Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 25 gości.

Karol Marks: Inauguracyjny manifest Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników (1864 rok)

Karol Marks

Napisane: 1864 r.
Po raz pierwszy opublikowane: 5 listopada 1864 r. w numerze 160 czasopisma "Bee-Hive Newspaper".
 
Wersja elektroniczna: Polska sekcja MIA 
 
Adaptacja: Jarek
 
Źródło:
http://marxists.org/polski/marks-engels/1864/10/manifest_msr.htm
 
 
Jest faktem wielkiej wagi, ze w ciągu czasu, który upłynął od roku 1848 do 1864, nędza mas pracujących nie zmniejszyła się, chociaż okres ten pod względem rozwoju przemysłu i handlu nie ma sobie równych.
 
W roku 1850 pewien umiarkowany i jak najlepiej poinformowany organ prasowy burżuazji angielskiej przepowiadał, ze jeśli eksport i import Anglii wzrosną o 50%, to obszar angielskiej biedy stopnieje do zera. Niestety! 7 kwietnia 1864 roku kanclerz skarbu uszczęśliwił swych słuchaczy w parlamencie stwierdzeniem, ze ogólna suma angielskiego importu i eksportu wzrosła w roku 1863 "do 443955000 funtów!
 
 
 
Imponująca ta suma przewyższa prawie trzykrotnie sumę obrotów handlowych w stosunkowo niedawnej epoce, z 1843 roku". Mimo to mówił wiele o "ubóstwie". "Pomyślcie - wołał - o tych, którzy znajdują się na skraju nędzy", o "płacach..., które nie wzrosły", o "życiu ludzkim..., które w dziewięciu wypadkach na dziesięć jest jedynie walką o byt". Nie mówił o Irlandczykach, stopniowo rugowanych na północy przez maszyny, na południu przez wagony dla owiec, aczkolwiek nawet liczba owiec maleje w tym nieszczęsnym kraju - jednak nie tak szybko jak liczba ludzi.
 
 
Nie powtórzył tego, co niedawno w nagłym paroksyzmie strachu zdradzili przedstawiciele górnych dziesięciu tysięcy. Gdy panika wywołana przez "Dusicieli" dosięgła szczytu, Izba Lordów postanowiła zbadać sprawę deportacji oraz więźniów skazanych na ciężkie roboty i ogłosić sprawozdanie. Opasła Błękitna Księga z 1863 r. ujawniła straszliwą prawdę, udowadniając na podstawie oficjalnych liczb i faktów, że skazani na ciężkie roboty najgorsi przestępcy kryminalni Anglii i Szkocji o wiele mniej pracują i o wiele lepiej się odżywiają niż angielscy i szkoccy robotnicy rolni. Gdy wskutek amerykańskiej wojny domowej robotnicy z Lancashire i Cheshire znaleźli się na bruku, ta sama Izba Lordów wysłała do tych okręgów przemysłowych lekarza, polecając mu by ustalił, jaka minimalna ilość węgla i azotu, dostarczona w najtańszej i w najprostszej postaci wystarczy do "zapobieżenia chorobom spowodowanym przez głód".
 
 
Delegowany lekarz, dr Smith, ustalił, że 1820 gramów węgla i 86,45 gramów azotu tygodniowo to minimum, które może utrzymać przeciętnego dorosłego człowieka... ściśle na tym poziomie, poniżej którego zaczynają się choroby spowodowane przez głód; stwierdził on tez, ze ilość ta dość dokładnie odpowiada owej skąpej racji, jaka zmuszeni są wskutek skrajnej nędzy zadowalać się włókniarze. Nie trzeba chyba przypominać czytelnikowi, ze węgiel i azot - jeżeli pominąć wodę i pewne substancje nieorganiczne - stanowią podstawowe składniki ludzkiego pożywienia. Dla odżywiania organizmu ludzkiego te pierwiastki chemiczne musza jednak być dostarczane w postaci substancji roślinnych lub zwierzęcych. Kartofle na przykład zawierają głownie węgiel, natomiast chleb pszenny zawiera w należytej proporcji substancje mające w swym składzie węgiel i azot. Ale co ciekawsze! Tenże uczony doktor został później znów powołany przez inspektora służby zdrowia przy Tajnej Radzie do zbadania stanu odżywiana uboższej części klasy robotniczej. Wyniki jego badań znalazły się w "Szóstym sprawozdaniu o stanie zdrowia publicznego" wydanym w roku bieżącym na zlecenie parlamentu.
 
 
 
I cóż ów doktor stwierdził? Że tkaczy jedwabiu, szwaczek, rękawiczników, pończoszników i tak dalej na ogół nie stać nawet na owo nędzne wyżywienie nie zatrudnionych robotników przemysłu bawełnianego; nie stać ich nawet na taka ilość węgla i azotu, jaka "akurat wystarczy do zapobieżenia chorobom spowodowanym przez głód". "Poza tym - czytamy w sprawozdaniu - wyniki badania rodzin należących do ludności rolniczej wykazały, że więcej niż jedna piąta tych rodzin spożywa mniejsza ilość żywności dostarczającej węgla, niż wynosi ustalone minimum, że więcej niż 1/3 spożywa mniejszą ilość pożywienia dostarczającego azotu, niż wynosi ustalone minimum, a w trzech hrabstwach (Berkshire, Oxfordshire i Somersetshire) pożywienie miejscowej ludności z reguły zawiera niedostateczną ilość azotu". "Należy uwzględnić - dodaje oficjalne sprawozdanie - że ludzie z największymi oporami decydują się na znaczne pogorszenie swego pożywienia i z reguły następuje to dopiero po wyrzeczeniach wszelkiego innego rodzaju. (...) Nawet utrzymanie czystości zostaje uznane za rzecz kosztowną i trudną, a jeśli poczucie godności własnej skłania jeszcze kogoś do jej przestrzegania, wszelkie podejmowane w tym celu wysiłki pociągają za sobą dodatkowe męki głodowe. Są to bolesne refleksje, szczególnie jeśli się uwzględni, że nędza, o której mowa, nie jest zasłużona nędzą próżniaków; jest to zawsze i wszędzie nędza ludności pracującej.
 
 
W istocie czas pracy, za która otrzymuje się to skąpe wyżywienie, jest przeważnie niepomiernie przedłużany". Sprawozdanie ujawnia fakt dziwny i raczej nie oczekiwany: "Spośród wszystkich części Zjednoczonego Królestwa" - Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii - "ludność rolnicza Anglii" - części najbogatszej - "odżywia się najgorzej"; a jednak nawet robotnicy rolni w Berkshire, Oxfordshire i Somersetshire odżywiają się lepiej niż duża liczba wykwalifikowanych chałupników wschodniej części Londynu. Takie są oficjalne dane opublikowane na zlecenie parlamentu w roku 1864, w złotej erze wolnego handlu, w okresie kiedy kanclerz skarbu informuje Izbę Gmin, ze "przeciętna sytuacja robotnika brytyjskiego tak dalece się poprawiła, iż należy te poprawę uznać za niezwykła i nie spotykana w historii jakiegokolwiek kraju i jakiejkolwiek epoki". Tym oficjalnym dytyrambom jaskrawo przeczy sucha uwaga oficjalnego sprawozdania o zdrowiu publicznym: "Przez zdrowie publiczne kraju rozumie się zdrowie mas, a masy nie mogą być zdrowe, jeżeli nie maja one - aż do najniższych warstw włącznie - chociażby znośnych warunków życia". Olśniony statystyką "postępu narodu" i "wzrostu bogactwa narodowego", której liczby tańczą mu przed oczami, kanclerz skarbu woła, nie posiadając się z zachwytu: "Od roku 1842 do 1852 podlegające opodatkowaniu dochody w kraju wzrosły o 6%; w ciągu 8 lat, od roku 1853 do 1861, wzrosły, jeśli przyjąć za podstawę rok 1853, o 20%! Jest to fakt tak zdumiewający, ze wprost niewiarygodny!... Ten oszałamiający wzrost bogactwa i potęgi - dodaje p. Gladstone - ogranicza się wyłącznie do klas posiadających!" Jeśli chcecie wiedzieć, w jak rujnujących dla zdrowia, demoralizujących i wyniszczających umyśl warunkach klasy pracujące wytwarzały i wytwarzają ów "oszałamiający wzrost bogactwa i potęgi, ograniczający się wyłącznie do klas posiadających" - spójrzcie na zawarty w ostatnim "Sprawozdaniu o stanie zdrowia publicznego" opis warsztatów, w których pracują krawcy, drukarze i szwaczki, weźcie pod uwagę "Sprawozdanie komisji w sprawie pracy dzieci" z roku 1863, które stwierdza na przykład, ze "garncarze, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, stanowią pod względem fizycznym i umysłowym bardzo zdegenerowana grupę ludności", że "chorowite dzieci staja się z kolei chorowitymi rodzicami", że "postępujące pogarszanie się rasy jest nieuniknione", że "degeneracja ludności Staffordshire byłaby jeszcze większa, gdyby nie stały dopływ ludności z okolic sąsiednich i małżeństwa ze zdrowszymi rasami". Zajrzyjcie do Błękitnej Księgi p. Tremenheere'a w sprawie "Skarg czeladników piekarskich"! A któż się nie wzdrygnie, czytając paradoksalne oświadczenie inspektorów fabrycznych, potwierdzone prze dane Urzędu Ewidencji Ludności, że stan zdrowia robotników w Lancashire, którzy stracili czasowo pracę w fabrykach przemysłu bawełnianego wskutek braku bawełny i tym samym skazani zostali na głodowy wikt, mimo to się poprawił, a śmiertelność dzieci zmniejszyła się w owym okrasie, ponieważ ich matki miały wreszcie możność karmić je własna piersią, a nie godfreyowską miksturą opiumową. I znów odwrotna strona medalu!
 
 
 
Z przedstawionych Izbie Gmin 20 lipca 1864 roku sprawozdań o podatku dochodowym i majątkowym wynika, ze liczba osób o dochodzie rocznym wynoszącym 50000 funtów szterlingów i więcej powiększyła się w okresie od 5 kwietnia 1862 r. do 5 kwietnia 1863 r. o 13, to jest w ciągu tego jednego roku wzrosła z 67 do 80. Te same sprawozdania ujawniają fakt, ze około 3000 osób dzieli miedzy siebie dochód roczny w wysokości około 25 milionów funtów szterlingów, to znaczy kwotę zapewne przewyższająca globalny dochód roczny przypadający wszystkim robotnikom rolnym Anglii i Walii. Zajrzyjcie do spisu ludności z 1861 r., a zobaczycie, ze liczba mężczyzn - właścicieli ziemi w Anglii i Walii spadla z 16934 w 1851 roku do 15066 w roku 1861, a wiec koncentracja własności ziemskiej wzrosła o 11% w ciągu 10 lat. Jeżeli koncentracja gruntów w Anglii w rękach niewielu ludzi postępować będzie w takim samym tempie, uprości to niezmiernie kwestie rolna, podobnie jak to miało miejsce w Imperium Rzymskim, kiedy to Neron uśmiechnął się złowrogo na wiadomość, ze połowa prowincji Afryki należy do sześciu panów. Zatrzymaliśmy się dłużej nad tymi "faktami tak zdumiewającymi, ze wprost trudno w nie uwierzyć", ponieważ Anglia przoduje w Europie w dziedzinie przemysłu i handlu i faktycznie reprezentuje Europę na rynku światowym. Przypomnijcie sobie, że kilka miesięcy temu jeden z przebywających na emigracji synów Ludwika Filipa publicznie gratulował angielskim robotnikom rolnym ich położenia, znacznie lepszego niż położenie ich mniej szczęśliwych towarzyszy po drugiej stronie Kanału.
 
 
Istotnie, fakty angielskie powtarzają się w nieco innym lokalnym zabarwieniu i w zmniejszonej skali we wszystkich uprzemysłowionych i postępowych krajach kontynentu. We wszystkich tych krajach od roku 1848 przemyśl rozwinął się niebywale i nastąpił taki wzrost importu i eksportu, o jakim dawniej nikomu się nie śniło. We wszystkich - "wzrost bogactwa i potęgi, ograniczający się wyłącznie do klas posiadających", był rzeczywiście "oszałamiający".
 
 
 
We wszystkich - podobnie jak w Anglii, pewnej mniejszości klasy robotniczej udało się nieco powiększyć płac realną, to znaczy ilość artykułów, którą można nabyć za płacę nominalną; natomiast w większości wypadków wzrost płacy nominalnej równie mało świadczył o rzeczywistym podniesieniu dobrobytu, jak małym dobrodziejstwem dla pensjonariusza stołecznego przytułku dla ubogich lub domu sierot był fakt, że niezbędne koszty jego utrzymania wynosiły w 1861 roku ponad 9,78 funtów szterlingów, zamiast niespełna 7,37 funta szterlinga w roku 1852. Wszędzie szerokie rzesze klasy robotniczej staczały się coraz niżej, co najmniej w tym samym stopniu, w jakim stojące ponad nimi klasy wznosiły się wzwyż na drabinie społecznej. We wszystkich krajach Europy jest już dziś prawda dla każdego nie uprzedzonego umysłu, negowana jedynie przez tych, w których własnym interesie jest tumanienie ludzi złudnymi nadziejami - że ani udoskonalenie maszyn, ani żaden wynalazek chemiczny, ani zastosowanie nauki w produkcji, ani usprawnienie komunikacji, ani nowe kolonie, ani emigracja, ani otwarcie nowych rynków, ani wolny handel, ani nawet wszystkie te rzeczy razem wzięte nie mogą usunąć nędzy mas pracujących, że na obecnej wadliwej podstawie wszelki dalszy rozwój sil wytwórczych pracy prowadzić musi do pogłębienia przeciwieństw społecznych i do zaostrzenia społecznych antagonizmów. W tej oszałamiającej epoce postępu ekonomicznego śmierć głodowa nabrała już w stolicy Imperium Brytyjskiego niemal charakteru sta kej instytucji. W kronikach całego świata epoka ta zapisała się częstszymi nawrotami, szerszym zasięgiem, bardziej zgubnymi skutkami społecznej plagi zwanej kryzysem handlowym i przemysłowym. Po niepowodzeniu rewolucji 1848 roku wszystkie partyjne organizacje i partyjne pisma klasy robotniczej na kontynencie zdławione zostały żelazna ręka przemocy, przodujący synowie klasy robotniczej uciekli w rozpaczy do zaatlantyckiej republiki, a krótkotrwale marzenia o wyzwoleniu rozwiały się z nadejściem epoki gorączkowego uprzemysłowienia, marazmu moralnego i reakcji politycznej.
 
 
 
Klęska klasy robotniczej na kontynencie, do której przyczyniła się po części dyplomatyczna akcja rządu angielskiego, działającego wówczas, tak jak i obecnie, w braterskiej jedności z gabinetem petersburskim, wywarła wkrótce swój zaraźliwy wpływ i po tej stronie Kanału. Klęska towarzyszy na kontynencie osłabiła energie angielskiej klasy robotniczej i poderwała jej wiarę we własną sprawę, przywracając jednocześnie arystokracji ziemskiej i finansowej nieco już zachwianą pewność siebie. Bezczelnie cofnięto zapowiedziane już ustępstwa. Odkrycie nowych złotodajnych terenów wywołało olbrzymią emigrację, która spowodowała niepowetowane wyłomy w szeregach angielskiego proletariatu. Inni spośród jego niegdyś aktywnych przedstawicieli dali się złapać na przynętę chwilowego wzrostu zatrudnienia i zarobków i stali się "politycznymi łamistrajkami". Wszystkie wysiłki zmierzające do utrzymania lub reorganizacji ruchu czartystowskiego załamały się; pisma klasy robotniczej przestały jedno po drugim wychodzić wskutek apatii mas i rzeczywiście zdawało się, ze klasa robotnicza Anglii pogodziła się, jak nigdy dotąd, ze stanem nicości politycznej. Jeśli wiec pomiędzy klasa robotnicza Anglii i kontynentu nie było jedności działania, to i klęska okazała się wspólna. A jednak okres od rewolucji 1848 roku do 1864 roku nie był całkowicie pozbawiony pozytywnych momentów. Tu wymienimy tylko dwa doniosłe fakty.
 
 
Po trzydziestoletniej walce, która angielska klasa robotnicza prowadziła z podziwu godna wytrwałością, udało się jej wreszcie - dzięki wykorzystaniu chwilowego rozdźwięku miedzy arystokracja ziemska a finansowa - wywalczyć ustawę o dziesięciogodzinnym dniu pracy. Ogromne korzyści płynące z tej ustawy dla robotników fabrycznych pod względem fizycznym, moralnym i umysłowym, stwierdzane co pol. roku w sprawozdaniach inspektorów fabrycznych są teraz powszechnie uznawane. Większość rządów na kontynencie przejęła z mniej lub bardziej istotnymi zmianami angielska ustawę o ochronie pracy, a w samej Anglii parlament z każdym rokiem rozszerza zakres jej działania. Lecz poza znaczeniem praktycznym to osiągniecie robotników z innego jeszcze względu stanowi sukces wspaniały. Ustami swych najwybitniejszych uczonych, jak dr Ure, profesor Senior i inni mędrcy tego samego gatunku, burżuazja przepowiadała i ustawicznie dowodziła, że wszelkie ustawowe ograniczenie czasu pracy stanie się dzwonem pogrzebowym dla przemysłu brytyjskiego, który jak wampir, żeby żyć, musi ssać krew ludzką, również dziecięcą. W dawnych czasach zabijanie dzieci było mistycznym obrzędem kultu Molocha, praktykowanym jednak tylko przy szczególnie uroczystych okazjach, chyba raz na rok - przy czym Moloch nie łaknął szczególnie dzieci biedaków. Walka o ustawowe ograniczenie czasu pracy wrzała tym gwałtowniej, ze nie tylko chciwość poczuła się nią zagrożona. Zwiastowała ona wielkie zapasy pomiędzy ślepym panowaniem prawa popytu i podaży, stanowiącym ekonomie polityczna burżuazji, a kontrolowana za pomocą społecznego przewidywania produkcja społeczna, która stanowi ekonomie polityczna klasy robotniczej. Dlatego tez ustawa o dziesięciogodzinnym dniu pracy była nie tylko wielkim praktycznym osiągnięciem; było to zwycięstwem zasady; po raz pierwszy ekonomia polityczna burżuazji jawnie skapitulowała przed ekonomia polityczna klasy robotniczej.
 
 
 
Miało jednak niebawem nastąpić jeszcze większe zwycięstwo ekonomii politycznej pracy nad ekonomia polityczna własności i kapitału. Mamy na myśli ruch spółdzielczy, a zwłaszcza fabryki spółdzielcze, założone dzięki zupełnie samodzielnym wysiłkom nielicznych śmiałych "rąk roboczych". Trudno przecenić wartość tych doniosłych eksperymentów społecznych. Nie słowem, lecz czynem dowiodły one, ze produkcja na wielka skale, odpowiadająca wymogom współczesnej nauki, może się obywać bez istnienia klasy przedsiębiorców, którzy zatrudniają klasę robotników; wykazały, że po to, aby produkować, narzędzia nie muszą być monopolizowane jako środki panowania nad robotnikiem i wyzyskiwania go i że praca najemna, podobnie jak praca niewolnicza i praca pańszczyźniana, jest tylko przejściową i niższą forma społeczna, która musi ustąpić miejsca pracy zrzeszonej, wypełnianej chętnie, z umysłem świeżym i w pogodnym nastroju. Na glebie angielskiej ziarna systemu spółdzielczego posiał Robert Owen; eksperymenty robotników kontynentu stanowiły w istocie rzeczy wnioski praktyczne z teorii, które odkryto co prawda nie w roku 1848, ale które wtedy głośno proklamowano. Zarazem jednak doświadczenie okresu od 1848 do 1864 roku wykazało niewątpliwie to, co najinteligentniejsi przywódcy klasy robotniczej zarzucali już w latach 1851-1852 ruchowi spółdzielczemu w Anglii: że jakkolwiek praca spółdzielcza jest doskonała w zasadzie i pożyteczna w praktyce, to dopóki pozostanie ograniczona do wąskiego kręgu sporadycznych prywatnych usiłowań robotników, nigdy nie będzie ona w stanie powstrzymać dokonującego się w postępie geometrycznym wzrostu monopoli, wyzwolić mas czy chociażby zmniejszyć w odczuwalny sposób brzemienia ich nędzy. Zapewne z tej właśnie przyczyny godni arystokraci, filantropijni krasomówcy burżuazyjni, a nawet dzielni ekonomiści poczęli nagle obsypywać mdlącymi pochwałami ten sam spółdzielczy system pracy, który na próżno usiłowali zdusić w zarodku, wyszydzając go jako utopie marzycieli i piętnując jako herezje socjalistów. Aby wyzwolić masy pracujące, praca spółdzielcza musi się rozwinąć na skalę ogólnonarodową, a więc korzystać ze środków ogólnonarodowych. Ale potentaci ziemi i kapitału będą zawsze wykorzystywać swoje przywileje polityczne do obrony i uwiecznienia swych ekonomicznych monopoli. Nie tylko nie będą przyczyniać się do wyzwolenia pracy, lecz przeciwnie, będą temu nadal stawiali wszelkie możliwe przeszkody. Przypomnijcie sobie, jaką szyderczą odprawę dal na ostatniej sesji lord Palmerston obrońcom ustawy o prawach dzierżawców irlandzkich.
 
 
"Izba Gmin" - zawołał - "jest izbą wielkich właścicieli ziemskich". Toteż zdobycie władzy politycznej stało się wielkim obowiązkiem klasy robotniczej. Zrozumieli to widocznie robotnicy, gdy w Anglii, w Niemczech, we Włoszech i we Francji rozpoczęło się jednocześnie ich ożywienie i jednocześnie podjęto wysiłki w celu politycznej reorganizacji partii ludzi pracy. Jednym z elementów powodzenia już rozporządzają, mianowicie liczebnością; ale liczby wówczas tylko mogą zaważyć na szali, gdy jednoczy je zrzeszenie i kieruje nimi wiedza. Doświadczenie przeszłości wykazało, ze kara za lekceważenie owego braterskiego sojuszu, jaki powinien istnieć miedzy robotnikami rożnych krajów i pobudzać ich do tego, by w walce o wyzwolenie występowali ramię przy ramieniu, jest wspólna klęska rozproszonych wysiłków. Świadomość tego pobudziła robotników rożnych krajów, zgromadzonych 28 września 1864 roku na zebraniu publicznym w St. Martin\'s Hall, do utworzenia Międzynarodowego Stowarzyszenia. Inne jeszcze przekonanie ożywiało zebranych. Skoro wyzwolenie klas robotniczych rożnych narodów wymaga ich bratniego współdziałania, jakże mogą one spełniać tę wielką misję, kiedy polityka zagraniczna, zmierzająca do zbrodniczych celów, wygrywa przesądy narodowe i w grabieżczych wojnach przelewa krew i trwoni mienie ludu?
 
 
Nie mądrość klas panujących, lecz bohaterski opór, jaki stawiła klasa robotnicza Anglii ich zbrodniczej głupocie, uratował zachodnia Europę przed haniebną wyprawą krzyżową w imię uwiecznienia i rozprzestrzenienia niewolnictwa po drugiej stronie Atlantyku.
 
 
Bezwstydna aprobata, obłudna sympatia lub idiotyczna obojętność, z jaką wyższe klasy Europy patrzyły na zdobywanie przez Rosję górskich warowni Kaukazu i mordowanie bohaterskiej Polski, olbrzymie i nie powstrzymane podboje owego barbarzyńskiego mocarstwa, którego głowa znajduje się w Petersburgu, a ręce we wszystkich gabinetach Europy, uświadomiły klasie robotniczej obowiązek opanowania tajników polityki międzynarodowej, śledzenia działalności dyplomatycznej swych rządów, przeciwdziałania jej w razie potrzeby wszelkim rozporządzalnymi środkami; a gdy to niemożliwe - zjednoczenia się w równoczesnych protestach; obowiązek walki o to, by proste zasady moralności i sprawiedliwości, które powinny określać stosunki między osobami prywatnymi, obowiązywały jako najwyższe prawa w stosunkach między narodami. Walka o taką politykę zagraniczna stanowi część ogólnej walki o wyzwolenie klasy robotniczej.
 
 
Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!

Społeczność

Niech żyje rewolucjca socjalisyczna