby ta partia się w tę kampanię na serio, a nie szła do łóżka z Tuskiem to postkomunistyczny beton mógłby pójść tego dnia do urn. Ale to margines w sumie w Warszawie. Równie dobrze można powiedzieć że dobre prognozy pogody na ten weekend (choć gorzej było z samą pogodą) wygnały ludzi na działki i ten czynnik mógłby być równie znaczący.
Należy nadmienić, że zasadniczym problemem dla prowadzenia klasowej polityki jest brak typowej wielkoprzemysłowej klasy robotniczej w Warszawie. A w tych przedsiębiorstwach które są duże i posiadają związki zawodowe (takie jak przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej) jakość ich struktur pozostawia wiele do życzenia. W miejscach pracy które zatrudniają dużo ludzi (jak markety,call center, banki, sektor edukacyjny) jest totalny brak jakiejkolwiek tradycji walk pracowniczych. Związki zawodowe istniały w dużych zakładach produkcyjnych jak słynne FSO czy Ursus, tylko problem jest taki że te zakłady, poza resztkami Huty i Polfy,  przestały już istnieć bo kapitał woli tańsze miejsca od stolicy do organizowania produkcji.
 
Z tego powodu baza ruchu sprzeciwu wobec HGW była z konieczności drobnomieszczańska, przy braku znaczącego udziału klasy robotniczej, przez cały ten okres odbyła się jedna większa (ok. 1000-1500 osób) demonstracja pracowników komunikacji miejskiej przeciwko HGW (14 maja pod ratuszem - relacja WR http://1917.net.pl/node/17552 ) i kilka aranżowanych przez działaczy Polskiej Partii Pracy i Sierpnia 80 medialnych akcji protestu ktore wypadły całkiem nieźle lecz mimo wszystko ciężko uznać za autentyczny wyraz gniewu zorganizowanych mas pracujących - są raczej dowodem na klasowy charakter tych formacji i słuszność ich działania w ciężkich warunkach; odnośnie pierwszej demonstracji - to jedna jaskółka z całą pewnością wiosny nie czyni i nie była ona związana ściśle z referendum ale dotyczyła ulg na przejazdy dla pracowników komunikacji i nie rozrosła się w szerszy ruch.
 
Ten drobnomieszczański charakter ruchu protestu objawiał się między innymi poprzez udział w nim elementów skrajnie prawicowych i antysemickich co z lubością relacjonowała czasami "Gazeta Wyborcza", donosząc o ludziach którzy twierdzili że "nie lubią HGW bo jest lewaczką, Żydówką i promuje pedałów". Tacy ludzie też mogli zniechęcić raczej liberalnych warszawiaków, nie mniej niż postawa PO, PiS, SLD czy Guziała.
 
Robienie lewicowej społecznie polityki w Warszawie to ciężka sprawa, myślę, że jeśli się zacznie coś dziać w kierunku wzrostu siły ruchu robotniczego i jego wpływu na politykę - to zacznie się dziać na Śląsku, gdzie był w tym roku na wiosnę strajk generalny, gdzie są setki tysięcy zorganizowanych w związki zawodowe robotników, gdzie świadomość klasowa jest chyba na najwyższym poziomie. Pytanie tylko czy nie rozbije się to znowu o mur powiązanej z burżuazyjnymi politykierami SLD i PiS rachitycznej biurokracji związkowej z OPZZ "S" która koncertowo uwaliła narastanie ruchu robotniczego, organizując pseudostrajk-sobotnią wycieczkę do Warszawy pod tytułem "ogólnopolskie dni protestu" zamiast ogólnopolskiego strajku generalnego, który mógłby przecież obalić rząd. Pożyjemy, zobaczymy. Ws tym roku para poszła w gwizdek przynajmniej dwa razy - ogólnokrajowego strajku nie było a HGW utrzymała się. Jest więc 2:0 dla Tuska. I 0:2 dla ruchu robotniczego. A wedle wskaźników ekonomicznych ten rok miał być dla ludzi pracy najcięższy. W wypadku błędów obozu burżuazji czy też wewnętrznych tąpnięć mogło się to skończyć społecznym wybuchem na miarę Grecji.
 
Może nie byłaby to rewolucja proletariacka, ale pozycja klasy robotniczej wzmocniła się. Ale burżuazja rozegrała to perfekcyjnie. Ruch robotniczy jest słaby i szuka właśnie ścieżki dojścia  do wzmocnienia się. Tutaj nie ma łatwych wyborów.
 

 
Portret użytkownika trece
 #

Cóż, przyczyn klęski referendum w Warszawie było rzeczywiście wiele. Moim zdaniem, przeważyło upolitycznienie całej oddolnie zorganizowanej akcji przez jedną partię - PiS, co ludzi do udziału zniechęciło. Kaczyński przedstawił referendum jako bitwę w wojnie między PiS-em a PO, i to negatywnie zadziałało na warszawiaków. Czemu zresztą nie ma się co dziwić.

 

Społeczność

Lenin 666