Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 6 gości.

Włodzimierz Lenin: O stosunku partii robotniczej do religii

Towarzysz Lenin oczyszcza ziemię ze śmieci

Przedstawiamy naszym czytelnikom tekst, prezentujący poglądy Włodzimierza Lenina w sprawach stosunku partii robotniczej i religii, rozwijający wątek zawarty w ważnej pracy "Socjalizm a religia". Lenin pokazuje, że religia powinna być sprawą prywatną w stosunku do państwa (rozdział państwa od religii), uważając administracyjną walkę z religią za bezcelową i przynoszącą odwrotne skutki do zamierzonych. Stoi na stanowisku, że podział klasowy powinien stać ponad podziałem świadopoglądowym. 
 
Krytykuje jednak jako oportunistyczny pogląd, że partia robotnicza powinna być neutralna wobec przesądów religijnych. Ateizm i materializm są bowiem nierozłączymi elementami filozofii marksizmu. Warto zauważyć także, że w tekście zostały zawarte poglądy, które krytykują zarówno stalinizm (który zakładał jedność partii i państwa) jak i sekciarskie pranie mózgów niestety tak powszechne na lewicy (według Lenina członek partii robotniczej ma prawo do poglądów sprzecznych z programem partii będąc w niej, dopóki jego działanie jest zgodne ze statutowymi celami partii).

Redakcja WR
 
 
Włodzimierz Lenin
O stosunku partii robotniczej do religii

 
Napisane: maj 1909
 
Wydrukowano:13 maja 1909, gazeta "Proletarij"
 
Źródło: Włodzimierz Lenin, Dzieła wszystkie, tom 17  
 
Wydawca: Książka i Wiedza 1986  
 
Wersja elektroniczna: wrzesień 2002
 
 
Źródło
 

 
 
 
 
Przemówienie posła Surkowa w Dumie Państwowej w czasie debaty nad budżetem Synodu oraz dyskusja w naszej frakcji w Dumie analizująca projekt tego przemówienia, które to materiały drukujemy poniżej, wysunęły nadzwyczaj ważną i właśnie dziś aktualną kwestię[144]. Zainteresowanie wszystkim, co ma związek z religią, niewątpliwie ogarnęło dziś szerokie koła “społeczeństwa" i przeniknęło również do szeregów zbliżonej do ruchu robotniczego inteligencji, a także do pewnych kół robotniczych. Socjaldemokracja powinna bezwzględnie publicznie przedstawić swój stosunek do religii.
 
 
Cały swój światopogląd opiera socjaldemokracja na socjalizmie naukowym, tj. na marksizmie. Podstawą filozoficzną marksizmu, jak to niejednokrotnie deklarowali zarówno Marks, jak i Engels, jest materializm dialektyczny, który przyswoił sobie historyczne tradycje materializmu wieku XVIII we Francji i Feuerbacha (pierwsza połowa wieku XIX) w Niemczech — materializmu bezwzględnie ateistycznego, zdecydowanie wrogiego wszelkiej religii. Przypomnijmy, że cały “Anty-Duhring" Engelsa, przeczytany przez Marksa w rękopisie, demaskuje niekonsekwencję materializmu materialisty i ateisty Duhringa, pozostawianie przezeń furtek dla religii i filozofii religijnej. Przypomnijmy, że Engels w swojej pracy o Ludwiku Feuerbachu zarzuca mu, iż walczył z religią nie po to, by ją zniszczyć, lecz po to, by ją odnowić, stworzyć nową, “wzniosłą" religię itp. Religia jest opium ludu — to powiedzenie Marksa stanowi kamień węgielny całego światopoglądu marksistowskiego w sprawie religii[144a]. Wszystkie współczesne religie i kościoły, wszystkie i wszelkie organizacje religijne marksizm traktuje zawsze jako organy burżuazyjnej reakcji, służące do obrony wyzysku i tumanienia klasy robotniczej.
 
 
 
Równocześnie jednak Engels niejednokrotnie potępiał ludzi, którzy chcieli być “bardziej lewicowi" lub “bardziej rewolucyjni" niż socjaldemokracja i włączali do programu partii robotniczej bezpośrednie uznanie ateizmu w sensie wypowiedzenia wojny religii. W roku 1874 Engels, omawiając słynny manifest uchodźców Komuny, blankistów, którzy przebywali na emigracji w Londynie, traktuje jako nonsens ich hałaśliwe proklamowanie wojny z religią, oświadczając, że tego rodzaju wypowiedzenie wojny stanowi najlepszy sposób, by ożywić zainteresowanie dla religii i utrudnić rzeczywiste obumieranie religii. Engels zarzuca blankistom brak zdolności zrozumienia tego, że jedynie walka klasowa mas robotniczych, wszechstronnie wciągająca jak najszersze warstwy proletariatu do świadomie rewolucyjnej praktyki społecznej, jest rzeczywiście zdolna wyzwolić uciskane masy z jarzma religii, podczas gdy proklamowanie wojny z religią jako politycznego zadania partii robotniczej jest anarchistycznym frazesem[144b].
 
 
Również w roku 1877 w “Anty-Duhringu", bezwzględnie potępiając najmniejsze ustępstwa Duhringa-filozofa na rzecz idealizmu i religii, Engels nie mniej stanowczo potępia rzekomo rewolucyjną ideę Duhringa o zakazie religii w społeczeństwie socjalistycznym. Wypowiadać tego rodzaju wojnę religii oznacza — jak powiada Engels — “przebismarkować samego Bismarcka", tj. powtórzyć niedorzeczność bismarkowskiej walki z klerykałami (sławetna “walka o kulturę", Kulturkampf, tj. walka Bismarcka w latach siedemdziesiątych XIX wieku z niemiecką partią katolików, partią “centrum", za pomocą policyjnych represji wobec katolicyzmu). Tego rodzaju walką Bismarck jedynie umocnił wojujący klerykalizm katolików, jedynie zaszkodził sprawie rzeczywistej kultury, ponieważ na pierwszy plan zamiast podziałów politycznych wysunął podziały religijne, odwrócił uwagę pewnych warstw klasy robotniczej i demokracji od aktualnych zadań walki klasowej i rewolucyjnej w kierunku najbardziej powierzchownego i fałszywego burżuazyjnego antyklerykalizmu. Oskarżając Duhringa, który pragnął uchodzić za ultrarewolucjonistę, o chęć powtórzenia w innej postaci tego samego bismarkowskiego głupstwa, Engels żądał od partii robotniczej, by umiała cierpliwie pracować nad sprawą zorganizowania i uświadomienia proletariatu, sprawą, która prowadzi do obumierania religii, a nie wdawała się w awanturnicze wojny polityczne z religią[144c]. Ten punkt widzenia przyswoiła sobie organicznie niemiecka socjaldemokracja, która opowiedziała się na przykład za wolnością dla jezuitów, za wpuszczeniem ich do Niemiec, za zniesieniem wszelkich metod walki policyjnej z tą lub inną religią. “Uznanie .religii za sprawę prywatną" — słynny punkt programu erfurckiego (z 1891 roku) — usankcjonował tę taktykę polityczną socjaldemokracji.
 
 
Taktyka ta zdążyła już obecnie stać się rutyną, zdążyła zrodzić nowe wypaczenie marksizmu w kierunku przeciwnym, w kierunku oportunizmu. Zaczęto komentować tezę programu erfurckiego w tym sensie, że my, socjaldemokracja, nasza partia, uważamy religię za sprawę prywatną, że dla nas, jako socjaldemokratów, dla nas, jako partii, religia jest sprawą prywatną. Nie wszczynając bezpośredniej polemiki z tym oportunistycznym poglądem Engels w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku uznał za konieczne wystąpić przeciwko niemu w sposób zdecydowany nie w formie polemicznej, lecz pozytywnej. Mianowicie: Engels uczynił to w formie oświadczenia specjalnie przezeń podkreślonego, że socjaldemokracja uważa religię za sprawę prywatną w stosunku do państwa, lecz bynajmniej nie w stosunku do siebie, nie w stosunku do marksizmu, nie w stosunku do partii robotniczej[144d].
 
 
Taka jest strona zewnętrzna historii wypowiedzi Marksa i Engelsa w kwestii religii. Dla ludzi, którzy traktują marksizm niedbale, dla ludzi nie umiejących lub nie chcących myśleć historia ta jest kłębkiem bezmyślnych sprzeczności i wahań marksizmu: ot, jakaś tam niby mieszanina “konsekwentnego" ateizmu i “pobłażliwości" dla religii, jakieś “pozbawione zasad" wahania miedzy r-r-rewolucyjną wojną z bogiem a tchórzliwą chęcią “przypodobania się" wierzącym robotnikom, obawa odstraszenia ich itd. itp. W literaturze frazesowiczów anarchistycznych można znaleźć niemało tego typu wycieczek pod adresem marksizmu.
 
 
Ale kto jest w stanie choć trochę poważnie odnosić się do marksizmu, wniknąć w jego podstawy filozoficzne oraz w doświadczenie międzynarodowej socjaldemokracji, ten z łatwością dostrzeże, że taktyka marksizmu w stosunku do religii jest głęboko konsekwentna i przemyślana przez Marksa i Engelsa, że to, co dyletanci lub nieucy uważają za wahania, wynika wprost i nieuchronnie z materializmu dialektycznego. Byłoby wielkim błędem sądzić, że pozorne “umiarkowanie" marksizmu w stosunku do religii tłumaczy się tak zwanymi względami “taktycznymi" w sensie chęci “nieodstraszenia" itp. Przeciwnie, linia polityczna marksizmu również w tej kwestii jest nierozerwalnie związana z jego podstawami filozoficznymi.
 
 
Marksizm — to materializm. Jako taki jest on tak samo nieubłaganie wrogi religii, jak materializm encyklopedystów XVIII wieku lub materializm Feuerbacha. To nie ulega wątpliwości. Ale materializm dialektyczny Marksa i Engelsa idzie dalej niż encyklopedyści i Feuerbach i rozciąga filozofię materialistyczną na dziedzinę historii, na dziedzinę nauk społecznych. Powinniśmy walczyć z religią. Jest to abecadło całego materializmu, a więc również marksizmu. Ale marksizm nie jest materializmem, który zatrzymał się na abecadle. Marksizm idzie dalej. Mówi on: należy umieć walczyć z religią, w tym zaś celu trzeba materialistycznie wyjaśnić źródła wiary i religii wśród mas. Walki z religią nie wolno ograniczać do abstrakcyjno-ideologicznej propagandy, nie wolno jej sprowadzać do takiej propagandy; walkę tę należy powiązać z konkretną praktyką ruchu klasowego, który zmierza do usunięcia społecznych korzeni religii. Dlaczego religia utrzymuje się wśród zacofanych warstw proletariatu miejskiego, wśród szerokich warstw półproletariatu, a także wśród mas chłopstwa? Wskutek ciemnoty ludu — odpowiada burżuazyjny postępowiec, radykał albo burżuazyjny materialista. A więc — precz z religią, niech żyje ateizm, naszym głównym zadaniem jest rozpowszechnianie poglądów ateistycznych. Marksista powiada: nieprawda. Taki pogląd — to powierzchowne, burżuazyjnie ograniczone kulturnictwo. Taki pogląd tłumaczy korzenie religii nie dość wnikliwie, nie materialistycznie, lecz idealistycznie. We współczesnych krajach kapitalistycznych są to korzenie przede wszystkim społeczne. Społeczny ucisk mas pracujących, ich pozorna całkowita bezradność wobec ślepych sił kapitalizmu, który co dzień i co godzinę sprawia po tysiąckroć więcej najokrutniejszych cierpień, najbardziej dzikich męczarni zwykłym ludziom pracy niż wszelkie nadzwyczajne wydarzenia, jak wojny, trzęsienia ziemi itd. — oto w czym tkwią najgłębsze, współczesne korzenie religii. “Strach stworzył bogów".
 
 
Strach wobec ślepej siły kapitału, która jest ślepa, gdyż masy ludowe nie mogą jej przeniknąć, która na każdym kroku życia proletariusza i drobnego posiadacza grozi przyniesieniem i przynosi mu “nagłą", “nieoczekiwaną", “przypadkową" ruinę, zgubę, śmierć głodową, czyni zeń nędzarza, paupra, prostytutkę — oto owe korzenie współczesnej religii, które przede wszystkim i nade wszystko winien mieć na uwadze materialista, jeśli nie chce pozostawać materialistą na poziomie przedszkola. Żadna uświadamiająca książka nie wykorzeni religii wśród mas zahukanych przez kapitalistyczną katorgę, uzależnionych od ślepych, niszczycielskich sił kapitalizmu, dopóki same te masy nie nauczą się społem, w sposób zorganizowany, planowo i świadomie walczyć z tymi korzeniami religii, z panowaniem kapitału we wszystkich jego postaciach.
 
 
 
Gzy wynika stąd, że książka uświadamiająca, wymierzona przeciwko religii jest szkodliwa lub zbyteczna? Nie. Wynika stąd zgoła coś innego. Wynika stąd, że ateistyczna propaganda socjaldemokracji winna być podporządkowana jej głównemu zadaniu: rozwijaniu walki klasowej wyzyskiwanych mas przeciwko wyzyskiwaczom.
 
 
Człowiek, który nie wniknął w podstawy materializmu dialektycznego, tj. filozofii Marksa i Engelsa, może nie zrozumieć (lub co najmniej nie zrozumieć od razu) tego twierdzenia. Jakże to? Podporządkować propagowanie idei, głoszenie określonych idei, walkę z tym wrogiem kultury i postępu, który utrzymuje się w ciągu tysiącleci (tj. z religią) — walce klasowej, tj. walce o określone cele praktyczne w dziedzinie ekonomicznej i politycznej?
 
 
Tego rodzaju zarzut należy do rzędu utartych zarzutów wysuwanych przeciw marksizmowi, świadczących o absolutnym niezrozumieniu dialektyki Marksa. Sprzeczność wprawiająca w zakłopotanie tych, którzy występują z podobnymi zarzutami, jest żywą sprzecznością samego życia, to znaczy sprzecznością dialektyczną, nie zaś sprzecznością w słowach, zmyśloną. Oddzielać absolutną, nieprzebytą granicą teoretyczną propagandę ateizmu — czyli podważanie wierzeń religijnych wśród określonych warstw proletariatu — od powodzenia, przebiegu, warunków walki klasowej tych warstw — znaczy rozumować niedialektycznie, czynić z tego, co jest granicą ruchomą, względną, granicę absolutną — znaczy przemocą rozrywać to, co jest nierozerwalnie związane z realną rzeczywistością.
 
 
Weźmy przykład. Proletariat danego obwodu i danej gałęzi przemysłu dzieli się, przypuśćmy, na czołową warstwę dość świadomych socjaldemokratów, którzy oczywiście są ateistami, oraz na robotników dość zacofanych, związanych jeszcze ze wsią i chłopstwem, którzy wierzą w boga, chodzą do kościoła albo nawet ulegają bezpośrednim wpływom miejscowego duchownego, który, dajmy na to, organizuje chrześcijański związek robotniczy. Przypuśćmy następnie, że walka ekonomiczna w tej miejscowości doprowadziła do strajku. Marksista powinien na pierwszym miejscu postawić powodzenie ruchu strajkowego, powinien w tej walce stanowczo przeciwdziałać podziałowi robotników na ateistów i chrześcijan, zdecydowanie walczyć przeciwko takiemu podziałowi. Głoszenie ateizmu może w takich warunkach okazać się i zbyteczne, i szkodliwe, nie z punktu widzenia kołtuńskich obaw przed odstraszeniem warstw zacofanych, przed utratą mandatu przy wyborach itp., lecz z punktu widzenia rzeczywistego postępu walki klasowej, która w warunkach współczesnego społeczeństwa kapitalistycznego po stokroć lepiej doprowadzi robotników-chrześcijan do socjaldemokracji i ateizmu niż sama propaganda ateistyczna. Głosiciel ateizmu w takiej chwili i w takich warunkach działałby jedynie na rękę popu i popom, którzy niczego bardziej nie pragną, jak zastąpienia podziału robotników według ich stosunku do strajku przez podział według ich stosunku do wiary w boga. Anarchista, głosząc wojnę z bogiem za wszelką cenę, w praktyce pomógłby popom i burżuazji (jak zresztą zawsze anarchiści faktycznie pomagają burżuazji).
 
 
 
 
 
Marksista winien być materialistą, tzn. wrogiem religii, ale materialistą dialektycznym, tzn. stawiającym sprawę walki z religią nie abstrakcyjnie, nie na gruncie oderwanej, wyłącznie teoretycznej, zawsze jednakiej propagandy, lecz konkretnie, na gruncie walki klasowej, która toczy się w rzeczywistości i która wychowuje masy najbardziej i najlepiej. Marksista winien umieć uwzględniać całokształt konkretnej sytuacji, zawsze znajdować granicę między anarchizmem a oportunizmem (granica ta jest względna, ruchoma, zmienna, ale granica ta istnieje), nie wpadać ani w abstrakcyjny, deklaratywny, w rzeczywistości czczy “rewolucjonizm" anarchisty, ani w kołtuństwo i oportunizm drobnomieszczanina lub liberalnego inteligenta, który tchórzy przed walką z religią, zapomina o tym swoim zadaniu, godzi się z wiarą w boga, kieruje się nie interesami walki klasowej, lecz małostkowym, nędznym wyrachowaniem: nie obrazić, nie odepchnąć, nie przestraszyć — kieruje się arcymądrą zasadą: “żyj i pozwól żyć innym" itd. itp.
 
 
 
Z tego punktu widzenia należy rozwiązywać wszystkie szczegółowe zagadnienia dotyczące stosunku socjaldemokracji do religii. Na przykład, często ludzie zadają pytanie, czy duchowny może być członkiem partii socjaldemokratycznej, i zazwyczaj na to pytanie dają bez jakichkolwiek zastrzeżeń odpowiedź twierdzącą, powołując się na doświadczenie europejskich partii socjaldemokratycznych. Ale doświadczenie to powstało nie tylko wskutek stosowania doktryny marksizmu w ruchu robotniczym, lecz również na gruncie szczególnych, historycznych warunków Zachodu, których nie ma w Rosji (niżej zajmiemy się tymi warunkami), toteż odpowiedź bezwarunkowo twierdząca jest tu niesłuszna. Nie można raz na zawsze i niezależnie od okoliczności oświadczyć, że duchowni nie mogą być członkami partii socjaldemokratycznej, ale nie można też raz na zawsze wysuwać zasady odwrotnej. Jeśli duchowny zbliża się do nas w celu wspólnej pracy politycznej i sumiennie wykonuje pracę partyjną, nie występując przeciw programowi partyjnemu, to możemy go przyjąć w szeregi socjaldemokratów, albowiem sprzeczność ducha i podstaw naszego programu z przekonaniami religijnymi duchownego mogłyby w takich warunkach tylko dotyczyć jego samego, być jego osobistą sprzecznością, egzaminować zaś swoich członków, czy między ich poglądami a programem partii nie ma sprzeczności, organizacja polityczna nie może. Ale podobny wypadek, rzecz jasna, mógłby być rzadkim wyjątkiem nawet w Europie, w Rosji zaś jest już zupełnie mało prawdopodobny. I gdyby na przykład duchowny wstąpił do partii socjaldemokratycznej i rozpoczął w tej partii, jako swoją główną i niemal jedyną pracę, aktywne głoszenie swoich poglądów religijnych, wówczas partia musiałaby bezwzględnie usunąć go ze swych szeregów. Winniśmy nie tylko dopuszczać, ale szczególnie usilnie przyciągać do partii socjaldemokratycznej wszystkich robotników zachowujących wiarę w boga, występujemy bezwzględnie przeciwko najmniejszemu nawet obrażaniu ich przekonań religijnych, ale przyciągamy ich w celu wychowania w duchu naszego programu, nie zaś dla aktywnej walki z tym programem. Wewnątrz partii dopuszczamy swobodę poglądów, lecz w pewnych granicach, określonych wolnością stowarzyszania się: nie jesteśmy obowiązani iść w jednym szeregu z aktywnymi głosicielami poglądów odrzucanych przez większość partii.
 
 
 
Inny przykład: czy można we wszelkich warunkach w jednakowym stopniu potępiać członków partii socjaldemokratycznej za oświadczenie: “socjalizm — to moja religia" oraz za głoszenie poglądów odpowiadających temu oświadczeniu? Nie. Mamy tu do czynienia z niewątpliwym odstępstwem od marksizmu (a więc i od socjalizmu), ale znaczenie tego odstępstwa, jego, że tak powiem, ciężar gatunkowy może być różny w różnych okolicznościach: jeśli agitator albo człowiek przemawiający do robotników wyraża się w ten sposób po to, by go lepiej zrozumiano, by od tego rozpocząć swoje wywody, by dobitniej podkreślić swoje poglądy w terminach najbardziej przyjętych wśród nieuświadomionych mas — to jedna sprawa; co innego zaś, gdy pisarz zaczyna głosić “bogotwórstwo" lub socjalizm bogotwórczy (na przykład w duchu naszego Łunaczarskiego i ski). O ile w pierwszym wypadku potępienie mogłoby być czepianiem się lub nawet niewłaściwym krępowaniem swobody agitatora, swobody “pedagogicznego" oddziaływania, o tyle w drugim wypadku partyjne potępienie jest konieczne i obowiązujące. Twierdzenie: “socjalizm jest religią" stanowi dla pewnych ludzi formę przejścia od religii do socjalizmu, dla innych — od socjalizmu do religii.
 
 
Przejdźmy obecnie do warunków, które na Zachodzie zrodziły oportunistyczną interpretację tezy: “uznanie religii za sprawę prywatną". Oczywiście działa tu wpływ przyczyn ogólnych, rodzących oportunizm w ogóle, jako poświęcenie dla chwilowych korzyści podstawowych interesów ruchu robotniczego. Partia proletariatu domaga się od państwa uznania religii za sprawę prywatną, nie uważając bynajmniej za “sprawę prywatną" zagadnienia walki z tym opium ludu, walki z przesądami religijnymi itd. Oportuniści wypaczają sprawę w taki sposób, jakoby socjaldemokratyczna partia uważała religię za sprawę prywatną!
 
 
 
Ale oprócz zwykłego oportunistycznego wypaczenia (zupełnie nie wyjaśnionego w dyskusji naszej frakcji w Dumie nad przemówieniem w sprawie religii) istnieją specjalne warunki historyczne, które spowodowały dzisiejszą, jeśli można się tak wyrazić, nadmierną obojętność europejskich socjaldemokratów wobec zagadnienia religii. Są to warunki dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, zadanie walki z religią jest historycznym zadaniem rewolucyjnej burżuazji i na Zachodzie zadanie to w znacznym stopniu wykonała (lub wykonywała) demokracja burżuazyjna w epoce swoich rewolucji lub swoich ataków na feudalizm i średniowiecze. Zarówno we Francji, jak w Niemczech istnieje tradycja burżuazyjnej wojny z religią, wszczętej na długo przed socjalizmem (encyklopedyści, Feuerbach). W Rosji, odpowiednio do warunków naszej burżuazyjno-demokratycznej rewolucji, również i to zadanie spada prawie całkowicie na barki klasy robotniczej. Demokracja drobnomieszczańska (narodnicka) uczyniła u nas pod tym względem nie zbyt wiele (jak mniemają nowo upieczeni czarnosecinni kadeci lub kadeccy czarnosecińcy z “Wiech"145), lecz zbyt mało w porównaniu z Europą.
 
 
Z drugiej strony tradycja burżuazyjnej wojny z religią potrafiła zrodzić w Europie specyficznie burżuazyjne wypaczenie tej wojny przez anarchizm, który — jak to już od dawna i wielokrotnie wyjaśniali marksiści — stoi na gruncie światopoglądu burżuazyjnego mimo całej “zaciekłości" swoich ataków przeciwko burżuazji. Anarchiści i blankiści w krajach romańskich, Most (który, nawiasem mówiąc, był uczniem Duhringa) i ska w Niemczech, anarchiści w latach osiemdziesiątych w Austrii doprowadzili do nec plus ultra frazes rewolucyjny w walce z religią. Nic dziwnego, że europejscy socjaldemokraci korygując anarchistów przeginają pałkę. Jest to zrozumiałe i do pewnego stopnia uzasadnione, ale nam, socjaldemokratom rosyjskim, nie godzi się zapominać o specyficznych warunkach historycznych Zachodu.
 
 
 
Po drugie, na Zachodzie, po zakończeniu narodowych rewolucji burżuazyjnych, po wprowadzeniu mniej lub bardziej pełnej wolności wyznania, kwestia walki demokracji z religią została już do tego stopnia zepchnięta historycznie na drugi plan przez walkę demokracji burżuazyjnej z socjalizmem, że rządy burżuazyjne świadomie usiłowały odwrócić uwagę mas od socjalizmu przez zorganizowanie quasi-liberalnej “wyprawy" przeciw klerykalizmowi. Taki charakter miał zarówno Kulturkampf w Niemczech, jak i walka burżuazyjnych republikanów z klerykalizmem we Francji. Burżuazyjny antyklerykalizm jako środek odwrócenia uwagi mas robotniczych od socjalizmu — oto co na Zachodzie poprzedziło rozpowszechnienie wśród socjaldemokratów ich dzisiejszej “obojętności" wobec walki z religią. I znów jest to zrozumiałe i uzasadnione, ponieważ burżuazyjnemu i bismarkowskiemu antyklerykalizmowi socjaldemokraci powinni byli przeciwstawić właśnie podporządkowanie walki z religią walce o socjalizm.
 
 
W Rosji warunki są zupełnie inne. Proletariat jest wodzem naszej rewolucji burżuazyjno-demokratycznej. Jego partia powinna być wodzem ideowym w walce z wszelkim średniowieczem, między innymi zaś również ze starą oficjalną religią i z wszelkimi próbami jej odnowienia lub ugruntowania na nową albo inną modłę itd. Dlatego też, jeżeli Engels stosunkowo łagodnie korygował oportunizm niemieckich socjaldemokratów, którzy na miejsce żądania partii robotniczej, by państwo uznało religię za sprawę prywatną, podsuwali uznanie religii za sprawę prywatną dla samych socjaldemokratów i partii socjaldemokratycznej, to jest rzeczą zrozumiałą, że przejmowanie przez oportunistów rosyjskich tego niemieckiego wypaczenia spotkałoby się ze strony Engelsa ze stokroć ostrzejszym potępieniem.
 
 
Oświadczając z trybuny Dumy, że religia jest opium ludu, nasza frakcja postąpiła zupełnie słusznie i w ten sposób stworzyła precedens, który winien posłużyć za podstawę wszystkich wystąpień socjaldemokratów rosyjskich w kwestii religii. Czy należało posunąć się dalej, rozwijając jeszcze bardziej szczegółowo wnioski ateistyczne? Sądzimy, że nie. Mogłoby to stworzyć groźbę, że polityczna partia proletariatu przesadza w walce z religią, mogłoby to prowadzić do zacierania granic między burżuazyjną a socjalistyczną walką z religią. Pierwsze zadanie, które frakcja socjaldemokratyczna powinna była wykonać w czarnosecinnej Dumie, zostało z honorem wykonane.
 
 
Drugie zadanie — i bodaj czy nie najważniejsze dla socjaldemokratów — wyjaśnienie klasowej roli kościoła i duchowieństwa w popieraniu czarnosecinnego rządu i burżuazji w jej walce z klasą robotniczą — także zostało z honorem wykonane. Oczywiście na ten temat można jeszcze powiedzieć bardzo wiele i socjaldemokraci znajdą materiał, by w następnych wystąpieniach uzupełnić przemówienie tow. Surkowa; niemniej przemówienie jego było doskonałe i rozpowszechnienie go przez wszystkie organizacje partyjne jest bezpośrednim obowiązkiem naszej partii.
 
 
Trzecie zadanie — należało bardzo gruntownie wyjaśnić właściwy sens tak często wypaczanego przez oportunistów niemieckich twierdzenia: “uznanie religii za sprawę prywatną". Tego, niestety, tow. Surkow nie zrobił. Jest to tym bardziej godne pożałowania, że w poprzedniej działalności frakcji został już popełniony w tej sprawie błąd przez tow. Biełousowa, na który w swoim czasie zwrócił uwagę “Proletarij"[146]. Dyskusja we frakcji wykazuje, że spór na temat ateizmu przesłonił w niej kwestię właściwej interpretacji sławetnego żądania uznania religii za sprawę prywatną. Nie będziemy winili samego tylko tow. Surkowa za błąd popełniony przez całą frakcję. Co więcej, przyznajemy wprost, że w tym wypadku winę ponosi cała partia, która nie dość tę kwestię wyjaśniała, niedostatecznie przygotowała w umysłach socjaldemokratów grunt do zrozumienia znaczenia uwagi Engelsa pod adresem oportunistów niemieckich. Dyskusja we frakcji wykazuje, że miało tu właśnie miejsce niedostateczne zrozumienie sprawy, bynajmniej zaś nie chęć nieliczenia się z nauką Marksa, i jesteśmy przekonani, że błąd ten zostanie naprawiony w następnych wystąpieniach frakcji.
 
 
Ogólnie biorąc, powtarzamy, przemówienie tow. Surkowa jest doskonałe i powinno być rozpowszechniane przez wszystkie organizacje. Dyskusją nad tym przemówieniem frakcja dowiodła, że z całą sumiennością wykonała swój socjaldemokratyczny obowiązek. Pozostaje wyrazić życzenie, by częściej w prasie partyjnej ukazywały się korespondencje o dyskusjach wewnątrz frakcji, dla zapoznania partii z trudną pracą wewnętrzną wykonywaną przez frakcję, a także dla zbliżenia frakcji z partią i ustalenia ideowej jedności między nimi.



Przypisy:
[144] Mowa o wystąpieniu posła do III Dumy Państwowej, socjaldemokraty P. Surkowa podczas omawiania budżetu Synodu na posiedzeniu Dumy w dniu 14 (27) kwietnia 1909 r. (patrz Stienograficzeskij otczot III Gosudarstwiennoj dumy, II siessija, czast’ III, s. 2074). Dane o dyskusji nad projektem wystąpienia Surkowa na forum frakcji Dumy przytoczono w artykule “Prienija w dumskoj socyał-diemokraticzeskoj frakcyi po woprosu ob otnoszenii socyał-diemokratii k rieligii", opublikowanym w nrze 45 gazety “Proletarij" z 13 (26) maja 1909 r. w rubryce “Iz partii". — 387.1

 
[144a] Por. K. Marks: “Przyczynek do heglowskiej filozofii prawa. Wstęp". W: K. Marks, F. Engels: Dzieła, t. 1. Warszawa 1976, s. 458. — Red.
 
 
[144b] Por. F. Engels: “Literatura emigracyjna. II. Program blankistowskich uchodźców Komuny". W: K. Marks, F. Engels: Dzieła, t. 18. Warszawa 1969, s. 585—594. — Red.
 
[144c] Por. F. Engels: “Anty-Duhring". W: K. Marks, F. Engels: Dzieła, t. 20. Warszawa 1972, s. 354. — Red.
 
 
[144d] Por. F. Engels: “Wprowadzenie do pracy <<Wojna domowa we Francji>>". W: K. Marks, F. Engels: Dzieła, t. 22. Warszawa 1971, s. 231. — Red.
 
 
[145]“Wiechy" — zbiór artykułów czołowych publicystów partii kadetów, przedstawicieli kontrrewolucyjnej burżuazji liberalnej: N. Bierdiajewa, S. Bułhakowa, S. Franka, M. Gerszenzona, A. Izgojewa, B. Kistiakowskiego i P. Struwego. Ukazał się w Moskwie wiosną 1909 r. W swoich artykułach o inteligencji rosyjskiej “wiechiści" usiłowali zbezcześcić rewolucyjno-demokratyczne tradycje ruchu wyzwoleńczego w Rosji, szkalowali poglądy i działalność W. Biełińskiego, N. Czernyszewskiego, N. Dobrolubowa, D. Pisariewa i rzucali kalumnie na ruch rewolucyjny 1905 r., dziękując rządowi carskiemu za to, że “za pomocą bagnetów i więzień" uratował burżuazję “przed wściekłością ludu". Krytyczną analizę i ocenę polityczną zbioru kadeckich czarnosecińców Lenin dał w artykule “O ŤWiechachť" (patrz Dzieła, t. 16. Warszawa 1957, s. 118—127). Porównując program filozoficzny i publicystyczny zbioru z programem czarnosecinnej gazety “Moskowskije Wiedomosti", Lenin nazwał “Wiechy" “encyklopedią liberalnego renegactwa", “nieprzerwanym potokiem reakcyjnych pomyj wylanychna demokrację". W Centralnym Archiwum Partyjnym Instytutu Marksizmu-Leninizmu przy KC KPZR znajduje się egzemplarz zbioru “Wiechy" z licznymi uwagami Lenina. — 395.
 
 
[146]Błąd posła T. Biełousowa polegał na tym, że podczas omawiania budżetu Synodu na posiedzeniu III Dumy Państwowej w dniu 22 marca (4 kwietnia) 1908 r. zgłosił wniosek przejścia do kolejnych spraw, uznając religię za “prywatną sprawę każdego poszczególnego człowieka". Błąd sformułowania Biełousowa został omówiony w artykule wstępnym nru 28 gazety “Proletarij" z dnia 2 (15) kwietnia 1908 r. — 397.

Społeczność

Lenin 666