Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 22 gości.

Przedwojenni kaci okradają lud

Jan Lubomirski-Lanckoroński

Jakiś czas temu słynna była afera wywołana wokół Komisji Majątkowej, zajmującej się przekazaniem majątku, terenów oraz odszkodowań Kościołowi Katolickiemu z tytułu strat poniesionych przez upaństwowienie owego majątku przez władze PRL. O ile jednak na tym ucierpiał przede wszystkim fundusz państwa, o tyle teraz pojawił się nowy gracz próbujący zyskać na "przedwojennej własności". I to niestety skutecznie. Tym graczem jest dawna arystokracja.

Mowa o rodzinach Lubomirskich, Radziwiłłów, Sobańskich oraz Krasickich. Jednym z nich jest Jan Lubomirski-Lanckoroński, czy też - jak każe się tytułować - "książę" Jan Lubomirski-Lanckoroński (na zdjęciu). Z ramienia rodziny został "ekspertem do spraw nieruchomości". Zaczynał od kilku kamienic w Krakowie, dziś posiada już takowe również w Warszawie. Gdy jego rodzina "odzyskała" je na drodze sądowej, on sam zajął się eksmisją lokatorów oraz kwestiami remontowymi.

Tylko w tym roku sądy lub wojewodowie wydali kilkanaście decyzji korzystnych dla dawnych, arystokratycznych właścicieli - m.in. Czartoryskich w sprawie Sieniawy, Sapiehów z Krasiczyna czy Krasickich walczących o zamek w Lesku u podnóża Bieszczad. Podstawą prawną była wówczas reforma rolna z 1944 roku, która odbierała ziemie i nieruchomości służące do produkcji rolniczej. Odebranie na jej podstawie zamków oraz pałaców uznano za niezgodne z prawem.

Przypomnijmy, że w okresie wojennym polska arystokracja uciekła wraz z tzw "rządem na uchodźstwie" za granicę, nie przykładając się nijak po samej wojnie do odbudowy kraju. Niestety w systemie kapitalistycznym nikt nie widzi tu nieprawidłowości, gdy przyznaje im się prawo własności z tytułu roszczeń, zaś oni sami - niczym ich przodkowie - spełniają rolę katów wobec ludu, wyrzucając z mieszkań osoby, które - w przeciwieństwie do książęcych kręgów - przyłożyły się do ich odbudowy własną, ciężką pracą.

Portret użytkownika trece
 #

Problem to rzeczywiście poważny. Wynika nie tylko z obowiązującej doktryny kapitalistycznej, fanatycznie gloryfikującej własność prywatną i jej odzyskanie, ale też z kwestii kulturowo-propagandowych. Otóż, w podręcznikach historii i przekazach medialnych gloryfikuje się dawną szlachtę i artystokrację, nawet wysoce destruktywną i wsteczną kulturę sarmacką, nie przypomina się za to, że właśnie szlachta i arystokracja doprowadzały kilkukrotnie Polskę do upadku. To teraz nie dziwmy się, że wyciągają łapy po nasze.

 
Portret użytkownika Siudut
 #

Jacy tam z nich arystokraci, większości tylko wręczyć miotłę i wyglądem niczym by się nie różnili od zwykłych śmiertelników. Może rodzina faktycznie miała jakieś zasługi u króla i dla Polski w przeszłości i dlatego została obdarowana ale tym kmiotom obecnie należy się figa z makiem.

 
Portret użytkownika cinco
 #

Na dobrą sprawę to są zwykli Geschäftsmanni, zachowujący snobskie tradycje obyczajowe (rodzinne obiadki na wzór feudalnych, muzea dotyczące "wspaniałości" ich rodów etc). Bo to, co uda im się sądownie zrabować, bynajmniej nie służy - jak dawniej ich przodkom - jako własnosć feudalna (w której przesiadują) lub obiekty militarne, ale jako hotele, filie banków etc.

Problem za to w tym, jak napisał tow. Trece, że tworzy się wokół nich chwalebną otoczkę. A nie powinno się, bo niczym nie różnią się w tym co robią od co bogatszych Geschäftsmannów bez herbów, o (zazwyczaj) mieszczańskim pochodzeniu - takie same pasożyty i wyzyskiwacze, tylko bardziej snobscy. I że cierpią na tej ich "chwale" zwykli, prości ludzie, którzy - w przeciwieństwie do nich - budowali przez całe swoje życie ten kraj, w tym warszawskie nieruchomości (zniszczone w sporej mierze podczas wojny), które oni teraz sobie przywłaszczają.

 

Społeczność

future2