Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 10 gości.

Fryderyk Engels: List do Augusta Bebla

August_Bebel_3.jpg

Źródło: http://marxists.org/polski/marks-engels/1875/letters/75_03_28.htm

--------------------

Londyn, 18 - 28 marca 1875.

Drogi Beblu!

Otrzymałem Pański list z 23 lutego i cieszy mnie, że fizycznie tak dobrze się Pan czuje.

Pyta Pan, co sadzimy o sprawie zjednoczenia. Niestety, byliśmy w takiej samej sytuacji jak Pan. Ani Liebknecht, ani nikt inny nie zawiadamiał nas o niczym, toteż i my wiemy tylko to, co podają gazety, a w nich nic nie było - aż nagle, mniej więcej tydzień temu, pojawił się projekt programu.. Projekt ten doprawdy wprawił nas w niemałe zdumienie.

Partia nasza tak często wyciągała do lassalczyków dłoń, proponując im pojednanie lub chociażby współdziałanie, i tak często spotykała się z obraźliwą odmową Hasencleverów, Hasselmannów i Tolcke'ów, że każde dziecko wysnułoby z tego wniosek: jeśli ci panowie przychodzą teraz sami z propozycją pojednania, to są widocznie w piekielnych tarapatach. Znając jednak dobrze charakter tych ludzi, powinniśmy skorzystać z tych tarapatów i zawarować sobie wszelkie możliwe gwarancje, aby ludzie ci kosztem naszej partii nie wzmocnili na nowo w opinii robotników swej zachwianej pozycji. Należało ich przyjąć jak najbardziej chłodno i nieufnie, uzależnić zjednoczenie od stopnia ich gotowości do porzucenia sekciarskich haseł i ich pomocy państwowej oraz od przyjęcia w zasadzie programu eisenachskiego z 1869 r.2 lub jego ulepszonego wydania przystosowanego do obecnej chwili. Jeśli idzie o teorię, a więc rzecz decydującą dla programu, partia nasza absolutnie niczego nie mogłaby się nauczyć od lassalczyków, natomiast oni mogliby na pewno nauczyć się czegoś od niej. Pierwszy warunek zjednoczenia powinien by sprowadzać się do tego, by przestali być sekciarzami, lassalczykami, a zatem, by przede wszystkim zrezygnowali ze swego panaceum - pomocy państwowej, lub chociażby uznali ją za drugorzędny środek przejściowy wśród i obok wielu innych możliwych środków. Projekt programu świadczy, że nasi ludzie, którzy pod względem teorii stokrotnie przewyższają przywódców lassalowskich, nie dorastają, im do pięt pod względem sprytu politycznego. I tym razem "uczciwi" zostali niemiłosiernie wystrychnięci na dudków przez nieuczciwych.

Po pierwsze, przyjęto górnolotny, lecz historycznie błędny frazes lassalowski: wobec klasy robotniczej wszystkie inne klasy stanowią, tylko jedna reakcyjną masę. Teza ta jest słuszna tylko w poszczególnych wypadkach wyjątkowych, na przykład podczas rewolucji proletariackiej, jak Komuna, lub w takim kraju, gdzie nie tylko burżuazja ukształtowała państwo i społeczeństwo na obraz i podobieństwo swoje, lecz po niej również demokratyczne drobnomieszczaństwo doprowadziło już to przekształcenie do jego ostatecznych konsekwencji. Jeśliby np. w Niemczech demokratyczne drobnomieszczaństwo należało do tej reakcyjnej masy, to jakżeż mogła Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza przez tyle lat iść z nim, z Partia Ludową3, ramię przy ramieniu? Jak może "Volksstaat"4 czerpać niemal całą swą treść polityczną z drobnomieszczańsko-demokratycznej "Frankfurter Zeitung"5? I jak można w tym samym programie zamieszczać aż siedem żądań, wprost dosłownie pokrywających się z programem Partii Ludowej i demokracji drobnomieszczańskiej? Mam na myśli siedem żądań politycznych, l-5 i l-2, z których wszystkie bez wyjątku są burżuazyjno-demokratyczne6.

Po drugie, mamy tu w istocie rzeczy zupełne wyparcie się na dziś zasady internacjonalizmu ruchu robotniczego. A czynią to ludzie, którzy przez pięć lat, i to w najtrudniejszych warunkach, z największą chlubą wysoko dzierżyli tę zasadę. Czołową pozycję w ruchu europejskim zawdzięczają robotnicy niemieccy głównie swej prawdziwie internacjonalistycznej postawie podczas wojny; żaden inny proletariat nie zachowałby się tak dobrze. A teraz mieliby wyprzeć się tej zasady, w chwili gdy wszędzie za granicą robotnicy podkreślają ją w tym samym stopniu, w jakim rządy dążą do zduszenia każdej próby jej urzeczywistnienia w jakiejś organizacji! Cóż więc pozostaje jeszcze z internacjonalizmu ruchu robotniczego? Nikła nadzieja - nawet nie na późniejsze współdziałanie robotników europejskich w walce o swe wyzwolenie - nie, nadzieja na przyszłe "międzynarodowe braterstwo ludów", na "Stany Zjednoczone Europy" panów burżua z Ligi Pokoju!7

Nie było oczywiście żadnej konieczności wspominać o Międzynarodówce jako takiej. Ale nie należało przynajmniej robić kroku wstecz od programu z 1869 r. Trzeba było powiedzieć mniej więcej tak: aczkolwiek niemiecka partia robotnicza działa przede wszystkim w obrębie wytkniętych jej granic państwowych (nie ma ona prawa przemawiać w imieniu proletariatu europejskiego, zwłaszcza mówić w jego imieniu rzeczy błędnych), to jednak - świadoma swej solidarności z robotnikami wszystkich krajów - gotowa będzie zawsze, jak to czyniła dotąd, spełniać obowiązki wynikające z tej solidarności. Tego rodzaju obowiązki pozostają w mocy nawet wtedy, kiedy partia nie ogłasza się czy też nie uważa się za część "Międzynarodówki"; np. udzielanie pomocy, powstrzymywanie napływu robotników z zagranicy podczas strajków, troska o to, aby robotnicy niemieccy byli informowani przez prasę partyjną o ruchu za granicą, agitacja przeciwko groźbie lub wybuchowi wojen uknutych przez rządy, stosowanie podczas tego rodzaju wojen takiej taktyki, jaką wzorowo zastosowano w latach 1870-1871 itd.

Po trzecie, ludzie nasi pozwolili narzucić sobie lassalowskie "spiżowe prawo płacy", które opiera się na całkowicie przebrzmiałym poglądzie ekonomicznym, jakoby robotnik otrzymywał przeciętnie tylko minimum płacy roboczej, a to dlatego, że w myśl teorii ludnościowej Malthusa zawsze istnieje nadmiar robotników (taka była argumentacja Lassalle'a). Tymczasem Marks dokładnie wykazał w "Kapitale", że prawa regulujące płacę roboczą są nader skomplikowane, że zależnie od warunków przeważa raz to, raz znów inne, że więc nie są one bynajmniej spiżowe, lecz przeciwnie, są bardzo elastyczne i że w ogóle kwestii tej nie można zbyć kilkoma słowami, jak to sobie wyobrażał Lassalle. Malthusowskie uzasadnienie prawa - prawo to odpisał Lassalle od Malthusa i Ricarda (wypaczając tego ostatniego) - cytowane z innej broszury Lassalle'a8, np. na str. 5 "Wypisów dla robotników", zostało gruntownie obalone przez Marksa w dziale o "Procesie akumulacji kapitału"8a. Przyjęcie lassalowskiego "spiżowego prawa" oznacza więc uznanie błędnej tezy i błędnego uzasadnię nią tej tezy.

Po czwarte, program wysuwa jako jedyne żądanie społeczni lassalowską pomoc państwowa w najbardziej nagiej postaci, w jakiej Lassalle ściągnął ją od Bucheza. I to teraz, kiedy Bracke doskonale wykazał już całą nicość tego żądania9, kiedy już prawie wszyscy, jeśli nie wszyscy mówcy naszej partii w walce z lassalczykami musieli występować przeciw tej "pomocy państwowej"! Bardziej poniżyć się nasza partia już nie mogła. Internacjonalizm sprowadzony da poziomu Amanda Goegga, a socjalizm sprowadzony do poziomu burżuazyjnego republikanina Bucheza, który wysunął to żądanie przeciw socjalistom, by ich zniszczyć!

W najlepszym zaś razie "pomoc państwowa" w sensie lassalowskim jest przecież tylko jednym z wielu środków osiągnięcia celu, co wyrażono w projekcie niezdarnymi słowami: "by utorować drogę do rozwiązania kwestii społecznej" - jak gdyby istniała jeszcze dla nas teoretycznie nie rozwiązana kwestia społeczna! Gdyby zatem powiedzieć: niemiecka partia robotnicza dąży do zniesienia pracy najemnej, a tym samym i różnic klasowych, przez wprowadzenie w skali krajowej produkcji kolektywnej w przemyśle i rolnictwie, oraz popiera wszelkie poczynania, które mogą prowadzić do osiągnięcia tego celu! - to żaden lassalczyk nic nie mógłby mieć przeciw temu.

Po piąte, nie wspomina się wcale o organizowaniu się klasy robotniczej jako klasy poprzez związki zawodowe. A jest to punkt bardzo istotny, gdyż związki zawodowe są właściwą organizacją klasową proletariatu, w której stacza on swe codzienne walki z kapitałem, w której się szkoli i której dzisiaj w żaden sposób nawet najskrajniejsza reakcja (jak obecnie w Paryżu) nie potrafi już zniszczyć. Wobec znaczenia, jakiego organizacja ta nabiera również w Niemczech, należałoby, naszym zdaniem, bezwarunkowo wspomnieć o niej w programie i w miarę możności zarezerwować dla niej jakieś miejsce w strukturze partii.

Wszystko to zrobili nasi ludzie przez wzgląd na lassalczyków. A w czym ustąpili tamci? W tym, że w programie figuruje mnóstwo dość mętnych, czysto demokratycznych żądań, z których część jest po prostu kwestią mody, np. "sprawowanie władzy ustawodawczej przez lud". W Szwajcarii istnieje ono i przynosi więcej szkody niż pożytku, jeśli w ogóle ma jakieś znaczenie. Sprawowanie administracji przez lud - to miałoby jeszcze jakiś sens. Brak również pierwszego warunku wszelkiej wolności - mianowicie, żeby każdy urzędnik odpowiadał za wszystkie swe czynności urzędowe wobec każdego obywatela przed zwykłymi sądami na podstawie prawa powszechnego. O tym, że takie żądania jak wolność nauki i wolność sumienia figurują w każdym liberalnym programie burżuazyjnym, tu zaś wyglądają trochę dziwnie - nie chcę już szerzej mówić.

Wolne państwo ludowe przekształcono w wolne państwo. W sensie gramatycznym wolne państwo - to państwo wolne wobec swych obywateli, a więc państwo z rządem despotycznym. Należałoby zaniechać całej tej gadaniny o państwie, zwłaszcza od czasu Komuny, która już nie była państwem we właściwym tego słowa znaczeniu. Państwo ludowe wytykali nam anarchiści aż do znudzenia, jakkolwiek już praca Marksa przeciw Proudhonowi9a, a później "Manifest Komunistyczny"9b mówią wyraźnie, że z chwilą wprowadzenia socjalistycznego porządku społecznego państwo samo przez się zanika i przestaje istnieć. Ponieważ państwo jest tylko instytucją przejściową, która służy w walce, w rewolucji, by przemocą trzymać w karbach przeciwnika, to mówienie o wolnym państwie ludowym jest zupełną bzdurą. Dopóki proletariat posługuje się jeszcze państwem, posługuje się nim nie w interesie wolności, lecz po to, by trzymać w karbach swych przeciwników, z chwilą zaś kiedy może być mowa o wolności, państwo jako takie przestaje istnieć. Proponowalibyśmy przeto, by wszędzie zamiast słowa państwo napisać "Gemeinwesen" ["wspólnota"], trafne, stare słowo niemieckie, które doskonale może zastąpić francuskie słowo "Commune".

"Usunięcie wszelkiej nierówności społecznej i politycznej" -to także bardzo wątpliwy frazes, zamiast: "zniesienie wszelkich różnic klasowych". Między poszczególnymi krajami, dzielnicami, a nawet miejscowościami będzie istniała zawsze pewna nierówność warunków życia, którą, będzie można zredukować do minimum, lecz nigdy całkowicie usunąć. Mieszkańcy Alp zawsze będą żyli w innych warunkach niż ludzie z równin. Wyobrażenie o społeczeństwie socjalistycznym jako królestwie równości jest jednostronnym wyobrażeniem francuskim, nawiązującym do starego hasła "Wolność, równość, braterstwo"; wyobrażenie to było uzasadnione jako szczebel rozwoju w swoim czasie i na swoim miejscu, ale teraz należałoby je porzucić, podobnie jak wszystkie jednostronności poprzednich szkół socjalistycznych, gdyż sieją one jedynie zamęt w umysłach, a znaleziono już bardziej ścisłe sposoby przedstawienia sprawy.

Kończę, jakkolwiek każde niemal słowo tego programu -- w dodatku bezbarwnie i nieudolnie zredagowanego - zasługuje na krytykę. Jest to taki program, że w razie przyjęcia go Marks i ja nigdy nie moglibyśmy przyznać się do nowej partii stworzonej na tej podstawie; będziemy musieli zastanowić się bardzo poważnie, jakie stanowisko - również publicznie - mamy wobec niej zająć. Proszę pamiętać o tym, że to nas za granica czynią odpowiedzialnymi za wszystkie i wszelkie wypowiedzi i czyny Niemieckiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej. Tak np. Bakunin w swej pracy "Państwowość a anarchia" 10 obarcza nas odpowiedzialnością za każde nie przemyślane słowo, które Liebknecht powiedział i napisał od czasu założenia pisma "Demokratisches Wochenblatt"11. Ludzie wszak wyobrażają sobie, że my komenderujemy stąd całym ruchem, a Pan wie równie dobrze jak ja, że prawie nigdy nie wtrącaliśmy się w najmniejszej mierze do wewnętrznych spraw partii; jeśli zaś to czyniliśmy, to jedynie w tym celu, by w miarę możności naprawić popełnione, naszym zdaniem, błędy, i to wyłącznie błędy teoretyczne. Sam Pan jednak rozumie, że ten program stanowi punkt zwrotny, który bardzo łatwo może zmusić nas do zrzucenia z siebie wszelkiej odpowiedzialności za partię, która by go uznała.

Oficjalny program partii jest na ogół mniej ważny niż to, co partia robi. Lecz nowy program jest przecież zawsze wzniesionym publicznie sztandarem, podług którego świat ocenia partię. Dlatego też program w żadnym wypadku nie powinien być krokiem wstecz, jak obecny program w porównaniu do eisenachskiego. Trzeba by przecież zastanowić się także, co powiedzą o tym programie robotnicy innych krajów, jakie wrażenie wywrze to ukorzenie się całego niemieckiego proletariatu socjalistycznego przed lassalizmem.

Poza tym jestem przekonany, że zjednoczenie na tej podstawie nie przetrwa nawet roku. Czyż najtęższe głowy naszej partii miałyby przystać na bezmyślne klepanie wyuczonych na pamięć lassalowskich tez o spiżowym prawie płacy i o pomocy państwowej? Chciałbym np. Pana zobaczyć w tej roli! A gdyby nawet nasi ludzie to robili, słuchacze wygwizdaliby ich. Jestem pewien, że lassalczycy obstają przy tych właśnie częściach programu, tak jak Żyd Shylock przy swoim funcie mięsa. Do zerwania dojdzie, lecz przedtem my przywrócimy "dobre imię" Hasselmannowi, Hasencleverowi, Tolckemu i ich wspólnikom; my wyjdziemy z rozłamu osłabieni, a lassalczycy wzmocnieni; nasza partia utraci swe polityczne dziewictwo i nigdy już nie będzie mogła śmiało występować przeciw lassalowskim frazesom, które w pewnym okresie sama wypisała na swym sztandarze; a jeśli lassalczycy znowu powiedzą kiedyś, że to oni są najprawdziwszą i jedyną partią robotniczą, nasi zaś ludzie są zwykłymi burżua - to program będzie mógł posłużyć za dowód. Wszystkie socjalistyczne żądania programu pochodzą od nich, a nasza partia wniosła doń jedynie żądania drobnomieszczańskiej demokracji, którą przecież i ona określa w tymże programie jako część "reakcyjnej masy"!

Zwlekałem z wysłaniem tego listu, ponieważ będzie Pan przecież zwolniony dopiero l kwietnia na cześć urodzin Bismarcka12, a chciałem uniknąć ryzyka przechwycenia listu przy próbie przemycenia go. Tymczasem nadszedł właśnie list od Brackego, który również ma poważne wątpliwości co do programu i pyta o nasze zdanie. Posyłam więc list w celu przyspieszenia sprawy za jego pośrednictwem, żeby dać mu możność przeczytania go i zaoszczędzić sobie powtórnej pisaniny na ten temat. Zresztą Rammowi wyłożyłem również jasno swoje zdanie. Do Liebknechta napisałem tylko krótko. Nie mogę mu wybaczyć, że o całej tej sprawie nie napisał nam ani słowa (gdy Ramm i inni sądzili, że dokładnie nas o wszystkim poinformował) aż do chwili, kiedy, że tak powiem, było już za późno. Co prawda, i dawniej tak postępował - stąd ta obfita przykra korespondencja, którą Marks i ja musieliśmy z nim prowadzić - ale tym razem przebrała się już miara i stanowczo z tym się nie pogodzimy.

Niech Pan postara się tak urządzić, by przyjechać tu latem. Oczywiście zamieszka Pan u mnie, a jeśli pogoda dopisze, pojedziemy na kilka dni nad morze; po długiej odsiadce bardzo się Panu to przyda.

Najserdeczniej Panu oddany

F. E.

Marks przeprowadził się. niedawno, mieszka 41, Maitland Park Crescent, N. W. London.

Przypisy:

1. List Engelsa do Bebla z 18-28 marca 1875 r. stanowi organiczną część wspólnej - Marksa i Engelsa - krytyki projektu Programu Gotajskiego i taktyki eisenachczyków w rokowaniach z lassalczykami w przededniu zjednoczenia obu ówczesnych odłamów niemieckiego ruchu robotniczego. Po raz pierwszy list ten został opublikowany dopiero w 36 lat po jego napisaniu, we wspomnieniach Bebla (,,Aus meinem Leben", cz. II, Stuttgart 1911; Por. August Bebel, ,,Z mojego życia", PWN 1956, część druga, str. 379-388). - 3.

2. Chodzi o program uchwalony na ogólnoniemieckim zjeździe socjaldemokratów Niemiec, Austrii i Szwajcarii (7-9 sierpnia 1869 r. w Eisenachu). Partię założoną na tym zjeździe nazywano w skrócie partią eisenachczyków. Jej program na ogół był utrzymany w duchu żądań I Międzynarodówki. - 3.

3. Niemiecka Partia Ludowa (Deutsche Volkspartei) - powstała w roku 1865, jednoczyła elementy drobnomieszczańskie i mieszczańskie, przeważnie z państw południowoniemieckich. Występując przeciwko zjednoczeniu Niemiec w jednej scentralizowanej republice demokratycznej była rzecznikiem koncepcji utworzenia federacji państw niemieckich i przeciwnikiem hegemonii Prus w Niemczech. W roku 1866 przyłączyła się do niej Partia Ludowa Saksonii, której trzon stanowili robotnicy. U podstaw tego zjednoczenia legła wspólna tendencja antypruska oraz dążenie do zjednoczenia Niemiec na drodze demokratycznej. W zjednoczonej Niemieckiej Partii Ludowej robotnicy Saksonii stanowili lewe, socjalistyczne skrzydło. W roku 1869 skrzydło to oderwało się od Partii Ludowej i w sierpniu tegoż roku współuczestniczyło w utworzeniu Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej (eisenachczyków). - 4.

4. Der Volksstaat" - centralny organ niemieckiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej (eisenachczyków); ukazywał się w Lipsku od 2 października 1869 do 29 września 1876 roku (początkowo dwa razy na tydzień, a od lipca 1873 - trzy razy tygodniowo). Skład zespołu redakcyjnego często się zmieniał na skutek aresztowań redaktorów, ogólne kierownictwo pozostawało jednak w rękach Wilhelma Liebknechta i Augusta Bebla.

Marks i Engels byli współpracownikami pisma od chwili jego założenia. - 4.

5. Frankfurter Zeitung und Handelsblatt" - demokratyczny dziennik drobnomieszczański; ukazywał się we Frankfurcie n. Menem (pod tym tytułem od roku 1866) w latach 1856-1943. - 4.

6. Chodzi o następujące punkty projektu Programu Gotajskiego:
Jako wolnościowej podstawy państwa Niemiecka Partia Robotnicza domaga się:
1. Powszechnego, równego, bezpośredniego i tajnego prawa wyborczego dla wszystkich mężczyzn od 21 roku życia we wszystkich wyborach państwowych i gminnych,
2. Bezpośredniego prawodawstwa przez lud z prawem zgłaszania i odrzucania wniosków.
3. Powszechnego przysposobienia wojskowego. Pospolitego ruszenia zamiast armii stałej. Rozstrzygania sprawy wojny i pokoju tylko przez przedstawicielstwo ludowe.
4. Zniesienia ustaw wyjątkowych, w szczególności ustawy prasowej, ustaw o zrzeszeniach i zgromadzeniach.
5. Sądów ludowych; bezpłatnego sądownictwa.
Jako duchowej i moralnej podstawy państwa Niemiecka Partia Robotnicza domaga się:
1. Powszechnego i równego dla wszystkich wychowania ludowego przez państwo. Powszechnego obowiązku szkolnego. Bezpłatnego nauczania.
2. Wolności nauki. Wolności sumienia. - 4.

7. Liga Pokoju i Wolności - mieszczańska organizacja pacyfistyczna założona w roku 1867 w Szwajcarii przy czynnym udziale W. Hugo, G. Garibaldiego, A. Hercena, Józefa Hauke-Bosaka. Początkowo w pracach Ligi uczestniczył również Bakunin, który usiłował ją wykorzystać w swej walce przeciwko Radzie Generalnej I Międzynarodówki. - 5.

8. Ferdynand Lassalle, ,,Offnes Antwortschreiben an das Central-Comite zur Berufung eines Altgemeinen Deutschen Arbeitercongresses zu Leipzig". Zurych 1863. Przekład polski: Ferdynand Lassalle, ,,List otwarty do Centralnego Komitetu w sprawie zwołania wszechniemieckiego kongresu robotniczego w Lipsku". Genewa 1889. - 5.

8a. Patrz ,,Kapitał", tom I, KiW 1951 i 1956, str. 609-834; 1971, str. 628-851, Dzieła, tom 23, str. 674-918. - Red.

9. Wilhelm Bracke, ,,Der Lassalle'sche Vorschlag" (,,Wniosek Lassalle'a"). Brunszwik 1873. - 6.

9a. ,,Nędza filozofii". Patrz tom 4 nin. wydania, str. 67-199. - Red.

9b. Tamże, str. 511-549. - Red.

10. Dzieło Bakunina ,,Gosudarstwiennost i anarchia" ukazało się w roku 1873 w Szwajcarii bez podania nazwiska autora i miejsca wydania. Zaplanowanej części drugiej Bakunin nie napisał. Dzieło to było traktowane przez jego zwolenników jako testament ideowy swojego przywódcy i swego rodzaju biblia anarchizmu. Marks sporządził obszerny konspekt tej pracy i zaopatrzył go swoimi krytycznymi uwagami (patrz tom 18 niniejszego wydania, str. 673-730). Przekład polski tej pracy (obszerne fragmenty): Michaił Bakunin, Pisma wybrane, KiW 1965, tom 2, str. 165-370. - 8.

11. Demokratisches Wochenblatt" - pismo robotnicze; ukazywało się w Lipsku od stycznia 1868 do września 1869 r. pod redakcją Wilhelma Liebknechta. Od grudnia 1868 r. - organ Związku Niemieckich Stowarzyszeń Robotniczych, któremu przewodził Bebel. W pierwszym okresie istnienia pisma znajdowały w nim jeszcze wyraz wpływy Niemieckiej Partii Ludowej. Stopniowo, dzięki wysiłkom Marksa i Engelsa, pismo zaczęło zwalczać lassalizm, głosić idee Międzynarodówki, publikowało najważniejsze jej dokumenty i odegrało istotną rolę w stworzeniu niemieckiej partii socjaldemokratycznej. Na zjeździe w Eisenach (1869) pismo uznano za centralny organ Niemieckiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej i przemianowano na ,,Der Volksstaat" (patrz przypis 4). - 8.

12. Bebel przebywał w więzieniu przez 31 miesięcy (z przerwami) od 17 grudnia 1870 do l kwietnia 1875 roku. W procesie o zdradę stanu (marzec 1871), wytoczonym jemu, Liebknechtowi i Hepnerowi, skazano go na dwa lata twierdzy. Następnie, w lipcu 1872 roku, skazano go dodatkowo na 9 miesięcy więzienia ,,za obrazę majestatu". Za podstawę oskarżenia i wyroku posłużyła wypowiedź Bebla na wiecu ludowym: ,,Gdy królowie są w kłopocie, nie brak pięknych obietnic, ale z chwilą gdy lud poniósł ofiary i uratował królów - zapomina się o poczynionych obietnicach". - 9.

Społeczność

Lenin001