Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 22 gości.

Paweł Kamiński: „Rewolucja permanentna Lwa Trockiego. Między teorią a praktyką” – czy warto przeczytać książkę Mikołaja Mirowskiego?

rewolucja-permanentna-lwa-trockiego_188056.jpg

 
 
Rzadko publikuje się w Polsce książkę poświęconą komunizmowi, która nie jest zideologizowanym bełkotem mającym z faktami tyle wspólnego co baśnie braci Grimm. Dlatego polskiego czytelnika-marksistę powinien ucieszyć fakt wydania „Rewolucji permanentnej Lwa Trockiego.  Między teorią a praktyką” Mikołaja Mirowskiego. Autor – historyk, który publikował na łamach „Liberte”, „Krytyki Politycznej” i „Forum Żydowskiego” – postanowił napisać swoistą biografię ideologiczno-polityczną Lwa Trockiego w kontekście jego teorii rewolucji permanentnej.
 
Pracę otwiera przedmowa Adama Michnika [str. X-XII], w której b. redaktor „Gazety Wyborczej” pokazuje, że nie ma nic dobrego ani ciekawego do powiedzenia o bohaterze książki. Michnik przedstawia Trockiego jako Stalina a rebours, zwolennika militaryzacji świata pracy i wojny z Polską w 1920 r. – mimo, że Mirowski w swojej pracy udowadnia, że tego typu osądy nie znajdują potwierdzenia w faktach…
 
Autor rozpoczyna właściwą część książki od prezentacji teorii rewolucji permanentnej i jej rozwoju na tle politycznej działalności Trockiego latach 1905-1940. Wskazuje na podobieństwa i różnice ideologiczne między Trockim a jego poprzednikami (Marks, Engels) oraz współczesnymi mu socjaldemokratami rosyjskimi (Plechanow, Martow, Akselrod, Lenin) i niemieckimi (Kautsky, Luksemburg, Mehring, Parvus). Szczególnie ciekawa jest prezentacja poglądów Parvusa [str. 60-75], z którymi polski Czytelnik raczej do tej pory nie miał możliwości się zapoznać.
 
Mirowski potem przedstawia jak teoria rewolucji permanentnej determinowała działania Trockiego podczas rewolucji 1905 i 1917 r., negocjacji brzeskich, wojny 1920 roku, rewolucji niemieckiej i chińskiej oraz podczas konfliktu ze Stalinem.
 
Autor odnosi się do bohatera swojej pracy z umiarkowaną sympatią (choć nie bezkrytycznie). Mirowski nie jest marksistą, ale nie musi to działać na jego niekorzyść – pod warunkiem, że podchodzi do zadania obiektywnie. Czy warto więc przeczytać „Rewolucję permanentną Lwa Trockiego”?
 
„Rewolucja…” połowiczna
 
Niestety, książka zawodzi pokładane w niej nadzieje. Przede wszystkim odnosi się wrażenie, że postawione zadanie było zbyt ambitne – napisać książkę, która jednocześnie stanowiłaby prezentację teorii Trockiego, jego biografię polityczną oraz historię rosyjskiego ruchu robotniczego po 1905 r. W rezultacie autor nie wyczerpuje w sposób zadowalający żadnego z tych tematów. Jest zrozumiałe, że ponieważ praca dot. głównie teorii Trockiego, to wątki biograficzne i związane z rosyjską socjaldemokracją stanowić będą raczej tło – o to do autora trudno mieć pretensje.
 
Problem w tym, że główny wątek również nie jest doprowadzony do końca. O ile we wstępie Mirowski twierdzi, że „zakres chronologiczny książki obejmuje lata politycznej aktywności Lwa Trockiego”, aż do „ostatniej z jego prac (…) nieukończonej z powodu śmierci autora w 1940 r. w Meksyku” [str. 4], to w rzeczywistości jego działalność teoretyczną po wygnaniu z ZSRR (1929-1940) potraktowano skrótowo i po macoszemu [str. 428-434]. A przecież to w tym okresie twórca Armii Czerwonej napisał „Rewolucję permanentną” (1929) i „Zdradzoną rewolucję” (1937) i – w związku z postępami faszyzmu – rozwijał kwestię jednolitego frontu [u Mirowskiego poruszanych w związku z rewolucją w Niemczech – str. 289-298] oraz rewolucji światowej w obliczu wojny światowej.
 
Czy to znaczy, że historyk ignoruje całkowicie ten okres? Nie, ale jak można pisać o biurokracji stalinowskiej (cytując przy tym „Zdradzoną rewolucję”!) i słowem nie wspomnieć o tym, że Trocki trafnie przewidział uwłaszczenie nomenklatury – na pół wieku przed faktem! Czy autor martwił się, że Czytelnik znarowi się ideologicznie?
 
Marksizm – z czym to się je?
 
Skoro już jesteśmy przy teorii – jak już wspomniałem wcześniej, Mirowski nie jest marksistą i nie stanowiłoby to problemu, gdyby rozumiał marksizm. Niestety tak nie jest – raz po raz autor będzie wyciągać z podawanych cytatów wnioski wręcz przeciwstawne do ich treści lub zestawiać nieantagonistyczne cytaty i przedstawiać je jako sprzeczne.
 
Przykładowo na podstawie cytatu z „Krytyki programu gotajskiego” („Między społeczeństwem kapitalistycznym a komunistycznym leży okres rewolucyjnego przeobrażenia pierwszego w drugie. Temu okresowi odpowiada też polityczny okres przejściowy i państwo tego okresu nie może być niczym innym jak tylko <<rewolucyjna, dyktaturą proletariatu>>.”), który odnosi się do okresu po zdobyciu przez proletariat władzy politycznej, Mirowski stwierdza, że „Marks poważnie brał pod uwagę bardzo długi okres zmagań przeciwko rządom burżuazji” [str. 20] [podkr. – P.K.].
 
Autor doszukuje się również sprzeczności między polityką agrarną postulowaną przez Trockiego w „Rezultatach i perspektywach” oraz w „Platformie Zjednoczonej Opozycji” [str. 112-114]. Sprawa stosunku do chłopów pojawia się w książce kilkakrotnie i wyraźnie widać, że historyk nie potrafi zrozumieć marksistowskiego ujęcia kwestii chłopskiej i w akceptacji istnienia indywidualnych gospodarstw dostrzega  „porzucenie polityki socjalistycznej albo dążenie do sprzecznych ze sobą celów.” [str. 128][1]
 
Pojawiają się też inne drobne błędy, ale raczej „na obrzeżach” głównego zagadnienia i dlatego można je ostatecznie wybaczyć. Niestety są również błędy poważniejsze, które dot. sedna omawianej teorii, jej miejsca w ówczesnym dyskursie marksistowskim i są to błędy, które podważają sens pracy Mirowskiego.
 
Autor stwierdza np. że „jeśli skoncentrujemy się na pismach Mao Tse-tunga z lat 1926-27, (…) nie odnajdziemy poważniejszych różnic w stosunku do poglądów Trockiego”, po czym podaje cytat z przywódcy chińskiej partyzantki, w którym nawołuje on do sojuszu proletariatu z chłopstwem oraz drobną i średnią burżuazją [str. 371-372]. Dowodzi to, że Mirowski całkowicie nie rozumie tekstów, które cytuje – maoistowska koncepcja „bloku czterech klas” (proletariat, chłopi, drobnomieszczaństwo i „narodowa burżuazja”) jest sprzeczna ze wszystkim, co głosił Trocki, który zawsze przeciwstawiał się jakimkolwiek sojuszom z burżuazją (na co zresztą zwrócił uwagę sam Mirowski! [str. 99-106]) – również w czasie I rewolucji chińskiej.[2]
 
Zły, niedobry Lenin…
 
Najpoważniejszy błąd dot. tezy o rzekomym „substytucjonalizmie” Lenina [str. 40, 76-77], tzn. pragnieniu zastąpienia ruchu masowego przez scentralizowaną, elitarną organizację spiskowców, które miało zostać wyrażone w pracy „Co robić?” i stanowić integralną część światopoglądu Lenina. Wnioski te Mirowski wyciąga w oparciu o tezy Kołakowskiego [str. 40] i mienszewickie polemiki Trockiego [str. 40, 76-77], lecz ani razu nie cytuje w tym względzie samego Lenina.
 
Tymczasem wystarczy zajrzeć do pism twórcy państwa radzieckiego, aby się przekonać, że tego typu oskarżenia są bezpodstawne. W „Co robić?” Lenin wzywał do agitacji i podnoszenia świadomości robotników[3], wprowadzania ich do organizacji i na kierownicze stanowiska w partii[4] w celu zbudowania organizacji na wzór… niemieckiej SPD[5].  W późniejszych polemikach z tendencjami ultralewackimi jeszcze wyraźniej widać, że Lenin „substytucjonalistą” nie był – w 1907 r. popierał działania „rzeczywiście związane z ruchem masowym, a nie sprowadzające się do awanturnictwa rozjuszonych bojowców[6], w 1920 r. pisał, że zadanie komunistów „polega na tym, by potrafić doprowadzić szerokie masy (…) do tych ich nowych pozycji, albo słuszniej: umieć kierować nie tylko swoją partią, lecz również tymi masami w toku ich podejścia do nowej pozycji i przejścia na tę pozycję.”[7]
 
Zarzuty Mirowskiego nie ograniczają się do kwestii modelu partii proletariackiej – twierdzi on np., że w okresie wojny polsko-bolszewickiej Lenin liczył na to, iż „gdyby Armia Czerwona zajęła Warszawę, stałaby się mocą sprawczą przewrotu społecznego, zastępując w tej roli klasę robotniczą”, co również miałoby stanowić dowód jego „substytucjonalizmu” [str. 275]. Tylko jak taką tezę pogodzić choćby z taką wypowiedzią bolszewickiego przywódcy z 1919 r.: „Jeden z najlepszych polskich towarzyszy komunistów [Marchlewski ], kiedy mu powiedziałem: <<Wy zrobicie to inaczej>>, odrzekł: <<Nie, zrobimy to samo, ale zrobimy to lepiej niż wy>>. Przecież takiemu twierdzeniu nie mogłem absolutnie zaoponować. Należy dać możność urzeczywistnienia skromnego pragnienia – stworzenia Władzy Radzieckiej lepiej niż u nas”?[8]
 
Jest to błąd szczególnie irytujący, ponieważ autor wiele miejsca poświęca „nawróceniu” Trockiego na rzekomy „substytucjonizm” Lenina [str. 160-204]. To prawda, że przed I wojną światową przyszły twórca Armii Czerwonej był mienszewikiem i jego akces do bolszewików wiązał się z porzuceniem jego poprzednich poglądów, ale sposób prezentacji tej kwestii przez polskiego historyka budzi zdumienie.
 
Mirowski cytuje np. taką oto „wielce znamienną” wypowiedź Trockiego z przełomu 1908/1909: „Zwycięstwo rewolucji (…) może przekazać władzę tylko w ręce tej partii [podkr. – M.M.], która potrafi oprzeć się na uzbrojonym ludzie miejskim, to jest na milicji robotniczej.” [str. 161] Autor zaznaczył „ważną modyfikację” – Trocki popierał istnienie partii dążącej do zdobycia władzy! Oczywiście można zwrócić uwagę, że w „Rezultatach i perspektywach” – pracy szeroko omówionej i cytowanej wcześniej [str. 75-114] – wielokrotnie jest mowa o „rządzie socjaldemokracji”, ale dr (!) nauk humanistycznych nie przejmuje się takimi drobnostkami. Wyraźnie widzi on zmiany światopoglądowe, które zaszły po wstąpieniu do bolszewików.
 
Trocki miał porzucić analizę społeczną na rzecz woluntaryzmu i wychodzić „z założeń prymatu siły, a nie procesów społeczno-politycznych. Dość dobrze ilustruje to użyta przezeń metafora <<pary>> i <<cylindra>>: <<Energja mas rozproszyłaby się bez organizacji kierującej, jak para, której nie zamknięto w cylindrze z tłokiem. Ale przecież w ruch puszcza wszystko nie cylinder, ani też tłok, lecz para>>.”[str. 199] To właśnie przykład – wspomnianego wcześniej – wysnuwania z cytatów przeciwstawnych wniosków.
 
A oto kolejny: „<<Dlaczego w XIX i pierwszych latach XX w. – zastanawiał się Trocki – Niemcy wydały na świat Marksa, a Rosja Lenina?” Zrodził ich, jak sądził, kontekst społeczno-polityczny, wyzwanie ówczesnego etapu rozwoju. Drastyczny i bardzo nagły ruch w kierunku zmian, który przechodzą na jego oczach społeczeństwa Azji, chcąc nie chcąc także będzie prowadził do wydobywania światłych, oświeconych i elokwentnych ludzi, dając im niepowtarzalną szansę przewodzenia radykalnym procesom. Tak więc sugerował pojawienie się na politycznym firmamencie Azji osobistości kalibru Lenina bądź Marksa, wierząc w rewolucyjną moc sprawczą wybitnych jednostek.” [str. 347] Jeden z „dowodów” na to, że w ujęciu Trockiego „już nie partia, już nie jej kierownictwo, lecz jedna osoba ” stawała się „przesłanką, warunkiem sine qua non socjalistycznego zwycięstwa ” [str. 193] – substytucjonalizm posunięty do skrajności! Ja natomiast widzę w powyższym rozumowaniu jedynie stwierdzenie prymatu warunków socjoekonomicznych nad wybitnymi jednostkami – ale ja nie jestem doktorem-humanistą, więc co ja mogę wiedzieć…
 
Na kozetce u doktora M.
 
Negatywny wpływ Lenina wywierany na Trockiego – wg Mirowskiego – nie sprowadzał się jedynie do sfery światopoglądowej, Trocki miał się zmienić również psychologicznie: „Gdy znalazł się w sytuacji „drugiego po Leninie”, „jego prawej ręki”, Trocki stał się bardzo niebezpieczną postacią. Oczekiwano odeń, by był twardy, bezlitosny, zdecydowany i takim się stawał. Tracił swoją wcześniejszą awersję do rozlewu krwi.”  [str.202] Innymi słowy późniejszy twórca IV Międzynarodówki stoczył się z powodu złego towarzystwa. A to był taki grzeczny mienszewik…
 
Tutaj natykamy się na kolejny problem z książką Mirowskiego – skłonność autora do amatorskiej psychoanalizy. Wg niego Trocki był próżny [str. 140], cechował go „egoizm polityczny” [str. 230, 315], „własne <<ja>> znaczyło dla Trockiego zbyt wiele” [str. 230], „on nie rozumie (…) mistyki kolektywu” [str. 438] (to cytat z Bierdiajewa, ale Mirowski się z nim zgadza)…
 
Zatrzymajmy się z resztą na chwilę nad przykładem tego „egoizmu politycznego” – negocjacjami w Brześciu Litewskim w styczniu 1918 r. Po tym jak Niemcy zaproponowały poniżające propozycje pokojowe [str. 220-221], KC był podzielony mniej więcej po równo między zwolenników wojny rewolucyjnej z Niemcami oraz stronnictwo domagające się natychmiastowego pokoju. W tej sytuacji ostatecznie przyjęto kompromisową koncepcję Trockiego („ani wojny, ani pokoju” – Rosja wstrzymuje działania wojenne, ale nie podpisuje traktatu; liczono przy tym na rychły wybuch rewolucji w Niemczech). Koncepcję poparł również KC sojuszniczej partii lewicowych eserowców, RKL oraz II Zjazd Rad [str. 223-226]. Przed wyjazdem Trockiego na spotkanie z poselstwem niemieckim, Lenin w nieoficjalnej rozmowie polecił podpisanie pokoju w wypadku ultimatum (Trocki twierdził, że mowa była o podpisaniu pokoju po wznowieniu działań wojennych) [str. 227]. W Brześciu Litewskim Niemcy postawili ultimatum – upokarzający pokój lub wznowienie działań wojennych [str. 229]. Trocki stwierdził, że nie ma odpowiednich pełnomocnictw do podpisania traktatu i oświadczył, że Rosja wstrzymuje działania wojenne. Po wyjeździe komisarza ludowego spraw zagranicznych, rozpoczęła się ofensywa niemiecka [str. 230-233].
 
Mirowski dopatruje się tutaj „egoizmu politycznego” [str. 230], ale należy się zastanowić, czy słusznie. Ostatecznie Trocki miał do wyboru działać w myśl oficjalnej decyzji KC dwóch partii, RKL i Zjazdu Rad albo na podstawie nieoficjalnej instrukcji przewodniczącego RKL. Komisarz ludowy spraw zagranicznych postąpił w zgodzie z nadanym mu mandatem, mimo że sytuacja uległa zmianie (ultimatum). Można dyskutować, czy postąpił on słusznie czy nie, ale skwitowanie sprawy amatorską psychoanalizą jest niepoważne i świadczy o lenistwie intelektualnym. Co ciekawe Mirowski podąża pod tym względem śladem biurokratycznych epigonów: „Trudno dać temu wiarę – pisał Trocki w „Moim życiu” – ale szkoła Stalina-Zinowiewa usiłowała jednak w roku 1924 dowieść, że w Brześciu działałem wbrew decyzji partii i rządu[9]
 
Prawdy, półprawdy i…
 
Nie tylko Trocki ląduje na kozetce, np. motywacje Karola Radka w 1923 r. w obliczu sytuacji rewolucyjnej w Niemczech również brane są pod lupę. Nie będziemy jednak streszczać wywodów Mirowskiego na ten temat, ponieważ on sam stwierdza w przypisie: „Są to moje przypuszczenia, niepoparte dowodami” [str. 306]. To dość ciekawe stwierdzenie – historycy rzadko otwarcie przyznają się do konfabulacji.
 
Notka biograficzna mówi, że „jego [Mirowskiego] specjalnością jest historia ZSRR lat 1917-1941”. A jednak przyjmuje za dobrą monetę wynurzenia amerykańskiego stalinisty Louisa Fishera, kiedy twierdzi, że Trocki otacza się podejrzanymi ludźmi [str. 133], czy Nikołaja Popowa – nadwornego historyka Stalina – gdy ten oskarża twórcę Armii Czerwonej o socjaldemokratyzm [str. 282]. Tymczasem mamy tutaj jedynie do czynienia z powtarzaniem typowych dla stalinowskiej propagandy oskarżeń trockistów o mienszewizm, kontrrewolucyjność i pracę dla obcych wywiadów – oskarżeń, które Mirowski sam cytuje [str. 393-413].
 
Mimowolnie nasuwa się pytanie, czy powyżej mamy dowody złej woli ze strony historyka motywowanej antykomunizmem. Ale jeśli byłoby tak faktycznie, to czy stwierdzałby jednocześnie, że Lenin „daleki był (…) od dyktatury w państwie i w partii, a dyskusja w tej ostatniej (chociaż oczywiście zawężona i zarezerwowana jedynie do bolszewików [sic! – P.K.]) prowadzona była rzeczywiście na zasadach nieskrępowanej wymiany poglądów i decyzji podejmowanych większością głosów”? [str. 227]
 
Najwięcej wątpliwości budzi rozdział o wojnie polsko-bolszewickiej [str. 243-284], w którym Mirowski kapituluje wobec oficjalnej polskiej polityki historycznej. Co prawda stwierdza np., że Trocki był przeciwny wojnie [str. 244-252] i gotów był do „pedagogicznego” pokoju z Polską [str. 258-273], ale poza tym powtarza polską propagandę. Kwestię „substytucjonalizmu” Lenina poruszyliśmy już wcześniej, poza tym m.in. przedstawianie zbrodni polskich jako „zręczną mistyfikację, sztuczkę agitacyjną” ze strony Armii Czerwonej[str. 254] oraz propagandowe „wypreparowanie wyprawy kijowskiej Piłsudskiego, przedstawienie jej nie jako etapu, ale początku wojny” przez bolszewików [str. 255-256].
 
Tymczasem zbrodnie polskie są faktem niezaprzeczalnym – K. Świtalski pisał w pamiętniku o „wyrzynaniu przez naszych żołnierzy jeńców [bolszewickich]”, Beck wspomina, że w „zbolszewizowanych” wsiach ukraińskich „zabijaliśmy wszystkich i wszystko paliliśmy”, a on sam „dawał przykład”, inni – choćby gen. Sikorski – nie pozostawali w tyle…[10]
 
A wyprawa kijowska, czy to się komuś podoba czy nie, była początkiem wojny polsko-bolszewickiej – wystarczy zajrzeć np. do Encyklopedii Britanniki[11]. Jak podkreśla choćby prof. Peter Kenez z Uniwersytetu Kalifornijskiego: „To nie kwestia opinii, ale fakt, że to Piłsudski, bohater polskiej niepodległości, zaatakował”.[12] Mirowski jest odmiennego zdania, ale sam nie pisze, kiedy wg niego wojna się rozpoczęła i kto ją wywołał.
 
Młody historyk – jak już wspomniałem – stwierdza, że Trocki był przeciwny wojnie z Polską, ale jednocześnie przytacza jego wypowiedź 1919 r., która ma dowodzić, że jego postawa „nie była do końca jasna”: „Polscy  panowie szlachta wyszarpują chwilowe zwycięstwo – zwycięstwo maruderów, ale kiedy skończymy z Denikinem, rzucamy wszystkie nasze rezerwy na front polski” [str. 244].
 
Ale jeśli zajrzymy do źródła, to przeczytamy: „Pozostaje jeszcze front zachodni, który na naszej mapie rewolucyjnej strategii ma obecnie trzeciorzędne znaczenie. Polska szlachta wyszarpują chwilowe zwycięstwo – zwycięstwo maruderów. Spoglądamy na tymczasowe postępy słabych sił polskich bez większych obaw. Kiedy skończymy z Denikinem – a ten dzień jest już blisko – rzucamy wszystkie nasze rezerwy na front zachodni[13]. Cytujemy nieco szerszy fragment – Mirowski opuścił fragment o trzeciorzędnym znaczeniu Frontu Zachodniego; cóż, jego prawo. Przekonamy się również, że postanowił on opuścić również fragment o postępach [advance] sił polskich, przy czym tego nie zaznaczył. Poza tym „front zachodni” zamienił się w „front polski”.
 
Zatem chodzi o odparcie wojsk nacierających, w tym kontekście postawa Trockiego przestaje być niejasna – wystarczy nie „poprawiać” cytatów…
 
Ostatecznie „Rewolucja permanentna Lwa Trockiego. Między teorią a praktyką” poważnie rozczarowuje. Mirowski stawia zagadnienie i nie wyczerpuje go do końca, pisze o rzeczach, których nie rozumie, miesza prawdy, półprawdy i kompletne bzdury.
 
Czytelnik, który pragnąłby zapoznać się z myślą Lwa Trockiego – wybitnego i oryginalnego teoretyka marksistowskiego, bezlitosnego krytyka stalinizmu – ma taką możliwość m.in. dzięki wydanym w latach 90. pracom „Moje życie” i „Zdradzona rewolucja”, a także licznym pozycjom o nim oraz jego autorstwa dostępnych w Internecie. Książkę Mirowskiego można z czystym sumieniem pominąć.
 
Przypisy:

[1] Szerzej o stosunku marksistów do indywidualnych gospodarstw rolnych: http://www.1917.net.pl/node/17162

[2] http://www.marxists.org/archive/trotsky/1932/pcr/13.htm, http://www.marxists.org/archive/trotsky/1932/pcr/01.htm

[3] https://www.marxists.org/archive/lenin/works/1901/witbd/ii.htm#fwV05P384F01

[4] http://marxists.org/archive/lenin/works/1901/witbd/iv.htm

[5] http://www.workersliberty.org/blogs/paulhampton/2010/01/19/what-do-what-be-done; http://marxists.org/archive/lenin/works/1901/witbd/iv.htm

[6] Lenin W., „Dzieła wszystkie” t. XIX, KiW 1986; str. 72

[7] https://www.marxists.org/polski/lenin/1920/04/lewicowosc/10.htm

[8] http://www.1917.net.pl/node/2653

[9] Trocki L. „Moje życie”, Warszawa 1990, str. 428

[10] Witkowicz A. „Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923”, IW KiP, Warszawa 2008, str. 357-361

[11] http://www.britannica.com/EBchecked/topic/514051/Russo-Polish-War

[12] http://en.wikipedia.org/w/index.php?title=The_Black_Book_of_Communism&oldid=576863399#Historical_inaccuracies

[13] „There remains the Western Front which on the map of our revolutionary strategy at present has only a tertiary significance. The Polish gentry can have here only temporary marauding successes We look upon the temporary advance by the weak Polish forces with no great alarm. When we have settled Denikin – and that day is near – we shall pour our heavy reserves on to the Western Front.” (https://www.marxists.org/archive/trotsky/1924/ffyci-1/app05.htm)

Społeczność

1917 rev