Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 12 gości.

Ryszard Rauba: „Święta ofensywa” - w 69. rocznicę zwycięskiej, wyzwoleńczej radziecko – polskiej ofensywy styczniowej z 1945 roku.

poprzezwieki_064_m.jpg

Ryszard Rauba 
Zielona  Góra
 
„Święta  ofensywa” - w  69. rocznicę zwycięskiej, wyzwoleńczej radziecko – polskiej ofensywy  styczniowej  z  1945  roku.
 
 
--------------------
 
 
Dokładnie sześćdziesiąt  dziewięć lat temu – 12 stycznia 1945 roku rozpoczęła się gigantyczna w swoich  militarno – organizacyjnych rozmiarach generalna ofensywa połączonych sojuszniczych sił  Armii  Czerwonej  i ludowego Wojska Polskiego na ziemiach polskich. Ofensywa ta zwana również Zimową ruszyła z wielkim impetem na całej linii frontu w kierunku zachodnim znad Wisły („operacja wiślańsko – odrzańska”).
 
W ostatecznym rozrachunku o czym dziś my wszyscy – ludzie ideowej, polskiej lewicy socjalnej doskonale wiemy doprowadziła ona po blisko czterech miesiącach zażartych, ciężkich, krwawych bojów z jednej strony do całkowitego wyzwolenia naszej straszliwie umęczonej  wtedy Ojczyzny a z drugiej strony natomiast do bezwarunkowej kapitulacji i tym samym sromotnej klęski barbarzyńskiej, hitlerowskiej III Rzeszy – bandyckiego, kryminalnego, niewiarygodnie agresywnego i kompletnie nieobliczalnego, pokracznego, reakcyjnego, kapitalistycznego nowotworu politycznego, który istnieć miał według niedorzecznych wynurzeń jego psychopatycznych i skretyniałych do cna „twórców” aż 1000 lat. Nędzny i wybitnie pasożytniczy żywot tak zwanej III Rzeszy zakończył się po dwunastu latach. Dodajmy – po dwunastu wyjątkowo długich, koszmarnych latach naznaczonych niestety wieloma milionami  niewinnych ludzkich ofiar...
 
Abstrahując od powyższych uwag wróćmy jednak do zasadniczego wątku niniejszego skromnego szkicu.
 
Dzień 12 stycznia 1945 roku przypadał wówczas w piątek. Trzy dni później – w poniedziałek 15 stycznia 1945 roku na łamach ukazującej się wtedy w Lublinie „Rzeczpospolitej” - pierwszej gazety na ziemiach polskich wyzwolonych latem 1944 roku spod okupacji hitlerowskiej zamieszczony został nad wyraz interesujący w swojej treści z dzisiejszego  punktu widzenia odredakcyjny, okolicznościowy artykuł poświęcony w całości rozpoczętej zaledwie trzy dni wcześniej zimowej ofensywie połączonych sił radziecko – polskich.
 
Redakcja  lubelskiej „Rzeczpospolitej” będąc w pełni  świadoma bezdyskusyjnie wielkiej, doniosłej, historycznej rangi tego nie tylko militarnego, ale również przełomowego politycznego wydarzenia zatytułowała ów artykuł rzecz charakterystyczna w specyficznie  parareligijny sposób. Mianowicie :  Święta  ofensywa.  (Zob. Święta  ofensywa, „Rzeczpospolita” 15 stycznia 1945 r., Nr 14 (158), s. 1).
 
Zaryzykować można w tym miejscu stwierdzenie, że w kontekście przypadającej w tym roku 69. rocznicy zwycięskiej, wyzwoleńczej radziecko – polskiej ofensywy styczniowej z 1945 roku należy i to koniecznie przypomnieć treść tego kompletnie zapomnianego dziś artykułu. Artykułu  będącego współcześnie bardzo ważnym, dramatycznym świadectwem, swoistą cenną pamiątką tamtych wojennych dni i tym samym straszliwie skomplikowanych historycznych losów  zmieniającego się na przestrzeni lat  narodu i państwa polskiego.
 
Przejdźmy zatem w tej chwili do prezentacji treści interesującego nas tekstu. Otwierało go następujące stwierdzenie odnoszące się bezpośrednio do rozpoczętej trzy dni wcześniej radziecko – polskiej ofensywy : „Czekaliśmy na nią długo. Przez całą złotą jesień, przez deszczowe długie miesiące listopadów i grudni, które nie chciały się kończyć” - podkreślano we wstępie nie ukrywając tu wcale oznak wielkiego, przed ofensywnego zniecierpliwienia po czym od razu  w kolejnym akapicie  tytułem koniecznego uzupełnienia nie omieszkano przypomnieć ówczesnym czytelnikom i czytelniczkom lubelskiej „Rzeczpospolitej”, że: „W ostatnich tygodniach ofensywa była na wszystkich ustach. Czy już się zaczęła? Kiedy się zacznie? Jak długo jeszcze czekać mamy? Codziennie tysiące par oczu przeszukiwało gorączkowo szpalty gazet – codzienne ludzie z nadzieją podchodzili do megafonów ulicznych. A nuż to dziś? Wszystkowiedzący emisariusze plotki dziesiątki razy obwieszczali jej narodziny”. Przed ofensywne zniecierpliwienie i podekscytowanie udzielało się wtedy – zdaniem pisma – właściwie wszystkim Polakom  i Polkom zamieszkującym  wyzwolony już obszar Polski  Lubelskiej.
 
We wstępie artykułu  redakcja „Rzeczpospolitej” przypominała ponadto o wyjątkowo ważnej i potrzebnej z punktu widzenia rozpoczętej  właśnie ofensywy rzeczy. Mianowicie, że  w okresie od 22 lipca 1944 roku do 12 stycznia 1945 roku  „wzdłuż linii frontu odbywało się żmudne dzieło siewu pod przyszłe żniwo zwycięstw. Rydel, łopata i oskard wykonywały swe dzieło, nim przyjdzie kolej na karabin. Trwało to długo, - a może nam tylko wydawało się, że wieczność mija, odkąd wraz z czerwonoarmistą  stanęliśmy nad  Wisłą ?” -  konstatowano w tekście artykułu z 15 stycznia 1945 roku.
 
W dalszej części okolicznościowej publikacji  jej autorzy zwracali wszystkim świadomym ówczesnej historycznej powagi chwili czytelnikom i czytelniczkom pisma uwagę, że: „Dla nas, dla Polaków oczekiwana ofensywa nie była zwyczajną ofensywą, jedną z wielu  w zwycięskim pochodzie sprzymierzonych ku  Berlinowi. Myśmy bowiem wraz z kresem ofensywy letniej stanęli w połowie swej Ojczyzny – na odległość strzału od serca Polski – Warszawy, na odległość  skoku od Krakowa, Kielc, Poznania, Śląska, Gdyni i Gdańska. Myśmy wiedzieli, że rodacy nasi za Wisłą oczekują nas każdego dnia i każdej godziny i że ich dni i godziny  o wiele są dłuższe od naszych. Dlatego ciężko i trudno nam było trwać tak, przyczajonym do skoku”  -  stwierdzano w artykule i od razu  dodawano, że: „Taki był rozkaz. Długich przygotowań a tym samym długiego czekania wymagało zamierzenie się do śmiertelnego ciosu w serce hitlerowskiego zwierza. Każda przeczekana  przez nas  godzina, każdy dzień pracy dla mającego nastąpić uderzenia, każdy metr nowej drogi, każdy kilometr na liczniku ciężarowego samochodu, każda tona materiału – oznaczały oszczędzenie wielu istnień naszych i sowieckich żołnierzy i gwarantowały, że uczynione zostało wszystko, co w ludzkiej mocy, dla przyszłego powodzenia. Wiedziało o tym Naczelne Dowództwo. I wiedzieli o tym Niemcy” - zauważała i wyjaśniała jednocześnie w swoim artykule redakcja lubelskiej „Rzeczpospolitej”, która wyraźnie dawała tu także do  zrozumienia swoim czytelnikom i czytelniczkom, że blisko półroczny okres od 22 lipca 1944 roku do 12 stycznia 1945 roku został należycie i w pełni, w stu procentach praktycznie wykorzystany przez polską i radziecką stronę ściśle pod kątem  bezdyskusyjnie koniecznego przygotowania się do ostatecznej, decydującej i miażdżącej rozprawy ze znienawidzonym, bestialskim  okupantem hitlerowskim.
 
Redakcja lubelskiej „Rzeczpospolitej” nie ukrywała przed swoimi czytelnikami i czytelniczkami swojej ogromnej, autentycznej i szczerej radości  z faktu rozpoczęcia tak długo oczekiwanej radziecko – polskiej ofensywy. W związku z  powyższym z wyczuwalną aż nazbyt satysfakcją  i ulgą zarazem stwierdzano,, że : „Nareszcie przyszedł dzień, kiedy oficjalnie podane zostało do publicznej wiadomości, że rozpoczęło się długo oczekiwane uderzenie Czerwonej Armii. Wielki ciężar spadł nam z piersi, by ustąpić miejsca serdecznemu niepokojowi : oby tylko  powiodło się jak najlepiej !”.
 
 Z drugiej  jednak strony co warto koniecznie podkreślić redakcja lubelskiej „Rzeczpospolitej” daleka od taniego, szkodliwego idealizmu i równie szkodliwej politycznej naiwności zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że ostateczne zwycięstwo nad brutalną, hitlerowską bestią nie nastąpi  od razu, szybko i bezboleśnie. Że trzeba było jeszcze ogromnego, nadludzkiego wręcz wysiłku, ogromnego zaangażowania sił i środków, ogromnej wewnętrznej samodyscypliny, ogromnego samozaparcia, ogromnej wytrwałości i hartu ducha i przede wszystkim  ogromnej cierpliwości i zręczności w  prowadzonych działaniach  frontowych. Te wszystkie wymienione elementy stanowiły razem, wspólnie jeden, wielki warunek sine qua  non ostatecznego, tak długo wyczekiwanego, miażdżącego zwycięstwa nad  butnym hitleryzmem.  Stąd nie powinny z dzisiejszego punktu widzenia w ogóle dziwić przesiąknięte dogłębnie zimnokrwistą, zdroworozsądkową, mocno realistyczną oceną ówczesnej  sytuacji następujące uwagi redakcyjne lubelskiej „Rzeczpospolitej” : „Na wojnie nie można głosić zwycięstwa, zanim go się nie odniesie. Los bitwy jest do ostatniej chwili niepewny i zły to wódz i żołnierz, który przed czasem każe odtrąbić zwycięstwo. Idący do boju żołnierz rosyjski i polski mają przed sobą silnego wroga, potężnie  umocnionego i zdecydowanego bronić do ostatka tej resztki łupu wojennego, jaki mu  jeszcze pozostał. Nie ma on nic do stracenia, gdyż świadom jest ogromu własnych zbrodni i kary, czekającej go za nie. Dlatego wiadomość o rozpoczęciu się wielkiej ofensywy o wyzwolenie dalszych ziem polskich winna być nie tyle powodem do westchnienia ulgi, ile hasłem do zaciśnięcia szczęk. Gra toczy się bowiem o nasze ziemie, miasta i wsie, o naszych bliskich i rodaków, o nasze zwycięstwo! „ -  dobitnie podkreślano w artykule z 15 stycznia 1945 roku.
 
W podobnym i co ciekawe nadal po tylu latach wyraźnie odczuwalnym realistycznym i jednocześnie mocno bojowym duchu brzmiały także  kolejne skierowane do czytelników i czytelniczek pisma następujące uświadamiające ich uwagi o takiej oto wymownej treści : „Jeśliśmy się zdążyli przyzwyczaić przez ostatnie, niemal pokojowe miesiące do problematyki pokojowej – to sygnał  na rozpoczęcie ognia na froncie powinien być dla nas sygnałem powrotu do problematyki wojny i frontu. Hasłem dnia staje się ofensywa. Dla jej powodzenia, dla żołnierza, który ją prowadzi, dla frontu trzeba zrobić wszystko, co zrobić można. Trzeba uczynić więcej, niż uczynić można. Jest jeszcze i drugi aspekt tej sprawy. Jeśli nam tu, na ziemiach wyzwolonych, tak dłużyły się  chwile, dni i miesiące oczekiwania na wyzwoleńczą ofensywę, - nam, którzyśmy  przez ten czas mieli szczęście i możność budowania Polski na skrawku odzyskanych terenów, to jakże dłużyć się musiał okres oczekiwania  na wyzwolenie naszym braciom za Wisłą, żyjącym pod obuchem najstraszliwszego terroru historii!  Dla nich przecież dzień każdy był piekłem, stworzonym przez nienawiść barbarzyńskiego okupanta” -  wprost, bez przysłowiowego owijania w bawełnę podkreślano na łamach lubelskiej „Rzeczpospolitej” z  15 stycznia  1945 roku.
 
Z  rozpoczętą w dniu 12 stycznia 1945 roku radziecko – polską ofensywą redakcja lubelskiej „Rzeczpospolitej” wiązała ogromne, gigantyczne wręcz i wcale niepłonne nadzieje, że w jej efekcie skończy się wreszcie trwające blisko sześć lat piekło na ziemi, które zafundował narodowi polskiemu Adolf Hitler i jego bezmyślni, krwawi pomagierzy.
 
W związku z  powyższym w artykule z 15 stycznia 1945 roku znalazły się takie oto przepełnione autentycznie głębokim patriotyzmem i nad wyraz szczere w swoich intencjach deklaracje : „Mamy prawo spodziewać się i oczekiwać , że rozpoczęta ofensywa doprowadzi nas do świętych miast piastowskich.   Ile sił w naszych ramionach, będziemy pomagali żołnierzowi w jego błogosławionym wysiłku. Świadomi pełnego niebezpieczeństwa, ofiar i krwi trudu żołnierskiego, wypełniającego pojęcie krótkiego słowa „ofensywa”,  z wiarą i nadzieją patrzymy w przyszłość. Sprawa nasza jest słuszna i nasze być musi zwycięstwo !” -  deklarowano  w stanowczy sposób na łamach lubelskiego pisma po czym  dodawano : „A kiedy danym nam będzie, w co wierzymy, szczęście przyjścia do naszych cierpiących braci zza Wisły, -  pamiętać będziemy, co jesteśmy im winni. Wiemy o tym, że przychodząc do nich, będziemy musieli podzielić się z nimi całym naszym dorobkiem ostatniego półrocza. Wiemy, jakiej pomocy oczekują od naszych organizacji i komitetów pomocy męczennicy Warszawy i wszyscy ci, których działania wojenne wyrzucą z osiedli i mieszkań. Będzie to praca na miarę olbrzymów, ale praca ta wykonana być musi. Chodzi bowiem o ludzkie istnienia, - o życie każdego Polaka, bezcenne dla Ojczyzny wobec ogromu strat, jakie naród nasz poniósł, ponosi i jeszcze poniesie” -  konstatowano z pełną powagą i jednocześnie z pełną  odpowiedzialnością  za każde zaprezentowane tu słowo.
 
W konkluzji omawianego tu, kompletnie zapomnianego dziś okolicznościowego artykułu zamieszczonego na łamach lubelskiej „Rzeczpospolitej”  15 stycznia 1945 roku jego autorzy będący w pełni świadomi tego, że naród polski  w imię wielkiego, patriotycznego obowiązku musiał jeszcze wtedy przelać wiele  krwi, aby odzyskać ostatecznie upragnioną wolność i niepodległość uroczyście, ale bez zbędnego  patosu i równie zbędnego zadęcia oświadczali przed czytelnikami  i czytelniczkami lubelskiego  pisma : „Oczekujemy w powadze i skupieniu komunikatów z przebiegu świętej ofensywy, której wybuchy rozdzierają miasta i wsi polskie. Wszystkie nasze myśli są przy żołnierzu, który pierwszy zaniesie naszym rodakom za Wisłą wolność na błyszczących bagnetach, i przy żołnierzach Polski Podziemnej, którzy na jego spotkanie wyjdą. Ze swej strony przygotowujemy się do wypełnienia wielkiego obowiązku, który wraz z nowymi uwolnionymi terenami Rzeczypospolitej przypada nam w udziale. Jesteśmy awangardą wolnej, niepodległej i demokratycznej Polski w marszu na  Zachód” .
 
W połowie stycznia 1945 roku parszywa, nazistowska gadzina znajdowała się już  faktycznie w stanie agonalnym. Próbowała  jeszcze co prawda w  wyjątkowo żałosny sposób ledwo przy tym zipiąc przez następne kilkanaście tygodni do początku maja 1945 roku podnosić raz po raz swój wielokrotnie obity, koszmarny, zakuty łeb i odgryzać się. Na nic się to jednak jej zdało.  Karzący miecz antyfaszystowskiej sprawiedliwości  choć trwało to strasznie długo zadał jej w końcu na  gruzach  Berlina ostateczny śmiertelny cios.
 
Dziś  - na  początku  Nowego 2014  roku, 69 lat po tamtych dramatycznych wydarzeniach, my -  ludzie współczesnej, ideowej, polskiej, szczerze patriotycznej, socjalistycznej  lewicy, sympatycy  internacjonalistycznego, marksistowsko – leninowskiego portalu internetowego  „Władza Rad”  pamiętamy i zawsze będziemy pamiętać bo jest to po prostu nasz  obowiązek o tych wszystkich  milionach Polaków  i Polek, którzy w latach okrutnej, narzuconej nam  okupacji hitlerowskiej 1939 – 1945 poświęcili swoje często bardzo młode życie dla  wolnej Polski, swojej  ukochanej Ojczyzny, aby mogła ona dalej żyć. Nigdy o nich nie zapomnimy tak jak nigdy nie zapomnimy na przekór  nieustannie ujadającemu, współczesnemu, mściwemu prawicowemu oszołomstwu  o tych wszystkich, którzy idąc  ze Wschodu na Zachód wyzwalali polskie miasta i wsie spod  okupacji hitlerowskiej w latach 1944  - 1945 -  o tysiącach rannych i poległych bohaterskich  żołnierzy  sojuszniczej Armii Czerwonej i ludowego Wojska Polskiego  , których  krew na zawsze już wsiąkła  w  polską  ziemię.  Cześć ich pamięci !!!  

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Pokój i ziemia