Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 9 gości.

Karol Marks, Fryderyk Engels: Krytyka programu gotajskiego (1875 rok)

Marks i Engels

 
Fryderyk Engels
 
 


Przedmowa do "Krytyki Programu

Gotajskiego" Karola Marksa
 
 
 
 
 
 

 
 
Napisane: 6 stycznia 1891 r.  
 
Źródło: Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 19  
 
Publisher: Książka i Wiedza 1972  
 
Po raz pierwszy opublikowane: ,,Die Neue Zeit" nr 18 (rocznik IX, tom l, 1890-1891)
 
 
 Wersja elektroniczna: Polska sekcja MIA- lipiec 2003

 
 
 
 
 
 
 
Drukowany tutaj rękopis - zarówno krytyka projektu Programu, jako też załączony do niej list do Brackego - został przesłany Brackemu w 1875 r., tuż przed zjazdem zjednoczeniowym w Gocie, z prośbą, by zapoznał z nim Geiba, Auera, Bebla i Liebknechta, później zaś odesłał z powrotem Marksowi. Ponieważ zjazd w Halle postawił na porządku dziennym dyskusję partii nad programem gotajskim, uważałbym za sprzeniewierzenie z mojej strony, gdybym nadal ociągał się z podaniem do wiadomości publicznej tego ważnego dokumentu - bodaj najważniejszego spośród tych, które dotyczą tej dyskusji.
 
 
 
 
 
Rękopis ten posiada poza tym jeszcze inne, daleko szersze znaczenie. Po raz pierwszy zostało w nim jasno i dobitnie sformułowane stanowisko Marksa wobec kierunku, który zapoczątkował Lassalle od pierwszej chwili swej działalności agitacyjnej, i to zarówno wobec zasad
ekonomicznych Lassalle'a, jak i jego taktyki.
 
 
 
 
 
 
Bezwzględna ostrość, z jaką Marks analizuje tutaj projekt programu, nieubłagany ton, jakim formułuje osiągnięte wyniki i ujawnia braki projektu - wszystko to obecnie, po upływie 15 lat, już nikogo dotknąć nie może. Tylko za granicą zachowały się jeszcze niedobitki właściwych lassalczyków, a programu gotajskiego wyrzekli się w Halle nawet jego twórcy, uznając go za zupełnie niezadowalający.
 
 
Pomimo to opuściłem, gdzie można to było uczynić bez uszczerbku dla sprawy, niektóre ostre zwroty i sądy o poszczególnych osobach, zastępując je kropkami. Uczyniłby to sam Marks, gdyby obecnie ogłaszał swój rękopis. Jego chwilami gwałtowny ton spowodowały okoliczności dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, byliśmy - Marks i ja – zrośnięci z ruchem niemieckim bardziej niż z jakimkolwiek innym; stanowczy krok wstecz, widoczny w tym projekcie programu, musiał nas przeto szczególnie oburzyć. Po drugie, staliśmy wówczas (w niespełna dwa lata po haskim kongresie Międzynarodówki) w ogniu zaciętej walki z Bakuninem i jego anarchistami, którzy czynili nas odpowiedzialnymi za wszystko, co zachodziło w ruchu robotniczym w Niemczech; mogliśmy wtedy oczekiwać, że nam przypiszą ukryte ojcostwo tego programu. Te względy dziś odpadają, a wraz z nimi odnośne ustępy przestają być niezbędne.
 
 
Również ze względu na przepisy prasowe zastąpiono kilka zdań kropkami. Taro gdzie musiałem użyć łagodniejszych wyrażeń, umieściłem je w prostokątnym nawiasie. Poza tym przedruk jest dosłowny.
 
 
Londyn, 6 stycznia 1891 r.
 
 
F. Engels
 
 
List Marksa do Wilhelma Brackego
 
 
 
 
 
Napisany: 5 maja 1875 
 
Źródło:Marks Engels, Dzieła, Tom 19 
 
Publisher: Książka i Wiedza 1972 
 
Uwagi: Istotne rozbieżności miedzy rękopisem Marksa a tekstem opublikowanym w “Die Neue Zeit" zaznaczono w notkach pod tekstem; miejsca opuszczone i zastąpione w “Die Neue Zeit" wielokropkami ujęto w klamrowe nawiasy (Dotyczy wersji drukowanej razem z "Krytyką programu gotajskiego" - przyp. MIA).  
 
 
Wersja elektroniczna: Polska Sekcja MIA - lipiec 2003

 
 
 
Londyn, 5 maja 1875.
 
 
 
Drogi Bracke!
 
 
 
Poniższe uwagi krytyczne na marginesie programu zjednoczeniowego proszę uprzejmie po przeczytaniu przekazać Geibowi i Auerowi, Beblowi i Liebknechtowi dla zapoznania się z nimi. Mam nawał zajęć i muszę znacznie przekroczyć czas pracy dozwolony mi przez lekarzy. Toteż pisanie tak długiego tasiemca nie sprawiło mi wcale ,,przyjemności". Było to jednak konieczne, by przyjaciele partyjni, dla których przeznaczone są te uwagi, nic tłumaczyli opacznie kroków, które później będę musiał podjąć. {Mam na myśli krótkie oświadczenie, które Engels i ja opublikujemy po zjeździe zjednoczeniowym, że nie braliśmy udziału w opracowaniu wspomnianego programu i nie mamy z tym nic wspólnego}.
 
 
 
Jest to konieczne, albowiem za granicą panuje usilnie podsycane przez wrogów partii mniemanie — mniemanie całkowicie mylące — jakobyśmy tajnie kierowali stąd ruchem tak zwanej partii eisenachczyków. Właśnie w swej niedawno wydanej pracy w języku rosyjskim [10] Bakunin czyni mnie np. odpowiedzialnym {nie tylko} za wszystkie programy itd. tej partii, {lecz nawet za każdy krok Liebknechta uczyniony od chwili jego współpracy z Partią Ludową}[3]
 
 
Poza tym nie wolno mi, nawet przez dyplomatyczne milczenie, uznać programu, który w moim przekonaniu jest dla partii stanowczo szkodliwy i demoralizujący.
Każdy krok rzeczywistego ruchu jest ważniejszy niż tuzin programów. Jeżeli zatem nie można było — a okoliczności na to nie pozwalały — wyjść poza ramy programu eisenachskiego, to należało po prostu zawrzeć porozumienie o wspólnym działaniu przeciwko wspólnemu wrogowi. A stwarzając zasadniczy program (zamiast odłożyć tę sprawę do czasu, aż będzie ona przygotowana przez dłuższą współpracę) wznosi się wobec całego świata słupy graniczne, według których ocenia on poziom ruchu partyjnego.
 
 
Przywódcy lassalczyków przyszli do nas, ponieważ okoliczności zmusiły ich do tego. Gdyby oświadczono im z góry, że nie pójdzie się na .żaden targ o zasady, musieliby się zadowolić programem akcji lub planem organizacyjnym w celach wspólnego działania. Zamiast tego pozwala im się stanąć uzbrojonym w mandaty i uznaje się mandaty te za obowiązujące, czyli zdaje się na łaskę i niełaskę tych, którzy sami potrzebują pomocy. Szczytem zaś i ukoronowaniem wszystkiego jest to, że przeprowadzają kongres przed kongresem kompromisowym, podczas gdy nasza partia odbywa swój kongres już post festum. {Najwidoczniej chciano tu utrącić wszelką krytykę i nie dać się opamiętać własnej partii}. Wiadomo, z jakim zadowoleniem witają robotnicy sam fakt zjednoczenia, ale mylą się ci, którzy sądzą, że ten chwilowy sukces nie został zbyt drogo okupiony.
 
 
 
Zresztą program jest nic niewart. Niezależnie nawet od tego, że uświęca dogmaty wiary lassalowskiej.
 
 
{W najbliższym czasie przyślę Panu ostatnie zeszyty francuskiego wydania ,,Kapitału" [14]. Druk był przez czas dłuższy zahamowany z powodu zakazu rządu francuskiego. W tym tygodniu lub na początku przyszłego rzecz będzie już gotowa. Czy otrzymaliście sześć poprzednich zeszytów? Podajcie mi łaskawie również adres Bernarda Beckera, któremu również muszę posłać ostatnie zeszyty}.
 
 

Księgarnia ,,Volksstaat" ma swoiste obyczaje. Tak np. nie otrzymałem dotychczas ani jednego egzemplarza przedruku ,,Procesu komunistów w Kolonii" [15]
 
Serdeczne pozdrowienia
 
 
Wasz  
 
Karol Marks

 
 




Uwagi na marginesie programu

Niemieckiej Partii Robotniczej [13]
 
 
Napisane: w kwietniu i na początku maja 1875 r.  
 
Źródło: Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 19  
 
Publisher: Książka i Wiedza 1972  
 
Po raz pierwszy opublikowane: „Die Neue Zeit" nr 18 (rocznik IX, tom l, 1890-1891)  
 
Uwagi: Istotne rozbieżności miedzy rękopisem Marksa a tekstem opublikowanym w „Die Neue Zeit” zaznaczono w notkach pod tekstem; miejsca opuszczone i zastąpione w „Die Neue Zeit” wielokropkami ujęto w klamrowe nawiasy 
 
 
Wersja elektroniczna: Polska Sekcja MIA - lipiec 2003

I
 
 
 
 
1. „Praca jest źródłem wszelkiego bogactwa i wszelkiej kultury, a ponieważ praca pożyteczna jest możliwa jedynie w społeczeństwie i poprzez społeczeństwo, przeto nieokrojony dochód z pracy należy na równych prawach do wszystkich członków społeczeństwa”.

 
 
Pierwsza część paragrafu: „Praca jest źródłem wszelkiego bogactwa i wszelkiej kultury”.
 
 
Praca nie jest źródłem wszelkiego bogactwa. Przyroda jest w równej mierze źródłem wartości użytkowych (a one to przecież stanowią rzeczowe bogactwo!) jak i praca, która sama jest tylko przejawem jednej z sił przyrody, ludzkiej siły roboczej. Powyższy frazes znaleźć można we wszystkich elementarzach dla dzieci i jest on o tyle słuszny, o ile się zakłada, iż pracę się wykonuje za pomocą odpowiednich przedmiotów i narzędzi. Ale w programie socjalistycznym nie powinno się dopuszczać, aby takie burżuazyjne frazesy pomijały milczeniem warunki, które dopiero nadają im sens. Tylko o ile człowiek już z góry ustosunkowuje się do przyrody, pierwszego źródła wszelkich środków i przedmiotów pracy, jako właściciel, traktuje ją jako należącą do niego, o tyle praca jego staje się źródłem wartości użytkowych, a więc i bogactwa. Burżuazja ma poważne powody do tego, aby przypisywać pracy nadnaturalna, moc twórczą, gdyż właśnie z uwarunkowania pracy przez przyrodę wynika, iż człowiek nie posiadający żadnej innej własności prócz swej siły roboczej musi przy wszelkich stosunkach społecznych i kulturalnych być niewolnikiem innych ludzi, którzy zagarnęli na własność materialne warunki pracy. Może on pracować tylko za ich zezwoleniem, a więc tylko za ich zezwoleniem może żyć.
 
 
 
 
Zostawmy na razie to zdanie, tak jak idzie, a raczej kuleje, Jakiegoż wniosku z niego należało się spodziewać? Oczywiście następującego:
 
 
„Ponieważ praca jest źródłem wszelkiego bogactwa, przeto nikt w społeczeństwie nie może przywłaszczać sobie bogactwa nie będącego wytworem pracy. Jeżeli zatem sam nie pracuje, żyje on z pracy cudzej i swoją kulturę również przyswaja sobie kosztem cudzej pracy”.
 
 
Zamiast tego wprowadza się za pomocą pomostu ze słów „a ponieważ” drugie zdanie, aby z niego, nie zaś z pierwszego, wyciągnąć wniosek.

 
 
 
 
Druga część paragrafu: „Praca pożyteczna jest możliwa jedynie w społeczeństwie, i poprzez społeczeństwo".
 
 
 
 
W myśl pierwszego zdania praca jest źródłem wszelkiego bogactwa i wszelkiej kultury, a zatem żadne społeczeństwo nie może istnieć bez pracy. Obecnie dowiadujemy się, na odwrót, że żadna „pożyteczna” praca nie jest możliwa bez społeczeństwa.
 
 
Równie dobrze można byłoby powiedzieć, że jedynie w społeczeństwie praca bezużyteczna, a nawet społecznie szkodliwa, może stać się odmianą działalności zawodowej, że jedynie w społeczeństwie można żyć z próżniactwa itd. itd. — słowem, można byłoby przepisać całego Rousseau.
 
 
 
A co to jest „pożyteczna” praca? Przecież tylko ta praca, która osiąga zamierzony pożyteczny efekt. Dzikus — a człowiek jest nim, gdy przestaje być małpą — ubija zwierza kamieniem, zbiera owoce itd., wykonywa „pożyteczną” pracę.

 
 
Po trzecie. Wniosek: „A ponieważ praca pożyteczna jest możliwa jedynie w społeczeństwie i poprzez społeczeństwo, przeto nieokrojony dochód z pracy należy na równych prawach [15a] do wszystkich członków społeczeństwa”.
 
 
Piękny wniosek! Jeżeli praca pożyteczna jest możliwa jedynie w społeczeństwie i poprzez społeczeństwo, to i dochód z pracy należy do społeczeństwa, a poszczególnemu pracownikowi przypadnie z tego w udziale tylko to, co nie jest konieczne dla zachowania „warunku” pracy — społeczeństwa.
 
 
Istotnie, takie twierdzenie wysuwali też zawsze szermierze [15b] każdego systemu społecznego. Najpierw występują roszczenia rządu ze wszystkimi jego przyległościami, jako że jest on organem społecznym do utrzymania porządku społecznego; następnie idą roszczenia różnych rodzajów własności prywatnej [15c], gdyż różne rodzaje własności prywatnej są podstawą społeczeństwa itd. Widzimy, że tego rodzaju czczymi frazesami można manipulować, jak się komu żywnie podoba.
 
 
Jako tako logiczny związek między pierwszą a drugą częścią paragrafu powstaje tylko w ujęciu następującym:
 
 
 
„Źródłem bogactwa i kultury staje się praca jedynie jako praca społeczna” albo, co znaczy to samo, „w społeczeństwie i poprzez społeczeństwo”.
 
 
Zdanie to jest bezspornie słuszne, gdyż jeśli odosobniona praca (zakładając, że istnieją jej rzeczowe warunki) może tworzyć wartości użytkowe, to nie może ona stworzyć ani bogactwa, ani kultury.
 
 
Ale równie bezsporne jest inne zdanie:
„W miarę jak praca rozwija się społecznie i staje się przez to źródłem bogactwa i kultury, rosną ubóstwo i niedola po stronie pracownika, bogactwo i kultura po stronie niepracownika”.
 
 
 
Jest to prawo rządzące całą dotychczasową historią. Należało więc, zamiast posługiwać się ogólnymi frazesami o „pracy” i „społeczeństwie”, wyraźnie tu wykazać, jak w dzisiejszym kapitalistycznym społeczeństwie stworzone zostały wreszcie materialne i inne warunki, które czynią robotników zdolnymi do przełamania tej dziejowej [15d] klątwy i zmuszają ich do jej przełamania.
 
 
W rzeczywistości jednak cały ten chybiony pod względem stylu i treści paragraf po to tylko tu się znalazł, aby lassalowską formułę „nieokrojony dochód z pracy” wypisać jako naczelne hasło na sztandarze partyjnym. Powrócę jeszcze do „dochodu z pracy", „równego prawa” itd., gdyż to samo powtarza się później w innej nieco formie.
 
 
2. „W społeczeństwie dzisiejszym środki pracy stanowią monopol klasy kapitalistów. Uwarunkowana tym zależność klasy robotniczej jest przyczyną nędzy i niewoli we wszelkiej postaci".
 
 
Zdanie to, zapożyczone ze statutu Międzynarodówki [15e], jest w tym „poprawionym” wydaniu błędne.
 
 
W społeczeństwie dzisiejszym środki pracy stanowią monopol właścicieli ziemskich (monopol własności ziemskiej stanowi nawet podstawę monopolu kapitału) oraz kapitalistów. Statut Międzynarodówki nie wymienia w odnośnym ustępie ani jednej, ani drugiej klasy monopolistów. Mówi o „monopolu środków pracy, tzn. źródeł życia". Dodatek „źródeł życia” wskazuje dostatecznie, iż do środków pracy zaliczono również ziemię.
 
 
Poprawki tej dokonano, ponieważ Lassalle, z powodów obecnie powszechnie wiadomych, atakował jedynie klasę kapitalistów, a nie właścicieli ziemskich. W Anglii kapitalista przeważnie nie jest właścicielem nawet tego gruntu, na którym stoi jego fabryka.
 
 
3. „Wyzwolenie pracy wymaga podniesienia środków pracy do wspólnej własności społeczeństwa i kolektywnego regulowania całokształtu pracy przy sprawiedliwym podziale dochodu z pracy".
 
 
„Podniesienie środków pracy do wspólnej własności"! To ma chyba znaczyć ich „przeistoczenie we wspólną własność", ale to tylko mimochodem.
 
 
Cóż to jest „dochód z pracy"? Produkt pracy czy też jego wartość? A w ostatnim wypadku całkowita wartość produktu czy też tylko ta część wartości, którą praca dodała do wartości zużytych środków produkcji?
 
 
 
„Dochód z pracy” — to luźne pojęcie, wprowadzone przez Lassalle'a zamiast określonych pojęć ekonomicznych.
 
 
Cóż to jest „sprawiedliwy” podział? .
 
 
Czyż burżua nie zapewnia, że dzisiejszy podział jest „sprawiedliwy"? I czyż istotnie nie jest on jedynym „sprawiedliwym” podziałem na gruncie dzisiejszego sposobu produkcji? Czy stosunki ekonomiczne są regulowane przez pojęcia prawne, czy też, na odwrót, stosunki prawne wynikają z ekonomicznych? Czyż i socjalistyczni sekciarze nie mają najróżnorodniejszych wyobrażeń o „sprawiedliwym” podziale?
 
 
Aby wiedzieć, co należy w tym kontekście rozumieć przez słowa „sprawiedliwy podział", należy zestawić pierwszy paragraf z tym paragrafem. Ten ostatni zakłada społeczeństwo, w którym „środki pracy stanowią wspólną własność, a całokształt pracy regulowany jest kolektywnie", z pierwszego zaś paragrafu widzimy, że „nieokrojony dochód z pracy należy na równych prawach do wszystkich członków społeczeństwa".
 
 
 
„Do wszystkich członków społeczeństwa"? Także i do nie pracujących? Gdzież tu jest „nieokrojony dochód z pracy"? Tylko do pracujących członków społeczeństwa? Gdzież tu jest „równe prawo” wszystkich członków społeczeństwa?
 
 
 
Bo też „wszyscy członkowie społeczeństwa” oraz „równe prawo” to oczywiście tylko frazesy. Istota rzeczy polega na tym, że w tym komunistycznym społeczeństwie każdy robotnik musi otrzymać swój [15f] „nieokrojony” lassalowski „dochód z pracy".
 
 
Jeżeli wyraz „dochód z pracy” weźmiemy najpierw w znaczeniu produktu pracy, to zbiorowy dochód z pracy stanowi globalny produkt społeczny.
 
 
Z tego należy teraz potrącić:

 
 
Po pierwsze: to, co jest potrzebne do odtworzenia zużytych środków produkcji.

 
 
Po drugie: dodatkową część na rozszerzenie produkcji.

 
 
Po trzecie: fundusz rezerwowy czy asekuracyjny dla ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków, klęsk żywiołowych itp.
 
 
Powyższe potrącenia z „nieokrojonego dochodu z pracy” są koniecznością ekonomiczną, a ich rozmiary ustala się odpowiednio do istniejących sił i środków, po części na podstawie rachunku prawdopodobieństwa, ale żadną miarą nie dadzą się one obliczyć na podstawie sprawiedliwości.
 
 
Pozostaje druga część globalnego produktu, przeznaczona na to, by służyć za środki spożycia.
Zanim dojdzie do podziału indywidualnego tej pozostałej części, odlicza się znowu od niej:

Po pierwsze: ogólne koszty administracyjne nie należące bezpośrednio [15g] do produkcji.
 

Część ta od razu ulega bardzo poważnej redukcji w porównaniu 2 jej wielkością, w społeczeństwie dzisiejszym i zmniejsza się odpowiednio w miarę rozwoju nowego społeczeństwa.

Po drugie: to, co jest przeznaczone na zaspokojenie potrzeb zbiorowych, jak szkoły, instytucje ochrony zdrowia itd.
 
 
Część ta od razu wzrasta poważnie w porównaniu z jej wielkością w społeczeństwie dzisiejszym i odpowiednio rośnie w miarę rozwoju nowego społeczeństwa,

 
 
Po trzecie: fundusze dla niezdolnych do pracy itd.., słowem to, co dziś wchodzi w zakres tzw. urzędowej opieki społecznej.
 
 
Teraz dopiero docieramy do „podziału", który program pod wpływem lassalowskim w tak ograniczony sposób jedynie ma na względzie, mianowicie do tej części środków spożycia, która ulega podziałowi między poszczególnych wytwórców wchodzących w skład zbiorowości.
 
 
„Nieokrojony dochód z pracy” zamienił się niepostrzeżenie w „okrojony", chociaż to, co wytwórca traci jako osoba prywatna, odzyskuje bezpośrednio lub pośrednio jako członek społeczeństwa.
 
 
Podobnie jak zniknął frazes o „nieokrojonym dochodzie z pracy", tak znika obecnie frazes o „dochodzie z pracy” w ogóle.
 
 
W obrębie społeczeństwa zrzeszonego, opartego na wspólnej własności środków produkcji, wytwórcy nie wymieniają swych produktów; tak samo praca zużyta na wytworzenie produktów nie występuje tu jako wartość tych produktów, jako rzeczowa cecha im właściwa, ponieważ teraz, w przeciwieństwie do społeczeństwa kapitalistycznego, praca indywidualna istnieje jako część składowa pracy zbiorowej już nie drogą okólną, lecz bezpośrednio. Zwrot „dochód z pracy", już dziś niezdatny ze względu na swą dwuznaczność, traci w ten sposób wszelki sens.
 
 
 
Mamy tu do czynienia ze społeczeństwem komunistycznym, ale nie takim, które rozwinęło się na własnej podstawie, lecz przeciwnie, takim, które dopiero wyłania się ze społeczeństwa kapitalistycznego; które zatem pod każdym względem — ekonomicznym, moralnym, umysłowym — nosi jeszcze na sobie znamiona starego społeczeństwa, z którego łona wyszło. Odpowiednio do tego poszczególny wytwórca otrzymuje — po dokonaniu potrąceń — dokładnie tyle, ile dał społeczeństwu. To, co dał społeczeństwu, stanowi jego indywidualny wkład pracy. Na przykład społeczny dzień roboczy składa się z sumy indywidualnych godzin pracy; indywidualny czas pracy poszczególnego wytwórcy — to wniesiona przezeń część społecznego dnia roboczego, jego udział w nim. Otrzymuje on od społeczeństwa pokwitowanie, że dostarczył tyle a tyle pracy (po odliczeniu części jego pracy na fundusze społeczne), i na zasadzie tego pokwitowania otrzymuje ze społecznych zasobów taką ilość środków spożycia, jaka wymaga takiej samej ilości pracy. Tę samą ilość pracy, którą dostarczył społeczeństwu w jednej postaci, otrzymuje z powrotem w innej.
 
 
Panuje tu, jak widać, ta sama zasada, która reguluje wymianę towarów, o ile jest ona wymianą równych wartości. Treść i forma uległy zmianie, ponieważ w zmienionych warunkach nikt nie może dostarczyć niczego innego prócz swojej pracy i ponieważ, z drugiej strony, nic nie może przejść na własność jednostek prócz przedmiotów indywidualnego spożycia. Co się tyczy jednak podziału tych ostatnich pomiędzy poszczególnych wytwórców, to panuje tu ta sama zasada, co przy wymianie ekwiwalentów towarowych: wymienia się określoną ilość pracy w jednej postaci na takąż ilość pracy w postaci innej.

 
 
Równe prawo jest więc tutaj wciąż jeszcze -— zasadniczo — prawem burżuazyjnym, chociaż zasada i praktyka nie kłócą się już ze sobą, podczas gdy przy wymianie towarowej wymiana ekwiwalentów istnieje jedynie przeciętnie, a nie w każdym poszczególnym wypadku.
 
 
Mimo tego postępu to równe prawo jest zawsze jeszcze ograniczone ramami burżuazyjnymi. Prawo wytwórców jest proporcjonalne do dostarczonej przez nich pracy; równość polega na tym, że stosuje się jednakowy miernik — pracę. Ale jeden człowiek, pod względem fizycznym lub umysłowym, przewyższa drugiego, dostarcza przeto w tym samym czasie więcej pracy albo potrafi pracować w ciągu dłuższego czasu; praca zaś, by służyć za miarę, musi być określona pod względem rozciągłości albo intensywności, w przeciwnym bowiem razie przestałaby być miernikiem. To równe prawo jest nierównym prawem dla nierównej pracy. Nie uznaje ono żadnych różnic klasowych, gdyż każdy jest tylko pracownikiem jak inni; ale uznaje milcząco nierówne osobiste uzdolnienia pracownika [15i], a zatem i nierówną zdolność do pracy, jako przywileje naturalne. Jest więc, z treści swej, prawem nierówności, jak wszelkie prawo. Prawo z istoty swej polegać może jedynie na zastosowaniu równego miernika. Ale nierówne jednostki (a nie byłyby różnymi jednostkami, gdyby nie były nierówne) dają. się tylko o tyle mierzyć wspólnym miernikiem, o ile się je rozpatruje z jednego punktu widzenia, o ile ujmuje się je wyłącznie z pewnej określonej strony, na przykład kiedy się je rozpatruje, jak w danym wypadku, wyłącznie jako pracowników, nie widząc w nich nic poza tym, abstrahując od wszystkiego innego. Dalej: jeden pracownik jest żonaty, drugi nie; jeden ma więcej dzieci niż inny itd. itd. Przy jednakowej wydajności pracy, a zatem i równym udziale w społecznym funduszu spożycia, jeden otrzymuje faktycznie więcej niż drugi, jeden jest bogatszy od drugiego itd. Ażeby uniknąć wszystkich tych wad, prawo, zamiast być równe, musiałoby raczej [15i] być nierówne.
 
 
Ale wady te są jednak nieuniknione w pierwszej fazie społeczeństwa komunistycznego, w tej jego postaci, w jakiej po długich bólach porodowych wyłoniło się dopiero ze społeczeństwa kapitalistycznego. Prawo nigdy nie może być wyższe niż ustrój ekonomiczny i uwarunkowany przezeń rozwój kulturalny społeczeństwa.
 
 
W wyższej fazie społeczeństwa komunistycznego, kiedy zniknie ujarzmiające człowieka podporządkowanie podziałowi pracy, a przez to samo zniknie też przeciwieństwo pomiędzy pracą fizyczną a umysłową; kiedy praca stanie się nie tylko źródłem utrzymania, ale najważniejszą potrzebą życiową; kiedy wraz ze wszechstronnym rozwojem jednostek wzrosną również ich siły wytwórcze [15j], a wszystkie źródła zbiorowego bogactwa popłyną obficiej — wówczas dopiero będzie można całkowicie wykroczyć poza ciasny horyzont prawa burżuazyjnego i społeczeństwo będzie mogło wypisać na swym sztandarze: Każdy według swych zdolności, każdemu według jego potrzeb!
 
 
Rozpatrywałem bardziej szczegółowo „nieokrojony dochód z pracy” oraz „równe prawo” i „sprawiedliwy podział", aby wykazać, z jednej strony, jak bardzo karygodne są próby ponownego narzucenia naszej partii, i to w charakterze dogmatów, wyobrażeń, które swego czasu miały sens, ale teraz przekształciły się w składankę wyświechtanych frazesów, z drugiej zaś, wypaczanie — za pomocą tak typowej dla demokratów i socjalistów francuskich prawnej i innej ideologicznej blagi — realistycznego poglądu, z tak wielkim trudem zaszczepionego partii, poglądu, który już zapuścił w niej korzenie.
 
 
Niezależnie od powyższych wywodów w ogóle błędem było uczynić z tak zwanego podziału sedno sprawy i na nim położyć główny akcent.
 
 
Każdy podział środków spożycia jest tylko następstwem podziału samych warunków produkcji. Podział zaś tych ostatnich jest wyrazem charakteru samego sposobu produkcji. Kapitalistyczny sposób produkcji na przykład polega na tym, że rzeczowe warunki produkcji w postaci własności kapitału i własności ziemskiej znajdują się w rękach niepracowników, podczas gdy masa posiada jedynie osobisty warunek produkcji — siłę roboczą. Skoro tak są podzielone elementy produkcji, to sam przez się wynika już stąd dzisiejszy podział środków spożycia. Gdy rzeczowe warunki produkcji stanowią kolektywną własność samych pracowników, wynika stąd tak samo odmienny od dzisiejszego podział środków spożycia. Socjalizm wulgarny (a od niego z kolei pewien odłam demokracji) przejął od ekonomistów burżuazyjnych sposób rozpatrywania i traktowania podziału jako czegoś niezależnego od sposobu produkcji, a stąd przedstawiania sprawy w ten sposób, jakoby socjalizm obracał się głównie dookoła kwestii podziału. Ale skoro rzeczywisty stosunek od dawna już jest wyjaśniony, po co znowu się cofać?
 
 
4. „Wyzwolenie pracy musi być dziełem klasy robotniczej, wobec której wszystkie inne klasy stanowią tylko jedną reakcyjną masę".
 
 
Pierwszy wiersz wzięty jest ze wstępnych słów statutu Międzynarodówki, jest jednak „poprawiony". Tam brzmi on: „Wyzwolenie klasy robotniczej musi być dziełem samych robotników" [15g] tu natomiast „klasa” robotnicza” ma wyzwolić — co? „Pracę". Niechaj zrozumie, kto potrafi.
 
 
Dla wyrównania zaś podano w następnym wierszu cytat lassalowski najczystszej wody: „wobec której (klasy robotniczej) wszystkie inne klasy stanowią tylko jedną reakcyjną masę".
 
 
 
W „Manifeście Komunistycznym” czytamy:
 
 
„Spośród wszystkich klas, które są dziś przeciwstawne burżuazji, jedynie proletariat jest klasa, rzeczywiście rewolucyjny. Wszystkie inne klasy upadają, i giną wraz z rozwojem wielkiego przemysłu, proletariat jest tego przemysłu nieodłącznym wytworem" [15l]
 
 
Burżuazja, jako nosicielka wielkiego przemysłu, jest tu ujmowana jako klasa rewolucyjna wobec feudałów i stanów średnich, które pragną zachować wszystkie pozycje społeczne będące wytworem przestarzałych sposobów produkcji. Nie stanowią więc one wraz z burżuazja. tylko jednej reakcyjnej masy.
 
 
 
Z drugiej strony, proletariat jest rewolucyjny w stosunku do burżuazji, ponieważ sam wyrósłszy na gruncie wielkiego przemysłu dąży do tego, by produkcję pozbawić charakteru kapitalistycznego, który burżuazja usiłuje uwiecznić. Ale manifest dodaje, że „stany pośrednie... (stają się) rewolucyjne w obliczu oczekującego je przejścia do szeregów proletariatu".
 
 
Z tego więc punktu widzenia jest znowu nonsensem, jakoby stany średnie „wraz z burżuazja", a ponadto i z feudałami stanowiły wobec klasy robotniczej „tylko jedną reakcyjną masę".
 
 
Czyż w czasie ostatnich wyborów [16] mówiono rzemieślnikom, drobnym przemysłowcom itd. oraz chłopom: „wobec nas stanowicie razem z burżuazja i feudałami tylko jedną reakcyjną masę"?
 
 
Lassalle znał „Manifest Komunistyczny” na pamięć, podobnie jak gromadka jego wiernych zna napisane przezeń cudotwórcze pisma. Jeżeli więc tak ordynarnie wypaczył „Manifest Komunistyczny", to jedynie po to, by wybielić swój sojusz z absolutystycznymi i feudalnymi przeciwnikami skierowany przeciw burżuazji.
 
 
 
Poza tym to arcymądre powiedzenie Lassalle'a przyciągnięto w powyższym paragrafie za włosy, bez jakiegokolwiek związku z wypaczonym cytatem ze statutu Międzynarodówki. Mamy tu więc do czynienia po prostu z bezczelnością, i to bynajmniej nie przykrą dla pana Bismarcka, z jednym z owych prostackich chwytów, w których celuje berliński Marat[17].
 
5. „Klasa robotnicza działa dla swego wyzwolenia przede wszystkim w ramach dzisiejszego państwa narodowego, świadoma tego, że naturalnym wynikiem jej dążeń, wspólnych robotnikom wszystkich krajów kulturalnych, będzie międzynarodowe braterstwo ludów".
 
 
W przeciwstawieniu do „Manifestu Komunistycznego” i do wszelkiego dawniejszego socjalizmu Lassalle ujmował ruch robotniczy z najciaśniejszego stanowiska narodowego. Znajduje naśladowców — i to po działalności Międzynarodówki!
 
 
Rozumie się samo przez się, że po to, aby w ogóle móc walczyć, klasa robotnicza musi organizować się jako klasa u siebie w domu i że bezpośrednią areną jej walki jest jej własny kraj. O tyle jej walka klasowa jest, nie w treści, ale jak powiada „Manifest Komunistyczny", „w swej formie", narodowa. Jednakże „ramy dzisiejszego państwa narodowego", np. Rzeszy Niemieckiej, same z kolei mieszczą się ekonomicznie „w ramach rynku światowego", pod względem politycznym — „w ramach systemu państw". Pierwszy lepszy kupiec wie, że handel niemiecki jest zarazem handlem zagranicznym, a wielkość pana Bismarcka polega właśnie na jego [17a] polityce międzynarodowej.
 

I do czegóż sprowadza niemiecka partia robotnicza swój internacjonalizm? Do świadomości, że wynikiem jej dążeń będzie „międzynarodowe braterstwo ludów” — frazes zapożyczony od burżuazyjnej Ligi Wolności i Pokoju , frazes, który uchodzić ma za równoważnik międzynarodowego zbratania się klas robotniczych we wspólnej walce przeciw klasom panującym i ich rządom. A więc ani słowa o międzynarodowych funkcjach niemieckiej klasy robotniczej! I w ten sposób ma ona stawić czoło swej własnej burżuazji, zbratanej już przeciwko niej z burżuazja wszystkich innych krajów, oraz międzynarodowej polityce spisków pana Bismarcka!
 
 
Faktycznie internacjonalizm głoszony w tym programie stoi nieskończenie niżej od tego, co głosi program partii wolnego handlu. Ta partia również zapewnia, że wynikiem jej dążeń jest „międzynarodowe braterstwo ludów". Ale poza tym ona coś robi po to, aby uczynić handel międzynarodowym, i bynajmniej nie zadowala się świadomością, że wszystkie narody prowadzą handel u siebie w domu.
 
 
Międzynarodowa działalność klas robotniczych różnych krajów w żadnej mierze nie zależy od istnienia „Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników". Stowarzyszenie to było jedynie pierwszą próbą stworzenia organu centralnego dla tej działalności; dzięki bodźcom, które dała — próbą o nieprzemijającym sukcesie, ale która w swej pierwszej formie historycznej po upadku Komuny Paryskiej nie mogła być kontynuowana.
 
 
Bismarkowska „Norddeutsche"[18] miała pełne prawo obwieścić ku zadowoleniu swego mistrza, że niemiecka partia robotnicza w swym nowym programie wyrzekła się internacjonalizmu!
II
 
 
„Wychodząc z tych założeń, niemiecka partia robotnicza dąży za pomocą wszystkich środków legalnych do stworzenia wolnego państwa - i - społeczeństwa socjalistycznego; do zniesienia systemu płacy roboczej wraz ze spiżowym prawem płacy - oraz - wyzysku we wszelkiej postaci;
do usunięcia wszelkiej nierówności społecznej i politycznej".
 
 
Do „wolnego” państwa powrócę później,
 
 
A więc niemiecka partia robotnicza ma odtąd wyznawać „spiżowe prawo płacy” Lassalle'a! Aby o nim nie zapomniano, głosi się nonsens o „zniesieniu systemu płacy roboczej” (ma to znaczyć: systemu pracy najemnej) „wraz ze spiżowym prawem płacy". Jeżeli znoszę pracę najemną, to znoszę naturalnie również rządzące nią prawa, bez względu na to, czy są „spiżowe", czy gąbczaste. Ale zwalczanie pracy najemnej przez Lassalle'a obraca się prawie wyłącznie dokoła tego tzw. prawa. Aby więc dowieść, że sekta lassalowska zwyciężyła, musi być zniesiony „system płacy roboczej wraz ze spiżowym prawem płacy", a nie bez niego.
 
 
Ze „spiżowego prawa płacy” lassalowski jest, jak wiadomo, jedynie wyraz „spiżowy", zapożyczony z „ewigen, ehernen, grossen Gesetzen” [„odwiecznych, spiżowych, wielkich praw"] Goethego [18a].
 
Wyraz spiżowy jest symbolem, według którego prawowierni poznają się wzajemnie. Jeżeli jednak biorę to prawo z lassalowska pieczątką, a więc w jego ujęciu, muszę je wziąć również z jego uzasadnieniem. A na czym ono polega? Jak to już wkrótce po śmierci Lassalle'a wykazał Lange, jest to (głoszona przez tegoż Langego) maltuzjańska teoria ludnościowa[19].
 
Jeżeli jednak teoria ta jest słuszna, nie mogę znowu znieść „spiżowego” prawa, choćbym nawet sto razy zniósł pracę najemną, gdyż prawo to rządzi w takim razie nie tylko .systemem pracy najemnej, ale wszelkim systemem społecznym. Właśnie w oparciu o tę teorię ekonomiści już od lat pięćdziesięciu i nawet dłużej dowodzą, że socjalizm nie może znieść nędzy, jako że jest ona uwarunkowana przez naturę, że może ją jedynie upowszechnić, rozłożyć ją równomiernie na całe społeczeństwo.
 
 
 
Ale to wszystko nie jest jeszcze rzeczą najważniejszą. Zupełnie niezależnie od biednego ujęcia tego prawa przez Lassalle'a, istotnie oburzający krok wstecz polega na następującym:
 
 
 
Już po śmierci Lassalle'a w naszej partii utorowało sobie drogę naukowe pojmowanie tego, że płaca robocza nie jest tym, czym się wydaje, mianowicie wartością, czyli ceną pracy, lecz jedynie zamaskowaną formą wartości, czyli ceny siły roboczej, W ten sposób obalono raz na zawsze całe dotychczasowe burżuazyjne pojmowanie płacy roboczej, jak również całą dotychczasową krytykę tego pojmowania, i wyjaśniono, że robotnikowi najemnemu pozwala się pracować na własne utrzymanie, a więc pozwala mu się żyć o tyle tylko, o ile przez pewien czas pracuje darmo dla kapitalistów (a zatem i dla tych, którzy wraz z nimi uczestniczą w zjadaniu wartości dodatkowej); że cały system produkcji kapitalistycznej obraca się dokoła zagadnienia, jak zwiększyć ilość tej darmowej pracy przez przedłużenie dnia pracy albo przez zwiększenie jej wydajności [19a], większe natężenie siły roboczej itd.; że przeto system pracy najemnej jest systemem niewolnictwa, przy czym niewolnictwo to staje się tym cięższe, im bardziej rozwijają, się społeczne siły wytwórcze pracy bez względu na to, czy robotnik otrzymuje lepszą czy gorszą zapłatę. I oto teraz, gdy pojmowanie to coraz bardziej toruje sobie drogę w naszej partii, powraca się do dogmatów Lassalle'a, jakkolwiek należałoby obecnie już wiedzieć, że Lassalle nie wiedział, czym jest płaca robocza, lecz wlokąc się w orszaku ekonomistów burżuazyjnych brał pozór za istotę rzeczy.
 
 
Wygląda to tak, jak gdyby wśród niewolników, którzy nareszcie odsłonili tajemnicę niewolnictwa i zerwali się do buntu, jakiś spętany przestarzałymi wyobrażeniami niewolnik wypisał w programie buntu: niewolnictwo należy znieść, ponieważ wyżywienie niewolników w systemie niewolnictwa nie może przekroczyć pewnego niskiego maksimum!
 
 
 
Już sam fakt, że przedstawiciele naszej partii mogli dopuścić się tak potwornego zamachu na rozpowszechniony w masach partyjnych pogląd, czyż sam ten fakt nie dowodzi, z jaka (karygodną) lekkomyślnością i (jak dalece niesumiennie) zabrali się oni do ułożenia kompromisowego programu!
 
 
Zamiast nieokreślonego frazesu końcowego w paragrafie _ „usunięcie wszelkiej nierówności społecznej i politycznej", należało powiedzieć, że wraz ze zniesieniem różnic klasowych zniknie sama przez się wszelka wynikająca z nich nierówność społeczna i polityczna.
III
 
 
„Dla utorowania drogi rozwiązaniu kwestii społecznej niemiecka partia robotnicza domaga się stworzenia zrzeszeń wytwórczych przy pomocy państwa i pod demokratyczną kontrolą ludu pracującego. Zrzeszenia wytwórcze w przemyśle i w rolnictwie należy powalać do życia w takiej skali, aby z nich wyłoniła się socjalistyczna organizacja całokształtu pracy".
 
 
 
Po lassalowskim „spiżowym prawie płacy” — panaceum tegoż proroka. Godnie „toruje” mu się drogę! W miejsce istniejącej walki klasowej zjawia się frazes dziennikarski o „kwestii społecznej", której „rozwiązaniu” „toruje się drogę". „Socjalistyczna organizacja całokształtu pracy” „wyłania się” nie z rewolucyjnego procesu przeobrażenia społeczeństwa, lecz z „pomocy państwowej", której państwo udziela zrzeszeniom wytwórczym, które ono, a nie robotnik, „powołuje do życia". Jest to godne urojeń Lassalle'a, że z pożyczek państwowych można budować nowe społeczeństwo równie dobrze jak nową kolej żelazną!
 
 
{Resztka} wstyd{u} każe oddać „pomoc państwową” „pod demokratyczną kontrolę ludu
 
pracującego".
 
 
Po pierwsze, większość „ludu pracującego” w Niemczech stanowią chłopi, a nie proletariusze.
 
 
Po drugie, „demokratyczny” oznacza po niemiecku „volksherrschaftlich” [„ludowładczy"]. Ale co to znaczy „ludowładcza kontrola ludu pracującego"? I to takiego ludu pracującego, który przez wystawienie państwu podobnych żądań całkiem świadomie przyznaje się do tego, że ani nie stoi u władzy, ani do władzy nie dojrzał!
 
 
Zbędne jest wdawać się tutaj w krytykę recepty zlecanej przez Bucheza za Ludwika Filipa przeciwko francuskim socjalistom, a przyjętej przez reakcyjnych robotników z „Atelier” 20. I nie to jest głównym kamieniem obrazy, że ten specyficzny lek cudotwórczy wniesiono do programu, lecz to, że się w ogóle cofa z pozycji ruchu klasowego na pozycję ruchu sekciarskiego.
 
 
Dążenie robotników do stworzenia warunków dla zrzeszonej produkcji w skali społecznej, przede wszystkim u siebie, a więc w skali narodowej, oznacza jedynie, że zmierzają oni do obalenia obecnych warunków produkcji, i nie ma to nic wspólnego z zakładaniem zrzeszeń spółdzielczych przy pomocy państwa! A co się tyczy obecnych zrzeszeń spółdzielczych, to mają one wartość jedynie o tyle, o ile są niezależnym tworem robotników, nie protegowanym ani przez rządy, ani przez burżuazję.
IV
 
 
Przystępuję teraz do działu demokratycznego:
 
 
A. „Wolnościowa podstawa państwa".
 
 
Przede wszystkim, zgodnie z działem II, niemiecka partia robotnicza dąży do „wolnego państwa".
 
 
Wolne państwo — cóż to jest?
 
 
Robotnicy, którzy wyzbyli się ograniczonej mentalności poddańczej, bynajmniej nie zmierzają do tego, by uczynić państwo „wolnym". W Rzeszy Niemieckiej „państwo” jest prawie tak samo „wolne” jak w Rosji. Wolność polega na tym, żeby państwo z organu stojącego ponad społeczeństwem przekształcić w organ całkowicie temu społeczeństwu podporządkowany; również dziś formy państwowe są bardziej lub mniej wolne zależnie od tego, w jakim stopniu ograniczają one „wolność państwa",
 
 
Niemiecka partia robotnicza — przynajmniej w razie przyjęcia tego programu — ujawnia, jak powierzchownie przyswoiła sobie idee socjalistyczne. Zamiast tego, by uważać istniejące społeczeństwo (a dotyczy to również każdego przyszłego) za podstawę istniejącego państwa (lub też przyszłe społeczeństwo za podstawę przyszłego państwa), traktuje państwo raczej jako istność samodzielną, posiadającą swoje własne „podstawy duchowe, moralne, wolnościowe".
 
 
A na domiar wszystkiego okropne nadużywanie w programie zwrotów: „dzisiejsze państwo", „dzisiejsze społeczeństwo” i jeszcze okropniejszy zamęt, jaki program wprowadza do pojęć o państwie, do którego zwraca się ze swymi żądaniami!
 
 
„Dzisiejsze społeczeństwo” to społeczeństwo kapitalistyczne, istniejące we wszystkich krajach cywilizowanych, mniej lub bardziej wolne od średniowiecznych naleciałości, mniej lub bardziej zmodyfikowane przez szczególny rozwój historyczny każdego kraju, mniej lub bardziej rozwinięte. Natomiast „dzisiejsze państwo” zmienia się wraz z każdą granicą państwową. Inne jest w Rzeszy prusko-niemieckiej niż w Szwajcarii, inne w Anglii niż w Stanach Zjednoczonych. „Owo dzisiejsze państwo” jest więc fikcją.
 
 
Jednakże różne państwa różnych krajów cywilizowanych mimo pstrej różnorodności swych form posiadają wszystkie tę wspólną cechę, że stoją na gruncie współczesnego społeczeństwa burżuazyjnego, tyle tylko, że różni ich szczebel rozwoju kapitalistycznego. Posiadają przeto również pewne istotne cechy wspólne. W tym sensie można mówić o „dzisiejszej państwowości” w przeciwieństwie do przyszłości, kiedy obumrze obecny korzeń tej państwowości — społeczeństwo burżuazyjne.
 
 
Powstaje tedy pytanie: jakiemu przeobrażeniu ulegnie[20a] państwowość w społeczeństwie komunistycznym? Innymi słowy, jakie funkcje społeczne, analogiczne do obecnych funkcji państwowych, wówczas pozostaną? Na to pytanie można odpowiedzieć tylko naukowo; tysiąckrotne kombinowanie wyrazu „lud” z wyrazem „państwo” nie zbliża nas ani o cal do rozwiązania tego zagadnienia.
 
 
Między społeczeństwem kapitalistycznym a komunistycznym leży okres rewolucyjnego przeobrażenia pierwszego w drugie. Temu okresowi odpowiada też polityczny okres przejściowy i państwo tego okresu nie może być niczym innym jak tylko rewolucyjna, dyktaturą proletariatu.
 

Otóż program nie zajmuje się ani dyktaturą proletariatu, ani też przyszłą państwowością społeczeństwa komunistycznego.
 
 
Jego żądania polityczne nie zawierają nic poza starą, powszechnie znaną litanią demokratyczną: powszechne prawo wyborcze, bezpośrednie ustawodawstwo, prawo ludowe, milicja ludowa itd. Są one po prostu echem burżuazyjnej Partii Ludowej, Ligi Pokoju i Wolności. Wszystkie te żądania, o ile nie są przesadzone wybujałą wyobraźnią, zostały już urzeczywistnione. Tyle tylko, że państwo, w którym tego dokonano, znajduje się nie w obrębie granic Rzeszy Niemieckiej, lecz w Szwajcarii, w Stanach Zjednoczonych itd. Tego rodzaju „państwo przyszłości” jest państwem dzisiejszym, chociaż istnieje ono poza „ramami” Rzeszy Niemieckiej.
 
 
O jednym tylko zapomniano. Ponieważ niemiecka partia robotnicza dobitnie oświadcza, iż działa w ramach „dzisiejszego państwa narodowego", a więc swojego państwa, Rzeszy prusko-niemieckiej — w innym zresztą wypadku większość jej żądań nie miałaby sensu, jako że żąda się tylko tego, czego się jeszcze [20b] nie ma — to nie powinna byłaby zapominać o rzeczy głównej, o tym mianowicie, że wszystkie owe piękne żądanka zakładają uznanie tak zwanej suwerenności ludu; że są zatem na miejscu jedynie w republice demokratycznej.

Skoro się nie ma odwagi [20c] ądać — roztropnie zresztą, gdyż stosunki nakazują ostrożność — jak francuskie programy robotnicze za Ludwika Filipa i Ludwika Napoleona — republiki demokratycznej, to nie należało też uciekać się do wybiegu, (który nie jest ani „uczciwy", ani godny), i rzeczy, które mają sens jedynie w republice demokratycznej, żądać od państwa, które nie jest niczym innym jak obramowaną formami parlamentarnymi, poprzeplataną domieszkami feudalnymi, ale zarazem[20d] już przesiąkniętą wpływami burżuazji, biurokratycznie skleconą i policyjnie strzeżoną despotią militarną, {i na domiar jeszcze zapewniać to właśnie państwo, że uważa się za możliwe narzucić mu coś podobnego za pomocą „legalnych środków"!}
 
 
 
Nawet wulgarna demokracja, która w republice demokratycznej widzi urzeczywistnienie królestwa tysiącletniego i nie podejrzewa nawet, że właśnie w tej ostatniej formie państwowej społeczeństwa burżuazyjnego walka klasowa ma być ostatecznie stoczona do końca — nawet ona stoi o niebo wyżej od tego rodzaju demokratyzowania w granicach policyjnie dozwolonych, a logicznie nieuprawnionych.
 
 
Że przez „państwo” rozumiano w rzeczy samej machinę rządową czy też państwo w takiej mierze, w jakiej stanowi ono osobny organizm wyodrębniony ze społeczeństwa w wyniku podziału pracy, na to wskazują już słowa: „niemiecka partia robotnicza domaga się jako gospodarczej podstawy państwa: jedynego progresywnego podatku dochodowego itd.” Podatki są gospodarczą podstawą machiny rządowej i nic więcej. W istniejącym w Szwajcarii państwie przyszłości żądanie to jest prawie spełnione. Podatek dochodowy oparty jest na założeniu, że różne klasy społeczne mają różne źródła dochodu, a więc zakłada on istnienie społeczeństwa kapitalistycznego. Nic więc dziwnego, że burżuazyjni rzecznicy reformy finansowej z Liverpoolu, z bratem Gladstone'a na czele, wysuwają te same żądania, co omawiany program.
 
 
B. „Niemiecka partia robotnicza żąda jako duchowej i moralnej podstawy państwa:
 
 
1. Powszechnego i równego wychowania ludowego przez państwo. Powszechnego obowiązku szkolnego i bezpłatnego nauczania".

 
 
Równego wychowania ludowego? Co się ma przez to na myśli? Czy może sądzi się, że w dzisiejszym społeczeństwie (a tylko o nim jest tu mowa) wychowanie może być równe dla wszystkich klas? Czy też żąda się, by również i wyższe klasy przymusowo sprowadzono do skromnego poziomu wychowania — szkoły powszechnej — które jedynie da się pogodzić z ekonomicznymi warunkami nie tylko robotników najemnych, ale i chłopów?
 
 
„Powszechny obowiązek szkolny. Bezpłatne nauczanie". Pierwsze istnieje nawet w Niemczech, drugie w Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych w odniesieniu do szkół powszechnych. Jeżeli w Stanach Zjednoczonych „bezpłatne” są w niektórych stanach także „wyższe” uczelnie, to faktycznie znaczy to tylko tyle, że koszt wychowania klas wyższych pokrywa się z ogólnych źródeł podatkowych. Nawiasem mówiąc, dotyczy to również sformułowanego w punkcie A. 5 żądania „bezpłatnego sądownictwa". Sądownictwo karne jest wszędzie bezpłatne; sądownictwo cywilne obraca się prawie wyłącznie wokół sporów o własność, dotyczy zatem wyłącznie niemal klas posiadających. Czyż mają one opłacać koszty swoich procesów z kieszeni ludu?
 
 
Paragraf o szkołach winien był przynajmniej żądać szkół technicznych (teoretycznych i praktycznych) w połączeniu ze szkołą powszechną.
 
 
Zgoła do niczego jest: „wychowanie ludowe przez państwo", Ustalić za pomocą ogólnej ustawy środki na utrzymanie szkół powszechnych, kwalifikacje personelu nauczycielskiego, działy nauczania itd. i, jak to się dzieje w Stanach Zjednoczonych, czuwać za pośrednictwem inspektorów państwowych nad wykonaniem przepisów prawnych jest czymś zgoła odmiennym niż zamianować państwo wychowawcą ludu! Należy raczej zarówno rząd, jak i kościół pozbawić wszelkiego wpływu na szkołę.. Zwłaszcza w Rzeszy prusko-niemieckiej (i nie pomoże uciekanie się do nędznego wybiegu, że mowa tu o „państwie przyszłości"; widzieliśmy, jak się ta sprawa przedstawia), wręcz przeciwnie, to państwu potrzebne jest wychowanie, i to bardzo surowe,
przez lud.

 
 
Zresztą, cały program, mimo demokratycznych świecidełek, jest na wskroś zatruty wiernopoddańczą wiara sekty lassalowskiej w państwo albo też, co wcale nie lepsze, wiarą w demokratyczne cuda, albo raczej jest kompromisem między obu tymi, jednakowo obcymi socjalizmowi, rodzajami wiary w cuda.

 
 
„Wolność nauki” — głosi jeden z paragrafów konstytucji pruskiej. Po co więc tutaj?

 
 
„Wolność sumienia"! Jeżeli już chciano dziś, w dobie „kulturkampfu" [21], przypomnieć liberalizmowi jego dawne hasła, należało to uczynić tylko w tej formie: „Każdy powinien mieć możność zaspokajania swych zarówno religijnych, jak i cielesnych potrzeb [21a] bez tego, aby policja wtykała w to swój nos". Jednakże partia robotnicza winna była przecież przy tej sposobności dać wyraz swemu przekonaniu, że burżuazyjna „wolność sumienia” nie jest niczym innym jak tylko tolerowaniem wszelkich możliwych odmian religijnej wolności sumienia i że partia robotnicza dąży raczej do tego, by sumienia wyzwolić od zmory religii. Ale ludzie wolą nie wykraczać poza poziom „burżuazyjny".
 
 
Dobiegłem już końca, gdyż następujący dalej załącznik do programu nie stanowi jego charakterystycznej części składowej. Będę więc bardzo zwięzły:
 
 
2. „Normalny dzień roboczy".
 
 
Partia robotnicza żadnego innego kraju nie poprzestała na tak nieokreślonym żądaniu, zawsze
 
natomiast ustalała taką długość dnia pracy, jaką uważała w danych warunkach za normalną.
 
 
3. „Ograniczenie pracy kobiet i zakaz pracy dzieci".
 
 
Unormowanie dnia roboczego musi już zarazem obejmować i ograniczenie pracy kobiet pod względem długości dnia roboczego, przerw w pracy itd.; poza tym może ono oznaczać jedynie zakaz pracy kobiet w gałęziach pracy szczególnie szkodliwych dla organizmu kobiecego lub niewskazanych dla kobiet ze względów moralnych. Jeśli to właśnie miało się na myśli, należało to powiedzieć.

 
 
„Zakaz pracy dzieci"!. Należało tu bezwzględnie wskazać granicę wieku.

 
 
Powszechny zakaz pracy dzieci nie daje się pogodzić z istnieniem wielkiego przemysłu, jest więc czczym pobożnym życzeniem.
 
 
Urzeczywistnienie takiego zakazu, gdyby nawet było możliwe, byłoby reakcyjne, gdyż przy ścisłym unormowaniu czasu pracy dzieci, odpowiednio do wieku i przy innych środkach ostrożności dla ochrony dzieci, wczesne połączenie pracy produkcyjnej z nauką stanowi jeden z najpotężniejszych środków przeobrażenia dzisiejszego społeczeństwa.
 
4. „Państwowy nadzór nad przemysłem fabrycznym, rzemieślniczym, chałupniczym".
 
 
W warunkach państwa prusko-niemieckiego należało stanowczo domagać się, aby usunięcie inspektora fabrycznego mogło nastąpić jedynie w drodze sądowej; aby każdy robotnik miał możność pociągnąć go do odpowiedzialności sądowej za naruszenie obowiązków służbowych; aby inspektorami mogli być jedynie lekarze z zawodu.
 
 
5. „Unormowanie pracy więźniów".
 
 
Żądanie małostkowe w ogólnym programie robotniczym. W każdym razie należało wyraźnie powiedzieć, że robotnicy wcale nie powodują się obawą przed konkurencją i nie chcą, aby pospolitych zbrodniarzy traktowano jak bydło; nie chcemy pozbawić ich jedynego środka poprawy, jaką jest praca produkcyjna. Było to wszak minimum tego, czego należało się spodziewać po socjalistach.
 
 
6. „Skuteczna ustawa o odpowiedzialności".
 
 
Należało powiedzieć, co się rozumie przez „skuteczną” ustawę o odpowiedzialności.
Nawiasem mówiąc, przy normalnym dniu pracy przeoczono tę część ustawodawstwa fabrycznego, która dotyczy zarządzeń zdrowotnych i środków ochronnych przed nieszczęśliwymi wypadkami itd. Ustawa o odpowiedzialności działać zaczyna dopiero wówczas, gdy naruszone zostają powyższe przepisy.
 
 
(Słowem, i ten załącznik odznacza się niechlujną redakcją).
 
 
Dixi et salvavi animam meam. [21b]
 

Przypisy:

 
 
 
 
[13] Patrz w Załącznikach do tomu niniejszego Przedmowę Engelsa do pierwodruku „Krytyki Programu Gotajskiego”. Jak wynika z listu Engelsa do Kautskiego (23 lutego 1891), Engels przygotowując ten dokument do druku złagodził, że względu na cenzurę, niektóre zwroty w tekście Marksa. - 11.
 
 
[15a] W rękopisie: nach gleichem Rechte; w „Die Neue Zeit": mit gleichem Rechte. - Red.
 
 
[15b] W rękopisie: Vorfechtern; w „Die Neue Zeit": Verftchtern. - Red.
 
 
[15c] W  rękopisie: Privateigentumern; w „Die Neue Zeit”: Privateigentum. - Red.
 
 
[15d] W rękopisie: geschichtlichen; w„Die Neue Zeit”: gesellschaftlichen. - Red.
 
 
[15e] Por. tom 18 niniejszego wydania, str. 15. - Red.
 
 
[15f] W rękopisie: seinen; w „Die Neue Zeit": einen. - Red.
 
 
[15g] W „Die Neue Zeit" brak wyrazu: bezpośrednio. - Red. 
 
 
[15h] W „Die Neue Zeit” brak wyrazu: pracownika. - Red.
 
 
[15i] W „Die Neue Zeit" brak wyrazu: raczej;
 
[15j] W rękopisie: ihre Produktivkrafte; w „Die Neue Zeit": ihre Produktionskrafte. - Red.
 
[15k]Por. tom 16 niniejszego wydania, str. 15. - Red
 
[15l]Patrz tom 4 niniejszego wydania, str. 525. - Red.
 
[16] Ostatnie wybory - chodzi o wybory do Reichstagu, które się odbyły w styczniu 1874 r, - 26.
 
[17]Berlińskim Muratem Marks tu najprawdopodobniej nazywa Wilhelma Hasselmanna, naczelnego redaktora centralnego organu lassalczyków „Neuer Social-Demokrat".
„Neuer Social-Demokrat” - organ lassalowskiego Powszechnego Niemieckiego Związku Robotników ukazywał się w latach 1871-1876 trzy razy tygodniowo w Berlinie. - 27.
 
[17a] W rękopisie; in seiner; w „Die Neue Zeit": in einer. - Red.
Bismarkowska „Norddeutsche” - „Norddeutsche Allgemeine Zeitung" - dziennik wydawany w Berlinie w latach 1861-1918. W latach sześćdziesiątych-osiemdziesiątych - organ urzędowy Bismarcka. Marks powołuje się tu na artykuł wstępny tego pisma w nrze 67 z dnia 20 marca 1875 roku, w którym w związku z projektem programu niemieckiej socjaldemokracji m. in. stwierdzano: „Agitacja socjaldemokratyczna stała się pod wieloma względami ostrożniejsza: wypiera się Międzynarodówki". - 28.

[18a] Z wiersza „Das Gottliche". Por. w: Jan Wolfgang Goethe, Dzieła wybrane, tom I, PIW 1956, „Boski pierwiastek". Przekład J. Iwaszkiewicza. - Red.
 
 
[19] Chodzi o pracę Fryderyka Langego: „Die Arbeiterfrage in ihrer Bedeutung fur Gegenwart und Zukunft", Duisburg 1865. Przekład polski: „Kwestia ekonomiczna w dziedzinie społecznej", Warszawa 1885 (początkowo drukowane w Dodatkach Miesięcznych do „Przeglądu Tygodniowego", a następnie wydane w postaci książkowej). - 29.
 
[19a] W „Die Neue Zeit" dodane; resp. [lub]. - Red.
 
 
[20] „L"Atelier” - miesięcznik francuski wydawany w Paryżu w latach 1840-1850 i redagowany przez przedstawicieli robotników wybieranych co trzy miesiące. Pismo hołdowało ideom socjalizmu chrześcijańskiego. - 31.
 
 
[20a] W rękopisie: untergehn; w „Die Neue Zeit": erleiden. – Red.
 
 
[20b] W „Die Neue Zeit" brak wyrazu: jeszcze. - Red.
 
 
[20c] W rękopisie: Da man nicht den Mut hat; w „Die Neue Zeit": Da man nicht in der Lage ist. - Red.
 
 
[20d] W „Die Neue Zeit" brak wyrazu: zarazem. - Red.
 
 
[21] Kulturkampf - walka rządu Bismarcka., i popierającej go liberalnej burżuazji przeciw opozycji katolicko-separatystycznej w Niemczech w latach osiemdziesiątych. Terminu tego po raz pierwszy użył w roku 1873 R. Virchow w haśle wyborczym Partii Postępowej. Na ziemiach polskich pod zaborem pruskim Kulturkampf wyraził się w powiązaniu polityki antykatolickiej z zaostrzaniem polityki germanizacyjnej. — 36.
 
 
[21a] W rękopisie: seine religiose wie seine leibliche Notdurft; w „Die Neue Zeit": seine religiosen... Bedurfnisse.
 
 
W sprawie tej zmiany Engels pisał 15 stycznia 1891 roku do Kautskiego: "Jeżeli nie można [ze względu na cenzurę] zostawić w tekście <<zaspokajania zarówno ich religijnych, jak ich cielesnych (potrzeb)>>, wykreśl te trzy podkreślone wyrazy i wstaw wielokropek. Aluzja będzie jeszcze subtelaiejsza, a mimo to wystarczająco zrozumiała". - Red.
 
 
[21a] Rzekłem i zbawiłem swą duszę

List Engelsa do Karola Kautskiego
 
 
Napisany: 23 lutego 1891  
 
Źródło:K. Marks i F. Engels, Listy wybrane  
 
Publisher: Książka i Wiedza, Warszawa 1951  
 
Wersja elektroniczna: Polska Sekcja MIA - lipiec 2003

 
 
Londyn, 23 lutego 1891.
 
 
Drogi Kautsky!
 
 
Moje pośpieszne gratulacje, które onegdaj wysłałem, chyba już otrzymałeś. A teraz wróćmy do tej samej wciąż sprawy, do listu Marksa[1].
 
Obawa, że ów list stanie się orężem w rękach przeciwnika, okazała się nieuzasadniona. Złośliwe insynuacje przecież rzucane są przy lada sposobności, na ogół zaś ta bezwzględna samokrytyka wywołała wśród przeciwników zupełną konsternację i takie uczucie: jakże wielka jest siła wewnętrzna partii, która może się zdobyć na coś podobnego! Wynika to z pism naszych przeciwników, przysłanych przez Ciebie (dziękuję bardzo!) oraz otrzymanych przeze mnie skądinąd. Mówiąc otwarcie, to właśnie miałem na celu, gdym ogłaszał ten dokument. Zdawałem sobie sprawę, że w pierwszej chwili dotknie on niemile tego czy owego, ale nie podobna było tego uniknąć, a w moich oczach rzeczowa treść dokumentu kompensowała to z nadwyżką. Wiedziałem też, że partia była dość silna, aby móc to znieść, i liczyłem na to, że również obecnie zniesie ona te słowa szczere i otwarte, wypowiedziane przed 15 laty; że będzie się z usprawiedliwioną dumą wskazywać na tę próbę siły, mówiąc: gdzież jest druga partia, która odważy się na coś podobnego? Stwierdzenie tegoż jednak pozostawiono saksońskiej i wiedeńskiej "Arbeiter Zeitung" oraz "Zuricher Post [2]
 
 
Jeżeli Ty w nrze 21 "Neue Zeit" bierzesz na siebie odpowiedzialność za ogłoszenie [tego dokumentu], to dajesz tym dowód odwagi, ale nie zapominaj, że to ja jednak spowodowałem je, a ponadto w pewnej mierze postawiłem Cię w sytuacji przymusowej [3]. Toteż biorę na siebie główną odpowiedzialność. Co się tyczy szczegółów, to w tych sprawach zawsze można mieć różne zdania. Skreśliłem i zmieniłem wszystko to, co wywołało Twój i Dietza sprzeciw, i gdyby nawet Dietz naznaczył był jeszcze więcej, to i w tym wypadku byłbym w miarę możności ustępliwy, czego Warn już niejednokrotnie dałem dowody. Ale co do istoty sprawy, było moim obowiązkiem ogłosić ten dokument, skoro program stał się przedmiotem dyskusji. Cóż dopiero po referacie Liebknechta w Halle, w którym on, bez wymienienia źródła, już to bez żenady zużytkował wyciągi z "Krytyki" Marksa jako swoje własne, już to zwalczał jej wywody. Marks bezwarunkowo przeciwstawiłby tej przeróbce oryginał i obowiązkiem moim było uczynić to za niego. Niestety, nie posiadałem jeszcze wówczas dokumentu, znalazłem go dopiero znacznie później, po długich poszukiwaniach.
 
 
Powiadasz, że Bebel pisał Ci, iż ocena Lassalle'a przez Marksa napsuła wiele krwi starym lassalczykom. Być może. Wszak ci ludzie nie znają prawdziwej historii i nic, zdaje się, nie zrobiono, aby im ją wyjaśnić. Jeśli ludzie ci nie wiedzą, że cała wielkość Lassalle'a polegała na tym, iż Marks pozwalał mu w ciągu wielu lat stroić się w rezultaty jego (Marksa) badań naukowych jako w swe własne, co więcej, wypaczać je wskutek niedostatecznego wykształcenia ekonomicznego — nie jest to moją winą. Lecz jestem wykonawcą testamentu literackiego Marksa i jako taki mam pewne obowiązki.
 
 
Od lat 26 Lassalle należy już do historii, Jeżeli za czasów ustawy wyjątkowej nie podejmowano historycznej krytyki jego osoby, to nadszedł wreszcie czas, aby ją podjąć i wyjaśnić stanowisko Lassalle'a w stosunku do Marksa, Legenda, która maskuje prawdziwą postać Lassalle'a i wynosi go pod niebiosa, nie może przecież stać się dla partii artykułem wiary. I jakkolwiek wysoko oceniono by zasługi Lassalle'a dla ruchu, to jednak jego historyczna w nim rola pozostanie dwoista. Socjaliście Lassalle'owi krok w krok towarzyszy Lassalle-demagog. Poprzez Lassalle'a-agitatora i organizatora wyziera zewsząd adwokat prowadzący proces Hatzfeldtów4: ten sam cynizm w doborze środków, to samo upodobanie do otaczania się podejrzanymi i sprzedajnymi osobnikami, którzy nadają się jedynie jako narzędzia, albo do odrzucenia. Do 1862 r. był on w praktyce specyficznie pruskim wulgarnym demokratą, z wyraźnymi sympatiami bonapartystowskimi (przejrzałem właśnie jego listy do Marksa), nagle z czysto osobistych pobudek zmienia front i rozpoczyna swą agitację; w niespełna 2 lata później zaczyna się domagać, by robotnicy stanęli po stronie władzy królewskiej przeciwko burżuazji, i prowadzi tego rodzaju konszachty z pokrewnym mu pod względem charakteru Bismarckiem, że musiałoby to doprowadzić do faktycznej zdrady ruchu, gdyby na swoje szczęście nie został w porę zastrzelony. W jego pismach agitacyjnych rzeczy słuszne, które zapożyczył u Marksa, tak dalece splatają się z jego własnymi lassalowskimi i z reguły fałszywymi wywodami, że nie podobna ich od siebie oddzielić. Ta część robotników, która poczuła się dotknięta oceną Marksa, zna Lassalle'a tylko z owych 2 lat agitacji, a i na nie patrzy przez różowe okulary. Ale krytyka historyczna nie może chylić czoła przed takimi przesądami i zostawiać je wiecznie nienaruszone. Uważałem za swój obowiązek wyjaśnić wreszcie sprawę stosunków między Marksem a Lassalle'em. Tak też postąpiłem. Mogę na tym na razie poprzestać. Tym bardziej, że mam teraz inne prace przed sobą. Ogłoszony zaś bezwzględny sąd Marksa o Lassalle'u będzie już sam przez się w należyty sposób oddziaływał i doda odwagi innym. Gdyby jednak zmuszono mnie do wystąpienia, to nie będę miał wyboru: musiałbym raz na zawsze położyć kres legendzie o Lassalle'u.
 
 
Że we frakcji [5] odezwały się głosy, by poddać "Neue Zeit" cenzurze, to zaiste wspaniałe. Cóż to znaczy, czy jest to widmo dyktatury frakcyjnej z czasów ustawy o socjalistach (dyktatury podówczas niezbędnej i doskonale przeprowadzonej), czy też są to wspomnienia pozostałe po mocno ongiś trzymanej w garści organizacji von Schweitzera [6]? To doprawdy świetny pomysł, by niemiecką wiedzę socjalistyczną, gdy uwolniła się ona od bismarkowskiej ustawy przeciw socjalistom, podporządkować nowej ustawie antysocjalistycznej, sfabrykowanej i wprowadzanej w życie przez władze partii socjaldemokratycznej. Zresztą — przyroda sama troszczy się o to, by drzewa nie wybujały do niebios [7].
 
Artykuł w "Vorwarts" mało mnie wzrusza [8].
 
Zaczekam, aż Liebknecht wyłoży całą historię na swój sposób, a potem chyba odpowiem na obydwa artykuły w tonie możliwie przyjaznym. W artykule w "Vorwarts" należy tylko sprostować pewne nieścisłości (np. żeśmy byli przeciwko zjednoczeniu, że wypadki dowiodły, jakoby Marks nie miał słuszności itd.) i potwierdzić to, co rozumie się samo przez się. Na tej odpowiedzi zamierzam ze swej strony zakończyć dyskusję, o ile nie będę zmuszony do dalszych wystąpień przez nowe ataki lub niesłuszne twierdzenia.
Powiedz Dietzowi, że zajęty jestem opracowaniem "Pochodzenia"[9]. A oto dziś nadszedł list od Fischera, który także chce trzech nowych przedmów ode mnie! [10]
 

Przypisy:
 
 
[1] Mowa tu o "Krytyce Programu Gotajskiego" Marksa, którą Engels, wbrew sprzeciwom oportunistycznych przywódców niemieckiej socjaldemokracji, opublikował na początku 1891 r. w "Neue Zeit". Opublikowanie rękopisu Marksa w owym właśnie momencie zostało spowodowane tym, że na najbliższym zjeździe Niemieckiej Partii Socjaldemokratycznej (w Erfurcie) miano przyjąć nowy program. — Red.
[2] Z tych gazet dwie pierwsze były socjaldemokratyczne, ostatnia zaś — burżuazyjna. — Red. przekł. polsk.
[3] Engels ma na myśli tę okoliczność, że posyłając Kautskiemu celem opublikowania w "Neue Zeit" tekst "Krytyki Programu Gotajskiego" Marksa, uprzedził go, iż o ile praca ta nie zostanie wydrukowana w "Neue Zeit", to on (Engels) ogłosi ją w wiedeńskiej "Arbeiter Zeitung". — Red.

[4] Mowa o procesie rozwodowym hr. Hatzfeldt, który prowadził Lassalle jako adwokat w latach 1845—1854. — Red. przekł. polsk.
[5] Mowa o socjaldemokratycznej frakcji w Reichstagu niemieckim. — Red.
[6] Tj. lassalczyków. — Red. przekł. polsk.
[7] "Es ist dafur gesorgt, dass die Baume nicht in den Himmel wachsen" — przysłowie niemieckie stwierdzające, że wszelka rzecz ma swoją miarę. Polski odpowiednik: bodliwej krowie Bóg rogów nie daje. — Red. przekł. polsk.
[8] Artykuł redakcyjny w "Vorwarts", centralnym organie niemieckiej socjaldemokracji (w numerze z dnia 13 lutego 1891 r.), dał wyraz oficjalnemu stanowisku kierownictwa partyjnego wobec "Krytyki Programu Gotajskiego" Marksa. Artykuł ostro potępiał sformułowaną przez Marksa ocenę Lassalle'a i poczytywał partii za zasługę, że przyjęła projekt programu wbrew krytyce Marksa. — Red.
[9] Mowa tu o przygotowywanym przez Engelsa nowym, czwartym wydaniu "Pochodzenia rodziny, własności prywatnej i państwa". — Red.
[10] W r. 1891 Engels napisał przedmowy do nowych wydań prac Marksa: "Wojna domowa we Francji", "Praca najemna i kapitał" oraz do swej własnej broszury "Rozwój socjalizmu od utopii do nauki". — Red. przekł. polsk.

Społeczność

future2