Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 6 gości.

Andrzej Żebrowski: Co dalej dla związkowców?

2013 09 14 demonstracja związkowa 2

Wielu osób może dziwić postawa liderów związków zawodowych, którzy we wrześniu zdołali zorgani- zować 200-tysięczny protest [ w rzeczywistości demonstracja 14 września zgromadziła ok. 80 000 ludiz - przyp.red.WR], a dziś nie są w stanie pójść dalej i ogłosić strajku. Jest rzeczą oczywistą, że strajk setek tysięcy czy milionów pracowników w całym kraju byłby potężnym ciosem w antypracowniczą politykę Tuska.

Dlaczego więc Duda (Solidarność), Guz (OPZZ), Chwałka (FZZ) i inni liderzy nie ogłoszą takiego strajku? Przecież już opuścili Komisję Trójstronną, słusznie mówiąc, że nic nie da się załatwić w KT z przedstawicielami rządu i pracodawców.
 
Istnieją różnice między przewodniczącymi związków. Niektórzy są bardziej bojowi, niektórzy mniej, chociaż kto jest bardziej bojowy w danym czasie może się raptem zmienić. Wszyscy trzej liderzy największych central prowadzili w swoim czasie wielotysięczne demonstracje.
 
 
Oczywiście najlepsze byłoby organizowanie wspólnych protestów wszystkich central, ale prawdą jest, że gdyby którykolwiek z trójki liderów rozpoczął kampanię strajkową miałby dobrą szansę wymuszenia na innych pójścia jego śladem. Inaczej pozostali liderzy ryzykowaliby utratę członków i osłabienie się zarówno w porównaniu z innymi związkami, jak i wobec władzy.
 
 
Jednak żaden z liderów związkowych nie bierze na siebie odpowiedzialności za wezwanie do strajku, więc różnice w ich charakterach czy osobowościach raczej nie grają tu najważniejszej roli. Dlaczego więc zachowują się tak niekonsekwentnie?
 
 
Pierwszym powodem jest to, że liderzy negocjują, ale nie muszą żyć z konsekwencjami tych negocjacji. Otrzymują jednakową pensję niezależnie od tego, czy rozmowy z rządem i pracodawcami kończą się sukcesem dla pracowników w zakładach, czy też nie.
 
 
Nie jest to jednak główna przyczyną ich wahań. Rola liderów związkowych w społeczeństwie polega na godzeniu interesów kapitału i pracy. Czyli jest to rola, która najczęściej jest przypisana rządowi – mylnie, ponieważ rząd zawsze chce jak najwięcej wskórać dla kapitału, rzecz jasna kosztem pracy.
 
 
Nic dziwnego więc, że co drugie słowo liderów związkowych to “dialog”. Ciągle mówią o tym, że rząd nie chce rozmawiać. Pracownicy natomiast chcą realnej poprawy swoich warunków pracy i życia.
 
 
Liderzy słusznie odmawiają powrotu do Komisji Trójstronnej. Wyszli z jej obrad w czerwcu, gdy Sejm przyjął przepisy o elastycznym czasie pracy. Ale co więcej proponują? Zamiast wezwać do strajku, szukają innego stołu negocjacyjnego. Przykładowo, 30 października wzięli udział w spotkaniu w Kancelarii Prezydenta na temat “przyszłości dialogu społecznego w Polsce”.
 
 
Wygląda na to, że najczęściej albo nie podejmują walki albo podejmując ją, szybko się z niej wycofują. Czy sytuacja jest więc beznadziejna?
 
 
Nie jest. Nadziei nie znajdziemy jednak, jeśli będziemy tylko oczekiwać na zmianę nastrojów i strategii Dudy, Guza i Chwałki. Jedynie samoorganizacja szeregowych aktywistów związkowych może doprowadzić do uniezależnienia się od liderów.
 
 
Dla aktywistów oznacza to, że należy angażować jak najwięcej pracowników zarówno w czynne uczestnictwo w przygotowaniach do protestów zaplanowanych przez liderów, jak i w codzienną walkę w zakładach pracy. Aktywiści muszą również organizować się na poziomie międzyzakładowym i międzyzwiązkowym.
 
 
Naszym celem powinien być niezależny ruch szeregowych związkowców, działających w każdej branży i każdym regionie.

Tekst ukazał się w listopadowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"
 
http://pracowniczademokracja.home.pl/autoinstalator/wordpress/?p=2540

Społeczność

Towarzysz Lenin oczyszcza ziemię ze śmieci