Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 7 gości.

Krzysztof Wójcicki: Rewolucja nie nadejdzie sama!

2013 09 10 Demonstracja związkowa w Warszawie 1

Rewolucja nie nadejdzie sama  – polemika z Bojanem Stanisławskim z „Dziennika Trybuna”
 
Nie ulega wątpliwościom, że żałosna parodia strajku generalnego zorganizowana przez  strupieszałą i rachityczną biurokrację związkową OPZZ i „Solidarności” doprowadziła do wygaszenia nastrojów walki wśród polskiej klasy robotniczej. Wśród polskiej klasy robotniczej, która zorganizowała wczesną wiosną tego roku pierwszy, obiecujący strajk generalny na skalę województwa. Wiele wskazywało na to, że fala robotniczego gniewu może rozlać się na cały kraj i sporo namieszać w polityce, niemniej jednak kunktatorskie działania sprzedajnych liderów wprost po mistrzowsku wygasiły tlący się ogień protestu. Kulminacją tej farsy, której głównymi aktorami byli Piotr Duda i Jan Guz, była demonstracja związkowców 14 września w Warszawie.
 
Demonstracja, która mogła być demonstracją strajkową i pokazem siły robotników, która mogła doprowadzić klasę robotniczą do realnych zwycięstw, doprowadziła do totalnego wypalenia się gniewu ludzi pracy jaki narastał przez ostatnie miesiące naznaczone rekordowym bezrobociem i zniesieniem 8-godzinnego dnia pracy.
 
Dla człowieka, który nie jest początkującym marksistą ale rozumie marksizm, zna historię ruchu robotniczego i wie czym jest a czym nie jest strajk, to czym się skończy sobotni spacer 80 tysięcy związkowców ulicami Warszawy, było jasne na długo przed  14 września.
 
 
Wznowiony niedawno „Dziennik Trybuna” jest miejscem, gdzie mogą się realizować początkujący marksiści, gdzie w towarzystwie sentymentalnych tekstów o Gierku i promowania tworzonych przez SLD specjalnych stref ekonomicznych dla biznesu w Częstochowie można znaleźć ckliwe wyznania początkującego marksisty urzeczonego wrześniową demonstracją.  Właśnie takim początkującym marksistą  jest publicysta „Dziennika Trybuna”, Bojan Stanisławski, który wyraził swoje myśli w tekście  z numeru z 20 - 22 września. Tekst ten nosił wydumany tytuł „Rewolucja nadchodzi sama” .
 
Jak pisze Stanisławski  Gdy będąc nastolatkiem zaangażowałem się politycznie, moim marzeniem, jako początkującego marksisty było doświadczyć ludowego gniewu mas na polskich placach i ulicach. Długo czekałem, ale warto było
 
 
 Nie szczędzi słów zachwytu na temat sobotniej demonstracji
 
 14 wrze śnia coś pękło. „Po prawie 20 latach jęczenia i ględzenia jakie ogarnęło instytucjonalny ruch pracowniczy; po latach szukania innowacyjnych rozwiązań stare, dobre metody i stare dobre postulaty okazały się przysłowiowym kołem którego nie trzeba odkrywać” . 
 
Z perspektywy dnia 20 września, z perspektywy euforii jaka ogarnęła nadal początkującego marksistę Stanisławskiego, gdy ten zobaczył 80 tysięcy – przepraszam – 150 tysięcy ludzi na ulicach rzeczywiście mogłoby się tak wydawać. Gdyby nie fakt że „koło” które Stanisławski odkrył na nowo jest  kwadratowe.  Jak wiemy, wyposażony w kwadratowe koła wóz a tym bardziej parowóz dziejów, zbyt daleko nie zajedzie. Wiedzieli to już starożytni, którzy wiedzieli, że koła u wozu powinny być okrągłe, mimo że rydwan wyposażony w kwadratowe koła może prezentować się równie okazale, ale empiryczna praktyka pokazała, że koła okrągłe są bardziej użyteczne podczas toczenia. Tak samo praktyka  pokazała, że to co pisze Stanisławski jest totalnym pustosłowiem, z którego nie wynika nic ponadto, że dowiadujemy się że autorowi tekstu podobało się podczas demonstracji.
 
  Autor tejże polemiki także musi przyznać, że tłumów sięgających spod Sejmu aż po kolumnę Zygmunta to on jeszcze w Warszawie wcześniej nie widział.  Marksistę jednak bardziej od suchych liczb oznaczających ilość manifestantów interesują wymierne efekty, jakie demonstracja przyniesie dla samej klasy robotniczej, dla ruchu robotniczego i jak wpłynie na sytuację polityczną w kraju .
 
Istotne jest czy demonstracje – połączone ze strajkiem generalnym – wzmocnią ruch robotniczy i wywołają niepokój u kapitalistów i stworzą polityczną perspektywę dla powstania ruchu robotniczego protestu.  Czy też pozostaną jedynie demonstracjami w wąskim sensie tego słowa co oznacza – ludzie wychodzą na ulicę pomachać flagami, wracają do domu i nic z tego nie wynika. Wbrew zaklinaniom Stanisławiskiego o ofensywnym charakterze działania związków zawodowych i celowości organizowanego przez nie protestu , krzepiący pismaka Stanisławskiego potop związkowców ugasił ogień protestu.  A powstała w ten sposób para poszła w gwizdek i rozwiała się. 
 
To co się stało było absolutnie przewidywalne dla każdego kto uważnie śledził wydarzenia ostatnich miesięcy. Po wielomiesięcznych przygotowaniach, 26 marca 2013 na Śląsku, w najbardziej uzwiązkowionym regionie Polski, posiadającym najsilniejszą i najlepiej zorganizowaną wielkoprzemysłową klasę robotniczą odbył się strajk generalny. Niewesoła sytuacja gospodarcza kraju pogrążającego się w coraz głębszym kryzysie, spadek płac realnych i dochodzące go 15% bezrobocie w połączeniu z barbarzyńską nowelizacją Kodeksu Pracy z maja i ubiegłoroczna ustawą 67 podsycały narastający ogień społecznego gniewu.
 
 
To mogło się skończyć strajkiem generalnym, mogło się skończyć  zamieszaniem na scenie politycznej, mogło się skończyć nawet upadkiem rządu i wyniesieniem prorobotniczej, ideowej lewicy w okolice władzy – tak jak miało to miejsce niespełna półtora roku temu w Grecji.  Nic takiego jednak nie miało miejsca  bo siedzący w kieszeni kapitalistów i burżuazyjnych polityków liderzy związkowi  w porę rozpoznali zagrożenie i zrobili wszystko, żeby do strajku generalnego nie doszło. Kłamali w żywe oczy twierdząc jeszcze w lipcu i sierpniu, że we wrześniu zostanie zorganizowany strajk generalny [1] [2], podczas gdy nie robili oni żadnych przygotowań do niego.  W szczególności Piotr Duda przyczynił się do stworzenia fałszywego przeświadczenia o  znaku równości pomiędzy strajkiem generalnym. Mimo że doskonale wiedział że strajk to nie to samo co demonstracja.  
 
Na samej demonstracji  zarówno Duda jak i Guz pletli androny o blokowaniu dróg i obalaniu rządu [3], aby w momencie, kiedy związkowcy rozejdą si ę do domu, zamieść stek powiedzianych pod publiczkę bzdur pod dywan i dalej delektować się spokojem na stanowisku zarabiającego co miesiąc pięciocyfrową sumę lidera pozostającego na usługach kapitału biurokratycznego molocha.  Lidera, który wyciera sobie mordę szeregowymi robotnikami-związkowcami , z których składek się utrzymuje.
 
 
 
W przeciwieństwie do Stanisławskiego, zarówno liderzy związkowi jak i czołowi politycy takich partii jak SLD czy PiS zdają sobie sprawę z zagrożenie jakie czyha na nich od strony klasy robotniczej, zdają sobie sprawę z tego jaką broń posiadają robotnicy. Wiedzą, że żeby – jak to określa Stanisławski wywołać pracodawców do tablicy – zmniejszając ich zyski – konieczne jest skoordynowane porzucenie miejsc pracy w całym województwie bądź kraju – czyli strajk generalny. 
 
Strajk generalny to jedyne słuszne hasło jakie może i powinno połączyć pracowników.
 
 Pseudoprzyjaciele robotników tacy jak Miller, Guz, Kaczyński, Duda i cała ich trzoda niezależnie czy postsolidarnościowego, czy poststalinowskiego chowu,  wie czego unikać aby nie zostać zdemaskowanym i politycznie spalonym w ogniu walki klasowej.  Wiedzą czego mają się bać, wiedzą jaka klasa i w jaki sposób może wywrócić ten system do góry nogami i wywieźć ich na taczkach na śmietnik historii.
 
 
Jasne jest, że obrót wydarzeń, jaki zapoczątkowałby strajk generalny, przy nieco lepszej od greckiej kondycji polskiej gospodarki wymusiłby ustępstwa na kapitalistach i wstrzymanie choć części barbarzyńskich pseudoreform, a w scenariuszu nadal pogłębiającego kryzysu mógłby otworzyć niełatwą drogę do prawdziwej rewolucji proletariackiej – a nie tej urojonej, o której uporczywie ględzi Stanisławski, próbując znaleźć elementy rewolucji proletariackiej w pacyfikującym zarzewia buntu sobotnim spacerze Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem. Jak mawiał Lenin – rewolucja to nie przechadzka po Newskim Prospekcie. Dedykujemy dziennikarzowi „Dziennika Trybuna” te słowa.   
 
 
 
W przeciwieństwie do hybrydy woluntaryzmu i oportunizmu, jaką wyczytał z klasyków nadal początkujący marksista Stanisławski , marksiści – dodajmy tutaj – marksiści-leniniści – są pewni , że rewolucja nie nadchodzi sama. Sam może przyjść co najwyżej kryzys systemu, lecz jak pisze Lenin, powołując się na własne doświadczenie polityczne zwycięstwo nad burżuazją jest niemożliwe bez długotrwałej, uporczywej, zaciekłej wojny na śmierć i życie - wojny, wymagającej wytrzymałości, dyscypliny, hartu, nieugiętości i jedności woli.  [4]Z całą pewnością nie przychodzi ono samo.
 
 
Pacyfikacja gniewu ludzi pracy poprzez jego wypalenie w dniu 14 września to zwycięstwo oddaliła.
 
W tej sytuacji zawołanie Che Guevary „Hasta la victoria siempre” brzmi jak gorzka ironia
 
 
 21 października 2013


Przypisy:
 
[1] http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,14415520,Duda__we_wrzesniu_strajk_generalny__a_nie_akcja_protestacyjna.html
 
 
[2]  http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-duda-jestesmy-przygotowani-na-strajk-generalny,nId,1028868
 
 
[3] http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/437888,zwiazkowcy-chca-rozwiazania-parlamentu.html
 
 
[4]Włodzimierz Lenin, Dziecięca choroba lewicowości w komunizmie http://www.marxists.org/polski/lenin/1920/04/lewicowosc/02.htm
 

Społeczność

Obama rev